Od początku maja w przestrzeni miejskiej Krakowa, na przystankach, słupach i innych nośnikach reklamy, mają zacząć masowo pojawiać się materiały zachęcające do udziału w referendum. Dotarliśmy do informacji, kto płaci za tę kampanię.
Sama obecność kampanii nie jest niczym nadzwyczajnym. Agitacja wyborcza rządzi się swoimi prawami. Problem zaczyna się wtedy, gdy przekaz przybiera formę, która bardziej przypomina dobrze zaplanowaną operację marketingową niż spontaniczny zryw obywatelski.
Według ustaleń Kanału Krakowskiego, za finansowaniem tej kampanii stoi.... Łukasz Gibała wraz ze swoją formacją „Kraków dla Mieszkańców”. Czyli konkretne środowisko polityczne, choć całość komunikacji nadal utrzymuje narrację „oddolnej inicjatywy mieszkańców”.
I tu pojawia się zasadnicze pytanie: dlaczego zamiast otwarcie firmować kampanię nazwiskiem i strukturą polityczną, buduje się wrażenie społecznego ruchu bez lidera?
ZOBACZ TAKŻE: Krakowa nie stać już na to, by Gibała nie był prezydentem! Oto najlepszy kandydat
Krakowska polityka od dawna przypomina twardą grę o wpływy. A referendum, zamiast czystej formy demokracji bezpośredniej, coraz częściej wygląda jak kolejny rozdział tej samej rywalizacji, w której stawką jest po prostu władza w mieście człowieka, który już trzy razy przegrał wybory.
ZOBACZ TAKŻE: Jaśko, gdzie są pieniądze Polaków? Krakowski radny nabrał wody w usta
![„Wylali na mnie szambo”. Radna nie wytrzymała i zawiadomiła organy ścigania [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_363.jpg?cef007e71f746fc18881b8af22918b85)




















