Znany krakowski kryminalista Mateusz Jaśko oraz jego nieodłączny „funfel” Tomasz Borejza urządzili w sieci publiczną stypę po… własnym ego. Powód? Nie zostali wpuszczeni na konferencję prasową prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego. Więc się spłakali niczym dzieci, którym zamknięto drzwi do sali zabaw, zapominając, że to nie plac zabaw, tylko briefing prasowy, a wstęp nie jest „dla każdego z opieką”.
– Miszalski nie wpuszcza nieprzychylnych sobie mediów! – grzmiał Jaśko, uderzając w klawiaturę z dramaturgią godną teatru jednego aktora.
Problem w tym, że ta narracja nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, a cała akcja boleśnie obnażyła, kim panowie są naprawdę: internetowymi pieniaczykami żyjącymi z taniego storytellingu i konfliktu dla konfliktu.
Bo oto fakty, których nie da się zakrzyczeć:
- Na briefingu obecnych było kilkunastu dziennikarzy z bardzo różnych redakcji.
- Byli przedstawiciele Telewizji Republika i Telewizji wPolsce24 – mediów, które z sympatią do Platformy Obywatelskiej nie mają absolutnie nic wspólnego.
- Był Wojciech Mucha, jeden z najbardziej konsekwentnych i bezlitosnych krytyków Aleksandra Miszalskiego (a wcześniej Jacka Majchrowskiego).
- Była dziennikarka z portalu Jana Hoffmana – inicjatora referendum przeciwko władzom miasta.
- Był wreszcie red. Dawid Serafin, o którym można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest fanem obecnego prezydenta Krakowa.
Lista jest długa, a przekrój poglądów szeroki. Trudno więc mówić o „blokowaniu nieprzychylnych mediów”, skoro hol prezydencki był pełen ludzi, którzy Miszalskiemu nie odpuszczają ani na centymetr.
I teraz najlepsze.
Na konferencję nie wpuszczono dokładnie dwóch osób. DWÓCH. Nie „mediów”. Nie „dziennikarzy krytycznych”. Tylko Mateusza Jaśki i Tomasza Borejzy.
Jaśko to osoba prawomocnie skazana wyrokami sądowymi, znana szerzej nie z rzetelnej pracy dziennikarskiej, lecz z głośnych, mrocznych i wielokrotnie opisywanych medialnie historii ze świata przestępczego. Więcej o jego wyroku związanym ze sprawą zastraszania dziennikarza TVN i oferowaniu mu milionowej "łapówki" w zamian za odstąpienie od tematu, pisaliśmy tutaj: Oto najszybsza kariera w Polsce. Skazany radny dzielnicowy, którego zna cały kraj.
Trudno się więc dziwić, że urzędnicy magistratu nie widzą potrzeby ani sensu prowadzenia „dialogu” z kimś o takim życiorysie.
Borejza? To internetowy aktywista, pieniaczyk i współtwórca hejterskiego „Rynku Krowoderskiego”. Kiedyś próbował uchodzić za dziennikarza, dziś sam chyba nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, kim właściwie jest: reporterem, pieniaczem czy tylko stałym bywalcem sekcji komentarzy.
I tu dochodzimy do sedna, którego panowie najwyraźniej nie są w stanie pojąć:
- Briefing prasowy był dla dziennikarzy – nie dla kryminalistów ani internetowych awanturników.
- Na konferencji byli przedstawiciele mediów o bardzo różnych poglądach – także skrajnie krytycznych wobec Miszalskiego.
- Nikt nikomu nie zamyka ust – ale zanim zacznie się krzyczeć o „cenzurze”, wypadałoby najpierw udowodnić, że jest się dziennikarzem, a nie tylko głośnym użytkownikiem Facebooka.
Krytyka władzy? Oczywiście. To fundament demokracji i mediów. Ale kiedy narracja zaczyna się od „nie wpuszczono mnie, bo jestem krytyczny”, a kończy na publicznym zawodzeniu w internecie, to bliżej temu do stand-upu napompowanego własnym ego niż do jakiejkolwiek rzetelnej publicystyki.
Konferencje prasowe to nie open-mic, a magistrat to nie scena dla ludzi, którzy mylą dziennikarstwo z awanturą. I im szybciej panowie Jaśko i Borejza to zrozumieją, tym mniej będzie w Krakowie żenujących spektakli pod tytułem: „jak zrobić z siebie ofiarę, gdy fakty brutalnie nie pasują”.







![Zbudował fundamenty nowoczesnego Krakowa. Teraz ostrzega przed przyszłością [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_218.jpg?882cefd753d6b6f9a509ab6b3cf1269e)














