Przeczytasz w 3-5 minuty
Zagłosuję za odwołaniem Miszalskiego! Ale kto przejmie władzę w mieście?

Najłatwiej jest kogoś odwołać. Znacznie trudniej powiedzieć, kto ma przyjść po nim. I w Krakowie właśnie wszyscy nagle milkną. Wywieźć prezydenta na taczkach? Brzmi dobrze, chwytliwie. Gorzej, gdy okazuje się, że poza tym hasłem nie ma absolutnie nic więcej. W tej historii największym problemem nie jest to, kto ma odejść – tylko to, że nikt nie potrafi powiedzieć, kto ma przyjść.

To nie jest wybór między dobrym a złym prezydentem. To jest wybór między znanym i uczącym się (choć bardzo powoli) na błędach a kompletną niewiadomą. I właśnie dlatego to referendum może bardziej namieszać, niż naprawić.

Tak, być może zagłosuję za odwołaniem Aleksandra Miszalskiego. Ale…

No właśnie. Pokażcie mi alternatywę. Bo na razie to wygląda jak klasyczny krakowski sabat: niby wszyscy wiedzą, czego nie chcą, ale gdy przychodzi do konkretów – zapada cisza.

Jacek Majchrowski i Aleksander Miszalski / fot. UMK

Środowisko referendalne to barwna mozaika. Są anty-Miszalscy „aktywiści”, są ludzie jeszcze z czasów Jacka Majchrowskiego i uznający je za złoty okres Krakowa, są osoby z PiS, są chłopcy z Konfederacji, jest Łukasz Gibała i jego środowisko.

Ba, w jednym szeregu z Konradem Berkowiczem potrafi stanąć nawet Aleksandra Owca z Razem. Trzeba przyznać: egzotyczna koalicja. 134 tysiące podpisów nie zebrało się samo. Mobilizacja była.

Teraz trwa kolejna mobilizacja, by referendum było ważne i by Miszalski wyjechał z urzędu na taczkach. A przy okazji załadował na nie kilku swoich „kolesi”.

Aleksandra Owca i Konrad Berkowicz / fot. wikimedia

Tylko jest jeden problem: kto ma rządzić po wszystkim?

Bo na razie nikt nie ma odwagi powiedzieć wprost:

Odwołujemy Miszalskiego i w jego miejsce wchodzi konkretny człowiek – lepszy, sprawniejszy, z wizją i bez układów.

Kogo wystawi PiS? To nie jest detal. Inaczej wygląda scenariusz z Łukaszem Kmitą, inaczej z Michałem Drewnickim, jeszcze inaczej z Małgorzatą Wassermann. A może ktoś z zaplecza Ryszarda Terleckiego / Barbary Nowak? Każda z tych opcji to zupełnie inna gra.

Kogo wystawią Gibałowie (wszak to już prawie dynastia)? Naturalnym kandydatem jest sam Łukasz Gibała, ale coraz częściej pojawiają się plotki o drugim synu alkoholowego oligarchy – Bartoszu Gibale (to ten z fundacji Zróbmy sobie Kraków). I to robi gigantyczną różnicę. Jeden to polityczny przegryw, żądny zemsty, zużyty już wieczny kandydat, który od lat próbuje i nigdy nie dowozi. Jego brat to z kolei człowiek z doświadczeniem biznesowym, sukcesami w tymże biznesie, lepszą komunikacją, lepszym wyglądem, mniej zużyty politycznie. A jeśli mówimy o „alternatywie”, to takie niuanse mają ogromne znaczenie.

Łukasz Gibała

Konfederacja? No tu to już w ogóle cyrk. Albo jakiś lokalny radykał, albo złodziej patelni z Ikei, albo ruska onuca, albo wszysko w jednym – wybierzcie sobie. Różnicy i tak nie ma, bo i tak skończy się na memach i krzykach o zdradzie.

A sam komitet referendalny? Czy ich kandydatem ma być Jan Hoffman? Czy to tylko rola techniczna, a w drugiej turze i tak będzie poparcie dla Gibały? Nikt nie mówi tego jasno. Hoffman jest widoczny, ale czy naprawdę aspiruje do prezydentury, czy tylko buduje pozycję negocjacyjną, by powtórzyć manewr Stanisława Mazura z poprzedniej kampanii i poprze Gibałę w zamian za stołek?

Jan Hoffman (z prawej) / fot. Kanał Krakowski

No i w końcu kto zastąp „kolesi”? Czy taki Gibała weźmie sobie na wiceprezydenta bandytę Mateusza Jaśkę? Czy może sięgnie po innych zasłużonych dla jego kampanii? Czy będzie spłacał dług stanowiskami czy tylko pieniędzmi? Czy jak prezydentem zostanie ktoś z PiS-u, to będziemy mieć zaciąg partyjnych działaczy czy jednak postawią na specjalistów? Bo Konfederacja to wiadomo, oni nie są w stanie odróżnić specjalistów od głąbów, a swoich działaczy aż tylu nie mają, więc tu może decydować przypadek.

I tu jest sedno problemu. Cała ta akcja referendalna wygląda jak dogrywka po przegranych wyborach 2024. Próba wywrócenia stołu, bo wynik nie pasuje.

Organizatorzy referendum / fot. Kanał Krakowski

Tylko że Kraków to nie planszówka.

To miasto z ogromnym budżetem, sporym zadłużeniem, gigantycznie rozwiniętą komunikacją, dynamicznie zmieniającymi się trendami na rynku pracy, zaczynającą się wymykać spod kontroli turystyką...

Tu nie wystarczy kibolski okrzyk: "Byle nie Miszalski".

Odwołać Miszalskiego? No spoko. Obudzony w środku nocy wymieniłbym kilka rzeczy, które mogą nakłonić mnie do pójścia do referendum:

  • zbyt wolne zmiany (jestem fanem szybkiego działania),
  • pytanie o wszystko mieszkańców (konsultacje społeczne to rak),
  • trudności z podejmowaniem stanowczych decyzji (trzeba realizować założone cele, nawet jeśli nie wszystkim się one podobają),
  • brak spektakularnych inwestycji (to „co za rogiem” to za mało),
  • zatrudnienie niektórych współpracowników (wiem, że niektórzy dobrze udają, że są merytoryczni i coś potrafią, ale powinien nastąpić już czas weryfikacji).

Czy to jakieś grzechy wielkiego kalibru? Pewnie nie, ale zawsze można lepiej.

Aleksander Miszalski / fot. Łukasz Michalik

To trochę jak na Tinderze. Widzicie fajną laskę, dajecie w prawo, spotykacie się z nią na żywo, okazuje się nawet spoko, a później... znowu przesuwacie kolejne setki profili w poszukiwaniu tej "jeszcze lepszej". Najlepszej. I możecie tak robić w nieskończoność.

Więc skoro całe życie można szukać ideału, to dlaczego nie dać szansy na rządzenie Krakowem komuś, kto zrobi to lepiej? Tylko… komu?

No bo co dalej? Załóżmy, że przyłożę rękę do odwołania obecnego prezydenta. Że wezmę udział w referendum. I co? Kto weźmie odpowiedzialność za miasto? Kto pokaże plan na transport, mieszkania, turystykę, finanse? Kto nie tylko wygra wybory, ale potem udźwignie zarządzanie miastem?

Na razie słyszę tylko: „byle nie Miszalski”. Dla mnie to za mało. Kraków nie potrzebuje kolejnej bezimiennej rewolucji. Potrzebuje konkretu. Twarzy. Decyzji.

Bracia Kamraci

Więc, drodzy inicjatorzy, mniej emocji, więcej odpowiedzi. Wskażcie kandydata. Nazwijcie go. Weźcie za niego odpowiedzialność.

Bo jeśli nie, to skończy się jak zwykle: dużo hałasu, trochę hejtu i żadnej zmiany. A wtedy zostanie albo Aleksander Miszalski do końca kadencji… albo ktoś, kto wygra tylko dlatego, że „nie był Miszalskim”. I to dopiero może być problem. 

ZOBACZ TAKŻE: Ten skazany bandyta jest twarzą krakowskiego referendum! Jego historia szokuje

No to jak: macie kandydata, czy tylko slogan?

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także