Przeczytasz w 2-3 minuty
Rafał Komarewicz

Rafał Komarewicz nie ma dziś dobrego dnia. Niektórzy sobie urządzają podśmiechujki. Że „bez jaj”, że "bez kręgosłupa" że „zatrzasnął się w toalecie”. Że „chłoptaś w krótkich spodenkach”. Łatwo mu przywalić, bo rzeczywiście kluczy, bełkocze i nigdy nie mówi wprost, po której jest stronie. Tylko że to nie jest dowód na brak charakteru. To jest dowód na to, że facet wie dokładnie, co robi.

Oburzył mnie tekst Łukasza Mordarskiego o tym, że Komarewicz nie ma odwagi mówić tego, co myśli, pod prowokującym tytułem: Zatrzasnął się w toalecie i nadal tam siedzi. Trudny przypadek posła z Krakowa.

Tymczasem uważam, że Komarewicz nie jest tchórzem! On jest po prostu przebiegłym graczem.

Dentysta z wykształcenia, który porzucił fachu, żeby wskoczyć w politykę i szybko zrozumiał jedną prostą zasadę: w dzisiejszej grze nie wygrywa ten, kto ma jaja i mówi prawdę. Wygrywa ten, kto potrafi się ustawić tak, żeby zawsze wyjść na swoje – bez względu na to, kto akurat rządzi, kto kogo zdradza i w którą stronę wieje wiatr.

Dlatego kluczy. Dlatego nigdy nie powie wprost „chcę odwołać Miszalskiego”, choć pewnie bardzo by chciał sam usiąść w fotelu prezydenta albo przynajmniej pomóc w tym Gibale. Bo po co mu otwarta wojna? Po co mu wrogowie? Lepiej mówić „referendum to święto demokracji”, uśmiechać się do wszystkich i czekać, aż sytuacja się wyklaruje. Wtedy wskoczy na ten wóz, który będzie jechał najszybciej.

To nie brak kręgosłupa. To cyniczna, wyrachowana strategia.

ZOBACZ TAKŻE: Skandal z podpisami pod referendum. Kulisy zbiórki budzą poważne wątpliwości

Zdradził Majchrowskiego? Zdradził Hołownię? No i co z tego? Dla niego to nie zdrada, tylko zwykły biznes. Partie i liderzy są dla niego tylko tymczasowymi platformami startowymi. Wsiada, jedzie kawałek, a jak czuje, że pojazd zaczyna się psuć – przesiada się na następny. I zawsze wychodzi na plus.

Jego bełkot w Radiu Kraków nie był wyrazem słabości. To był klasyczny ruch człowieka, który nie chce stracić żadnej opcji. Nie chce spalić mostów ani z obozem Miszalskiego, ani z tymi, którzy chcą go obalić. Chce mieć otwartą furtkę do każdej możliwej koalicji, każdego układu i każdego budżetu, który będzie mu się „spinał”.

Bo o to w tym wszystkim chodzi. O budżet. O mandat, o dietę, o przywileje, o emeryturę poselską i o to, żeby dalej dobrze żyć, nie wracając do borowania zębów.

Komarewicz nie jest ofiarą własnego braku jaj. On jest po prostu wyjątkowo skutecznym cynikiem w czasach, kiedy szczerość polityczna jest karana, a nijakość nagradzana. Wielu go nienawidzi, ale mało kto potrafi tak długo utrzymywać się na powierzchni, nie mówiąc niczego konkretnego.

Więc zamiast wyzywać go od tchórzy, warto nazwać rzeczy po imieniu: Rafał Komarewicz to nie jest polityk bez charakteru. To jest polityk bez zasad. I właśnie dzięki temu tak dobrze sobie radzi.

W polityce nie zawsze wygrywa ten z największymi jajami. Coraz częściej wygrywa ten, który najsprytniej udaje, że ich nie ma.

A Komarewicz udaje to już od wielu lat. I jakoś ciągle mu się to opłaca.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także