• Pozycja: Box 2
Przeczytasz w 1-2 minuty
Słup / fot. Kanał Krakowski

Gdy tylko z ulic Krakowa zaczęły znikać nielegalne słupy ogłoszeniowe, część opłacanych alko-złotówkami zwolenników referendum odkryła spisek stulecia: miasto rzekomo usuwa je nie dlatego, że są nielegalne, ale dlatego, żeby… nie było gdzie przyklejać plakatów o odwołaniu prezydenta. Trzeba przyznać, trudno o bardziej żałosną teorię niż taka, w której największą ofiarą demokracji okazuje się zardzewiały okrąglak z poprzyklejanymi kartkami.

Magistrat podał ostatnio całkiem prozaiczną informację: z ulic znikają nielegalne reklamy. W ostatnich miesiącach usunięto prawie 200 słupów ogłoszeniowych i ok. 40 tablic reklamowych, bo stały w pasie drogowym niezgodnie z przepisami albo utrudniały ruch pieszym i widoczność.

I tu na scenę wchodzą – cali na biało – opłacani przez opozycję zwolennicy referendum, którzy ogłaszają, że to oczywiście wielki spisek. Bo przecież jedynym powodem porządkowania przestrzeni miejskiej musi być to, żeby… nie było gdzie przykleić plakatów nawołujących do odwołania prezydenta.

Trzeba przyznać: poziom intelektualnej desperacji osiągnął właśnie nowe wyżyny. Miasto sprząta nielegalne słupy? To nie jest sprzątanie. To cenzura betonowych walców.

ZOBACZ TAKŻE: Gibała zapłakał, bo GDDKiA nie zaprosiła go na piwo do Warszawy. "Całe życie drugi"

Przez lata krakowianie narzekali na reklamowy chaos, na oblepione słupy i tablice stojące byle gdzie. Teraz wreszcie ktoś bierze się za porządkowanie przestrzeni, a część działaczy referendum odkrywa, że w tej tragedii najbardziej ucierpi frekwencja podczas głosowania w sprawie odwołania Miszalskiego.

Logika jest mniej więcej taka:

  • jeśli miasto usuwa nielegalne słupy – to dlatego, żeby utrudnić referendum,
  • jeśli zostawiłoby je na miejscu – to dlatego, żeby umożliwić reklamę władzy.

Innymi słowy: cokolwiek się wydarzy, zawsze jest to spisek.

Prawda jest znacznie mniej ekscytująca. Kraków po prostu usuwa konstrukcje, które stały nielegalnie w pasie drogowym i od miesięcy były przedmiotem kontroli Zarządu Dróg Miasta Krakowa.

Ale w świecie referendum każda śruba w chodniku ma znaczenie polityczne. 

Najbardziej żałosne w tym wszystkim jest jednak co innego: zamiast przekonywać mieszkańców argumentami, część zwolenników referendum prowadzi kampanię w stylu „zabrali nam słupy, więc demokracja upadła”.

ZOBACZ TAKŻE: Liczby przerażają. Zobacz, co opozycja chce zrobić z kasą Krakowa

Jeśli cała kampania referendalna rozpada się w momencie, gdy z ulic znika kilka nielegalnych słupów, to znaczy, że nie była oparta na argumentach, tylko na kleju do plakatów i alko-złotówkach głównego sponsora.

ZOBACZ TAKŻE: Miał być pojedynek, wyszła terapia grupowa. Kulisy Ławeczki dialogu

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także