• Pozycja: Box 3
Przeczytasz w 1-2 minuty
Ile kosztuje kampania referendalna, za którą płaci Gibała? „Wydano kilka milionów”

Kilka, kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt milionów złotych – takie kwoty pojawiają się dziś w kontekście kampanii referendalnej prowadzonej w Krakowie. Od miesięcy przestrzeń publiczna zalewana jest reklamami, billboardami, spotami, gazetami i materiałami promującymi inicjatywę odwołania władz miasta. Coraz częściej pojawiają się jednak pytania: kto naprawdę finansuje tę kampanię, skąd pochodzą pieniądze i ile dokładnie już wydano?

Wątpliwości dodatkowo podgrzała wypowiedź jednego z inicjatorów referendum, Jana Hoffmana, który publicznie przyznał, że kampanię wspiera środowisko Łukasza Gibały.

Zgłosiło się do nas stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców, a myśmy to wsparcie przyjęli.

Dwa dni później temat finansowania referendum pojawił się na antenie Radia Kraków. Poseł Jerzy Meysztowicz mówił wprost o ogromnych wydatkach związanych z akcją referendalną.

Nie wiemy, kto stoi za referendum w Krakowie. Finansuje to stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców. Wydano kilka milionów złotych.

Stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców ma pięciu radnych i wydaje kilka milionów, żeby odwołać tych radnych. Taniej by było, jakby złożyli mandaty. To wielkie oszustwo.

Referendalne słupy

Sprawa wywołała polityczną burzę również w Sejmie. Poseł Dominik Jaśkowiec publicznie zaapelował do Łukasza Gibały o ujawnienie szczegółów finansowania całej kampanii.

Proszę stanąć w prawdzie i powiedzieć, ile pieniędzy wydał pan na kampanię referendalną, skąd te pieniądze pochodziły i na co zostały wydane.

Chyba że Jan Hoffman powiedział nieprawdę i pana organizacja nie jest zaangażowana w tę inicjatywę. Wtedy proszę poinformować o tym opinię publiczną, a Janowi Hoffmanowi wytoczyć proces.

Dziś mieszkańcy Krakowa mają prawo oczekiwać pełnej transparentności. Jeśli na kampanię referendum wydawane są miliony złotych, opinia publiczna powinna dokładnie wiedzieć, kto finansuje tę polityczną operację i jakie interesy za nią stoją.

ZOBACZ TAKŻE: Gibała w tarapatach. Krakowianie szykują pozwy po tajemniczych telefonach

Tymczasem Łukasz Gibała, jak to ma w zwyczaju, nabrał wody w usta. Mieszkańcy Krakowa wciąż nie usłyszeli jasnej odpowiedzi: kto płaci za tę gigantyczną kampanię i dlaczego wokół całej sprawy panuje tak duża nerwowość. Im dłużej trwa to milczenie, tym bardziej wygląda ono nie na przypadek, lecz na świadomą próbę unikania odpowiedzialności.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także