Przeczytasz w 2-3 minuty
Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik

Serio? Ten sam Łukasz Gibała, który przez lata zmieniał polityczne barwy jak rękawiczki, porusza się w świecie luksusu i żyje z milionowych „pożyczek” od ojca, dziś próbuje sprzedać się jako głos zwykłych ludzi walczących z „układem”. Trudno o bardziej jaskrawy przykład politycznej hipokryzji. I trudniej uwierzyć, że ktokolwiek jeszcze kupuje tę narrację.

Referendum 24 maja to nie żadna „oddolna energia społeczna Krakowian”, jak próbuje nam wmówić Łukasz Gibała. To prywatna zemsta jednego wielkiego przegrywa, który dwa lata temu dostał po dupie w drugiej turze i do dziś nie potrafi tego przełknąć.

Wcześniej dwukrotnie dostał baty od Jacka Majchrowskiego i też chciał go odwołać w referendum. Chciał tego tak bardzo, że… złożył sfałszowane podpisy i sprawa trafiła do prokuratury, a referendum się nie odbyło.

źródło: Gazeta Wyborcza

W 2024 roku Kraków jasno powiedział: Miszalski 51%, Gibała 49%. I były poseł Ruchu Palikota, a prywatnie siostrzeniec Jarosława Gowina, znowu przegrał. Zamiast pogratulować zwycięzcy, wziąć się do roboty w radzie miasta albo po prostu żyć dalej – Gibała zrobił to, co zawsze robi, gdy mu nie wychodzi: zaczął ryczeć i szukać sposobu na rewanż.

I znalazł. To właśnie on stanął za całym tym cyrkiem z referendum. Oczywiście nieformalnie, bo drugie przegrane referendum z rzędu na zawsze wysadziłoby jego twarz i nazwisko z polityki. Ale to jego ludzie płacili ankieterom za zbieranie podpisów, to on finansował akcję, to on od pierwszego dnia podkręcał narrację „odzyskajmy Kraków”. Cała ta „obywatelska inicjatywa” śmierdzi polityczną zemstą na kilometr.

A jak się broni? Klasycznie, po gibałowemu – tanim podziałem na „my kontra oni”:

Z jednej strony sterowane z Warszawy partyjne struktury, a z drugiej zwykli mieszkańcy… Z jednej strony partyjni kolesie z 4–5 posadami, a z drugiej ludzie, którzy ciężko pracują. Z jednej strony hejt i nienawiść warszawskiego Soku z Buraka, a z drugiej prawdziwa oddolna pozytywna energia…

źródło: FB Gibały

Serio? Ten gość, który sam zmieniał partie jak rękawiczki, jeździ luksusowymi autami i żyje z milionowych „pożyczek” od tatusia, nagle udaje biednego robotnika walczącego z „partyjnymi kolesiami”?

Dług Gibały

To nie jest „pozytywna energia społeczna”. To jest gorzka frustracja wiecznego przegrywa. Człowiek, który nie umie przegrać jak mężczyzna, tylko przez dwa lata (a w sumie przez niemal 17 lat!) kopie, gryzie i próbuje obalić prezydenta, którego Kraków wybrał w demokratycznych wyborach.

ZOBACZ TAKŻE: Majchrowski: "Gibała od 17 lat przebiera nogami, by być prezydentem" [WYWIAD]

Gibała to klasyczny przegryw-polityk:

  • Przegrał wybory → referendum.
  • Nie podoba mu się wynik → „układy, Warszawa, partyjne struktury”.
  • Ludzie nie chcą go na prezydenta → „mieszkańcy muszą odzyskać miasto”.

Co na to Aleksander Miszalski?

No a czego się spodziewacie? – Zbojkotujcie ten referendalny cyrk lokalnego przegrywa i pozwólcie mu dalej płakać w kącie – zdaje się mówić prezydent. Choć oficjalnie brzmi to tak:

Referendum w sprawie odwołania zawsze mobilizuje przeciwników. Tak działa ten system.

Dlatego jeśli uważacie, że powinienem dokończyć kadencję, w dniu referendum zostańcie w domu.

Naszym zwycięstwem będzie niska frekwencja w referendum i wysoka w dniu każdych wyborów

źródło: FB Miszalskiego

Niska frekwencja = Gibała znowu dostaje po twarzy. I tym razem nawet nie będzie mógł powiedzieć, że „system był przeciwko niemu” – bo system dał mu szansę w normalnych wyborach i Kraków powiedział „nie”.

ZOBACZ TAKŻE: Patologia po krakowsku. Odsłaniamy kulisy referendum i "martwych dusz"

Panie Łukaszu, szanuję ambicję, ale ogarnij się Pan wreszcie. Przegrałeś. Dwa lata temu. I zamiast budować, dalej tylko burzysz. To nie jest energia społeczna. To jest po prostu żal wielkiego przegrywa.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także