Demokracja demokracją, ale skoro już ma być referendum, to czemu by na nim nie zarobić? Jeden z bukmacherów właśnie wystawił trzy smakowite zakłady dotyczące krakowskiego referendum.
Bukmacherzy patrzą po prostu na to, czym żyje dziś Kraków: podpisy pod referendum, polityczne nerwy w magistracie i coraz głośniejsze spekulacje, jak to wszystko się skończy.
Zakład pierwszy: podpisy
„Czy organizatorzy referendum zbiorą minimum 120 tysięcy podpisów?”
Tak – 1.30 | Nie – 3.10
Tu bukmacher zachowuje się jak nauczyciel, który już widzi, że uczeń zda egzamin, ale jeszcze nie chce wpisać piątki do dziennika.
Bo z jednej strony licznik podpisów rośnie bardzo szybko i wszystko wskazuje na to, że próg zostanie przekroczony. Z drugiej, w takich akcjach zawsze pojawia się element chaosu...
Dlatego kurs 1.30 mówi: raczej się uda.
Ale 3.10 na „Nie” to klasyczna bukmacherska zachęta dla tych, którzy wierzą, że w polskiej rzeczywistości zawsze może wydarzyć się coś nieoczekiwanego.
Zakład drugi: odwołanie prezydenta
„Czy Aleksander Miszalski zostanie odwołany w referendum?”
Tak – 1.65 | Nie – 2.05
Tutaj bukmacher wyraźnie mówi: sprawa jest otwarta.
Bo referendum to nie jest zwykłe głosowanie „czy ktoś jest lubiany”. Tu liczy się przede wszystkim mobilizacja. Jedni pójdą głosować z przekonaniem, że trzeba „coś zmienić”, inni z myślą, że „trzeba zatrzymać polityczną awanturę”.
Dlatego kursy są tak blisko siebie. Bukmacher zakłada, że emocje są duże, ale wynik wcale nie musi być oczywisty.
Zakład trzeci: scenariusz science fiction
„Czy Aleksander Miszalski sam zrezygnuje ze stanowiska prezydenta Krakowa?”
Tak – 10.00 | Nie – 1.02
Tu bukmacher nie owija w bawełnę.
Kurs 10.00 na „Tak” oznacza, że traktuje tę opcję mniej więcej tak poważnie, jak ja traktuję szansę na metro w Krakowie przed 3040 rokiem.
Ale uwaga, bo tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa. Bukmacher pozwala postawić na ten zakład maksymalnie 500 tysięcy złotych.
Gdyby więc – czysto hipotetycznie – ktoś z bardzo dobrym dostępem do informacji postawił pół miliona na „Tak”, a potem rzeczywiście doszłoby do rezygnacji… wygrana wyniosłaby 5 milionów złotych. Po odliczeniu podatków zostaje około 4 miliony.
Czyli – mówiąc brutalnie – całkiem sensowna odprawa polityczna. Taka, która potrafi ustawić człowieka do końca życia dużo skuteczniej niż kolejna konferencja o partycypacji społecznej.
Referendum dopiero przed nami, ale jedno już wiadomo: emocji nie zabraknie. A jeśli bukmacherzy mają rację, to może się okazać, że największym zwycięzcą całej historii będzie… ktoś, kto dobrze postawił pięć złotych. Albo 500 tysięcy.




















