Przeczytasz w 1-2 minuty
Jest wyrok sądy w sprawie szefa krakowskiej KO. Musi przeprosić i zapłacić

Będzie apelacja od orzeczenia sądu - zapowiada Szczęsny Filipiak. Dziś (środa) sąd pierwszej instancji orzekł, że szef krakowskiej Koalicji Obywatelskiej musi przeprosić Wojciecha Jakubowskiego, opublikować sprostowanie i wpłacić 3 tysiące złotych na cele charytatywne. Chodzi o materiał dotyczący referendum ws. odwołania władz miasta, który wcześniej pojawił się w mediach społecznościowych.

Kluczowy spór dotyczył tego, jak rozumieć pojęcie „inicjatora referendum”. Materiał publikowany przez polityków KO odnosił się do Mateusza Jaśki – osoby od miesięcy aktywnie promującej referendum w mediach społecznościowych i przestrzeni publicznej. Problem polegał na tym, że formalnie nie znajduje się on w 21-osobowym komitecie referendalnym.

Obrona Filipiaka przekonywała jednak, że dla przeciętnego mieszkańca „inicjatorem” jest po prostu ktoś, kto faktycznie organizuje i napędza całą akcję. I trudno odmówić tej argumentacji logiki – Mateusz Jaśko od dawna publicznie utożsamiany jest z kampanią referendalną i sam intensywnie ją promował jeszcze przed formalnym zgłoszeniem inicjatywy.

Sam Szczęsny Filipiak podkreślał przed sądem, że celem publikacji nie było uderzenie w członków komitetu referendalnego, lecz pokazanie przeszłości osoby realnie zaangażowanej w akcję referendalną. Chodziło o przypomnienie prawomocnego wyroku dotyczącego próby wręczenia łapówki dziennikarzowi w sprawie związanej z rynkiem kryptowalut.

Nie chodziło nam o naruszenie dóbr osób, które złożyły wniosek o referendum 

– mówił Filipiak. Przyznał jednocześnie, że użycie określenia „inicjatorzy” mogło być „niezbyt zręczne”.

Sąd ostatecznie uznał, że doszło do rozpowszechniania nieprawdziwych informacji dotyczących inicjatorów referendum. Zakazał dalszej publikacji materiału, nakazał przeprosiny oraz wpłatę 3 tys. zł na Fundację Centrum Praw Kobiet.

Cała sprawa pokazuje jednak również szerszy problem kampanii referendalnej w Krakowie: zacieranie granicy między formalnymi członkami komitetu a osobami, które faktycznie prowadzą polityczną i medialną ofensywę wokół referendum. I właśnie na tę różnicę próbowała zwracać uwagę strona Szczęsnego Filipiaka.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także