• Pozycja: Box 2
Przeczytasz w 2-3 minuty
Gibała w tarapatach. Krakowianie szykują pozwy po tajemniczych telefonach

Dane mieszkańców Krakowa przekazane Gibale miały służyć rozwiązywaniu ich problemów. Dziś są wykorzystywane do politycznych telefonów zachęcających do udziału w finansowanym przez Gibale referendum. O sprawie zawiadomiony został Urząd Ochrony Danych Osobowych, a część mieszkańców kieruje sprawy do sądu.

– Byłam przekonana, że przekazuję swoje dane po to, żeby uzyskać pomoc w konkretnej sprawie, a nie po to, żeby po latach ktoś dzwonił do mnie z polityczną agitacją. Czuję się oszukana i mam poczucie, że moje zaufanie zostało zwyczajnie wykorzystane – mówi nam jedna z mieszkanek.

Jak ustaliła „Gazeta Wyborcza”, kilku krakowian, którzy wiele lat temu prosili Łukasza Gibałę o pomoc w załatwieniu różnych spraw, otrzymuje obecnie telefony od ludzi związanych z jego stowarzyszeniem. Dzwoniący mają namawiać ich do wzięcia udziału w wydarzeniu politycznym finansowanym przez Gibałę.

Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik

Zdaniem mieszkańców dochodzi do wykorzystywania danych osobowych, które zostały powierzone w przeszłości w zupełnie innym celu – do pomocy w indywidualnych sprawach, a nie do bieżącej agitacji politycznej.

Zapytaliśmy o tę sprawę samo stowarzyszenie. Gibała, jak to ma w zwyczaju, nabrał wody w usta i nie udzielił nam żadnej odpowiedzi na zadane pytania.

W związku z tym zwróciliśmy się o komentarz do Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Tu stanowisko jest jednoznaczne. Kamil Witkowski z UODO wylicza całą listę zasad określonych w art. 5 RODO, których przestrzegać musi administrator danych. W kontekście wątpliwości związanych z Gibałą wskazuje szczególnie na jedną:

Administrator musi przestrzegać zasad określonych w art. 5 RODO, a więc między innymi zasady ograniczenia celu, która nakazuje, by dane były zbierane w konkretnych, wyraźnych i prawnie uzasadnionych celach i nieprzetwarzane dalej w sposób niezgodny z tymi celami.

Jak dodaje Witkowski, każda osoba, która uważa, że administrator niewłaściwie postępuje z jej danymi, w tym nie przestrzega jej praw, ma prawo domagać się od administratora wyjaśnień na temat tego, jakie dane na jej temat przetwarza i w jakich celach.

Może też domagać się od administratora zaprzestania przetwarzania danych do celów, w jakich te dane nie były udostępnione. A w przypadku nierespektowania takiego żądania może złożyć skargę do Prezesa UODO.

UODO

Witkowski wyjaśnia, że „niezależnie od powyżej wskazanej możliwości osoba taka ma też prawo do skierowania sprawy na drogę sądową”.

Z naszych informacji wynika, że co najmniej kilka osób zdecydowało się lub zamierza wystąpić na drogę sądową przeciwko stowarzyszeniu Gibały w zakresie naruszenia danych osobowych. Dotarliśmy do jednej z takich osób:

Byłam przekonana, że przekazuję swoje dane po to, żeby uzyskać pomoc w konkretnej sprawie, a nie po to, żeby po latach ktoś dzwonił do mnie z polityczną agitacją. Czuję się oszukana i mam poczucie, że moje zaufanie zostało zwyczajnie wykorzystane. Nigdy nie wyrażałam zgody na wykorzystywanie moich danych do organizowania politycznych akcji czy namawiania mnie do udziału w referendum. To przekracza wszelkie granice i dlatego postanowiłam podjąć kroki prawne.

Sprawa może mieć poważne konsekwencje nie tylko wizerunkowe, ale również prawne. Jeśli zarzuty mieszkańców się potwierdzą, stowarzyszenie Gibały będzie musiało odpowiedzieć na pytania dotyczące sposobu pozyskiwania, przechowywania i wykorzystywania danych osobowych osób, które przed laty zgłaszały się po pomoc w prywatnych sprawach.

ZOBACZ TAKŻE: Gibała sam się zgruzował. Ile jeszcze można sprzedawać tę samą bajkę o „betonozie”?

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także