– Referendum to oddolna inicjatywa mieszkańców, która została przejęta przez polityków i ustawiana przez Łukasza Gibałę, który przygotowywał się do tego przez wiele miesięcy – mówi nam Adam Hareńczyk*, jeden z liderów akcji referendalnej. Twierdzi, że to on, jako pierwszy, stanął na czele protestów przeciwko Strefie Czystego Transportu, która "była gwoździem do trumny Aleksandra Miszalskiego".
Adam Hareńczyk zdradza, że – w razie odwołania Miszalskiego – może być obywatelskim kandydatem na prezydenta Krakowa, popieranym przez Prawo i Sprawiedliwość oraz Konfederację Korony Polskiej. Gdyby wygrał, jednym z jego zastępców mógłby być... Łukasz Gibała! – W moich rozmowach z panem Gibałą, face to face, on nie wykluczył takiego rozwiązania – przyznaje Hareńczyk.
***
Kanał Krakowski: O co pokłócił się Pan z Janem Hoffmanem?
Adam Hareńczyk: Ja się z nikim nie pokłóciłem.
Ale ma Pan do niego żal.
Mam. Jan Hoffman jest przewodniczącym komitetu referendalnego, który uznajemy za samozwańczy. Komitetu, który powstał za naszymi plecami. Komitetu, który z nami nie konsultował żadnych rzeczy. Co więcej, wykorzystał niezadowolenie ludzi z wprowadzenia Strefy Czystego Transportu, która była gwoździem do trumny prezydenta Miszalskiego.
Chcę przypomnieć, że byłem pierwszą osobą, która się zaangażowała w walkę z SCT. Nasze stowarzyszenie Małopolski Bunt było pierwsze i nie wyobrażaliśmy sobie, byśmy nie uczestniczyli w komitecie referendalnym. Tymczasem zostaliśmy pominięci.
Dlaczego?
Od września osobiście prowadziłem konsultacje w sprawie stworzenia koalicji odwoławczej prezydenta miasta. Rozmawialiśmy ze wszystkimi: z PiS-em, Konfederacją, Łukaszem Gibałą…
Uważałem i nadal uważam, że tylko społeczny, obywatelski ruch oraz całkowite odpartyjnienie samorządu może przynieść rozwiązanie problemów, które toczą Kraków.
Przecież komitet organizacyjny, przynajmniej w teorii, partyjny nie jest.
Nie jest, ponieważ to spaliłoby całą inicjatywę referendalną. Natomiast komitet tworzą ludzie, którzy kiedyś byli w partiach politycznych lub są z nimi związani. W pewnym momencie weszła w to po prostu polityka. Nie jest tajemnicą, że cały ten komitet zorganizował pan Gibała i było to wbrew naszym wcześniejszym ustaleniom.
A jakie one były?
Początek całej akcji zaplanowaliśmy na 1 marca. Później miało być szybkie zbieranie podpisów, z pełną koordynacją. Chcieliśmy rozpocząć właśnie w tym terminie po to, by – po odwołaniu prezydenta i rady miasta – pierwsza tura wyborów wypadła we wrześniu, a nie – jak teraz – jeszcze w wakacje.
Dlaczego tak się nie stało?
Odpowiedź jest bardzo prosta. Jedyną osobą, która jest przygotowana do tak szybkich wyborów, i to w wakacje, jest Łukasz Gibała. Wieczny kandydat. Ale jeżeli ktoś jest wiecznym kandydatem, to znaczy, że nigdy nie zostanie wybrany.
ZOBACZ TAKŻE: Kto stoi za akcją referendalną i ile naprawdę kosztuje? [WYWIAD]
Czuje się Pan wykorzystany przez Gibałę?
Nie czuję się ani wykorzystany, ani obrażony. Natomiast uważam, że trzeba mieć jaja, zdolność honorową. Jeżeli ktoś z nami rozmawia, a jednocześnie w tajemnicy konstruuje komitet, to nie jest to zagranie fair. Inną sprawą jest to, że osobą koordynującą całą akcję referendalną nie może być ktoś, kto nie był przeciwko SCT. Bo, przypominam, Gibała się wstrzymał podczas głosowania, czyli de facto zagłosował „ZA”. Taka osoba nie powinna mieć nic wspólnego z komitetem.
Pan Gibała mówi: „Niech mieszkańcy się określą, czy chcą mieć SCT, czy nie”. No przepraszam bardzo, ale czy osoba, która nie ma zdania, ma reprezentować mieszkańców? Przecież prezydent musi mieć poglądy, powinien forsować swoje rozwiązania…
Formalnie jednak Gibały w komitecie nie ma.
Ależ oczywiście, bo wszystko zostało ułożone tak, by był to komitet obywatelski.
Chcę przypomnieć jeszcze jedną rzecz. Pan Hoffman startował w ostatnich wyborach do rady miasta z komitetu pana Kuliga [byłego wiceprezydenta Krakowa – dop. autor]. Nawiasem mówiąc, mojego kolegi z roku ze studiów, bo – nie wiem, czy pan wie – doszło do sytuacji, że mieliśmy trzech kandydatów na prezydenta Krakowa z jednego roku: mnie, Andrzeja Kuliga i Jerzego Muzyka. Stąd znam to środowisko od podszewki. Więc jeśli ktoś startował z list Kuliga, czyli z komitetu „postmajchrowskiego”, a później został przewodniczącym komitetu referendalnego, to gdzie jest ta obywatelskość
Hoffman jest narzędziem w rękach Gibały?
Za dużo by pan chciał wiedzieć.
Pytam o Pana opinię.
Oczywiście, że jest. Tu się kreuje nowy układ, nowe rozdanie. I my jesteśmy przeciwko temu, ponieważ uważamy, że Gibała nie nadaje się na fotel prezydenta.
Byłby gorszym prezydentem niż Miszalski?
Na pewno nie byłby lepszym. Myśmy się przyzwyczaili, że wybieramy mniejsze zło, a tak naprawdę nie tak powinno to wyglądać. Jak pan wie, zdobyłem w wyborach na prezydenta Krakowa 1 procent głosów. I pierwsze pytanie, które usłyszałem przed drugą turą, brzmiało, na kogo chcę oddać moje głosy. Tymczasem z czystym sumieniem nie mogłem przekazać głosów komukolwiek, ponieważ ani Miszalski, ani Gibała nie nadają się na prezydenta.
Jestem przedsiębiorcą. Jeżeli inny przedsiębiorca kładzie firmę, zadłużając ją na 250 milionów [Gibała – dop. autor], to o czym my rozmawiamy? Przecież Kraków to jedno wielkie przedsiębiorstwo. Firma, która ma 10 miliardów złotych budżetu. Tu potrzeba menedżera, nie polityka. A jakiego menedżera ma Miszalski w swojej ekipie? Przypadkowego doktora Mazura? Przypadkowego postemerytowanego burmistrza Niepołomic Kracika? Przypadkowego Sęka? Czy może importowaną z Sopotu panią Klaman? Jeśli to jest zestaw „menedżerów”, to nie dziwmy się, że tak wygląda zarządzanie miastem.
Kraków powinien być najbogatszym miastem w Polsce, a jest najbardziej zadłużonym. Oczywiście, spora w tym „zasługa” prezydenta Majchrowskiego, u którego – 42 lata temu – zdawałem egzamin na prawie. Zawsze krytykowałem jego podejście do zarządzania miastem, ale nie mogę odmówić mu jednego: był wybitnym dyplomatą. Jednemu panu potrafił dać marchewkę, drugiemu pietruszkę, a trzeciemu czekoladę. To jest wielka umiejętność. Ale przez to dziś mamy to, co mamy.
Referendum to oddolna inicjatywa mieszkańców czy polityczna hucpa?
Oddolna inicjatywa mieszkańców, która została przejęta przez polityków i ustawiana przez Łukasza Gibałę, który przygotowywał się do tego przez wiele miesięcy.
Zresztą nie tylko ja zostałem pominięty przez komitet organizacyjny. Podobnie postąpiono choćby z Piotrem Bartoszem z Ruchu Narodowego. Przypomnę słynną już manifestację przeciwko SCT z 10 stycznia, która się odbyła przy ul. Centralnej i której byłem spoiwem. Osobiście ją prowadziłem i zaprosiłem do wzięcia udziału wiele środowisk, także politycznych. Nie było tam ani Łukasza Gibały, ani przedstawicieli komitetu referendalnego. Do dziś nie ma ich jasnej deklaracji w sprawie SCT. No ale wszyscy ludzie związani z Gibałą stoją w rozkroku, a dołem płynie rzeka. Oni robią wszystko, by przypadkiem nikogo nie urazić, a nie na tym to polega. Oczywiście trzeba rozmawiać ze wszystkimi, ale należy też podejmować decyzje.
Pan rozmawia ze wszystkimi?
Oczywiście. W listopadzie byłem u pana prezydenta Miszalskiego i zacząłem od przeprosin za to, że używałem zbyt mocnych słów na wiecach. Ale wiece wiecami, a później była już merytoryczna rozmowa, z której… prezydent nie wyciągnął żadnych wniosków.
A jakie powinien?
Choćby na temat polityki Łukasza Franka. Tymczasem on stwierdził, że to najlepszy dyrektor. Więc jeśli ktoś zaczyna z takiego pułapu, to trudno dojść do porozumienia. Nie mówiąc już o tych wszystkich kolesiach, którym dał pracę, bo mieli z nim zdjęcie. Prezydent sam się ustawił w pozycji rozdającego karty, ale w negatywnym tego słowa znaczeniu. Majchrowski rozdawał karty wszystkim, a Miszalski wyłącznie ludziom z jego obozu politycznego.
Wróćmy jeszcze do styczniowego wiecu. Nie miał Pan problemu z tym, by stanąć obok kryminalisty i oddać mu mikrofon?
Mówi pan o Jaśce?
Tak.
Nie podoba mi się pana podejście i nazywanie go kryminalistą. Po pierwsze, niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto jest bez grzechu. Po drugie, ja bym go nie nazwał kryminalistą, bo dla mnie – jako prawnika z wykształcenia – jest to osoba skazana. I jeżeli nie traci praw publicznych, to wyrok nie dyskwalifikuje, jeśli chodzi o działalność społeczną.
ZOBACZ TAKŻE: Oto najszybsza kariera w Polsce. Skazany radny dzielnicowy, którego zna cały kraj
Wie pan, nie każdy jest Jabłonowskim, nie każdy jest Braunem i nie każdy jest Jaśką. Broń Boże ich nie porównuję, a chodzi mi wyłącznie o to, by pokazać, jak odbieram współpracę z panem Jaśko. Myśmy współpracowali już dużo wcześniej, choćby przy projektach związanych z ulicami: Krupniczą, Rajską, Starowiślną… I bez względu na barwy polityczne dążymy do jednego: chcemy odwołać najgorszego prezydenta i najgorszą radę miasta, jaką Kraków pamięta.
I co dalej?
To oczywiście pierwszy etap. Drugi także już mamy przygotowany.
Na czym on polega?
Na przygotowaniu ludzi, którzy zastąpią obecną, niekompetentną ekipę. Już tydzień temu nagrałem swoje stanowisko w tej sprawie. Uważam, że powinniśmy mieć apolitycznego prezydenta, który nigdy nie był w żadnej partii politycznej, oraz kompetentnych wiceprezydentów.
Czyli Pana jako prezydenta?
Ostatnio startowałem za namową środowisk wolnościowych, a nasz komitet zebrał 20 tysięcy złotych na kampanię. Pan Komarewicz wydał 400 tysięcy złotych i dostał 3 procent głosów. O innych nie wspomnę. Ja już więcej na takich „wariackich papierach” startował nie będę.
Nie ukrywam natomiast, że padła propozycja, żebym startował…. Może inaczej. Kluczowe jest stanowisko PiS-u. Ta partia ma do wyboru dwa warianty: polityczny, w którym taki kandydat nie ma szans, oraz obywatelski, jak było to z Karolem Nawrockim.
I tu – cały na biało – wchodzi Pan?
Dostałem pytanie, czy gdyby mnie poparli, to wystartowałbym. Powiedziałem, że jeśli mnie poprą oba środowiska – czyli PiS i Korona – to mogę być kandydatem obywatelskim, niezwiązanym z żadną partią , przy czym chcę nadmienić ze ja nic nie muszę ja tylko mogę . Uważam, że wtedy jest szansa, by przejść do drugiej tury, a wtedy wszystko się może zdarzyć. Wówczas pan Gibała dostałby propozycję bycia wiceprezydentem.
W czym jest Pan lepszy od Gibały, który – przypomnę – obecnie jest bezpartyjny.
Chodzi o historię. Pan Gibała był posłem, należał do jednej partii, potem do drugiej, przesiąknął tym środowiskiem, z którego już nigdy się nie wychodzi.
Zobaczył jak to jest w partiach, nie spodobało mu się, więc został bezpartyjny.
I został wiecznym kandydatem. Trzykrotnie przegrał wybory i spalił referendum w sprawie odwołania Majchrowskiego.
Spalił, bo nie zebrał wymaganej liczby ważnych podpisów?
Ja wielokrotnie zbierałem podpisy i wiem, że jeśli ktoś jest rzetelny, to tego nie pali.
Gibała nie jest rzetelny?
Proszę pana, ja nie będę palił żadnych mostów. Jeżeli trzeba będzie zawrzeć taktyczny sojusz, by w wyborach wygrał kandydat obywatelski, to nie będę dziś negował pana Gibały.
Jest wpis na Facebooku, w którym Gibała osobiście zarzeka się, że nie zależy mu na byciu wiceprezydentem. Ponoć dostał nawet taką propozycję od Majchrowskiego i jej nie przyjął.
No to pana tutaj zaskoczę, bo w moich rozmowach z panem Gibałą, face to face, on nie wykluczył takiego rozwiązania .
Myśli Pan, że to realny scenariusz?
W ogóle jeśli chodzi o samo referendum, to tych scenariuszy jest kilka. Jest wiele niewiadomych. Może być choćby tak, że uda się odwołać prezydenta, ale nie uda się odwołać rady miasta. O, i wtedy życzyłbym pan Gibałe, by został prezydentem (uśmiech).
Choć oczywiście chciałbym, by udało się odwołać i prezydenta, i radę. Wtedy liczę na to, że zdobędziemy mandaty w nowej radzie miasta. Podobnie zresztą jak i Konfederacja. Wówczas – czy to razem, czy osobno – będziemy mogli blokować niekorzystne decyzje rady.
Natomiast, jeśli chodzi o kwestię prezydencką, tutaj forsujemy obywatelskiego kandydata z szerokim poparciem kilku środowisk. Bo tylko w przypadku niepartyjnego prezydenta będzie można ruszyć tę całą mafię, czy – mówiąc delikatniej – pajęczynę układów i powiązań.
***
* Adam Hareńczyk – jeden z liderów akcji referendalnej w sprawie odwołania prezydenta Krakowa i rady miasta. Były kandydat na prezydenta Krakowa. Szef stowarzyszenia Małopolski Bunt – droga do Wolności.
ZOBACZ TAKŻE: Kłamstwa i manipulacje Berkowicza i Gibały. Najpierw sensacja, potem kompromitacja













![Kto stoi za akcją referendalną i ile naprawdę kosztuje? [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_293.jpg?5fc4f4e80304adc29a90b16d5eb63c2e)







