Przeczytasz w 1-2 minuty
Grzegorz Stawowy / fot. Łukasz Michalik

Decyzja prezydenta Aleksandra Miszalskiego o likwidacji parkingu przed urzędem miasta na placu Wszystkich Świętych wywołała prawdziwy gniew wśród radnych. Zamiast 19 miejsc parkingowych zostanie tylko 4. Resztę terenu odbetonują i zamienią w zielony skwerek z drzewami, ławkami i trawą.

Radni są wściekli. Jedni wyrażają swój gniew głośno i publicznie (jak Grzegorz Stawowy w portalu Lovekraków.pl), inni wolą narzekać anonimowo (tu lista nazwisk jest naprawdę długa). W kuluarach nie zostawiają na prezydencie suchej nitki. Wieszają na nim psy, że „zabiera ostatnie miejsca urzędnikom i radnym”, że „to symboliczny kopniak w stronę tych, którzy muszą być na sesjach i komisjach”.

Trzeba przyznać, że "przywracanie" akurat tego miejsca mieszkańcom to mrzonki. W tej części Starego Miasta mieszkańców praktycznie nie ma – to teren urzędów i turystów. Jeśli ktoś realnie będzie korzystał z nowego skweru, to przede wszystkim wycieczki turystów robiące sobie selfie na tle zabytkowego Pałacu Wielopolskich.

Plac przed magistratem

Dla wielu radnych to decyzja czysto wizerunkowa: „zielono i nowocześnie” na pokaz, kosztem praktyczności.

W efekcie cała sprawa staje się symbolem szerszego sporu o to, dla kogo tak naprawdę projektuje się przestrzeń w centrum miasta. Decyzja prezydenta, choć wpisuje się w modny trend „odbetonowywania” przestrzeni, pokazuje też rosnące napięcie między polityką estetyczną a zwykłą, przyziemną wygodą użytkowników. I to właśnie ten konflikt – bardziej niż sam parking – wydaje się dziś najbardziej rozgrzewać lokalną politykę.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także