– To jest błąd już nie tylko komunikacyjny, ale merytoryczny. W tym sensie, że wraz z wprowadzeniem SCT zapowiedzieliśmy zmianę cen biletów komunikacji miejskiej oraz wydłużenie godzin płatnego parkowania. Zrobiła się wielka kumulacja. Tu chyba zawiódł mnie na chwilę instynkt polityczny – przyznał prezydent Krakowa.
W wywiadzie z red. Moniką Waluś z Onetu Aleksander Miszalski odpowiada na zarzuty, które przedstawiają mu zwolennicy referendum.
Cała rozmowa dostępna jest tutaj: Prezydent Krakowa o referendum: nie rozważamy żadnego planu "B"
Wiem, że przez te dwa lata ciężko pracowałem, ale to nie wystarczy. Dziś widzę, których błędów mogłem uniknąć. Wiem też, że mogłem lepiej się komunikować, położyć nacisk na inne rzeczy, niż kładłem. To na pewno. Człowiek uczy się na własnych błędach, ale po ludzku nie boję się, że mogę przestać być prezydentem.
Miszalski odniósł się także do upolitycznienia referendum. Mówi o tym, że inicjatorzy referendum w Krakowie, a przynajmniej prawicowe środowiska zapowiadają, że podobne kroki będą wykonywać w innych miastach, gdzie również rządzi KO.
Jest tu pewien paradoks: inicjatorzy mówią o oddolnym proteście mieszkańców, a jednocześnie politycy wspierający referendum zapowiadają schemat „najpierw Kraków, potem kolejne miasta rządzone przez KO”. W efekcie trudno rozstrzygnąć, czy chodzi przede wszystkim o lokalne problemy, czy raczej o test odporności prezydentów KO i budowanie ogólnopolskiej narracji przed wyborami.
Wierzę jednak, że rzetelna praca urzędu i konsekwentne tłumaczenie decyzji sprawią, że mieszkańcy uznają referendum za niepotrzebne i nie wezmą w nim udziału. Trzeba też pamiętać, że po 22 latach rządów poprzedniego prezydenta nie da się w dwa lata pokazać wszystkich efektów zmian.
(źródło: Onet.pl)






















