Są politycy, którzy rozwiązują problemy. Są też tacy, którzy je diagnozują. A potem jest trzeci poziom – Gibała – który przez pięć dni ignoruje gotowe odpowiedzi, żeby z powagą odkryć je jako własne pytania. Jeśli coś już zostało opublikowane, opisane i wyjaśnione, możesz być pewien: prędzej czy później pojawi się interpelacja z pytaniem dokładnie o to samo. Tylko z lekkim opóźnieniem i dużą dawką samozadowolenia.
Wyobraźcie sobie polityka, który żyje w rzeczywistości z pięciodniowym opóźnieniem. Coś jak transmisja na żywo, tylko że puszczana z kasety VHS znalezionej w szufladzie.
Miasto publikuje plan sprzątania ulic, media to podają, mieszkańcy widzą już pracowników MPO w akcji, a… on w tym czasie najwyraźniej przechodzi fazę „zbierania materiału dowodowego”, żeby po kilku dniach uroczyście odkryć internet. Czy to nie jest „rżnięcie głupa”?
A teraz konkret:
12 marca 2026 – MPO oraz urząd miasta na swoich oficjalnych stronach publikują harmonogram mycia ulic i chodników. Lista, szacunkowe daty (bo wiele zależy od pogody), wszystko podane jak na tacy. Te same informacje powielają krakowskie media: radio, telewizja, gazety i portale. Czyli plan jest publiczny. Każdy może sobie sprawdzić, gdzie i kiedy poleci woda z myjki.
Mija pięć dni.
17 marca 2026 – Gibała (w duecie z Elizą Dydyńską-Czesak) z dumą ogłasza w swoich social mediach: „ZŁOŻYLIŚMY INTERPELACJĘ DO PREZYDENTA! Pytamy o… plan sprzątania ulic i chodników po zimie!”.
Naprawdę trzeba mieć wyjątkowy talent, żeby przez pięć dni ignorować coś, co widzieli wszyscy, a potem zrobić z tego dramatyczny temat interwencyjny. Co on robił w tym czasie? Ćwiczył minę zatroskanego radnego do zdjęcia? Czekał, aż informacja wystygnie, żeby łatwiej ją odgrzać jako własne „działanie”?
To jest ten poziom absurdu, w którym strażacy kończą gasić pożar, zwijają węże, a ktoś wchodzi i pyta: „Przepraszam, a czy macie plan gaszenia i czy można go dostać na piśmie?”
Już wiemy, dlaczego Gibała od lat przoduje w rankingach radnych piszących najwięcej interpelacji. Bo jeśli każdą publiczną informację trzeba najpierw zignorować, a potem uroczyście „odkryć” jako pytanie do prezydenta, to licznik leci jak szalony. To nie jest aktywność. To jest hurtowe nabijanie statystyk metodą „kopiuj–wklej z opóźnieniem i dorzuć znak zapytania”.
WIĘCEJ NA TEN TEMAT PRZECZYTACIE TUTAJ: Gibała pobił kolejny rekord! Czy ktoś jeszcze sprawdza efekty?
To już nawet nie jest kabaret. To jest performance art pod tytułem: „Jak sprawiać wrażenie zapracowanego, nie robiąc absolutnie nic”.
Idąc tym tropem, czekamy na kolejne przełomowe interpelacje. Podrzucamy kilka tematów:
- „Czy potwierdza się, że po zachodzie słońca robi się ciemno? Proszę o szczegółowy harmonogram nocy na najbliższe 12 miesięcy.”
- „Czy zimą faktycznie występują niskie temperatury, czy to tylko narracja mediów? Proszę o audyt mrozów.”
- „Czy autobusy jeżdżą według rozkładów dostępnych na przystankach, czy to jedynie sugestia dla pasażerów?”
- „Czy deszcz pada z góry, czy rozważane są inne kierunki opadu w ramach innowacji miejskich?”
- „Czy wiosną pojawiają się liście na drzewach, czy to projekt pilotażowy wymagający konsultacji społecznych?”
Gdyby od liczby interpelacji zależała jakość pracy, mielibyśmy geniusza. Niestety, w praktyce wychodzi coś odwrotnego. Mamy mistrza w rżnięciu głupa.
![TYLKO U NAS. Hareńczyk odpala bombę i zdradza kulisy walki o Kraków [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_310.jpg?5fc4f4e80304adc29a90b16d5eb63c2e)




















