Wielokrotnie skazany przestępca i referendalny błazen właśnie pokazał całą prawdę o tej inicjatywie. Zamiast walczyć z „układem”, jak jeszcze niedawno krzyczał, dziś udaje, że popiera prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Po co? Żeby jak najwięcej krakowian poszło do urn i pomogło obalić tego samego prezydenta. To nie jest polityka. To jest zwykły cyrk z bandytą w roli głównej. I najlepszy dowód, że całe to referendum to nie obywatelska inicjatywa, tylko brudna, cyniczna manipulacja, w której każdy środek – kłamstwo, zmiana frontu i medialny szum – jest dobry.
W Krakowie rozpoczął się właśnie kolejny odcinek serialu pod tytułem „ratujemy Kraków przed Miszalskim”. Jedną z najbardziej widocznych twarzy tej akcji jest Mateusz Jaśko – prawomocnie skazany radny dzielnicy Krowodrza, wielokrotnie karany bandyta, który jeszcze niedawno sam chciał zostać prezydentem miasta.
Dzisiaj jednak Jaśko zmienił rolę. Z zagorzałego krytyka władzy, który zbierał podpisy pod referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego, przerzucił się na pajacowanie i udawanie, że nagle „popiera prezydenta”. Po co? Żeby jak najwięcej osób poszło do urn 24 maja. Bo im wyższa frekwencja, tym większa szansa, że referendum będzie ważne i przyniesie zamierzony efekt – polityczne trzęsienie ziemi w Krakowie.
ZOBACZ TAKŻE: Po spotkaniach z Jaśką musiał mieć ochronę! "Ukrywałem się razem z rodziną" [WYWIAD]
To nie jest żaden przypadek. To klasyczny przykład manipulacji i tworzenia szumu medialnego, którym orędownicy referendum posługują się od samego początku. Kiedy trzeba było zbierać podpisy – Jaśko był „twarzą obywatelskiego gniewu”. Kiedy trzeba podbić frekwencję – nagle staje się „tym, który mówi: idźcie głosować, nawet jeśli popieracie prezydenta”. Błazen w przebraniu aktywisty.
Przypomnijmy fakty, które media głównego nurtu często wolą omijać szerokim łukiem:
- Mateusz Jaśko został prawomocnie skazany przez Sąd Apelacyjny w Krakowie za próbę wręczenia miliona złotych łapówki i groźby karalne pod adresem dziennikarza TVN. Sprawa dotyczyła próby przekupstwa w zamian za wyciszenie niewygodnego materiału o giełdzie kryptowalut. Gdy dziennikarz odmówił – padły groźby. Sąd zaostrzył wyrok: zamiast grzywny – cztery miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata plus 10 tysięcy złotych nawiązki.
- To nie pierwszy konflikt z prawem. Jaśko ma na koncie wcześniejsze, zatarte już wyroki m.in. za czyny przeciwko zdrowiu i nietykalności. Między innymi uderzył pięścią w twarz kobietę. Mimo to zachował mandat radnego dzielnicy i dalej buduje wizerunek „tego wkurzonego chłopaka z osiedla”, który „walczy z układem”.
- Teraz ten sam człowiek występuje w roli medialnego clowna, który raz atakuje Miszalskiego, a za chwilę udaje, że go „popiera”, byle tylko wyciągnąć ludzi do lokali wyborczych.
To pokazuje prawdziwą twarz inicjatorów referendum: nie chodzi o troskę o Kraków, tylko o narzędzie politycznej walki, w której każdy środek jest dobry – manipulacja, szum, zmiana narracji z dnia na dzień.
Referendum 24 maja ma być „głosem mieszkańców”. Tymczasem jedną z jego najbardziej rozpoznawalnych postaci jest człowiek, którego własne życie to ciąg procesów sądowych i kontrowersji. Jeśli tak wygląda „obywatelska inicjatywa”, to Kraków naprawdę ma problem – ale niekoniecznie z prezydentem Miszalskim.
Bo prawdziwy problem to właśnie tacy „bojownicy”, którzy w zależności od potrzeby raz są anty-establishmentem, a raz jego pożytecznymi idiotami. Typowe pajacowanie w służbie referendum.
***
Jeśli zaś naprawdę popieracie Miszalskiego, on sam apeluje, by w dniu referendum zostać w domu. Tylko brak frekwencji moze spowodować, że obecny prezydent dokończy kadencję.






















