Reklama polityczna
Gibała wreszcie KUPIŁ SOBIE Kraków!
Reklama polityczna

Stało się. Kraków w końcu uległ. Po latach systematycznego stukania do drzwi, okien, a ostatnio nawet włazów dachowych, Łukasz Gibała osiągnął swój upragniony cel. Wynik sondażowy – 61% w drugiej turze (wg IPSOS) – nie pozostawia wątpliwości: 21 października nastąpi oficjalne ukoronowanie. W przepięknych wnętrzach magistratu spełni się wreszcie wielki, prywatny sen człowieka, który postanowił udowodnić całemu światu, że za odpowiednią cenę można kupić nawet miłość Miasta Królów.

Trzy razy Kraków mówił mu wyraźne, dobitne i dość jednoznaczne „nie”. Inny polityk po trzech takich policzkach zająłby się hodowlą alpak, pisaniem pamiętników albo chociaż wyjazdem na dłuższe wakacje. Ale nie Łukasz Gibała. Przecież chore ambicje mają to do siebie, że nie znają słowa „porażka” – znają tylko pojęcie „za mało wydanych milionów”.

fot. AI

I tak oto doczekaliśmy się czwartej próby. Przepis na sukces okazał się w gruncie rzeczy porażająco prosty, choć piekielnie drogi. Wystarczyło wpakować w różne kampanie budżet małego państwa wyspiarskiego, zasypać ulice tonami banerów i – poprzez swoich akolitów, fanów i wyznawców gibałowego kościoła – wylać w sieci taką falę hejtu, szamba i taniej demagogii, że nawet Kanał Krakowski patrzył na to tyleż z podziwem i zazdrością, co z lekkim zażenowaniem. Wszystko po to, by wreszcie zaspokoić jedno, dawno spuchnięte ego.

Co teraz czeka Kraków?

Złośliwi mówią, że w urzędzie miasta już trwają gorączkowe poszukiwania odpowiednio wysokiego stołka, żeby nowy prezydent nie musiał patrzeć na urzędników z dołu. Inni zastanawiają się, czy nową tradycją miejską stanie się codzienne odgrywanie hejnału na cześć Wielkiego Zwycięzcy, najlepiej z dedykacją dla tych wszystkich sceptyków, którzy śmiali głosować na niego dopiero za czwartym podejściem.

Gabinet prezydenta Krakowa / fot. UMK

Możemy się też pewnie spodziewać rychłego przemianowania Plant na „Aleję Uporu Łukasza” oraz wprowadzenia obowiązkowych lekcji z wytrwałości w krakowskich szkołach – jako żywego dowodu na to, że jeśli drążysz kroplą skałę dostatecznie długo (i masz do tego odpowiednio gruby portfel), to w końcu nawet twardy, krakowski konserwatyzm pęknie z rozpaczy i machnie ręką.

Przelew w końcu przyszedł

Łukasz Gibała wreszcie ma swoją zabawkę. Został prezydentem Krakowian – tych samych, których przez lata przekonywał, że są niesprawiedliwi, bo nie poznali się na jego geniuszu za pierwszym, drugim i trzecim razem.

21 października przyjmie łańcuch prezydencki.

fot. AI

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że łańcuch ten nie okaże się zbyt ciężki dla kogoś, kto cały swój sukces zawdzięcza nie tyle wizji miasta, ile czystej, nieznoszącej sprzeciwu obsesji i rodzinnym alko-złotówkom.

Gratulujemy, Panie Prezydencie. Kupno tego fotela trwało długo, ale przelew w końcu przeszedł. Pierwsza rata już zapłacona – teraz rachunek wystawi Panu Kraków.

ZOBACZ TAKŻE: Tajemnicze przelewy na grube miliony. Powiązana z rodziną Gibałów spółka wpłaciła miastu 21,5 mln zł. Po co?

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

Czytaj także