Logo Kanał Krakowski
  • Fala faktów
  • Głos z kanału
  • W nurcie rozmowy
  • Ściek medialny
  • Luźne fale

Obserwuj nas na:

  • Fala faktów
  • Głos z kanału
  • W nurcie rozmowy
  • Ściek medialny
  • Luźne fale
Reklama - duża
  1. Strona główna

Fala faktów

Kłamstwa i manipulacje Berkowicza i Gibały. Najpierw sensacja, potem kompromitacja

Kłamstwa i manipulacje Berkowicza i Gibały. Najpierw sensacja, potem kompromitacja

22 marca 2026 | 18:45

Katyń wykorzystany do sensacji, wydatki miejskie do politycznego ataku. Różne tematy, ale identyczna metoda. Głośne tezy, brak weryfikacji i cisza, gdy pojawiają się fakty. Przypadki kłamstwa i manipulacji Berkowicza i Gibały coraz częściej zaczynają się ze sobą niepokojąco zazębiać. Kolejna sensacyjna „bomba” posła Konrada Berkowicza okazała się zwykłym fejkiem. W sprawie rzekomej sprzedaży orderu Virtuti Militari związanego z ofiarą Katynia fakty są bezlitosne: nie było kradzieży, nie było skandalu. Była za to dezinformacja, którą rozpowszechnił Berkowicz, znana prorosyjska onuca. A co gorsza, ten styl uprawiania polityki najwyraźniej zaczyna się rozlewać szerzej. Bo po kłamstwo i manipulację coraz śmielej sięga... Łukasz Gibała! Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik Wyobraźcie sobie historię, która rozpala internet do czerwoności: Order Virtuti Militari bohatera Katynia, kapitana Juliusza Romana Heinzla (oficera, który walczył z bolszewikami, a potem został zamordowany przez NKWD w Charkowie) rzekomo został wystawiony na sprzedaż przez handlarza z Charkowa. „Z pierwszej ręki”. Bez historii. Bez dowodów. Za to z ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Internet wybucha. Pojawiają się głosy o możliwym bezczeszczeniu pamięci, komentarze o międzynarodowym skandalu, wezwania do interwencji państwa. Emocje sięgają zenitu. A kto pierwszy podaje tę informację dalej, nadając jej rozgłos? Poseł Konrad Berkowicz. Wpis Berkowicza na FB Schemat jest znajomy: szybki wpis, mocne oskarżenia, zero weryfikacji. „Patrzcie, Polacy! Nasz order z Katynia na ukraińskiej aukcji!” – przekaz prosty, chwytliwy i idealnie skrojony pod emocje. Bo przecież temat Katynia nie wymaga dodatkowego podkręcania – wystarczy go dotknąć, by wywołać reakcję. Tyle że tym razem rzeczywistość bardzo szybko powiedziała: sprawdzam. Rodzina kapitana Heinzla jednoznacznie oświadczyła, że oryginalny order od lat znajduje się w ich posiadaniu. Potwierdzono również, że przedmiot z aukcji to nie żaden historyczny artefakt, lecz wtórnik – kopia, bez wartości historycznej. Cała historia okazała się albo próbą oszustwa, albo prowokacją żerującą na tragedii. Więcej przeczytacie na stronie Radia Kraków: Pamiątka z Katynia na aukcji w Ukrainie? IPN się oburzył, ale nie sprawdził faktów Prawdziwe były tylko emocje, które ktoś świadomie rozpalił. A co z autorem sensacji? Berkowicz milczy. Jak zawsze, kiedy przyłapie się go na kłamstwie. Nie przeprosił, nie wyjaśnił, nie przyznał błędu. Bo po co? To nie pierwszy raz. To jego standard. Rozpowszechniać fake newsy, budzić emocje, a potem zniknąć, kiedy prawda wychodzi na jaw. Konrad Berkowicz / fot. wikimedia W ogóle ten Berkowicz to dziwny typ. Nie dość, że ruska onuca, to jeszcze kłamca, manipulator i złodziej! (Tak, tak, nie zapominajmy o tym, że pan - tfu - poseł, chciał wynieść patelnię z IKEA!). Niezłe kombo, jak na posła. Reprezentanta krakowian w Sejmie RP.  To nie jest polityk. To jest maszyna do manipulacji. Zakłamany do szpiku kości. Poseł, który traktuje pamięć o Katyniu jak narzędzie do własnych gierek. Kłamca, który udaje patriotę, a w rzeczywistości pluje na groby naszych bohaterów, bo fałszywa sensacja lepiej się klika niż prawda. Co więcej, ten sposób działania zaczyna być powielany. Od Berkowicza manipulacji i perfidnego kłamstwa – jak widać – uczą się inni. Podobny schemat widać w działaniach Łukasza Gibały i jego środowiska. Ostatnio jego stowarzyszenie zostało przyłapane na wprowadzaniu opinii publicznej w błąd w sprawie wydatków na catering w urzędzie miasta. Najpierw mocne oskarżenia, potem zderzenie z faktami. Więcej na ten temat piszemy tutaj: Ohydne kłamstwa Gibały o „cateringowych milionach” Problem polega na czymś więcej niż pojedynczych wpadkach. Chodzi o standard działania: szybciej opublikować niż sprawdzić, mocniej uderzyć niż pomyśleć o konsekwencjach. A gdy w grę wchodzą tematy historyczne czy publiczne pieniądze, skutki są szczególnie poważne. Najgroźniejsze jednak nie jest jedno kłamstwo, tylko system, w którym kłamstwo opłaca się bardziej niż prawda. Bo daje szybkie emocje, kliknięcia i polityczne paliwo, co w przypadku Berkowicza i Gibały widać szczególnie dobrze.

Więcej…

Prorosyjska onuca zbierała podpisy pod referendum w sprawie odwołania Miszalskiego

Prorosyjska onuca zbierała podpisy pod referendum w sprawie odwołania Miszalskiego

20 marca 2026 | 10:48

Mamy kolejny sygnał, że ktoś bardzo chce destabilizacji stolicy Małopolski. Tym razem w roli głównej nie kryminaliści (dzień dobry, panie Jaśko), nie politycy ogarnięci żądzą władzy (dzień dobry, panie Gibała), nie działacze Konfederacji marzący o „skoku na Kraków” (dzień dobry, panie Berkowicz), lecz Ena Zychowicz – osoba, której profil w mediach społecznościowych wygląda jak podręcznik rosyjskiej propagandy. To ta sama Ena Zychowicz, która jeszcze niedawno pisała, że „ta wojna to wielki biznes i nie w smak Ukraińcom jej zakończenie”. To ona twierdzi, że „Rosja nie jest naszym wrogiem”, broni Władimira Putina i mówi o potrzebie „przyjaźni polsko-rosyjskiej”. źródło: FB Eny Zychowicz To również ta sama osoba, która wzywa do opuszczenia Unii Europejskiej, oskarża Niemcy o planowanie bankructwa Polski, a Izrael  o przygotowywanie wysiedleń. Jednocześnie wychwala Leszka Sykulskiego jako „najwybitniejszego geopolityka kraju” i chyba jest wręcz zakochana w Grzegorzu Braunie. źródło: FB Eny Zychowicz Kim jest Leszek Sykulski? Jego działalność określana jest jako prorosyjska. Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych, Stanisław Żaryn określił tezy Sykulskiego jako „wpisujące się w propagandę Rosji”. Paweł Gotowiecki, rektor Akademii Nauk Stosowanych w Ostrowcu Świętokrzyskim, na której wykładał Sykulski, uważa, że działania Polskiego Ruchu Antywojennego godzą w polską rację stanu. Trudno uznać to za działalność obywatelską. To raczej przykład postawy, której narracja w ogromnej mierze pokrywa się z przekazem rosyjskiej propagandy: „to nie nasza wojna”, „Zełenski to oszust”, „Rosja to partner, a nawet przyjaciel”, „Unia Europejska i Niemcy działają przeciw Polsce”. źródło: FB Eny Zychowicz I właśnie ta osoba osobiście zbierała podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa oraz rady miasta. Wygląda to na kolejny etap działań, które mają prowadzić do chaosu i destabilizacji, a – w dalszej perspektywie – do przejęcia władzy w Krakowie przez środowiska, które każdy, kto śledzi lokalną politykę, potrafi bez problemu zdefiniować.  Gdy bezpośrednia destabilizacja przez partie polityczne i Łukasza Gibałę nie przynosi efektów, pojawiają się osoby i środowiska od lat powielające antyzachodnie, antyżydowskie i prorosyjskie narracje.  źródło: FB Eny Zychowicz Zychowicz jest też protegowaną Adama Hareńczyka, który nie tylko jest zwolennikiem Brauna, ale i nie miał żadnego problemu z tym, by pojawiać się w towarzystwie kryminalisty na politycznym wiecu. Więcej piszemy o tym tutaj: To ON stoi na czele protestów przeciwko SCT. W towarzystwie kryminalisty źródło: FB Eny Zychowicz Destabilizacja rzadko zaczyna się od czołgów. Częściej zaczyna się od ludzi, którzy przekonują, że nie ma się czego bać i że to wszystko w naszym „najlepszym interesie”. Jeśli ktoś nadal wierzy, że to wszystko przypadek, to pozostaje tylko jedno pytanie: ile jeszcze „zbiegów okoliczności” potrzeba, żeby zobaczyć schemat? ZOBACZ TAKŻE: Miasto sprząta ulice, a referendalni bohaterowie... płaczą po nielegalnych słupach

Więcej…

Kulisy brudnej gry. Gibała i człowiek Terleckiego razem przy stole

Kulisy brudnej gry. Gibała i człowiek Terleckiego razem przy stole

19 marca 2026 | 20:04

Kiedyś krzyczał, że z PiS-em nie ma o czym rozmawiać, bo to „zaraza” i trzeba ich odciąć od tlenu. Dzisiaj ten sam Łukasz Gibała siedzi przy obiedzie z Agnieszką Paderewską – żelazną pięścią Ryszarda Terleckiego w Krakowie, zbieraczką podpisów pod obaleniem Aleksandra Miszalskiego. Kobietą, która jeszcze wczoraj była dla Gibały symbolem wszystkiego, co najgorsze w polskiej polityce. I robi to w trakcie sesji rady miasta. Na żywo. Bez wstydu. Z widelcem w jednej ręce i – zapewne – z kalkulatorem w drugiej. Sprawę jako pierwszy opisał i nagłośnił portal kr24.pl. Paparazzi tego portalu jest też autorem powyższego zdjęcia. Cały tekst przeczytacie tutaj: Wybrali kolację zamiast sesji Rady Miasta! Co ustalał Gibała z radną PiS-u? To nie jest wpadka. To nie jest „przypadkowe spotkanie”. To jest klasyczna, cyniczna, krakowska polityka na poziomie kanalizacji. Jak referendum przejdzie – bierzemy miasto.  Jak nie przejdzie – osłabiamy zarówno KO, jak i podzielony już mocno PiS. Jak Paderewska skoczy do klubu Gibały – mamy bombę. Jak nie skoczy – i tak mamy układ o przekazie i cichym niegryzieniu się w kampanii. Łukasz Gibała kiedyś mówił o „kordonie sanitarnym” wokół PiS-u tak, jakby to było jego osobiste przykazanie moralne.  źródło: Gazeta Krakowska Minęło kilka lat, trochę wyborów, trochę porażek, trochę kalkulacji i proszę bardzo: były poseł Ruchu Palikota siedzi przy obiedzie z Agnieszką Paderewską. Tak, tą Paderewską. Prawą ręką Terleckiego, człowieka od brudnej roboty w małopolskim PiS-ie. Kolekcjonerką podpisów pod wnioskiem o odwołanie Miszalskiego. Radną, która jeszcze niedawno była dla wielu w Krakowie synonimem „twardego pisowskiego betonu”. To nie jest przypadkowe spotkanie przy kawie w lobby. To jest obiad w trakcie sesji rady miasta. W trakcie. Kiedy większość radnych kręci się po sali i udaje, że coś tam dyskutuje lub załatwia w kuluarach. Gibała i Paderewska już załatwiają konkrety. Według dziennikarza kr24.pl, który przyłapał tę parę na wspólnym posiłku, sa trzy opcje: Paderewska naprawdę rozważa skok do łódki Gibały (wtedy gratulacje dla ruchu Kraków Dla Mieszkańców – właśnie zyskaliście bardzo doświadczoną, bezwzględną działaczkę. Oboje uzgadniają, że jak referendum będzie wiążące, to nie będą sobie nawzajem rzucać kłód pod nogi i wystawią jednego silnego kandydata (czytaj: Gibałę), a PiS-owi dadzą coś w zamian – na przykład ciche przyzwolenie na utrzymanie wpływów w kilku kluczowych komisjach. Dogadują szczegóły kampanii referendalnej i ustalają przekaz. I o to właśnie chodzi. Nie o ideę. Nie o wartości. Nie o „kordon sanitarny”. Chodzi o władzę w Krakowie tu i teraz. Gibała nigdy nie był ideowcem. Był zawsze pragmatykiem z dobrym PR-em i wyczuciem chwili. Kiedy opłacało się być anty-PiSem – był anty-PiSem najgłośniejszym w mieście. Kiedy opłacało się zacząć rozmawiać – zaczął rozmawiać. I to nie jest nawet hipokryzja w klasycznym sensie. To jest jawna pogarda dla wyborców. Bo jeśli dziś można jeść obiad z kimś, kogo wczoraj nazywało się polityczną „zarazą”, to znaczy, że jedyną realną wartością w tej grze jest władza. A reszta to tylko dekoracja dla naiwnych.

Więcej…

Gibała naprawdę zapytał o TO prezydenta! Udaje głupiego?

Gibała naprawdę zapytał o TO prezydenta! Udaje głupiego?

19 marca 2026 | 11:32

Są politycy, którzy rozwiązują problemy. Są też tacy, którzy je diagnozują. A potem jest trzeci poziom – Gibała – który przez pięć dni ignoruje gotowe odpowiedzi, żeby z powagą odkryć je jako własne pytania. Jeśli coś już zostało opublikowane, opisane i wyjaśnione, możesz być pewien: prędzej czy później pojawi się interpelacja z pytaniem dokładnie o to samo. Tylko z lekkim opóźnieniem i dużą dawką samozadowolenia. Wyobraźcie sobie polityka, który żyje w rzeczywistości z pięciodniowym opóźnieniem. Coś jak transmisja na żywo, tylko że puszczana z kasety VHS znalezionej w szufladzie. Miasto publikuje plan sprzątania ulic, media to podają, mieszkańcy widzą już pracowników MPO w akcji, a… on w tym czasie najwyraźniej przechodzi fazę „zbierania materiału dowodowego”, żeby po kilku dniach uroczyście odkryć internet. Czy to nie jest „rżnięcie głupa”? A teraz konkret: 12 marca 2026 – MPO oraz urząd miasta na swoich oficjalnych stronach publikują harmonogram mycia ulic i chodników. Lista, szacunkowe daty (bo wiele zależy od pogody), wszystko podane jak na tacy. Te same informacje powielają krakowskie media: radio, telewizja, gazety i portale. Czyli plan jest publiczny. Każdy może sobie sprawdzić, gdzie i kiedy poleci woda z myjki. źródło: krakow.pl Mija pięć dni. 17 marca 2026 – Gibała (w duecie z Elizą Dydyńską-Czesak) z dumą ogłasza w swoich social mediach: „ZŁOŻYLIŚMY INTERPELACJĘ DO PREZYDENTA! Pytamy o… plan sprzątania ulic i chodników po zimie!”. źródło: FB Gibały Naprawdę trzeba mieć wyjątkowy talent, żeby przez pięć dni ignorować coś, co widzieli wszyscy, a potem zrobić z tego dramatyczny temat interwencyjny. Co on robił w tym czasie? Ćwiczył minę zatroskanego radnego do zdjęcia? Czekał, aż informacja wystygnie, żeby łatwiej ją odgrzać jako własne „działanie”? To jest ten poziom absurdu, w którym strażacy kończą gasić pożar, zwijają węże, a ktoś wchodzi i pyta: „Przepraszam, a czy macie plan gaszenia i czy można go dostać na piśmie?” Łukasz Gibała i Eliza Dydyńska-Czeska / fot. Łukasz Michalik Już wiemy, dlaczego Gibała od lat przoduje w rankingach radnych piszących najwięcej interpelacji. Bo jeśli każdą publiczną informację trzeba najpierw zignorować, a potem uroczyście „odkryć” jako pytanie do prezydenta, to licznik leci jak szalony. To nie jest aktywność. To jest hurtowe nabijanie statystyk metodą „kopiuj–wklej z opóźnieniem i dorzuć znak zapytania”. WIĘCEJ NA TEN TEMAT PRZECZYTACIE TUTAJ: Gibała pobił kolejny rekord! Czy ktoś jeszcze sprawdza efekty? To już nawet nie jest kabaret. To jest performance art pod tytułem: „Jak sprawiać wrażenie zapracowanego, nie robiąc absolutnie nic”. Idąc tym tropem, czekamy na kolejne przełomowe interpelacje. Podrzucamy kilka tematów: „Czy potwierdza się, że po zachodzie słońca robi się ciemno? Proszę o szczegółowy harmonogram nocy na najbliższe 12 miesięcy.” „Czy zimą faktycznie występują niskie temperatury, czy to tylko narracja mediów? Proszę o audyt mrozów.” „Czy autobusy jeżdżą według rozkładów dostępnych na przystankach, czy to jedynie sugestia dla pasażerów?” „Czy deszcz pada z góry, czy rozważane są inne kierunki opadu w ramach innowacji miejskich?” „Czy wiosną pojawiają się liście na drzewach, czy to projekt pilotażowy wymagający konsultacji społecznych?” Gdyby od liczby interpelacji zależała jakość pracy, mielibyśmy geniusza. Niestety, w praktyce wychodzi coś odwrotnego. Mamy mistrza w rżnięciu głupa.

Więcej…

Radny od Gibały: "Nie byłem, nie jestem i nie będę żadnym lobbystą"

Radny od Gibały: "Nie byłem, nie jestem i nie będę żadnym lobbystą"

18 marca 2026 | 18:56

– Nie byłem, nie jestem i nie będę żadnym lobbystą firmy NextBike ani żadnej innej – zapewnia Michał Starobrat. Tak radny z klubu Łukasza Gibały odpowiada na sugestię, że jego argumenty mogłyby sugerować, że jest jakkolwiek powiązany z tą firmą.   Radny Starobrat jest bardzo aktywny jesli chodzi o system miejskich rowerów. W swoich wpisach krytykuje władze Krakowa za stawianie wyboru między rozwojem infrastruktury rowerowej a systemem roweru miejskiego, twierdząc, że oba cele można finansować równolegle. Podkreśla, że koszt utrzymania systemu (ok. 8–9 mln zł rocznie) jest niewielki względem budżetu miasta i mógłby zostać pokryty z ograniczenia innych wydatków. Zarzuca władzom zawyżanie kosztów oraz niewykorzystanie wniosków z analizy, która według niego rekomenduje wdrożenie systemu krótkoterminowego wynajmu rowerów. Wskazuje na przykłady innych miast, gdzie takie systemy działają skutecznie i taniej, oraz na rosnącą popularność rowerów miejskich. Michał Starobrat i Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik Konkluduje, że mieszkańcy Krakowa powinni mieć dostęp do nowoczesnego, zintegrowanego z transportem publicznym systemu roweru miejskiego. (Cały wpis zamieszczamy poniżej, zachowując oryginalną pisownię). Do komenatrza Starobrata odniósł się jeden z internautów.  Czy jesteś jawnym czy tajnym lobbystą NextBike? Ile wziąłeś od nich kasy za lobbing? Radny od razu uznał, że już samo pytanie go obraża. Albo wycofa Pan te słowa, albo składam na Pana doniesienie do odpowiednich służb, za szkalowanie, hejt i kłamstwa w stosunku do osoby publicznej. Później jednak napisał: Nie byłem, nie jestem i nie będę żadnym lobbystą firmy NextBike ani żadnej innej. Nie byłem również lobbystą firmy, która odpowiadała za Wavelo jak wypowiadałem się publicznie za utrzymaniem tego systemu w Krakowie mówiąc, że miasto powinno renegocjować umowę i zwiększyć dopłaty z budżetu miasta dla operatora. A poniżej cały wpis radnego Michała Starobrata i jego stanowisko w sprawie miejskich rowerów, które pojawiło się pod postem wiceprezydenta Stanisława Mazura: Jako zastępca Prezydenta Aleksander Miszalski może odpowie Pan Stanisław Mazur na podstawowe pytanie: KTO W MIEŚCIE PODJĄŁ DECYZJĘ, ŻE MAMY WYBÓR, ALBO INFRASTRUKTURA ROWEROWA, ALBO ROWER MIEJSKI W TYM NA KRÓTKI WYNAJEM? W tym tkwi cały problem, bo koszt ok 8-9mln zł rocznie na sprawnie działający system roweru miejskiego na krótki wynajem w Krakowie powinien pochodzić z innych źródeł tak, aby infrastruktura rozwijana była wg ambitnych planów. Skąd te środki? Może, a nawet na pewno warto ograniczyć 2,5mln wydatki na catering w urzędzie, ostatnio głośno było o 2mln premiach w spółkach miejskich, 2,5mlz zł zwiększony nakład gazetki miejskiej, wydatków z których miasto powinno zrezygnować w mieście niestety jest bardzo dużo, a 8mln zł, przy wydatkach miasta przekraczających 11,4mld zł to uwaga 0,07%, czy warto je przeznaczyć dla ok 100tys użytkowników? Pan jako były rektor Uniwersytetu Ekonomicznego, wie na pewno, że wydatki na szeroko rozumiany rower w miecie to tylko okruszki całego tortu, który DA SIĘ podzielić tak, aby LEPSZY KRAKÓW był realizowany. W czym mieszkańcy Krakowa, są gorsi od mieszkańców Warszawy, Wrocławia, Katowic, Gdańska, Gdyni, Sopotu, Katowic, Kielc, Chorzowa, Gliwic itd, że nie mogą korzystać z systemu roweru miejskiego na krótki wynajem? Aby Prezydent Aleksander Miszalski miał podkładkę z rezygnacji, ze swojej kluczowej obietnicy wyborczej przywrócenia roweru miejskiego na krótki wynajem do wiosny 2025 roku, miasto Kraków zleciło, za publiczne środki, w sierpniu 2025 roku profesjonalną kompleksową analizę ekonomiczno-funkcjonalno-społeczną podmiotowi zewnętrznemu. Niestety mało kto wypowiadający się w tym temacie zgłębił dokładnie finalną zawartość i wynik tej analizy. Czy Pan Panie Prezydencie przeczytał ten dokument? Ciekawe dlaczego do tej pory analiza nie ujrzała światła dziennego. Może dlatego, że mimo kliku błędów (szczególnie w analizie finansowej i zawyżenia znacząco ewentualnych kosztów wdrożenia systemu w Krakowie) główną rekomendacją zleconej przez Prezydenta Miszalskiego analizy jest uwaga:"W OPARCIU O WYKONANĄ ANALIZĘ UZNANO, ŻE WARTO PODJĄĆ WYSIŁEK WDROŻENIA SYSTEMU KRÓTKOTERMINOWEGO NAJMU ROWERU PUBLICZNEGO W KRAKOWIE" !!! 166 stron analizy to dokument, który miał posłużyć Prezydentowi Miszalskiemu jako podkładka pod niespełnioną obietnicę, a dowodzi, że system roweru miejskiego na krótki wynajem powinien być wdrożony i jak wnioskuje Klub Radnych Kraków dla Mieszkańców powinien być zintegrowany z biletem okresowym. Ile tak naprawdę kosztowałby nas rower miejski na krótki wynajem w Krakowie? Służby prezydenta Aleksander Miszalski podają celowo zawyżone koszty. Bo jak wytłumaczyć, że Kraków musiałby zapłacić od 102,5 do 195mln zł za 4lata (od 25 do 49mln zł rocznie), kiedy w rzeczywistości, nie na papierze, w Warszawie to koszt ok 105mln zł na 6 lat, a we Wrocławiu, gdzie miejski system został rozszerzony do aglomeracyjnego systemu i zawiera gminy sąsiednie to koszt 55mln zł na 5lat. Wrocławska umowa zawiera w 100% nowe rowery i została podpisana w sierpniu 2025 roku. Finalnie Warszawa dopłaca do systemu ok 14mln zł rocznie, a Wrocław ok 9mln zł. Żadne polskie miasto nie wpadło na to, na co zwracają uwagę eksperci tworzący analizę dla Krakowa, że ograniczenie kosztów systemu może nastąpić wzorem największych metropoli, takich jak Londyn (Santander), Nowy Jork (Citibank) czy Budapeszt (MOL), gdzie pozyskano strategicznego partnera tytularnego dla całego systemu.Niestety w dyskusji na temat roweru miejskiego używane są prawdziwe, ale nie trafione argumenty. Podawane są dane, że w lach 2020-2022 nastąpił duży spadek użytkowników roweru miejskiego - tylko nikt przy tym nie mówi, że to okres pandemii, gdzie przemieszczanie było mocno ograniczone. Podawane są dane, o kolejnych miastach które zrezygnowały z systemu jak Poznań, Rzeszów itd - tylko w głównych komunikatach Poznań i Rzeszów podawał trudną sytuację finansową, a nie brak zasadności utrzymania systemu (wystarczy spojrzeć do zleconej przez miasto analizy).Podawane są dane, że mimo, iż w wielu miastach w Polsce rower miejski istnieje, to coraz mniej osób z niego korzysta - przeczą temu dane największego operatora firmy Nextbike obecnego w 80 miastach w Polsce. Firma pochwaliła się liczbami - rowery wypożyczono 8,62mln razy, co stanowi wzrost o 8% rok do roku. Średnio każdego dnia było to ponad 31tyś przejazdów. Z rowerów Nextbike przynajmniej raz skorzystało niemal pół miliona Polków. To wzrost o prawie jedną trzecią (29%) względem zeszłego roku. Po sezonie letnim 2024 r. Nextbike odnotował, że warszawski system Veturilo osiągnął wynik niemal 4,8mln wypożyczeń. Był to najlepszy rezultat spośród wszystkich systemów rowerowych Nextbike w Europie, które znajdują się n.in. w Kolonii, Berlinie do 2025r., Budapeszcie czy Dreznie. Średnio każdy rower był wypożyczony 5,59 razy dziennie, a przeciętna przejażdżka trwała 24 minuty i obejmowała dystans ok 3,5km. We Wrocławiu w ciągu zaledwie dwóch i pół miesiąca od uruchomienia systemu w 2025r., rowery WRM wypożyczono 429 tysięcy razy. W całym 2025 roku liczba wypożyczeń przekroczyła już 1,1 miliona. To niemal dwukrotnie więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Natomiast przez cały rok 2024 wypożyczeń było 1,007mln, a w roku 2025 1,173mln - 17% wzrost.

Więcej…

Ohydne kłamstwa Gibały o „cateringowych milionach”

Ohydne kłamstwa Gibały o „cateringowych milionach”

18 marca 2026 | 16:02

Haniebne, ohydne, świadome kłamstwo i manipulacja najniższego sortu – to sposób Gibały i spółki na obrzydzenie krakowianom życia. Ich narracja rozleciała się w pył, gdy zaglądnęliśmy do liczb. Prawda jest prosta, brutalna i miażdżąca: Gibała i jego stowarzyszenie kłamią! To nie opinia, to fakt! Stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców, którego liderem jest Łukasz Gibała, opublikowało kłamliwe informacje na temat rzekomego "trzykrotnego wzrostu" wydatków na catering w urzędzie miasta. Rzucili liczbami jak granatem, sugerując rozrzutność i bizancjum, a wszystko po to, by uderzyć w prezydenta i podsycić nienawiść. A jaka jest prawda? Prawdziwe dane rozwalają w pył całą tę obrzydliwą narrację. W samym Urzędzie Miasta Krakowa w 2025 roku na catering poszło 1,1 mln zł. Rok wcześniej – 830 tys., w 2023 – 793 tys., a w 2019, przed pandemią – prawie milion. Czyli przez sześć lat wzrost… o całe 100 tysięcy złotych. Przy inflacji, przy drożyźnie, przy wszystkim – to jest realny spadek nakładów. Ale po co fakty, kiedy można wrzeszczeć „miliony!”? Aha, i ta słynna „kwota 2,7 mln zł”, którą rzucają jak granat? To nie Urząd Miasta. To cała Gmina Miejska Kraków: z jednostkami, z MOPS-em, z Zarządem Infrastruktury Sportowej. Manipulacja numer jeden: celowe mieszanie jabłek z kamieniami, żeby zrobić z Krakowa „rozrzutnika”. Manipulacja numer dwa? Porównywanie 2025 roku do… 2020 i 2021! Do lockdownu, kiedy konferencje, biegi, wizyty delegacji – wszystko stało. Jak można porównywać miasto, które wróciło do życia, z miastem, które leżało sparaliżowane? Tylko skończony cynik albo kompletny ignorant. źródło: UMK Ale najohydniejsza jest manipulacja numer trzy – ta, która uderza prosto w serce. Bo pod hasłem „catering” kryją się ciepłe posiłki dla bezdomnych w Street Busie MOPS-u. 130 tysięcy złotych – cztery zimowe miesiące, schronienie i jedzenie dla ludzi, którzy nie mają dachu nad głową. Kryją się też świąteczne spotkania dla seniorów, dla osób z niepełnosprawnościami, dla rodzin zastępczych. Kryją się tysiące biegaczy na Królewskiej Triadzie Biegowej – 35 tysięcy uczestników (rok wcześniej 30 tysięcy), ponad 4 tysiące wolontariuszy. Koszt jednego posiłku? Z 18,29 zł wzrósł na… 20,52 zł. Dwa złote więcej. Dwa. Złote. I to właśnie te pieniądze chcą zdyskredytować? Te, które ratują ludzi przed śmiercią z zimna? Te, które integrują seniorów, którzy inaczej siedzieliby sami w czterech ścianach? Te, które przyciągają tysiące krakowian na imprezy, które przynoszą miastu zyski większe niż koszty? To nie jest krytyka. To jest moralne świństwo. Ktoś świadomie wyrywa z kontekstu liczby, miesza instytucje, ignoruje pandemię, a przede wszystkim celowo opluwa pomoc najsłabszym, żeby uderzyć w prezydenta i w miasto. To nie jest „opinia publiczna”. To jest zorganizowana kampania kłamstwa! Pod tymi „milionami” są konkretni ludzie i realna pomoc. Uderzanie w to, żeby zrobić polityczny hałas, pokazuje wszystko o intencjach.

Więcej…

Liczby przerażają. Zobacz, co opozycja chce zrobić z kasą Krakowa

Liczby przerażają. Zobacz, co opozycja chce zrobić z kasą Krakowa

16 marca 2026 | 15:52

Kraków tonie w długach? Gdyby odpalić Exela i spojrzeć w liczby – tak. Na koniec 2025 roku wyniósł około 7,8 miliarda złotych. Rekord Polski. Brawo. Stoimy na podium niechlubnego rankingu zadłużenia. Ale spokojnie, to jeszcze nie dramat. Dramat zaczyna się, kiedy ktoś policzy, co by było, gdyby Łukasz Gibała i Prawo i Sprawiedliwość dostali w swoje ręce kasę miasta na pełen etat. Gdyby zrealizować wszystkie te śliczne pomysły opozycji, dług skoczyłby do 9,466975 miliarda złotych. Już sama analiza zaledwie kilku projektów uchwał i rezolucji przygotowanych przez radnych tych klubów wskazuje, że ich realizacja wiązałaby się z dodatkowymi kosztami dla budżetu miasta na poziomie około 1,3 miliarda złotych. Wśród tych propozycji znalazły się między innymi: Zwiększenie wydatków Miasta na dotacje dla przedszkoli ponad wymogi ustawowe – szacowany koszt około 130 mln zł. Przebudowa dróg w rejonie Mistrzejowic i Bieńczyc – inwestycja o wartości około 290 mln zł. Zwiększenie wydatków Miasta na utworzenie Parku XXL Dolina Prądnika – około 138 mln zł. Rozbudowa Szkoły Podstawowej nr 14 – koszt około 60 mln zł Dodatkowe bezpłatne zajęcia z pływania dla uczniów – całkowity koszt około 250 mln zł, przy czym roczny koszt funkcjonowania programu wynosiłby około 16 mln zł. Instalacja automatów gotówkowych w pojazdach komunikacji miejskiej – około 49 mln zł. Pilotażowy program budowy mieszkań dla seniorów – około 21 mln zł. Utworzenie parku w Nowej Hucie – około 24 mln zł. Program walki z odorem w Krakowie – około 36 mln zł (uchwała została przyjęta). Działania przeciwpowodziowe na terenie Dzielnicy XII – około 350 mln zł Są to jedynie wybrane projekty, a ich łączny koszt już przekracza 1,3 miliarda złotych. Radni opozycyjni / fot. Łukasz Michalik Kolejną kategorią są poprawki do budżetu miasta na 2025 rok. W trakcie prac nad budżetem radni klubów Kraków dla Mieszkańców oraz Prawo i Sprawiedliwość zgłosili łącznie 183 poprawki, które zakładały zwiększenie wydatków miasta. Wartość tych poprawek przedstawiała się następująco: poprawki klubu Prawo i Sprawiedliwość – 132 780 000 zł, poprawki klubu Kraków dla Mieszkańców – 45 040 000 zł, poprawki indywidualne radnych z klubu KdM – 36 155 000 zł. Łącznie oznacza to, że gdyby wszystkie poprawki zostały przyjęte i wprowadzone do budżetu miasta, wydatki wzrosłyby o 213 975 000 zł. Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik Dodatkowym źródłem potencjalnych wydatków są interpelacje radnych składane do prezydent. Od 1 stycznia 2025 roku do 17 października 2025 roku kluby KdM i PiS złożyły łącznie 85 interpelacji o charakterze wydatkowym, czyli takich, których realizacja wiązałaby się z dodatkowymi kosztami dla budżetu miasta. Przykładowe interpelacje obejmowały m.in.: Łukasz Gibała – remont schodów przy ul. Wańkowicza (około 600 tys. zł), budowa poidełek na wybiegach dla psów (koszt projektu 20 tys. zł, koszt budowy 140 tys. zł), a także działania ograniczające hałas w rejonie ul. Lipskiej (62 tys. zł). Maciej Michałowski – remont estakady im. Generała Tadeusza Rozwadowskiego, którego koszt oszacowano na około 40 mln zł. Renata Kucharska – działania mające zniwelować utrudnienia związane z remontem ul. Kocmyrzowskiej oraz budowa parkingu typu P&R, o łącznym koszcie około 7 mln zł. Renata Kucharska i Michał Drewnicki – renowacja pomnika Solidarności w Nowej Hucie (około 350 tys. zł). Rafał Zawiślak – ujednolicenie i poprawa niezawodności systemu obsługi parkingów P&R (około 1 mln zł). Aleksandra Owca – propozycja wypowiedzenia umowy z firmą Mobilis Sp. z o.o., co mogłoby generować koszty na poziomie około 100 mln zł, choć w praktyce kwota ta mogłaby być jeszcze wyższa i trudna do dokładnego oszacowania. Agnieszka Paderewska – budowa rozjazdu na Rondzie Piastowskim, której koszt szacowany jest na około 3,5 mln zł. Już suma kosztów wynikających jedynie z powyższych interpelacji wynosi około 153 mln zł.' Co by było z długiem, gdyby wszystkie wydatki weszły w życie? Według dostępnych danych, zadłużenie Krakowa na koniec 2025 roku wyniosło około 7,8 miliarda złotych. Gdyby jednak uwzględnić wszystkie wymienione wyżej dodatkowe wydatki wynikające z projektów uchwał i rezolucji (około 1,3 mld zł), poprawek budżetowych (213 975 000 zł) oraz wybranych interpelacji (153 mln zł), oznaczałoby to konieczność zwiększenia zadłużenia miasta o co najmniej 1 666 975 000 zł. W takim scenariuszu całkowite zadłużenie Krakowa mogłoby wzrosnąć do poziomu około 9 466 975 000 zł, czyli blisko 9,4 miliarda złotych. Jacek Majchrowski i Aleksander Miszalski / fot. UMK I tu właśnie widać, czym naprawdę jest populizm w miejskiej polityce. Każdy chce być „dla mieszkańców”, każdy chce zostawić po sobie wspaniały ślad. Ale zapomina, że te pomysły kosztują, i to słono. Dziś opozycja krzyczy, że „Kraków tonie w długach”, a jednocześnie dorzuca kolejne miliardy do tej samej sadzawki. Hipokryzja w czystej postaci. Nie jest też tak, że to nowe zjawisko. Gdy prezydentem był Jacek Majchrowski, politycy (także Platformy, a jakże!) robili dokładnie to samo. Alarmowali o zadłużeniu miasta, a równocześnie wrzucali do budżetu nierzeczywiste inwestycje, które miały wyglądać efektownie w mediach, a w praktyce pogrążały finanse jeszcze bardziej. Pokazuje to jedną, smutną prawdę: niezależnie od opcji politycznej, populizm kusi obietnicami, a za kulisami doprowadza do rosnącego długu. ZOBACZ TAKŻE: Polityczny pojedynek na ławce w centrum Krakowa. Jeden chce dialogu, drugi odwołania Opozycja od lat ma więc tę samą strategię: najpierw opluwała Majchrowskiego, dziś opluwa Miszalskiego. Tyle że krytyka wygląda na szczery alarm tylko wtedy, gdy patrzymy na liczby. Bo gdyby sami dorwali się do władzy, biorąc pod uwagę ich obecne pomysły, zadłużyliby Kraków jeszcze szybciej i jeszcze mocniej niż ktokolwiek przed nimi.

Więcej…

Polityczny pojedynek na ławce w centrum Krakowa. Jeden chce dialogu, drugi odwołania

Polityczny pojedynek na ławce w centrum Krakowa. Jeden chce dialogu, drugi odwołania

16 marca 2026 | 10:54

Aleksander Miszalski znowu wyciąga swoją magiczną ławkę. Tym razem ustawi ją w Dzielnicy I Stare Miasto w Krakowie. Tej samej, której przewodniczącym jest Jan Hoffman. Ten sam Hoffman, który właśnie zebrał podpisy pod referendum w sprawie odwołania Miszalskiego. Brzmi to trochę jak scenariusz z kiepskiej komedii romantycznej. Tyle że zamiast klasycznego „on ją kocha, ona go nienawidzi”, mamy raczej układ: „on chce z nią rozmawiać, a ona chce go wywalić z urzędu”. Spotkanie czy przesłuchanie? Wyobraźmy sobie tę scenę. Prezydent siada na ławce, uśmiecha się szeroko, rozkłada ręce jak papież na balkonie i mówi: „Witajcie, mieszkańcy! Dialogujemy!”. A obok stoi Hoffman z miną człowieka, który właśnie przelicza podpisy i myśli: „No dobrze, pogadajmy… o tym, jak szybko się pakujesz”. Albo bardziej proceduralnie: „Wszystko, co teraz powiesz, może zostać użyte przeciwko tobie w referendum”. Prezydent Aleksander Miszalski i jego z-ca Łukasz Sęk podczas Ławki Dialogu / fot. UMK Miszalski będzie zapewne opowiadał o zielonych skwerach, nowych latarniach i o tym, jak Kraków kwitnie. Hoffman o tym, że za jego kadencji w dzielnicy kwitnie głównie niechęć do prezydenta. A mieszkańcy? Jedni przyjdą z pretensjami o dziury w bruku. Inni z pretensją, że prezydent w ogóle jeszcze oddycha krakowskim powietrzem. Demokracja na ławce „Ławki Dialogu” w założeniu mają być prostym narzędziem kontaktu władzy z mieszkańcami. Bez sal konferencyjnych, bez mównic, bez dystansu. Po prostu ławka. Symbol zwykłej rozmowy. Pomysł wpisuje się zresztą w modny dziś trend polityki miejskiej: mniej oficjalnych przemówień, więcej bezpośredniego kontaktu. Jan Hoffman (z prawej) / fot. Kanał Krakowski Tyle że polityka rzadko pozostaje na poziomie symboli. Gdy prezydent siada na ławce w dzielnicy, której lider polityczny zbiera podpisy pod referendum przeciwko niemu, rozmowa automatycznie nabiera dodatkowego znaczenia. Nie chodzi już tylko o ścieżki rowerowe, remonty kamienic czy ruch turystyczny na Rynku. Chodzi o władzę. Spotkanie dwóch narracji Z jednej strony mamy narrację dialogu. Prezydent pokazuje, że chce słuchać mieszkańców nawet tam, gdzie jego polityczni przeciwnicy są szczególnie aktywni. To gest otwartości. A być może także i pewności siebie. Ławka Dialogu / fot.UMK Z drugiej strony jest narracja konfliktu. Inicjatywa referendalna nie jest przecież drobną krytyką, lecz próbą politycznego przesilenia. Jeśli ktoś zbiera podpisy pod odwołaniem prezydenta miasta, trudno udawać, że wszystko odbywa się w atmosferze spokojnej rozmowy na ławce. I właśnie dlatego to spotkanie będzie tak interesujące. Symboliczna przestrzeń Nie bez znaczenia jest też sama lokalizacja. Stare Miasto w Krakowie to przestrzeń najbardziej reprezentacyjna, ale jednocześnie obciążona wieloma problemami: masową turystyką, hałasem czy najmem krótkoterminowym. To dzielnica, w której lokalna polityka zawsze jest szczególnie intensywna. grafika: UMK Dlatego „Ławka Dialogu” w tym miejscu nie jest tylko kolejnym punktem w kalendarzu prezydenta. To symboliczna próba wejścia na teren politycznego przeciwnika. Przedstawienie zaczyna się za chwilę: Wtorek, 17 marca, godz. 18:00 II Liceum Ogólnokształcące im. Króla Jana III Sobieskiego

Więcej…

Kolejne zakłady związane z referendum. Bukmacherzy nie zwalniają tempa

Kolejne zakłady związane z referendum. Bukmacherzy nie zwalniają tempa

10 marca 2026 | 15:25

Można już stawiać kolejne zakłady związane z akcją referendalną w Krakowie! Tym razem jeden z bukmacherów dodał dwa nowe typy: ile podpisów zostanie uznanych za ważne oraz w którym terminie odbędzie się referendum. Na czym polega gra? Kursy pokazują, jak bukmacherzy oceniają prawdopodobieństwo różnych scenariuszy. Oto szczegóły: Ile podpisów zostanie uznanych za ważne? Poniżej 80 000 – kurs 3,00 80 000–99 999 – kurs 2,40 100 000–114 999 – kurs 1,85 115 000 lub więcej – kurs 2,60 Najniższy kurs przy kwocie 100–115 tys. podpisów sugeruje, że bukmacherzy spodziewają się właśnie takiej liczby, choć nie wykluczają większej lub mniejszej. W którym terminie odbędzie się referendum? Do końca marca – 25,00 Do końca kwietnia – 10,00 Do 16 maja – 5,50 17–23 maja – 1,85 24–31 maja – 1,85 1–15 czerwca – 2,59 Po 15 czerwca – 3,50 Patrząc na kursy, bukmacherzy najwyżej oceniają możliwość przeprowadzenia referendum w drugiej połowie maja. ZOBACZ TAKŻE: Każdy może zarobić na referendum! Oto kursy u bukmachera Co z samą dymisją prezydenta? Znacząco zmienił się też kurs na to, czy Aleksander Miszalski sam poda się do dymisji. Jeszcze kilka dni temu bukmacher płacił 10 złotych za każdą postawioną złotówkę, jeśli do tego doszłoby. Teraz kurs spadł do 8 złotych, co oznacza, że szansa na samodzielną rezygnację prezydenta wzrosła w oczach rynku. Oczywiście nadal można stawiać również na to, czy Miszalski zostanie odwołany w referendum. źródło: BetFan W praktyce oznacza to, że bukmacherzy bardziej niż tydzień temu wierzą w scenariusz, w którym prezydent sam rezygnuje. Jednocześnie pokazują, że najbardziej prawdopodobny termin referendum to druga połowa maja, a liczba ważnych podpisów powinna oscylować wokół 100–115 tysięcy.

Więcej…

Krakowskie kobiety u władzy. Polityczne bestie czy anielskie twarze?

Krakowskie kobiety u władzy. Polityczne bestie czy anielskie twarze?

08 marca 2026 | 10:53

Jedna potrafi zrobić w Sejmie polityczną burzę w obronie lokatorów. Druga nie odpuszcza w żadnej debacie, a trzecia spokojnie robi swoje w komisjach, kiedy inni właśnie organizują konferencję prasową. Krakowskie parlamentarzystki to mieszanka temperamentów, ambicji i politycznych stylów. Z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet przedstawiamy wam panie posłanki i panią senator z naszego miasta! Polityka w Warszawie to nie tylko partyjne szyldy i sejmowe głosowania. To także bardzo różne charaktery i style uprawiania polityki. Jedne działają głównie w gabinetach i na zapleczu władzy, inne wolą sejmową mównicę i ostrą debatę, a jeszcze inne skupiają się na pracy w komisjach i sprawach mieszkańców. Zaczynamy od jedynej krakowskiej reprezentantki w Senacie: Monika Piątkowska (KO) Typ: dyplomatka. W świecie polityki, w którym wiele rzeczy odbywa się przez konferencje prasowe i wpisy w mediach społecznościowych, Piątkowska reprezentuje bardziej klasyczny styl. Spokojny, gabinetowy, oparty na rozmowach i kontaktach. W krakowskiej reprezentacji uchodzi za osobę bardzo skuteczną. W kuluarach mówi się, że potrafi „dowieźć temat” – czyli nie tylko o czymś mówić, ale też doprowadzić sprawę do końca. A w polskiej, a szczególnie krakowskiej polityce to wcale nie jest oczywistość. Monika Piątkowska Czym się zajmuje: W Senacie Rzeczypospolitej Polskiej koncentruje się głównie na sprawach gospodarki, przedsiębiorczości i relacji państwo–biznes. Interesują ją także kwestie rynku pracy i rozwoju gospodarczego. To ta część polityki, gdzie zamiast wielkich sporów ideologicznych pojawiają się liczby, wskaźniki i pytanie: czy to się w ogóle spina finansowo. Doświadczony samorządowiec i polityczka z długim stażem. W magistracie zajmowała się promocją i strategiami rozwoju miasta. Angażowała się w projekty na rzecz rozwoju lotniska w Balicach, działa na rzecz równouprawnienia, rozmawia z przedsiębiorcami, ma świetne kontakty z krakowskim środowiskiem naukowy, a także zdecydowanie sprzeciwia się propozycji przebiegu S7 przez miasto. Obecnie współtworzy parlamentarny zespół ds. wandalizmu i nielegalnego graffiti. Razem z byłym ministrem sprawiedliwości pracuje w parlamentarnym zespole ds. bezpieczeństwa medyków. Zdecydowana liderka wśród parlamentarzystów z Krakowa jeżeli chodzi o aktywność. A oto krakowskie posłanki: Daria Gosek-Popiołek  (Lewica) Typ: aktywistka z sejmową legitymacją. Kiedyś była jedną z najmniej wyrazistych postaci krakowskiej reprezentacji. Jeszcze jako „aktywistka” zasłynęła, gdy do pleców przyczepiała sobie niebieskie skrzydełka i stawała w obronie jakiegoś motylka. Na tej aktywistycznej fali weszła do Sejmu. Tam nabrała charakteru. Dziś jest styl jest bezpośredni, momentami ostry, ale konsekwentny. Jej polityczny radar jest ustawiony na sprawy społeczne. I reaguje na nie szybciej niż niejedna instytucja państwowa. Kiedy w polityce zaczyna dominować język inwestycji, wzrostu i wykresów, Gosek-Popiołek przypomina, że oprócz gospodarki istnieją jeszcze ludzie, którzy w tej gospodarce próbują po prostu normalnie żyć. Jej olbrzymim minusem jest to, że nie zawsze wiadomo, w której akurat gra drużynie. Szczególnie, jeśli chodzi o nasze, krakowskie podwórko. Daria Gosek-Popiołek Czym się zajmuje: Posłanka Lewica działa głównie przy sprawach mieszkalnictwa, praw pracowniczych, kultury i ochrony środowiska. W Krakowie często angażuje się w lokalne konflikty: od sporów o zabudowę miasta po problemy lokatorów i kwestie zieleni. Aleksandra Kot (KO) Typ: młoda energia polityki. Złośliwi mówią, że reprezentuje nas w Sejmie tylko dlatego, że… nazywa się tak samo, jak popularna prezenterka Radia ESKA i ESKA TV! My jednak w to nie wierzymy, bo tego typu stwierdzenia świadczą o głupocie wyborców, którzy rzekomo nie wiedzą, na kogo głosują. A Państwo głupi nie są, prawda? PRAWDA?! Kot reprezentuje pokolenie polityków, którzy nie wyobrażają sobie pracy bez ciągłego kontaktu z mieszkańcami i obecności w sieci. Sporo spotkań, dużo wydarzeń w terenie, jeszcze więcej zdjęć i relacji z tych wydarzeń. W skrócie: polityka w wersji mobilnej. Na tle bardziej doświadczonych parlamentarzystów wygląda trochę jak ktoś, kto wszedł do polityki z przekonaniem, że tempo można jeszcze podkręcić. Aleksandra Kot Czym się zajmuje: W Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej zajmuje się tematami społecznymi, edukacją oraz sprawami mieszkańców regionu. Sporo uwagi poświęca też problemom młodszych pokoleń i lokalnym inicjatywom. Katarzyna Matusik-Lipiec (KO) Typ: parlamentarzystka od realnych problemów. Nie jest najbardziej medialną postacią tej ekipy, ale… bardzo o to zabiega. Lubi lans, co niekoniecznie jest zarzutem. Chętnie „cyka” sobie zdjęcia ze spotkań, nawet tych kuluarowych. Tu odwiedzi jakiegoś ministra, tam pojedzie do prezydenta, a za chwilę znów się ustawi tak, by złapały ją kamery. Sprawdza się zarówno w opozycji, jak i obozie rządzącym. W sejmowej drużynie można ją porównać do tej osoby w projekcie, która pilnuje szczegółów, sprawdza dokumenty i dopytuje o rzeczy, które inni woleliby pominąć. Katarzyna Matusik-Lipiec Czym się zajmuje: Koncentruje się na polityce społecznej, zdrowiu i współpracy z organizacjami pozarządowymi. Sporo jej pracy dotyczy pomocy społecznej i wsparcia dla mieszkańców. Dorota Marek (KO) Typ: samorządowiec w Warszawie. Jej styl przypomina bardziej pracę w samorządzie niż klasyczną politykę parlamentarną. Mniej ideologicznych sporów, więcej konkretów. To podejście w stylu: „dobrze, ale co z tego wynika dla mieszkańców?”. Czyli polityka, która zamiast wielkich debat o przyszłości świata często sprowadza się do bardzo przyziemnych pytań o drogi, transport czy inwestycje. W Krakowie mniej znana, bo reprezentuje krakowski obwarzanek. Dorota Marek Czym się zajmuje: Interesują ją przede wszystkim sprawy infrastruktury, transportu i rozwoju regionu. Sporo uwagi poświęca też problemom Małopolski. Małgorzata Wassermann (PiS) Typ: polityczna fighterka. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy krakowskiej polityki. Styl zdecydowany, momentami bardzo konfrontacyjny. W sejmowych debatach raczej nie szuka kompromisu w połowie zdania – jeśli pojawia się spór, wchodzi w niego z pełną energią. Jej przeciwnicy mówią, że jest zbyt ostra. Jej sympatycy, że po prostu mówi to, co myślą. Małgorzata Wassermann Czym się zajmuje: Posłanka Prawa i Sprawiedliwości (choć do partii formalnie nie należy) koncentruje się na sprawach prawa, funkcjonowania państwa i kontroli instytucji publicznych. Z wykształcenia prawniczka, więc naturalnie ciągnie ją do tematów związanych z wymiarem sprawiedliwości. Jest skuteczna. W czasach, gdy u władzy była jej formacja, władze Krakowa bardzo ją chwaliły. Jej wsparcie, skuteczność i pomoc bardzo doceniał ówczesny prezydent Jacek Majchowski. Twierdził, że jako posłanka, zrobiła dla Krakowa najwięcej spośród wszystkich parlamantarzystów. Agnieszka Ścigaj (PiS) Typ: polityk po wzlotach i politycznej grawitacji. Jej droga polityczna była jedną z bardziej krętych w tej ekipie. Był moment, kiedy w rządzie naprawdę coś znaczyła i była jedną z ważniejszych postaci politycznych nie tylko naszego regionu, ale i kraju! Dziś sytuacja wygląda już inaczej. W dużym klubie parlamentarnym stała się jedną z wielu posłanek. Polityka bywa bezlitosna – raz jest się w centrum wydarzeń, a innym razem siedzi się kilka rzędów dalej. Agnieszka Ścigaj Czym się zajmuje: Skupia się na sprawach społecznych, samorządowych i problemach regionów. Interesują ją głównie kwestie polityki społecznej i wsparcia dla mieszkańców. Elżbieta Duda (PiS) Typ: parlamentarzystka starej szkoły. Bez wielkich medialnych fajerwerków, za to z dużym doświadczeniem. W polityce reprezentuje styl pracy, który powoli wychodzi z mody: dużo dokumentów i pracy „na zapleczu”, mało medialnych pojedynków. W skrócie: ktoś musi robić robotę, gdy inni robią konferencje prasowe. Elżbieta Duda Czym się zajmuje: W Sejmie pracuje przede wszystkim przy tematach polityki społecznej i wsparcia osób z niepełnosprawnościami. To jeden z głównych obszarów jej działalności parlamentarnej. ZOBACZ TAKŻE: Każdy może zarobić na referendum! Oto kursy u bukmachera Patrząc na ten zestaw, Kraków wysłał do Warszawy naprawdę ciekawą mieszankę charakterów: dyplomatkę z dostępem do premiera, aktywistkę społeczną, młodą energię polityki, samorządowy pragmatyzm i kilka politycznych fighterek. Jedno jest pewne: gdyby posadzić je wszystkie przy jednym stole, rozmowa trwałaby dłużej niż remont Zakopianki. Ale dzięki temu krakowska reprezentacja kobiet w polskim parlamencie ma coś, czego w polityce bardzo potrzeba – charakter.  

Więcej…

Każdy może zarobić na referendum! Oto kursy u bukmachera

Każdy może zarobić na referendum! Oto kursy u bukmachera

07 marca 2026 | 12:24

Demokracja demokracją, ale skoro już ma być referendum, to czemu by na nim nie zarobić? Jeden z bukmacherów właśnie wystawił trzy smakowite zakłady dotyczące krakowskiego referendum.  Bukmacherzy patrzą po prostu na to, czym żyje dziś Kraków: podpisy pod referendum, polityczne nerwy w magistracie i coraz głośniejsze spekulacje, jak to wszystko się skończy. Zakład pierwszy: podpisy źródło: BetFan „Czy organizatorzy referendum zbiorą minimum 120 tysięcy podpisów?” Tak – 1.30 | Nie – 3.10 Tu bukmacher zachowuje się jak nauczyciel, który już widzi, że uczeń zda egzamin, ale jeszcze nie chce wpisać piątki do dziennika. Bo z jednej strony licznik podpisów rośnie bardzo szybko i wszystko wskazuje na to, że próg zostanie przekroczony. Z drugiej, w takich akcjach zawsze pojawia się element chaosu... Dlatego kurs 1.30 mówi: raczej się uda. Ale 3.10 na „Nie” to klasyczna bukmacherska zachęta dla tych, którzy wierzą, że w polskiej rzeczywistości zawsze może wydarzyć się coś nieoczekiwanego. Zakład drugi: odwołanie prezydenta źródło: BetFan „Czy Aleksander Miszalski zostanie odwołany w referendum?” Tak – 1.65 | Nie – 2.05 Tutaj bukmacher wyraźnie mówi: sprawa jest otwarta. Bo referendum to nie jest zwykłe głosowanie „czy ktoś jest lubiany”. Tu liczy się przede wszystkim mobilizacja. Jedni pójdą głosować z przekonaniem, że trzeba „coś zmienić”, inni z myślą, że „trzeba zatrzymać polityczną awanturę”. Dlatego kursy są tak blisko siebie. Bukmacher zakłada, że emocje są duże, ale wynik wcale nie musi być oczywisty. Zakład trzeci: scenariusz science fiction źródło: BetFan „Czy Aleksander Miszalski sam zrezygnuje ze stanowiska prezydenta Krakowa?” Tak – 10.00 | Nie – 1.02 Tu bukmacher nie owija w bawełnę. Kurs 10.00 na „Tak” oznacza, że traktuje tę opcję mniej więcej tak poważnie, jak ja traktuję szansę na metro w Krakowie przed 3040 rokiem. Ale uwaga, bo tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa. Bukmacher pozwala postawić na ten zakład maksymalnie 500 tysięcy złotych. Gdyby więc – czysto hipotetycznie – ktoś z bardzo dobrym dostępem do informacji postawił pół miliona na „Tak”, a potem rzeczywiście doszłoby do rezygnacji… wygrana wyniosłaby 5 milionów złotych. Po odliczeniu podatków zostaje około 4 miliony. Czyli – mówiąc brutalnie – całkiem sensowna odprawa polityczna. Taka, która potrafi ustawić człowieka do końca życia dużo skuteczniej niż kolejna konferencja o partycypacji społecznej. źródło: BetFan Referendum dopiero przed nami, ale jedno już wiadomo: emocji nie zabraknie. A jeśli bukmacherzy mają rację, to może się okazać, że największym zwycięzcą całej historii będzie… ktoś, kto dobrze postawił pięć złotych. Albo 500 tysięcy.

Więcej…

Gibała finansuje akcję przeciwko Miszalskiemu, czyli jak radny kupuje sobie Kraków

Gibała finansuje akcję przeciwko Miszalskiemu, czyli jak radny kupuje sobie Kraków

06 marca 2026 | 15:40

Wiemy już na pewno, kto stoi w centrum tej śmierdzącej na kilometr politycznej intrygi, jaką jest referendum! Samozwańczy zbawca mieszkańców, Łukasz Gibała, najwyraźniej uznał, że najlepszym sposobem na dojście do wymarzonego stanowiska jest wysypanie worka pieniędzy na ulice. Bo tak, drodzy Państwo, to już pewne: Gibała finansuje akcję referendalną przeciwko prezydentowi Aleksandrowi Miszalskiemu. I nie, to nie są plotki z Rynku Głownego. To fakty, potwierdzone przez samego zainteresowanego i jego kumpli. Możecie nam zarzucać, że bredzimy, bo nie lubimy Gibały. Fakt, uważamy go za szkodnika, który od lat miesza w krakowskiej polityce jak w bigosie, zawsze z myślą o własnych ambicjach. Ale tu nie chodzi o sympatię. Chodzi o twarde dowody. Najpierw sam Gibała przyznał, że płaci zbierającym podpisy pod referendum. – Tak, płacimy ankieterom – brzmiało to jak wyznanie grzesznika, ale bez skruchy. źródło: Radio Kraków   A dziś? Dziś zaangażowanie finansowe Gibały potwierdził... Jan Hoffman, szef komitetu organizacyjnego tej całej szopki referendalnej. Przyznał wprost, że między innymi za słupy reklamowe płaci stowarzyszenie Gibały. Jeśli jeszcze ktoś miał wątpliwości, kto tu pociąga za sznurki i kto najwięcej zyskuje na tym cyrku – nawet zwolennicy referendum właśnie te wątpliwości rozwiali. Jan Hoffman: Zwrócił się do nas jeden z partnerów, pewnie się państwo domyślacie. Jest mocno zaangażowany w Stowarzyszeniu Kraków dla Mieszkańców. Sam Gibała powiedział dziś w Lovekraków, że stowarzyszenie włączyło się w zbiórkę podpisów, a także zaplanowało i sfinansowało kampanię outdoorową promującą referendum. źródło: Lovekraków Cały tekst możecie przeczytać tutaj: Kto finansuje referendum w Krakowie? W tle środowisko Gibały Wyobraźcie sobie: Miszalski rządzi Krakowem od niespełna dwóch lat, po 22-letniej epoce Majchrowskiego, a tu nagle wyskakuje referendum z hasłami o zadłużeniu, kolesiostwie i "błazeństwach". Brzmi szlachetnie? Jasne, dopóki nie zajrzymy za kulisy. Gibała, który przegrał z Miszalskim w wyborach w 2024 roku (dostał 49% w drugiej turze, ale to wciąż przegrana), teraz gra va banque. Jego stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców ruszyło z plakatami, banerami i płatnymi zbieraczami podpisów. A ile to kosztuje? "Pierdyliardy złotych", jak ktoś mógłby powiedzieć, choć Gibała woli nie podawać szczegółów. Ale wiemy, że na akcję poszły już zawrotne kwoty. ZOBACZ TAKŻE: Ile dziennie kosztuje zbieranie podpisów pod listą referendalną? To nie jest "obywatelska" inicjatywa. To polityczna zemsta. Gibała zbiera koalicję od lewa do prawa: PiS, Konfederacja, Razem, a nawet narodowcy – wszyscy nagle zjednoczeni przeciwko Miszalskiemu. A sam Gibała? Ten "niezależny" radny, który w 2024 roku spłacił pożyczkę ojcu, by "uciąć spekulacje", teraz wydaje kasę na obalenie rywala. Hipokryzja level master. Długi Gibały Referendum to nie jest dziś "głos mieszkańców". To precyzyjnie opłacona operacja polityczna. To nie jest walka o lepsze miasto. To walka o fotel. Gibała chce go kupić referendum, podpisami, banerami i kasą. My mamy zapłacić cenę: destabilizacją, nowymi wyborami i człowiekiem, który traktuje Kraków jak prywatny projekt polityczny.  Czy Kraków zasługuje na stabilność, czy na marionetkowego kupca z ambicjami prezydenckimi?

Więcej…

Kaczyński w Krakowie ogłosi nazwisko premiera. Oto kandydaci

Kaczyński w Krakowie ogłosi nazwisko premiera. Oto kandydaci

06 marca 2026 | 09:58

W Krakowie są miejsca, które w polityce mają niemal symboliczne znaczenie. Jednym z nich jest hala „Sokoła”. To właśnie tam prezes Jarosław Kaczyński znów zamierza wykonać ruch, który – przynajmniej w zamyśle strategów Prawo i Sprawiedliwość – ma odwrócić polityczne losy partii. W sobotę, 7 marca, w krakowskiej hali ma zostać ogłoszony kandydat tej formacji na przyszłego premiera. Brzmi jak polityczny rytuał. I w istocie nim jest. Bo przecież to właśnie w tym miejscu PiS już wcześniej stawiał na „kandydatów z zaskoczenia”. To tutaj przedstawiono najpierw Andrzeja Dudę, a później Karola Nawrockiego – polityków, którzy z pozycji outsiderów ruszyli po najwyższe urzędy w państwie. Obaj wygrali. Nic dziwnego, że dziś partyjni stratedzy znów liczą na odrobinę tej samej magii. Wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego w hali Sokoła z okazji Dnia Niepodległości w 2023 roku Tyle że magia w polityce działa tylko wtedy, gdy rzeczywistość jej sprzyja. A ta dla PiS nie jest dziś szczególnie łaskawa. W sondażach partia notuje spadki, a w niektórych badaniach jej poparcie spadło nawet poniżej 20 procent.  To wynik, który w partii wywołuje niepokój i zmusza do szukania nowych pomysłów na odzyskanie inicjatywy. Ogłoszenie kandydata na premiera ma być właśnie takim politycznym resetem: nową twarzą, nową narracją i próbą zjednoczenia coraz bardziej podzielonego obozu. Bo nie jest tajemnicą, że na Nowogrodzkiej od miesięcy trwa cicha rywalizacja frakcji. Jedni patrzą w stronę powrotu dawnych twarzy, inni chcą całkowitego odświeżenia. Sam prezes podkreśla, że wybrany kandydat ma być stosunkowo młody i „nieobciążony błędami poprzednich rządów”. Dlatego lista nazwisk krążących w kuluarach jest długa: od Przemysława Czarnka, przez Tobiasza Bocheńskiego, aż po kilku samorządowców, którzy w krajowej polityce pozostają niemal anonimowi. Wśród nich najpoważniejszym kandydatem ma być Lucjusz Nadbereżny, prezydent Stalowej Woli. Lucjusz Nadbereżny z Karolem Nawrockim / fot. KPRP I być może właśnie o to chodzi. Bo historia polityczna PiS pokazuje jedno: im mniej ktoś jest znany przed nominacją, tym większy efekt zaskoczenia po ogłoszeniu. A zaskoczenie w polityce bywa czasem najcenniejszą walutą. Dlatego w sobotę w Krakowie nie chodzi tylko o nazwisko. Chodzi o próbę stworzenia nowej opowieści. Takiej, która pozwoli partii znów uwierzyć, że polityczne scenariusze można pisać od nowa. A hala „Sokoła”? W tej hali gimnastycznej Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" Jarosław Kaczyński ogłosi nazwisko premiera / fot. wikimedia Cóż, w tej historii ma zagrać rolę niemal teatralnej sceny. Bo jeśli coś ma się zacząć od nowa, to najlepiej właśnie tam, gdzie kiedyś zaczęły się wcześniejsze zwycięstwa. Tyle że w polityce – jak w teatrze – sama scena nie wystarczy. Potrzebny jest jeszcze dobry aktor i publiczność gotowa uwierzyć w przedstawienie.

Więcej…

Szok w Krakowie! Komarewicz zbuduje własną partię?!

Szok w Krakowie! Komarewicz zbuduje własną partię?!

05 marca 2026 | 10:42

Rafał Komarewicz odrzucony przez wszystkich? Nic z tych rzeczy! Wszystko wskazuje na to, że poseł z Krakowa sam zbuduje swoje imperium i już szykuje się do triumfu z nową partią. A największym zwycięzcą będzie… Donald Tusk, który na razie przygląda się temu wszystkiemu zza kulis. Komarewicz trafił do Sejmu z list Trzeciej Drogi (pamiętacie jeszcze słynny cytat Tuska: "albo Trzecia Droga, albo trzecia kadencja PiS-u?"). Teraz 54-letni dentysta zmaga się z klasycznym politycznym dylematem: co dalej? Po wystąpieniu z partii Polska 2050 sytuacja dla niego nie jest łatwa. Na dziś wygląda bowiem na to, że nikt nie chce go przyjąć pod swoje skrzydła  i – w obecnych politycznych realiach – nie bardzo ma możliwość startu w wyborach do Sejmu z "biorącego miejsca" na jakiejkolwiek liście. Rafał Komarewicz w czasach, gdy był jeszcze krakowskim radnym / fot. BIP Koalicja Obywatelska wciąż żywi żal i czuje się zdradzona, a wrogość lokalnych działaczy wobec posła Komarewicza jest niemal instytucjonalna. W Prawie i Sprawiedliwości nikt spadów nie lubi, a Komarewicz jawi się tam jako byt z innej, odległej planety. W normalnym świecie Rafał miałby więc pod górkę, ale w polityce, jak w pokerze, zawsze można kolejny raz zablefować i wygrać… nawet wtedy, gdy karty nie są po Twojej stronie. Na pomoc przyjdzie... Brzoska Jak niedawno informowała "Rzeczpospolita" w kuluarach coraz głośniej mówi sie o chęci zaangażowania w politykę Rafała Brzoski, twórcy inPostu. I choć sam milioner – absolwent ówczesnej Akademii Ekonomicznej w Krakowie – zaprzecza, by chciał objąć stanowisko w rządzie czy zasiadać w parlamencie, nie oznacza to, że potencjalna partia Brzoski nie powstanie. Warto spojrzeć zaledwie kilka lat wstecz: Szymon Hołownia, jako osoba spoza polityki, budował swój ruch i znajdował się poza parlamentem przez ponad 3 lata, zanim Polska 2050 weszła do sejmu. Po sukcesie deregulacyjnej inicjatywy pytanie brzmi już nie czy, lecz kiedy i w jakiej formule Rafał Brzoska wejdzie do polityki. Z rozmów przeprowadzonych przez „Rzeczpospolitą” wynika, że coraz więcej środowisk biznesowych i politycznych na poważnie sonduje Rafała Brzoskę, czy jest już gotów wejść do polityki. Nasi rozmówcy z otoczenia milionera nie zaprzeczają, że w jego środowisku toczy się coraz gorętsza dyskusja nad tym, czy założyciel InPostu powinien się dziś zaangażować politycznie. – czytamy w "Rzeczpospolitej". Konstrukcja inicjatywy Brzoski oparta będzie najpewniej na klubie parlamentarnym Centrum – tym samym, który uciekł od Hołowni i którego twarzą jest Ryszard Petru, a członkiem Komarewicz. Rafał Brzoska / fot. wikimedia Poseł z Krakowa, który do tej pory szukał miejsca na jakiejkolwiek liście wyborczej jak dziecko zagubione w hipermarkecie, nagle otrzyma możliwość budowy całego działu Krakowa i Małopolski. To oznacza nie tylko lokalną władzę polityczną w jego rękach, ale też szansę na wykreowanie siebie jako kluczowego gracza nowej partii. A kiedy struktury zostaną już zbudowane, nagroda jest jasna: Komarewicz zostanie jedynką na liście nowej formacji. Dlaczego to może zadziałać? Potencjalna partia Brzoski ma mieć wyraźny profil prorozwojowy i pro-przedsiębiorczy. To oznacza, że przyciągnie wyborców, którzy dotychczas lgnęli między innymi do Konfederacji, ale niekoniecznie zgadzali się z jej konserwatywnym światopoglądem czy skrajnymi opiniami. ZOBACZ TAKŻE: Skazany bandyta "ratuje" Kraków. Nie ma pomysłu, ale ma wyrok i kamerę Co więcej, w jej szeregach znajdą się burmistrzowie, wójtowie i prezydenci miast, którym kończą się drugie kadencje. Polskie prawo nie pozwala im już kontynuować lokalnych mandatów, więc naturalnym krokiem w politycznej karierze jest wejście do Sejmu. Strategia jest prosta: najpierw 10 lat na stanowisku wójta lub burmistrza, później Sejm RP – ewolucja polityczna jak z instrukcji dla ambitnych samorządowców. Kto zyska na tym najbardziej? Według najnowszych badań przeprowadzonych przez OGB połowa Polaków uważa, że na scenie politycznej jest miejsce dla nowej partii. Blisko 62% pytaniach zadeklarowało, że zagłosuje na nową formację, jeśli profil tej partii będzie się zgadzał z ich poglądami. Głównym beneficjentem całej operacji okaże się oczywiście Donald Tusk. Jeśli nowa partia zgarnie około 10 proc. głosów (jak pokazuje historia i powyższe badania jest to realne), stanie się naturalnym partnerem koalicyjnym dla Koalicji Obywatelskiej, a to oznacza, że Tusk będzie mógł kontynuować politykę ochrony Polski przed skrajnymi prawicowymi zapędami i "światem według Brauna". W praktyce powstanie rząd stabilny, zdolny do działania, który jednocześnie uniemożliwi oddanie kraju w ręce radykalnych środowisk. Zresztą to nie jest nic nowego. Tusk wielokrotnie budował swoje polityczne przybudówki: najpierw była Nowoczesna, później partia Hołowni, a teraz Brzoski. Mechanizm stary, ale w nowym wydaniu – zawsze działa, gdy trzeba stworzyć sojusznika „na miarę okoliczności”. Włodzimierz Czarzasty, Szymon Hołownia, Donald Tusk i Władysław Kosiniak-Kamysz / fot.wikimedia Komarewicz – mistrz politycznej karuzeli W tym kontekście Komarewicz odnajdzie się znakomicie. Jest sprytnym uczestnikiem politycznej karuzeli, który wie, że czasami najlepszym miejscem jest nie miejsce oferowane przez innych, ale miejsce, które sam sobie zbuduje. źródło: sejm.gov.pl Rafał, jeszcze jako krakowski radny, wielokrotnie pokazywał, że w polityce ważniejsza jest elastyczność i zdolność do wykorzystania okazji niż wierność i lojalność wobec kogokolwiek. ZOBACZ TAKŻE: Rodzina PiS na swoim. Tajna lista 70 nazwisk wstrząsa Małopolską

Więcej…

Brawo, organizatorzy! To jest właśnie ten poziom mistrzostwa, którego Kraków potrzebował

Brawo, organizatorzy! To jest właśnie ten poziom mistrzostwa, którego Kraków potrzebował

04 marca 2026 | 11:53

Szanowni Państwo, zdejmijcie kapelusze. Najlepiej dwa. Jeden z szacunku, drugi po to, żeby się nie przewrócić ze śmiechu, gdy uświadomicie sobie, co udało się zrobić organizatorom referendum. W zaledwie 35 dni zebrali oni prawie 102 tysiące podpisów. Tak, 2 914 podpisów dziennie. Dziennie! Nie, to nie jest literówka ani wynik z alternatywnej rzeczywistości – to oficjalna liczba. I wiecie co? Szacun. Naprawdę. Wielki szacun. W mieście, w którym uprawnionych do głosowania jest niecałe 600 tysięcy osób, udało się zmobilizować w pięć tygodni ponad 100 tysięcy ludzi. To wynik, który mógłby zawstydzić niejedną ogólnopolską akcję społeczną. To tempo godne korporacyjnego KPI na sterydach, armii klonów i teleportujących się mieszkańców w jednym. Zbieranie podpisów Ci z Was, którzy kiedykolwiek próbowali zbierać podpisy, wiedzą, że: pierwsze 500 idzie w dwa dni (euforia + znajomi z Facebooka), kolejne 2 000 w miesiąc (już tylko najwierniejsi + przypadkowi litościwi), reszta to walka o każdy podpis jak o tlen na Mount Everencie. A tutaj? 2 914 dziennie, równo, jak w zegarku. Jakby podpisy same wskakiwały na listę, a mieszkańcy ustawiali się w kolejce w harmonii godnej chóru anielskiego. Ciekawe tylko, ile z tych podpisów zostanie odrzuconych. 30 procent? 40? A może co drugi okaże się nieważny, bo ktoś pomylił PESEL albo pies sąsiada przetarł kartkę łapą. Ale to w niczym nie umniejsza epickiego wyczynu organizatorów, który wygląda jak olimpiada supermocy w zbieraniu podpisów. Zbieranie podpisów Bo naprawdę: kto z nas, zwykłych śmiertelników, mógłby zebrać tyle podpisów w tak bajecznym tempie? Nikt. To już nie jest zwykłe zbieranie podpisów, to jest sztuka, magia i absolutny rekord Krakowa w jednym. Więc jeśli zastanawiacie się, czy kiedykolwiek udałoby się Wam zebrać tyle podpisów – nie udałoby się. Ale oni to zrobili. I chociaż ciężko w to uwierzyć, trzeba przyznać: Kraków nigdy nie widział takiego tempa, takiej logistyki i takiego… absurdu. A potem można się po prostu pośmiać. Bo serio… 2 914 podpisów dziennie? Serio? Drodzy organizatorzy, Kraków Was kocha. Kraków Wam nie wierzy. ZOBACZ TAKŻE: Skazany bandyta "ratuje" Kraków. Nie ma pomysłu, ale ma wyrok i kamerę

Więcej…

Znany ksiądz ostro o krakowskiej kurii: "Była miejscem os i szerszeni"

Znany ksiądz ostro o krakowskiej kurii: "Była miejscem os i szerszeni"

02 marca 2026 | 20:21

– Kiedy nastał abp Marek Jędraszewski (...) kuria przestała być miejscem spotkania, a stała się – w moim odczuciu – miejscem os i szerszeni. Pamiętam, jak czekałem kiedyś na kanclerza. Stałem pod drzwiami i mówię do pani z obsługi, że nie znam tutejszych zwyczajów. A ona: „Coraz gorsze, proszę księdza, coraz gorsze”. Mam wrażenie, że później też już tam nie pracowała – wspomina ks. Jacek Stryczek. Znany krakowski duchowny, twórca Szlachetniej Paczki, opisuje swoje wizyty w siedzibie arcybiskupa krakowskiego. Wspomina czasy kard. Franciszka Macharskiego, Stanisława Dziwisza i Marka Jędraszewskiego. Z miejsca otwartego – za kard. Dziwisza dziedziniec zawsze był pełen ludzi – zrobiło się pusto i odludnie. Kuria jakby się zamknęła, skurczyła, wycofała. Ale wygląda na to, że to się właśnie zaczyna zmieniać. Ks. Stryczek twierdzi, że to za Jędraszewskiego kuria przestała być miejscem spotkań, a zmieniła się w gniazdo os i szerszeni. Teraz jednak sytuacji znów wraca do normy. Wchodzę i… nie mogę uwierzyć. Jak w pałacu: pokoje, a wzdłuż ulicy – ciąg wielkich drzwi. Wszystkie otwarte. Amfilada. Żadnych zamkniętych gabinetów, żadnych korytarzy odciętych od świata. Wchodzę, zostawiam kask, kurtkę. Wita mnie uśmiechnięty ksiądz sekretarz, ks. Łukasz Jachimiak. Rozmawiamy. Znowu: życzliwość, normalność, spokój. Tak wygląda dzisiaj krakowska kuria. Potem przyszedł ksiądz kardynał. Ale o tym, co wydarzyło się podczas naszego spotkania, opowiem innym razem. Dziś chcę powiedzieć jedno: otwartość. Uśmiech. Brak barier. Drzwi naprawdę otwarte. Tak jest.

Więcej…

Majchrowski o wyborach: "Niech Pan Bóg broni!"

Majchrowski o wyborach: "Niech Pan Bóg broni!"

02 marca 2026 | 10:36

–  Nie! – tak Jacek Majchrowski odpowiedział na pytanie, czy podpisze się pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego. Były prezydenta Krakowa kolejny już raz stwierdził, że referendum to polityczna hucpa. Tym razem Majchrowski był gościem RMF24. Podczas rozmowy z Piotrem Salakiem powiedział między innymi: Wybory to taka umowa pomiędzy mieszkańcami a tymi, w ręce których cedują władzę, na pięć lat. Po pięciu latach mają możliwość i obowiązek nawet rozliczyć wybranego prezydenta. Na pytanie, czy jego zdaniem wynik referendum będzie wiążąco, odpowiedział: Jest to możliwe, by odwołać prezydenta, choć ja mam wątpliwość, czy 160 tysięcy mieszkańców przyjdzie do głosowania. Ale nigdy nie wiadomo. Majchrowski został zapytany również, czy – w razie odwołania Miszalskiego – wystartowałby ponownie na prezydenta. Niech Pan Bóg broni! Jeżeli się przemyślało sytuację i nie startowało na szóstą kadencję, to nie po to, aby teraz, po dwóch latach, znowu wracać. Ja mam swoje lata i mam pełną świadomość, że nie jestem tak sprawny, jak byłem kiedyś. Były prezydent odniósł się także do decyzji podejmowanych przez Miszalskiego. Powiedział, że "jedne są zadowalające, drugie nie". Skrytykował natomiast obecnego prezydenta za wycofywanie się z wcześniej podjętych decyzji. Jeżeli się podejmuje jakąś decyzję, to trzeba mieć świadomość, że ona jest merytoryczna i uzasadniona. Jeżeli po dwóch tygodniach się z niej wycofujemy, to znaczy, że ona była zła, była głupia. Za bezzasadne uznał natomiast zarzuty dotyczące podwyżek cen biletów komunikacji miejskiej. Stwierdził, że podwyżki są koniecznością, a krytykowanie ich to czysty populizm. Cała rozmowa z Jackiem Majchrowskim w RMF24 dostępna jest tutaj: 🟡🔵 Gość #RozmowaRMF! Jest nim prof. Jacek Majchrowski, były prezydent Krakowa. Zapraszamy! RMF FM @RMF24pl @Radio_RMF24 https://t.co/MD181BItwA — RozmowaRMF (@Rozmowa_RMF) March 2, 2026 źródło: RMF24 

Więcej…

Rodzina PiS na swoim. Tajna lista 70 nazwisk wstrząsa Małopolską

Rodzina PiS na swoim. Tajna lista 70 nazwisk wstrząsa Małopolską

28 lutego 2026 | 10:58

W Małopolsce narasta polityczna burza. Prawie 70 osób związanych wcześniej lub obecnie z Prawem i Sprawiedliwością – i zatrudnionych dziś w jednostkach podległych marszałkowi województwa – znalazło się na liście, którą jeden z anonimowych nadawców radnemu Koalicji Obywatelskiej. Dokument wywołał falę zarzutów o „partyjne obsadzanie stanowisk” w urzędach i spółkach zarządzanych z urzędu marszałkowskiego. Sprawę ze szczegółami opisuje Onet. Zdaniem radnego KO Krzysztofa Nowaka, który najpierw otrzymał, a później ujawnił listę nazwisk, marszałek Małopolski Łukasz Smółka (polityk PiS) spłaca w ten sposób „polityczny dług” wobec własnej partii, rozdając kierownicze stanowiska osobom blisko związanym z partią. Na liście znalazły się zarówno osoby pełniące dziś stanowiska dyrektorów departamentów Urzędu Marszałkowskiego, jak i członkowie rad nadzorczych spółek podległych samorządowi. Wśród nich są m.in.: kierownictwo spółki Apollo Film (prezes i wiceprezes związanego z PiS), dyrektorzy szpitali i innych jednostek ochrony zdrowia, byli politycy PiS objęci ważnymi stanowiskami w spółkach regionalnych, członkowie władz kolejowych i transportowych spółek samorządowych. Polityczne tło sporów Cała sprawa wypada w gorącym okresie, gdy w Krakowie trwa zbieranie podpisów pod referendum ws. odwołania prezydenta miasta. Inicjatorzy akcji krytykują obecnego włodarza za – ich zdaniem – rozrost nepotyzmu i obsadzanie publicznych funkcji osobami z partyjnych koneksji. Jeśli spojrzymy na listę nazwisk, widać tam osoby z różnych frakcji wewnątrz PiS, co pokazuje, że podział sił w partii ma odbicie również w małopolskich urzędach. – mówi jeden z polityków lokalnych, cytowany przez Onet. Eksperci i samorządowcy podkreślają, że choć część tych nazwisk to doświadczeni samorządowcy, to skala zatrudnień politycznych znajomych budzi wątpliwości o przejrzystość publicznych nominacji. Reakcje i oczekiwania wyjaśnień Koalicja Obywatelska zapowiedziała, że poprosi marszałka o oficjalne wyjaśnienia dotyczące listy osób związanych z PiS i ich wpływu na funkcjonowanie instytucji publicznych. Poseł KO Dominik Jaśkowiec zapowiedział możliwość przeprowadzenia kontroli poselskiej w Urzędzie Marszałkowskim, by sprawdzić okoliczności tych zatrudnień i ewentualne naruszenia procedur. Jak donosi Onet, marszałek Smółka do tej pory nie skomentował obszernie przedstawionych zarzutów. Rzecznik urzędu zadeklarował natomiast, że każde stanowisko było obsadzane zgodnie z obowiązującymi przepisami. Polityczna gra o wpływy Według lokalnych polityków, ujawniona lista pokazuje nie tylko skalę zatrudnień, lecz także polityczne rozgrywki w strukturach PiS w Małopolsce. Marszałek Smółka został wybrany po burzliwych wewnętrznych sporach partyjnych, a dziś próbuje równoważyć wpływy różnych frakcji poprzez obsadzanie stanowisk w urzędach i spółkach. Ujawnienie nazwisk niemal 70 osób zatrudnionych w instytucjach podległych marszałkowi z PiS wywołało nową falę politycznej dyskusji w Małopolsce. Oskarżenia o „rodzinne” i partyjne obsadzanie urzędów zbiegają się z trwającą kampanią referendalną w Krakowie, co jeszcze bardziej zaostrza lokalną scenę polityczną. Cały tekst Onetu wraz z listą nazwisk "rodziny PiS" możecie przeczytać tutaj: "Rodzina PiS na swoim". Tajemnicze zatrudnienia u marszałka. W tle walka frakcji PiS i referendum źródło: Onet  

Więcej…

Ostateczny dowód: Berkowicz to ruska onuca. Koniec, kropka.

Ostateczny dowód: Berkowicz to ruska onuca. Koniec, kropka.

28 lutego 2026 | 10:37

No i mamy to. Sejm RP, prawie jednogłośnie, powiedział głośne „jesteśmy z Wami” Ukrainie w czwartą rocznicę tej ruskiej napaści. 419 posłów za. Cała izba, od lewa do prawa, od Tuska po Kaczyńskiego – solidarność, wsparcie militarne, humanitarne, potępienie agresji, sankcje, integralność terytorialna. Normalna sprawa dla normalnego kraju. A kto był tym jednym, jedynym „przeciw”? Konrad Berkowicz. Nasz krakowski poseł z Konfederacji. Jeden głos „nie” na całą Polskę. Na cały Sejm. Na cały zdrowy rozsądek. I wiecie co? To nie jest przypadek. To jest ostateczny, niepodważalny dowód, że ten gość to klasyczna, śmierdząca ruska onuca. Onuca, która udaje, że jest z Krakowa, a śmierdzi Moskwą na kilometr. Bo jak inaczej nazwać faceta, który w dniu, kiedy cały cywilizowany świat pamięta o Buczy, Irpieniu, Hostomelu i tysiącach zamordowanych cywilów, głosuje przeciw solidarności z ofiarą? Przeciw uchwale, która mówi tylko: „Rosja to agresor, Ukraina ma prawo się bronić, my Polacy dalej pomagamy”. Nic więcej. Żadnych miliardów, żadnych „oddajemy Lwów”. Zwykłe „nie zostawiamy brata w potrzebie”. A Berkowicz: „Nie”. ZOBACZ TAKŻE: Poszedłem podpisać się pod referendum. Oto kulisy ulicznej akcji Ja nie jestem z PiS-u, nie jestem z KO, nie jestem z żadnej drużyny. Jestem z Krakowa. Z miasta, które przyjęło dziesiątki tysięcy Ukraińców, w którym powiewają ukraińskie flagi, które zbiera na drony, które wie, co to znaczy „ruski mir” na własnej skórze (bo pamiętamy Katyń, pamiętamy 1939, pamiętamy Smoleńsk). I ten typek, wybrany w naszym okręgu, pluje nam w twarz. „Ale on jest libertarianinem! On nie chce wojen!” – będą piszczeć jego fani z memów na Fejsie. Taaak. Libertarianin, który nie chce wojny… tylko akurat tej wojny, którą rozpętała Rosja. Bo jak Putin atakuje Gruzję – cisza. Jak zajmuje Krym – cisza. Jak grozi nam Nord Streamem i rakietami – cisza. Ale jak Ukraina się broni – to już „nie eskalujmy”. Wiecie, co to jest? To nie jest libertarianizm. To jest ruski libertarianizm. Taki z gatunku „wolność dla wszystkich… oprócz Ukraińców”. Kraków to nie jest jakieś zadupie, gdzie można sobie głosować jak chce. To miasto, które ma honor. Które pamięta, że w 1683 Jan III Sobieski nie mówił „sorry, nie eskalujmy z Turkami”. To miasto, które w 1944 nie mówiło „no trudno, Niemcy mają prawo do Lebensraumu”. A Berkowicz? Berkowicz mówi „nie” w 2026. Dokładnie w momencie, kiedy rosyjskie rakiety wciąż spadają na ukraińskie bloki, a Putin otwarcie mówi, że „Polska będzie następna”. Gratuluję, Konrad. Zrobiłeś z siebie mema na lata. „Ten jeden poseł z Krakowa, co głosował nie tyle przeciw Ukrainie, co za Rosją”. Bo jak ktoś w 2026 roku, po czterech latach mordów, gwałtów i ludobójstwa, wciąż nie potrafi powiedzieć „Rosja to zło” – to nie jest poseł. To jest onuca. Cuchnąca szmata, którą ktoś w Moskwie wyciera sobie buty. Krakowianie, zapamiętajcie to nazwisko. Jak przyjdzie czas wyborów – przypomnijcie mu ten jeden głos. Ten jeden „przeciw”. Bo Kraków nie głosuje na ruskie onuce. Nigdy.

Więcej…

Bogdan Klich nie będzie kandydował na prezydenta Krakowa!

Bogdan Klich nie będzie kandydował na prezydenta Krakowa!

27 lutego 2026 | 12:41

Były senator i doświadczony polityk Platformy Obywatelskiej, Bogdan Klich, jednoznacznie uciął spekulacje dotyczące jego ewentualnego startu w wyborach na prezydenta Krakowa. W krótkim, konkretnym wpisie w mediach społecznościowych zdementował medialne doniesienia i podkreślił, że nie zamierza ubiegać się o ten urząd. W ostatnich dniach portale Interia oraz Wirtualna Polska informowały, że w przypadku ewentualnego odwołania obecnego włodarza miasta, Aleksandra Miszalskiego, jednym z możliwych scenariuszy mogłoby być wejście do gry Bogdana Klicha. Według tych doniesień jego nazwisko miało pojawiać się w politycznych rozmowach jako potencjalna kandydatura kompromisowa. Spekulacje szybko nabrały tempa w krakowskim środowisku politycznym. Część komentatorów wskazywała na doświadczenie Klicha w polityce krajowej i międzynarodowej jako atut w ewentualnym wyścigu o fotel prezydenta miasta. Krótkie i stanowcze dementi Sam zainteresowany nie pozostawił jednak wątpliwości. W opublikowanym w mediach społecznościowych wpisie jasno stwierdził, że nie będzie kandydował na prezydenta Krakowa. Przekaz był zwięzły i jednoznaczny – bez politycznych niedopowiedzeń czy warunkowych sformułowań. Uprzejmie informuję, że w moich zawodowych planach nie mieści się żadna funkcja w samorządzie Krakowa. Od 1992r. zajmuje się sprawami międzynarodowymi i zamierzam to kontynuować. A Prezydenta ⁦Aleksandra Miszalskiego⁩ wspieram z całego serca! Tym samym Klich przeciął spekulacje i zakończył medialną dyskusję na temat swojego ewentualnego startu. Na ten moment nic nie wskazuje na to, by zmienił zdanie. Kto w zamian? Coraz częściej pada jedno nazwisko W krakowskich kuluarach politycznych najczęściej wymienianą potencjalną kandydatką jest Monika Piątkowska. Jej nazwisko pojawia się w nieoficjalnych rozmowach jako możliwa alternatywa w scenariuszu ewentualnych zmian w magistracie. Więcej o tym scenariuszu pisaliśmy tutaj: Ujawniamy plan Koalicji na wypadek odwołania Miszalskiego! To ONA może go zastąpić

Więcej…

Strona 1 z 7

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7

Social Media

Reklama - sidebar

Na fali

  • Gibała finansuje akcję przeciwko Miszalskiemu, czyli jak radny kupuje sobie Kraków

    Fala faktów

    Gibała finansuje akcję przeciwko...

    Informacja
    06 marca 2026 | 15:40
  • PiS wybiera kandydata na prezydenta Krakowa. Trzy nazwiska, jedna BOMBA!

    Głos z kanału

    PiS wybiera kandydata na prezydenta...

    Informacja
    13 marca 2026 | 08:47
  • Tak ostro jeszcze nie było.

    Głos z kanału

    Tak ostro jeszcze nie było. "Utopił...

    Informacja
    03 marca 2026 | 11:49

Kanał Krakowski

Płyniemy pod prąd. Z prądem płyną śmieci.

Menu

  • Strona główna
  • O nas
  • Reklama
  • Materiały partnerskie
  • Kontakt
  • Polityka prywatności

Działy

  • Fala faktów
  • Głos z kanału
  • W nurcie rozmowy
  • Ściek medialny
  • Luźne fale
Copyright © 2026 Kanał Krakowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.