Im dłużej trwa dyskusja wokół referendum i przebiegu S7, tym wyraźniej widać, że nie chodzi już wyłącznie o samą drogę. Coraz większe emocje budzi pytanie: kto właściwie próbuje wpływać na decyzje mieszkańców Krakowa i w czyim interesie?
Szczególnie ciekawie wygląda tu rola… Bartłomieja Krzycha. Nie znacie, więc o nim za chwilę. Gość publicznie mówi „tak” dla S7, ale pod jednym warunkiem: droga ma przebiegać przez Kraków, byle nie przez Wieliczkę. Klasyczne „nie u mnie”. Inwestycja jest potrzebna, dopóki jej skutki ponoszą inni.
I właśnie ta postawa rzuca nowe światło na całe referendum.
Urodzony w Lubaczowie na Podkarpaciu Krzych nie jest zwykłym komentatorem z boku. To aktywny gracz, bardzo mocno zaangażowany w referendum w Wieliczce, gdzie lokalni mieszkańcy bronią się przed przebiegiem S7 przez ich teren. Jednocześnie wspiera mechanizmy odwoławcze w Krakowie.
Pojawia się więc naturalne pytanie: dlaczego mieszkaniec Wieliczki tak aktywnie angażuje się w polityczny spór dotyczący Krakowa? Oczywiście każdy ma prawo zabierać głos w sprawach aglomeracji. Problem zaczyna się wtedy, gdy pod hasłem „dobra wspólnego” próbuje się przerzucić cały koszt (i nie chodzi tu o finanse) inwestycji na sąsiada.
Bo dziś coraz bardziej wygląda to tak: u siebie protestujemy przeciwko S7, ale w Krakowie już chętnie opowiadamy o „konieczności rozwoju infrastruktury”.
To nie jest żadna spójna wizja dla metropolii. To zwykłe wtykanie nosa w talerz sąsiada.
Ludzie spoza Krakowa, którzy tak chętnie angażują się w krakowskie referendum odwoławcze, de facto grają przeciwko interesom mieszkańców stolicy Małopolski. Bo łatwo mobilizować emocje przeciwko Krakowowi, kiedy samemu mieszka się kilka kilometrów dalej. Łatwo podgrzewać atmosferę, żyć polityczną awanturą i opowiadać o „ratowaniu demokracji”, gdy rachunek za decyzje mają zapłacić inni.
Cała ta historia doskonale pokazuje problem współczesnej samorządności w aglomeracji: każdy pilnuje własnego podwórka, a problemy próbuje wypchnąć dalej. Nie ma odwagi, by usiąść przy jednym stole i uczciwie rozmawiać o rozwiązaniu dla całego Krakowa i okolic. Zamiast tego mamy referenda, protesty, konferencje prasowe i medialne narracje pod hasłem „bronimy mieszkańców”.
Tylko że bronienie własnych mieszkańców kosztem sąsiadów nie jest żadną odwagą. To wygodnictwo ubrane w piórka obywatelskości.
S7 i tak będzie musiała powstać - to inwestycja o znaczeniu krajowym. Pytanie brzmi wyłącznie: kto zapłaci najwyższą cenę? Kraków czy gminy ościenne? I czy krakowianie pozwolą, by ich miasto stało się infrastrukturalnym buforem dla tych, którzy najgłośniej krzyczą: „tak dla inwestycji… ale nie u nas”.
Bartłomiej Krzych i podobni mu działacze doskonale rozumieją mechanikę tego sporu. Dlatego grają na dwa fronty: u siebie blokują lub łagodzą przebieg inwestycji, a w Krakowie wspierają polityczny chaos i mechanizmy odwoławcze. Bo jeśli Kraków zapłaci rachunek - Wieliczka tylko zyska.
I może właśnie czas nazwać to po imieniu: to nie jest walka o mieszkańców. To walka o to, żeby to inni mieszkańcy ponieśli koszty.
A gdzie w tym wszystkim jest konkret?
ZOBACZ TAKŻE: Pusta urna – najgorszy koszmar Gibały, Berkowicza i Brauna
Do dziś zresztą nie wiemy nawet, jakie stanowisko wobec przebiegu S7 przez Kraków mają sami inicjatorzy referendum w Krakowie. Wiemy, jakie zdanie ma Aleksander Miszalski - protestował przeciwko wariantom uderzającym w miasto. A inicjatorzy? Cisza.
Nie słyszymy wizji rozwoju Krakowa. Nie słyszymy propozycji rozwiązań komunikacyjnych. Nie słyszymy odpowiedzi na pytanie, jak ma wyglądać przyszłość miasta w perspektywie 10 czy 20 lat.
Słyszymy wyłącznie polityczny sprzeciw wobec Miszalskiego.
I właśnie dlatego coraz trudniej traktować to referendum jako merytoryczną debatę o Krakowie. Bo jeśli ktoś chce odwoływać władze miasta, a jednocześnie unika odpowiedzi na podstawowe pytanie: „czy S7 ma przebiegać przez Kraków?” to znaczy, że nie chodzi o żadne rozwiązanie problemu.
Chodzi wyłącznie o politykę.




![24 maja polecą wszyscy? Radny PiS chce odwołania także... samego siebie [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_386.png?331720801c4f2cda0bbfbd217a9647aa)









![Majchrowski: „Gibała chce wejść do gabinetu prezydenta tylnymi drzwiami” [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_369.jpg?331720801c4f2cda0bbfbd217a9647aa)

![Paderewska przerywa milczenie: nocne spotkanie, ostre słowa i plan na odwołanie prezydenta [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_367.jpg?331720801c4f2cda0bbfbd217a9647aa)

![„Wylali na mnie szambo”. Radna nie wytrzymała i zawiadomiła organy ścigania [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_363.jpg?331720801c4f2cda0bbfbd217a9647aa)
![Majchrowski: „Gibała chce wejść do gabinetu prezydenta tylnymi drzwiami” [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_131_369.jpg?55c769c5d19edc1f0d830a8d53a00cbb)

