– Nakłoniłem Jaśkę do wysłania zdjęcia oferowanego miliona. Na zdjęciu były pliki banknotów po 500 euro na gazecie z bieżącą datą – opowiada nam dziennikarz TVN-u, Michał Fuja. To jego krakowski patoaktywista i radny dzielnicowy Mateusz Jaśko próbował przekupić MILIONEM złotych w zamian, by ten nie zajmował się tematem giełdy kryptowalut.
Jak przyznał sam Jaśko, działał na zlecenie ludzi z krakowskiego półświatka. Gdy dziennikarz odmówił przyjęcia łapówki, Jaśko zaczął mu grozić. – Ukrywałem się razem z rodziną. Wcześniej miałem też wynajętą ochronę, która na przykład jeździła za mną czy za moją żoną do pracy. Gdy odwoziłem dzieci do przedszkola, to za moim samochodem także jechała ochrona – wspomina red. Michał Fuja.
***
Kanał Krakowski: Jak wyglądało Pana pierwsze spotkanie z Mateuszem Jaśką?
Michał Fuja: Poznaliśmy się już dawno, bo jeszcze na studiach w Katowicach na Wydziale Organizacji Produkcji Telewizyjnej. Natomiast w pewnym momencie on po prostu zniknął. Wtedy nie wiedzieliśmy dlaczego. Dopiero niespełna dwa lata temu, po artykułach w Wirtualnej Polsce, dowiedziałam się, że zniknął, bo był zatrzymywany za pobicia przypadkowych osób na krakowskich ulicach.
Artykuł z WP: Kryptowaluty, groźby wobec dziennikarza i próba korupcji. Niedoszły prezydent Krakowa skazany
Zakładam jednak, że na uczelni nie zachowywał się tak agresywnie jak na ulicy?
On ma vibe takiego cwaniaczka, co zresztą przejawia się nawet na tych jego filmikach, ale to oczywiście nie jest nic strasznego. Znacznie poważniej zrobiło się, gdy pewnego dnia zgłosił się do mnie z informacjami, które sugerowały, że doskonale wie, nad jakim materiałem pracuję. Wiedział, że przygotowuję reportaż do Superwizjera o giełdzie kryptowalut. Pokazywał mi nawet na swoim telefonie zdjęcia, które ktoś robił mi z ukrycia. Zasugerował wprost, że osoby, które stoją za giełdą, są zainteresowane, żeby mój materiał nie powstał.
Oferował coś w zamian?
Na początku była to kwota kilkudziesięciu tysięcy złotych, potem wzrosła do 100 tysięcy, a ostatnia oferta to był już milion złotych. Oczywiście wzięcie tych pieniędzy nigdy nie wchodziło w grę, ale postanowiliśmy w redakcji zebrać dowody na to, co się działo i wykorzystać je w materiale. Tak naprawdę moim zadaniem było namówienie na wywiad zleceniodawców tej oferty. Natomiast Jaśko przychodził na kolejne spotkania sam i oferował coraz wyższe kwoty. Wszystko to odbywało się w takiej aurze tajemniczości.
To znaczy?
Na przykład pokazywał mi wiadomości, które chciał przekazać, w formie notatek na swoim telefonie. Nie odczytywał ich, bo chyba podejrzewał, że mogę go nagrywać. Mimo wszystko okazał się strasznie naiwny, bo już po chwili mówił, że działa na zlecenie ludzi stojących za giełdą kryptowalut i że zależy im na ciszy. Albo usilnie nie podawał kwoty zapisanej w notatce a jednocześnie mówił, że za te pieniądze mógłbym kupić mieszkania w bloku, przed którym staliśmy. Twierdził też, że taniej jest kogoś „połamać” niż go przekupić, więc lepiej, żebym wziął te pieniądze.
Czyli używał gróźb?
A jak to inaczej odbierać? Mówił: „weź te pieniądze, bo za tyle to sam Osama bin Laden może przyjechać do Polski”. Sąd nie miał wątpliwości, że są to groźby.
Uznał Pan, że mogą się zmaterializować i od słów ktoś przejdzie do czynów?
Jak najbardziej to były realne groźby. Zresztą wtedy miałem na głowie nie tylko samego Jaśkę, ale też ludzi z krakowskiego półświatka, z którymi współpracował. To oni byli pośrednikami między giełdą kryptowalut a Jaśką. Równolegle działały też agencje PR-owe, między innymi ta Adama Hofmana. Działo się wokół mnie bardzo dużo rzeczy.
I musiał się Pan ukrywać.
Ukrywałem się razem z rodziną, ale to też nie jest tak, że sam podjąłem taką decyzję. Miałem wziąć udział w akcji CBŚP związanej z kontrolowanym przyjęciem łapówki od Jaśki, ale finalnie do tego nie doszło. Politycznie to były inne czasy i zostałem w ostatnim momencie wystawiony. Zostałem z tym sam. Sam przeciwko Jaśce i jego kolegom. Ze względów bezpieczeństwa zrezygnowaliśmy z kontrolowanego przejęcia tych pieniędzy, ale nakłoniłem Jaśkę do wysłania zdjęcia oferowanego miliona. Na zdjęciu były pliki banknotów po 500 euro na gazecie z bieżącą datą.
Ja wtedy nie tylko ukrywałem się z całą rodziną. Wcześniej miałem też wynajętą ochronę, która na przykład jeździła za mną czy za moją żoną do pracy. Gdy odwoziłem dzieci do przedszkola, to za moim samochodem także jechała ochrona. Nigdy wcześniej, ani później, przy okazji żadnego reportażu, nie przeżyłem.
Uważa Pan, że Jaśko rzeczywiście jest bandytą czy tylko pożytecznym idiotą?
Jedno nie wyklucza drugiego. Oglądając jego filmiki, nie widać w nich za dużo błyskotliwości, ale na pewno jest skuteczny. Pytanie, czy robi to jako aktywista, czy działa na czyjeś zlecenie. Według mnie jest przez kogoś inspirowany. Tak samo, jak był inspirowany w mojej sprawie, bo przecież on sam nie mógł nagle wyciągnąć z kapelusza miliona złotych. Miał zleceniodawców. Wskazywał nawet te osoby, stąd wiem, że były związane z krakowskim światkiem przestępczym.
Zresztą dziś wiemy już dużo więcej niż kiedyś. Namierzyliśmy na przykład przelewy kryptowalut, które były transferowane między Sylwestrem Suszkiem [twórca i prezes największej polskiej giełdy kryptowalut – dop. autor], a krakowskim półświatkiem. To było minimum 2 miliony złotych. Milion miał być dla mnie, a kolejny – jak się domyślam – dla Mateusza i jego zwierzchników a później zapewne na jego obsługę prawną.
Myśli Pan, że Sylwester Suszek żyje?
Według mojej najlepszej wiedzy raczej nie. Oczywiście nie mam na to żadnych dowodów, ale on też nie miałby żadnych powodów, by tak długo się ukrywać. Miał małe dzieci, partnerkę, rodzinę, biznesy, luksusowe apartamenty, sportowe samochody… Nie widzę powodów, dla których miałby rezygnować z tego wszystkiego i ukrywać się przez ponad cztery lata. Tym bardziej, że nie miał żadnych problemów prawnych. Nie miał też na tyle problemów z grupami przestępczymi, żeby w ten sposób zniknąć.
Gdy podnoszony jest temat współpracy Jaśki z kryminalistami, jego kumple twierdzą, że teraz naprawia te błędy, odpokutował je i stał się już innym człowiekiem. Wierzy Pan w taką przemianę?
Zdecydowanie nie i mam powody, by w nią nie wierzyć. On do końca w procesie nie chciał przyznać, na czyje zlecenie działa i kto mu dał pieniądze. Mówił, że to środki pożyczone z jego kręgów polityczno-biznesowych. Cały czas był w porozumieniu z tamtymi ludźmi, krył ich. Trudno więc mówić o jakiejś przemianie, skoro do końca twierdził, że jest niewinny, choć dowody wyraźnie wskazywały jego winę, a sąd potwierdził to wyrokiem.
Można więc powiedzieć, że jest przynajmniej lojalny wobec swoich zleceniodawców.
Pytanie, czy to była lojalność, czy strach przed nimi. Z moich rozmów z nim wynikało, że to są bliskie relacje. O jednej z tych osób mówił, że jest dla niego jak ojciec. Opowiadał, że do przekazania pieniędzy ma dojść w jakimś zaufanym hotelu należącym do jednego z tych ludzi, gdzieś na Kazimierzu. Zakładam, że to są jego znajomości, jeszcze z czasów tej bujnej młodości bokserskiej. Więc trudno mi uwierzyć, żeby się z tych znajomości wykaraskał i je przekreślił. Na pewno tak nie jest.
Nadal jest człowiekiem niebezpiecznym czy już trochę spokorniał, biorąc pod uwagę, że ma wyrok w zawieszeniu?
On jest bardzo niebezpieczny, ale teraz głównie przez to, że stworzył sobie grupę docelową ludzi, którzy mu bezgranicznie ufają, którym może przekazywać swoje przemyślenia, swoje idee i nikt nie weryfikuje tego, czy to, co mówi, jest prawdą czy nie. Po prostu mu wierzą, jako rzutkiemu aktywiście.
Pamiętam wyrok sądu pierwszej instancji, który uznał jego działalność aktywistyczną jako okoliczność łagodzącą. Według mnie to było skandalem, bo właśnie osobom na pewnych stanowiskach czy prowadzącym działalność publiczną, tym bardziej nie wypada robić pewnych rzeczy. Przecież nie robi tego zwykły szaraczek, ale aktywista, do tego lokalny parapolityk i radny, który może wykorzystać swoją pozycję.
ZOBACZ TAKŻE: Współtwórca Rynku Krowoderskiego współpracował z bandytami [WYWIAD]
W mojej opinii jest to jeszcze bardziej niebezpieczne przez to, że Jaśko ma dużą grupę wiernych fanów, którzy czekają tylko na każde jego wygłupy, ataki, jakieś dziwne akcje, bo one są nośne i fajnie się je ogląda. Warto się jednak zastanowić, czy on to robi z pobudek aktywistycznych, czy działa na zlecenie politycznych przeciwników obecnej władzy.
A czy nie świadczy to trochę o słabości polskiego państwa, że taki człowiek zasiada choćby w radzie dzielnicy?
Na pewno jest to wadliwe, bo wybierany jest człowiek, który po prostu głośno krzyczy. Do większej liczby ludzi dotrze jego krzyk niż informacja o jego wyrokach. A taki wyrok powinien go całkowicie wyeliminować z aktywności politycznej. Tymczasem on nawet próbował kandydować na prezydenta Krakowa! Prawomocnego wyroku co prawda wtedy jeszcze nie było, ale ciążyły już na nim poważne zarzuty, więc stopień bezczelności Jaśki jest niesamowity.
Czuje się bezkarny?
Tego nie wiem, ale prawomocny wyrok jednoznacznie wskazuje jego winę. Nie miałem oczekiwań, by poszedł siedzieć, jednak wydawało mi się, że z tym wyrokiem ludzie będą jakoś inaczej na niego spoglądać. A tutaj, jak się okazuje, został wybrany do rady dzielnicy.
Rozumiem, że można mówić o błędach młodości i o jakiejś przemianie, bo to dobry pijarowy zabieg. Pewnie każdy na jego miejscu mówiłby to samo. W mojej opinii jest to człowiek zdegenerowany i, w pewnym sensie, niebezpieczny.
A jednak został jedną z twarzy krakowskiego referendum.
Ja mam problem z tym referendum. Kiedyś, idąc na mecz z córką, zaczepiła mnie grupa osób zbierających podpisy pod tym referendum i miałem wrażenie, że oni nie do końca wiedzieli, po co tam byli. Jeden z tych ludzi podszedł do mnie z kartką i mówi, że zbiera podpisy pod odwołaniem prezydenta Majchrowskiego. Odpowiedziałem, że Majchrowski już dawno nie rządzi. Facetowi naprawdę długo zajęło, zanim się zorientował, że on nawet nie wie, kogo chce odwołać. Trudno mi więc uwierzyć, że nie działał na zlecenie kogoś, kto poluje na fotel prezydenta. Uważam, że Jaśko także może działać w czyimś interesie.
ZOBACZ TAKŻE: Ten skazany bandyta jest twarzą krakowskiego referendum! Jego historia szokuje
Referendum będzie ważne i dojdzie do odwołania prezydenta?
Myślę, że nie będzie wiążące, bo czym innym jest przekrzykiwanie się na grupach facebookowych, a czym innym jest podjęcie świadomej decyzji, pójście do lokalu wyborczego i wzięcie udziału w głosowaniu.















![Najpierw jedność, potem wojna! Co się stanie, gdy padnie Miszalski? [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_311.jpg?681ec4573a6e191f736e5dfcd708dfef)
![TYLKO U NAS. Hareńczyk odpala bombę i zdradza kulisy walki o Kraków [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_310.jpg?681ec4573a6e191f736e5dfcd708dfef)





