Grupa badawcza OGB znów rozpala emocje. Tym razem robi badanie pod tytułem "Gibała kontra kandydat, który nie startuje". A media sprzedają to jako sensacyjny sondaż. Sugeruje on, że mieszkańcy „na pewno” odwołaliby Aleksandra Miszalskiego, a jego miejsce miałby zająć Łukasz Gibała. Czy jednak nie oglądamy tu równoległej, bardziej sondażowej niż realnej rzeczywistości? Bo o tym, że Gibała wygra w opublikowanym we wtorek (21 kwietnia) sondażu pisaliśmy już... 26 marca!
Gdyby wierzyć kolejnym sondażom publikowanym w przestrzeni publicznej, Łukasz Gibała powinien już co najmniej trzykrotnie zasiadać w fotelu prezydenta Krakowa. Mało tego , wcześniej zdążyłby jeszcze doprowadzić do politycznego „przewrotu” i odwołania Jacka Majchrowskiego. A jednak rzeczywistość, ta uparcie mniej spektakularna niż wykresy, konsekwentnie pisze własny scenariusz.
Najnowszy raport OGB ponownie stawia Gibałę na prowadzeniu, a w drugiej turze każe mu mierzyć się z Bogdanem Klichem. Problem w tym, że sam Klich wielokrotnie i jednoznacznie zaprzeczał, jakoby miał zamiar startować w wyborach na prezydenta Krakowa. Trudno więc udawać, że ta deklaracja nie istnieje. Zwłaszcza, gdy staje się fundamentem jednego z najbardziej medialnych wariantów wyborczych.
W efekcie otrzymujemy obraz, w którym bardziej niż realną scenę polityczną oglądamy jej sondażową wersję „co by było, gdyby”. W tej wersji kandydaci pojawiają się i znikają nie według realnych decyzji politycznych, lecz według założeń modeli statystycznych.
I tu pojawia się zasadniczy problem: w takich symulacjach brakuje tego, co kluczowe – realnych, potwierdzonych kandydatur. Zamiast tego dostajemy zestawienia, które budują emocje, ale niekoniecznie odzwierciedlają faktyczny układ sił.
Można więc odnieść wrażenie, że mamy do czynienia nie tyle z badaniem preferencji wyborczych, ile z projekcją potencjalnych scenariuszy oderwanych od politycznych deklaracji i decyzji. A wtedy trudno oprzeć się wrażeniu, że całość traci swoją analityczną wartość i zaczyna przypominać bardziej publicystyczną fantazję niż narzędzie diagnozy.
Bo jeśli w centrum analizy stawia się kandydatów, którzy nie deklarują startu (ba, jednoznacznie i publicznie zaprzeczają!), a pomija tych, którzy faktycznie będą na kartach wyborczych, to trudno traktować takie zestawienia jako rzetelny obraz sytuacji.
ZOBACZ TAKŻE: Kiedyś chodził po ulicach Krakowa i bił ludzi. Dziś pajacuje w służbie referendum
W takim ujęciu sondaż przestaje być mapą politycznego terenu, a staje się jedynie jego uproszczonym szkicem, który niewiele mówi o tym, jak naprawdę mogą wyglądać przyszłe wybory w Krakowie.
***
I jeszcze jedno: o tym, że - według sondażu - Gibała zostanie prezydentem Krakowa, pisaliśmy już 26 marca. Nie dlatego, że mamy szklaną kulę albo potrafimy wróżyć z fusów, lecz dlatego, że dobrze znamy niektóre polityczne ustawki mechanizmy.
Tutaj przypominamy nasz tekst z końca marca: Znamy wyniki sondaży, zanim zostały opublikowane! To ON zostanie prezydentem






















