• Pozycja: Box 2
Przeczytasz w 3-5 minuty
Maślona: "Gibała jest lepiej przygotowany do bycia prezydentem niż Miszalski" [WYWIAD]

– Czuję się jak ryba bez wody – tak swoją sytuację w radzie miasta opisuje opozycyjny radny Łukasz Maślona z klubu Łukasza Gibały. W wywiadzie udzielonym Kanałowi Krakowskiemu padają zarzuty o partyjniactwo, marginalizowanie opozycji i brak wizji dla Krakowa.

Maślona twierdzi także, że Aleksander Miszalski raz po raz traci swoje szanse na przekonanie mieszkańców, by ci pozwolili dokończyć mu kadencję. 

– Partia i działacze partyjni są największym balastem prezydenta. Choć są też tacy spośród nich, którzy twierdzą coraz głośniej, że to właśnie Aleksander Miszalski ciągnie ich notowania w dół. Teraz te głosy są odosobnione, ale jak prezydent przegra referendum, to chór obecnych klakierów szybko się rozpierzchnie – uważa radny Maślona. 

***

Kanał Krakowski: Czy czuje się Pan jak karp przed Wigilią? 24 maja odbędzie się referendum, w którym Krakowianie zdecydują, czy odwołać Radę Miasta, w której Pan zasiada.

Łukasz Maślona: Raczej jak ryba bez wody. I to w tej kadencji Rady Miasta nawet bardziej niż za czasów prezydenta Jacka Majchrowskiego. Jesteśmy, jako radni opozycyjni, maksymalnie marginalizowani, wręcz rugowani przez większość rządzących z Koalicji Obywatelskiej i Nowej Lewicy. Nasze pomysły, pochodzące przecież od mieszkańców Krakowa, są odrzucane bez merytorycznej dyskusji. Tylko dlatego, że pochodzą z innego obozu. Ta plemienność i partyjniactwo zabijają samorząd.

Łukasz Maślona i Łukasz Gibała / fot. archiwum prywatne

Uważa Pan, że frekwencja w referendum będzie na tyle wysoka, by głosowanie było ważne?

Krakowianie pójdą do referendum, bo mają dość kolesiostwa i władzy skupionej w rękach jednej opcji politycznej. Pytanie, czy tak licznie jak wymagają tego przepisy.

Przypomnę, że gdy startowała zbiórka, mało kto dawał szansę na zebranie wymaganej liczby podpisów. Okazało się, że fala niezadowolenia była tak duża, że przerosła oczekiwania organizatorów referendum. Z samym głosowaniem może być podobnie, choć zapewne pojawi się fala dezinformacji i ataków ze strony tych, którzy chcą bronić obecnej władzy. Zatem podchodzę z duża pokorą do sondaży, które są publikowane. Szanse na to, że w ciepłą majową niedzielę do urn pójdzie prawie 160 000 mieszkańców oceniam 50 na 50.

Tyle potrzeba, by odwołać prezydenta, Aby odwołać rade, potrzebne jest około 40 tysięcy głosów więcej.

I tu szanse oceniam na 25 proc., bo przypomnę, że w drugiej turze wyborów prezydenckich zagłosowało 260 tys. Krakowian.

A jak Pan ocenia działania Aleksandra Miszalskiego w ostatnich tygodniach?

Prezydent wszedł w tryb kampanii wyborczej, a liczba spotkań, aktywność w social mediach są tego potwierdzeniem. Powstaje jednak wątpliwość, czy krakowianie nie odbiorą tych wszystkich działań jako próby obrony stołka. Widzimy bowiem wiele zapowiedzi, powstają nowe wizualizacje, jednak to może być niewystarczające.

Od polityka, który wygrywa wybory wymaga się bowiem skuteczności, a nie ciągłych obietnic. Nie wizualizacji, a realizacji. Tymczasem nawet w sprawie, która rozpaliła Kraków, czyli Strefy Czystego Transportu, nie przedstawiono czarno na białym zmian, które chce wprowadzić prezydent. Są tylko słowa. Z pewnością jednak prezydent odrobił zadanie i przestał już mówić o referendum nienawiści.

Jacek Majchrowski i Aleksander Miszalski / fot. UMK

Czyli wyciągnął wnioski i "nauczył się być prezydentem", jak twierdzą niektórzy jego partyjni koledzy?

Partia i działacze partyjni są największym balastem prezydenta Miszalskiego. Choć są też tacy spośród nich, którzy twierdzą coraz głośniej, że to właśnie Aleksander Miszalski ciągnie ich notowania w dół. Teraz te głosy są odosobnione, ale jak prezydent przegra referendum, to chór obecnych klakierów szybko się rozpierzchnie. Zatem polecam jednak dużą ostrożność w słuchaniu tego, co mówią działacze KO.

Co musiałby jeszcze zrobić prezydent, by nie chciał Pan jego odwołania?

Rozumiem, że to taki wybieg, bym pomógł prezydentowi ocalić jego stanowisko (śmiech).

Bardziej chodzi mi o to, czy jest coś, czym Miszalski może Pana przekonać, by jednak pozwolił mu Pan dokończyć kadencję.

Problem polega na tym, że prezydent w jednym z wywiadów odniósł się już do pomysłu rzucenia legitymacją partyjną i rezygnacji z bycia szefem Koalicji. Stwierdził kategorycznie, że tego nie zrobi.

Ponadto nadmierny PR płynący z miejskich i lokalnych mediów powinien być adekwatny do rangi podejmowanych działań. Oczywiście, newsem może być wymalowanie przejścia dla pieszych, załatanie każdej dziury w drodze czy ustawienie ławki w parku, jednak na dłuższą metę to będzie mało poważne.

Bije też po oczach brak wizji rozwoju Krakowa. Znikają tysiące miejsc pracy w branży outsourcingu i usług wspólnych, turystyka też ma swoje granice. A magistrat schował do szuflady Strategię Miasta i Plan Ogólny, czyli najważniejsze miejskie dokumenty, w których ta wizja Krakowa do roku 2050 miała być zapisana. Może dlatego, że nie ma tam nic nadzwyczajnego, a może właśnie są tam propozycje, które nie spodobają się mieszkańcom. Tego się nie dowiemy.

Łukasz Maślona / fot. Łukasz Michalik

Czy Łukasz Gibała jest już gotowy, by przejąć władze w mieście, czy nadal udaje, że mu na tym nie zależy?

Łukasz Gibała z pewnością wyciąga wnioski z tego, co się dzieje. Widzi, że zapowiedzi audytu miasta sprowadzone zostały do poziomu wymiany kadr i wprowadzenia działaczy partyjnych, często bez kompetencji. Zamiast docenić tych, którzy sumiennie pracują, organizuje się nabory i konkursy, w których kartą przetargową jest zdjęcie z politykiem. I, na ile znam mojego klubowego kolegę, to wiem, że jest tym zdegustowany.

Ponadto dostrzega brak spójnej wizji i częste zmiany zdania urzędującego jeszcze prezydenta. Zatem można powiedzieć, że dzięki Aleksandrowi Miszalskiemu Łukasz Gibała jest lepiej przygotowany do bycia prezydentem Krakowa.

Jaki jest plan Gibały i jego środowiska na to, co po ewentualnym odwołaniu Miszalskiego?

Widzimy po tych dwóch latach rządów Koalicji Obywatelskiej w Krakowie, że zamykanie się tylko na swoich kolegów partyjnych nie prowadzi do niczego dobrego. Musi być pewnego rodzaju otwartość na różne spojrzenia i poglądy.

ZOBACZ TAKŻE: Krakowianie nie chcą w tym uczestniczyć. Tym razem nie chodzi o referendum

W mieście o takich tradycjach jak Kraków jest potrzeba dialogu i mądrego zarządzania bez patrzenia tylko i wyłącznie na partykularny interes własnego środowiska. Przecież pomysły z którymi przychodzą radni PiS czy radni klubu KdM nie są jakimś naszym wymysłem, tylko realnymi potrzebami mieszkańców Krakowa. Barwy partyjne nie powinny w mieście mieć tak dużego znaczenia, jak mają obecnie, bo mamy rozwiązywać problemy wszystkich krakowian. W tym akurat aspekcie bardziej roztropny był poprzedni prezydent Jacek Majchrowski niż obecny włodarz miasta.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także