Przeczytasz w 2-3 minuty
Kto naprawdę rządzi Krakowem?

Czołem, krakowianie! Macie ochotę napluć policjantom i strażnikom miejskim w twarz? Nie zachęcam do tego, ale raczej nic wam za to nie grozi. Więc śmiało. Bo od tygodni robią to osoby prowadzące profil Blade Runners SCT Kraków i… nic. Zero. Służby porządkowe udają, że pada deszcz.

Podobnie zresztą jak ci z Blade Runners SCT Kraków. Oni też naigrywają się z Policji i Straży Miejskiej, grając głupa, że to warunki atmosferyczne niszczą znaki Strefy Czystego Transportu. Więc śmiało: możecie je sobie wyciąć piłą motorową i zabrać do domu na pamiątkę. I tak nic wam nie zrobią.

Nie wierzycie? To spójrzcie raz jeszcze na profil Blade Runners SCT Kraków. Od wielu tygodni regularnie wrzucają zdjęcia: połamane słupki, pocięte tablice, znaki leżące na ziemi jak puszki po piwie po sylwestrze. Jedna noc – ponad 30 znaków poszło w piach (dosłownie, bo ktoś je chyba wyrwał z korzeniami). Inna noc – kolejne kilkanaście. Koszt? Dziesiątki tysięcy złotych z kieszeni krakowian na wymiany i naprawy. Ale kogo to obchodzi, skoro płaci podatnik?

źródło: Blade Runners SCT Kraków

A co robią służby? Straż Miejska? Policja? Nie chcę brzmieć tu populistycznie i pisać, że ścigają panie handlujące marchewką na chodniku czy czepiają się źle zaparkowanego auta. Ale – i to już nie jest ani populizm, ani opinia, a fakt – zwyczajnie nie radzą sobie z falą zniszczeń znaków drogowych.

Profil Blade Runners na FB i jawne nabijanie się z państwa.

Prezydent Aleksander Miszalski apelował o większą sprawność służb w tym zakresie. Apelował. Jakby to był list miłosny wysłany do służb, a nie dramatyczny krzyk o egzekwowanie prawa. Bo przecież jak ktoś wytnie 30 znaków w jedną noc piłą elektryczną, to musi być wyjątkowo złośliwy wiatr. Albo globalne ocieplenie. Albo Władimir Putin osobiście.

Więc podsumujmy:

  • Mandat za nieprawidłowe parkowanie – 500 zł i holowanie.
  • Mandat za przekroczenie prędkości o 30 km/h – 800 zł i punkty.
  • Mandat za wyrzucenie peta na Rynek – 500 zł i moralne oburzenie połowy internetu.
  • Wycięcie kilkudziesięciu znaków drogowych, sfotografowanie się z nimi i publiczne chwalenie się tym w sieci? – darmowy content i poklepanie po plecach od tysięcy obserwujących.

To już nie jest nawet anarchia. To jest oficjalnie zatwierdzony przez miasto sport ekstremalny: usuwanie znaków SCT na czas. Nagroda: bezkarność i lajki.

Więc jak następnym razem strażnik miejski czy policjant podejdzie do was z mandatem za złe parkowanie, możecie mu grzecznie powiedzieć:
"Przepraszam, ale ja akurat czekam na halny, żeby wytłumaczyć, dlaczego mi się tabliczka z napisem »zakaz postoju« sama złamała. Do widzenia."

A potem możecie mu napluć w twarz. I tak nic się nie stanie.

ZOBACZ TAKŻE: Skazany bandyta "ratuje" Kraków. Nie ma pomysłu, ale ma wyrok i kamerę

Oburzacie się teraz, że za mocno, prawda? Że to niby nawoływanie do chamskiego zachowania? Że nie przystoi? Że powinny obowiązywać jakieś standardy? Że chamstwa nie można zwalczać chamstem?

Ale prawdziwy problem nie polega na tym, że ktoś napluje funkcjonariuszowi w twarz. Polega na tym, że dziś w Krakowie można bezkarnie napluć w twarz państwu i ono nawet nie próbuje się obronić.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także