• Pozycja: Box 3
Przeczytasz w 2-3 minuty
Pusta urna – najgorszy koszmar Gibały, Berkowicza i Brauna

Słyszycie to już wszędzie: „Idź do urny! Zagłosuj przeciwko! Nie bądź obojętny!” Brzmi szlachetnie, prawda? Jak apel do obywatelskiej odpowiedzialności. Tylko że to największe kłamstwo tej całej krakowskiej awantury i klasyczna pułapka zastawiona przez Gibałę, Berkowicza i Brauna.

Oni nie potrzebują Twojego „tak” ani „nie”. Oni potrzebują Ciebie w lokalu wyborczym. Potrzebują frekwencji. Bo bez niej ich referendalna bomba nie wybuchnie – po prostu nie zostanie zdetonowana. Prawo jest w tym względzie bezlitosne: nie ma wymaganej frekwencji – nie ma odwołania. Koniec, kropka.

Dlatego tak desperacko walą w bębny: idźcie, idźcie, idźcie. Nawet jeśli zagłosujesz przeciwko odwołaniu prezydenta – i tak ich ratujesz. Twój podpis w spisie, Twój dowód w komisji, Twój udział w tej szopce – to dla nich sukces. Każdy oddany głos, niezależnie od treści, to kropla, która może podnieść frekwencję na tyle, by cała ich akcja nabrała sensu.

ZOBACZ TAKŻE: PiS robi z Krakowa poligon dla swoich kolesi i chce oddać miasto Gibale!

To nie jest walka o dobro Krakowa. To jest walka o ich polityczny byt, o nagłówki, o pozycję i o pieniądze. Klasyczna polityczna piramida, w której Ty masz być cegiełką w fundamentach ich ambicji.

Urna

Nie dajmy się nabrać na ten cyniczny trik.

Najskuteczniejszą odpowiedzią na tę awanturę nie jest wielki kontrmanifest, wielka kolejka do urn ani wielka awantura w mediach. Najskuteczniejszą odpowiedzią jest kanapa. Sofa. Dom. Grill. Cokolwiek, tylko nie lokal wyborczy w tę niedzielę.

Pusta urna to dla nich najgorszy możliwy scenariusz. To nie przegrana – to brak meczu. To polityczna śmierć przez uduszenie ciszą i obojętnością. To komunikat: Kraków nie chce tej cyrkowej wersji demokracji, w której trzech panów w garniturach próbuje rozstrzygać o losie miasta w trybie awaryjnym, bo im się nie podoba wynik poprzednich wyborów.

Zostajemy w domu.

Nie z lenistwa. Nie z apatii. Z czystej politycznej kalkulacji i szacunku dla zdrowego rozsądku. Bo czasem najmocniejszym głosem obywatela jest ten, którego po prostu nie ma w spisie frekwencji.

Bo czasem najmocniejszym głosem obywatela jest ten, którego po prostu nie ma w spisie frekwencji.

Warto pamiętać, że taki sygnał wyborcy już w tym roku wybrzmiał w kilku małopolskich gminach, gdzie referenda zakończyły się fiaskiem właśnie z powodu zbyt niskiej frekwencji. Mieszkańcy nie musieli organizować wielkich protestów ani toczyć medialnych wojen - wystarczyło, że nie dali się wciągnąć w polityczną mobilizację. Puste lokale wyborcze stały się wtedy czytelnym komunikatem: nie każda polityczna awantura zasługuje na mandat społecznego zainteresowania, a brak udziału również może być świadomą decyzją obywatelską.

Do zobaczenia po drugiej stronie tej referenda

ZOBACZ TAKŻE: Miał rozliczać innych, sam usłyszał wyrok! Członek grupy referendalnej skazany

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także