Logo Kanał Krakowski
  • Fala faktów
  • Głos z kanału
  • W nurcie rozmowy
  • Ściek medialny
  • Luźne fale

Obserwuj nas na:

  • Fala faktów
  • Głos z kanału
  • W nurcie rozmowy
  • Ściek medialny
  • Luźne fale
Reklama - duża
  1. Strona główna

Fala faktów

Administratorem danych z referendum organizacja z Warszawy? Wielka wpadka ze strony komitetu

Administratorem danych z referendum organizacja z Warszawy? Wielka wpadka ze strony komitetu

03 lutego 2026 | 20:27

Przez tydzień komitet referendalny informował na swojej stronie, że wrażliwymi danymi osobowymi Krakowian, którzy złożyli podpisy pod wnioskiem o referendum (w tym adresami i numerami PESEL), administruje organizacja z Warszawy. Zmiany danych dokonano dopiero po zainteresowaniu się tematem przez Kanał Krakowski.  Tak spektakularnej wpadki nikt nie spodziewał się po formalnym komitecie referendalnym, w którego składzie znaleźć można kilku prawników. Choć na oficjalnej stronie referendum czytamy, że „Twoje dane są bezpieczne”, „Bezpieczeństwo i prywatność to nasz priorytet” oraz „Działamy zgodnie z RODO i najwyższymi standardami ochrony danych osobowych” to wystarczyło wczytać się w politykę prywatności dla osób składających podpisy, by dowiedzieć się, że administratorem ich danych była… organizacja z Warszawy! Nietypowa sytuacja kładzie cień nie tylko na wiarygodność organizatorów, nasuwa również pytania o bezpieczeństwo przechowywania danych podawanych podczas zbiórki podpisów. Ukryta i skopiowana polityka prywatności? Na nietypowego warszawskiego administratora danych, którego nazwa widniała przez tydzień na oficjalnej stronie organizatorów referendum, zwrócił uwagę nasz zaniepokojony czytelnik. Co istotne, wprowadzające w błąd dane podmiotu z Warszawy były zamieszczone dopiero na podstronie „Polityka prywatności i plików cookies” i nie były widoczne domyślnie, z poziomu głównej strony, skąd można bezpośrednio pobrać karty referendalne. Jako administrator danych do dzisiaj wskazywano Krajową Radę Notarialną z siedzibą w Warszawie i ze stołecznym adresem. - Prawdopodobnie Komitet "pracował" na skopiowanej z naszej strony polityce prywatności i nie zmienił danych - przekazała w odpowiedzi na nasze pytanie Anna Sado z Krajowej Rady Notarialnej. - Dzięki Pana interwencji sprawa została wyjaśniona, a strona Komitetu zaktualizowana – dodała specjalistka ds. komunikacji z warszawskiej organizacji. Przez tydzień taka informacja widniała na oficjalnej stronie krakowskiego referendum. Kim jest administrator danych osobowych? Zgodnie z RODO, administrator to osoba fizyczna lub prawna, organ publiczny, jednostka lub inny podmiot, który decyduje m.in. o tym jak są przetwarzane dane osobowe, do kogo trafią i jak długo będą przechowywane, a także kto będzie miał do nich dostęp. Te aspekty są szczególnie ważne przy masowych zbiórkach podpisów na ulicy, dokonywanych często przez anonimowe dla nas osoby. W końcu to opłacanym przez nieznane podmioty wolontariuszom Krakowianie powierzają swoje dane w tym adres i numer PESEL. W związku z tym mieszkańcy, którzy chcą wziąć udział w politycznym happeningu i złożyć swój podpis, powinni otrzymywać spójną i jednolitą informację dotycząca podmiotów uprawnionych do przekazywania i przechowywania ich danych osobowych. Tego zabrakło już w pierwszym tygodniu referendalnej zbiórki. Przez 10 lat przesłuchiwali podpisanych na kartach referendalnych Przypomnijmy, że to nie pierwsze kontrowersje związane z danymi osób, które podpisały się pod wnioskiem referendalnym. Ponad 10 lat temu część podpisów i danych złożonych przez Łukasza Gibałę  ws. referendum o odwołanie ówczesnego prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego okazała się… sfałszowana. O sprawie pisaliśmy TUTAJ. Po 10 latach śledztwa i przesłuchaniu kilkuset osób, których dane widniały na kartach, prokuratura umorzyła w październiku zeszłego roku postępowanie w tej sprawie uznając, że „społeczna szkodliwość czynu jest znikoma”. Komisarz wyborczy odwołał się od decyzji prokuratury, a sprawa może zostać wznowiona.  

Więcej…

Ujawniamy plan Koalicji na wypadek odwołania Miszalskiego! To ONA może go zastąpić

Ujawniamy plan Koalicji na wypadek odwołania Miszalskiego! To ONA może go zastąpić

30 stycznia 2026 | 07:11

W kuluarach krakowskiej polityki krąży już konkretny plan awaryjny Koalicji Obywatelskiej na wypadek skutecznego referendum i odwołania Aleksandra Miszalskiego. Nie jest to luźna spekulacja, lecz jeden z najpoważniej rozważanych scenariuszy, omawiany na poziomie krajowym. Jeśli referendum doszłoby do skutku i zakończyło się odwołaniem prezydenta Krakowa, decyzja o powołaniu komisarza należy do premiera. Według naszych informacji Donald Tusk miałby wskazać Monikę Piątkowską, która obecnie jest senatorem. Komisarz z Krakowa, a nie z teczki Piątkowska nie jest postacią przypadkową. Zna Kraków, pracowała w magistracie i doskonale orientuje się w mechanizmach funkcjonowania miasta. To argument, który w sytuacji kryzysowej ma kluczowe znaczenie – komisarz nie musiałby uczyć się Krakowa od zera. Monika Piątkowska w Senacie / fot. monikapiatkowska.pl Równie istotne są jednak polityczne okoliczności. Senator Piątkowska ma duże ambicje, od lat buduje swoją pozycję i – co nie jest tajemnicą – cieszy się sympatią Donalda Tuska. Właśnie dlatego jej nazwisko pojawia się w tym scenariuszu jako pierwsze. Rezygnacja z Senatu w zamian za realną władzę Zgodnie z tym planem Piątkowska musiałaby zrezygnować z mandatu senatora i zgodzić się na objęcie funkcji komisarza Krakowa. To nie byłby gest bezinteresowny ani tymczasowy. W zamian miałaby otrzymać polityczną inwestycję o wysokiej stawce: status kandydatki Koalicji w przyspieszonych, jesiennych wyborach na prezydenta Krakowa. Startując z pozycji urzędującego komisarza, byłaby naturalną faworytką takiego wyścigu. To klasyczny mechanizm znany z polityki: najpierw władza wykonawcza, potem demokratyczna legitymizacja. Plan B jest gotowy Ale co w przypadku, gdyby scenariusz wyborczy nie zakończył się sukcesem? Jeśli Piątkowska przegrałaby wybory prezydenckie, nie oznaczałoby to jej politycznej porażki. W takim wariancie miałaby otrzymać pierwsze miejsce na liście do Sejmu w kolejnych wyborach parlamentarnych. Innymi słowy: ryzyko jest ograniczone, a każdy wariant prowadzi do dalszej kariery. Monika Piątkowska / fot. monikapiatkowska.pl Co więcej, na dziś – gdyby nie referendum – to właśnie Sejm był jej głównym politycznym celem. Scenariusz krakowski jedynie modyfikuje drogę dojścia, nie zmieniając tego celu. Polityka wyprzedzająca fakty Czy tak się stanie? Tego nikt dziś nie przesądza. Ale jedno jest pewne: Koalicja ma gotowy plan na wypadek odwołania Miszalskiego i nie improwizuje. Układanka jest przemyślana, wielowariantowa i – co najważniejsze – na dziś najbardziej realna. Donald Tusk / fot.KPRM Kim jest Piątkowska? Ma 51 lat. Skończyła prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz studia podyplomowe z zakresu zarządzania i marketingu. W latach 2003–2012 zajmowała stanowisko dyrektorki Wydziału Strategii i Rozwoju Miasta w krakowskim magistracie, gdzie współtworzyła m.in. strategię rozwoju Krakowa oraz wieloletni plan inwestycyjny. Od 2009 odpowiadała za promocję Krakowa jako pełnomocniczka prezydenta ds. marki miasta. Monika Piątkowska / fot. monikapiatkowska.pl W 2012 rozpoczęła pracę w Ministerstwie Gospodarki, była dyrektorką departamentu komunikacji społecznej i rzeczniczką ministra. W kolejnych latach była związana z Polską Agencją Informacji i Inwestycji Zagranicznych, gdzie koordynowała działania promocyjne oraz Program Promocji Gospodarczej Polski Wschodniej. Później objęła stanowisko prezesa Izby Zbożowo-Paszowej, które zajmowała do 2025. W wyborach uzupełniających została wybrana (w miejsce Bogdana Klicha) do Senatu jako kandydatka Koalicji Obywatelskiej. Następnie wstąpiła do partii. ZOBACZ TAKŻE: Majchrowski: "Gibała od 17 lat przebiera nogami, by być prezydentem" [WYWIAD]

Więcej…

Nie podawaj numeru PESEL byle komu. Miasto rusza z akcją przeciw oszustwom

Nie podawaj numeru PESEL byle komu. Miasto rusza z akcją przeciw oszustwom

29 stycznia 2026 | 17:09

Telefony „z banku”, SMS-y o zablokowanym koncie czy dramatyczne historie o wypadku bliskiej osoby – to dziś najczęstsze metody oszustów. Urząd Miasta Krakowa rozpoczyna akcję informacyjną, której główny przekaz jest prosty: PESEL to nie jest zwykły numer i nie wolno podawać go nieznanym osobom. Coraz mniej przestępstw zaczyna się od kradzieży portfela, a coraz więcej od telefonu lub wiadomości. Oszuści podszywają się pod pracowników banków, urzędów, policji czy nawet członków rodziny. Działają szybko, wywierają presję i straszą utratą pieniędzy. Szczególnie często ich ofiarami padają seniorzy. Dlatego Urząd Miasta Krakowa rusza z akcją informacyjną, której celem jest uświadamianie mieszkańców, jak chronić swoje dane osobowe – przede wszystkim numer PESEL. Kampania ma przypominać, że żadna instytucja publiczna ani bank nie proszą telefonicznie o PESEL, numer dowodu, hasła czy kody SMS. Jeśli rozmówca naciska i każe działać „natychmiast”, to pierwszy sygnał ostrzegawczy. PESEL w niepowołanych rękach to realne zagrożenie Numer PESEL stał się dziś kluczem do wielu spraw finansowych i urzędowych. W rękach przestępców może posłużyć do zaciągnięcia pożyczki, otwarcia konta bankowego czy podpisania umowy na cudze nazwisko. Skutki takiego oszustwa mogą ciągnąć się latami. Miasto zachęca mieszkańców do korzystania z możliwości zastrzeżenia numeru PESEL w państwowym rejestrze. Po zastrzeżeniu banki, operatorzy telefoniczni, notariusze czy ubezpieczyciele mają obowiązek odmówić wykonania czynności, które mogłyby narazić właściciela danych na straty. Zastrzeżenie można zrobić w aplikacji mObywatel, na stronie gov.pl lub osobiście w urzędzie – i w każdej chwili je cofnąć, jeśli zajdzie taka potrzeba. źródło: UMK Zgubiony dowód? Reaguj natychmiast Szczególnie niebezpieczna jest utrata dowodu osobistego. Jego zgubienie lub kradzież należy zgłosić jak najszybciej. Dokument zostaje wtedy unieważniony, a numer PESEL automatycznie zastrzeżony, co znacząco ogranicza ryzyko jego wykorzystania przez osoby trzecie. Zgłoszenia można dokonać przez internet, w urzędzie, a w przypadku kradzieży – także na policji. Warto również poinformować swój bank. Telefon i internet – główne narzędzia oszustów Podejrzane SMS-y z linkami do „dopłaty”, „nagrody” czy „blokady konta”, fałszywe e-maile i telefony z nieznanych numerów to dziś codzienność. Zasada bezpieczeństwa jest jedna: nigdy nie klikaj w linki z takich wiadomości i nie loguj się do banku ani urzędu przez link otrzymany SMS-em lub e-mailem. W razie wątpliwości najlepiej przerwać rozmowę i samodzielnie zadzwonić do instytucji, korzystając z oficjalnego numeru. Ostrożność także na co dzień Urząd Miasta przypomina również o podstawowych zasadach ochrony danych: nie publikuj w internecie zdjęć dokumentów ani kart płatniczych, nie podawaj głośno numeru PESEL w miejscach publicznych i niszcz stare dokumenty przed wyrzuceniem. Warto ograniczyć ilość informacji udostępnianych w mediach społecznościowych i włączyć dwuskładnikowe logowanie do kont internetowych. Rozmowa to najlepsza ochrona Najważniejszym elementem kampanii jest zachęcanie do rozmowy i rozwagi. Oszuści liczą na strach i pośpiech. Zanim przekażesz jakiekolwiek dane lub wykonasz przelew, skontaktuj się z kimś zaufanym – dzieckiem, wnukiem, sąsiadem. Lepiej zapytać jeden raz za dużo, niż stracić oszczędności życia. – Nie trzeba odbierać nieznanych telefonów, nie trzeba się spieszyć i zawsze ma się prawo odmówić – przypomina miasto. – Ostrożność to nie brak zaufania, to sposób na ochronę siebie i swoich pieniędzy. PESEL to wrażliwa dana. Nie podawaj go byle komu.

Więcej…

Referendum. Jeszcze nie zaczęli zbierać podpisów, a już się pokłócili

Referendum. Jeszcze nie zaczęli zbierać podpisów, a już się pokłócili

28 stycznia 2026 | 21:28

Są takie momenty w życiu miasta, kiedy człowiek siada wygodnie, robi sobie herbatkę i mówi: „No to oglądamy”. I właśnie w takim momencie jesteśmy. Referendum? Owszem. Wielkie hasła? Naturalnie. Walka o Kraków, demokrację, przyszłość i wszystko naraz? Jak najbardziej. A organizacja? No cóż… jeszcze dobrze nie zaczęli zbierać podpisów, a już się pokłócili. I to tak pięknie, po krakowsku, publicznie, z pretensjami i fochnymi wpisami. To jest naprawdę imponujące tempo. Niektórzy potrafią się poróżnić dopiero po pierwszej porażce. Inni po drugiej. A tu proszę: rozłam jeszcze przed rozgrzewką. Nawet nie zdążyli wyciągnąć długopisów, a już wyciągnięto argumenty ciężkiego kalibru: „nie konsultowali”, „zrobili komitet po cichu”, „nas pominięto”, „to nie tak miało wyglądać”. Czyli klasyka gatunku: „my wszyscy razem”, ale tylko do momentu, gdy ktoś założy koszulkę z napisem „komitet”. źródło: FB Najzabawniejsze jest to, że wszyscy deklaratywnie chcą tego samego. Jeden Kraków, jedno referendum, jeden wielki sprzeciw. A w praktyce? Każdy chce być generałem, nikt szeregowym. Każdy chce zbierać podpisy, ale najlepiej pod własnym szyldem. Każdy chce jedności, ale pod warunkiem, że to on rozdaje ulotki… to znaczy karty. I nagle okazuje się, że największym wrogiem referendum nie jest ani prezydent miasta, ani rada, ani przepisy, ani próg frekwencji. Największym wrogiem referendum są… jego zwolennicy. Ci sami, którzy jeszcze wczoraj krzyczeli o wspólnym froncie, dziś mierzą się spojrzeniem jak na zebraniach wspólnoty mieszkaniowej: „A kto cię upoważnił?” źródło: FB Rozłam? To nawet za małe słowo. To raczej krakowska wersja „każdy na swoim”. Zamiast jednej drużyny – kilka podwórek. Zamiast planu – obraza uczuć. Zamiast marszu – przeciąganie liny… tylko że każdy ciągnie w inną stronę. I tu nie chodzi nawet o to, kto ma rację. Chodzi o to, że jeśli tak wygląda start, to jak ma wyglądać meta? Skoro już na etapie „kto jest w komitecie” lecą iskry, to strach pomyśleć, co będzie przy podziale zadań, pieniędzy, mediów i odpowiedzialności. Ale może o to właśnie chodzi. Może to nie miała być poważna próba referendum, tylko kolejny krakowski spektakl pod tytułem: „Zjednoczeni, dopóki nie trzeba się dogadać”. Publiczność jest, popcorn też, a aktorzy jak zawsze – bardzo ambitni, tylko scenariusz im się rozjechał. I to jeszcze zanim zaczęli zbierać podpisy. A o szczegółach rozłamu pisze Głos24.pl: Rozłam wśród zwolenników referendum? Hareńczyk: "To źle rokuje"

Więcej…

Polityk skrajnej prawicy potwierdza, że przeciwnicy SCT są wykorzystywani politycznie

Polityk skrajnej prawicy potwierdza, że przeciwnicy SCT są wykorzystywani politycznie

28 stycznia 2026 | 07:38

Stało się. To, o czym nieoficjalnie pisaliśmy od dawna, właśnie zostało oficjalnie potwierdzone. Protesty przeciwko Strefie Czystego Transportu, sprzedawane jako „oddolny ruch obywatelski”, są w rzeczywistości projektem politycznym. I to nie byle jakim. Potwierdził to publicznie Piotr Bartosz, jeden z liderów krakowskiej skrajnej prawicy. W niedzielę napisaliśmy wprost, że skrajna prawica łowi frajerów „na SCT”. Że pod hasłami „wolności” i „walki z zakazami” zbierane są wasze dane osobowe. I że to nie ma nic wspólnego z żadnym ruchem społecznym. Wystarczy wejść na stronę stopsct.pl. Czytamy tam, że „POLACY żądają ZNIESIENIA Strefy Czystego Transportu”. Padają wielkie słowa, narodowe emocje, dużo wykrzykników. A na końcu: formularz. Imię. Nazwisko. Adres e-mail. Ani słowa o tym, kto te dane zbiera. Dopiero po przeklikaniu się do „polityki prywatności” dowiadujemy się, że administratorem danych jest… Ruch Narodowy. Czyli nie „obywatele”, nie „mieszkańcy”, nie „inicjatywa oddolna”, tylko konkretna partia polityczna skrajnej prawicy. W niedzielę pisaliśmy jasno: Zastanówcie się chwilę. Do czego takie dane mogą być wykorzystane? do kampanii wyborczej, do profilowania poglądów, do politycznego targetowania, do budowania baz sympatyków, którzy nawet nie wiedzą, że właśnie się zapisali. I komu te dane oddajecie? Bo nie ruchowi społecznemu, tylko organizacji partyjnej, która SCT traktuje nie jako problem transportowy czy zdrowotny, ale jako paliwo ideologiczne. Na oficjalne potwierdzenie nie trzeba było długo czekać. Chwilę po publikacji naszego posta na Facebooku odezwał się sam Piotr Bartosz, polityk skrajnej prawicy. Czy dziś jest z Konfederacji, czy z Ruchu Narodowego, czy może z jeszcze innego odłamu tej samej ideologicznej rodziny – szczerze mówiąc, trudno nadążyć. W wyborach startował jako konfederata, dziś podpisuje się jako działacz Ruchu Narodowego. Tyle tam rozłamów, transferów i frakcji, że nawet oni chyba nie wiedzą, kto jest czyim kolegą, a kto wrogiem do wczoraj. Ale jedno wiedzą doskonale: do czego służą dane. I Bartosz napisał to wprost, czarno na białym, w komentarzu pod naszym postem: Po co nam dane przeciwników SCT? Żeby zebrać podpisy pod referendum i wywalić prezydenta Miszalskiego i jego kolesi w miejskich spółkach z premiami na zbity pysk. Czyli sprawa jest jasna. Podpisujecie się przeciwko SCT, a skrajna prawica wykorzystuje wasze dane do walki politycznej. Do własnej gry. Dziękujemy za szczerość. Naprawdę. Rzadko zdarza się, żeby ktoś tak otwarcie przyznał: tak, to jest polityka i tak, użyjemy waszych danych. Maski opadły. Nie ma już „obywatelskiego sprzeciwu”, nie ma „oddolnego ruchu”, nie ma „zwykłych kierowców”. Jest skrajna prawica, jest zbieranie danych i jest jawne przyznanie się do politycznego celu. Każdy, kto dziś jeszcze udaje, że protesty przeciwko SCT są „apolityczne”, albo nie chce widzieć, albo już oddał swoje dane tym, którzy dokładnie wiedzą, jak je wykorzystać. A Wy, następnym razem, zanim klikniecie „popieram”, sprawdźcie nie tylko hasło na banerze, ale kto trzyma listę z Waszym nazwiskiem.

Więcej…

Kryminalista chciał wejść na spotkanie dziennikarzy z prezydentem!

Kryminalista chciał wejść na spotkanie dziennikarzy z prezydentem!

27 stycznia 2026 | 18:41

Znany krakowski kryminalista Mateusz Jaśko oraz jego nieodłączny „funfel” Tomasz Borejza urządzili w sieci publiczną stypę po… własnym ego. Powód? Nie zostali wpuszczeni na konferencję prasową prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego. Więc się spłakali niczym dzieci, którym zamknięto drzwi do sali zabaw, zapominając, że to nie plac zabaw, tylko briefing prasowy, a wstęp nie jest „dla każdego z opieką”. – Miszalski nie wpuszcza nieprzychylnych sobie mediów! – grzmiał Jaśko, uderzając w klawiaturę z dramaturgią godną teatru jednego aktora. Problem w tym, że ta narracja nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, a cała akcja boleśnie obnażyła, kim panowie są naprawdę: internetowymi pieniaczykami żyjącymi z taniego storytellingu i konfliktu dla konfliktu. Bo oto fakty, których nie da się zakrzyczeć: Na briefingu obecnych było kilkunastu dziennikarzy z bardzo różnych redakcji.  Byli przedstawiciele Telewizji Republika i Telewizji wPolsce24 – mediów, które z sympatią do Platformy Obywatelskiej nie mają absolutnie nic wspólnego. Był Wojciech Mucha, jeden z najbardziej konsekwentnych i bezlitosnych krytyków Aleksandra Miszalskiego (a wcześniej Jacka Majchrowskiego). Była dziennikarka z portalu Jana Hoffmana – inicjatora referendum przeciwko władzom miasta. Był wreszcie red. Dawid Serafin, o którym można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest fanem obecnego prezydenta Krakowa. Lista jest długa, a przekrój poglądów szeroki. Trudno więc mówić o „blokowaniu nieprzychylnych mediów”, skoro hol prezydencki był pełen ludzi, którzy Miszalskiemu nie odpuszczają ani na centymetr. I teraz najlepsze. Na konferencję nie wpuszczono dokładnie dwóch osób. DWÓCH. Nie „mediów”. Nie „dziennikarzy krytycznych”. Tylko Mateusza Jaśki i Tomasza Borejzy. Jaśko to osoba prawomocnie skazana wyrokami sądowymi, znana szerzej nie z rzetelnej pracy dziennikarskiej, lecz z głośnych, mrocznych i wielokrotnie opisywanych medialnie historii ze świata przestępczego. Więcej o jego wyroku związanym ze sprawą zastraszania dziennikarza TVN i oferowaniu mu milionowej "łapówki" w zamian za odstąpienie od tematu, pisaliśmy tutaj: Oto najszybsza kariera w Polsce. Skazany radny dzielnicowy, którego zna cały kraj. Trudno się więc dziwić, że urzędnicy magistratu nie widzą potrzeby ani sensu prowadzenia „dialogu” z kimś o takim życiorysie. Mateusz Jaśko "płacze" po tym, jak nie został wpuszczony na konferencję prasową / źródło: FB Co jest nie tak z Krakowem Borejza? To internetowy aktywista, pieniaczyk i współtwórca hejterskiego „Rynku Krowoderskiego”. Kiedyś próbował uchodzić za dziennikarza, dziś sam chyba nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, kim właściwie jest: reporterem, pieniaczem czy tylko stałym bywalcem sekcji komentarzy. I tu dochodzimy do sedna, którego panowie najwyraźniej nie są w stanie pojąć: Briefing prasowy był dla dziennikarzy – nie dla kryminalistów ani internetowych awanturników. Na konferencji byli przedstawiciele mediów o bardzo różnych poglądach – także skrajnie krytycznych wobec Miszalskiego. Nikt nikomu nie zamyka ust – ale zanim zacznie się krzyczeć o „cenzurze”, wypadałoby najpierw udowodnić, że jest się dziennikarzem, a nie tylko głośnym użytkownikiem Facebooka. Krytyka władzy? Oczywiście. To fundament demokracji i mediów. Ale kiedy narracja zaczyna się od „nie wpuszczono mnie, bo jestem krytyczny”, a kończy na publicznym zawodzeniu w internecie, to bliżej temu do stand-upu napompowanego własnym ego niż do jakiejkolwiek rzetelnej publicystyki. Konferencje prasowe to nie open-mic, a magistrat to nie scena dla ludzi, którzy mylą dziennikarstwo z awanturą. I im szybciej panowie Jaśko i Borejza to zrozumieją, tym mniej będzie w Krakowie żenujących spektakli pod tytułem: „jak zrobić z siebie ofiarę, gdy fakty brutalnie nie pasują”.

Więcej…

Darmowa komunikacja miejska w SCT w Krakowie?!

Darmowa komunikacja miejska w SCT w Krakowie?!

26 stycznia 2026 | 19:32

– W obszarze Strefy Czystego Transportu miasto powinno zapewnić bezpłatną komunikację miejską – proponuje poseł PiS Łukasz Kmita. Brzmi dobrze. Nawet bardzo dobrze. Bo jeśli już ograniczamy wjazd samochodów, to uczciwie byłoby dać mieszkańcom realną, a nie tylko teoretyczną alternatywę. Do tego chóru dołącza także były premier Mateusz Morawiecki, który pisze niemal tym samym tonem: Myślę, że to uczciwa i sprawiedliwa propozycja, która znacząco zmniejsza dyskryminację ekonomiczną związaną z wprowadzeniem tych stref. Trudno się z tym zdaniem nie zgodzić. Bo dziś SCT to nie tylko kwestia ekologii, ale też portfela. A ten, jak wiadomo, nie wszystkim waży tyle samo. Warto jednak przypomnieć pewien kontekst, o którym w tych wypowiedziach mówi się ciszej. To właśnie rząd PiS, gdy premierem był Mateusz Morawiecki, wprowadził przepisy zobowiązujące miasta takie jak Kraków do tworzenia Stref Czystego Transportu. Ustawa została uchwalona w Warszawie, a jej praktyczne konsekwencje – jak zwykle – spadły na samorządy i mieszkańców. To lokalne władze muszą dziś tłumaczyć zasady, mierzyć się z protestami i szukać pieniędzy na rozwiązania łagodzące skutki tych decyzji. Dlatego propozycja darmowej komunikacji brzmi dziś jak spóźniona korekta do własnych ustaw. Najpierw obowiązek, potem refleksja, że może jednak warto było pomyśleć o ludziach, którzy na ekologiczne zmiany zwyczajnie nie są gotowi finansowo. Kraków znów znalazł się w sytuacji, w której musi gasić pożar wzniecony daleko od Rynku Głównego.

Więcej…

Skrajna prawica łowi frajerów "na SCT". I zbiera Wasze dane

Skrajna prawica łowi frajerów "na SCT". I zbiera Wasze dane

25 stycznia 2026 | 19:48

Maski opadają. I to z hukiem! Od miesięcy – raz po raz – przekonujemy się, że protesty przeciwko SCT nie są żadnym „oddolnym buntem kierowców”, żadnym spontanicznym zrywem obywatelskim w obronie starego diesla. To sprawa polityczna. Wielokrotnie o tym pisaliśmy. A teraz mamy kolejny, czarno na białym dowód. Powstała kolejna strona w stylu „Stop SCT”. Nazwa znajoma, narracja znajoma, hasła jak z kserówki: „wolność”, „zamach na kierowców”, „ekoterror”. Ale jest jeden drobiazg, który warto przeczytać małym druczkiem. Ta strona zbiera wasze dane. Imię. Nazwisko. Adres mailowy. Ot, niewinna „lista poparcia”. I teraz najlepsze. Administratorem tych danych jest… skrajna prawica. Ruch Narodowy. Ugrupowanie o charakterze radykalnie prawicowym, nacjonalistycznym, konserwatywnym, populistycznym, narodowo-katolickim i eurosceptycznym. źródło: stopsct.pl Tak, ten Ruch Narodowy. Nie „zatroskani mieszkańcy Krakowa”, nie „inicjatywa społeczna”, nie „obywatele z osiedla”. Partia polityczna o bardzo konkretnym profilu ideologicznym, która od lat marzy o politycznej mobilizacji gniewu, strachu i frustracji. Zastanówcie się chwilę. Do czego takie dane mogą być wykorzystane? Do kampanii. Do profilowania. Do politycznego targetowania. Do budowania baz sympatyków, którzy nawet nie wiedzą, że właśnie się zapisali. I komu te dane oddajecie? Bo nie „ruchowi społecznemu”, tylko organizacji partyjnej, która SCT traktuje nie jako problem transportowy czy zdrowotny, ale jako paliwo ideologiczne. Dlatego dziś mamy dwie kwestie, których nie da się już rozdzielić. Po pierwsze: protesty przeciwko SCT to projekt skrajnej prawicy, ubrany w kostium „obywatelskiego sprzeciwu”. Po drugie: uważajcie, komu przekazujecie swoje dane, bo ktos z Was czyta "politykę prywatności"?  Maski opadły. Teraz już nie ma wymówek. Kto jeszcze udaje, że „to nie jest polityczne”, ten albo nie chce widzieć, albo właśnie podał swoje imię, nazwisko i mail komuś, kto bardzo dobrze wie, jak to wykorzystać.

Więcej…

To już pewne! Łukasz Gibała prezydentem Krakowa!

To już pewne! Łukasz Gibała prezydentem Krakowa!

23 stycznia 2026 | 07:56

Gdyby wierzyć kolejnym sondażom, Łukasz Gibała co najmniej dwukrotnie byłby już prezydentem Krakowa. I to nie byle jakim, ale takim „zdecydowanym zwycięzcą”, „faworytem mieszkańców” oraz „jedyną realną alternatywą”. Zanim jednak do tego doszło, krakowianie – również według sondaży – odwołaliby Jacka Majchrowskiego w referendum (które zorganizowałby Gibała), a jeszcze wcześniej ten sam Gibała zostałby senatorem z okręgu krakowskiego. Historia alternatywna Krakowa, pisana wykresami i słupkami, jest więc wyjątkowo bogata. Kraków chce odwołać Miszalskiego? Miasto rozpaliła ostatnio informacja o kolejnym badaniu opinii publicznej, przeprowadzonym na zlecenie środowiska Łukasza Gibały. Z sondażu wynikało, że w Krakowie odbędzie się referendum, w którym większość respondentów zagłosuje za odwołaniem Aleksandra Miszalskiego. Więcej o tym piszemy tutaj: Miszalski już spakowany! Taczki gotowe, a Gibała odzyskał sens życia Nagłówki zrobiły swoje: „Krakowianie chcą referendum!”, „Miszalski już spakowany!”, „Miasto rozczarowane po kilku miesiącach?”. Tyle że – jak to zwykle bywa – diabeł tkwił w szczegółach: pytaniach warunkowych, deklaracjach bez konsekwencji i klasycznym „sondażowym gdyby”. Ale przekaz poszedł w świat. A skoro poszedł w świat, to znaczy, że… rzeczywistość właśnie się zmienia. Gibała i sondaże. Historia miłości Łukasz Gibała sondaże lubi. Ba, on je wręcz uwielbia. Komentuje je chętnie, z widocznym entuzjazmem, często z pełnym przekonaniem, że nie opisują one żadnej alternatywnej rzeczywistości, tylko tę jedyną, prawdziwą. Można wręcz odnieść wrażenie, że w politycznym świecie Gibały sondaż nie jest narzędziem pomocniczym, lecz dowodem ostatecznym. Jeśli coś da się pokazać na wykresie – to istnieje. Jeśli nie da się wrzucić do Excela – to najwyraźniej nie ma znaczenia. A jeśli kilkunastu wyjątkowo opłacanych aktywnych internetowych trolli krzyczy w komentarzach, że „miasto ma dość” – to znaczy, że tak właśnie wygląda realne życie. Gdyby to była prawda… Gdyby sondażowa rzeczywistość była tą prawdziwą, to już dawno temu: 1. Łukasz Gibała byłby senatorem z okręgu nr 33 – bo przecież „miał świetne notowania”. źródło: Onet 2. Krakowianie odwołaliby Jacka Majchrowskiego, a jego miejsce w magistracie zająłby oczywiście Gibała – jako naturalny następca, jedyny słuszny wybór. źródło: Gazeta Krakowska źródło: Onet źródło: Gazeta Wyborcza 3. Gibała ponownie zasiadłby w fotelu prezydenta Krakowa, tym razem bez większych problemów, zdecydowanie pokonując Aleksandra Miszalskiego. źródło: gibala.pl źródło: Lovekraków źródło: Lovekraków Tyle teoria. Tyle wykresy. Tyle słupki. A w prawdziwym świecie? W tym prawdziwym świecie – tym bez filtrów, emocjonalnych komentarzy i sondażowych skrótów myślowych – wszystko wyglądało jednak trochę mniej spektakularnie. Senatorem został ktoś inny. Jacek Majchrowski nie został odwołany. A Łukasz Gibała trzykrotnie startował w wyborach na prezydenta Krakowa i – mimo że w sondażach wygrywał co najmniej dwa razy – ani razu realnie tych wyborów nie wygrał. Może więc problem nie leży w wyborcach. Może nie leży w „systemie”. Może nie leży w „nieuczciwych mediach”. Może po prostu sondaże to nie wybory, Excel to nie polityka, a komentarze w internecie to nadal nie jest Kraków. Ale spokojnie. Kolejny sondaż już pewnie powstaje. ZOBACZ TAKŻE: To ON stoi na czele protestów przeciwko SCT. W towarzystwie kryminalisty

Więcej…

SCT. "To niesprawiedliwość i dyskryminacja, bo krakowianie nie podlegają..."

SCT. "To niesprawiedliwość i dyskryminacja, bo krakowianie nie podlegają..."

22 stycznia 2026 | 19:11

– Po pierwszych tygodniach obowiązywania Strefy Czystego Transportu w Krakowie, do urzędu gminy Skawina docierają sygnały niezadowolenia mieszkańców, wynikające głównie z nierównego traktowania. Osoby dojeżdżające z gmin ościennych są objęte restrykcjami, muszą dostosowywać swoje pojazdy do nowych norm i ponosić dodatkowe koszty, podczas gdy mieszkańcy Krakowa nie podlegają tym samym ograniczeniom ani opłatom. Mieszkańcy podkreślają, że takie rozwiązanie rodzi poczucie dyskryminacji i niesprawiedliwości – mówi Norbert Rzepisko, burmistrz miasta i gminy Skawina. W rozmowie z portalem KRKnews, samorządowiec bardzo negatywnie ocenił wprowadzenie SCT w Krakowie. Zbyt restrykcyjne ograniczenia dla pojazdów dojeżdżających z gmin ościennych generują realne utrudnienia w codziennych dojazdach do pracy, szkół i placówek usługowych, co budzi obawy o skutki społeczne i gospodarcze tej regulacji  – powiedział Rzepisko. Wiele osób, które dotychczas korzystały z samochodów spalinowych, a obecnie nie spełniające wymagań SCT, były zmuszone zmienić sposób podróżowania lub zrezygnować z dojazdu do Krakowa. Szczególnie odczuwalne są utrudnienia dla osób starszych oraz tych, które regularnie korzystają z placówek służby zdrowia w Krakowie, dla których dojazd stał się bardziej skomplikowany. Cały wywiad możecie przeczytać tutaj: Burmistrz Skawiny o SCT: Obecna sytuacja jest trudna, planujemy złożenie skargi źródło: KRKnews.pl

Więcej…

Poseł Komarewicz szuka kolejnej drogi. Najbliżej mu do...

Poseł Komarewicz szuka kolejnej drogi. Najbliżej mu do...

21 stycznia 2026 | 12:36

Rafał Komarewicz, obecnie dumny poseł z Krakowa w barwach partii Szymona Hołowni, chyba powoli zaczyna odczuwać lekkie dreszcze. I to nie z zimna, a z realistycznego przeglądu politycznej mapy Polski. Bo Trzecia Droga? Eee… raczej czwartorzędna ścieżka, mglista jak poranna mgła nad Błoniami, w Sejmie w przyszłej kadencji nie zagości. A przecież dla Rafała polityka to nie hobby, nie kaprys – to sens życia. No więc co robić, gdy Twój statek tonie, a Ty nie chcesz wsiąść do pontonu opisanego jako „koniec politykowania, czas wziąć się do roboty”? Komarewicz musi zacząć szukać sobie miejsca na politycznej scenie Krakowa, bo inaczej nie znajdzie się na żadnej liście. A – jak wiadomo – partie raczej za spadochroniarzami nie przepadają. Tym bardziej, że pan Rafał raczej nie pociągnie listy, a będzie na niej „na przyczepkę”. Wystarczy choćby wspomnieć, że w wyborach na prezydenta Krakowa zrobił niewiele ponad 3 procent. Wtedy pojawił się ten suchar: Czym się różni Komarewicz od mleka?Nawet mleko ma 3,2 procent. Ale żarty na bok. Przeanalizujmy polityczną planszę, na której porusza się nasz krakowski, żółty pionek. Przejdźmy więc z Komarewiczem pole za polem.  źródło: komarewicz.pl 1. Koalicja Obywatelska Największe poparcie, największa liczba „miejsc biorących”, czyli teoretycznie raj dla polityka szukającego bezpiecznej przystani. Ale tutaj wojna o miejsca na liście już trwa, bo chętnych jest z pięć razy więcej niż samych miejsc. I to członków KO. Komarewicz członkiem – przynajmniej w takim tego słowa znaczeniu – nie jest. Platforma co prawda lubiła wstawiać na listy spadochroniarzy, ale byli to spadochroniarze w stylu ogólnopolskich polityków, którzy mieli jedno zadanie: ciągnąć. Komarewicz koniem pociągowym nie jest. Do tego lokalni działacze KO mają do niego uraz z czasów, gdy ten był miejskim radnym. Teraz, jako poseł, dwoi się i troi, aby przypodobać się Aleksandrowi Miszalskiemu. Nie wiemy, co siedzi w głowie szefa KO w Małopolsce, ale, naszym zdaniem, Komarewicz raczej na rekomendacje nie może liczyć. Sondaż dla WP 2. Prawo i Sprawiedliwość Tu też toczą się prawdziwe bitwy o miejsca na listach. PiS to arena, gdzie walczą najlepsi z najlepszych wojowników. I to prawdziwi gladiatorzy, którzy wiedzą, jak używać łokci, a – jeśli potrzeba – jak podłożyć nogę partyjnemu koledze. A Komarewicz? Nie pamiętamy, by wygrał jakąkolwiek walkę, więc szanse są marne. Lokalni działacze PiS patrzą na niego z lekkim uśmieszkiem i jeszcze większą ironią. Próba zdobycia miejsca w PiS przez Komarewicza mogłaby skończyć się jedynie w kategoriach politycznego folkloru: „Patrzcie, kto tu próbował wbić się na listę i się potknął.” Dodajmy do tego fakt, że w PiS spadochroniarze mają raczej status wyjątkowy – trzeba albo przywieźć głosy, albo znać kogoś z centrali, albo chociaż wyglądać groźnie. Komarewicz? Cóż, wygląda raczej jak polityczny turysta w gościnie – z uśmiechem, ale bez żadnych atutów bojowych. 3. Lewica Już teraz jest to zbieranina ludzi o różnych poglądach i historii, a do wyborów pewnie podzielą się jeszcze z siedemnaście razy. W tej mieszance, gdzie każdy może być kimkolwiek, Komarewicz mógłby teoretycznie znaleźć miejsce… ale pasowałby tam jak klocek Lego do puzzli 3D. Teoretycznie możliwe, ale wyglądałoby absurdalnie. Dodatkowo, Lewica raczej nie lubi „obcych dodatków”, a Komarewicz wygląda, jakby przyszedł na przyjęcie w garniturze, gdy wszyscy inni przyszli w piżamach ideologicznych – nieźle wyróżnia się stylem, ale wcale nie w sposób pożądany. 4. Polskie Stronnictwo Ludowe Nie. Po prostu nie. Chyba nie musimy tłumaczyć. 5. Konfederacja, Braun, Ruch Narodowy i inne Korwiny Cała ta skrajna prawica rośnie w siłę, zyskuje poparcie, a sensownych działaczy w Krakowie brak. Właściwie znamy jednego, ale… okazał się być złodziejem patelni z IKEA. Zatem poprzeczka zawieszona jest tak nisko, że i Komarewicz mógłby doskoczyć. Jest też szansa, że przed wyborami wszystkie te skrajności się zjednoczą. Już teraz wyobraźmy sobie scenę: z połączonych mocy Konfederacji, Brauna i Ruchu Narodowego powstaje on – Kapitan Komarewicz. Trzymający ster politycznej kariery bez względu na kurs, wiatr czy poglądy. Tak to widzimy. Spośród wszystkich politycznych garniturów, w które może wejść Komarewicz, najbardziej mu więc do twarzy w skrajnej prawicy. Tu nie trzeba się zbytnio martwić zasadami, lojalnością ani logiką, a miejsce w Sejmie wciąż jest w zasięgu ręki. Gdybyśmy więc dziś mieli wróżyć ze szklanej kuli, właśnie tam byśmy go widzieli: wśród Brauna, Konfederacji i Ruchu Narodowego, uśmiechniętego, pewnego siebie i gotowego zmienić kurs poglądów w locie, byle tylko dopiąć polityczny cel.

Więcej…

Wantuch: "Z tymi osobami nie da się normalnie rozmawiać. Nie chciałem zostać pobity"

Wantuch: "Z tymi osobami nie da się normalnie rozmawiać. Nie chciałem zostać pobity"

20 stycznia 2026 | 11:09

– Nie da się z tymi osobami [przeciwnikami SCT] normalnie rozmawiać. To jest rozmowa na poziomie wyzwisk – twierdzi Łukasz Wantuch, były krakowski radny. – Ja z kimś rozmawiam, a nagle przybiega do mnie jakiś facet i krzyczy mi w twarz: ty debilu! Że użyję łagodniejszego słowa. No to jak ja mam z taką osobą rozmawiać? – pyta retorycznie. Wantuch opisywał sytuację, która miała miejsce podczas protestu przeciwko SCT. On sam próbował zrobić kontrmanifestację. Zebrał... trzy osoby. – Bardzo dużo osób pisało do mnie, że ja tam mógłbym tam przyjść, ale boję się, że zostanę pobity. Bo emocje były ogromne. Atmosfera była stadionowa – relacjonował Wantuch w rozmowie z Głos24. – Nie byłem tam długo, bo nie chciałem zostać pobity – dodał w rozmowie z red. Marzeną Gitler. Wielokrotnie podkreślał, że protesty przeciwko SCT to "protest polityczny". – Na demonstracji stała z boku jakaś osoba, zamaskowana, która zbierała podpisy pod petycją przeciwko betonowaniu miasta. Wiadomo, że jest to akcja ludzi Łukasza Gibały. Ten człowiek był zamaskowany. Miał identyfikator. Poprosiłem go, by odsunął kurtkę i pokazał mi ten identyfikator. W miejscu, gdzie miało być imię i nazwisko, miał napisane: uczę się – opowiadał.  Łukasz Wantuch Jak dodał, on sam jest oczywiście zwolennikiem Strefy. – Dla mnie największą zaletą tego rozwiązania jest to, że ograniczymy napływ samochodów z gmin ościennych, które są po prostu wrakami. Mają po 20, 30 lat i mogą teraz wjeżdżać do Krakowa. A codziennie do Krakowa wjeżdża ćwierć miliona samochodów. Musimy więc tworzyć mechanizmy, które są preferencyjne dla mieszkańców Krakowa, bo my tu mieszkamy – tłumaczył były radny. – My, mieszkańcy Krakowa, powinniśmy mieć większe prawa niż osoby, które tu przejeżdżają. Ościenne gminy też stosują różne preferencje. Przykładem jest choćby Kryspinów. Mieszkaniec Krakowa musi zapłacić 25 złotych, aby skorzystać ze zbiornika wodnego, ale mieszkańcy okolicznym gmin mają za darmo – obrazował. Cała rozmowa jest dostępna tutaj: źródło: Głos24  

Więcej…

Dziś Gibała nie ma zdania. Kiedyś głosował ZA Strefą Czystego Transportu

Dziś Gibała nie ma zdania. Kiedyś głosował ZA Strefą Czystego Transportu

20 stycznia 2026 | 08:32

Jak już wiecie, Gibała nie ma zdania. To znaczy: ma, ale tylko wtedy, gdy temat jest łatwy, bezpieczny i najlepiej opatrzony emotką kciuka do góry lub czerwonego serca. Gdy robi się trudno, kontrowersyjnie albo gdy trzeba się komuś narazić – zdanie Łukasza Gibały rozpływa się w krakowskim smogu. Bo Łukasz Gibała, wieczny kandydat na prezydenta Krakowa, ma jedną żelazną zasadę: jeśli temat dzieli – ja milczę. Jeśli temat grzeje – ja „analizuję”. Jeśli temat wywołuje emocje – ja „słucham mieszkańców”. I tak moglibyśmy żyć w tym przekonaniu, że Gibała zawsze taki był. Że on po prostu nie ma zdania z natury. Że to cecha wrodzona, jak kampanijny uśmiech. Ale… nie zawsze tak było. Radny PiS Włodzimierz Pietrus „wyciągnął” ostatnio spod ziemi wyniki starego głosowania w sprawie Strefy Czystego Transportu i opublikował je na Facebooku. Konkretnie: rok 2022 i temat, który dziś rozpala Kraków do czerwoności. Tak, tak. Ta sama SCT, wobec której dziś Gibała: nie ma zdania, jeszcze się zastanawia, słucha, analizuje, i absolutnie na pewno nie jest ani za, ani przeciw, tylko bardziej za lub przeciw. A tak na serio to podczas głosowania w 2025 roku oczywiście wstrzymał się od głosu. Ale w 2022 roku sprawa była prostsza. Łukasz Gibała zagłosował ZA wprowadzeniem SCT. Bez mgły. Bez wahania. Bez „trzeba to przedyskutować”. Po prostu: ZA. I nagle okazuje się, że Gibała zdanie miał. Co więcej, miał je dokładnie wtedy, gdy nie groziło mu to utratą głosów. Gdy nikt nie stał przed magistratem z transparentem, a Facebook nie płonął komentarzami. Dziś sytuacja się zmieniła. I – pstryk – zdanie zniknęło. Jakby nigdy go nie było. Więc może nie jest tak, że Gibała nie ma zdania. Może jest tak, że ma zdanie tylko wtedy, gdy jest ono politycznie bezpieczne. I tu dochodzimy do pointy, której nie da się już rozmyć. Bo ta cała wolta, to znikające zdanie, to nagłe „nie wiem, musimy porozmawiać”, to nie jest troska o mieszkańców. To jest brutalna walka o każdy głos. O każdy jeden. Nawet ten najbardziej sprzeczny z tym, co mówiło się wczoraj. To jest polityka w najgorszym wydaniu. Polityka kogoś, kto tak bardzo uwierzył w swój własny mit „prezydenta Krakowa”, że gotów jest zaprzeczyć samemu sobie. ZOBACZ TAKŻE: To ON stoi na czele protestów przeciwko SCT. W towarzystwie kryminalisty Bo jeśli dziś dla głosów trzeba nie mieć zdania – to się go nie ma. Jeśli jutro dla głosów trzeba mieć dokładnie odwrotne – to pewnie też się znajdzie. W całej tej historii jedyną stałą poglądów Łukasza Gibały jest to, że za wszelką cenę chce być prezydentem Krakowa.

Więcej…

To ON stoi na czele protestów przeciwko SCT. W towarzystwie kryminalisty

To ON stoi na czele protestów przeciwko SCT. W towarzystwie kryminalisty

19 stycznia 2026 | 09:33

Przy okazji walki ze Strefą Czystego Transportu w Krakowie na scenę publiczną wypływają różne postacie: od zupełnych nołnejmów po politycznych oszołomów. Wśród kilku nazwisk, które w ostatnich tygodniach pojawiły się przy tej okazji, na nas największe wrażenie robi jeden konkretny bohater. To człowiek, który – odkąd pamiętamy – protestuje przeciwko wszystkiemu i wszędzie. Do tej pory jego rozpoznawalność wynosiła jednak mniej niż 1 procent. Teraz robi wszystko, by była większa. Mowa o Adamie Hareńczyku, który wyrósł na jedną z najbardziej widocznych twarzy sprzeciwu wobec SCT. To on był głównym prowadzącym największy wiec polityczny, który odbył się przed siedzibą Zarząd Dróg Miasta Krakowa w Krakowie, a na którym zgromadzili się między innymi przeciwnicy wprowadzenia Strefy.  Później przemawiał również przed krakowskim sądem, który wydał wyrok w sprawie SCT. A wcześniej pojawiał się na protestach przed krakowskim magistratem, w towarzystwie między innymi Stanisława Żółtka. Kontrowersyjne towarzystwo Przeglądając media społecznościowe Hareńczyka, nietrudno zauważyć, że politycznie najbliżej mu do Grzegorza Brauna. To z nim fotografuje się często i chętnie. Jeździł nawet do Warszawy, by go bronić. źródło: profil na FB Adama Hareńczyka Poza politykiem skrajnej prawicy, Hareńczyk pokazywał się także w towarzystwie kryminalisty Mateusza Jaśki. Ten radny dzielnicowy został skazany prawomocnym wyrokiem sądu między innymi za zastraszanie dziennikarza oraz próbę wręczenia milionowej łapówki. Sprawa związana była z „królem kryptowalut”, który… zaginął lub – jak twierdzi rodzina – został zamordowany. Więcej o tej sprawie pisaliśmy tutaj: Siekiera w Ferrari, gangsterskie porachunki i tajemnicze zniknięcie. Wcześniej Jaśko miał wdawać się w bójki, uderzył nawet pięścią kobietę. No a teraz robi karierę polityczną, o czym możecie przeczytać tutaj: Oto najszybsza kariera w Polsce. Skazany radny dzielnicowy, którego zna cały kraj. I to jemu Hareńczyk ochoczo przekazywał głos podczas politycznego wiecu przed siedzibą ZDMK, co sam uwiecznił na zdjęciu opublikowanym na swoim profilu na Facebooku. Adam Hareńczyk (po lewej) i Mateusz Jaśko / źródło: FB Adama Hareńczyka Antyunijny kandydat do Europarlamentu Hareńczyk jest także wielkim zwolennikiem tego, by Polska wyszła z Unii Europejskiej. Nie przeszkodziło mu to jednak w kandydowaniu do… Parlamentu Europejskiego. Hipokryta? Każdy może ocenić to sam. Ale na pewno pieniądze z Brukseli nie śmierdzą. źródło: FB Adama Hareńczyka Efekt? Dostał… 0,02 procent głosów. Dokładnie 322 głosy na prawie półtora miliona oddanych w okręgu wyborczym. Wieczny kandydat To oczywiście nie były jego pierwsze wybory. Wcześniej – i to nie raz – startował między innymi na urząd prezydenta Krakowa. – Jestem kandydatem Komitetu „Zjednoczeni dla Krakowa”, zrzeszającego środowiska wolnościowe: formalne i nieformalne, prawicowe, konserwatywne, tradycjonalistyczne, nie wspierane przez żadną siłę polityczną – mówił wówczas w Gazecie Krakowskiej. – Jestem liderem ruchu „Nie Oddamy Miasta”, działającego nie tylko przeciwko Strefie Czystego Transportu, ale też walczącego o wolny dostęp do gotówki, czy przeciwko dyrektywie budynkowej – przedstawiał się. Nie przekonał jednak mieszkańców Krakowa. W ostatnich wyborach samorządowych był… ostatni spośród wszystkich kandydatów. Zagłosowało na niego 2 837 krakowian, co stanowiło niespełna 1 procent wszystkich głosów. źródło: PKW Wybaczą Państwo, wyników w poprzednich wyborach nie chciało nam się nawet sprawdzać. Kolega byłych wiceprezydentów Hareńczyk ma 62 lata, wyższe wykształcenie i jest radcą prawnym. Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, a jego kolegami ze studiów mieli być byli zastępcy prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego: Andrzej Kulig oraz Jerzy Muzyk. – W wyborach to moi konkurenci, a na co dzień koledzy, z którymi jestem na ty. Ostatnio Krakowem bardziej od prof. Jacka Majchrowskiego rządził Andrzej Kulig. Jest odpowiedzialny za stworzenie między innymi uchwały w sprawie Strefy Czystego Transportu i za chaos komunikacyjny. Na pewno więc bym go nie zatrudnił. W przypadku wiceprezydenta Jerzego Muzyka, to musiałbym się zastanowić. Na kawę i powspominanie starych dziejów z jednym i drugim bardzo chętnie bym się umówił – mówił w 2024 roku w wywiadzie dla Gazety Krakowskiej. Małopolski bunt i rzeź wołyńska Zgodnie z informacjami zawartymi na jego profilu na Facebooku, Hareńczyk pracuje w Stowarzyszeniu Małopolski Bunt – Droga do Wolności oraz w Społecznym Komitecie Obchodów Rocznicy Rzezi Wołyńskiej. źródło: FB Adama Hareńczyka Lider buntu przeciwko SCT ma więcej zdjęć z politycznymi radykałami niż realnego poparcia społecznego. Gdyby to protesty wygrywały wybory, Hareńczyk byłby prezydentem Krakowa od lat. Problem w tym, że krakowianie konsekwentnie mówią mu „nie” przy urnach. ZOBACZ TAKŻE: Protesty przed domami polityków. Ekspert: „To przesada”. Historia Adama Hareńczyka pokazuje więc jedno: w Krakowie można być wiecznym kandydatem, stałym bywalcem protestów i jednocześnie politycznym marginesem. Nawet gdy mikrofon ma się zawsze pod ręką.

Więcej…

Duda: "Kraków wymaga jakiegoś poziomu intelektualnego od włodarza miasta"

Duda: "Kraków wymaga jakiegoś poziomu intelektualnego od włodarza miasta"

16 stycznia 2026 | 10:27

– Nigdy nie zagłosowałbym na kogoś, kto sobie wyrysował osiem gwiazdek na czole – stwierdził Andrzej Duda. W ten sposób były prezydent RP odniósł się do pytania o to, na kogo oddał głos w drugiej turze wyborów prezydenckich w Krakowie. Dziennikarze Gazety Krakowskiej i Dziennika Polskiego zapytali Dudę, do którego z kandydatów było mu bliżej: Aleksandra Miszalskiego, czy Łukasza Gibały. – Szczerze? Do nikogo – uciął krótko polityk, jasno dając do zrozumienia, że żaden z kandydatów go nie przekonał w wystarczającym stopniu. Jednocześnie podkreślił, że mimo braku sympatii do kandydatów wziął udział w głosowaniu. Jak zaznaczył, traktuje to jako swój obywatelski obowiązek, niezależny od osobistych ocen czy politycznych preferencji. Były prezydent skrytykował również postawę Małgorzaty Wasserman, która tuż przed drugą turą wyborów apelowała o to, by nie głosować na Gibałę. – Delikatnie mówiąc, podjęła bardzo kontrowersyjną decyzję – ocenił Duda. Z jego wypowiedzi wynika także krytyczna ocena obecnych władz miasta. Uważam, że Kraków wymaga jakiegoś poziomu inteligencji, jakiegoś poziomu intelektualnego od tego, kto ma być włodarzem miasta  – powiedział były prezydent. Jako przykład wskazał... swojego dawnego rywala w wyborach o fotel prezydenta miasta, Jacka Majchrowskiego. – Na pewno jest to człowiek o wysokich walorach intelektualnych – dodał. Na zakończenie Andrzej Duda jednoznacznie zastrzegł, że nie planuje już powrotu do czynnej polityki. Jak podkreślił, nie zamierza startować w żadnych kolejnych wyborach ani ubiegać się o jakiekolwiek stanowisko publiczne. Cały wywiad możecie zobaczyć tutaj: źródło: Gazeta Krakowska / Dziennik Polski

Więcej…

Zakaz fajerwerków i mocne stanowisko wojewody. "Nie powinniśmy odbierać ludziom radości"

Zakaz fajerwerków i mocne stanowisko wojewody. "Nie powinniśmy odbierać ludziom radości"

15 stycznia 2026 | 08:14

– Dostałem trochę wiadomości od ludzi niezadowolonych z tego, że zaskarżyłem uchwałę zakazującą fajerwerków w Krakowie – zdradził nam wojewoda małopolski Krzysztof Jan Klęczar. – Nie powinniśmy jednak odbierać radości ludziom, którzy chcą zobaczyć rozświetlone niebo w Sylwestra – dodał polityk PSL. Krakowscy radni uchwalili nowe prawo zakazujące używania pirotechnicznych w przestrzeni publicznej. Według prawników urzędu wojewódzkiego uchwała może zawierać przepisy porządkowe uregulowane już ustawą. Wątpliwości budzą także wady prawne, nieprecyzyjność zapisów, możliwość naruszenia konstytucyjnego prawa do działalności gospodarczej oraz objęcie zakazem sztucznych ogni, które nie mają wysokiej szkodliwości dla zdrowia, życia czy środowiska. To jest fenomen dzisiejszych czasów, że każdy człowiek może wygarnąć każdemu w mediach społecznościowych. No i ja akurat dostałem trochę wiadomości od tych niezadowolonych tym, że zaskarżyłem uchwałę. Na przykład napisała do mnie pani, że całym sercem mnie nienawidzi, bo – przez fajerwerki – jej pies nie sikał już od dwunastu godzin! – powiedział Krzysztof Jan Klęczar w rozmowie z Kanałem Krakowskim. Krzysztof Jan Klęczar / fot. MUW –  Oczywiście, nie rozumiem i nie popieram tego, że ktoś strzela petardami tydzień przed i tydzień po Sylwestrze, uszkadza samochody czy celuje do ludzi. Takie zachowanie powinno się tępić, ale na to są już odpowiednie przepisy – dodał polityk PSL. – Natomiast takiej Parady Smoków bez fajerwerków jakoś sobie nie wyobrażam. Strzelanie w Sylwestra też jest pewną tradycją i nie powinniśmy odbierać radości ludziom, którzy chcą zobaczyć rozświetlone niebo – stwierdził. Jego zdaniem zakaz fajerwerków jest nieegzekwowalny. Poza tym prawo lokalne nie powinno powielać zapisów prawa krajowego. – Nierozsądne używanie pirotechniki jest dziś opisane w kodeksie wykroczeń i kodeksie karnym oraz są za to jasno określone sankcje – stwierdził Klęczar. Pokaz pirotechniczny podczas Wielkiej Parady Smoków w Krakowie / fot. nakaja.com Podobne prawo lokalne, zakazujące odpalania środków pirotechnicznych, obowiązuje już jednak w Zakopanem. To nie było za czasów, gdy ja byłem wojewodą. Teraz czekam na rozstrzygnięcie w sprawie Krakowa i jeśli sąd przyzna mi rację, to wrócę do tematu także i Zakopanego – zapowiedział wojewoda. ZOBACZ TAKŻE: Branża pirotechniczna wściekła. "Hipokryzja na pełną skalę" [WYWIAD]

Więcej…

Po wyroku w sprawie SCT.  "Mieszkańcy nie utożsamiają się z radykalizmem"

Po wyroku w sprawie SCT. "Mieszkańcy nie utożsamiają się z radykalizmem"

14 stycznia 2026 | 16:42

– Wszelkie próby upolitycznienia tej sprawy spaliły na panewce – tymi słowami Aleksander Miszalski skomentował wyrok sądu w sprawie Strefy Czystego Transportu. – Kraków był, jest i będzie liderem w walce o czyste powietrze – dodał. W środę Wojewódzki Sąd Administracyjny rozpatrzył skargi na uchwałę rady miasta. Trzy z nich zostały odrzucone, a częściowo uwzględniona została jedynie skarga wojewody małopolskiego. Sąd uznał za nieuzasadnione różnicowanie uprawnień do wjazdu do SCT na podstawie meldunku, który ma bowiem charakter administracyjny i nie może być traktowany jako miarodajny wyznacznik faktycznego związku z miastem. Uchyleniu uległ również zapis przewidujący możliwość zwolnienia z wymogów SCT w celu skorzystania z opieki zdrowotnej wyłącznie w placówkach finansowanych ze środków publicznych. Teraz katalog ten zostanie poszerzony także o placówki prywatne. "Wracamy do pierwotnych założeń" – To bardzo dobre postanowienie – komentuje Jakub Kosek (KO), przewodniczący rady miasta i członek komisji infrastruktury. – W połowie sami życzylibyśmy sobie takiego wyroku, ponieważ kwestię zameldowania wprowadziliśmy do uchwały w ostatniej chwili, na prośbę osób spoza Krakowa oraz ich przedstawicieli. Teraz wracamy do pierwotnego pomysłu, który wydaje się najlepszym rozwiązaniem. – Jeśli zaś chodzi o rozszerzenie możliwości dojazdu do lekarza, czyli nie tylko do placówek NFZ, ale również prywatnych, do tej pory tego nie zrobiliśmy, ponieważ mieliśmy obawy co do sposobu weryfikacji. Teraz będziemy musieli znaleźć odpowiednie rozwiązanie – dodaje przewodniczący RMK. "Kluczowe pozostaje pytanie o weryfikację" – Wiele się nie zmienia po tym wyroku – komentuje radny Michał Drewnicki (PiS) z komisji infrastruktury. – Najważniejsze pytanie dotyczy tego, w jaki sposób prezydent zamierza teraz weryfikować, kto jest mieszkańcem Krakowa, a kto nim nie jest. Czy władze miasta uznają, że będą to osoby posiadające Kartę Krakowską, czy też będą to weryfikować tak, jak „weryfikowały” uchylenie mandatu radnemu Kocurkowi, czyli na podstawie oświadczenia, że nie mieszka w Kocmyrzowie, lecz w Krakowie – ironizuje polityk. Protest przeciwko SCT "Większość nie utożsamia się z radykalizmem" SCT w Krakowie weszła w życie 1 stycznia i od samego początku budziła skrajne emocje. W sobotę odbyły się dwa protesty przeciwko strefie. Jeden z nich miał charakter politycznego wiecu. – Mieszkańcy Krakowa raczej nie protestowali. Nawet jeśli nie zgadzali się z zapisami uchwały, przyjęli je z większym zrozumieniem niż skrajni politycy. Organizować protesty próbowały partie polityczne i to zabiło całą „obywatelską” inicjatywę. Większość społeczeństwa nie utożsamia się bowiem z radykalizmem. Działania Brauna, Kamratów, części Konfederacji oraz przedstawicieli Łukasza Gibały odstraszyły potencjalnych protestujących mieszkańców – podsumowuje Jakub Kosek.

Więcej…

Kraków będzie pobierał opłaty za... wejście do Starego Miasta?!

Kraków będzie pobierał opłaty za... wejście do Starego Miasta?!

14 stycznia 2026 | 10:58

5 złotych od poniedziałku do piątku i 10 złotych w weekendy - takie stawki za wejście na teren Starego Miasta w Krakowie proponuje były rady Łukasz Wantuch. - Trzeba ograniczać liczbę turystów, gdyż w lecie nasze miasto dusi się od tłoku - argumentuje. Do Krakowa przyjeżdża rocznie miedzy 10 a 15 mln turystów i sporą z nich stanowią jednodniowi turyści krajowi. Wantuch przygotował dla nich szczegółowe wytyczne: Opłata obowiązuje od 1 lipca do końca sierpnia (plus ewentualnie weekendy w czerwcu i wrześniu). 5 zł od poniedziałku do piątku, 10 zł weekend przy wcześniejszej płatności przez internet, razy dwa jeżeli opłata jest na miejscu. Opłata pobierana jest od 8.00 do 22.00 (jeżeli ktoś wejdzie wcześniej lub później, nie ma opłaty). Z opłaty zwolnieni są oczywiście mieszkańcy i turyści hotelowi. Z opłaty zwolnione są dzieci, seniorzy i inwalidzi bez względu na miejsce zamieszkania, w tym turyści zagraniczni. - Jako mieszkaniec Krakowa uważam, że taka opłata jest potrzebna. Interesy mieszkańców powinny być na pierwszym miejscu, a dopiero potem przyjezdnych i turystów - pisze były radny. - Cieszy duża liczba osób, które przyjeżdżają do naszego miasta, ale jeżeli ktoś przyjeżdża samochodem w niedzielę, zajmuje miejsce parkingowe, robi zdjęcie Kościoła Mariackiego i je kanapkę na Plantach, to trzeba to powiedzieć brutalnie, że takiego turysty nie potrzebujemy - dodaje.

Więcej…

Wiemy, ilu foliarzy jest w Małopolsce. I ciągle ich przybywa

Wiemy, ilu foliarzy jest w Małopolsce. I ciągle ich przybywa

13 stycznia 2026 | 17:18

Wiecie, że w 2026 roku ciągle są ludzie, którzy wolą oglądać memy o „szczepionkowym spisku” niż ratować życie własnych dzieci?  Tak, dobrze słyszycie. W XXI wieku, w województwie pełnym lekarzy, szpitali i aptek na każdym rogu, część rodziców nadal uważa, że wirusy to wymysł rządu. I nie szczepią dzieci. Nie szczepią. Dzieci. I nie, to nie jest żart. A teraz cyferki, które powinny wywołać u każdego wstrząs. Egzekucja grzywien w województwie małopolskim: 2023 rok – 57 282 złotych 2024 rok – 147 487 złotych 2025 rok – 434 848 złotych. Tak, prawie osiem razy więcej niż w 2023 roku. I nie tylko kwoty egzekucji grzywien rosną. Liczba wydanych postanowień o ich nałożeniu także. W Małopolsce wygląda to tak: 2023 rok – 326 postanowień 2024 rok – 631 postanowień 2025 rok – 750 postanowień, czyli dwa razy więcej niż w 2023 roku. To nie jest statystyka. To dramat, który dzieje się tu i teraz. To są ludzie, którzy wolą ryzykować życie własnych dzieci, bo uwierzyli w bzdury wyciągnięte z internetu, zamiast w naukę, która działa od dziesięcioleci. Małopolska foliarzy, otwórzcie oczy! Wasze „przekonania” są śmieszne tylko w teorii, w praktyce są zabójcze. Państwo może wam dać grzywnę, może wydać nakaz, może uderzyć w portfel, ale życia waszym dzieciom nie zwróci. I dopóki będziecie się upierać przy swoich paranojach, liczby będą rosnąć, grzywny będą spływać, a my będziemy patrzeć na ten spektakl absurdu z mieszanką zażenowania i wściekłości.

Więcej…

Odszedł nagle i niespodziewanie. Teraz buduje nową siłę polityczną

Odszedł nagle i niespodziewanie. Teraz buduje nową siłę polityczną

13 stycznia 2026 | 06:00

Zaczynał jako katecheta. Później, ku powszechnemu zaskoczeniu, został… wojewodą małopolskim z ramienia PiS. Z tego stanowiska odwołano go jednak nagle i niespodziewanie, co wywołało szereg pytań o przyczyny tak nieoczekiwanej wówczas decyzji. To nie przeszkodziło mu w znalezieniu kolejnego zatrudnienia – tym razem w Kancelarii Prezydenta RP Andrzeja Dudy. Później popadł w polityczny niebyt, ale dziś próbuje o sobie przypomnieć, zakładając nową siłę polityczną w Małopolsce. Radny Województwa Małopolskiego, Piotr Ćwik, stanął na czele Stowarzyszenia Wspólnota Wartości. 57-latek objął funkcję prezesa zarządu. Wiceprezesem został Józef Gawron, 63-letni, również małopolski radny. W radzie nadzorczej stowarzyszenia zasiedli: Józef Mroczek (70 l.), Wojciech Rzadkowski (49 l.) oraz Krzysztof Gil (33 l.). Wokół Wspólnoty Wartości już teraz „kręcą się” inni politycy, którym także nie jest już po drodze z obecnymi władzami PiS w Małopolsce. Wśród nich są m.in. Jan Duda (ojciec Andrzeja Dudy), Tomasz Urynowicz (były wicemarszałek) oraz Michał Ciechowski (krakowski radny). Logotyp Stowarzyszenia Najbardziej rozpoznawalną postacią Wspólnoty Wartości pozostaje oczywiście jej lider i prezes. Jak zaczynał szef WW? Piotr Ćwik obecny jest w polityce od wielu lat. Zanim jednak na dobre wszedł na scenę publiczną, pracował jako katecheta w jednej z podkrakowskich szkół. Z wykształcenia jest magistrem filozofii. Do polityki trafił w 1994 roku, kiedy został radnym w Skawinie. Później, na krótko, zasiadał w Sejmie, następnie pełnił funkcję wicewojewody, by w końcu objąć stanowisko wojewody małopolskiego. Zastąpił wówczas Józefa Pilcha. Po drodze kandydował jeszcze z ramienia PiS do Sejmu, jednak nie uzyskał poparcia wyborców. ZOBACZ TAKŻE: Wojewoda o SCT: "To oszołomstwo! Kretyńskie przepisy" [WYWIAD] "Bezczynny" wojewoda Najgłośniej o Ćwiku było w okresie sprawowania przez niego funkcji wojewody. Zasłynął m.in. z unikania nie tylko rozmów z dziennikarzami, ale także nie odpowiadał na pytania zadawane w trybie dostępu do informacji publicznej, co wytknął mu nawet Naczelny Sąd Administracyjny, uwzględniając skargę na jego bezczynność w tym zakresie. W czasie pracy w urzędzie wysyłał służbowe e-maile z prywatnej skrzynki mailowej założonej na portalu Wirtualna Polska. Pod koniec swojej kadencji złożył również zawiadomienie do prokuratury o rzekomym włamaniu na tę skrzynkę. Sprawa została umorzona. Gdy został odwołany z funkcji wojewody, pomocną dłoń wyciągnął do niego prezydent Andrzej Duda, który zatrudnił go w swojej kancelarii. Odszedł z PiS W wyborach samorządowych w 2024 roku  Ćwik uzyskał mandat radnego Sejmiku Województwa Małopolskiego, po czym… został zawieszony w prawach członka PiS. Było to następstwem jego sprzeciwu wobec kandydatury Łukasza Kmity na marszałka województwa. Następnie sam został zgłoszony przez część radnych PiS jako kandydat na to stanowisko, jednak nie uzyskał wymaganej większości. Po tych wydarzeniach zrezygnował z członkostwa w partii. W sierpniu zakończył pracę w administracji prezydenckiej, a dziś stawia kolejny polityczny krok, powołując do życia nową formację: Wspólnotę Wartości. ZOBACZ TAKŻE: Była kurator oświaty z PiS chce wywieźć na taczkach prezydenta Krakowa

Więcej…

Strona 1 z 5

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Social Media

Reklama - sidebar

Na fali

  • Majchrowski:

    W nurcie rozmowy

    Majchrowski: "Gibała od 17 lat...

    Informacja
    28 stycznia 2026 | 16:26
  • Ujawniamy plan Koalicji na wypadek odwołania Miszalskiego! To ONA może go zastąpić

    Fala faktów

    Ujawniamy plan Koalicji na wypadek...

    Informacja
    30 stycznia 2026 | 07:11
  • Odszedł nagle i niespodziewanie. Teraz buduje nową siłę polityczną

    Fala faktów

    Odszedł nagle i niespodziewanie. Teraz...

    Informacja
    13 stycznia 2026 | 06:00

Kanał Krakowski

Płyniemy pod prąd. Z prądem płyną śmieci.

Menu

  • Strona główna
  • O nas
  • Reklama
  • Kontakt
  • Polityka prywatności

Działy

  • Fala faktów
  • Głos z kanału
  • W nurcie rozmowy
  • Ściek medialny
  • Luźne fale
Copyright © 2026 Kanał Krakowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.