Wiemy już na pewno, kto stoi w centrum tej śmierdzącej na kilometr politycznej intrygi, jaką jest referendum! Samozwańczy zbawca mieszkańców, Łukasz Gibała, najwyraźniej uznał, że najlepszym sposobem na dojście do wymarzonego stanowiska jest wysypanie worka pieniędzy na ulice. Bo tak, drodzy Państwo, to już pewne: Gibała finansuje akcję referendalną przeciwko prezydentowi Aleksandrowi Miszalskiemu. I nie, to nie są plotki z Rynku Głownego. To fakty, potwierdzone przez samego zainteresowanego i jego kumpli.
Możecie nam zarzucać, że bredzimy, bo nie lubimy Gibały. Fakt, uważamy go za szkodnika, który od lat miesza w krakowskiej polityce jak w bigosie, zawsze z myślą o własnych ambicjach. Ale tu nie chodzi o sympatię. Chodzi o twarde dowody.
Najpierw sam Gibała przyznał, że płaci zbierającym podpisy pod referendum. – Tak, płacimy ankieterom – brzmiało to jak wyznanie grzesznika, ale bez skruchy.
A dziś? Dziś zaangażowanie finansowe Gibały potwierdził... Jan Hoffman, szef komitetu organizacyjnego tej całej szopki referendalnej. Przyznał wprost, że między innymi za słupy reklamowe płaci stowarzyszenie Gibały. Jeśli jeszcze ktoś miał wątpliwości, kto tu pociąga za sznurki i kto najwięcej zyskuje na tym cyrku – nawet zwolennicy referendum właśnie te wątpliwości rozwiali.
Jan Hoffman: Zwrócił się do nas jeden z partnerów, pewnie się państwo domyślacie. Jest mocno zaangażowany w Stowarzyszeniu Kraków dla Mieszkańców.
Sam Gibała powiedział dziś w Lovekraków, że stowarzyszenie włączyło się w zbiórkę podpisów, a także zaplanowało i sfinansowało kampanię outdoorową promującą referendum.
Cały tekst możecie przeczytać tutaj: Kto finansuje referendum w Krakowie? W tle środowisko Gibały
Wyobraźcie sobie: Miszalski rządzi Krakowem od niespełna dwóch lat, po 22-letniej epoce Majchrowskiego, a tu nagle wyskakuje referendum z hasłami o zadłużeniu, kolesiostwie i "błazeństwach". Brzmi szlachetnie? Jasne, dopóki nie zajrzymy za kulisy. Gibała, który przegrał z Miszalskim w wyborach w 2024 roku (dostał 49% w drugiej turze, ale to wciąż przegrana), teraz gra va banque.
Jego stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców ruszyło z plakatami, banerami i płatnymi zbieraczami podpisów. A ile to kosztuje? "Pierdyliardy złotych", jak ktoś mógłby powiedzieć, choć Gibała woli nie podawać szczegółów. Ale wiemy, że na akcję poszły już zawrotne kwoty.
ZOBACZ TAKŻE: Ile dziennie kosztuje zbieranie podpisów pod listą referendalną?
To nie jest "obywatelska" inicjatywa. To polityczna zemsta. Gibała zbiera koalicję od lewa do prawa: PiS, Konfederacja, Razem, a nawet narodowcy – wszyscy nagle zjednoczeni przeciwko Miszalskiemu. A sam Gibała? Ten "niezależny" radny, który w 2024 roku spłacił pożyczkę ojcu, by "uciąć spekulacje", teraz wydaje kasę na obalenie rywala. Hipokryzja level master.
Referendum to nie jest dziś "głos mieszkańców". To precyzyjnie opłacona operacja polityczna. To nie jest walka o lepsze miasto. To walka o fotel. Gibała chce go kupić referendum, podpisami, banerami i kasą. My mamy zapłacić cenę: destabilizacją, nowymi wyborami i człowiekiem, który traktuje Kraków jak prywatny projekt polityczny.
Czy Kraków zasługuje na stabilność, czy na marionetkowego kupca z ambicjami prezydenckimi?




















