Przeczytasz w 4-8 minuty
Dominik Jaśkowiec / fot. archiwum prywatne

Szokująca prawda o Jaśce! Poseł Dominik Jaśkowiec wyznaje: „Nie mamy z nim biologicznego pokrewieństwa, ale poznałem jego dziadka – oficera politycznego PZPR”. Polityk uważa, że skazany za pobicia, próbę wręczenia milionowej łapówki i groźby wobec dziennikarza radny jest tylko marionetką w rękach niespełnionego milionera, który za wszelką cenę chce kupić Kraków.

W rozmowie z Łukaszem Mordarskim nie zabrakło trudnych pytań, m.in. o żonę posła, która jest wicedyrektorem miejskiej jednostki. – Twierdzenie, że swoje stanowisko zawdzięcza mnie czy prezydentowi, pokazuje, że w mniemaniu Gibały i jego środowiska kobieta jest jedynie podnóżkiem mężczyzny i sama nie potrafi nic w życiu osiągnąć – uważa poseł Jaśkowiec.

***

Kanał Krakowski: Czy Mateusz Jaśko to Pański kuzyn?

Dominika Jaśkowiec: Kuzyn mojego kuzyna.

Czyli rodzina czy nie?

Nie mamy biologicznego pokrewieństwa, tylko wspólnego wujka. Może kilka razy, przy okazji uroczystości rodzinnych się widzieliśmy, gdy był jeszcze w wózku. Lepiej znam jego starszych braci, bardzo porządni ludzie. Poznałem też, będąc jeszcze dzieckiem, jego już nieżyjącego dziadka, byłego oficera politycznego i sekretarza partyjnego w Ludowym Wojsku Polskim. Pamiętam, że był kiedyś duży zgrzyt: koniec lat 80., chyba rok 89, moja rodzina popierała Solidarność, a jego PZPR.

Dominik Jaśkowiec w Sejmie RP / fot. achwium prywatane

Jaśko był wielokrotnie prawomocnie skazywany przez sądy. Najpierw za pobicia, a ostatnio za próbę wręczenia milionowej łapówki oraz groźby wobec dziennikarza TVN-u. Mimo to nadal zasiada w radzie dzielnicy. Nie przeszkadza to Panu?

To powinno przeszkadzać każdemu.

I co w związku z tym?

Obecnie prawo pozwala na to, aby taka osoba jak Jaśko zasiadała w radzie dzielnicy. Zresztą to nie pierwszy taki przypadek, bo podobny mieliśmy już kiedyś w Nowej Hucie.

ZOBACZ TAKŻE: Po spotkaniach z Jaśką musiał mieć ochronę! "Ukrywałem się razem z rodziną" [WYWIAD]

Właśnie minęła szósta rocznica od tamtego momentu. W styczniu 2020 roku 30-letni wówczas radny ze Wzgórz Krzesławickich Sebastian A., został aresztowany w związku z podejrzeniem przestępstwa kradzieży rozbójniczej. Czy nie można było zareagować już wtedy?

Reakcja była, ale okazało się, że wprowadzenie takiego zakazu przez radę miasta Krakowa byłoby niezgodne z prawem. Rada miasta nie ma kompetencji do usuwania z rad dzielnic osób z wyrokami w sprawach karnych, które nie utraciły praw publicznych. By tak się stało, należałoby przyjąć takie przepisy w całej Polsce na poziomie ustawowym. Rzecz jasna taka zmiana dotyczyłaby nie tylko krakowskich rad dzielnic, ale na przykład sołtysów i rad sołeckich, a więc dziesiątek tysięcy osób. Według mnie należy to zrobić i podejmuję takie działania w Sejmie. Niemniej, szczególnie na terenach pozamiejskich, jest duże niezrozumienie dla tego problemu.

Chodzi o to, by sołtys, który po pijaku przejechał sąsiadowi kurę i został za to skazany, nadal mógł pełnić swoją funkcję?

W tym przypadku to jest ten sam „worek prawny”. Będzie to dotyczyło kogoś, kto faktycznie został skazany za pobicia, wymuszenia czy rozboje, jak i tego, kto kierując pojazdem pod wpływem alkoholu (powyżej 0,5 promila) spowodował nawet tak kuriozalny wypadek.

Dominik Jaśkowiec (przy mikrofonie) / fot. archiwum prywatane

Łukasz Wantuch zapowiedział złożenie obywatelskiego projektu uchwały do rady miasta, by jednak wykluczyć bandytów z krakowskich rad dzielnic. Czy według Pana, osoby z doktoratem o krakowskich dzielnicach, takie działanie jest z góry skazane na porażkę?

Nawet gdyby rada miasta Krakowa przyjęła taką uchwałę, to w trybie nadzoru prawnego zostanie ona uchylona przez wojewodę. Akty prawa miejscowego nie mogą ograniczać praw wyborczych, może o tym zadecydować jedynie sąd, pozbawiając skazanego praw publicznych, tak się jednak w przypadku Matusza Jaśki nie stało.

ZOBACZ TAKŻE: Skazany bandyta sparaliżował krakowskich radnych. "Czas na zmianę prawa" [WYWIAD]

Od dwóch lat jest Pan posłem. Dlaczego dopiero teraz zainteresował się Pan tym tematem?

Nieprawda, że dopiero teraz. Sprawa była przeze mnie podnoszona i jest procedowana. Natomiast, jak mówiłem, ta zmiana prawna wywoła skutki w całej Polsce, więc czy nam się to podoba, czy też nie musi to trochę potrwać.

Z jednej strony mamy kruczki prawne, przez które bandyta może zasiadać w radzie dzielnicy, a z drugiej lokalni politycy robią sobie z nim zdjęcia i wrzucają do internetu. Pan także to zrobił.

Kiedy została zrobiona ta fotografia, Mateusz Jaśko był powszechnie postrzegany jako ktoś, kto z poczuciem humoru piętnuje nieprawidłowości w mieście. Na spotkania zapraszali go chyba wszyscy miejscy politycy, na pewno poseł Rafał Komarewicz, radny Łukasz Gibała oraz wiceprzewodniczący rady miasta Krakowa Michał Drewnicki. Choć wtedy, gdy ja robiłem sobie z nim zdjęcie, nie miał prawomocnego wyroku związanego z tematem kryptowalut.

Ale miał już zatarte wyroki między innymi za pobicia.

No właśnie były one zatarte, więc nie było o nich powszechnej wiedzy. Ja sam o tym fakcie dowiedziałem się dopiero później, przy okazji jego ostatniego procesu. W 2021 roku miałem wrażenie, że być może jest on człowiekiem trochę oderwanym od rzeczywistości, ale jednak chce zrobić coś dobrego, może nie zawsze wiedząc jak. Oczywiście dziś wiemy, że nie była to prawda i że jest on prawomocnie skazanym przez sąd przestępcą. Taka osoba powinna być jak najdalej od polityki i samorządu.

ZOBACZ TAKŻE: Kiedyś chodził po ulicach Krakowa i bił ludzi. Dziś pajacuje w służbie referendum

Tymczasem jest jedną z twarzy krakowskiego referendum.

O to, dlaczego tak jest, warto by zapytać tych polityków, którzy nadal z nim współpracują pomimo ciążącego na nim wyroku skazującego. Warto to pytanie zadać Łukaszowi Gibale, Janowi Hoffmanowi czy Michałowi Drewnickiemu. Dlaczego panowie, pomimo powszechnej wiedzy o przestępstwach Jaśki, nadal z nim współdziałacie?

Dominik Jaśkowiec i Aleksander Miszalski / fot. archiwum prywtane

Gdybyśmy mieli zrobić ranking krakowskich szkodników, a do finału doszliby Jaśko i Gibała, to kto by wygrał?

Jest głowa i jest ręka. Jaśko jest tylko wykonawcą. Oczywiste jest więc, że najistotniejsza jest osoba, która to wszystko kreuje. Zresztą już nawet Jacek Majchrowski podkreślał, że tak naprawdę cały krakowski hejt napędzany jest niespełnioną ambicją Łukasza Gibały o byciu prezydentem. On nie jest w stanie wygrać wyborów, spełnić swoich marzeń. Czy też może raczej marzeń swojej rodziny?

Czyżby bronił Pan prezydenta Miszalskiego dlatego, że zarówno Pan, jak i Pańska żona jesteście beneficjentami jego rządów? Przypomnę, że Pan zajął miejsce w Sejmie po tym, jak poseł Miszalski został prezydentem, a Pańska żona jest zastępcą dyrektora miejskiej jednostki.

Jeżeli chodzi o mnie, uzyskałem z dziewiątego miejsca na liście wyborczej, szósty wynik, a więc byłem pierwszy „pod kreską”, bo Koalicja Obywatelska uzyskała w okręgu pięć mandatów. Bez względu więc na to, czy Aleksander Miszalski zostałby prezydentem, czy też nie, i tak zostałbym posłem, bo dwa miejsca w Sejmie zwolniły się po wyborach do Parlamentu Europejskiego. Nie zostałem więc posłem dzięki prezydentowi Miszalskiemu, ale dzięki wyborcom, którzy na mnie głosowali, odszukali moje nazwisko na dziewiątym miejscu listy i postawili przy nim znak „X”.

Dominik Jaśkowiec (wówczas przewodniczący rady miasta Krakowa), Olga Tokarczuk Jacek Majchrowski / fot. UMK

Jeśli chodzi o moją żonę, znów muszę się odnieść do Gibały i jego otoczenia, które uważa się za bardzo otwarte, nowoczesne i postępowe. Wspólnie ze swoją partnerką Łukasz Gibała zarządza de facto krakowskim ugrupowaniem politycznym, jakim jest stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców. Proszę to sprawdzić w KRS. Nie jest to nepotyzm?

Moja żona pracuje w urzędzie od ponad 20 lat, a od sześciu lat pełni funkcje kierownicze. Twierdzenie, że swoje stanowisko zawdzięcza mnie czy prezydentowi, pokazuje, że w ich mniemaniu kobieta jest jedynie podnóżkiem mężczyzny i sama nie potrafi nic w życiu osiągnąć. Moja żona sama kreuje swoją karierę zawodową. Co więcej, na stanowisko wicedyrektora powołał ją nie prezydent, a poprzedni dyrektor jednostki, doceniając jej kompetencje zarządcze

Autorzy paszkwili manipulują również wykształceniem mojej żony. Owszem podjęła pracę w szkole w wieku 21 lat, będąc studentką, tylko co jest złego w pracy na studiach? Co złego jest w pracy nauczyciela? Czy ktoś, kto za młodu pracował np. w restauracji, nie może potem zostać dyrektorem lub managerem? 

ZOBACZ TAKŻE: Kraków zalewają referendalne śmieci! Gibała szuka frajerów do jeszcze większego zaśmiecania

Czy Łukasz Gibała, jako dziecko milionera, nie zdaje sobie sprawy, że aby zdobyć wykształcenie, zbudować pozycję zawodową „zwykli śmiertelnicy” muszą się wspinać po drabinie kariery, dążyć do samorozwoju, inwestować w siebie?

Znamienny jest również fakt, że moja żona pełni funkcję wicedyrektora od ponad roku, a temat „wypłynął” i był szeroko komentowany dopiero po tym, jak zapytałem ministra sprawiedliwości o postępowania prokuratorskie dotyczące referendum organizowanego przez Gibałę w 2016 roku. Dopiero wtedy, po wielu miesiącach,  Łukasz Gibała zaczął publicznie się tym faktem oburzać, wcześniej milczał. Naprawdę trudno jest to interpretować inaczej niż jako formę odwetu i zemsty za zadawanie niewygodnych pytań.

Dominik Jaśkowiec i Sławomir Peszko / fot. archiwum prywatne

Pójdzie Pan na referendum 24 maja, by bronić Miszalskiego?

Nie, nie pójdę.

To niedemokratyczne.

Każdy mieszkaniec ma prawo dokonać własnego wyboru. Niepójście na referendum też jest formą decyzji i formą wyrażenia swojego stanowiska. To głos oddany „nogami”.

Dlaczego Pan nie pójdzie?

Nie chcę, by naszym miastem zarządzały osoby, co do których mam pewność, że będą robić to źle. Cała ta koncepcja referendalna jest ukierunkowana na negatywny przekaz. Oni krzyczą, by odwołać prezydenta, ale nie proponują niczego w zamian. Nie kolportują żadnych pozytywnych treści, nie rozmawiają o rozwiązaniu faktycznych problemów krakowian, nie przedstawiają żadnych realnych pomysłów i postulatów. Nie chcą rozmowy o zarządzaniu miastem, nie mają wizji rozwoju Krakowa. Chcą tylko odwołać Aleksandra Miszalskiego, bo liczą na to, że dojdzie do zmian personalnych, o nic więcej im nie chodzi tylko o stołki.

ZOBACZ TAKŻE: Referendum w Krakowie: kiedy się odbędzie, dlaczego, warunki, procedura, kontrowersje, koszty

Dlatego ktokolwiek dobrze życzy Krakowowi, powinien zostać w dniu referendum w domu, bo wzmacnianie frekwencji to głos za sfrustrowanym Gibałą i jego ekipą, która chce kupić sobie Kraków, oraz głos za skrajną prawicą odklejoną od rzeczywistego świata i rzeczywistych problemów mieszkańców naszego miasta.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także