• Pozycja: Box 2
Przeczytasz w 2-3 minuty
Protest przeciwko SCT

Stało się. To, o czym nieoficjalnie pisaliśmy od dawna, właśnie zostało oficjalnie potwierdzone. Protesty przeciwko Strefie Czystego Transportu, sprzedawane jako „oddolny ruch obywatelski”, są w rzeczywistości projektem politycznym. I to nie byle jakim.

Potwierdził to publicznie Piotr Bartosz, jeden z liderów krakowskiej skrajnej prawicy.

W niedzielę napisaliśmy wprost, że skrajna prawica łowi frajerów „na SCT”. Że pod hasłami „wolności” i „walki z zakazami” zbierane są wasze dane osobowe. I że to nie ma nic wspólnego z żadnym ruchem społecznym.

Wystarczy wejść na stronę stopsct.pl. Czytamy tam, że „POLACY żądają ZNIESIENIA Strefy Czystego Transportu”. Padają wielkie słowa, narodowe emocje, dużo wykrzykników. A na końcu: formularz. Imię. Nazwisko. Adres e-mail.

Ani słowa o tym, kto te dane zbiera.

Dopiero po przeklikaniu się do „polityki prywatności” dowiadujemy się, że administratorem danych jest… Ruch Narodowy. Czyli nie „obywatele”, nie „mieszkańcy”, nie „inicjatywa oddolna”, tylko konkretna partia polityczna skrajnej prawicy.

W niedzielę pisaliśmy jasno:

Zastanówcie się chwilę. Do czego takie dane mogą być wykorzystane?

  • do kampanii wyborczej,
  • do profilowania poglądów,
  • do politycznego targetowania,
  • do budowania baz sympatyków, którzy nawet nie wiedzą, że właśnie się zapisali.

I komu te dane oddajecie? Bo nie ruchowi społecznemu, tylko organizacji partyjnej, która SCT traktuje nie jako problem transportowy czy zdrowotny, ale jako paliwo ideologiczne.

Na oficjalne potwierdzenie nie trzeba było długo czekać.

Chwilę po publikacji naszego posta na Facebooku odezwał się sam Piotr Bartosz, polityk skrajnej prawicy. Czy dziś jest z Konfederacji, czy z Ruchu Narodowego, czy może z jeszcze innego odłamu tej samej ideologicznej rodziny – szczerze mówiąc, trudno nadążyć. W wyborach startował jako konfederata, dziś podpisuje się jako działacz Ruchu Narodowego. Tyle tam rozłamów, transferów i frakcji, że nawet oni chyba nie wiedzą, kto jest czyim kolegą, a kto wrogiem do wczoraj.

Ale jedno wiedzą doskonale: do czego służą dane.

I Bartosz napisał to wprost, czarno na białym, w komentarzu pod naszym postem:

Po co nam dane przeciwników SCT? Żeby zebrać podpisy pod referendum i wywalić prezydenta Miszalskiego i jego kolesi w miejskich spółkach z premiami na zbity pysk.

Czyli sprawa jest jasna. Podpisujecie się przeciwko SCT, a skrajna prawica wykorzystuje wasze dane do walki politycznej. Do własnej gry.

Dziękujemy za szczerość. Naprawdę. Rzadko zdarza się, żeby ktoś tak otwarcie przyznał: tak, to jest polityka i tak, użyjemy waszych danych.

Maski opadły. Nie ma już „obywatelskiego sprzeciwu”, nie ma „oddolnego ruchu”, nie ma „zwykłych kierowców”. Jest skrajna prawica, jest zbieranie danych i jest jawne przyznanie się do politycznego celu.

Każdy, kto dziś jeszcze udaje, że protesty przeciwko SCT są „apolityczne”, albo nie chce widzieć, albo już oddał swoje dane tym, którzy dokładnie wiedzą, jak je wykorzystać.

A Wy, następnym razem, zanim klikniecie „popieram”, sprawdźcie nie tylko hasło na banerze, ale kto trzyma listę z Waszym nazwiskiem.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także