– Referenda w Małopolsce są przeciwko komuś, przeciwko czemuś. Referendum powinno dać możliwość wyboru. Albo tak, albo tak – mówi poseł Jerzy Meysztowicz. Jak podkreśla, referenda odwoławcze coraz częściej stają się narzędziem politycznej walki, a nie obywatelskiej kontroli samorządu.
Jak mówił w Radiu Kraków wokół inicjatywy pojawia się wiele niejasności, przede wszystkim dotyczących finansowania kampanii. – Nie wiemy, kto stoi za referendum w Krakowie. Finansuje to stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców. Wydano kilka milionów złotych – mówi.
Według Meysztowicza argumenty, które były podstawą organizacji referendum, częściowo straciły już aktualność. – Jest poprawa. Te elementy przestały istnieć. Jest sens wydawać kolejne tysiące, żeby zorganizować referendum, aby stwierdzić, że prezydent Miszalski wyciągnął wnioski? – pyta polityk.
Jego zdaniem ewentualne odwołanie prezydenta Krakowa przy pozostawieniu obecnej Rady Miasta mogłoby doprowadzić do politycznego paraliżu. – Wygra ktoś, kto będzie miał Radę Miasta przeciwko sobie. Nie zrobi nic. Będzie paraliż miasta – ocenia.
Mimo krytycznej oceny samych inicjatyw referendalnych, poseł nie widzi potrzeby zmian w obowiązujących przepisach. – Zasady są jasne. Wymogi co do frekwencji są właściwe. Nie zmieniłbym tego – podkreśla.
Odnosząc się do wcześniejszych nieudanych referendów w Bochni i Radłowie, Meysztowicz wskazuje, że mieszkańcy zwyczajnie nie chcą politycznych konfliktów. – Ludzie nie lubią awantury. Takie referendum to awantura – podsumowuje.
Cała rozmowa tutaj: Jerzy Meysztowicz (KO) o porażce kolejnego referendum: "Ludzie nie lubią awantury"
(źródło: Radio Kraków)
![Majchrowski: „Gibała chce wejść do gabinetu prezydenta tylnymi drzwiami” [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_131_369.jpg?55c769c5d19edc1f0d830a8d53a00cbb)

