Szanowni Państwo, zdejmijcie kapelusze. Najlepiej dwa. Jeden z szacunku, drugi po to, żeby się nie przewrócić ze śmiechu, gdy uświadomicie sobie, co udało się zrobić organizatorom referendum.
W zaledwie 35 dni zebrali oni prawie 102 tysiące podpisów. Tak, 2 914 podpisów dziennie. Dziennie! Nie, to nie jest literówka ani wynik z alternatywnej rzeczywistości – to oficjalna liczba. I wiecie co? Szacun. Naprawdę. Wielki szacun.
W mieście, w którym uprawnionych do głosowania jest niecałe 600 tysięcy osób, udało się zmobilizować w pięć tygodni ponad 100 tysięcy ludzi. To wynik, który mógłby zawstydzić niejedną ogólnopolską akcję społeczną. To tempo godne korporacyjnego KPI na sterydach, armii klonów i teleportujących się mieszkańców w jednym.
Ci z Was, którzy kiedykolwiek próbowali zbierać podpisy, wiedzą, że:
- pierwsze 500 idzie w dwa dni (euforia + znajomi z Facebooka),
- kolejne 2 000 w miesiąc (już tylko najwierniejsi + przypadkowi litościwi),
- reszta to walka o każdy podpis jak o tlen na Mount Everencie.
A tutaj? 2 914 dziennie, równo, jak w zegarku. Jakby podpisy same wskakiwały na listę, a mieszkańcy ustawiali się w kolejce w harmonii godnej chóru anielskiego.
Ciekawe tylko, ile z tych podpisów zostanie odrzuconych. 30 procent? 40? A może co drugi okaże się nieważny, bo ktoś pomylił PESEL albo pies sąsiada przetarł kartkę łapą. Ale to w niczym nie umniejsza epickiego wyczynu organizatorów, który wygląda jak olimpiada supermocy w zbieraniu podpisów.
Bo naprawdę: kto z nas, zwykłych śmiertelników, mógłby zebrać tyle podpisów w tak bajecznym tempie? Nikt. To już nie jest zwykłe zbieranie podpisów, to jest sztuka, magia i absolutny rekord Krakowa w jednym.
Więc jeśli zastanawiacie się, czy kiedykolwiek udałoby się Wam zebrać tyle podpisów – nie udałoby się. Ale oni to zrobili. I chociaż ciężko w to uwierzyć, trzeba przyznać: Kraków nigdy nie widział takiego tempa, takiej logistyki i takiego… absurdu.
A potem można się po prostu pośmiać. Bo serio… 2 914 podpisów dziennie? Serio?
Drodzy organizatorzy, Kraków Was kocha. Kraków Wam nie wierzy.
ZOBACZ TAKŻE: Skazany bandyta "ratuje" Kraków. Nie ma pomysłu, ale ma wyrok i kamerę




















