Przeczytasz w 6-11 minuty
"Nie idźcie na referendum". Mocne słowa o Miszalskim i kulisach walki o Kraków

– Nie idźcie do referendum – apeluje Ryszard Śmiałek, wicewojewoda małopolski. – Trudno prosić naszych członków czy sympatyków, by zachowywali się jak karpie cieszące się na wieść o Wigilii – dodaje. Szef struktur Nowej Lewicy w naszym województwie krytykuje brak konkretnej wizji ze strony przeciwników Aleksandra Miszalskiego i uważa, że cała akcja ma na celu "burzyć, a nie budować". Wytyka także błędy samemu prezydentowi. Szczególnie te, dotyczące polityki kadrowej.

W tle pozostaje oczywiście największa zadra, czyli obsadzenie stanowiska jednego z zastępców Aleksandra Miszalskiego.

– Ani nasi wyborcy, ani nasi członkowie, ani nasi radni nie utożsamiają się z polityką, którą prowadzi Maria Klaman. Mówiąc językiem Włodzimierza Czarzastego: „nie robi dobrej roboty dla Lewicy – twierdzi Śmiałek. Dodaje, że w jej miejsce ma cztery inne kandydatki i czeka, by móc je przedstawić prezydentowi.

***

Kanał Krakowski: Czuje Pan złość, że stanął murem za Aleksandrem Miszalskim i udzielił mu poparcia, gdy tylko zaczęła się akcja referendalna?

Ryszard Śmiałek: Nie stanąłem murem za Aleksandrem Miszalskim. Po prostu zorganizowaliśmy konferencję prasową…

…podczas której – jako Nowa Lewica – udzieliliście prezydentowi warunkowego [w zamian za zmiany personalne w urzędzie] poparcia.

Nie. Powiedzieliśmy i zawsze będziemy to podkreślać, że cenimy i szanujemy ideę referendum, natomiast popieramy referenda za czymś, a nie przeciwko czemuś. Takim wspaniałym referendum było choćby to w sprawie akcesji Polski do Unii Europejskiej. Wtedy głosowaliśmy za konkretnym rozwiązaniem. Akcja referendalna, która ma miejsce w Krakowie, jest tylko i wyłącznie po to, by kogoś odwołać. A ja bym chciał wiedzieć, co dostaniemy w zamian. Jaka jest propozycja organizatorów referendum? Kto ma być kandydatem na prezydenta? Jak ma wyglądać rada miasta? Tak naprawdę organizatorom chodzi wyłącznie o odwołanie prezydenta i ewentualnie rady.

Ryszard Śmiałek / fot. UMK

A prezydent nie powinien zostać odwołany?

Popełnił kilka błędów. Pierwszy z nich miał miejsce już na początku prezydentury, bo nie zrobił bilansu otwarcia. Byliśmy wówczas po 22 latach rządów Jacka Majchrowskiego i – bez względu na to, jak oceniamy jego urzędowanie – Kraków bardzo się zmienił. Ale też do tej pory pozostało sporo rzeczy, które obciążają prezydenta Miszalskiego. 

Na przykład?

Choćby budowa tramwaju na północy Krakowa. To była decyzja prezydenta Majchrowskiego, a obecne władze miasta nie miały wpływu na opóźnienia, bo – przypomnę – już sam początek inwestycji był komiczny. Rozpoczęło się bowiem od zamknięcia terenu 1 listopada, a później przez pół roku nic się nie działo. Tajemnicą Poliszynela jest, że firma Gülermak – za zgodą ówczesnych włodarzy miasta – przeniosła swoich pracowników na budowę obwodnicy Krakowa, bo miała tam poważne problemy. Dziś te kwestie wychodzą. I to jest tylko jeden przykład. Konieczne więc było zrobienie bilansu otwarcia, by zobaczyć, jaką mamy realną sytuację w mieście i jakie są największe bolączki mieszkańców.

O, weźmy jeszcze taką ulicę Starowiślną i próbę zrobienia z niej ulicy jednokierunkowej. Decyzje w tej sprawie także zapadały za poprzednich władz, a teraz prezydent Miszalski idzie w zaparte, choć są silne protesty. Ja się solidaryzuję z tymi ludźmi i uważam, że sama idea jednokierunkowej Starowiślnej jest dużym błędem.

Może jeszcze prezydent zmieni decyzję, bo do referendum jest trochę czasu, a – jak wiemy – od kilku tygodni mamy akcję „wielka korekta” w wykonaniu Miszalskiego. Jak Pan ocenia te decyzje?

Chyba pierwszą deklaracją w ramach „wielkiej korekty” była ta związana z wprowadzeniem zmian w funkcjonowaniu Strefy Czystego Transportu. Dzisiaj już wiemy, że po decyzji wojewody zmianie będzie musiała ulec cała uchwała rady miasta, więc to już nie będzie tylko korekta.

Wojewoda dobrze zrobił, że złożył skargę kasacyjną?

Dużo w tej sprawie rozmawialiśmy, zarówno z wojewodą, jak i prawnikami. I chcę podkreślić, że wojewoda nie jest jakimś „nadprezydentem”, ale człowiekiem, który reprezentuje rząd i administrację w całym województwie. Jeżeli bym panu pokazał, ile do nas wpłynęło różnych petycji, protestów i pism od wójtów, burmistrzów i starostów spoza terenu Krakowa, to nie miałby pan wątpliwości, że wojewoda nie mógł być głuchy na te apele.

Wojewoda Krzysztof Jan Klęczar, prezydent Aleksander Miszalski i wicewojewoda Ryszard Śmiałek / fot. archiwum prywatne Ryszarda Śmiałka

Osobiście podpisałby się Pan pod tą skargą kasacyjną?

Tak, bo tu nie chodzi o uprawianie polityki. Uważam, że w przypadku SCT została zachwiana konstytucyjna zasada równości. Odsyłam wszystkich do fantastycznego wystąpienia na przewodzie sądowym naszego dyrektora Mirosława Chrapusty, który praktycznie nie zostawił suchej nitki na tej uchwale krakowskich radnych. Sąd jednak bardzo umiarkowanie wczytał się w ten głos i to był argument, by podjąć decyzję o złożeniu skargi kasacyjnej.

Ocenia to Pan z perspektywy Małopolski. A gdyby miał Pan na to spojrzeć oczami prezydenta Krakowa i samych mieszkańców miasta?

Na pewno jestem za czystym powietrzem i to nie ulega wątpliwości. Natomiast, gdyby to ode mnie zależało, robiłbym SCT na wzór warszawski. Najpierw objąłbym strefą niewielki fragment miasta, a później bym go rozszerzał i być może za parę lat doszedłbym kształtem strefy do granic Krakowa. Tymczasem nietrudno nie zauważyć, że obecna uchwała jest uchwałą stricte finansową. To znaczy, że jeżeli masz auto, które smrodzi, ale zapłacisz, to i tak wjedziesz do SCT.

To rozwiązanie czasowe.

Ale jednak. Jeżeli chcemy coś robić, to nie powinniśmy się zgadzać na tego typu rozwiązania.

Czyli byłby Pan bardziej radykalny w sprawie SCT, ale na mniejszym obszarze miasta?

Od tego bym zaczął.

Ryszard Śmiałek / fot. archiwum prywatne Ryszarda Śmiałka

Jest Pan rozczarowany prezydenturą Miszalskiego?

Nie ma na to prostej odpowiedzi.

Jest. Tak lub nie.

Prezydent Miszalski musi się mierzyć z 22-letnią prezydenturą Majchrowskiego. I takie otwarcie na mieszkańców, taka aktywistyczna wręcz prezydentura, jaką proponuje Miszalski, chyba nie wszystkim się podoba. Są miasta na świecie, w których to aktywiści są merami, burmistrzami czy prezydentami, ale Kraków chyba jeszcze nie jest na to gotowy. Uważam, że nasze miasto oczekuje prezydenta bardziej stanowczego, a może nawet bardziej zamkniętego, niepojawiającego się wszędzie wśród tłumów, tylko załatwiającego sprawy i zarządzającego miastem z pozycji gabinetu.

Może łatwiej będzie Panu odpowiedzieć na pytanie, czy jest Pan za czy przeciw odwołaniu Miszalskiego? 

Stanowczo nie jestem za jego odwołaniem. Jak wspomniałem, popieram ideę referendum, jeśli to jest za czymś, a nie przeciwko czemuś lub komuś. Nasz kodeks wyborczy jest tak skonstruowany, że obywatele wybierają prezydenta i umawiają się z nim na pięć lat. Trudno więc odwoływać włodarza po zaledwie półtora roku. Dajmy mu szansę, by pełnił swoją funkcję przez całą kadencję, a weryfikacja niech nastąpi przy wyborach.

Podpisuje Pan umowę o pracę z pracownikiem na pięć lat, ale już po półtora roku Pan wie, że ta osoba się nie sprawdza. Nie zwalnia go Pan tylko czeka do końca tej umowy?

Zwolnienie też musi być zgodne z kodeksem pracy, a ja muszę się liczyć z różnymi konsekwencjami. Nie zawsze zwolnienie pracownika, nawet jeśli ten nie pracuje tak, jakbym tego chciał, jest najlepszym rozwiązaniem. Trzeba skalkulować wiele rzeczy i czasem można zastosować inne mechanizmy.

Jakie?

Zacząłbym od rozmowy. Od powiedzenia: weź się do roboty, bo twoje efekty pracy mnie nie zadowalają. Proszę zauważyć, że w przypadku prezydenta Miszalskiego taka „rozmowa” się nie odbyła, tylko od razu przeszliśmy do etapu referendum.

Ryszard Śmiałek i Aleksander Miszalski / fot. archiwum prywatne Ryszarda Śmiałka

Uznajmy, że symboliczną „rozmową” jest 130 tysięcy zebranych podpisów pod listą referendalną. Czy według Pana prezydent wziął się do roboty?

Coś tam próbuje zmienić w obliczu tej swojej prezydentury. Odwołał choćby dyrektora Łukasza Franka, którego nigdy nie byłem fanem. Uważam jednak, że te zmiany kadrowe są zbyt wolne.

Rozumiem, że gdyby wyrzucił swoją zastępczynię Marię Klaman, to miałby Pan lepsze zdanie o jego prezydenturze?

Nie będę ukrywał, że – jako Nowa Lewica – od początku nie byliśmy zadowoleni, że ona została zastępczynią prezydenta. Ale teraz nie chodzi nawet o żaden polityczny konflikt. Spotykam się z dyrektorami czy nauczycielami licznych krakowskich jednostek oświaty, jestem w stałym kontakcie z przedstawicielami organizacji emerytów, rozmawiam z osobami, którym bliska jest polityka społeczna… I niestety, te osoby jasno deklarują, że pani Klaman się do tego nie nadaje. 

Nie da się ukryć, że jej wybór to efekt koalicyjnej umowy politycznej, którą zrealizowano trochę poza Pańskimi plecami. Wyobraźmy sobie, że spotyka się Pan dziś z prezydentem Miszalskim, a on mówi: „OK, wyrzucę Marię, ale wskaż mi kogoś innego w jej miejsce”. Co by Pan powiedział? Oczywiście jednym z warunków jest to, że ta osoba musi być kobietą.

Powiedziałbym, że mam cztery kandydatki, same kobiety. Ja stanowczo nie jestem zainteresowany tą funkcją. Ale te kobiety są naprawdę merytoryczne, niektóre z nich są nawet wewnątrz magistratu. Także naprawdę jest w kim wybierać.

Nazwiska?

Nie podam żadnych nazwisk. Mogę zdradzić, że dwie pracują w urzędzie, a dwie są spoza magistratu, ale pełnią funkcje kierownicze.

Wspomniał Pan o nich prezydentowi?

Nie rozmawialiśmy z panem prezydentem na temat zmian na stanowisku jego zastępcy. Natomiast jeżeli taka rozmowa będzie miała miejsce, oczywiście w tej samej chwili przedstawię te cztery propozycje. Poza tym prezydent Miszalski zna doskonale moje zdanie i zdanie władz krakowskiej Lewicy na temat Marii Klaman.

Rozumiem, że czeka Pan na zaproszenie od prezydenta w tej sprawie?

Pan prezydent też ma świadomość potrzeby dokonania potencjalnych zmian. Rozumiem, że jest w tej chwili zaangażowany w sprawę referendum i to jest to, co mu dzisiaj spędza sen z powiek. Natomiast oczywiście, jeżeli wynik referendum będzie dla niego korzystny, to mamy usiąść do rozmów w sprawie, o którą pan pyta.

I tym samym pozbawić Marię Klaman stanowiska?

Ale nikt jej nie chce niczego pozbawiać. Nie jest osobą ze środowiska Nowej Lewicy i nigdy nią nie była. 

Tylko wymienić?

Nowa Lewica od paru lat ma w Krakowie mniejsze czy większe sukcesy. Wprowadzamy regularnie od 2019 roku parlamentarzystów, mamy swoje poparcie, swój elektorat, mamy czterech przedstawicieli w radzie miasta i Klub Radnych Nowej Lewicy, po raz pierwszy od wielu lat. I ani nasi wyborcy, ani nasi członkowie, ani nasi radni nie utożsamiają się z polityką, którą prowadzi Maria Klaman. Mówiąc językiem Włodzimierza Czarzastego: „nie robi dobrej roboty dla Lewicy”.

Ryszard Śmiałek / fot. archiwum prywatne Ryszarda Śmiałka

A propos radnych: zdaje Pan sobie sprawę, że odwołanie w referendum rady miasta spowoduje, że Lewicy trudno będzie zdobyć cztery mandaty? W poprzednich wyborach weszliście z list KO, a – w razie przyspieszonych wyborów – trudno będzie o kolejną taką wspólną listę.

Zakładam, że rada miasta zachowa swój kształt. A nawet jeśli nie, to progi wyborcze oceniam na około 12 - 13 procent, a nasz komitet mniej więcej takie poparcie zdobywa i jest liczony przy podziale mandatów. Oczywiście, przed nami sporo pracy, ale nie chcę dywagować dziś na ten temat. Dajmy losowi szansę i sprawdźmy, czy w rzeczywistości to referendum okaże się skuteczne.

Jakie zachowanie radziłby Pan wyborcom Lewicy w kontekście referendum?

Radziłbym, żeby nie poszli do referendum, bo – podkreślę jeszcze raz – to nie jest referendum za czymś, ale przeciwko czemuś. Poza tym mamy czterech radnych i trudno prosić naszych członków czy sympatyków, by zachowywali się jak karpie cieszące się na wieść o Wigilii.

Czyli tak, jak niektórzy radni PiS-u.

Ze znanych mi sondaży wiem, że gdyby referendum okazało się skuteczne, to właśnie PiS traci najwięcej mandatów w radzie miasta.

Czyli są politycznymi głupkami?

Mają jakieś określone interesy. Aczkolwiek, gdyby ich pan zapytał nieoficjalnie, czy popierają referendum, to zapewniam, że wielu z nich nie jest zadowolonych na myśl o tym, że mogą stracić mandat.

Senator Monika Piątkowska, wicewojewoda Ryszard Śmiałek i poseł Rafał Komarewicz / fot. archiwum prywatne Ryszarda Śmiałka

A może to referendum nie jest przeciwko Miszalskiemu, tylko jest za odwołaniem Miszalskiego i za Łukaszem Gibałą?

No ale to warto byłoby o tym powiedzieć wprost, prawda? Bo nikt z organizatorów referendum do tej pory nie powiedział, jakiego mają kandydata w przyspieszonych wyborach. Padają różne nazwiska, pojawiają się różne koncepcje, a pewnie zaraz po referendum i tak się pokłócą…

…nawet już się pokłócili.

No właśnie. To jest taka grupa zwołana na zasadzie: odwołajmy prezydenta za wszelką cenę, a potem się zobaczy. Czyli zburzmy, zamiast zbudować. Niech pan zobaczy na to, jakie środowiska stoją za tym referendum: Konfederacja, PiS, Gibała, Hoffman, Owca… Tylko na bazie tych środowisk można wystawić pięciu kandydatów w potencjalnych wyborach na prezydenta Krakowa.

ZOBACZ TAKŻE: TYLKO U NAS. Hareńczyk odpala bombę i zdradza kulisy walki o Kraków [WYWIAD]

Akurat Aleksandra Owca z Razem bardzo nie lubi być wymieniana w jednym rzędzie z Konradem Berkowiczem z Konfederacji.

Uczestnicząc w popieraniu jakiejś idei, trzeba się liczyć z tym, że popiera się ją wraz z innymi środowiskami. Nie można się więc obrażać o to, że ktoś mówi prawdę.

A jaką prawdę Pan głosi w kontekście tego referendum?

Ja mówię wprost: nie idźcie do referendum. Prezydent Miszalski dostał żółtą kartkę. Musi trochę popracować, zmienić swoje otoczenie, zmienić model prezydentury, ale nie jest to jeszcze moment na to, żeby odwoływać czy to prezydenta, czy radę miasta.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także