Przeczytasz w 2-3 minuty
fot. Pixabay

Wiemy już, w jaki sposób organizatorzy referendum będą walczyć, byście i wy wzięli udział w tej politycznej hucpie! Użyją do tego starej jak świat techniki manipulacji: wywoływania poczucia winy i społecznego nacisku – czyli klasycznego chwytu „nie iść to brak szacunku dla demokracji”. 

To metoda prosta, ale skuteczna: pokazuje, że jeśli nie wykonasz oczekiwanego kroku, zostaniesz oceniony jako ktoś nieodpowiedzialny, nieobywatelski, a nawet „wrogi” sprawie. W skrócie: wzbudzają strach przed byciem postrzeganym jako złodziej demokracji, by zmusić ludzi do frekwencji.

Na profilu organizatorów krakowskiego referendum pojawił się wpis, który powinien trafić do muzeum politycznej hipokryzji pod szkłem z napisem „klasyka gatunku”. Jeden z użytkowników napisał wprost:

Nie idę, bo nie chcę, żeby referendum było ważne.

Logiczne? Jak najbardziej. Frekwencja to jedyny sędzia w tej grze:

  • Przekroczy próg – odwołają prezydenta i radę.
  • Nie przekroczy – wszystko zostaje po staremu.

Proste jak konstrukcja cepa.

źródło: FB

I tu zaczyna się cyrk.

Organizatorzy referendum nagle odkryli w sobie głęboką miłość do demokracji bezpośredniej. Nagle, bo wybory to istota tejże demokracji, ale jakoś wyników tychże chyba nikt na serio nie tratuje, skoro trwa właśnie próba organizacji "dogrywki". Czyli referendum właśnie.

„Nie iść to brak szacunku! To chowanie głowy w piasek! To lekceważenie obywatelskiego obowiązku!” – grzmi oficjalny profil organizatorów. Tłumaczenie z krakowskiego na polski: „Błagamy was, przeciwnicy odwołania prezydenta i rady, przyjdźcie i zagłosujcie. Jakkolwiek. Bo jak nie przyjdziecie, to cała nasza akcja i wszystkie wydane pieniądze przez Gibałę szlag trafi”.

Stara jak świat technika. Tak stara, że nawet jej autorzy już się nie wstydzą.

Tymczasem reguła jest banalna:

  • Jesteś za odwołaniem Miszalskiego? Idziesz i zaznaczasz „tak”.
  • Jesteś przeciw? Zostajesz w domu, robisz sobie kawę i oglądasz, jak cała ta polityczna hucpa kończy się fiaskiem.

Dobrze ujęła to radna Alicja Szczepańska:

 Czasami działanie polega na zaniechaniu.

Tak, zostanie w domu to też wzięcie udziału w demokracji!

To nie jest żadna spiskowa teoria. To matematyka. Referendum jest ważne tylko wtedy, gdy wystarczająco dużo ludzi ruszy tyłek. A organizatorzy najbardziej boją się właśnie tych, którzy są przeciw temu cyrkowi. Bo oni najchętniej zostaliby w domu.

Dlatego teraz lecą teksty o „szacunku dla demokracji”. Dlatego nagle przeciwnicy referendum stają się „wrogami ludu”, którzy „nie szanują swojej opinii”. Bo jak ich nie zawstydzimy, to mogą zostać w kapciach. A wtedy – dramat! – referendum będzie nieważne i cała piękna narracja o „czerwonej kartce” pójdzie w piach.

ReferendumKrk / fot. Kanał Krakowski

Panowie z ReferendumKrk, szanuję waszą kreatywność, naprawdę. Tylko następnym razem nie udawajcie, że walczycie o demokrację. Walczycie o frekwencję. A to nie to samo.

I wiecie co jest najśmieszniejsze? Że ta manipulacja jest tak przezroczysta, że aż żenująca. Ludzie nie są głupi. Widzą, kiedy ktoś im wmawia, że „nie iść to brak szacunku”, a tak naprawdę liczy na to, że przeciwnik przyjdzie i pomoże im… przegrać.

Tymczasem pozostanie w domu to – jak napisał jeden z użytkowników – „wyraz obywatelskiej postawy i szacunek dla wyniku wyborów”.

ZOBACZ TAKŻE: Referendum to ściema?! Oto konkretne osoby, które stoją za całą akcją

I na koniec mała refleksja: w polityce często bardziej liczy się teatr niż treść, a frekwencja – nie poglądy – staje się narzędziem w rękach tych, którzy najlepiej operują emocjami. Dlatego warto pamiętać, że świadomy obywatel nie ulega presji, tylko decyduje samodzielnie, gdzie i kiedy wykazać swoją postawę. Czasami właśnie milczenie jest najgłośniejszym głosem.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także