Przeczytasz w 2-3 minuty
Krakowa nie stać już na to, by Gibała nie był prezydentem! Oto najlepszy kandydat

Łukasz Gibała. Tak, to właśnie on jest najlepszym kandydatem na prezydenta Krakowa. Dlaczego? Bo tylko on jest w stanie załatwić to, czego to miasto naprawdę od lat najbardziej potrzebuje – całkowitego wyciszenia politycznego cyrku, który od dawna truje nam życie.

Nie stać nas już na to, żeby Gibała dalej nie rządził.

Wyobraźcie to sobie. Gibała wygrywa wybory, wchodzi do gabinetu na placu Wszystkich Świętych, siada za biurkiem, a największe źródło hałasu, awantur, hejtu, manipulacji, oskarżeń, fake newsów i permanentnego oburzenia w tym mieście nagle znajduje się… dokładnie po jego stronie biurka. Koniec przedstawienia. Kurtyna opada. Światła gasną.

Na razie jest najpotężniejszym radnym. Oby wkrótce został prezydentem! / fot. Łukasz Michalik

Nie będzie już codziennych medialnych wojen, bo najgłośniejsi krakowscy awanturnicy i ich oddane internetowe zaplecze hejterów i gołodupców marzących o alko-złotówkach w końcu znajdą się po stronie władzy. Po co dalej szczekać, skoro "swoi" są u steru? Po co wymyślać kolejne afery dnia, skoro można je teraz współtworzyć od środka? Po co organizować wściekłe wpisy, protesty i happeningi, skoro główny przywódca starej opozycji siedzi już przy korycie?

Znacie drugiego tak zajadłego, mściwego, zdesperowanego i chorego na władzę człowieka? Ja nie znam. Właśnie dlatego paradoksalnie tylko on jest w stanie ten mechanizm zatrzymać. Bo gdy już dopnie swego i wreszcie usiądzie w fotelu prezydenta, nie będzie miał po co dalej napędzać tej maszyny nienawiści i ciągłego konfliktu. Cała jego energia, która przez lata szła w niszczenie innych, zostanie przekierowana na utrzymanie władzy. A to oznacza koniec wiecznego wojowania.

Do tej pory wygrywał tylko w sondażach / fot. Łukasz Michalik

Korków pewnie nie rozładuje. Smogu nie rozgoni. Deweloperów nie powstrzyma. Ale przynajmniej magistrat będzie mógł wreszcie pracować w spokoju. Bez codziennego teatru emocji, bez internetowych histerii, bez kolejnego „skandalu”, który żyje krócej niż kawa w urzędowej ekspresie.

Bo Krakowem od wielu lat nie rządzi ani spokój, ani strategia, ani zdrowy rozsądek. Rządzi nim permanentna awantura. Napędzana politycznymi napięciami, medialnymi przepychankami i garstką bardzo głośnych krzykaczy, którzy zrobili sobie karierę na roli wiecznych oburzonych. I właśnie Gibała jest tym człowiekiem, który ten mechanizm potrafi wyłączyć. Nie dlatego, że nagle zamieni politykę miasta w złoto, ale dlatego, że sam ten układ włączył i napędza. Jest jego motorem.

Oczywiście ktoś zaraz powie, że to cyniczne. Że władza potrzebuje silnej opozycji. Teoretycznie tak. Tyle że w krakowskiej praktyce „silna opozycja” zbyt często oznacza po prostu maszynkę do produkcji emocji, w której każda decyzja – dobra czy zła – jest jedynie pretekstem do kolejnej wojny.

Co prawda miał 234 mln zł długu, ale Kraków ma potężny budżet

Krakowa nie stać już na to, żeby dalej tkwić w nieustannym konflikcie. Nie stać go na politykę wiecznej wojny o narrację. Nie stać go na to, żeby miasto było ciągle przedstawiane jako serialowa katastrofa, grana głównie na Facebooku, Twitterze i w lokalnych, hejterskich portalikach.

Krakowa nie stać na to, by Gibała nadal nie był prezydentem!

Bo może się okazać, że największą i najbardziej rewolucyjną zmianą nie będzie żadna nowa inwestycja, żadna strategia ani obietnica. Największą zmianą będzie… zwykła cisza.

Taka, która na początku może się wydać wręcz podejrzana.

ZOBACZ TAKŻE: Maślona: "Gibała jest lepiej przygotowany do bycia prezydentem niż Miszalski" [WYWIAD]

Krakowie, witaj w erze Gibały. A Wy, drodzy mieszkańcy, przygotujcie się na ciszę. Może być ogłuszająca.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także