• Pozycja: Box 3
Przeczytasz w 2-4 minuty
Aleksander Miszalski na tle swojego gabinetu / fot. archiwum prywatne

To nie był sondaż. To było paliwo rakietowe. Lokalny portal dolał benzyny do ogniska, a banda chętnych do odwoływania Aleksandra Miszalskiego zaczęła się nakręcać jak nastolatkowie na dopalaczach, kręcąc się w kółko i krzycząc, że „JUŻ PO NIM”.

W środę jeden z lokalnych portali „ujawnił” (hehe) sondaż, z którego wynika, że – tu cytat – referendum w Krakowie możliwe. 64 proc. Krakowian deklaruje udział, większość za odwołaniem prezydenta miasta. Koniec cytatu.

Czytając to, można było odnieść wrażenie, że oto przemówiła historia, duch miasta i Wawel jednocześnie.

Badanie zostało przeprowadzone na zlecenie – werble, fanfary, konfetti – Łukasza Gibały! Tego samego, który – wciąż nie możemy o tym zapomnieć – już TRZY razy przegrał wybory na prezydenta Krakowa, a raz tak bardzo chciał odwołać w referendum Jacka Majchrowskiego, że złożył w Państwowej Komisji Wyborczej podpisy, które okazały się sfałszowane, czym musiała się zająć prokuratura.

Łukasz Gibała wpatrzony w ekran / fot. Łukasz Michalik

Ale do sedna. Bo nie chodzi tu ani o metodologię, ani o prawdę, ani nawet o Kraków. Chodzi o emocjonalny fast food dla ludzi, którzy od dawna żyją w stanie permanentnego „zaraz go obalimy”, a każdy wykres traktują jak znak zesłany z nieba.

To środowisko funkcjonuje dokładnie tak: wrzuć im wykres – dostaną orgazmu. Jeden słupek w górę i już widzą siebie w oknie magistratu, machających tłumom jak Jan Paweł II, tylko bez sutanny i z komentarzem na Facebooku.

Ten sondaż to dla nich jak relikwia. Całują ekran, udostępniają z dopiskiem „NO I CO TERAZ KOLESIE??”, tłumaczą, że „LUD PRZEMÓWIŁ”, chociaż lud to głównie dwudziestu komentatorów z awatarami psów, orłów i krzyczących emotek. Nakręcają się nawzajem, pompują, podbijają, aż robi się z tego zbiorowa masturbacja polityczna.

Internet zapłonął jak znicz pod Smoleńskiem, tylko szybciej i głupiej. Jeden z radnych PiS (ten, co to jedną nogą jest już chyba u Gibały) dostał takiego wylewu ze szczęścia, że literówki w komentarzach sugerują, iż faktycznie prawa ręka odmówiła współpracy. Człowiek jeszcze nie wie, czy to udar, czy po prostu klawiatura marki „Entuzjazm”.

ZOBACZ TAKŻE: Duda: "Kraków wymaga jakiegoś poziomu intelektualnego od włodarza miasta"

Psy szczekają. Dosłownie: PSY SZCZEKAJĄ W INTERNECIE. Każdy z nickiem typu „Krakus_Prawdziwy_1984” albo inny „BŁAZEN123” wyjaśnia, że „LUD SIE OBUDZIŁ”, „KONIEC UKŁADU” i „TERAZ TO JUŻ NA PEWNO”.

Każdy z nich nagle jest ekspertem od demokracji bezpośredniej, referendum i konstytucji, chociaż jeszcze wczoraj mylił radę miasta z radą osiedla i pytał, czy prezydent Krakowa podlega papieżowi. Ale dziś wiedzą wszystko. Bo portal powiedział.

I oczywiście pojawia się klasyczne:

  • „TO JEST KONIEC”
  • „MISZALSKI JUŻ SPAKOWANY”
  • „WYWIEZIEMY GO NA TACZKACH”
  • „KRAKOWIANIE GO ROZLICZĄ”

„Krakowianie”, czyli grupa wzajemnej adoracji, która bez tego sondażu nie wiedziałaby, po co wstaje z łóżka. Teraz mają sens życia. Screenshot. Link. Caps lock. Pięć wykrzykników.

To nie jest żadna analiza nastrojów społecznych. To jest emocjonalna paśnikownia dla ludzi, którzy odwołują Miszalskiego w internecie odkąd tylko został prezydentem. A wcześniej próbowali obalić poprzedniego. I za każdym razem są „o krok od zwycięstwa”. Jak hazardziści, co właśnie przegrali wszystko, ale jeszcze wierzą, że następny rzut kostką odmieni los.

A portal? Portal się cieszy. Kliknięcia lecą, psy szczekają, internetowi fanatycy się nakręcają, radny PiS znów na granicy udaru ze szczęścia.

Aleksander Miszalski / fot. Łukasz Michalik

I tak to się kręci: przegrane wybory, sondaż, euforia, komentarze, a potem cisza i kolejne „tym razem się uda”. Krakowska opozycja to nie ruch polityczny – to koło fortuny, w którym zawsze wypada „spróbuj jeszcze raz”.

A rewolucja? Rewolucja w Krakowie już się odbyła. W komentarzach. Zwycięstwo było totalne, lud obudzony, władza obalona. Jedyny problem polega na tym, że po wylogowaniu nic się nie wydarzyło. Miszalski nadal siedzi w fotelu, Gibała nadal liczy wykresy, a portal nadal żyje z klików.

Jedynym trwałym skutkiem tego sondażu jest to, że kilku ludzi uwierzyło, iż znowu są kimś. Choć jutro znów obudzą się dokładnie tam, gdzie byli wczoraj: w komentarzach, z klawiaturą jako jedynym narzędziem władzy.

ZOBACZ TAKŻE: To ON stoi na czele protestów przeciwko SCT. W towarzystwie kryminalisty

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także