• Pozycja: Box 3
Przeczytasz w 2-3 minuty
Łukasz Gibała podczas sesji rady miasta / fot. Łukasz Michalik

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda imponująco. Portal LoveKraków opublikował zestawienie najbardziej aktywnych radnych tej kadencji. Są więc i mistrzowie interpelacji i mistrzowie nieobecności. W pierwszej kategorii zwycięzca jest bezdyskusyjny. Fanfary, werble i konfetti: Łukasz Gibała.

Licznik zatrzymał się na 145 interpelacjach. Do tego jedno zapytanie. W sumie 146 dokumentów skierowanych do magistratu.

źródło: Lovekraków

Cały tekst Lovekraków znajdziecie po tym linkiem: Mistrzowie interpelacji, mistrzowie nieobecności. Sprawdzamy aktywność krakowskich radnych

Trzeba przyznać, że liczba robi wrażenie. Pytanie tylko, czy równie imponujące są efekty.

Bo z interpelacjami w krakowskiej polityce bywa trochę jak z fajerwerkami w sylwestra. Najpierw jest huk, błysk i dużo dymu, a potem wszyscy wracają do domu i niewiele z tego zostaje. Interpelacja jest idealnym narzędziem do pokazania wyborcom: „zająłem się sprawą”. Napisać pismo, wysłać do urzędu, wrzucić na Facebooka i gotowe. Czy sprawa została doprowadzona do końca? Czy coś realnie się zmieniło? To już często znacznie mniej spektakularna część historii.

Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik

Przy tej imponującej liczbie przypomniała mi się jednak pewna informacja sprzed kilku lat. We wrześniu 2020 roku zarówno Gazeta Wyborcza, jak i portal KRKnews pisały o nieoficjalnym cenniku związanym z przygotowywaniem interpelacji. Według tych doniesień jedna miała kosztować równe 200 złotych.

Źródło: GW
źródło: KRKnews

Jeśli ktoś lubi matematykę, może wykonać proste działanie:

145 interpelacji razy 200 złotych daje 29 tysięcy złotych.

Całkiem pokaźna inwestycja w lokalną demokrację. O ile – rzecz jasna – cennik przez te lata nie wzrósł, bo inflacja dotknęła przecież także branżę… interpelacyjną.

Choć dziś pojawia się jeszcze jedna możliwość, której w 2020 roku nikt na poważnie nie brał pod uwagę. Sztuczna inteligencja.

Bo jeśli ktoś chce produkować interpelacje w tempie niemal taśmowym, to trudno nie zadać pytania: czy naprawdę potrzebny jest do tego człowiek za 200 złotych od sztuki? Wystarczy kilka zdań polecenia, a algorytm w kilka sekund wygeneruje uprzejme pismo zaczynające się od „Szanowny Panie Prezydencie, zwracam się z uprzejmą prośbą o informację…”.

Koszt? Bliski zeru. Wydajność? Nieograniczona.

Kto wie, być może w kolejnych rankingach zobaczymy już nie tylko mistrza interpelacji, ale wręcz radnego, który osiągnie poziom produkcji hurtowej. Setki pism rocznie, każde poprawne, każde elegancko sformatowane i każde kończące się tradycyjnym „z poważaniem”.

Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik

Jeśli jednak trzymać się starego cennika 200 zł za interpelację, to rachunek robi się całkiem konkretny. Około 30 tysięcy złotych za niewiele ponad rok pisania pism, które – w zdecydowanej większości – do niczego nie prowadzą

I tu pojawia się pytanie: czy mieszkańcy Krakowa wolą radnego, który pisze 145 interpelacji, czy takiego, który doprowadza choć kilka spraw do końca? Bo różnica między tymi dwiema aktywnościami jest mniej więcej taka, jak między wysłaniem maila a rozwiązaniem problemu.

ZOBACZ TAKŻE: Gibała finansuje akcję przeciwko Miszalskiemu, czyli jak radny kupuje sobie Kraków

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także