– Decydent pracuje na co dzień w urzędzie i to tam jest miejsce do protestowania przeciwko jego decyzjom. Dom to przestrzeń prywatna. Miejsce, w którym chce się czuć bezpiecznie i spędzać czas z rodziną. Zaburzanie tego poczucia bezpieczeństwa jest problematyczne – tymi słowami Mateusz Wojcieszak, prezes Fundacji Pole Dialogu, komentuje zapowiadane protesty, które mają odbyć się przed domem prezydenta i krakowskich radnych. Protestować mają oczywiście przeciwnicy Strefy Czystego Transportu, którzy – już po raz kolejny – udowadniają, że normalna, cywilizowana i merytoryczna rozmowa jest z nimi niemożliwa.
Po wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego przeciwnicy strefy czystego transportu zapowiadają protesty przed domami polityków, w tym prezydenta Krakowa. Pojawia się pytanie, czy taka forma sprzeciwu mieści się w granicach demokratycznego państwa prawa. Sprawę skomentował Mateusz Wojcieszak, prezes Fundacji Pole Dialogu, w rozmowie z Radio Kraków.
Dla mnie wyznacznikiem prawa do protestu - podstawowego prawa każdej obywatelki i każdego obywatela, w tym przypadku mieszkańców Krakowa - jest zasada, że nasze prawa kończą się tam, gdzie zaczynają się prawa drugiej osoby.
W ocenie eksperta zapowiadane działania są nieadekwatne do charakteru sporu.
Jest to przesada. Zwłaszcza w sprawie, która - w przeciwieństwie do protestów klimatycznych - nie dotyczy bezpośrednio prawa do życia czy przetrwania. Rozumiem, że protestujący nie zgadzają się z polityką publiczną, że obawiają się kosztów, konieczności dostosowania się do nowych przepisów albo kierują się motywacjami politycznymi. Natomiast sięganie po narzędzia protestu totalnego wydaje mi się w tym przypadku nieuzasadnione.
Jak podkreśla, granica sprzeciwu przebiega tam, gdzie naruszane jest poczucie bezpieczeństwa w sferze prywatnej.
Decydent pracuje na co dzień w urzędzie i to tam jest miejsce do protestowania przeciwko jego decyzjom. Dom to przestrzeń prywatna - miejsce, w którym chce się czuć bezpiecznie i spędzać czas z rodziną. Zaburzanie tego poczucia bezpieczeństwa jest problematyczne.
Na stwierdzenie, że w internecie widać duże poparcie dla takich działań, odpowiada:
To, co widzimy w internecie, nie jest rzeczywistością. Nie wiemy, ile komentarzy pochodzi od botów ani ile generują te same osoby. Dla mnie realnym wyznacznikiem siły i legitymizacji protestu jest liczba osób, które są gotowe poświęcić swój czas i fizycznie pojawić się na demonstracji.
Całą rozmowę znajdziecie tutaj: Granice sprzeciwu. Czy wszystko wolno w proteście przeciwko SCT?
To nie pierwszy raz, gdy przeciwnicy SCT posuwają się do kuriozalnych form sprzeciwu, Wcześniej pisaliśmy między innymi o tym, jak na profilu Zarządu Transportu Publicznego n Facebooku, grozili urzędnikom śmiercią, a zwolennikom SCT życzyli "złośliwego raka odbytu".
Żebyście skurwysyny zdechli na złośliwego raka odbytu, a wasze córki kurwiły się z czarnuchami
– pisał jeden z nich.
Cały tekst, groźby śmierci i komentarze przeciwników SCT, przeczytacie tutaj: Przeciwnicy SCT grożą urzędnikom śmiercią, a zwolennikom życzą "złośliwego raka odbytu"





















