Logo Kanał Krakowski
  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026

Obserwuj nas na:

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Reklama - duża
  1. Strona główna

Wydarzenia

Mieszkańcy Krakowa będą zachwyceni! Do Sejmu trafi kolejny poseł z naszego miasta

Mieszkańcy Krakowa będą zachwyceni! Do Sejmu trafi kolejny poseł z naszego miasta

12 sierpnia 2026 | 11:20

Kraków i Małopolska mogą już wkrótce zyskać silniejszą reprezentację w Warszawie. W Sejmie trwają prace nad nowelizacją Kodeksu wyborczego, która ma dostosować podział mandatów do realiów demograficznych. Jeśli przepisy wejdą w życie, stolica regionu otrzyma 15. mandat poselski, a w samej Małopolsce być może przybędzie nowy okręg senacki. Obecny podział na okręgi wyborcze do Sejmu pochodzi z 2005 roku, a w przypadku Senatu – z 2011 roku. Od tamtej pory krajobraz demograficzny Polski uległ ogromnym zmianom. Ludność masowo przenosi się do większych aglomeracji, podczas gdy prowincja, w tym część ściany wschodniej czy Śląska, sukcesywnie się wyludnia. Efektem jest rażące naruszenie zasady proporcjonalności, którą gwarantuje polska Konstytucja. Dziś dochodzi do absurdów, w których na jednego senatora w małym okręgu przypada około 150 tysięcy mieszkańców, podczas gdy w dynamicznie rosnących aglomeracjach jeden mandat reprezentuje niemal pół miliona obywateli. Kraków z 15 posłami Aktualnie Kraków dysponuje 14 mandatami w Sejmie oraz 2 mandatami senackimi. Zgodnie z wyliczeniami opartymi na najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), stolicy Małopolski należy się dodatkowy, 15. mandat poselski. Liczba krakowskich senatorów pozostanie bez zmian, ale korekta obejmie cały region – w Małopolsce powinien powstać nowy okręg senacki poprzez podział jednego z dotychczasowych na dwa mniejsze. W większych miastach i obszarach aglomeracyjnych przybywa ludności, a ubywa na szeroko rozumianej prowincji. Widać to choćby we wschodniej Polsce, ale ubywa też na Śląsku i to wszystko powoduje, że okręgi powinny zostać zmienione. Do tej pory są one zapisane „na sztywno” w ustawie, ale chcemy, by to Państwowa Komisja Wyborcza, na podstawie danych z Głównego Urzędu Statystycznego, decydowała o okręgach przed wyborami, a nie robili tego politycy. Chodzi o to, że wraz z przybywaniem lub ubywaniem ludności liczba mandatów powinna się zmieniać niemal "z automatu" – tłumaczy poseł Dominik Jaśkowiec. Przemeblowanie mapy wyborczej dotknie cały kraj. Jak zaznacza nasz rozmówca, posłów przybędzie nie tylko w Krakowie. Poseł Dominik Jaśkowiec Przykładowo w jednym z okręgów podwarszawskich, ze względu na jeszcze większą skalę migracji, powinny przybyć aż dwa mandaty. Na jakim etapie są zmiany? Poprzedni rząd PiS dwukrotnie miał formalną możliwość i obowiązek wprowadzenia korekty demograficznej na podstawie zawiadomień PKW, jednak z tych rozwiązań nie skorzystał. Obecnie sprawa weszła na ścieżkę legislacyjną. Projekt ustawy został już przyjęty przez Senat i trafił do sejmowej Komisji Nadzwyczajnej do spraw Zmian w Kodyfikacjach. Po zakończeniu prac w komisji projekt zostanie poddany pod głosowanie na posiedzeniu Sejmu, a następnie trafi na biurko Prezydenta RP. Co istotne, obecny projekt ustawy skupia się wyłącznie na zmianach w okręgach do Sejmu, natomiast na razie nie ma w nim zmian okręgów do Senatu. Komisja Nadzwyczajna może jednak złożyć poprawkę w tej sprawie. Tym bardziej, że na ten moment w województwach małopolskim i mazowieckim liczba wybieranych senatorów jest zbyt niska, a w województwie śląskim zbyt wysoka. Co zmiana oznacza dla wyborców? Zwiększenie liczby mandatów w okręgu to nie tylko sprawiedliwszy podział głosów, ale także szansa na większą różnorodność na scenie politycznej. Im więcej mandatów przypada na dany okręg, tym niższy staje się tzw. efektywny próg wyborczy. Kraków i Małopolska zyskają na tym większą swoją reprezentację w parlamencie – podkreśla Dominik Jaśkowiec. Jego zdaniem zyskują także mniejsze partie i ich elektorat, ponieważ zwiększają się szanse na uzyskanie mandatu przez ugrupowania o mniejszym poparciu. Przykładem jest partia Razem – z symulacji wynika, że przy 15 mandatach w Krakowie to właśnie ich przedstawiciel mógłby liczyć na zdobycie dodatkowego miejsca w Sejmie w kolejnych wyborach. Posłowie z Krakowa – obecnie: PiS Andrzej Adamczyk Jacek Osuch Małgorzata Wassermann KO Dominik Jaśkowiec Aleksandra Kot Dorota Marek Katarzyna Matusik-Lipiec Jerzy Meysztowicz Konfederacja Konrad Berkowicz Rozwój Plus Elżbieta Duda Agnieszka Ścigaj Lewica Daria Gosek-Popiołek Centrum Rafał Komarewicz PSL-TD Ireneusz Raś ZOBACZ TAKŻE: Wantuch: „Za te dwie rzeczy oddałbym duszę i cały majątek nawet diabłu” [WYWIAD]

Więcej…

Jaśko ZNOWU to robi?! Tym razem może iść do więzienia! Poseł zawiadamia prokuraturę

Jaśko ZNOWU to robi?! Tym razem może iść do więzienia! Poseł zawiadamia prokuraturę

10 sierpnia 2026 | 14:18

Krakowski radny dzielnicowy Mateusz Jaśko może trafić za kratki! Do prokuratury trafiło oficjalne zawiadomienie o możliwości popełnienia przez niego przestępstwa szantażu i wywierania bezprawnego wpływu na posła RP. Kiedy poseł Dominik Jaśkowiec wniósł do Sejmu projekt ustawy odsuwającej skazanych od władzy w samorządach, w odpowiedzi miał usłyszeć otwartą groźbę uderzającą w jego żonę. Dla popularnego patoaktywisty, który ma już na koncie wyrok w zawieszeniu, ten polityczny odwet może oznaczać odwieszenie kary bezwzględnego więzienia. Poseł Dominik Jaśkowiec złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez radnego dzielnicowego Mateusza Jaśkę, twórcę profilu „Co jest nie tak z tym Krakowem” i współtwórcę „Rynku Krowoderskiego”. W tle całej sprawy stoi projekt ustawy blokujący osobom skazanym zasiadanie w radach dzielnic oraz jawny odwet wymierzony w rodzinę posła. O co tu dokładnie chodzi? Wyjaśniamy krok po kroku. O co poszło? Wszystko zaczęło się w Sejmie. Poseł Dominik Jaśkowiec złożył poselski projekt ustawy (tzw. „Lex Jaśko”), który ma zabronić osobom prawomocnie skazanym przez sądy zasiadania w jednostkach pomocniczych gminy, czyli m.in. w radach dzielnic. Obecnie prawo na to zezwala. Poseł Dominik Jaśkowiec Projekt uderza bezpośrednio w sytuację Mateusza Jaśki, lokalnego patoaktywisty i radnego Dzielnicy V Krowodrza. Jaśko został w przeszłości prawomocnie skazany za kierowanie gróźb (sąd orzekł wobec niego 4 miesiące więzienia w zawieszeniu na 2 lata oraz 10 tysięcy złotych grzywny). Jeśli nowa ustawa wejdzie w życie, Jaśko straci mandat radnego. ZOBACZ TAKŻE: Koniec z bandytami w radach dzielnic! Sejm jednogłośnie przyjął „lex Jaśko” Uderzenie w żonę Reakcja kryminalisty była błyskawiczna i niesłychanie ostra. Na swoim popularnym fanpage’u „Co jest nie tak z tym Krakowem” opublikował wideo, w którym wprost zapowiedział odwet. Nie uderzył jednak bezpośrednio w samego posła, lecz… w jego żonę. Jaśko zapowiedział, że w odpowiedzi na ruch posła, zorganizuje w Krakowie obywatelską inicjatywę uchwałodawczą ukierunkowaną na pozbawienie jej pracy. „To czysty szantaż” Zdaniem adwokata reprezentującego Dominika Jaśkowca, działanie radnego przekroczyło wszelkie granice dopuszczalnej debaty publicznej i stanowi podręcznikowy przykład szantażu oraz wywierania bezprawnego nacisku na posła, by ten wycofał się z prac nad ustawą. Fragment zawiadomienia W zawiadomieniu przesłanym do prokuratury prawnicy powołują się na konkretne słowa, które padły w nagraniu. Oto dokładny, nieprzekształcony cytat z dokumentu procesowego: Dominiś! Mój Ty pączusiu! Dziś odbyło się za Twoją sprawą pierwsze czytanie ustawy Lex Jaśko w Sejmie, a przynajmniej miało się odbyć. I ja się z tymi zapisami w większości zgadzam. Sądzę, że powinna być taka ustawa. I bardzo dobrze, że się dzieje. Ale chciałem teraz powiedzieć jedno: My w Krakowie wprowadzimy obywatelską inicjatywę uchwałodawczą Lex Golba Jaśkowiec, aby tacy ludzie jak Pana żona, która z wykształcenia jest między innymi plastyczką, nauczycielką plastyki, nie pracowali jako dyrektor w Zarządzie Infrastruktury Wodnej, czyli jakby nie było z miejską kasę, za publiczną kasę, bo to jest, no wydaje się, co najmniej wątpliwe etycznie, także Panie Dominiu mój Ty kochany mamy Lex Jaśko będzie też Lex Golba Jaśkowiec. Mateusz Jaśko to twórca "Co jest nie tak z Krakowem" i współtwórca "Rynku Krowoderskiego" Co grozi radnemu? W piśmie procesowym pełnomocnik posła zarzuca radnemu popełnienie przestępstw z art. 224 k.k. (wywieranie wpływu groźbą na czynności organu) oraz art. 191 § 1 k.k. (zmuszanie do zaniechania działąnia): Z wypowiedzianych przez Mateusza Jaśko słów jednoznacznie wynika, iż w przypadku niewycofania projektu ustawy zostaną podjęte działania zmierzające do zainicjowania procedury mającej na celu odsunięcie od stanowiska osoby najbliższej (żony), zatrudnionej w strukturach jednostki samorządowej. Prawnicy zwracają również uwagę, że instrument, jakim jest obywatelska inicjatywa uchwałodawcza - stworzony po to, by mieszkańcy mogli decydować o sprawach miasta - został wykorzystany w sposób wręcz karygodny, jako prywatny „oręż odwetowy”. Fragment zawiadomienia Co będzie dalej? W zawiadomieniu złożonym do prokuratury śledczy wzywani są do postawienia zarzutów i skierowania sprawy do sądu. ZOBACZ TAKŻE: Po spotkaniach z Jaśką musiał mieć ochronę! "Ukrywałem się razem z rodziną" [WYWIAD] Dla Jaśki kolejne postępowanie może oznaczać prosta drogę za kratki. Ten kryminalista ma już na koncie wyrok w zawieszeniu za groźby, więc nowe zarzuty stwarzają bezpośrednie ryzyko odwieszenia kary pozbawienia wolności. Nie byłby to zresztą jego pierwszy konflikt z prawem – wcześniej skazano go m.in. za próbę wręczenia dziennikarzowi miliona złotych łapówki, groźby pod adresem jego bliskich oraz pobicia, w tym uderzenie kobiety pięścią w twarz. ZOBACZ TAKŻE: Oto najszybsza kariera w Polsce. Skazany radny dzielnicowy, którego zna cały kraj

Więcej…

Reorganizacja magistratu. Co dalej z departamentami?

Reorganizacja magistratu. Co dalej z departamentami?

05 sierpnia 2026 | 18:37

Wielka reforma struktur krakowskiego magistratu weryfikuje się sama. Zamiast zapowiadanej optymalizacji wydatków i szybszych decyzji, nowo powołane departamenty natrafiły na urzędniczy opór i dublowanie kompetencji. Dwa z nich już przeszły do historii. Czy los pozostałej szóstki wisi na włosku? Gdy Aleksander Miszalski obejmował urząd prezydenta, powołał osiem departamentów. Ich dyrektorzy mieli przede wszystkim przecinać węzły gordyjskie i szukać oszczędności w miejskiej kasie. Czas jednak zweryfikował te ambitne plany. Pierwsze ciosy nadeszły nadzwyczaj szybko. Miszalski bez żalu pozbył się Departamentu Prezydenckiego, którym kierowała Joanna Niewidok. Chwilę później, zaraz po referendum, Stanisław Kracik zaorał Departament Ładu Przestrzennego z Januszem Sepiołem na czele. Z wielkich wizji zostały tylko puste gabinety.  Decyzje o likwidacji poszczególnych departamentów wynikały z doświadczeń zdobytych w trakcie zarządzania miastem oraz z oceny, że w danym obszarze bardziej efektywnym rozwiązaniem będzie bezpośredni nadzór Prezydenta Miasta Krakowa. – tłumaczy Dominika Jaźwiecka z biura prasowego magistratu. Została szóstka. Na jak długo? Po czystkach na placu boju ostało się jeszcze sześć departamentów:  Departament Edukacji (dyrektor Jacek Drabik) Departament Komunalny (dyrektor Maria Wojtacha) Departament Marki Kraków (dyrektor Daniel Wiśniowski) Departament Polityki Społecznej (dyrektor Monika Kosztyła) Departament Spraw Obywatelskich (dyrektor Paulina Typel-Walczykiewicz) Departament Zrównoważonego Rozwoju (dyrektor Tomasz Kudzia)  W magistrackich korytarzach aż huczy od jednego pytania: kiedy kolejne dymisje i likwidacje? Nie brak jednak głosów, że niektórzy jeszcze bronią się pracą.  Trudno mieć zastrzeżenia do dyrektor Marii Wojtachy czy dyrektor Jacka Drabika. Choć akurat temu drugiemu nietrudno było zabłysnąć na tle wiceprezydent ds. edukacji Marii Klaman  O to, czy i kiedy polecą kolejne głowy, zapytaliśmy wprost Stanisława Kracika. W rozmowie z nami uciął temat krótko: na razie dalszej rzezi na tym szczeblu nie planuje. ZOBACZ TAKŻE: „Starobrat kłamie? Co za zaskoczenie!” Radny od Gibały znów próbuje wywołać „imbę”

Więcej…

„Starobrat kłamie? Co za zaskoczenie!” Radny od Gibały znów próbuje wywołać „imbę”

„Starobrat kłamie? Co za zaskoczenie!” Radny od Gibały znów próbuje wywołać „imbę”

05 sierpnia 2026 | 11:49

Tani populizm znów przegrał z twardymi faktami. Michał Starobrat próbował wmówić mieszkańcom, że p.f. prezydenta Stanisław Kracik szasta miejską kasą na podwyżki dla swoich. Szybko okazało się, że radny podał nieprawdę, a kluczowe dane po prostu zataił, by pasowały mu do politycznej nagonki. Urzędnicy bezlitośnie punktują manipulację, a internauci nie kryją oburzenia: radny od Gibały chciał zbić kapitał na kłamstwie, ale zaliczył spektakularną wpadkę. Michał Starobrat, radny od Łukasza Gibały, po raz kolejny postanowił zadbać o rozgłos w mediach społecznościowych. Rzucił w przestrzeń internetową mocną tezę, jakoby pełniący funkcję Prezydenta Miasta Krakowa Stanisław Kracik na prawo i lewo rozdawał ogromne podwyżki, zmieniając maksymalne wynagrodzenia szefów miejskich jednostek. Aby podbić emocje, podał kilka chwytliwych przykładów. Problem w tym, że w pędzie po polityczny poklask Starobrat po prostu minął się z prawdą. Starobrat wyjaśniony Bańka manipulacji pękła niemal natychmiast. Do akcji wkroczyła Dyrektorka Magistratu Justyna Habrajska, która w jednym komentarzu kulturalnie, ale i bezlitośnie wypunktowała rewelacje radnego: Szanowny Panie Radny, uprzejmie informuję, że wskazane w Pana poście informacje są nieprawdziwe. Wynagrodzenia, które Pan wskazuje jako podwyżki przyznane przez pełniącego funkcję Prezydenta Pana Stanisława Kracika zostały uregulowane w 2024 roku zarządzeniem Prezydenta nr 1070/2024 z dnia 8 kwietnia 2024 r. Natomiast zmianie uległo wynagrodzenie, o którym Pan w swoim poście nie wspomniał, a które dotyczyło wynagrodzenia kierujących placówkami opiekuńczo-wychowawczymi, szkołami lub placówkami oświatowymi, domami pomocy społecznej oraz Krakowskim Centrum Seniora i Zespołem Żłobków Miasta Krakowa. Wpis Justyna Habrajskiej Internauci nie dali się nabrać Na reakcję mieszkańców Krakowa nie trzeba było długo czekać. Pod wpisem Starobrata szybko wylała się fala krytyki, a wywołana przez niego „imba” obróciła się bezpośrednio przeciwko niemu. Starobrat kłamie? Jakie zaskoczenie - zironizował krótko jeden z internautów, podsumowując styl prowadzenia polityki przez radnego. Wpis na FB Inne komentarze równie celnie punktują selektywne dobieranie faktów pod z góry ustaloną narrację partyjną. Zamiast rzetelnej informacji, radny zaprezentował wyłącznie to, co miało oburzyć odbiorców, przemilczając kluczowe elementy decyzji: Poza trzema populistycznymi przykładami zabrakło przede wszystkim kwot tych mniej 'efektownych' - między innymi dyrektorów żłobków (6000 zł), domów pomocy społecznej (8000 zł) czy placówek opiekuńczo-wychowawczych (6000 zł). Kwoty wydają się stosunkowo niskie, jeśli mówimy o osobach na stanowiskach dyrektorskich, które zarządzają ważnymi instytucjami społecznymi. Proszę uwzględniać wszystkie informacje, a nie wyłącznie te, które pomagają budować Państwa narrację. - zauważa przytomnie kolejny z komentujących. Wpis na FB Tani populizm zamiast merytoryki Szukanie taniej sensacji kosztem prawdy skończyło się dla Starobrata całkowitą kompromitacją. Michał Starobrat Radny chciał wyrosnąć na szeryfa tropiącego rozrzutność władzy, a dał się złapać jak dzieciak na manipulacji najniższych lotów. Kiedy polityk zamiast faktów serwuje mieszkańcom wypreparowaną pod tezę półprawdę, przestaje być partnerem do dyskusji, a staje się po prostu zwykłym internetowym krzykaczem. Tym razem ten tani teatr populizmu internetowego krzykacza został zgaszony jednym komentarzem. I trudno o bardziej zasłużony nokaut. ZOBACZ TAKŻE: Przeczytałem raport Gibały, żebyście Wy nie musieli. Porażająca prawda!

Więcej…

Krakowscy seniorzy BŁAGAJĄ o ratunek! Zbawienny chłód jest tuż obok, ale drzwi są zamknięte

Krakowscy seniorzy BŁAGAJĄ o ratunek! Zbawienny chłód jest tuż obok, ale drzwi są zamknięte

04 sierpnia 2026 | 18:22

– Te upały nas zabijają! W ciągu dnia mam w bloku chyba ze 40 stopni! Tętno mi skacze do 120 uderzeń, spada mi ciśnienie, brak mi powietrza! Duszę się! Ja dłużej tego nie wytrzymam, błagam o pomoc – mówi nam 81-letnia pani Anna z Krakowa! Kiedy termometry w Krakowie pokazują grubo ponad 30 stopni, zabetonowane osiedla w Nowej Hucie, Podgórzu czy na Krowodrzy zamieniają się w rozgrzane do czerwoności piekarniki. Dla krakowskich seniorów, uwięzionych na piętrach wielkopłytowych bloków, to prawdziwy koszmar i bezpośrednie zagrożenie życia. Tymczasem w samym sercu krakowskich osiedli stoją potężne, murowane budynki, które skrywają w sobie idealny, zbawienny chłód. To kościoły. Niestety, w większości przypadków ich drzwi pozostają głucho zamknięte! Szacuje się, że zaledwie od 5% do 20% kościołów w największych polskich miastach (głównie zabytkowe i turystyczne bazyliki w centrum Krakowa) jest w pełni otwartych w ciągu dnia. Na większości miejskich osiedli standardem jest zaryglowana brama lub – w najlepszym wypadku – zamknięta krata w drzwiach. Widok chłodnego, pustego wnętrza przez metalowe pręty, gdy człowiekowi mdleje ciało z gorąca, staje się ponurym symbolem braku empatii. Podczas gdy w Polsce otwarcie świątyni zależy wyłącznie od indywidualnej decyzji i dobrej woli proboszcza, na Zachodzie kościoły stały się kluczowym elementem miejskich systemów ratunkowych: Francja: Kościoły są oficjalnie wpisywane przez rząd na interaktywne mapy tzw. Cool Places (chłodnych przestrzeni) obok klimatyzowanych bibliotek czy muzeów. Mają one prawny obowiązek pozostawać otwarte dłużej podczas fal upałów. Niemcy: Federalny Minister Zdrowia publicznie zachęca obywateli do akcji chilling at church – traktowania świątyń jako ogólnodostępnych hal chłodzących dla seniorów i rodzin. Neapol: Tamtejsza archidiecezja nakazała interwencyjne otwieranie wielkich kościołów w ciągu dnia, a wolontariusze rozdają w nich potrzebującym darmową wodę mineralną. Wielka Brytania: Londyńskie parafie same rejestrują się w miejskich systemach pomocy, a mieszkańcy z wdzięcznością nazywają wielkie katedry „spiczastymi lodówkami”. Dlaczego w Polsce wciąż dominuje argument o „względach bezpieczeństwa i strachu przed kradzieżą”? W dobie powszechnego i taniego monitoringu oraz możliwości zaangażowania do opieki wolontariuszy, grup parafialnych czy młodzieży, zamykanie drzwi przed cierpiącym z gorąca człowiekiem trudno racjonalnie usprawiedliwić. O otwarcie kościołów zaapelował Głos Seniora.Kościół, jako potencjalnie żywa wspólnota, nie może w upalne dni zostawiać swoich „parafian na patelni". Niech chłód grubych murów sakralnych ratuje zdrowie i życie Polaków!

Więcej…

Wiemy, kiedy Gibała ogłosi swój start w wyborach!

Wiemy, kiedy Gibała ogłosi swój start w wyborach!

03 sierpnia 2026 | 09:53

Wiemy, kiedy Łukasz Gibała oficjalnie ogłosi start w wyborach na prezydenta Krakowa. W środę. Albo w czwartek. Przygotujcie transparenty. Radny wkrótce z pompą ogłosi to, co wszyscy wiedzą od wieków. Po tym, jak premier Donald Tusk w piątek ogłosił termin wyborów w Krakowie, sztabowcy Gibały nie przespali ani godziny, tylko z pieczołowitością analizowali kalendarz. Ustalili, że po piątku jest sobota, po sobocie niedziela, a po weekendzie poniedziałek, wtorek, środa… Puder nie może się zmarnować W piątek Tusk ukradł całą uwagę mediów, nie zostawiając ani skrawka miejsca na wielkie objawienie Gibały. A przecież nikt nie po to farbuje pierwsze siwe włosy, pudruje wszystkie niedoskonałości na spracowanej i zatroskanej twarzy, czesze się do zdjęć przez kwadrans, żeby potem wylądować na dziesiątej stronie portalu, tuż pod przepisem na obwarzanka i ogłoszeniem o zaginionym kotku na Dębnikach. Piątek odpadał. Piątek to zły początek, a i szansa na to, że ktoś po godzinie 16:00 przejmie się kolejnym zbawicielem miasta, była bliska zera. Krakowski tor przeszkód dla Zbawcy Więc sztabowcy – te wybitne umysły PR-u, które od lat próbują przekonać świat, że ich szef nie jest po prostu zawodowym kandydatem na cokolwiek – usiedli do wielkiej mapy tygodnia: Weekend? Krakowianie grillują, leżą na Zakrzówku albo uciekają z miasta przed strefami czystego transportu. Kto by tam słuchał o wielkich wizjach, gdy kiełbasa na ruszcie się pali? W weekend nawet Zbawca Krakowa musi zrobić sobie wolne. Łukasz Gibała Poniedziałek? Wykluczone. Ogłosić cokolwiek w poniedziałek to jak wejść do zatłoczonego autobusu linii 179 (nie wiem, czy taki jest, ale jeśli jest, to na pewno jest zatłoczony) w godzinach szczytu, stanąć ludziom na nogach i zacząć recytować Norwida. Mieszkańcy mają wtedy w oczach morderstwo i poukładać muszą własne życie, a nie miłość do lokalnej demokracji. Wtorek? Wtorek w krakowskiej polityce ma dynamikę starych, zimnych pierogów z kapustą. Wtorek jest tak nijaki. Ogłoszenie startu w tym dniu miałoby charyzmę stania w korku na Opolskiej w pełnym słońcu –wszyscy marzą tylko o tym, żeby to się wreszcie skończyło. Najlepszy dzień: środa! I tak oto, po odrzuceniu resztek rozsądku i przeprowadzeniu skomplikowanych symulacji numerycznych, genialne mózgi uznały, że idealny moment na poruszenie posad świata przypada na środę. Lub czwartek. Środa jest dobra, bo wiadomo… środa. Tutaj niczego więcej tłumaczyć nie trzeba. Ludzie są już wystarczająco zmęczeni życiem, żeby przełknąć każdą obietnicę bez zadawania pytań. A czwartek? Czwartek pachnie już weekendem, więc istnieje szansa, że nikt nie zdąży dopytać o szczegóły programu przed piątkowym wyjściem z biura. Odgrzewany kotlecik-show Tak oto, po wykluczeniu całego kalendarza i sprowadzeniu wielkiej polityki do wyboru mniejszego zła między środową apatią a czwartkowym rozkojarzeniem, misterna strategia dobiegła końca. Kraków dostał precyzyjnie wycyzelowany moment, w którym wieczny pretendent znów objawi się światu w pełnej krasie. Problem w tym, że nawet najlepiej dobrana data w kalendarzu nie przesłoni faktu, że oglądamy ten sam seans po raz kolejny. ZOBACZ TAKŻE: Przeczytałem raport Gibały, żebyście Wy nie musieli. Porażająca prawda

Więcej…

Przeczytałem raport Gibały, żebyście Wy nie musieli. Porażająca prawda!

Przeczytałem raport Gibały, żebyście Wy nie musieli. Porażająca prawda!

03 sierpnia 2026 | 08:46

Mistrz Polski w wysyłaniu maili znowu nadaje. Łukasz Gibała opublikował swoje cotygodniowe sprawozdanie z – uwaga, trudne słowo – „działań” dla Krakowa. Jeśli szukacie w nim załatwionych spraw, wywalczonych pieniędzy czy rozwiązanych problemów mieszkańców, to oszczędźcie sobie wzroku. Dostaniecie za to absolutny majstersztyk politycznej prokrastynacji i PR-owego pozorowania ruchu, przy którym nawet najbardziej leniwy samorządowiec wygląda na tytana pracy. Weekend w Krakowie od jakiegoś czasu ma swój stały, niemal religijny rytuał. Zanim zrobimy zakupy na placu Imbramowskim, zanim wypijemy poranną kawę, nad miastem spływa objawienie. Radny Gibała serwuje nam swoje cotygodniowe podsumowanie tytanicznych działań dla dobra miasta. Naród wstrzymuje oddech. Urzędnicy w magistracie chowają się pod biurka. Deweloperzy drżą. A co dostajemy w środku? Stos kartek wysłanych w próżnię, obficie podlanych sosem bezgranicznego samozadowolenia. Przeanalizujmy ten najnowszy, porażający bezmiarem sprawczości raport. Bilans jest tak potężny, że aż trudno utrzymać w rękach telefon podczas lektury. 1. EXPO i Galicyjska Miejscowy plan przy Galicyjskiej miał być w II kwartale 2026. Termin minął. Co robi energiczny radny? Czy mobilizuje komisję planowania? Czy wymusza spotkanie z architektem miasta? Nie, Gibała pisze: „zapytałem, na jakim etapie są prace”. Brawo! Po prostu wysłał maila z pytaniem: „Halo, czemu jeszcze to nie jest zrobione?”. To nie jest sprawczość. To jest rola sekretarki, która przypomina o goniących terminach. 2. Poniedziałkowy Dół Ulica Starowolska i Poniedziałkowy Dół toną przy każdym deszczu. Problem znany od dekady. Mieszkańcy potrzebują kanalizacji deszczowej i odwodnienia. A czego dostarcza Gibała? „Poprosiłem o przedstawienie analiz hydrologicznych”. Genialne! Jak woda zalewa ci piwnicę, radny Gibała podaje ci wydruk z wykresami opadów. Niech woda wie, że zostały sporządzone analizy! 3. Linia 163 Kierowcy stoją w korkach, pasażerowie przeklinają na przystankach. Gibała wkracza do akcji i... pyta o przyczyny opóźnień. Czy Łukasz naprawdę potrzebuje urzędowego pisma z ZTP z pieczątką, żeby dowiedzieć się, że autobus stoi w korku albo brakuje kierowców? To jest szczyt urzędniczego cynizmu: udawać, że szuka się „przyczyn”, zamiast zaproponować konkretną zmianę. 4. Młynówka Królewska Plac zabaw w środku wakacji zamknięty na cztery spusty. Dzieci zszokowane, rodzice wściekli. Co w tej kryzysowej sytuacji robi nasz krakowski Szeryf Praworządności? „Mam nadzieję, że szybko uzyskam wyjaśnienia”. Czujecie tę ulgę w parku? Rodzice nie muszą już szukać alternatyw – mogą usiąść z dziećmi na ławce i poczytać im urzędową odpowiedź na interpelację. Niejeden trzylatek marzy przecież, żeby w upalny sierpniowy dzień zamiast zjeżdżalni dostać dwa arkusze papieru z pieczątką Zarządu Zieleni Miejskiej. 5. Zapolska i Lema Na koniec dostajemy cztery interpelacje-zapytajki w sprawach deweloperskich. Postulat mieszkańców: zachować zieleń przy Lema. Reakcja Łukasza: „zwróciłem się o przekazanie informacji”. Czyli znowu: przesyłacz poczty. Zero własnej inicjatywy, zero twardych działań - wyłącznie prośba o skan dokumentów. PODSUMOWANIE STATYSTYCZNE TYGODNIA: Wygenerowane pisma: 8 Rozwiązane problemy mieszkańców: 0 Prawdopodobieństwo, że urzędnik odpisał „w trakcie realizacji”: 100% Gdyby Gibała był strażakiem, to widząc płonący dom, nie sięgnąłby po węża z wodą. Wystosowałby interpelację do komendanta z zapytaniem o przyczyny pojawienia się ognia, poprosił o analizy termodynamiczne i wyraził głęboką nadzieję na szybkie uzyskanie wyjaśnień od właściciela podpalonego budynku. A na koniec wrzuciłby post na Facebooka z apelem: „Śledźcie moje działania!”. Krakowianie mogą więc spać spokojnie. Żaden z ich problemów nie zostanie rozwiązany, ale za to każdy z nich doczeka się profesjonalnej dokumentacji na profilu radnego. ZOBACZ TAKŻE: Koniec z bandytami w radach dzielnic! Sejm jednogłośnie przyjął „lex Jaśko”

Więcej…

Koniec z bandytami w radach dzielnic! Sejm jednogłośnie przyjął „lex Jaśko”

Koniec z bandytami w radach dzielnic! Sejm jednogłośnie przyjął „lex Jaśko”

31 lipca 2026 | 13:36

To historyczna decyzja. Sejm bez ani jednego głosu sprzeciwu przyjął tzw. Lex Jaśko – ustawę, która raz na zawsze zamyka drogę przestępcom do zasiadania w organach pomocniczych samorządu, takich jak rady dzielnic, rady osiedli czy funkcje sołtysów. Nowe przepisy są odpowiedzią między innymi na bulwersującą sytuację w Krakowie, gdzie – mimo prawomocnego wyroku skazującego – bandyta Mateusz Jaśko nadal zasiada w Radzie Dzielnicy V Krowodrza. Sprawa od miesięcy wywołuje ogromne emocje i stała się symbolem luki w polskim prawie. Autorem zmian jest krakowski poseł Dominik Jaśkowiec, który nie kryje satysfakcji po sejmowym głosowaniu. Przestępcy nie będą mogli dłużej zasiadać w organach pomocniczych samorządu. Jeżeli wymagamy niekaralności od taksówkarzy, pracowników lotniska czy kurierów, tym bardziej powinniśmy wymagać jej od osób zaufania publicznego, jakimi są sołtysi, radni dzielnicowi i osiedlowi. – Niestety do tej pory tak nie było, ale dzięki przygotowanym przeze mnie zmianom prawnym skończymy z tą prawną patologią – dodaje poseł Jaśkowiec. – Cieszę się, że Sejm przyjął nowe prawo w ponadpartyjnej zgodzie, bez głosów przeciwnych! Wynik głosowania nad "lex Jaśko" Najbardziej zaskakujący był sam wynik głosowania. Za ustawą opowiedzieli się wszyscy obecni posłowie: od skrajnej prawicy po skrajną lewicę. Tak jednomyślne poparcie w polskim Sejmie należy do absolutnej rzadkości. Lex Jaśko oznacza koniec sytuacji, w której osoby prawomocnie skazane mogły pełnić funkcje publiczne w radach dzielnic i osiedli tylko dlatego, że przepisy nie przewidywały wymogu niekaralności. Po wejściu ustawy w życie taka prawna luka przejdzie do historii. Kim jest Mateusz Jaśko? Mateusz Jaśko to krakowski działacz lokalny i członek Rady Dzielnicy V Krowodrza. Prowadzi również aktywność w mediach społecznościowych, m.in. na profilu Co jest nie tak z Krakowem oraz współtworzy Rynek Krowoderski. Mateusz Jaśko jest prawomocnie skazanym bandytą i współtwórcą Rynku Krowoderskiego Został prawomocnie skazany w sprawie dotyczącej wydarzeń związanych z pracą dziennikarza TVN Michała Fui nad reportażem o giełdzie kryptowalut BitBay. Sąd ustalił, że Jaśko próbował nakłonić dziennikarza do zaniechania publikacji materiału. Oferował mu korzyść majątkową – najpierw 100 tys. zł, a następnie 1 mln zł, a gdy propozycja została odrzucona, kierował wobec dziennikarza groźby karalne, m.in. grożąc pobiciem. W postępowaniu odwoławczym Sąd Apelacyjny zaostrzył karę. Zamiast samej grzywny orzeczono jeszcze cztery miesiące pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na 2 lata. ZOBACZ TAKŻE: Po spotkaniach z Jaśką musiał mieć ochronę! "Ukrywałem się razem z rodziną" [WYWIAD] To właśnie ten prawomocny wyrok stał się jednym z argumentów za przygotowaniem tzw. lex Jaśko, czyli nowelizacji wprowadzającej wymóg niekaralności dla osób zasiadających w organach pomocniczych samorządu (m.in. radach dzielnic i osiedli). Dotychczas przepisy nie przewidywały takiego wymogu, co umożliwiało dalsze pełnienie funkcji mimo prawomocnego skazania. ZOBACZ TAKŻE: Senyszyn: „Gibała może wygrać już w pierwszej turze” [WYWIAD]

Więcej…

UWAGA! Prezydent Krakowa wyśle Wam SMS! Rozkodowaliśmy „4 zasady” Gosek-Popiołek

UWAGA! Prezydent Krakowa wyśle Wam SMS! Rozkodowaliśmy „4 zasady” Gosek-Popiołek

31 lipca 2026 | 01:44

Gdyby naiwność miała swój profil w urzędzie miasta, nazywałaby się programem urbanistycznym Darii Gosek-Popiołek. Kandydatka Nowej Lewicy obiecuje krakowianom niebo na ziemi i koniec patodeweloperki, podsuwając pod nos zestaw banialuków, które w zderzeniu z pierwszym lepszym przepisem prawa budowlanego rozpadną się jak domek z kart – zostawiając nas z bezterminowym chaosem i urzędniczym paraliżem. Gosek-Popiołek dwoiła się i troiła, by akurat tym razem nie nie zaliczyć wpadki i... znowu jej nie wyszło. Właśnie zaserwowała mieszkańcom "4 nowe standardy przestrzenne w Krakowie". Brzmi nudnawo, ale niech nie zwiedzie Was tytuł – zabawna w obnażanie tego idiotycznego zestawu hasełek jest przednia. Standard 1: Nowy standard informowania, czyli powiadomienie SMS o każdym wbitym gwoździu Mieszkańcy będą wiedzieć od razu, co ma powstać w ich sąsiedztwie. Oczekiwanie: Klikasz w aplikację i wiesz wszystko! Rzeczywistość: Cudowna koncepcja. Wyobraźmy sobie ten algorytm: deweloper zamawia kawę na Kazimierzu i na serwetce szkicuje kształt nowego budynku, a 15 sekund później 12 tysięcy mieszkańców dzielnicy dostaje powiadomienie PUSH: „Uwaga! Pan Janusz rozważa budowę. Przygotować transparenty!”.  Co z tego, że polskie prawo budowlane precyzyjnie definiuje pojęcie „strony postępowania” oraz „obszaru oddziaływania obiektu”? Kogo interesują ustawodawstwo i procedury, kiedy można obiecać ludziom radary śledzące inwestorów w czasie rzeczywistym? źródło: FB Standard 2: Realny głos mieszkańców, czyli wieczny Sąd Ostateczny zamiast pozwoleń  Gdy inwestycja wzbudza kontrowersje, procedowanie pozwoleń będzie odbywać się w ramach otwartych rozpraw administracyjnych. Oczekiwanie: Obywatelska debata w atmosferze wzajemnego szacunku. Rzeczywistość: Absolutne arcydzieło! Zdefiniujmy najpierw „kontrowersję”. W krakowskich warunkach „kontrowersją” jest absolutnie wszystko – od próby postawienia nowej ławeczki, przez remont torowiska, aż po fakt, że sąsiad kupił za duży samochód.  Efekt? Zamiast wydawać decyzję w kilka miesięcy, będziemy debatować przez 12 lat. W tym czasie inwestor zbankrutuje, wykonawca ucieknie do Katowic, a na spornej działce zdąży wyrosnąć chroniony prawem las. Brawo, problem budowy rozwiązany! źródło: FB Standard 3: Standard dobrego sąsiedztwa (Indeks Dobrostanu Sąsiedzkiego) Każda inwestycja będzie analizowana pod kątem tego, jak wpłynie na jakość życia dotychczasowych mieszkańców. Oczekiwanie: Miasto pełne miłości, harmonii i uśmiechniętych ludzi. Rzeczywistość: To jest absolutny hit. Do wniosku o pozwolenie na budowę Inwestor będzie musiał pewnie dołączyć Certyfikat Wywoływania Uśmiechu u Sąsiada.  Powiedzmy to sobie szczerze: dla 99% dotychczasowych, okolicznych mieszkańców każda nowa budowa wpływa na ich jakość życia negatywnie. Bo trzeba będzie dzielić osiedlowy parkiet do parkowania, bo przez pół roku będzie głośno, bo zniknie widok na puste pole. Idąc tym tokiem myślenia, jedyną inwestycją spełniającą „standard dobrego sąsiedztwa” pozostaje darmowa pączkarnia z widokiem na puszczę w ścisłym centrum Krakowa. Wszystko inne dostanie bana. źródło: FB Standard 4: Pełna jawność, czyli urząd miasta w formie reality show Koniec ukrytych ustaleń za zamkniętymi drzwiami. Oczekiwanie: Przełamujemy układ, wietrzymy gabinety! Rzeczywistość: W wyobraźni kandydatki Lewicy urzędnicy i deweloperzy spotykają się pewnie w mrocznych podziemiach pod Sukiennicami, przy świecach ustalając plan zagospodarowania przestrzennego na skrawkach pergaminu.  Prawda jest jednak brutalna: procedury uchwalania miejscowych planów (wraz z wyłożeniami do publicznego wglądu i zbieraniem uwag) są w Polsce jawne od dawna. Sęk w tym, że prawie nikt na te spotkania nie chodzi, dopóki ciężki sprzęt nie wjedzie na działkę obok. Ale Lewica ma rozwiązanie! Teraz każda rozmowa urzędnika będzie transmitowana na żywo na TikToku, a plany zagospodarowania będą wykrzykiwane przez kwiaciarki na Rynku Głównym. źródło: FB Podsumowanie: Miasto, w którym czas stanął w miejscu  Obietnice Darii Gosek-Popiołek brzmią miękko, ciepło i bardzo opiekuńczo. W praktyce oznaczają jednak jedno: całkowity paraliż inwestycyjny miasta, urzędniczy chaos i zastąpienie prawa administracyjnego przez głosowania na osiedlowych grupach na Facebooku.  Jeśli chcecie miasta, w którym przedszkole, linia tramwajowa czy nowa przychodnia nie powstaną przez najbliższe dwie dekady, bo sąsiad z drugiego piętra złoży protest w ramach „Standardu Dobrego Sąsiedztwa” – Daria Gosek-Popiołek jest Waszą idealną kandydatką! ZOBACZ TAKŻE: „Po Klaman odetchnąłem z ulgą, a za Gosek-Popiołek nie będę się wstydził” [WYWIAD]

Więcej…

Terlecki: „Nie wystawimy kandydata. Popieramy Drewnickiego”

Terlecki: „Nie wystawimy kandydata. Popieramy Drewnickiego”

30 lipca 2026 | 08:29

Rozwój Plus poprze Michała Drewnickiego w przedterminowych wyborach prezydenta Krakowa. Poseł Ryszard Terlecki, w rozmowie Radia Kraków powiedział, że ugrupowanie nie wystawi własnego kandydata. – Jest za mało czasu, żeby myśleć o ustaleniach i szukaniu innego kandydata – argumentował Terlecki. Polityk pochwalił też Drewnickiego za dotychczasową pre-kampanię. Pan Michał Drewnicki działa od jakiegoś czasu. Dość skutecznie pozyskuje wyborców. Wcześniej swój brak startu w wyborach zadeklarował inny stronnik Mateusza Morawieckiego - poseł Łukasz Kmita. W swoich mediach społecznościowych stwierdził, że nie zamierza ubiegać się o fotel prezydenta Krakowa. Przekazanie poparcia "rozłamowców" daje Drewnickiemu nie tylko dodatkowe zaplecze organizacyjne, ale przede wszystkim pozwala mu zyskać mandat jedynego silnego reprezentanta tej części sceny politycznej w walce o fotel prezydenta Krakowa. Michał Drewnicki to postać dobrze znana krakowianom. Od lat związany z krakowskim samorządem, dał się poznać jako aktywny radny oraz polityk sprawnie poruszający się w lokalnych sprawach. ZOBACZ TAKŻE: „Po Klaman odetchnąłem z ulgą, a za Gosek-Popiołek nie będę się wstydził” [WYWIAD]

Więcej…

Łukasz Gibała zdecydował w sprawie startu w wyborach!

Łukasz Gibała zdecydował w sprawie startu w wyborach!

28 lipca 2026 | 20:32

Lider stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców, Łukasz Gibała, zabrał głos w sprawie nadchodzących przedterminowych wyborów prezydenta Krakowa. Samorządowiec odniósł się do pojawiających się spekulacji dotyczących swojego startu i zapowiedział, kiedy podejmie ostateczną decyzję. – To nie jest „kręcenie” – podkreślił. Termin przedterminowych wyborów wyznaczy premier Donald Tusk, a kampania wyborcza rozpocznie się wraz z publikacją odpowiedniego rozporządzenia. Już teraz w przestrzeni publicznej pojawiają się nazwiska potencjalnych kandydatów, a kolejne środowiska polityczne i obywatelskie przygotowują się do wyborczej rywalizacji. Wśród osób wymienianych jako możliwi kandydaci od początku znajduje się również Łukasz Gibała, który w ostatnich latach stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych liderów krakowskiej opozycji samorządowej. W wyborach samorządowych w 2024 roku dotarł do drugiej tury i uzyskał jeden z najlepszych wyników w historii bezpartyjnych kandydatów w Krakowie. Mimo rosnącej listy potencjalnych pretendentów do fotela prezydenta miasta, Gibała nie zamierza składać przedwczesnych deklaracji. W najnowszym wpisie odniósł się do zarzutów, że zwleka z ogłoszeniem swojej decyzji. O swojej decyzji poinformuję po ogłoszeniu terminu wyborów przez Donalda Tuska. I nie jest to „kręcenie”. Podchodzę do tej kwestii w sposób odpowiedzialny. źródło: FB Jak wyjaśnił, przygotowanie odpowiedzialnej kampanii oraz kompleksowego programu dla Krakowa wymaga znajomości harmonogramu wyborów. Dopiero po ogłoszeniu daty głosowania będzie możliwe precyzyjne zaplanowanie działań i skompletowanie zespołu. Lider stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców podkreślił również, że ewentualny start zamierza oprzeć na formule komitetu obywatelskiego. Jak zaznacza, chce pozostać kandydatem niezależnym od partii politycznych i skupić się na sprawach mieszkańców oraz rozwoju miasta. Po co wybory? Przedterminowe wybory prezydenta Krakowa są konsekwencją referendum odwoławczego, które odbyło się 24 maja 2026 roku. Mieszkańcy odpowiedzieli w nim na dwa pytania – dotyczące odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego oraz Rady Miasta Krakowa przed upływem kadencji. Referendum w sprawie prezydenta okazało się ważne, a większość głosujących opowiedziała się za jego odwołaniem z zajmowanego stanowiska. Inaczej zakończyło się głosowanie dotyczące Rady Miasta. Choć większość uczestników referendum również opowiedziała się za jej odwołaniem, frekwencja nie osiągnęła wymaganego progu, przez co referendum w tej części okazało się nieważne. Oznacza to, że rada kontynuuje swoją kadencję, natomiast Kraków musi wybrać nowego prezydenta w przedterminowych wyborach, których termin wyznaczy premier Donald Tusk. ZOBACZ TAKŻE: Gibała odkręca kranik z kasą?! Trwa bezlitosny WYŚCIG DO MISKI

Więcej…

Gibała odkręca kranik z kasą?! Trwa bezlitosny WYŚCIG DO MISKI

Gibała odkręca kranik z kasą?! Trwa bezlitosny WYŚCIG DO MISKI

28 lipca 2026 | 19:18

W nieformalnym "sztabie" Łukasza pękły smycze! Pieski poczuły zapach kasy i ujadają jak opętane! Sąd wreszcie łaskawie zamiótł pod dywan protest referendalny Edwarda Nowaka, co oznacza jedno: Donald Tusk za chwilę wyciągnie swój magiczny długopis i oficjalnie wyznaczy termin wyborów prezydenckich w naszym pięknym mieście. Choć tak naprawdę prawdziwym i jedynym zegarem biologicznym Krakowa są... łydki Łukasza Gibały. Od momentu, gdy opadł kurz po referendum, pan Łukasz przebywał w stanie, który fizycy kwantowi opisują jako superpozycję polityczną. Jedną nogą witał się z gąską, drugą przestępował z niecierpliwości na progu magistratu. Gibała w swoim żywiole - wreszcie będzie mógł coś porozdawać na ulicach Krakowa / źródło: FB Gibały Znamy ten widok: pozycja nisko na kolanach, dłonie na bieżni, wzrok utkwiony w placu Wszystkich Świętych i ten nerwowy ruch stóp. Tup, tup, tup. Gibała przebierał nogami tak intensywnie, że w okolicach Rynku Głównym odnotowano lekkie wstrząsy sejsmiczne, a gołębie zrezygnowały z gniazdowania na Wieży Mariackiej. Gibała wciska PLAY Trzeba mu jedno oddać: Łukasz Gibała to ewolucyjny fenomen. W toku wieloletniej adaptacji wykształcił cechy osobnika, który funkcjonuje wyłącznie w atmosferze wyborczego, kampanijnego rozgardiaszu.  Nudna praca w radzie? E tam, to dla amatorów. Rozdawanie ulotek na pętli w Czerwonych Makach o 6 rano? Raj! To jest prawdziwy żywioł, w którym nasz wieczny pretendent czuje się jak ryba w wodzie, a raczej jak radny w blasku fleszy. Gibała do kampanii nie tyle się przygotowuje, ile po prostu do niej przystosował całe swoje życie. On nie musi "zaczynać" kampanii. On po prostu na chwilę przycisnął PAUZĘ, a teraz z ulgą wciska PLAY, bo oficjalne zielone światło od Tuska to dla niego jak tlen dla nurka. Pieski merdają ogonami i gotują miski Wraz z uniesieniem się wyborczej kurtyny w mieście rozległ się jeszcze jeden, doskonale znany krakowianom dźwięk – jazgot wiernej czeredy. "Pieski" Gibały, dotąd trzymane w lekkiej wstrzemięźliwości, nagle odzyskały głos i ze skowytem zaczęły ujadać w mediach społecznościowych. Nic dziwnego! Wesoła gromadka doskonale wie, że gdy ich Pan i Władca rusza w tany, odkręca się kranik z prywatną gotówką. A szczekać warto, oj warto – w końcu w czasie kampanii Gibała sypnie groszem na lewo i prawo. Trzeba opłacić internetowe klakierstwo, zaprzyjaźnione portale i dzielnych ulotkarzy. Każdy liczy na swój pełny talerz wyborczej karmy, więc teraz w sztabie trwa wyścig: kto głośniej powtórzy hasła o „niezależności”, ten dostanie tłustszy kąsek z pańskiego stołu. Dmuchawce, latawce, plakaty... Przed nami festiwal uśmiechów z banerów, z których Łukasz będzie na nas patrzył wzrokiem troskliwego ojca narodu krakowskiego. Znowu dowiemy się, że wszystko, co złe, to nie on, a wszystko, co piękne i pachnące to jego zasługa. Czekamy więc na ten oficjalny start! ZOBACZ TAKŻE: Gibała nienawidzi swojego miasta?! Pluje na Kraków i uważa, że mieszkamy w piekle

Więcej…

Mieszkańcy płacą za luksusowe wyjazdy radnych! Pomylili sejmik z biurem podróży

Mieszkańcy płacą za luksusowe wyjazdy radnych! Pomylili sejmik z biurem podróży

27 lipca 2026 | 16:03

Małopolscy samorządowcy najwyraźniej pomylili funkcje publiczne z luksusowym biurem podróży. Podczas gdy mieszkańcy województwa zmagają się z rosnącymi kosztami życia, dziurawymi drogami i kulejącą komunikacją zbiorową, radni Sejmiku Województwa Małopolskiego urządzają sobie zwiedzanie świata za publiczne pieniądze. W ciągu najbliższych tygodni planują m.in. wycieczki do Japonii czy Stanów Zjednoczonych. Sejmik Województwa Małopolskiego coraz bardziej przypomina biuro podróży All Inclusive, w którym za nieziemsko drogie bilety, hotele, diety i atrakcje nie płaci uczestnik, ale… my wszyscy. Rozkład jazdy „turystów z Sejmiku” Zanim skrupulatnie rozliczymy wycieczki, które już się odbyły, przyjrzyjmy się temu, co nasi samorządowi globtroterzy zaplanowali jeszcze na te wakacje i początek jesieni: W ostatni weekend sierpnia samorządowa delegacja planuje odwiedzić miasto Suczawa w Rumunii, by na tamtejszych dożynkach zjeść chleb ze smalcem na koszt podatnika. W pierwszym tygodniu września (4-7.09) planowany jest wylot za ocean, do Chicago w USA. Chwilę później (13-15.09) szykuje się przedłużony weekend w Bari we Włoszech, gdzie planowane jest biesiadowanie przy śródziemnomorskiej kuchni. Natomiast na sam koniec września (24-27.09) absolutny hit sezonu - zwiedzanie Kraju Kwitnącej Wiśni, czyli wyjazd do Tokio w Japonii. Każdy taki wyjazd finansowany jest z pieniędzy podatników. Mieszkańcy mają więc prawo oczekiwać konkretnych efektów, a nie kolejnych relacji z zagranicznych wizyt, kurtuazyjnych spotkań i uścisków dłoni, po których nie zostaje nic poza rachunkami do zapłacenia. Sejmik Województwa Małopolskiego Już wkrótce Kanał Krakowski ujawni, kto podróżował, dokąd, za ile i z jakim efektem. Pokażemy pełną skalę tego procederu oraz sprawdzimy, czy zagraniczne delegacje były rzeczywiście potrzebne, czy stały się wygodnym sposobem na finansowanie luksusowych wyjazdów z publicznej kasy.  ZOBACZ TAKŻE: UJAWNIAMY! Cichy etat bez konkursu dla „kolesia” z PiS. Co naprawdę robi były katecheta?

Więcej…

Gibała nienawidzi swojego miasta?! Pluje na Kraków i uważa, że mieszkamy w piekle

Gibała nienawidzi swojego miasta?! Pluje na Kraków i uważa, że mieszkamy w piekle

27 lipca 2026 | 08:47

Wstajesz rano, parzysz kawę, spoglądasz za okno i… no tak, jak mogłeś zapomnieć? Żyjesz w piekle. Ptaki nie śpiewają, słońce prawie nie świeci, a z kranu zamiast wody leci łza rozpaczy. Witamy w Krakowie według najnowszego, jubileuszowego wydania gazetki Łukasza Gibały. Pora otworzyć szampana – to już odsłona numer 50! Jubileusz zobowiązuje, więc lider Kraków dla Mieszkańców wypiął pierś i dumny jak paw zaprezentował światu swoje najnowsze dzieło. Przeglądasz stronę po stronie i szukasz chociaż jednego jasnego punktu. Czegokolwiek. Ale gdzie tam. Ani jednej, powtarzam: ANI JEDNEJ pozytywnej informacji o naszym mieście. Fragment wpisu Gibały na FB Wszystko jest źle, wszystko jest fatalne, a będzie – rzecz jasna – tylko gorzej. Krakowski Armagedon trwa w najlepsze, a my, nieświadomi niczego mieszkańcy, zamiast pisać testamenty, po prostu chodzimy do pracy i cieszymy się spacerem po Plantach. Co za naiwność! Pluj na Kraków, aż uwierzą Przerażające jest to, jak bardzo można cynicznie zohydzać ludziom ich własny dom, żeby na gruzach ich samopoczucia budować swój polityczny kapitał. Cała strategia polityczna sprowadzona do jednego przekazu: "Pluj na Kraków, aż uwierzą, że żyją w ugorze". Pytanie tylko, jak z tym żyć na co dzień? Jakie to musi być smutne, wyczerpujące i psychicznie wykańczające – wstawać codziennie rano z jedną jedyną myślą: „Co by tu dzisiaj jeszcze zmieszać z błotem?”. Szukać dziury w całym, tropić wyłącznie mrok i z uporem maniaka udowadniać krakowianom, że ich dom jest do niczego. Gibała lubi pozować w swojej propagandowej gazecie na super-bohatera Zohydzanie na zamówienie To już nie jest krytyka władzy. To jest systemowe, konsekwentne zohydzanie Krakowa jego własnym mieszkańcom. Polacy słyną z narzekania, ale robienie z tego jedynego paliwa wyborczego i wmawianie krakowianom, że mieszkają w najgorszym miejscu na świecie, powoli przestaje być polityką, a staje się osobliwą obsesją. Trzeba mieć naprawdę sporo siły, by codziennie rano budzić się z taką dawką niechęci do miasta, w którym chce się rządzić. A mieszkańcom Krakowa wypada współczuć – nie dlatego, że żyją w „piekle”, ale dlatego, że po raz 50. dostają darmową porcję czystego pesymizmu. Smacznej kawusi! ZOBACZ TAKŻE: Hoffman wbił nóż w plecy Gibały?! „Nie byliśmy jego pacynkami” [WYWIAD]

Więcej…

Ten rozłam zniszczył wszystko! Dramatyczna sytuacja kandydata PiS na prezydenta

Ten rozłam zniszczył wszystko! Dramatyczna sytuacja kandydata PiS na prezydenta

24 lipca 2026 | 13:51

Wojna domowa w Prawie i Sprawiedliwości uderza w Kraków z siłą politycznego cyklonu. Podczas gdy Warszawa liczy szable po odejściu ludzi Mateusza Morawieckiego, pod Wawelem doszło do absolutnego pogromu: kampania prezydencka Michała Drewnickiego legła właśnie w gruzach, Łukasz Kmita traci władzę w regionie, a prorocze ostrzeżenia prof. Jana Tadeusza Dudy spełniają się na naszych oczach. Małopolski bastion prawicy właśnie rozpada się na kawałki, a krakowski PiS na własne życzenie abdykuje z walki o magistrat. Dla Małopolski, która przez lata była uznawana za absolutny bastion prawicy i zaplecze kadrowe partii, rozłam oznacza jedno: początek gigantycznego trzęsienia ziemi i polityczną defragmentację. 1. Katastrofa krakowskiej kampanii: Michał Drewnicki w śmiertelnej pułapce  Echa decyzji Nowogrodzkiej z dnia na dzień zamieniły ambitne plany krakowskiego PiS-u w wizerunkowy i organizacyjny koszmar. Michał Drewnicki – wieloletni radny znający Kraków od podszewki – stał się najbardziej tragiczną ofiarą rozłamu. Wystawiony jako kandydat na prezydenta Krakowa miał powalczyć o wejście do drugiej tury. Dziś jego sytuacja jest wręcz opłakana. Rozpad partyjnego aparatu drastycznie uszczupla jego bazę wyborczą. W tak wyrównanym wyścigu utrata nawet kilku punktów procentowych przez podziały i zniechęcenie konserwatywnego elektoratu grzebie jakiekolwiek szanse na sukces. Drewnicki musi teraz toczyć wojnę na dwa fronty – przekonywać mieszkańców do swojej wizji miasta, a jednocześnie tłumaczyć się z wojen domowych w swojej własnej partii. Prezentacja Michała Drewnickiego w Nowej Hucie 2. Dobić kandydata PiS: Rozwój Plus wystawi swojego człowieka?  Jakby problemów Drewnickiego było mało, z kuluarów dobiegają głosy, że środowisko Mateusza Morawieckiego i stowarzyszenie „Rozwój Plus” nie zamierzają odpuścić wyścigu o Kraków. Jeśli formacja byłego premiera zdecyduje się na wystawienie własnego, umiarkowanie-centrowego kandydata, będzie to bezpośrednie uderzenie w prawa stronę. Taki ruch ostatecznie rozmontuje elektorat prawicowy pod Wawelem. Część wyborców szukających pragmatycznego samorządowca odpłynie do kandydata Morawieckiego, z kolei twardy, tradycyjny aktyw zostanie przy Drewnickim. Wynik? Żaden z nich nie wejdzie do drugiej tury, a kandydat PiS zanotuje historycznie najsłabszy wynik w dziejach krakowskich wyborów prezydenckich. 3. Łukasz Kmita traci przywództwo w Małopolsce. Czy Drewnicki przejmie pałeczkę?  Ogólnopolski podział to także ostateczny koniec ery Łukasza Kmity jako szefa małopolskich struktur PiS. Kmita nie podpisał lojalki i odszedł razem z Morawieckim. Kto za niego weźmie ster nad zgliszczami Małopolski? W kuluarach coraz głośniej giełda nazwisk wskazuje właśnie na Michała Drewnickiego. Z jednej strony: nominacja na szefa struktur mogłaby podbić jego pozycję w trakcie trwającej wycieńczającej kampanii prezydenckiej. Z drugiej strony: przyjęcie sterów w rozbitej, podzielonej Małopolsce to jak przejęcie dowodzenia na „Titanicu” chwilę po uderzeniu w górę lodową. Czy polityk skupiony na walce o Kraków będzie miał czas i siłę na gaszenie pożarów w Nowym Sączu, Tarnowie czy Wadowicach? Łukasz Kmita 4. Prof. Jan Duda miał rację. Przepowiednia, która właśnie się spełnia  W tym całym politycznym chaosie niezwykle trzeźwo brzmią słowa przewodniczącego Sejmiku Małopolskiego, prof. Jana Tadeusza Dudy. Ojciec byłego prezydenta ostrzegał, że forsowanie siłą kandydatury Łukasza Kmity na marszałka skończy się katastrofą. Gdyby wówczas doszło do zrealizowania scenariusza Nowogrodzkiej i Łukasz Kmita został marszałkiem województwa, dzisiaj PiS straciłby władzę w Małopolsce z dnia na dzień. Kraków na politycznym zakręcie  Dla mieszkańców Krakowa rozłam w PiS oznacza jedno: prawica w mieście właśnie całkowicie abdykowała z walki o władzę w magistracie. Michał Drewnicki, zamiast być liderską alternatywą, staje się zakładnikiem centralnych gier politycznych, z którymi krakowianie nie chcą mieć nic wspólnego. Przed nami tygodnie politycznego prania brudów, w których najwięcej stracą jak zwykle sami lokalni działacze i ich wyborcy. ZOBACZ TAKŻE: Hoffman wbił nóż w plecy Gibały?! „Nie byliśmy jego pacynkami” [WYWIAD]

Więcej…

UJAWNIAMY! Cichy etat bez konkursu dla „kolesia” z PiS. Co naprawdę robi były katecheta?

UJAWNIAMY! Cichy etat bez konkursu dla „kolesia” z PiS. Co naprawdę robi były katecheta?

23 lipca 2026 | 10:15

Cicha umowa od stycznia, gwarancja zatrudnienia do końca roku i stanowisko stworzone jak na „kolesiowską” miarę. Ujawniamy kulisy zatrudnienia byłego katechety, a obecnie wojewódzkiego radnego, w Małopolskiej Organizacji Turystycznej. Co ciekawe, nowy „ekspert” od rozwoju turystyki z tą branżą miał dotąd tyle wspólnego, że publicznie chwalił się udziałem w pieszych pielgrzymkach do Częstochowy. Czy to wystarczy, by koordynować strategię dla całej Małopolski?! Od stycznia tego roku w Małopolskiej Organizacji Turystycznej (MOT) na pełnym etacie pracuje Piotr Ćwik – postać doskonale znana w małopolskiej, a nawet i ogólnopolskiej polityce. Niegdyś był wojewodą małopolskim, ale stracił to polityczne stanowisko w atmosferze skandalu. Został on odwołany z funkcji wojewody w piątek wieczór, gdy akurat szedł w pielgrzymce do Częstochowy. - pisała wówczas Gazeta Krakowska. Później przygarnął go ówczesny prezydent Andrzej Duda i zrobił z niego wiceszefa swojej kancelarii. Piotr Ćwik był zastępcą szefa Kancelarii Prezydenta RP / źródło: prezydent.pl Teraz Ćwik jest radnym sejmiku województwa małopolskiego z ramienia PiS (z partii co prawda wystąpił, pozostał w klubie radnych PiS), a od początku tego roku znalazł zatrudnienie w MOT. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie trzy kluczowe fakty, które wzbudzają ogromne kontrowersje: 1. BEZ KONKURSU: Piotr Ćwik dostał posadę z wolnej ręki. Żaden inny specjalista od turystyki czy promocji regionu nie miał nawet szansy wystartować w rekrutacji. Na stanowisko zajmowane przez pana Piotra Ćwika nie był przeprowadzony konkurs, bowiem żaden przepis prawa ogólnie obowiązującego ani wewnętrzne regulacje Stowarzyszenia nie nakładają na MOT takiego obowiązku. 2. PEWNY ETAT: Umowa o pracę została podpisana od razu od stycznia do grudnia tego roku. 3. UTAJNIONA PENSJA: MOT odmawia podania kwoty, jaką co miesiąc przelewa na konto nowego koordynatora. Mając na uwadze, że jest to informacja, która pośrednio dotyczy także prywatności (wartości chronionej art. 47 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej) innych pracowników MOT, adresat wniosku – pomimo zgody pana Piotra Ćwika – nie zdecydował się na jej udostępnienie. Kim jest człowiek od „wszystkiego”? Oficjalny tytuł stanowiska brzmi imponująco: Koordynator ds. Strategii Rozwoju Województwa Małopolskiego w zakresie turystyki oraz współpracy samorządowej. Gdy jednak wczytamy się w oficjalny zakres obowiązków, wyłania się z niego obraz „super-urzędnika”, który ma odpowiadać za niemal każdy aspekt turystyki od Tatr po Bałtyk. ZAKRES OBOWIĄZKÓW (SKRÓT): Koordynacja Strategii Rozwoju Województwa Małopolskiego „Małopolska 2030” oraz Planu Komunikacji Marketingowej 2025–2030. Organizacja współpracy z sąsiednimi województwami (podkarpackie, lubelskie, świętokrzyskie, śląskie). Tworzenie i wdrażanie programu „Bezpieczne szlaki Małopolski” (punkty schronienia dla turystów). Wsparcie budowy nowych schronisk górskich, rozbudowa istniejących i budowa schronów. Promocja Głównego Szlaku Beskidzkiego oraz Szlaku Architektury Drewnianej. Opracowanie koncepcji Małopolskiego Szlaku Kamperowego. Ogólna promocja wizerunku Krakowa i Małopolski w kraju i za granicą. Lista zadań przypomina program operacyjny dla całego wydziału urzędu, a wszystko to spoczywa na barkach jednego człowieka zatrudnionego na czas określony. I to człowieka, który z turystyką do tej pory miał tyle wspólnego, że chwalił się tym, iż chodził na piesze pielgrzymki do Częstochowy. Imponujące, ale trudno dociec, jak te doświadczenia mogą przekładać się na merytoryczną pracę nad budową schronisk górskich czy strategią dla kamperów. Ratunek dla katechety i szach-mat w Sejmiku Po zakończeniu prezydentury Andrzeja Dudy, Piotr Ćwik z dnia na dzień pozostał właściwie bez pracy. A umówmy się, kto na wolnym rynku od ręki zatrudni byłego katechetę z wielkim politycznym bagażem? Z niezastąpioną pomocą i otwartymi ramionami przyszedł jednak MOT. Czy całkowicie bezinteresownie? Tego nie wiemy. Bacznie obserwując jednak układ sił w Sejmiku Województwa Małopolskiego, trudno nie zauważyć, jak cenny w politycznych układankach jest każdy głos. W grze o władzę i milionowe budżety brak jednego radnego potrafi wywrócić najsilniejszą koalicję. Etat w stowarzyszeniu pojawił się więc w idealnym momencie, pozwalając zachować pełną dyscyplinę w głosowaniach i po prostu spokojny sen lokalnych liderów. W polityce nie ma przypadków, jest tylko bezwzględna matematyka mandatów. ZOBACZ TAKŻE: To zapowiedź potężnej awantury! Te słowa przejdą do historii kampanii [WYWIAD]

Więcej…

Chciał zastąpić Miszalskiego po cichu, teraz idzie po pełnię władzy

Chciał zastąpić Miszalskiego po cichu, teraz idzie po pełnię władzy

22 lipca 2026 | 15:54

Zamiast wielkich inwestycji zostawił po sobie rozgrzebane projekty i legendę o kuluarowych intrygach. Stanisław Mazur nie zamierza jednak odchodzić w cień. Były wiceprezydent Krakowa szykuje się do walki o fotel prezydenta miasta, a do startu namawiają go zaufani ludzie, których sam ściągał do urzędu. Pytanie tylko, jak chce przekonać krakowian, skoro jako zastępca Aleksandra Miszalskiego położył trzy najważniejsze reformy w mieście? Polityczna karuzela w grodzie Kraka wcale nie zwolniła tematu. Były zastępca prezydenta, prof. Stanisław Mazur, bardzo poważnie planuje start w nadchodzących wyborach na prezydenta Krakowa. Po tym, jak rozstał się z magistratem, ambicje polityczne byłego rektora Uniwersytetu Ekonomicznego wcale nie zmalały. Mazur po prostu chce dokończyć to, co zaczął przy placu Wszystkich Świętych. Problem w tym, że bilans jego dotychczasowych rządów pozostawia spore wątpliwości. Stanisław Mazur, zanim wszedł do polityki, był rektorem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie Decyzja o ponownym wejściu na polityczną mapę miasta nie jest tylko jego prywatną inicjatywą. Do walki gorąco namawiają go bliscy współpracownicy – ludzie, których sam ściągał do urzędu i z którymi budował swoje polityczne zaplecze w magistracie. Kraków potrzebuje dziś doświadczenia menedżerskiego, a nie eksperymentów. Prof. Mazur wie, jak działa ta maszyna od środka i udowodnił, że potrafi zarządzać miejskimi projektami. Nie możemy zostawiać miasta w pół drogi – zdradza nam jeden z jego zaufanych ludzi, wciąż pracujący w strukturach urzędu. Cień nad kadencją wiceprezydenta Choć współpracownicy przedstawiają go jako sprawnego menedżera, opinie na temat jego kadencji w fotelu wiceprezydenta są dalece odbiegające od zachwytów. Krytycy wypominają mu brak skuteczności i zawalenie strategicznych przedsięwzięć, które miały być filarami rozwoju Krakowa na najbliższe dekady. W korytarzach magistratu najczęściej padają trzy zarzuty: Budowa metra: Flagowy projekt, który miał zrewolucjonizować komunikację w mieście, za kadencji Mazura utknął w martwym punkcie. Zamiast konkretnych harmonogramów i sprawnych decyzji krakowianie dostali kolejne przedłużające się analizy i formalne opóźnienia. Plan ogólny miasta: Kluczowy dokument urbanistyczny, od którego zależy przyszły ład przestrzenny Krakowa i powstrzymanie chaotycznej deweloperki, zaliczył krytyczne opóźnienia. Zamiast sprawnie doprowadzić sprawę do końca, proces ten spalił na panewce. Strategia rozwoju Krakowa: Kolejny strategiczny dokument, za który odpowiadał był wiceprezydent. Brak jasnej wizji i ślamazarne tempo prac spowodowały, że miasto straciło cenny czas na wyznaczenie priorytetów inwestycyjnych. Krytycy nie pozostawiają na nim suchej nitki.  Jako wiceprezydent dostał do ręki najróżniejsze narzędzia i najważniejsze dla miasta tematy. Efekt? Wszystkie trzy kluczowe projekty leżą i kwiczą. Trudno idzie się do wyborów z takim bagażem zaniechań  – komentuje jeden z krakowskich radnych. Marzenie o fotelu komisarza Mimo tych trudnych ocen, ambicje profesora Mazura pozostają niezmienne. Powrót jego nazwiska na giełdę wyborczą przypomina o historii, która w krakowskim magistracie zdążyła już obrosnąć mianem niemal kultowej anegdoty. Chodzi o wydarzenia z okresu, gdy nad urzędującym prezydentem Aleksandrem Miszalskim wisiała groźba referendum odwoławczego. W kuluarach do dziś krąży opowieść o tym, jak Stanisław Mazur – jeszcze będąc wiceprezydentem – miał bardzo intensywnie zabiegać o bezpośrednie spotkanie z premierem. Cel tej misji? Zabezpieczenie własnej pozycji i uzyskanie obietnicy, że w przypadku ewentualnego odwołania Miszalskiego przez mieszkańców w referendum, to właśnie on zostanie wyznaczony przez szefa rządu na komisarza zarządzającego Krakowem. Choć scenariusz z referendum i komisarzem spalił na panewce, ta historia pokazuje jedno: determinacja profesora Mazura, by sprawować władzę w Krakowie, jest ogromna i trwa niezależnie od politycznych okoliczności. Czy Kraków da mu drugą szansę? Stanisław Mazur od dawna buduje wizerunek bezpartyjnego samorządowca, eksperta i akademika stojącego ponad politycznymi grami. Pytanie jednak, czy mieszkańcy uwierzą w wizję „skutecznego zarządcy”, skoro jego własny dorobek w urzędzie budzi aż tak duże kontrowersje. Sztab Mazura najwyraźniej zakłada, że pamięć wyborców jest krótka, a bliscy współpracownicy są już w pełnej gotowości do starcia. ZOBACZ TAKŻE: Dziedzictwo Mazura. Dotarliśmy do szokujących danych

Więcej…

Sensacyjny scenariusz dla Krakowa! Morawiecki wchodzi do gry z potężnymi pieniędzmi

Sensacyjny scenariusz dla Krakowa! Morawiecki wchodzi do gry z potężnymi pieniędzmi

22 lipca 2026 | 11:22

Sensacja pod Wawelem! Jeśli po czwartkowym ultimatum Jarosława Kaczyńskiego dojdzie do rozłamu w PiS, Mateusz Morawiecki może wystartować w nadchodzących wyborach na prezydenta Krakowa jako kandydat swojej nowej partii.  W czwartek mija ostateczny termin ultimatum wyznaczonego przez prezesa PiS. Jarosław Kaczyński postawił politykom jasny warunek: podpisanie deklaracji o rezygnacji z działalności w zewnętrznych inicjatywach – w tym w głośnym stowarzyszeniu Mateusza Morawieckiego „Rozwój Plus”. Lojaliści byłego premiera nie zamierzają jednak ulegać, a to wprost otwiera scenariusz rozłamu i błyskawicznej rejestracji nowej formacji politycznej.  I tu na mapie politycznych celów nowej partii na pierwsze miejsce wysuwa się Kraków.  Morawiecki wyraźnie przed Drewnickim W krakowskich kulisach aż huczy od ustaleń z wewnętrznych badań opinii. Kiedy do zestawienia wprowadzono Mateusza Morawieckiego jako ewentualnego kandydata na prezydenta Krakowa nowej formacji, liczby okazały się jednoznaczne. W wewnętrznych sondażach były premier gromadzi zdecydowanie wyższe poparcie niż Michał Drewnicki, na którego tradycyjne skrzydło PiS oficjalnie postanowiło postawić po referendum.  Wieś zostaje przy Kaczyńskim  W skali całego kraju nowa partia Morawieckiego oscyluje w granicach 7–9% poparcia. Jednak analiza geograficzna tych wyników obnaża wyraźne pęknięcie w elektoracie:  Wieś i małe miasta: Pozostają wierne tradycyjnemu PiS i Jarosławowi Kaczyńskiemu. Duże miasta (w tym Kraków): To tutaj wskaźniki Morawieckiego mocno szybują w górę.  Mateusz Morawiecki z Martą Kaczyńską / fot. wikimedia Krakowianie znacznie przychylniejszym wzrokiem patrzą na technokratyczny, proinwestycyjny wizerunek byłego szefa rządu niż na twardy, ideologiczny przekaz Nowogrodzkiej.  Budżet gigant vs pustki z centrali Walka o przejęcie władzy w Krakowie to także batalia na ogromne budżety.  Zaplecze Morawieckiego stać na kosztowną, nowocześnie skrojoną i potężną kampanię – od billboardów pod Wawelem po potężne zasięgi w social mediach. Z kolei radny Drewnicki może zderzyć się z brutalną rzeczywistością. Przy poobcinanych subwencjach i problemach finansowych centrali PiS, jego kampania może pozostać bez realnego wsparcia finansowego z Warszawy. Jeśli w piątek rozłam w PiS stanie się faktem, Kraków wyrosnąć może na najważniejszy poligon doświadczalny dla nowej siły na polskiej scenie politycznej. ZOBACZ TAKŻE: Dlaczego przyszły prezydent Krakowa zatrudni swoich „kolesi”? Ten tekst wywoła furię u populistów

Więcej…

Obejrzałem posty Gibały z ostatnich dni. Przerażające, co odkryłem

Obejrzałem posty Gibały z ostatnich dni. Przerażające, co odkryłem

17 lipca 2026 | 14:53

Wiecie, co łączy Łukasza Gibałę z rasowym influencerem? Obaj żyją z pokazywania problemów, ale żaden z nich nie ma zamiaru ich rozwiązywać. Różnica jest jedna: influencerzy naciągają Was na zakup swoich bezużytecznych kursów, a Gibała naciąga Was na to, byście oddali na niego swój głos w wyborach. Przeanalizowaliśmy social media trzykrotnego kandydata na prezydenta Krakowa i przecieramy oczy ze zdumienia. Ten człowiek nie ma ŻADNEGO pomysłu na to miasto. Zobaczcie, jak radny od lat karmi nas czystą iluzją i robieniem zadymy za nasze pieniądze. Marketingowa bańka radnego Kiedy wejdziesz na profile społecznościowe lidera stowarzyszenia „Kraków dla Mieszkańców”, na pierwszy rzut oka wszystko wygląda profesjonalnie. Ładne grafiki, rzucające się w oczy nagłówki, setki komentarzy i jeszcze więcej polubień. Ale wystarczy poświęcić dosłownie pięć minut na uważną lekturę, by ten starannie budowany marketingowy domek z kart runął z hukiem. Profil Gibały Gibała opanował do perfekcji rolę miejskiego krzykacza – kogoś, kto stoi z boku z telefonem w ręku, kręci głową z dezaprobatą i mówi: „patrzcie państwo, jak tu strasznie”. Problem w tym, że od człowieka, który po raz kolejny chce rządzić milionową metropolią, oczekuje się konkretnego planu działania, a nie darmowej relacji live z rozkopanej ulicy. Diagnoza bez recepty to nie medycyna. To marudzenie. Krakowianie nie są ślepi. Każdy z nas wie, gdzie w tym mieście leżą problemy. Rola radnego – a tym bardziej człowieka, który widzi siebie w fotelu prezydenta – nie polega jednak na byciu miejskim sygnalizatorem. Od lidera wymaga się recepty. Tymczasem u Gibały panuje kompletna bezradność programowa. Zobaczcie na "randomowy" wpis naszego wiecznego kandydata. Schemat zawsze jest taki sam: Zasygnalizować problem Pokazać, że obecne władze robią to źle Nie dać żądnego rozwiązania Łapcie 9 wpisów tylko z tego miesiąca: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 W kuluarach krakowskiej polityki od lat krąży żart, że Gibała najbardziej lubi te sesje Rady Miasta, na których nie musi podejmować trudnych decyzji. Stąd też wzięła się jego słynna łatka Łukasz „wstrzymuję się od głosu” Gibała. Teraz widać, że ta sama taktyka ucieczki przed odpowiedzialnością przeniosła się do internetu. Łatwo jest stać z boku, wytykać palcem i mówić: „to jest źle”. Trudniej zaproponować coś, pod czym trzeba się podpisać własnym nazwiskiem i ponieść tego konsekwencje. ZOBACZ TAKŻE: 20 lat minęło. Nasz lokalny romantyk świętuje ważny jubileusz!

Więcej…

To wtedy odbędą się wybory w Krakowie?! Oto możliwe scenariusze i nasz typ

To wtedy odbędą się wybory w Krakowie?! Oto możliwe scenariusze i nasz typ

17 lipca 2026 | 09:03

Referendum rozstrzygnięte, prezydent odwołany, a Kraków... wciąż w zawieszeniu. Sądowa batalia o ważność majowego głosowania wkracza w decydującą fazę, a prawny zegar tyka bezlitośnie. Wykorzystanie każdego możliwego dnia w procedurze odwoławczej oznacza jedno: walka o fotel prezydenta Krakowa rozegra się w cieniu głębokiej jesieni. Sprawdziliśmy, jak długo potrwa ten proceduralny pat i kiedy Donald Tusk wskaże ostateczną datę starcia o miasto. Krakowianie zdecydowali w majowym referendum o odwołaniu Aleksandra Miszalskiego, ale wciąż nie znają daty powrotu do urn. Choć teoretycznie przedterminowe wybory prezydenckie powinny odbyć się szybko, walka proceduralna w sądach skutecznie blokuje kalendarz wyborczy. Gdzie teraz jesteśmy i kiedy realnie możemy spodziewać się nowej kampanii na ulicach Krakowa? Przeanalizowaliśmy dla Was sądowo-urzędnicze scenariusze. Sądowa telenowela. Nowak gra na zwłokę Głównym "hamulcowym" wyborczego kalendarza jest obecnie protest referendalny, który złożył Edward Nowak. Wykazywał on naruszenie ciszy referendalnej. Choć krakowski sąd pierwszej instancji odrzucił ten protest, uznając, że ewentualne incydenty nie miały kluczowego wpływu na wynik głosowania, sprawa wcale się nie skończyła. Edward Nowak w sądzie Nowak postanowił wykorzystać przysługujące mu terminy do maksimum. Dopiero we wtorek (w ostatni możliwy dzień) oficjalnie odebrał z sądu pisemne uzasadnienie wyroku. Co to oznacza w praktyce? Od tego momentu ruszył zegar: Maksymalnie 7 dni – tyle czasu Nowak ma teraz na złożenie oficjalnego odwołania do sądu wyższej instancji. Jeśli chce dalej walczyć, musi to zrobić najpóźniej do przyszłego wtorku. Maksymalnie 30 dni – tyle czasu ma Sąd Apelacyjny na rozpatrzenie skargi od momentu jej wpłynięcia. Jednak sąd może to zrobić znacznie wcześniej. Wybory w cieniu jesieni Jeśli Edward Nowak złoży odwołanie w ostatniej chwili, a Sąd Apelacyjny wykorzysta pełny, 30-dniowy limit na decyzję, ostateczne prawomocne rozstrzygnięcie poznamy dopiero w końcówce sierpnia. Załóżmy najbardziej prawdopodobny scenariusz: sąd drugiej instancji podtrzymuje dotychczasowy wyrok i nie stwierdza nieważności referendum. W tym momencie piłeczka ląduje po stronie rządu. Sala rozpraw Zgodnie z polskim prawem, od momentu uprawomocnienia się wyroku premier Donald Tusk ma maksymalnie 90 dni na ogłoszenie terminu wyborów. Przepisy mówią jednak jasno o widełkach czasowych: Premier musi wyznaczyć datę wyborów nie wcześniej niż 45 dni (tyle minimalnie czasu prawo przewiduje na kampanię wyborczą) i nie później niż 90 dni od uprawomocnienia się wyroku sądu. Oznacza to, że jeśli sprawa w sądzie przeciągnie się do końca sierpnia, to wybory odbędą się najpóźniej w drugiej połowie listopada. Jednak premier może, ale nie musi czekać do ostatniej chwili i ogłosić je wcześniej. Podsumowując: jeśli Nowak złoży odwołanie, a sąd odrzuci skargę w najpóźniejszym możliwym terminie, to wybory prezydenckie w Krakowie odbędą się w któryś weekend na przełomie października i listopada. Nasz typ: 25 października Rządzący mogą chcieć dać kandydatom odpowiednio dużo czasu na zorganizowanie kampanii po wakacyjnym marazmie, ale jednocześnie nie będą chcieli przeciągać tymczasowego bezkrólewia w Krakowie (gdzie miastem rządzi obecnie wyznaczony komisarz) aż do końca listopada. Koniec października wydaje się idealnym kompromisem politycznym i organizacyjnym. Pozwoli na przeprowadzenie pełnej, dynamicznej kampanii we wrześniu i w pierwszej połowie października, po powrocie do Krakowa studentów. Stawiamy więc na niedzielę, 25 października. Zapiszcie sobie tę datę w kalendarzach.

Więcej…

Strona 1 z 12

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10

Na fali

  • Łukasz Gibała zdecydował w sprawie startu w wyborach!

    Wydarzenia

    Łukasz Gibała zdecydował w sprawie...

    Informacja
    28 lipca 2026
  • Kracik: „Wspierał mnie Łukasz Gibała, wspierał mnie Jarosław Gowin…” [WYWIAD]

    Rozmowy

    Kracik: „Wspierał mnie Łukasz Gibała,...

    Informacja
    06 sierpnia 2026
  • Czy to KONIEC PiS w Małopolsce?! Wyciekły kulisy planu KO!

    Opinie

    Czy to KONIEC PiS w Małopolsce?!...

    Informacja
    29 lipca 2026

Kanał Krakowski

Płyniemy pod prąd. Z prądem płyną śmieci.

Menu

  • Strona główna
  • O nas
  • Reklama
  • Materiały partnerskie
  • Kontakt
  • Polityka prywatności

Działy

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Copyright © 2026 Kanał Krakowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.