Przeczytasz w 2-3 minuty
Agnieszka Paderewska i Łukasz Gibała / fot. KR24.pl

Kiedyś krzyczał, że z PiS-em nie ma o czym rozmawiać, bo to „zaraza” i trzeba ich odciąć od tlenu. Dzisiaj ten sam Łukasz Gibała siedzi przy obiedzie z Agnieszką Paderewską – żelazną pięścią Ryszarda Terleckiego w Krakowie, zbieraczką podpisów pod obaleniem Aleksandra Miszalskiego. Kobietą, która jeszcze wczoraj była dla Gibały symbolem wszystkiego, co najgorsze w polskiej polityce. I robi to w trakcie sesji rady miasta. Na żywo. Bez wstydu. Z widelcem w jednej ręce i – zapewne – z kalkulatorem w drugiej.

Sprawę jako pierwszy opisał i nagłośnił portal kr24.pl. Paparazzi tego portalu jest też autorem powyższego zdjęcia.

Cały tekst przeczytacie tutaj: Wybrali kolację zamiast sesji Rady Miasta! Co ustalał Gibała z radną PiS-u?

To nie jest wpadka. To nie jest „przypadkowe spotkanie”. To jest klasyczna, cyniczna, krakowska polityka na poziomie kanalizacji.

  • Jak referendum przejdzie – bierzemy miasto. 
  • Jak nie przejdzie – osłabiamy zarówno KO, jak i podzielony już mocno PiS.
  • Jak Paderewska skoczy do klubu Gibały – mamy bombę.
  • Jak nie skoczy – i tak mamy układ o przekazie i cichym niegryzieniu się w kampanii.

Łukasz Gibała kiedyś mówił o „kordonie sanitarnym” wokół PiS-u tak, jakby to było jego osobiste przykazanie moralne. 

źródło: Gazeta Krakowska

Minęło kilka lat, trochę wyborów, trochę porażek, trochę kalkulacji i proszę bardzo: były poseł Ruchu Palikota siedzi przy obiedzie z Agnieszką Paderewską. Tak, tą Paderewską. Prawą ręką Terleckiego, człowieka od brudnej roboty w małopolskim PiS-ie. Kolekcjonerką podpisów pod wnioskiem o odwołanie Miszalskiego. Radną, która jeszcze niedawno była dla wielu w Krakowie synonimem „twardego pisowskiego betonu”.

To nie jest przypadkowe spotkanie przy kawie w lobby. To jest obiad w trakcie sesji rady miasta. W trakcie. Kiedy większość radnych kręci się po sali i udaje, że coś tam dyskutuje lub załatwia w kuluarach. Gibała i Paderewska już załatwiają konkrety.

Według dziennikarza kr24.pl, który przyłapał tę parę na wspólnym posiłku, sa trzy opcje:

  1. Paderewska naprawdę rozważa skok do łódki Gibały (wtedy gratulacje dla ruchu Kraków Dla Mieszkańców – właśnie zyskaliście bardzo doświadczoną, bezwzględną działaczkę.
  2. Oboje uzgadniają, że jak referendum będzie wiążące, to nie będą sobie nawzajem rzucać kłód pod nogi i wystawią jednego silnego kandydata (czytaj: Gibałę), a PiS-owi dadzą coś w zamian – na przykład ciche przyzwolenie na utrzymanie wpływów w kilku kluczowych komisjach.
  3. Dogadują szczegóły kampanii referendalnej i ustalają przekaz.

I o to właśnie chodzi. Nie o ideę. Nie o wartości. Nie o „kordon sanitarny”. Chodzi o władzę w Krakowie tu i teraz.

Gibała nigdy nie był ideowcem. Był zawsze pragmatykiem z dobrym PR-em i wyczuciem chwili.

Kiedy opłacało się być anty-PiSem – był anty-PiSem najgłośniejszym w mieście. Kiedy opłacało się zacząć rozmawiać – zaczął rozmawiać. I to nie jest nawet hipokryzja w klasycznym sensie. To jest jawna pogarda dla wyborców. Bo jeśli dziś można jeść obiad z kimś, kogo wczoraj nazywało się polityczną „zarazą”, to znaczy, że jedyną realną wartością w tej grze jest władza. A reszta to tylko dekoracja dla naiwnych.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także