• Pozycja: Box 2
Przeczytasz w 1-2 minuty
Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik

Są granice politycznej walki. I są też momenty, kiedy ktoś te granice przekracza z pełną świadomością, bo władza zaczyna smakować bardziej niż przyzwoitość.

Na światło dzienne wychodzi sprawa, która powinna zapalić w Krakowie wszystkie czerwone lampki.

Gazeta Wyborcza opisała historię mieszkańca, który kilka lat temu zwrócił się o pomoc w drobnej sprawie do Łukasza Gibały, a dziś - zupełnie niespodziewanie - odbiera telefon w sprawie politycznego referendum. Telefon od ludzi związanych z Gibałą. Przypadek? Trudno w to uwierzyć.

Cały tekst jest tutaj: Pięć lat temu prosił o pomoc w sprawie krawężnika. Teraz zadzwonili do niego ws. referendum w Krakowie

Tu nie chodzi tylko o jedną rozmowę. Chodzi o mechanizm. O sposób myślenia. O przekonanie, że skoro ktoś kiedyś zaufał, to jego dane można dziś wykorzystać w zupełnie innym celu: politycznym, wygodnym, aktualnym. To już nie jest aktywizm społeczny. To zaczyna przypominać polityczny recykling danych i zaufania.

Gibała łapie się każdej metody, by zostać prezydentem Krakowa / fot. Łukasz Michalik

A cel jest jasny: odwołać obecnego prezydenta miasta i zająć jego miejsce. W tej logice wszystko wydaje się dozwolone. Nawet metody, które jeszcze niedawno kojarzyły się wyłącznie z najgorszymi praktykami telemarketingu.

Bo czym to się różni?

Dzwoni telefon. Nieznany numer. Odbierasz. I wtedy słyszysz głos, którego nie chcesz słyszeć. Głos, który nie pojawia się przypadkiem. Głos, który nie pyta, czy chcesz rozmawiać. Głos, który ma jeden cel: wpłynąć na ciebie.

To nie jest rozmowa. To jest nagabywanie.

I właśnie w tym miejscu polityka przestaje być debatą, a zaczyna przypominać nachalną sprzedaż. Tyle że „produktem” jest decyzja wyborcza mieszkańców. Jeśli ktoś buduje swoją drogę do władzy na takich fundamentach, to warto zadać sobie pytanie: co będzie dalej?

Bo jeśli dziś bez skrupułów sięga się po stare dane i nadużywa zaufania ludzi, to jutro granice mogą przesunąć się jeszcze dalej.

ZOBACZ TAKŻE: Jaśko, gdzie są pieniądze Polaków? Krakowski radny nabrał wody w usta

Kraków zasługuje na coś więcej niż politykę w stylu „call center”.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także