• Pozycja: Box 2
Przeczytasz w 1-2 minuty
Narodowcy już nie ukrywają. Chcą zrobić "skok na Kraków"

Kraków pada ofiarą cichego zamachu stanu. I to nie przez Rosjan, nie przez Brukselę, tylko przez własnych „patriotów” w czarnych kurtkach. Ruch Narodowy zebrał tysiące (dziesiątki tysięcy?) podpisów pod referendum, ale nie po to, by „ratować miasto” – tylko by je sobie wziąć. Całe. Bez reszty.

Skrajna prawica, pod szyldem Ruchu Narodowego, ogłasza, że jest gotowa na „skok”, a właściwie na zawłaszczenie Krakowa dla własnych interesów. Piotr Bartosz, lokalny wódz RN (a przy okazji Konfederacji, bo granice się zacierają), wypowiada właśnie słowa, które brzmią jak zapowiedź inwazji:

Zawsze krytykowaliśmy obecny magistrat za niegospodarność, za patronat nad paradami równości. Miszalski wywieszał tęczowe flagi z magistratu w Krakowie. Wywieszanie ukraińskich flag – nie było na to naszej zgody.

Referendum się rozpoczęło. (…) Jako środowisko narodowe zrobiliśmy tutaj ogromną robotę. Jako Ruch Narodowy zebraliśmy najwięcej podpisów ze wszystkich partii politycznych i stowarzyszeń (…).

Oprócz odwołania prezydenta [liczymy] na odwołanie rady miasta i kolejny skok, który jesteśmy w stanie zrobić w Krakowie, czyli wprowadzenie radnych do rady miasta, co będzie dla nas olbrzymim sukcesem, bo nie mieliśmy tego nigdy.

Nie ma tu ani krzty przypadku, ani oddolnego buntu zwykłych krakowian. To klasyczna, cyniczna operacja polityczna – dobrze naoliwiona maszynka do przejmowania władzy. Referendum? To tylko wygodny pretekst. Podpisy zbierane były masowo, ale nie po to, by „dać głos mieszkańcom”, tylko po to, by zrobić miejsce pod własne kadry. Najpierw prezydent, potem cała rada miasta, na deser radni dzielnicowi – krok po kroku, metodycznie, jak w podręczniku „jak zawłaszczyć samorząd”.

A te flagi? Tęczowa – zło wcielone, ukraińska – niedopuszczalna herezja. Dla narodowców każdy taki symboliczny gest obecnych władz to dowód na „zdradę tradycji” i idealny haczyk, by wmówić, że Kraków pilnie wymaga „ratunku” przez nich samych. Ratunku, który w ich wykonaniu oznacza jedno: narodową kontrolę nad wszystkim: od budżetu, przez nazwy ulic, po to, co wolno wywiesić na balkonie.

Kiedy Piotr Bartosz mówi o „kolejnym skoku”, który zrobią w Krakowie, nie mówi o demokracji. Mówi o podboju. Referendum to tylko katapulta, podpisy to amunicja, a radni Ruchu Narodowego to już garnizon okupacyjny.

ZOBACZ TAKŻE: Liczby przerażają. Zobacz, co opozycja chce zrobić z kasą Krakowa

Jeśli ten plan wypali, Kraków nie będzie już miastem krakowian. Będzie miastem narodowców, dla narodowców i przez narodowców. Reszta? Albo się dostosuje, albo zniknie z krajobrazu. Historia zna takie „skoki”. Zawsze kończyły się tak samo: ciszą obywateli i pokazem flag, które zdaniem narodowców są właściwe.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także