Logo Kanał Krakowski
  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026

Obserwuj nas na:

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Reklama - duża
  1. Strona główna

Wydarzenia

Polityczny pasożyt znowu w akcji! Jak Gibała „załatwia” sprawy, które załatwiają już inni

Polityczny pasożyt znowu w akcji! Jak Gibała „załatwia” sprawy, które załatwiają już inni

10 lipca 2026 | 15:24

Łukasz Gibała znów przyłapany na bezwstydnym lansie i podkradaniu cudzych zasług. Gdy inny radny bez medialnego szumu ratował zamkniętą kładkę w Bronowicach, Gibała natychmiast zwęszył okazję do darmowej reklamy. Zamiast zakasać rękawy, wyciągnął smartfona i zaczął pouczać świat w swojej nowej rolce. To już nie jest zwykłe parcie na szkło – to bezczelne pasożytnictwo na pracy ludzi, którzy w przeciwieństwie do lidera „Krakowa dla Mieszkańców” nie mają czasu na pajacowanie przed kamerą. Mieszkańcy Bronowic od dłuższego czasu zmagają się z uciążliwym problemem – zamkniętą kładką na Rudawie, która odcinała ich od kluczowych tras spacerowych i codziennych szlaków. Kiedy sprawą zajął się radny Maciej Michałowski z PiS, machina ruszyła. Spotkanie radnych Macieja Michałowskiego i Michała Drewnickiego z mieszkańcami ws. kładki Samorządowiec nie biegał z telefonem na kiju, nie szukał poklasku. Zamiast tego zrobił to, co do radnego należy. Najpierw zorganizował spotkanie z mieszkańcami, wysłuchał ich, a następnie usiadł do rozmów ze Stanisławem Kracikiem. Efekt? Konkretne ustalenia, plan działania i problem, który w końcu doczeka się realnego rozwiązania. – Mieszkańcy prosili mnie o interwencję w sprawie zamkniętej kładki na Rudawie. Kiedy wspólnie z Michałem Drewnickim zorganizowaliśmy spotkanie 29 czerwca zaskoczyło nas to ilu mieszkańców ten temat dotyczy. Przyszło prawie 50 osób. Umówiliśmy się z mieszkańcami, że będę rozmawiał z pełniącym funkcję prezydenta Stanisławem Kracikiem w celu wypracowania konkretnych rozwiązań. Spotkałem się w tym tygodniu już dwukrotnie w tej sprawie. Prezydent zlecił już konkretne działania i czekam na analizy – opowiada Michałowski. Kładka Wszystko jest na dobrej drodze. Michałowski o swoich działaniach nie trąbi na prawo i lewo, opinii publicznej nie zalała fala postów, tylko suche komunikaty, które docierają do zainteresowanych. Cały na biało wchodzi on: gwiazda internetu I w tym momencie na scenę, cały na biało, wkracza Gibała. Kiedy najcięższa praca została wykonana przez kogoś innego, Gibała odpala media społecznościowe, wyciąga smartfona i nagrywa „rolkę”. Z przejętą miną opowiada do kamery o dramacie zamkniętej kładki i grzmi, że „coś z tym trzeba zrobić”. Ani słowa o tym, że sprawa jest już poukładana. Ani słowa o realnej robocie wykonanej za jego plecami. Trzeba coś z tym zrobić.  I tyle. I już. I po sprawie. Rolka nakręcona, „problem” można odhaczyć. Klasyczny Gibała. Kolejna "bardzo ważna" rolka wiecznego kandydata – Nie chciałem robić z tego szopki politycznej, od początku do końca zależy mi na rozwiązaniu tego problemu. Zapraszam każdego do współpracy w tematach dotyczących mieszkańców Krakowa, w tym również Łukasza Gibałę. Tak czy inaczej uważam, że spotkania z mieszkańcami i urzędnikami, którzy podejmują konkretne decyzje i działania przynoszą więcej pożytku niż rolki, lajki itp. Oczywiście są tematy, które trzeba nagłaśniać, ale w tym przypadku ten temat trzeba rozwiązać, znaleźć finansowanie i model remontu kładki, który będzie odpowiadał mieszkańcom Krakowa.  I to się już dzieje! – mówi radny Michałowski. Stałe modus operandi Ta sytuacja to nie przypadek, ale idealna ilustracja mechanizmu, który w krakowskim samorządzie stał się już wręcz legendarny. Radni oraz urzędnicy miejscy od dawna, choć dotychczas głównie w kuluarach, bezlitośnie punktują bezczelne zachowanie Gibały. Diagnoza jest jedna i powtarza się przy kolejnych miejskich sprawach: – Gibała nie ma czasu na realną pracę, bo cały swój czas i energię poświęca na autopromocję – oburzają się radni i urzędnicy. My tu tyramy, toniemy w dokumentach, szukamy kompromisów i użeramy się z procedurami, żeby cokolwiek w tym mieście zmienić. Nie mamy czasu na reżyserowanie filmików i montowanie rolek. A potem przychodzi pan Łukasz, nagrywa trzydziestosekundowy klip, w którym mówi to, co my wiemy od miesięcy, i udaje jedynego sprawiedliwego. Strategia polityczna Gibały sprowadza się do prostego, wręcz prymitywnego schematu: Znaleźć istniejący problem (albo poczekać, aż inni zaczną go rozwiązywać). Nagrać efektowne wideo z chwytliwym, populistycznym hasłem. Przedstawić się jako jedyny obrońca uciśnionych mieszkańców. Zgarnąć lajki i wyświetlenia, po czym zniknąć do czasu kolejnej medialnej „afery”. Polityczny pasożyt i wieczny lans Kraków potrzebuje radnych i urzędników, którzy potrafią usiąść do stołu, negocjować, rozmawiać z mieszkańcami i skutecznie załatwiać sprawy dla miasta. Tak, jak w tym przypadku zrobił to Michałowski. Miasto nie zyska nic na kolejnych pasożytach, których jedyną aktywnością jest generowanie internetowego szumu. Kładka w Bronowicach zostanie otwarta dzięki ciężkiej, zakulisowej pracy, a nie dzięki facebookowym wyświetleniom Gibały. Pytanie tylko, jak długo mieszkańcy Krakowa dadzą się nabierać na ten tani, internetowy teatr, w którym realne problemy są jedynie tłem dla politycznego lansu jednego aktora. ZOBACZ TAKŻE: UWAGA! W Krakowie pojawił się fałszywy uzdrowiciel. Po tym go poznacie

Więcej…

Były prezydent Krakowa ujawnia kulisy władzy. Są nazwiska, tajemnice i dym z cygara

Były prezydent Krakowa ujawnia kulisy władzy. Są nazwiska, tajemnice i dym z cygara

09 lipca 2026 | 19:36

To nie są wspomnienia pisane "pod emeryturę". To opowieść o władzy od kuchni: z konkretnymi nazwiskami, niewygodnymi historiami i kulisami, które przez lata pozostawały za zamkniętymi drzwiami gabinetów. Jacek Majchrowski, po blisko 22 latach rządzenia Krakowem, zdecydował się opowiedzieć o tym, czego wcześniej nie mówił. W książce „Byłem Prezydentem Miasta Krakowa” wraca do politycznych rozgrywek, nacisków, zakulisowych spotkań i ludzi, którzy przychodzili z własnymi interesami. Nie brakuje nazwisk ani opowieści o tym, jak naprawdę zapadały najważniejsze decyzje. Jest też charakterystyczny obraz krakowskiego magistratu – rozmowy prowadzone w gęstym dymie z cygara, kiedy ważyły się losy inwestycji, politycznych sojuszy i decyzji mających wpływ na całe miasto. Majchrowski odsłania kulisy swojej prezydentury i pokazuje mechanizmy, których mieszkańcy na co dzień nie mogli zobaczyć. Zaproszenie Spotkanie autorskie z okazji premiery książki odbędzie się w czwartek, 23 lipca, o godz. 18.00 w Sali Miedzianej Pałacu Krzysztofory (Rynek Główny 35). Rozmowę z prof. Jackiem Majchrowskim poprowadzi prof. Janusz Majcherek. ZOBACZ TAKŻE: UWAGA! W Krakowie pojawił się fałszywy uzdrowiciel. Po tym go poznacie

Więcej…

Wyborcza „łapanka” Wantucha. Kandydat na prezydenta szuka frajerów do czarnej roboty

Wyborcza „łapanka” Wantucha. Kandydat na prezydenta szuka frajerów do czarnej roboty

07 lipca 2026 | 18:23

Osiem podpisów w zamian za obietnicę bycia „blisko władzy”! Łukasz Wantuch wystosował do mieszkańców e-mail, który brzmi jak polityczna propozycja nie do odrzucenia. Kandydat na kandydatura na prezydenta Krakowa szuka jeleni, którzy odwalą za niego czarną robotę. Co w zamian? Jak już Wantuch zostanie prezydentem, to „pomocnicy” będą mogli być blisko władzy. Były radny Łukasz Wantuch znany jest z nietuzinkowych akcji. Kilka tygodni temu ogłosił wszem wobec, że zamierza ubiegać się o fotel Prezydenta Miasta Krakowa. Jednak, jak sam przyznaje, przed nim „najtrudniejsze wyzwanie”: zebranie 3000 podpisów. Tyle bowiem potrzeba, by formalnie zarejestrować kandydata. Co robi polityk w takiej sytuacji? Szuka armii pomocników! Rada Pięciuset, czyli zbierz dla mnie podpisy Wantuch w swoim liście do mieszkańców szuka 500 osób, z których każda ma zebrać po 8 podpisów. Razem daje to 4000 „głosów poparcia”.  Da to łącznie 4000 podpisów – 3000 wymaganych oraz 1000 jako bezpieczny zapas na wypadek błędów lub nieważnych podpisów. – pisze Wantuch w swoim mailu. W zamian za ten wysiłek, rekruter obiecuje stworzenie „Rady Pięciuset”.  Zamierzam spotykać się z jej członkami raz w miesiącu, konsultować swoje pomysły oraz wspólnie dyskutować o kierunkach rozwoju Krakowa. Mam w programie kilkaset propozycji. Taka współpraca będzie dla mnie najlepszym sposobem, aby sprawdzić, które z nich są najbardziej wartościowe i jak są odbierane przez szerokie grono mieszkańców. Brakuje jednak informacji, czy Rada będzie działała społecznie czy za pieniądze. Dawid kontra Goliat Wantuch w swoim apelu przywołuje biblijnego Dawida, który pokonał Goliata. Metafora zacna, jednak w krakowskich realiach bardziej chodzi o znalezienie frajerów, którzy odwalą robotę za człowieka marzącego o byciu prezydentem. I tak oto krakowska kampania wyborcza wchodzi na poziom, w którym zbieranie podpisów staje się projektem społecznym z własną nazwą i obietnicą comiesięcznych spotkań. Czy znajdzie się 500 śmiałków, którzy ruszą w miasto z listami Wantucha? Poniżej całość wiadomości rozesłanej przez Wantucha: Szanowni Państwo, Drodzy Sąsiedzi i Przyjaciele. zamierzam kandydować na urząd Prezydenta Miasta Krakowa. Mam konkretną wizję rozwoju naszego miasta oraz wiele pomysłów na rozwiązanie jego najważniejszych problemów. Pierwszym i najtrudniejszym wyzwaniem jest zebranie 3000 podpisów mieszkańców Krakowa pod zgłoszeniem mojej kandydatury. Pomyślałem więc, że zwrócę się o pomoc do osób, z którymi miałem kontakt w poprzednich latach. Państwa adres e-mail znalazł się w mojej bazie kontaktów, dlatego pozwoliłem sobie napisać tę wiadomość.  Do e-maila dołączony jest formularz zgłoszeniowy. Potrzebuję 500 osób, z których każda zbierze po 8 podpisów mieszkańców Krakowa i przekaże mi listę w wyznaczonym terminie. Da to łącznie 4000 podpisów – 3000 wymaganych oraz 1000 jako bezpieczny zapas na wypadek błędów lub nieważnych podpisów. Jeżeli wszystko się powiedzie, chciałbym powołać „Radę Pięciuset" – grono osób, które zaangażowały się w zbieranie podpisów. Zamierzam spotykać się z jej członkami raz w miesiącu, konsultować swoje pomysły oraz wspólnie dyskutować o kierunkach rozwoju Krakowa. Mam w programie kilkaset propozycji. Taka współpraca będzie dla mnie najlepszym sposobem, aby sprawdzić, które z nich są najbardziej wartościowe i jak są odbierane przez szerokie grono mieszkańców. Zbieranie podpisów wiąże się z kilkoma zasadami i formalnościami. Jeżeli chcieliby Państwo pomóc, proszę o odpowiedź na tego e-maila. Chętnie wyjaśnię wszystkie szczegóły. Dawid pokonał Goliata. Wierzę, że także dziś wszystko jest możliwe. Z wyrazami szacunku, Łukasz Wantuch ZOBACZ TAKŻE: „Komuno, wróć”, czyli posłanka zeznaje na policji. Czy Gosek-Popiołek nadużywa władzy?

Więcej…

„Komuno, wróć”, czyli posłanka zeznaje na policji. Czy Gosek-Popiołek nadużywa władzy?

„Komuno, wróć”, czyli posłanka zeznaje na policji. Czy Gosek-Popiołek nadużywa władzy?

07 lipca 2026 | 12:20

Wyobraźcie sobie, że kupujecie dom wraz z działką. Jest Wasz, własny, prywatny. Postanawiacie wyremontować kuchnię, łazienkę i salon. Zburzyć dwie ściany i wstawić trzy nowe. Nagle zjawia się sąsiad i krzyczy: „Hola, hola!”. Zamiast rozmawiać, zaczyna słać donosy do nadzoru budowlanego, prokuratury i wszystkich możliwych służb. Mniej więcej tak wygląda dzisiejsza aktywność posłanki Darii Gosek-Popiołek wobec inwestycji Miastoprojekt przy krakowskich Błoniach. Inwestor kupił budynek i przeprowadza przebudowę zgodnie z obowiązującym prawem. Jednak, że inwestycja jest medialna, a „twarz” dał jej sam Robert De Niro, pani poseł – i kandydatka na prezydenta Krakowa Nowej Lewicy – postanowiła pod ten projekt podpiąć się politycznie. „Niech służby sprawdzą” We wtorek, 7 lipca, posłanka składała wyjaśnienia na policji, co jest pokłosiem jej własnej aktywności w roli „donosiciela”. Tuż przed wejściem na przesłuchanie zorganizowała konferencję prasową, która zamiast wyjaśnień, przyniosła więcej pytań. Daria Gosek-Popiołek przed komendą policji w Krakowie Kiedy zapytaliśmy wprost, jakie konkretnie prawo złamał inwestor, odpowiedź była wyjątkowo mglista. Pani poseł nie potrafiła wskazać żadnego konkretnego naruszenia. Bredziła coś o braku dialogu i braku transparentności. Tak, jakby to prywatny inwestor w swojej prywatnej inwestycji miał ustalać z sąsiadami kolor płytek w toalecie na drugim piętrze. Gosek-Popiołek zasłoniła się także stwierdzeniem, że w sumie to „odpowiednie organy powinny to sprawdzić”. W tłumaczeniu na nasze: „nie wiem o co chodzi, ale może służby coś znajdą”. To klasyczne podejście „szukania haka”, które budzi coraz większe kontrowersje. Kontratak inwestora. Czy to nękanie? Sytuacja stała się na tyle poważna, że inwestor nie pozostał bierny. Złożył zawiadomienie do prokuratury na posłankę, zarzucając jej nadużycie mandatu poselskiego i wykorzystywanie uprawnień do nękania przedsiębiorcy (w kontekście art. 231 Kodeksu karnego). Pełne brzmienie artykułu O tym, czy działania pani poseł wykraczają poza ramy prawa, zdecyduje zapewne sąd. Na czyje zlecenie działa posłanka? Ciekawostką jest fakt, że tego typu inwestycji w całym mieście jest naprawdę sporo. Choćby przy ulicy Mogilskiej, gdzie odbywała się dzisiejsza konferencja, w całości wyburzone zostały wpisane do gminnej ewidencji budynki po dawnych Zakładach Zbożowych, a następnie inwestor odtworzył je według najnowszych standardów. Dlaczego więć Gosek-Popiołek interesuje się akurat Miastoprojektem? Budynek Miastoprojektu Jedna z odpowiedzi na to pytanie zawarta jest w tym tekście: Ujawniamy strategię Gosek-Popiołek! Oto jak zamierza wygrać wybory. Ale pytanie to zadaliśmy pani poseł podczas konferencji. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że "działa na wniosek okolicznych mieszkańców". Dopytaliśmy więć, ilu dokładnie krakowian sprzeciwia się inwestycji lub – kolokwialnie mówiąc – "ma z nią problem". W odpowiedzi padło: "Większość". Na prośbę o podanie szacunkowej liczby (jest bowiem różnica, czy protestuje 10, 100 czy 10 000 osób), posłanka nie była w stanie odpowiedzieć. Stanowisko Gosek-Popiołek Pani poseł wielokrotnie ignorowała nasze prośby o przedstawienie swojego stanowiska. My jednak stawiamy na rzetelność i pluralizm – jeśli tylko ktokolwiek zechce zabrać głos, nasze łamy (i mikrofon) są otwarte. Poniżej publikujemy nagranie z dzisiejszej konferencji niemal w całości (niemal, bo pierwsze 5 sekund wystąpienia pani poseł są ucięte). Czasem wystarczy po prostu pozwolić politykom mówić, bo ich wypowiedzi komentują się same. ZOABCZ TAKŻE: „Mistrzyni durnych wpadek” w wyścigu o fotel prezydenta!

Więcej…

Ujawniamy strategię Gosek-Popiołek! Oto jak zamierza wygrać wybory

Ujawniamy strategię Gosek-Popiołek! Oto jak zamierza wygrać wybory

06 lipca 2026 | 18:16

Dotarliśmy za kulisy strategii wyborczej Darii Gosek-Popiołek. Nie ma tu miejsca na przypadki, marzenia o zielonym Krakowie czy troskę o ład przestrzenny. Jest za to chłodna analiza słupków i wniosek, który w sztabie Lewicy padł wprost: żeby wygrać, w roli głównego adwersarza trzeba postawić dewelopera. Kanał Krakowski dotarł do badań focusowych, na których Nowa Lewica buduje kampanię swojej kandydatki na prezydenta Krakowa. Wnioski z badań są brutalnie proste i pozbawione politycznego pudru: elektorat, o który walczy Gosek-Popiołek, nie jest zainteresowany subtelną debatą o planowaniu miasta. Ci wyborcy chcą krwi i bezpardonowego ataku na… deweloperów. Strategia: Wróg publiczny numer jeden Z badań jasno wynika, że jedynym skutecznym paliwem dla tej kampanii jest radykalna polaryzacja. Deweloper to w tej strategii nie partner do rozmowy o budownictwie, ale „zło wcielone”, „betonowy potwór” i główny winowajca wszystkich krakowskich bolączek. Daria Gosek-Popiołek / fot. wikimedia Sztabowcy pani poseł nie mają złudzeń – walka z deweloperką to najkrótsza droga do serc (i głosów) zdesperowanych mieszkańców. Dlatego przekaz jest jasny i agresywny: w kampanii trzeba bezpardonowo uderzać w deweloperów. To nie jest kwestia światopoglądu, to wyrachowana taktyka podbicia poparcia w grupach, które mogą oddać głos na szeroko rozumianą lewicę. Miastoprojekt. Teatr pod publiczkę Pani poseł doskonale odrobiła lekcję z focusów. Skoro trzeba „jechać po deweloperach”, to wybór celu nie mógł być inny niż najbardziej medialna inwestycja w mieście – Miastoprojekt. Efektowna lokalizacja: Inwestycja zlokalizowana jest tuż przy Błoniach. Twarz De Niro: To dla sztabu prezent, o jakim marzy każdy polityk. Możliwość zestawienia swojego nazwiska z Robertem De Niro to darmowa kampania o zasięgu światowym. Wojenka bez ryzyka: Gosek-Popiołek nie szuka tu realnych rozwiązań prawnych, bo wie, że one nie przyniosą „klików”. Ona szuka konfliktu. Wojenka medialna z inwestorem, w której po drugiej stronie stoi hollywoodzki gwiazdor, to idealny materiał na ostre, populistyczne posty. Brak rozmowy: Po kilku medialnych atakach ze strony Gosek-Popiołek, inwestor zaproponował posłance spotkanie i rozmowę. Ta nie zgodziła się na merytoryczną dyskusję. Miastoprojekt Daria wie, że De Niro nie przyjedzie do Krakowa, żeby dyskutować o jej interpelacjach. Ale o to właśnie chodzi. Każdy post, w którym Daria atakuje "hollywoodzki projekt", podbija nam zasięgi wśród potencjalnych wyborców, którzy czują się oszukani przez wielki biznes. Nie musimy wygrać z inwestorem, musimy wygrać w mediach społecznościowych. Reszta to tylko dekoracje. - mówi nam osoba z Nowej Lewicy. Inna dodaje: Gramy na nienawiści do deweloperów. To nasze paliwo, które napędza kampanię. Prokuratura zamiast debaty Ta „medialna wojenka” wchodzi właśnie w fazę prawną, która może okazać się dla kandydatki bardzo ryzykowna. We wtorek (7 lipca) Gosek-Popiołek ma składać wyjaśnienia przed organami ścigania w związku ze swoimi działaniami wymierzonymi w inwestora Miastoprojektu. ZOBACZ TAKŻE: Kłopoty kandydatki na prezydenta Krakowa. Sprawa trafiła do prokuratury Przedstawiciele firmy, która działa w Krakowie od 21 lat, nie zamierzają już dłużej tolerować medialnego linczu. Inwestorzy złożyli zawiadomienie do prokuratury, w którym argumentują, że posłanka przekracza swoje uprawnienia, wykorzystując mandat poselski do uporczywego nękania legalnie działającego przedsiębiorstwa. Bilans zysków i strat To najbardziej cyniczny rodzaj polityki. Pani poseł gra na emocjach ludzi, podsycając niechęć do sektora budowlanego, bo badania pokazały, że to najbardziej „klikalny” temat. Czy z tego krzyku wyniknie cokolwiek dla mieszkańców Krakowa? Sztabowców to nie obchodzi. Liczy się tylko to, żeby w dniu wyborów wyborca lewicy miał przed oczami obraz Gosek-Popiołek walczącej z wyimaginowaną deweloperską mafią. ZOBACZ TAKŻE: Zapadliska, pęknięte domy i... głucha cisza. Sprawy mieszkańców lądują w niszczarce

Więcej…

Zapadliska, pęknięte domy i... głucha cisza. Sprawy mieszkańców lądują w niszczarce

Zapadliska, pęknięte domy i... głucha cisza. Sprawy mieszkańców lądują w niszczarce

03 lipca 2026 | 08:19

Domy pękają, mieszkańcy drżą o swoje bezpieczeństwo, a ziemia dosłownie się osuwa. W obliczu tej katastrofy Daria Gosek-Popiołek wybrała strategię, która poraża: całkowite ignorowanie apeli o pomoc. Nie pomogły pisma, nie pomogła ranga nadawcy – byłego posła. Czy to jest właśnie „nowa jakość” w polityce Nowej Lewicy, gdzie prośby o ratunek lądują prosto w niszczarce? W polityce często mówi się o „kontakcie z wyborcami”, jednak rzeczywistość bywa brutalna. Daria Gosek-Popiołek, posłanka na Sejm RP i kandydatka na prezydenta Krakowa, zdaje się wyznawać zasadę, że niektóre problemy mieszkańców z jej okręgu wyborczego można po prostu przemilczeć. Lista spraw, które ignoruje parlamentarzystka, staje się coraz dłuższa, a cierpliwość mieszkańców coraz mniejsza. Ignorowanie faktów i ludzi Najlepszym dowodem na to, jak traktowane są prośby o interwencję, jest historia pism wysyłanych przez byłego posła Jana Orkisza, Przewodniczącego Rady Okręgowej Unii Pracy i radnego powiatu olkuskiego. Wcześniej był także wiceburmistrzem Olkusza i wicestarostą olkuskim. Człowiek z ogromnym doświadczeniem, który w ostatnich wyborach do Sejmu startował z tej samej listy co Gosek-Popiołek (Nowa Lewica), od DWÓCH LAT(!) bezskutecznie dobija się do drzwi jej biura poselskiego w sprawach dotyczących zapadlisk w powiecie olkuskim. Zapadlisko w powiecie olkuskim Pierwsze pismo trafiło do adresatki w czerwcu 2024 roku – w czasie, gdy Gosek-Popiołek była jeszcze w partii Razem. Nie odpowiedziała na propozycję spotkania zaproponowanego przez Orkisza. Następne pismo, przypominające sprawę, wysłano po niespełna pół roku(!), już po tym, jak pani poseł zmieniła barwy partyjne na Nową Lewicę. Ostatnie pismo datowane jest na marzec 2025 roku. Każde z nich dotyczyło tego samego, palącego problemu: katastrofalnej sytuacji geologicznej w powiecie olkuskim. Słowa, które trafiają w próżnię W pismach Orkisza czytamy słowa pełne troski i uzasadnionego niepokoju: Z niepokojem obserwuję, że sytuacja w regionie ulega dalszemu pogorszeniu. W ostatnich tygodniach pojawiły się kolejne zapadliska, które nie tylko zagrażają infrastrukturze, ale przede wszystkim bezpieczeństwu ludzi. Wiele osób żyje w ciągłym strachu, obawiając się, że ich domy, drogi czy inne obiekty użyteczności publicznej mogą w każdej chwili zostać zniszczone. Były poseł i mieszkaniec okręgu wyborczego, z któego do Sejmu dostała się Gosek-Popiołek apelował o pilne zwołanie posiedzenia Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa w miejscu zdarzeń, aby móc wysłuchać głosów lokalnej społeczności i ekspertów. Mimo dramatycznego wydźwięku tych apeli, odpowiedź nie nadeszła. Kogo tak naprawdę reprezentuje poseł? Skoro obecna kandydatka na prezydenta Krakowa pozwala sobie na ignorowanie byłego posła, który zna specyfikę regionu i realia pracy w parlamencie, to jak ma traktować zwykłego mieszkańca, który nie ma „przebicia” w mediach czy strukturach partyjnych? Zresztą to tylko jeden z wielu przykładów, gdy Gosek-Popiołek nabiera wody w usta. Inny opisywaliśmy już na naszej stronie. Pani poseł od miesięcy interesuje się inwestycją Miastoprojekt przy Błoniach i ostro ją torpeduje. Gdy przedstawiciele inwestora zaprosili ją na rozmowę, ta całkowicie zignorowała ich prośbę. Więcej o sprawie pisaliśmy tutaj: Czyje interesy tak naprawdę reprezentuje posłanka Gosek-Popiołek? Po naszym wczorajszym tekście na temat Gosek-Popiołek zarzuciliście nam w komentarzach, że powinniśmy dać się jej wypowiedzieć i odnieść do zarzutów. Sęk w tym, że nasze prośby o rozmowę także także są ignorowane. I takich przykładów w zanadrzu mamy więcej. Zresztą i w opisywanej powyżej sprawie pism wysyłanych przez Orkisza, poprosiliśmy Gosek-Popiołek o odniesienie się do tej sytuacji. Jeśli nam odpowie, na pewno zamieścimy jej stanowisko. Lans zamiast służby To polityczne milczenie to nie jest zwykłe niedopatrzenie czy brak czasu – to wyrachowany mechanizm unikania odpowiedzialności za własne zaniechania. Daria Gosek-Popiołek Gosek-Popiołek stała się ekspertką od "polityki lansu": pojawia się głównie tam, gdzie może nakręcić efektowną rolkę na media społecznościowe lub zapozować do zdjęcia na Facebooka, które zbuduje jej wizerunek troskliwej aktywistki. Gdy jednak kończy się show, a zaczyna prawdziwa, żmudna praca u podstaw – wymagająca zajęcia się trudnymi, nieefektownymi problemami – 41-letnia kandydatka na prezydenta Krakowa po prostu znika. Wtedy ignoruje, lekceważy i pokazuje wyborcom, że ma ich sprawy zwyczajnie w głębokim poważaniu. Jeśli poseł boi się konfrontacji z realnymi problemami i ucieka przed dialogiem, gdy nie ma w pobliżu kamery, to stawia się w pozycji osoby, która nie służy mieszkańcom, a jedynie własnemu wizerunkowemu komfortowi. Czas na reakcję pani poseł już dawno minął. Mieszkańcy wciąż czekają, choć coraz częściej z gorzkim pytaniem: czy jest jeszcze jakikolwiek sens pukać do tych drzwi, jeśli za nimi nie stoi szansa na „lajki”, tylko praca dla dobra regionu? ZOBACZ TAKŻE: „Mistrzyni durnych wpadek” w wyścigu o fotel prezydenta!

Więcej…

SZOK! Nie uwierzycie, kto chciał startować na prezydenta Krakowa z poparciem PiS!

SZOK! Nie uwierzycie, kto chciał startować na prezydenta Krakowa z poparciem PiS!

01 lipca 2026 | 13:28

Polityczna wolta, która nie mieści się w głowie. Rafał Komarewicz, były krakowski radny, a obecnie poseł, desperacko pukał do drzwi Prawa i Sprawiedliwości, oferując się jako ich kandydat na prezydenta Krakowa. Plan był prosty: wykorzystać szyld największej opozycyjnej partii, by ratować własną karierę. Plan legł jednak w gruzach, bo w samym PiS-ie nikt nie chce mieć z nim nic wspólnego. Napisać o Komarewiczu, ze jest politykiem kontrowersyjnym to tak, jakby nic nie napisać.  Karierowicz i zdrajca – mówią o nim byli już koledzy z Rady Miasta. Do dziś z politowaniem wspominają czasy, gdy ten wybrany z list Jacka Majchrowskiego radny unikał odpowiedzialność i dbał wyłącznie o własne cztery litery. Krążą legendy o tym, jak w kluczowych momentach potrafił po prostu zniknąć z sali obrad i „zaszyć się” w toalecie. Nie wiemy, czy rzeczywiście zmagał się wówczas z problemami zdrowotnymi, czy może z „chwilowym brakiem odwagi”, ale efekt był taki, że głosowania odbywały się bez jego udziału. Rafał Komarewicz Nic dziwnego, że w PiS-ie nikt nie traktuje go poważnie. My mamy swoich sprawdzonych ludzi, z kręgosłupem i wizją, a nie potrzebujemy w szeregach żadnego politycznego odklejeńca i karierowicza, który dla stołka zmieni barwy szybciej, niż zdąży wyjść z łazienki – ucina krótko nasz rozmówca z krakowskich struktur Prawa i Sprawiedliwości. „Ja tego pana w ogóle nie znam” Komarewicz był wielkim orędownikiem odwołania Aleksandra Miszalskiego ze stanowiska prezydenta, ale... opowiadał o tym głównie w prywatnych rozmowach. Oficjalnie chyba nigdzie tego nie stwierdził. To typowe komarewiczowanie. Jest mistrzem mówienia w taki sposób, by nic nie powiedzieć, a jednocześnie, by każdy wiedział o co chodzi. Jest tchórzem – mówi nam jeden z obecnych radnych.  Jak ustaliliśmy, Komarewicz jeszcze przed referendum prowadził zakulisowe rozmowy z ważnymi działaczami PiS. Przekonywał ich, że to on powinien być „twarzą” partii w walce o fotel prezydenta stolicy Małopolski. Pomysł ten nie znalazł jednak uznania – delikatnie mówiąc – nawet w lokalnych strukturach partii. Ja tego pana w ogóle nie znam. Wiem, że jest posłem, a wcześniej był przewodniczącym Rady Miasta Krakowa. I to wszystko, co wiem na jego temat.  – mówi nam członek PiS z Krakowa. A inny polityk tej partii dodaje: Ostatnio mocno krytykował rząd Donalda Tuska i próbował się przymilać do PiS, a dziś w Kanale Zero znów chwalił rząd Tuska. On nie zmienia zdania każdego dnia, tylko kilka razy w ciągu dnia. źródło: X Król politycznych wolt? Polityczna droga Komarewicza pełna jest gwałtownych zwrotów akcji. To zdrajca. Ma wiele za uszami. Często bywało tak, że umawialiśmy się na jedno, a Rafał - gdy tylko wyszedł z pokoju - natychmiast robił drugie. Nie można było mu ufać, był nieprzewidywalny i grał tylko pod siebie. Dobro wspólne dla niego nie istnieje. Liczy się jedynie dobro własne – mówi bez ogródek jeden z jego byłych kolegów z klubu Przyjazny Kraków. Wspomina, jak Komarewicz postanowił wystartować dwa lata temu w wyborach na prezydenta Krakowa. Wówczas zdobył 3 procent głosów i to głównie dlatego, że oplakatował miasto materiałami, na których bardziej widoczny był będący wówczas na fali Szymon Hołownia niż on sam. Będąc bardzo krótko posłem już zdążył dopuścić się zdrady. Porzucił Hołownię, dzięki któremu w ogóle wszedł do Sejmu, i odszedł do Klubu Centrum. Dziś sytuacja posła jest jasna: desperacko walczy o przetrwanie i miejsce na jakiejkolwiek liście wyborczej w przyszłorocznych wyborach do Sejmu. Start z poparciem PiS miał być dla niego szansą na zbudowanie rozpoznawalności. Rafał Komarewicz w Sejmie Czy to koniec politycznej kariery? Jest jeszcze opcja, by Komarewicz wystartował na prezydenta Krakowa samodzielnie, ale chyba nawet on sam zdaje sobie sprawę z tego, że nie ma nawet szans na powtórzenie wyniku sprzed dwóch lat. Po serii politycznych „zdrad” i braku stabilności, elektorat wydaje się już dawno wystawić mu rachunek i – podobnie jak PiS – zamknął przed nim drzwi na cztery spusty. ZOBACZ TAKŻE: Ekspert: Walka o prezydenturę rozegra się między trojgiem kandydatów [WYWIAD]

Więcej…

Decyzja o rezygnacji z jednokierunkowej Starowiślnej wywołuje polityczną burzę

Decyzja o rezygnacji z jednokierunkowej Starowiślnej wywołuje polityczną burzę

24 czerwca 2026 | 14:38

Decyzja Stanisława Kracika o rezygnacji z planów wprowadzenia ruchu jednokierunkowego na ulicy Starowiślnej stała się w błyskawicznym tempie głównym punktem sporów politycznych w mieście. Ruch, który miał być kluczowym elementem przebudowy arterii, został zatrzymany, co wywołało natychmiastową i skrajnie spolaryzowaną reakcję wśród kandydatów na urząd prezydenta Krakowa oraz obserwatorów życia publicznego. Decyzja ta, odebrana przez wielu jako nagłe wycofanie się z forsowanego wcześniej projektu, stała się osią podziału na zwolenników zachowania obecnego kształtu komunikacyjnego ulicy oraz obrońców zmian w duchu modernizacji miejskiej infrastruktury. Skrajne opinie kandydatów W mediach społecznościowych zawrzało tuż po pojawieniu się pierwszych doniesień. Głosy kandydatów pokazują, jak głęboki podział wywołał ten ruch: Jan Hoffman przyjął decyzję z wyraźną aprobatą, podkreślając swoje krytyczne nastawienie do poprzedniej koncepcji. W swoim wpisie na platformie X stwierdził: Jeśli te informacje się potwierdzą, to będzie bardzo dobra wiadomość dla Krakowian i mieszkańców Dzielnicy I. Fatalny, przeskalowany, drogi i przepychany na siłę projekt przebudowy Starowiślnej w tej formule był nie do zaakceptowania. Zupełnie odmienne stanowisko zajęła Aleksandra Owca, która wstrzymanie prac oceniła w kategoriach politycznego sabotażu. Jej zdaniem, decyzja uderza w fundamenty zarządzania miastem i stoi w sprzeczności z demokratycznie wypracowanymi rozwiązaniami: Jeśli te informacje się potwierdzą, to znaczy, że Donald Tusk i jego komisarz arbitralną decyzją podjętą wbrew konsultacjom i decyzjom posiadającej wciąż mandat demokratyczny Rady Miasta, wbrew zasadom gospodarności powstrzymują Kraków przed rozwojem. Co dalej z krakowską komunikacją? Spór o ulicę Starowiślną to nie tylko dyskusja o organizacji ruchu, ale przede wszystkim o kierunek rozwoju Krakowa. Z jednej strony mamy głosy wskazujące na konieczność ochrony lokalnej społeczności przed "przepychaniem" kosztownych inwestycji, z drugiej – oskarżenia o polityczne blokowanie niezbędnych zmian infrastrukturalnych. Dzisiejsza decyzja Stanisława Kracika sprawiła, że temat ten z pewnością zdominuje nadchodzącą kampanię wyborczą, stając się papierkiem lakmusowym dla wizji zarządzania miastem, jaką proponują poszczególni kandydaci. Mieszkańcy pozostają w niepewności co do ostatecznego kształtu przebudowy, która miała być jednym z najważniejszych wyzwań dla krakowskiej komunikacji w najbliższym czasie.

Więcej…

Kto zastąpi odwołanego prezydenta? Wyniki sondażu, w które aż trudno uwierzyć!

Kto zastąpi odwołanego prezydenta? Wyniki sondażu, w które aż trudno uwierzyć!

23 czerwca 2026 | 19:46

Wyniki najnowszego sondażu IBRiS, przeprowadzonego na zlecenie Nowej Lewicy, przynoszą sensacyjne wieści przed nadchodzącymi przedterminowymi wyborami na prezydenta Krakowa. Choć oficjalny termin głosowania nie został jeszcze wyznaczony przez premiera, mieszkańcy stolicy Małopolski już wskazują swoich faworytów. Na czele zestawienia znajduje się Łukasz Gibała, który dotychczas nie potwierdził swojego udziału w wyścigu o fotel prezydenta. Wyniki sondażu: Kogo popierają krakowianie? Zgodnie z danymi IBRiS, poparcie dla potencjalnych kandydatów kształtuje się następująco: Łukasz Gibała - 17,2% Daria Gosek-Popiołek (Lewica) - 13,5% Michał Drewnicki (PiS) - 13,2% Monika Piątkowska (KO i PSL) - 12,0% Bartosz Bocheńczak (Konfederacja) - 5,9% Michał Klimek (Konfederacja Korony Polskiej) - 5,0% Aleksandra Owca (Razem) - 3,8% Jan Hoffman - 2,1% Marian Banaś - 1,4% Paweł Śliz (Polska 2050) - 0,0% Inny kandydat - 1,4% Znacząca grupa respondentów pozostaje niezdecydowana – 20,6 proc. ankietowanych wybrało odpowiedź "nie wiem, trudno powiedzieć", a 3,9 proc. odmówiło udzielenia odpowiedzi. Metodologia badania Sondaż został przeprowadzony przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS w dniach 10-14 czerwca 2026 r. na grupie 1000 pełnoletnich mieszkańców Krakowa. Błąd oszacowania wynosi 3 proc., przy progu ufności 0,95.

Więcej…

SZOK! Kandydat na prezydenta Krakowa może zasiąść na ławie oskarżonych

SZOK! Kandydat na prezydenta Krakowa może zasiąść na ławie oskarżonych

22 czerwca 2026 | 12:35

Marian Banaś wkrótce może zasiąść na ławie oskarżonych – ujawnia "Rzeczpospolita". Do końca dobiega bowiem śledztwo dotyczące byłego prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Prokuratura podejrzewa go o nakłanianie współpracowników do ujawnienia tajemnicy skarbowej. Sprawa, która ponownie trafia na pierwsze strony gazet, dotyczy zarzutów stawianych byłemu prezesowi NIK. Choć sam zainteresowany konsekwentnie określa działania wymiaru sprawiedliwości mianem „nagonki politycznej”, prokuratorzy zdecydowali o skierowaniu sprawy na drogę sądową. Ewentualne rozpoczęcie procesu karnego w trakcie trwającej kampanii wyborczej stanowi bezprecedensowe wyzwanie dla krakowskiego elektoratu.  „Wierzę w zwycięstwo” Mimo ciążących na nim zarzutów, Marian Banaś nie wycofuje się z wyścigu o urząd prezydenta Krakowa. W swoich wypowiedziach publicznych podkreśla, że jego decyzja o kandydowaniu jest „poważna” i wynika z chęci realnej zmiany sposobu funkcjonowania miasta. Kandydat zapowiada m.in. zniesienie opłat za parkowanie w weekendy oraz wycofanie kontrowersyjnych zakazów wjazdu do Krakowa dla samochodów z silnikami diesla. Co oznacza to dla Krakowa? Perspektywa zasiadania prezydenta miasta na ławie oskarżonych budzi wśród krakowian skrajne emocje. Z jednej strony zwolennicy Banasia widzą w nim silnego lidera, który „nie boi się systemu”, z drugiej – krytycy wskazują na potencjalne problemy wizerunkowe i paraliż decyzyjny, jaki mógłby dotknąć urząd w przypadku zaangażowania włodarza w długotrwały proces sądowy. Kraków, który w ostatnich miesiącach przeszedł przez polityczne trzęsienie ziemi, po raz kolejny znajduje się w centrum uwagi ogólnopolskiej. Najbliższe tygodnie kampanii pokażą, czy kwestia toczącego się postępowania karnego stanie się głównym punktem sporu między kandydatami, czy też wyborcy skupią się wyłącznie na propozycjach programowych dotyczących przyszłości miasta.

Więcej…

Emerytura? Nie dla niego. Były prezydent wraca robić politykę

Emerytura? Nie dla niego. Były prezydent wraca robić politykę

18 czerwca 2026 | 18:58

Myśleliście, że po opuszczeniu Pałacu Prezydenckiego Andrzej Duda zaszyje się w swoim krakowskim mieszkaniu, będzie spacerował po Plantach i karmił gołębie na Rynku? Nic z tego. Wygląda na to, że „najważniejszy narciarz Rzeczypospolitej” zatęsknił za błyskiem fleszy i wielką polityką. Albo po prostu koledzy uznali, że czas zacząć budować nową tratwę ratunkową na prawicy. Już w czwartek, 25 czerwca o 18:00, w Nowej Hucie (a konkretnie w Muzeum Cystersów w Mogile) odbędzie się wielkie spotkanie z prezydentem. Rodzinny biznes i prezydencka śmietanka Wydarzenie firmuje tajemniczo brzmiące stowarzyszenie „Wspólnota Wartości”. Brzmi pięknie i wzniośle, ale spójrzmy na personalia, bo zapachniało tu klasyczną, krakowską rodzinną atmosferą. Członkowie Wspólnoty Wartości. Od lewej: Edward Czesak, Tomasz Urynowicz, Jan Duda,  Józef Gawron i Piotr Ćwik  / fot. archiwum prywatne Szef zamieszania: Piotr Ćwik. Tak, ten sam, który przez lata wiernie trzymał teczkę w Kancelarii Prezydenta jako jej wiceszef. Członek zarządu / wspierający: Profesor Jan Duda. Zbieżność nazwisk? Absolutnie nieprzypadkowa. To nikt inny jak tata byłego prezydenta, radny sejmiku i naczelny strażnik tradycyjnych wartości w Małopolsce. Układ jest więc idealny: tata ogarnia miejsce, były minister organizuje krzesła, a syn wbija jako „gwiazda wieczoru”, żeby opowiadać, jak to w latach 2015–2025 „było super, a teraz nie jest”. I że trzeba iść po Kraków, Małopolską, a może nawet i Polskę. Plakat Oficjalnie to spotkanie o wartościach, nieoficjalnie – klasyczne badanie gruntu pod nowy ruch polityczny. Czy krakowskie opactwo Cystersów wytrzyma napór nostalgii za minioną dekadą? Przekonamy się w czwartek. Weźcie popcorn, bo krakowska prawica właśnie zaczyna kolejną telenowelę. ZOBACZ TAKŻE: Kto prezydentem Krakowa? Dotarliśmy do tajnego sondażu, a w nim... sensacja!

Więcej…

Kto prezydentem Krakowa? Dotarliśmy do tajnego sondażu, a w nim... sensacja!

Kto prezydentem Krakowa? Dotarliśmy do tajnego sondażu, a w nim... sensacja!

18 czerwca 2026 | 12:00

Trzęsienie ziemi w Krakowie! Dotarliśmy do sensacyjnych wyników sondażu prezydenckiego zleconego przez jedną z partii! Łukasz Gibała dosłownie demoluje konkurencję i ociera się o wygraną już w pierwszej turze. Kandydatka koalicji rządzącej Monika Piątkowska ma potężny problem, a na plecach czuje już oddech czarnego konia tych wyborów – Jana Hoffmana z Komitetu Referendalnego. Kto wejdzie do dogrywki, a kto w scenariuszu wildcard wywraca cały Kraków do góry nogami? Analizujemy pełne wyniki I i II tury! Dotarliśmy do kompletnych, sensacyjnych wyników wewnętrznego sondażu, zrealizowanego na zlecenie jednej z partii, której kandydat będzie ubiegał się o stanowisko prezydenta Krakowa.  CZĘŚĆ I: Wyniki I tury Oto jak na ten moment rozkładają się głosy krakowian: Łukasz Gibała (Kraków dla Mieszkańców) – 46% Monika Piątkowska (Koalicja Rządząca: KO + PSL) – 18% Jan Hoffman (Niezależny / Komitet referendalny) – 12% Daria Gosek-Popiołek (Nowa Lewica) – 9% Michał Drewnicki (Prawo i Spawiedliwość) – 6%  Bartosz Bocheńczak (Konfederacja / Nowa Nadzieja) – 3% Aleksandra Owca (Partia Razem) – 2% Pozostali (Banaś, Śliz, Schreiber, Komarewicz...) – 4%  I tura Wnioski z I tury: Gibała o krok od nokautu: Zdobywając 46%, lider Krakowa dla Mieszkańców ociera się o zwycięstwo bez konieczności dogrywki. Co najciekawsze – formalnie nie ogłosił jeszcze startu! Problemy obozu rządzącego: Oficjalna kandydatka KO i PSL, Monika Piątkowska (18%), ma bezpieczną przewagę nad resztą stawki, ale dystans do Gibały to aż 28 punktów procentowych. Elektorat w mieście jest wyraźnie rozbity. Efekt referendum: Jan Hoffman (12%) wskakuje na podium. Krakowianie wyraźnie premiują bezpartyjną, antysystemową alternatywę i pamiętają, kto stał za politycznym przewrotem w mieście. Prawica na dnie: Michał Drewnicki z PiS (6%) oraz Bartosz Bocheńczak z Konfederacji (3%) praktycznie nie liczą się w grze. Kraków szuka liderów lokalnych, nie partyjnych. CZĘŚĆ II: Scenariusze II tury – Kto ma szanse w dogrywce? Sondaż rozrysował cztery potencjalne warianty starć bezpośrednich. Kluczowe pytanie brzmi: kto wejdzie do dogrywki z Gibałą i czy ktokolwiek jest w stanie go zatrzymać? Scenariusz A – Najbardziej prawdopodobny (Szansa: ~55%) Łukasz Gibała vs Monika Piątkowska (KO+PSL). Wynik: Wygrywa Gibała (~70% do ~30%) To starcie, którego wszyscy się spodziewają. Jeśli Piątkowska utrzyma drugą pozycję, w dogrywce czeka ją jednak brutalne zderzenie z rzeczywistością. Gibała dosłownie demoluje kandydatkę Koalicji Rządzącej, przejmując głosy protestu. Wynik 70% oznaczałby historyczny, potężny mandat zaufania. Scenariusz B – Starcie "antysystemowców" (Szansa: ~25%) Łukasz Gibała vs Jan Hoffman (Komitet Referendalny). Wynik: Wygrywa Gibała (~60% do ~40%) Gdyby Hoffman rzutem na taśmę wyprzedził Piątkowską w I turze, czeka nas pojedynek dwóch kandydatów bezpartyjnych. W tym wariancie lider komitetu referendalnego stawia Gibale znacznie twardszy opór. Hoffman potrafi skonsolidować wokół siebie silny, anty-gibałowy elektorat (w tym głosy prawicy), obniżając wygraną lidera do 60%. Scenariusz C – Wariant lewicowy (Szansa: ~12%) Łukasz Gibała vs Daria Gosek-Popiołek (Lewica). Wynik: Wygrywa Gibała (~65% do ~35%) Wariant mało prawdopodobny. Gdyby Lewica weszła do II tury, dla Gibały to bardzo komfortowy układ. W starciu z wyrazistą, lewicową posłanką naturalnie przyciąga on do siebie bardziej umiarkowanych, centrowych i konserwatywnych krakowian. Scenariusz D – Sensacyjny "Wildcard" (Szansa: ~8%) Jan Hoffman vs Monika Piątkowska (KO+PSL). Wynik: Wygrywa Hoffman (~55% do ~45%) Tu kryje się gigantyczna sensacja. Co jeśli Łukasz Gibała ostatecznie... nie wystartuje? Przypomnijmy, że badanie wyraźnie zaznacza brak jego oficjalnej deklaracji, co jest głównym źródłem niepewności. W przypadku rezygnacji Gibały, w II turze spotykają się Hoffman i Piątkowska. I w tym momencie dochodzi do politycznego trzęsienia ziemi: Hoffman wygrywa z oficjalną kandydatką KO stosunkiem 55% do 45%! Dla KO byłaby to wizerunkowa katastrofa – po stracie stanowiska prezydenta w referendum, przegraliby miasto z człowiekiem, który to referendum zorganizował. II tura Podsumowanie W każdym scenariuszu, w którym pojawia się Gibała, konkurencja zostaje zmieciona z planszy. Jedynym elementem, który trzyma tradycyjne partie przy życiu, jest wciąż brak jego oficjalnego "tak". Jeśli Gibała nie wejdzie do gry, Kraków wpadnie w ręce komitetu referendalnego i Hoffmana. To dopiero początek sondażowej wojny nerwów. Z naszych informacji wynika, że własne badania na reprezentatywnych próbach zleciły już także sztaby kolejnych kandydatów. Ich wyniki i alternatywne prognozy powinniśmy poznać na dniach. ZOBACZ TAKŻE: Nowego prezydenta Krakowa poznamy dopiero w listopadzie?!

Więcej…

Nowego prezydenta Krakowa poznamy dopiero w listopadzie?!

Nowego prezydenta Krakowa poznamy dopiero w listopadzie?!

17 czerwca 2026 | 19:37

Zamiast tuż po wakacjach, nowego prezydenta Krakowa wybierzemy dopiero... na przełomie października i listopada. Wszystko wskazuje na to, że głosowanie odbędzie się dopiero jesienią! Urzędnicze procedury i protesty po majowym referendum mogą na długie miesiące zamrozić miasto. Taki scenariusz całkowicie wywraca do góry nogami wyborczą matematykę pod Wawelem. O co chodzi z tym opóźnieniem? Wszystko przez protest referendalny, który złożył znany działacz Edward Nowak. Zarzucił on przeciwnikom odwołanego prezydenta Aleksandra Miszalskiego, że w czasie ciszy wyborczej masowo i nielegalnie namawiali w sieci do pójścia na głosowanie. Co prawda Sąd Okręgowy w Krakowie właśnie ten protest oddalił, ale to wcale nie kończy sprawy. Wyrok jest nieprawomocny, a autor protestu może walczyć w wyższej instancji. Jak legalnie przeciągać linę? I tutaj wchodzą przepisy. Zanim poznamy oficjalną datę wyborów, musi nastąpić kilka kroków, z których każdy zajmuje sporo czasu. Skarżący mają prawo pójść do Sądu Apelacyjnego, co z miejsca blokuje dalsze ruchy na kolejne tygodnie. Od momentu, w którym Edward Nowak otrzyma pisemne uzasadnienie środowego wyroku, ma 7 dni na odwołanie. Sąd II instancji ma koleje 30 dni na rozpatrzenie sprawy. Środowe posiedzenie sądu. W środku Edward Nowak Kiedy sprawa w sądzie wreszcie się zakończy, premier i Państwowa Komisja Wyborcza mają 90 dni na zorganizowanie nowych wyborów. Jeśli urzędnicy i politycy będą wykorzystywać pełne, maksymalne terminy, jakie daje im prawo, to o wakacyjnym, a nawet wrześniowym głosowaniu możemy zapomnieć. Wtedy realnym terminem staje się koniec października lub nawet pierwsza połowa listopada. Co to oznacza dla mieszkańców Krakowa? Dla Krakowian taka zmiana terminu to potężna rewolucja.  Przez ten cały czas Krakowem nie będzie rządził nikt z wyboru mieszkańców, tylko tymczasowy komisarz wyznaczony przez premiera, czyli Stanisław Kracik. Jesienią na pewno będzie też wyższa frekwencja w wyborach na prezydenta Krakowa. W wakacje miasto pustoszeje, a do urn idą głównie zdyscyplinowani wyborcy. Listopad to zupełnie inna bajka. W Krakowie będą już wszyscy mieszkańcy oraz tysiące studentów. Taki termin drastycznie zwiększy frekwencję. Krakowska walka o władzę, zamiast szybkiego letniego sprintu, zamienia się więc w długi i męczący maraton, który rozstrzygnie się dopiero późną jesienią. ZOBACZ TAKŻE: Wielka ściema Gibały? Ujawniamy, dlaczego wciąż udaje, że nie wie, czy wystartuje

Więcej…

Znamy plan Gibały: nie wystartuje, zagra o pełną stawkę [UJAWNIAMY KULISY]

Znamy plan Gibały: nie wystartuje, zagra o pełną stawkę [UJAWNIAMY KULISY]

15 czerwca 2026 | 08:21

Czy w Krakowie szykuje się wielka polityczna sensacja? Według informacji do których dotarł Kanał Krakowski, Łukasz Gibała ogłosił najbliższym współpracownikom, że nie planuje startu w przyspieszonych wyborach na prezydenta Krakowa. Planuje przeczekać do 2029 roku i wtedy zagrać o „pełną stawkę” wraz z większością w Radzie Miasta. Czy Kraków czeka polityczny game-changer? Jak dowiedzieliśmy się z dwóch źródeł związanych ze środowiskiem trzykrotnego przegranego wyborów prezydenckich, Łukasz Gibała nie zdecyduje się na start w przyspieszonych wyborach prezydenckich. Ma też nie poprzeć żadnego kandydata, co jest świadomą strategią. Pan Pierożek i obawa o paraliż - Wszystko wskazuje na to, że wybory będą w połowie września. Nowy prezydent wchodzi do urzędu w październiku, tymczasem budżet na 2027 rok będzie już gotowy – można tylko pozmieniać drobne sprawy. Łukasz jest przekonany, że komisarz Kracik przygotuje mu tam sporo politycznych „bomb z opóźnionym zapłonem” - tłumaczy jeden ze współpracowników Gibały, dodając, że dopiero kolejny budżet – ten na 2028 mógłby być budżetem „autorskim”. Z kolei ten na 2029 rok to budżet wyborczy, który musiałby być populistycznym. - Plan Gibały się posypał, gdy okazało się, że Rada Miasta została. To oznacza permanentny konflikt z prezydentem z innego obozu, bo Kraków dla Mieszkańców ma 5 radnych, maksymalnie 2-3 jest jeszcze do wyciągnięcia. Rządy z PiS-em nie wchodzą w grę, Koalicja z Lewicą nigdy w alians z „Gibałowcami” nie wejdą, mało tego, zrobią wszystko, by zorganizować mu referendum po roku - uzupełnia współpracownik radnego, który trzykrotnie przegrał już walkę o najważniejszy fotel w Pałacu Wielopolskich. Jak przekonuje nasze źródło, radni Koalicji, którzy pałają rządzą zemsty za niewyobrażalną kampanię hejtu podczas referendum, będą punktować każdą decyzję potencjalnego prezydenta Gibały już od stycznia, a w czerwcu nie udzielą mu absolutorium i przegłosują wniosek o referendum, które wypadłoby na jesień. - Łukasz nie umie pracować pod presją, nie podejmuje decyzji bez analizy, sondaży, a to zawsze trwa. Do tego urząd działa jak działa, to jest słabo sterowalna struktura. Urząd to nie firma czy stowarzyszenie, gdzie mnóstwo roboty robią za niego inni, a on głównie nagrywa rolki z barów mlecznych - stwierdza osoba z otoczenia Gibały, przypominając, że w gronie dziennikarzy Gibała ma ksywę „Pan Pierożek”, co nawiązuje do cyklu odwiedzin barów mlecznych z których rolki nagrywał w ostatnich miesiącach Gibała. Hoffman sensacją Jak się okazuje, start Gibały zaczął być coraz mniej prawdopodobny od pierwszych dni czerwca. Jeszcze do Bożego Ciała, gdy szef „Krakowa dla Mieszkańców” przebywał na poreferendalnym urlopie, był przekonany, że Jan Hoffman – lider komitetu referendalnego, nie wystartuje w wyborach na prezydenta Krakowa. Wszystko miało się zmienić w długi czerwcowy weekend, gdy do ekipy referendalnej miał dotrzeć pogłębiony, problemowy sondaż przeprowadzony i opracowany już po referendum, autorstwa naukowców z krakowskich uczelni: - W części „osobowej” wyszło, że Hoffman, wcześniej w sondażach pomijany, może liczyć na dwucyfrowy wynik. Mało tego, w drugiej turze, gdyby tylko wszedł – a przy „spłaszczonych” wynikach i dobrej kampanii to bardzo możliwe, ma takie przepływy elektoratów, że wygrywa zarówno z kandydatem Koalicji, Gibałą jak i Darią Gosek-Popiołek, bo i ten wariant był sprawdzany - zdradza nasz rozmówca. Jak twierdzi, obydwaj panowie po referendum nie utrzymywali specjalnego kontaktu, Hoffman w krótkiej rozmowie telefonicznej przekazał tylko Gibale, że chce ogłosić swój start i że go o tym informuje, zanim dowie się z mediów. - Wysłannicy Gibały do końca próbowali odwieść Hoffmana od tego pomysłu, ale murem stanęli za nim ludzie z komitetu referendalnego, pojawiło się te podobno wielu chętnych do wsparcia kampanii Hoffmana. Widać to zresztą po pierwszych dniach, Hoffman nadaje ton debacie, ewidentnie ma na to pomysł i chce realnie powalczyć - wyznaje współpracownik Gibały, który w rozmowie z Kanałem Krakowskim nie ukrywa zaskoczenia takim obrotem sprawy. Piątkowska ostatecznym argumentem To jednak ogłoszenie kandydatury Moniki Piątkowskiej jako reprezentantki Koalicji Obywatelskiej i PSL miało utwierdzić Gibałę w przekonaniu, że start w przyspieszonych wyborach nie jest dobrym pomysłem. O wiele „groźniejszymi” na dłuższą metę wydawali się profesor Grodzicki i Rafał Sonik, których sondowali działacze KO. - Łukasz jest przekonany, że gdyby wygrała Piątkowska, będzie jeszcze gorsza niż Miszalski i tak skompromituje ekipę, że wybory w 2029 rok, nie tylko prezydenckie, ale i do rady, będą już dla niego tylko formalnością i zgarnie pełną stawkę. „Krowoderscy” [mowa o tzw. „grupie krowoderskiej”, czyli patomediach słynących z generowania hejtu w krakowskim internecie – dop. red.] tylko na to czekają, choć muszą przebudować strategię, bo kobietę trudniej atakować. Gdyby z kolei wygrał Hoffman, to na niego spadnie odium wszystkich niepopularnych decyzji związanych z oszczędnościami i „bombami” w budżecie. I wtedy na białym koniu wjedzie Gibała, który „uratuje Kraków”, na co będzie miał raczej na pewno dwie kadencje i spokój w radzie - zdradza kulisy planu ważny członek ekipy Gibały. I dodaje, że Gibała boi się również, że gdyby przegrał z Piątkowską lub Hoffmanem, na stałe wypadłby z życia politycznego Krakowa. - Czwarta klęska w wyborach prezydenckich byłaby kompletną katastrofą wizerunkową dla Łukasza, eliminującą go z polityki. Ludzie nie głosują na przegranych - dodaje współpracownik Gibały. Wybory bez terminu Przypomnijmy, że na tę chwilę nie jest znana nawet data przyspieszonych wyborów. Choć zgodnie z przepisami powinny one zostać zorganizowane do 90 dni od odwołania prezydenta, co oznaczałoby elekcję najpóźniej 23 sierpnia, to jednak plany pokrzyżowały protesty wyborcze, których rozpatrzenie przez sąd może potrwać nawet kilka miesięcy. Kluczowa będzie pierwsza rozprawa, zaplanowana na najbliższa środę. Dziś najbardziej prawdopodobnym terminem wyborów wydaje się druga połowa września. Czy do tego czasu Łukasz Gibała jednak zmieni zdanie co do swojego startu i spróbuje po raz czwarty zawalczyć o gabinet w Pałacu Wielopolskich?

Więcej…

UJAWNIAMY. Ten tajny dokument podpisano dwa dni przed referendum!

UJAWNIAMY. Ten tajny dokument podpisano dwa dni przed referendum!

12 czerwca 2026 | 08:52

Sześć miesięcy tajnych rozmów i zaledwie pięć dni na załatwienie formalności dotyczących zdrowia tysięcy pacjentów oraz przyszłości setek pracowników. Kulisy planowanego utworzenia Małopolskiego Wojskowego Instytutu Medycznego w Krakowie szokują skalą pośpiechu i brakiem transparentności. Dlaczego kluczowy dla miasta projekt próbowano przeprowadzić w ekspresowym tempie i poza plecami Rady Miasta? Przez wiele miesięcy mieszkańcy Krakowa nie mieli pojęcia, że w zaciszu gabinetów trwają rozmowy dotyczące jednej z największych zmian w lokalnej ochronie zdrowia od lat. Jak się dowiedzieliśmy w tym tygodniu, negocjacje pomiędzy władzami miasta a stroną wojskową dotyczące utworzenia Małopolskiego Wojskowego Instytutu Medycznego trwały co najmniej od grudnia 2025 roku. Mowa o projekcie, który zakłada połączenie potencjału 5 Wojskowego Szpitala Klinicznego oraz Szpitala Miejskiego Specjalistycznego im. Gabriela Narutowicza. Chodzi nie tylko o przyszłość dwóch dużych placówek medycznych, ale również o majątek publiczny, nieruchomości należące do miasta, kontrakty medyczne, projekty unijne i miejsca pracy setek osób. List intencyjny w cieniu referendum Przez wiele miesięcy rozmowy były objęte klauzurą najwyższej poufności. Kulminacją tych działań było podpisanie listu intencyjnego, którego sygnatariuszami był prezydent Aleksander Miszalski (jako przedstawiciel Gminy Miejskiej Kraków, czyli właściciela Szpitala Narutowicza) oraz dyrektor Szpitala Wojskowego Bartłomiej Guzik (jako przedstawiciel Ministerstwa Obrony Narodowej, pod które podlega placówka). Dokument podpisano 22 maja 2026 roku. Data ta nie jest bez znaczenia. Był to piątek – ostatni dzień roboczy przed referendum (24 maja) w sprawie odwołania prezydenta Krakowa i Rady Miasta Krakowa. Data podpisania listu Sam utajniony dotąd list ma charakter deklaratywny i formalnie nie przesądza jeszcze o ostatecznym kształcie projektu. Jednak jego treść pokazuje, że strony były już bardzo zaawansowane w przygotowaniach. Dokument przewiduje między innymi przygotowanie podstaw do utworzenia nowego instytutu, przekazanie nieruchomości, przejęcie praw i obowiązków obu szpitali, a także kontynuację ich działalności w nowej formule organizacyjnej. Ekspresowy harmonogram Najbardziej zaskakujący jest jednak harmonogram dalszych działań. W liście zapisano, że do 29 maja mają zostać zgromadzone wszelkie niezbędne opinie, rekomendacje, uzgodnienia i dokumenty potrzebne do realizacji przedsięwzięcia. Oznacza to zaledwie pięć dni roboczych od momentu podpisania dokumentu. Fragment listu Czyli: pięć dni na przygotowanie dokumentacji dotyczącej przedsięwzięcia obejmującego majątek dwóch dużych szpitali, tysiące pacjentów, setki pracowników, wielomilionowe kontrakty z NFZ, projekty finansowane ze środków unijnych, zobowiązania finansowe oraz kwestie własności nieruchomości. Trudno uznać taki termin za standardową praktykę administracyjną. Wręcz przeciwnie – wygląda on jak próba przeprowadzenia kluczowych formalności w ekspresowym tempie. „Wojskowa Rada Ocalenia Narutowicza” Jeszcze bardziej zastanawiające jest to, że w okresie pomiędzy podpisaniem listu a wyznaczonym terminem realizacji kolejnych działań nie było nawet planowanego posiedzenia Rady Miasta Krakowa. Radni nie mieli więc możliwości zapoznania się ze sprawą podczas sesji, zadania pytań, przeprowadzenia debaty czy wyrażenia stanowiska, a to przecież oni podejmują ostateczną decyzję. Zresztą na środowej sesji jeden z radnych nazwał tę decyzję „najważniejszą, jaką rada podejmie w tej kadencji”. O randze całego posiedzenia chyba najlepiej świadczy fakt, że dyrekcja szpitala wojskowego na sesję przybyła ze wsparciem wysokich rangą wojskowych ubranych w swoje uniformy, z licznymi odznakami na stroju, co wywołało zaskoczenie i poruszenie wśród radnych. Jeden z nich, mrużąc oczy od blasku bijącego z orderów, doliczył się na sali aż "sześciu generałów", po czym z nieskrywanym podziwem dla tej logistycznej operacji rzucił pod nosem, że oto przed nimi objawiła się nowa „Wojskowa Rada Ocalenia Narutowicza”. Trzeba przyznać, że widowisko było iście hollywoodzkie. Widok zszokowanych radnych, którzy zamiast urzędników z teczkami zobaczyli kordon generalskich pagonów, był bezcenny. Zabrakło chyba tylko polowego namiotu dowodzenia rozstawionego na środku sali obrad i map sztabowych z zaznaczonymi oddziałami kardiologii czy ortopedii. Szpital Narutowicza Skoro już wszyscy wiemy, jak ważna jest to decyzja, pojawiają się naturalne pytania: Dlaczego rozmowy prowadzone od grudnia utrzymywano poza wiedzą radnych, skoro już kilka miesięcy później oczekiwano zebrania wszystkich kluczowych dokumentów w ciągu zaledwie kilku dni?  Dlaczego nie przedstawiono projektu wcześniej? Dlaczego nie skierowano go wcześniej pod obrady komisji? Dlaczego nie rozpoczęto dyskusji na temat przyszłości Szpitala Narutowicza, skoro rozmowy były prowadzone od miesięcy? Kalendarz polityczny czy zbieg okoliczności? Nie sposób również nie zauważyć niezwykłego zbiegu okoliczności pomiędzy harmonogramem zapisanym w liście a kalendarzem politycznym. Dokument podpisano na dwa dni przed referendum. Następnie wyznaczono bardzo krótki termin realizacji kolejnych działań. W praktyce cały harmonogram wygląda tak, jakby zakładano możliwość, że po 24 maja obecna Rada Miasta Krakowa może już nie uczestniczyć w dalszym procesie. 24 maja w Krakowie odbyło sie referendum Oczywiście nie jest to dowód na istnienie takiego założenia. W dniu podpisywania listu nie było przecież wiadomo, jaki będzie wynik referendum. Nie było też wiadomo, czy w ogóle dojdzie do zmian we władzach miasta, a tym bardziej kto ewentualnie miałby pełnić funkcję komisarza. Jednak właśnie dlatego pytania pozostają zasadne. Czy ktoś zakładał scenariusz, w którym referendum doprowadzi do odwołania zarówno prezydenta miasta, jak i rady, a dalsze decyzje dotyczące projektu podejmowane będą już przez komisarza? Brak transparentności Dzisiaj nie znamy odpowiedzi na te pytania. Fakty są jednak bezsporne. Rozmowy trwały od grudnia. Nie wiedzieli o nich mieszkańcy. Nie wiedzieli o nich również radni, którzy odpowiadają za podejmowanie decyzji dotyczących majątku gminnego. List intencyjny podpisano w ostatnim dniu roboczym przed referendum dotyczącym przyszłości władz miasta. Na przygotowanie kluczowej dokumentacji wyznaczono zaledwie pięć dni roboczych. W tym czasie nie planowano nawet sesji Rady Miasta. Załącznik do listu W sprawie o tak ogromnym znaczeniu dla przyszłości krakowskiej ochrony zdrowia mieszkańcy mają prawo oczekiwać pełnej transparentności. Mają również prawo wiedzieć, dlaczego przez wiele miesięcy rozmowy prowadzono za zamkniętymi drzwiami, a gdy wreszcie podpisano dokument otwierający drogę do realizacji projektu, wszystko zaczęło dziać się w tempie, które nawet dla doświadczonych samorządowców może wydawać się co najmniej niezwykłe. ZOBACZ TAKŻE: Ukryte miliony Gibały?! Wiemy, kiedy pęknie referendalna wydmuszka

Więcej…

Ukryte miliony Gibały?! Wiemy, kiedy pęknie referendalna wydmuszka

Ukryte miliony Gibały?! Wiemy, kiedy pęknie referendalna wydmuszka

10 czerwca 2026 | 08:57

Sprawozdanie finansowe komitetu referendalnego poznamy tuż przed pierwszą turą wyborów na prezydenta Krakowa – dowiedział się nieoficjalnie Kanał Krakowski. Już teraz wiadomo jednak, że światła dziennego nie ujrzą wydatki, jakie na kampanię referendalną poniósł jej główny sponsor, Łukasz Gibała. Polityk milczy jak zaklęty, a prawo wcale nie zobowiązuje go do ujawniania poniesionych kosztów. Zgodnie z polskimi przepisami organizatorzy referendum mają maksymalnie trzy miesiące od daty głosowania (które odbyło się 24 maja) na złożenie pełnego sprawozdania finansowego. Z naszych informacji wynika, że zrobią to pod koniec dopuszczalnego terminu, czyli w połowie sierpnia. W sprawozdaniu ujęte zostaną przysporzenia finansowe, które wpływały na konto komitetu, oraz świadczenia rzeczowe, w tym usługi – mówi nam Rafał Zontek, pełnomocnik finansowy komitetu referendalnego. Rafał Zontek W dokumentach zobaczymy więc wyłącznie oficjalne wpłaty, przelewy oraz każde wsparcie, które komitet formalnie przyjął i zaksięgował. Czego w sprawozdaniu NIE znajdziecie? Jeśli jednak łudzicie się, że poznacie pełne, rzeczywiste koszty kampanii referendalnej, jesteście w grubym błędzie. Rafał Zontek wyjaśnia: Nie wszystkie rzeczy, które pojawiały się w przestrzeni miasta, pochodziły od komitetu referendalnego. W przypadku referendum każdy zainteresowany jego wynikiem może prowadzić własną kampanię i samodzielnie ją finansować. Komitetowi przypisywano różnego rodzaju gazetki, komiksy czy plakaty, ale jeśli nie zostały one oznaczone jako materiały komitetu, to znaczy, że nie były nasze i nie zostaną ujęte w sprawozdaniu finansowym. Mówiąc wprost: w Krakowie trwał festiwal wolnej amerykanki. Ktoś drukował złośliwe komiksy, ktoś inny zalewał dzielnice gazetkami i plakatami bez oficjalnego logo komitetu, a jeszcze ktoś inny produkował gadżety i filmy AI. Z perspektywy prawa to po prostu „anonimowi darczyńcy” lub „niezależni obywatele”, którzy wyrazili swoje zdanie za własne pieniądze. Komitet umywa od tego ręce i w papierach tego nie wykaże. Ile wpompował Gibała? Oficjalne sprawozdanie dotyczyć będzie wyłącznie formalnych wydatków komitetu. Tymczasem rzeczywistość „na mieście” była o wiele bogatsza. Powszechnie znanym faktem jest to, że głównym sponsorem całej referendalnej zadymy był Łukasz Gibała. Jeśli jednak liczycie na to, że polityk ten zdradzi, ile osobiście wpompował w akcję odwołania prezydenta, bardzo się zawiedziecie. Nie wiadomo, ile pieniędzy w akcję referendalną wpompował Łukasz Gibała Gibała nabrał wody w usta, a żadnego sprawozdania składać nie musi, bo polskie prawo zwyczajnie go do tego nie obliguje. Nieoficjalnie w kuluarach padały kwoty od kilkudziesięciu tysięcy do nawet kilkunastu milionów złotych. Jaka suma jest prawdziwa? Tego nie dowiemy się już nigdy, a tajemnica tych milionów na zawsze pozostanie jednym z najbardziej fascynujących, nieoficjalnych mitów lokalnej polityki. Strategiczny manewr na start Okazuje się też, że dla samych organizatorów kluczowe momenty kampanii rozegrały się, zanim machina referendalna ruszyła na dobre z urzędowego kopyta. Dla nas, z formalnego punktu widzenia, najważniejsza była kampania prowadzona jeszcze przed złożeniem wniosku referendalnego, ponieważ w ten sposób ogłosiliśmy zamiar przeprowadzenia referendum, do czego obligowała nas ustawa  – tłumaczy Rafał Zontek. To właśnie ten wczesny etap, w którym budowano zasięgi i rozgłos, był dla komitetu fundamentem całego przedsięwzięcia. Jednak oficjalne cyfry, które poznamy w sierpniu, będą tylko ładną fasadą. Prawdziwa rewolucja finansowa rozegrała się w cieniu, bez logotypów i pieczątek. ZOBACZ TAKŻE: Kłopoty kandydatki na prezydenta Krakowa. Sprawa trafiła do prokuratury

Więcej…

Monika Piątkowska wspólną kandydatką KO i PSL na prezydenta Krakowa

Monika Piątkowska wspólną kandydatką KO i PSL na prezydenta Krakowa

09 czerwca 2026 | 14:19

W grze o fotel prezydenta Krakowa pojawiło się kluczowe nazwisko. Senatorka Monika Piątkowska będzie wspólną kandydatką Koalicji Obywatelskiej oraz Polskiego Stronnictwa Ludowego w nadchodzących przedterminowych wyborach na prezydenta stolicy Małopolski. Decyzję ogłosili premier Donald Tusk oraz wicepremier i lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. - Moją "partią" jest Kraków - powiedziała Piątkowska. - Idę do Krakowa, aby przynieść spokój, stabilizację, merytorykę. Nie będę zajmowała się rywalami, ale Krakowem. Co piątek brałam udział w spotkaniach z cyklu "Piątek z Piątkowską" i nadal będę to robić. To jest dla mnie najważniejsze, by głos Krakowian był słyszalny - dodała. Donald Tusk: Jestem bardzo szczęśliwy, że bez żadnego problemu znaleźliśmy z panem premierem Kosiniakiem-Kamyszem wspólny język i mieliśmy ten sam pomysł. Jak się okazało, był on strzałem w dziesiątkę. Znamy Monikę Piątkowską od lat – wielokrotnie podejmowała się wymagających zadań, za każdym razem imponując determinacją i skutecznością. Władysław Kosniak-Kamysz: To duma, że można wspierać taką kandydatkę. Wierzę w Kraków Moniki Piątkowskiej. To odważna kobieta, a Kraków zasługuje na odważną i zdecydowaną prezydenturę! Kim jest kandydatka? Monika Piątkowska to postać doskonale znana w krakowskim samorządzie, w którym działała przez lata. Doświadczenie w magistracie: W latach 2003–2012 pełniła funkcję dyrektorki Wydziału Strategii i Rozwoju Miasta w krakowskim urzędzie. Odpowiadała m.in. za tworzenie Strategii Rozwoju Krakowa, Wieloletni Plan Inwestycyjny oraz budowanie marki miasta jako pełnomocniczka prezydenta Jacka Majchrowskiego. Kariera parlamentarna: W marcu 2025 roku wygrała wybory uzupełniające do Senatu RP w okręgu krakowskim, zdobywając mandat po Bogdanie Klichu (który objął placówkę dyplomatyczną w USA). Wykształcenie: Jest absolwentką Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Monika Piątkowska Przedterminowe wybory w Krakowie, które według prognoz odbędą się na przełomie sierpnia i września, są efektem majowego referendum, w którym mieszkańcy zdecydowali o odwołaniu dotychczasowego prezydenta, Aleksandra Miszalskiego. Poparcie ze strony KO i PSL daje Monice Piątkowskiej mocną pozycję startową w nadchodzącym wyścigu o krakowski magistrat. ZOBACZ TAKŻE: Kłopoty kandydatki na prezydenta Krakowa. Sprawa trafiła do prokuratury

Więcej…

Kłopoty kandydatki na prezydenta Krakowa. Sprawa trafiła do prokuratury

Kłopoty kandydatki na prezydenta Krakowa. Sprawa trafiła do prokuratury

09 czerwca 2026 | 09:27

Poważne kłopoty wizerunkowe kandydatki na prezydenta Krakowa. Daria Gosek-Popiołek znalazła się pod lupą śledczych. Spółka Miastoprojekt złożyła oficjalne zawiadomienie do prokuratury, zarzucając parlamentarzystce przekroczenie uprawnień i działanie na szkodę prywatnego przedsiębiorstwa. Sprawa dotyczy publicznych wypowiedzi oraz działań posłanki związanych z inwestycją realizowaną przy ul. Kraszewskiego 36 w Krakowie. Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa wpłynęło do prokuratury w środę, 3 czerwca. „Działania wykraczające poza mandat poselski” Według Miastoprojektu, aktywność Gosek-Popiołek od października 2025 roku do czerwca 2026 roku dalece wykraczała poza granice wykonywania mandatu poselskiego. Daria Gosek-Popiołek / fot. wikimedia Przedsiębiorcy rzadko decydują się na tak radykalne kroki wobec polityków, jednak w tym przypadku spółka uznała, że naruszone zostały jej kluczowe interesy prywatne. W oświadczeniu wskazano na konkretne mechanizmy, które miały uderzyć w przedsiębiorstwo: Rozpowszechnianie nieprawd: Publiczne wypowiedzi posłanki miały opierać się na nieprawdziwych lub niezweryfikowanych informacjach. Uderzenie w biznes: Działania te bezpośrednio wpłynęły na reputację spółki, jej relacje biznesowe oraz wizerunek w oczach opinii publicznej. Kreowanie negatywnego wizerunku: Zdaniem spółki aktywność posłanki w mediach społecznościowych oraz jej naciski na organy administracji i ścigania służyły wyłącznie budowaniu negatywnego PR wokół inwestorów. Kontrole nie wykazały nieprawidłowości Miastoprojekt podkreśla, że inwestycja przy ul. Kraszewskiego była wielokrotnie i szczegółowo sprawdzana przez właściwe organy administracyjne oraz nadzorcze. Żadna z kontroli nie potwierdziła zarzutów o rzekomych nieprawidłowościach, które parlamentarzystka nagłaśniała w przestrzeni publicznej. Informacje o wynikach postępowań [czyszczących spółkę z zarzutów] nie były nigdy przekazywane opinii publicznej przez panią poseł. – punktuje w oświadczeniu Miastoprojekt. Granice debaty publicznej Spółka zapowiada, że nie odpuści sprawy i zamierza konsekwentnie bronić swojego dobrego imienia oraz spokoju swoich pracowników, korzystając ze wszystkich dostępnych środków prawnych. W swoim manifeście ostro krytykuje również styl prowadzenia kampanii i działalności politycznej: Rzetelność przede wszystkim: Działania polityków muszą opierać się na faktach, a nie na politycznym oportunizmie. Stop bezpodstawnym oskarżeniom: Debata publiczna i walka polityczna nie mogą stać się narzędziem do niszczenia prywatnych firm, które działają zgodnie z obowiązującym prawem. Dla Darii Gosek-Popiołek, walczącej o fotel prezydenta Krakowa, sprawa w prokuraturze w samym środku politycznych zmagań to poważny cios wizerunkowy. O rozwoju śledztwa będziemy informować na bieżąco. ZOBACZ TAKŻE: Czyje interesy tak naprawdę reprezentuje posłanka Gosek-Popiołek?

Więcej…

Show PiS w Nowej Hucie i spektakularna ucieczka Barbary Nowak

Show PiS w Nowej Hucie i spektakularna ucieczka Barbary Nowak

08 czerwca 2026 | 15:13

Z przodu profesjonalny spektakl na Alei Róż, z tyłu trzask pękających układów. Prezentacja Michała Drewnickiego jako kandydata na prezydenta Krakowa miała być manifestacją siły i jedności krakowskiego PiS-u. I była – dopóki nie zgasły jupitery. Szybkie znikanie Barbary Nowak z platformy wyborczej pokazało, że poparcie dla młodego kandydata jest kruche jak papier, który gniótł w dłoni. PiS pokazał w Krakowie, jak robi się polityczne show, ale pod fasadą jedności aż trzeszczało. Drewnicki oficjalnie ruszył w bój o fotel prezydenta miasta, a my rzucamy okiem za kulisy tego spektaklu. Show na Alei Róż Trzeba to oddać krakowskiemu Prawu i Sprawiedliwości – dzisiejsza prezentacja Michała Drewnickiego na Alei Róż w Nowej Hucie udowodniła, że ta partia po prostu umie w polityczną reżyserię. Była dynamika, był podniosły ton i rzadko spotykany na lokalnej scenie rozmach. Sam kandydat wypadł więcej niż poprawnie. Drewnicki to sprawny krasomówca. Nawet gdy jego potoczyste wywody ocierały się o populistyczne banały i pięknie brzmiące, choć puste słowa o „wielkich ambicjach Krakowa”, słuchało się tego dobrze. Ba, momentami wręcz dostojnie! Gdyby ktoś dał się nabrać na te zręczne formułki, mógłby autentycznie uwierzyć w rodzącą się na naszych oczach potęgę wielkiego Krakowa i wielkiej Polski. Jednak diabeł, jak to w polityce bywa, tkwi w szczegółach. Wymiętolona kartka w dłoni Podczas przemówienia pojawił się jednak wyjątkowo rażący zgrzyt estetyczny. W dłoni kandydata, w takt jego płomiennej ekspresji, neurotycznie szeleścił... potwornie wymiętolony świstek papieru. Drogi kandydacie: przy takim talencie retorycznym ten pomięty świstek po prostu kłuł w oczy. Następnym razem znacznie bezpieczniej będzie pójść na żywioł i „jechać z głowy”, albo – wzorem rasowych mężów stanu – zainwestować w elegancką, sztywną podkładkę. Wizerunek buduje się detalem! Potęga na scenie (ale bez Beaty) Wizerunkowe zaplecze Drewnickiego zabezpieczono z pełną powagą. Za plecami młodego pretendenta stanęła absolutna waga ciężka małopolskiego PiS-u: był tam poseł Łukasz Kmita, był były minister Andrzej Adamczyk, była przyciągająca męskie spojrzenia radna Agnieszka Paderewska, był przyciągający kobiecy wzrok radny Michał Ciechowski, był mister elegancji i dobrego modowego stylu Mateusz Małodziński, była i kontrowersyjna szefowa krakowskich struktury partii Barbara Nowak. Prezentacja Michała Drewnickiego w Nowej Hucie Zabrakło właściwie tylko jednej kluczowej figury – premier Beaty Szydło. Jednak to nie brak wiceprezeski PiS elektryzował najbardziej. Prawdziwy, cichy dramat rozegrał się na samej "scenie" – a raczej sekundę po tym, jak zgasły jupitery. Uciekająca Barbara Nowak Oficjalny przekaz? Pełna jedność, ramię w ramię, idziemy po zwycięstwo. Nieoficjalnie? Krakowski PiS wydaje się pęknięty w pół, a poparcie dla Drewnickiego wygląda na mocno fasadowe. Najlepszym tego dowodem było zachowanie Barbary Nowak, szefowej krakowskich struktur partii. Gdy tylko wybrzmiały ostatnie oklaski, a kandydat zaczął odbierać pierwsze gratulacje, Nowak zachowała się tak, jakby platforma na Alei Róż zaczęła parzyć ją w stopy. Błyskawicznie zeszła ze sceny i niemalże uciekła z miejsca wydarzenia. Zapomnijcie o wspólnych uściskach dłoni do zdjęć, zapomnijcie o triumfalnym pozowaniu ramię w ramię z nowym liderem kampanii. Wyglądało to jednoznacznie: Barbara Nowak za wszelką cenę nie chciała firmować własną twarzą tej kandydatury. Dlaczego? Starcie pokoleń i idei: Drewnicki reprezentuje młodsze, zdecydowanie bardziej pragmatyczne skrzydło partii. Nowak to z kolei twardy, bezkompromisowy beton ideologiczny. Te dwa światy rzadko nadają na tych samych falach. Wymuszone poparcie: Szybka ewakuacja szefowej struktur to jasny dowód na głęboki dąs. Drewnicki nie był jej faworytem, a nominacja przyszła „z góry”. Gra na dystans: Nowak mogła celowo wysłać czytelny sygnał do swoich twardogłowych zwolenników: „Musiałam tam stać, bo taki był partyjny obowiązek, ale to nie jest mój kandydat”. Co dalej z krakowskim PiS? Dzisiejsza inauguracja pokazała dwie skrajne twarze krakowskiej prawicy: Twarz Nowoczesną - profesjonalny, dynamiczny sztab, świetnie przygotowane show i młody, wygadany kandydat z wielkimi hasłami na ustach. Twarz Zakulisową - uciekająca tylnymi drzwiami szefowa struktur, która lojalność wobec partyjnego kolegi ograniczyła do absolutnego, ceremonialnego minimum. Bezwzględny wyścig Michał Drewnicki udowodnił dziś, że ma wszelkie predyspozycje, by realnie pokazać pazur i powalczyć o Kraków. Pytanie tylko, czy w tej kampanii groźniejsi będą dla niego kontrkandydaci z innych ugrupowań, czy „przyjaciele” z własnego podwórka, którzy już teraz, na samym starcie, uciekają przed nim ze sceny. Wyścig o Pałac Wielopolskich właśnie ruszył. I będzie to wyścig wyjątkowo bezwzględny. ZOBACZ TAKŻE: Kandydat PiS: „Po sromotnej porażce KO nie ma kogo wystawić. Dla Krakowa Sonik byłby fatalny"

Więcej…

Czy wojsko przejmie miejski szpital i cenne nieruchomości w centrum Krakowa?!

Czy wojsko przejmie miejski szpital i cenne nieruchomości w centrum Krakowa?!

05 czerwca 2026 | 10:33

Szpital Miejski Specjalistyczny im. Gabriela Narutowicza w Krakowie ma zostać połączony z Wojskowym Szpitalem Klinicznym – dowiedział się nieoficjalnie Kanał Krakowski. Sprawa może mieć drugie dno i być związana nie tylko z fuzją placówek medycznych, ale również z przejęciem atrakcyjnych miejskich nieruchomości. – To zamach na majątek miasta – komentuje nasz rozmówca. W poniedziałek o godzinie 12 ma odbyć się spotkanie w tej sprawie. Pomysł połączenia obu placówek pojawiał się już wcześniej, jednak do tej pory władze Krakowa nie wyrażały na niego zgody. Teraz, gdy obowiązki prezydenta miasta pełni Stanisław Kracik, temat powrócił. Ważne zmiany w krakowskiej ochronie zdrowia Szpital im. Narutowicza jest jednym z dwóch szpitali miejskich funkcjonujących w Krakowie. Ewentualne połączenie z Wojskowym Szpitalem Klinicznym oznaczałoby istotne zmiany w lokalnym systemie ochrony zdrowia. W poniedziałek w południe planowane jest spotkanie dyrektorów obu szpitali ze Stanisławem Kracikiem, podczas którego mają zostać omówione szczegóły tej koncepcji. Zaproszeni zostali także kierownicy administracji oraz ordynatorzy oddziałów, którzy mają zostać poinformowani o planowanych zmianach. Z kolei we wtorek temat ma być poruszany na komisji zdrowia RMK. Kontrowersje wokół majątku mieszkańców Fuzja może także oznaczać także przejęcie cennych, położonych na atrakcyjnym terenie nieruchomości należących do miejskiego szpitala. To zamach na majątek miasta  – komentuje jeden z naszych rozmówców, który sprzeciwia się połączeniu placówek. Przez lata Szpital Narutowicza przeszedł gruntowną przebudowę, a inwestycje kosztowały miliony złotych Podkreśla on, że szpital został wybudowany ze składek tysięcy ludzi, poprzez Fundusz Kas Chorych, czyli de facto z pieniędzy mieszkańców Krakowa. Placówka została uruchomiona w 1934 roku i ma powierzchnię blisko 12 tysięcy metrów kwadratowych. Przez ostatnie dekady szpital przeszedł szereg kosztownych remontów, modernizacji i został rozbudowany . – podkreśla nasz rozmówca. Jego zdaniem ewentualne przejęcie placówki oznaczałoby przekazanie majątku, który przez lata był tworzony i rozwijany dzięki środkom krakowian. Setki milionów złotych na rozwój placówki Wartość inwestycji w strukturę szpitala jest ogromna. Od 2002 roku władze Krakowa przeznaczyły 130 milionów złotych w formie dotacji na modernizację szpitala, zakup aparatury i sprzętu medycznego oraz budowę lądowiska. Kolejne 30 milionów złotych pozostano z funduszy Unii Europejskiej. Szpital im. Gabriela Narutowicza jest jedynym krakowskim szpitalem odznaczonym Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. ZOBACZ TAKŻE: To ON będzie kandydatem KO na prezydenta Krakowa? Partia sprawdza szanse profesora

Więcej…

Strona 1 z 11

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10

Na fali

  • Kto prezydentem Krakowa? Dotarliśmy do tajnego sondażu, a w nim... sensacja!

    Wydarzenia

    Kto prezydentem Krakowa? Dotarliśmy do...

    Informacja
    18 czerwca 2026
  • Polityczne samobójstwo czy brutalny sabotaż? Zastępca Miszalskiego odpalił protokół zniszczenia

    Opinie

    Polityczne samobójstwo czy brutalny...

    Informacja
    15 czerwca 2026
  • Znamy plan Gibały: nie wystartuje, zagra o pełną stawkę [UJAWNIAMY KULISY]

    Wydarzenia

    Znamy plan Gibały: nie wystartuje,...

    Informacja
    15 czerwca 2026

Kanał Krakowski

Płyniemy pod prąd. Z prądem płyną śmieci.

Menu

  • Strona główna
  • O nas
  • Reklama
  • Materiały partnerskie
  • Kontakt
  • Polityka prywatności

Działy

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Copyright © 2026 Kanał Krakowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.