Przeczytasz w 4-8 minuty
Piotr Kempf / fot. archiwum prywatne

– Czy postawiłbym roczną pensję na to, że prezydent Miszalski dotrwa do końca kadencji? Tydzień temu tak. Dziś? Niewielu by się odważyło – nie owija w bawełnę Piotr Kempf i mówi wprost o kryzysie w krakowskim magistracie. W rozmowie z Łukaszem Mordarskim, lider krakowskiego PSL-u mówi o nerwowych ruchach w urzędzie miasta oraz wskazuje, która decyzja może kosztować Aleksandra Miszalskiego utratę miejsca w fotelu prezydenta.

Mam nadzieję, że prezydent zacznie samodzielnie podejmować decyzje, bez wsparcia tych spin-doctorów, którzy są wokół niego. Życie toczy się zupełnie gdzie indziej niż Facebook czy TikTok

***

Kanał Krakowski: Podpisał się już Pan pod listą referendalną?

Piotr Kempf: Nie, nie podpisałem się, ale znam wiele osób, które to zrobiły, mimo że w wyborach prezydenckich głosowały na Aleksandra Miszalskiego.

Te osoby to aktywni działacze PSL-u?

Nie tyle działacze PSL-u, co po prostu mieszkańcy Krakowa, którzy nie są zadowoleni z tego jak mijają ostatnie tygodnie w Krakowie.

Piotr Kempf / fot. archiwum prywatne

Czym byli zdziwieni najbardziej?

Z jednej strony takim bardzo twardym graniem Strefą Czystego Transportu, z drugiej zaś – odwołaniem dyrektora Łukasza Franka.

Zasłanianie się tym, że SCT jest dobre dla krakowian, bo nie płacą, więc powinni być za, nie jest do końca prawdą. Krakowianie też źle się czują z tym, że dyskryminujemy naszych sąsiadów z gmin ościennych. Ten sam samochód może być dobry, albo zły – zależnie od tego gdzie zameldowany jest właściciel. To hipokryzja i dlatego opłaty od samego początku nie były dobrym pomysłem. Powtarzaliśmy to jako PSL. I to jest jedna grupa zawiedzionych.

Druga grupa to ci, którzy są mocno zdziwieni zwolnieniem dyrektora Franka. Tym ruchem prezydent postawił się w kontrze do swojego własnego urzędu, co jest bardzo niezrozumiałe. Myślę, że tego ruchu nie spodziewał się nikt, w szczególności urzędnicy. To spowoduje efekt mrożący dla całego magistratu.

ZOBACZ TAKŻE: Wiemy, ile miasto zapłaci za organizację referendum

Ale dyrektor Franek od lata budził wiele kontrowersji.

To jest osoba, którą można lubić, można nie lubić, ale na pewno była symbolem urzędników, a nie polityków, którzy są w magistracie. On był bardzo daleki od polityki i starał się robić wszystko najlepiej, jak potrafił – bardzo konsekwentnie. Jego zwolnienie to typowe zasłanianie się urzędnikami i zrzucanie na nich błędów za swoje decyzje. Trzeba pamiętać, że prezydent – oprócz tego, że wyznacza kierunki i kreuje politykę miasta – jest też pracodawcą. Trudno, by pozostali pracownicy zrozumieli decyzję o zwolnieniu jednego z nich tylko dlatego, że spadają słupki poparcia. Na samym końcu to jednak prezydent i wiceprezydenci, a nie urzędnicy, podejmują decyzje.

Piotr Kempf odbiera od Aleksandra Miszalskiego odznakę Honoris Gratia za zasługi dla Krakowa / fot. archiwum prywatne

Nie podpisał się Pan pod listą referendalną dlatego, że ta lista do Pana nie dotarła czy omija Pan „ankieterów” szerokim łukiem?

To referendum dzieje się bardzo wcześnie i w mojej ocenie, nie jest to czas, by odwoływać prezydenta Miszalskiego. W naszym mieście nie wydarzyło się nic na tyle groźnego, by odwoływać jego włodarza. Ale oczywiście mieszkańcy sami mają prawo, aby to ocenić i zdecydować, czy podpisać się pod listą referendalną.

Mówi to Pan jako obywatel czy lider krakowskiego PSL-u?

Mówię to i jako obywatel, i jako lider PSL-u. Zresztą od samego początku mówiliśmy, że ta decyzja jest indywidualną decyzją każdego mieszkańca. Jeżeli ktoś twierdzi, że półtorej roku rządów było tak złe, że teraz jest moment, by powiedzieć STOP, to niech się podpisze.

A jak Pan ocenia prezydenturę Miszalskiego?

Jeszcze do niedawna ta prezydentura mogła wydawać się w założeniach progresywną, prozieloną, prorowerową. Natomiast po ostatnim ruchu związanym z dyrektorem Frankiem, który był emanacją tego ruchu antysamochodowego, myślę, że wszyscy są pogubieni. I właśnie to może przesądzić o tym, że referendum będzie na niekorzyść prezydenta.

Czy PSL, jako koalicjant KO, zorganizuje konferencję prasową i udzieli jednoznacznego poparcia Miszalskiemu?

Jesteśmy znani z tego, że podejmujemy przemyślane decyzje. Myślę, że jak wielu mieszkańców, także i my przyglądamy się temu, jak rozwija się sytuacja. Przypomnę, że w pierwszej turze wyborów prezydenckich do końca wspieraliśmy prezydenta Andrzeja Kuliga, dopiero w drugiej turze wsparliśmy Aleksandra Miszalskiego 

ZOBACZ TAKŻE: Urynowicz: "Referendum to potyczka Miszalskiego i Gibały" [WYWIAD]

Teraz bardzo dużo zależy od samego prezydenta, jego otoczenia oraz tego, jak widzą swoją przyszłość w mieście. Od tego, jak władze Krakowa chcą się przygotować do referendum. Myślę, że liczba zebranych już teraz podpisów pokazuje, że sporo osób jest niezadowolonych z tego, co się dzieje. Prezydentowi Jackowi Majchrowskiemu przez blisko 22 lata nie udało się tak mocno skonsolidować przeciwko sobie wszystkich środowisk: od lewej do prawej strony sceny politycznej.

A odpowiadając na zadane pytanie…?

PSL powinno myśleć przede wszystkim o spokoju w mieście, a więc zastanowić się nad tym, co musiałaby zmienić obecna ekipa rządząca, żeby odzyskać zaufanie mieszkańców, oraz czy prezydent Miszalski jest w stanie odwrócić to, co dzieje się wokół niego. Dziś ma przeciwko sobie chyba wszystkie grupy społeczne, poza bardzo wąską grupką współpracowników związanych z Koalicją Obywatelską. Zresztą widać, jak otrzymują przekaz dnia i pompują go dalej w mediach społecznościowych. Myślę, że wielu z nich bardziej mu szkodzi niż pomaga.

Niestety, na ostatniej konferencji prasowej prezydenta brakło konkretów i jasnego, spójnego przekazu. Aleksander Miszalski stanął przed dziennikarzami i mówił, że z jednej strony bierze odpowiedzialność za błędy, a z drugiej – głowę na pieniek musiał położyć dyrektor Franek. Zapowiada też zmiany w SCT, ale nie mówi, czego te zmiany będą dotyczyć, a to przecież ma ogromne znaczenie.

Wojewoda Krzysztof Jan Klęczar i Piotr Kempf / fot. archiwum prywatne

Czyli liderzy PSL-u, w przeciwieństwie do Lewicy, nie staną przed magistratem i nie zadeklarują: murem za Miszalskim?

Nie. W mojej opinii nic by to nie wniosło. Będziemy czekać i obserwować reakcje oraz ruchy prezydenta Miszalskiego. Jeśli będzie taka potrzeba, że będzie chciał naszego większego wsparcia, to jesteśmy gotowi się z nim spotkać i rozmawiać. Zawsze jesteśmy na to otwarci.

Zaskoczyła Pana tak duża liczba podpisów zebranych w ciągu pierwszych dni?

Nie zaskoczyła, bo było widać, że styl prowadzenia polityki, a raczej komunikowania tej polityki – bo tu jest chyba największy problem – nie podoba się krakowianom. Prezydent Majchrowski zawsze starał się wyważać decyzje, względem oczekiwań mieszkańców. I tego brakuje prezydentowi Miszalskiemu.

Jest Pan rozczarowany rządami Miszalskiego?

Oczywiście nie wszystkie decyzje mi się podobają, ale bardziej jestem rozczarowany sposobem komunikacji i brakiem spójności przekazu. Podejmowane są ruchy kompletnie niezrozumiałe z punktu widzenia mieszkańca Krakowa. Na pewno nie jest jednak za późno, by naprawić błędy i zmienić styl rządzenia. Mam nadzieję, że prezydent zacznie samodzielnie podejmować decyzje, bez wsparcia tych spin-doctorów, którzy są wokół niego. Życie toczy się zupełnie gdzie indziej niż Facebook czy TikTok. 

ZOBACZ TAKŻE: Franek wylatuje z ZTP! Za późno, panie prezydencie

Cała ta akcja referendalna to żółta karta dla prezydenta, ale zostały jeszcze trzy lata do końca kadencji i jest to czas, w którym może pokazać, że ma swoją wizję i twardy charakter. Myślę też, że sama krakowska Platforma również powinna się cofnąć dwa kroki i w inny sposób kreować swoją politykę.

Jest Pan przekonany, że Miszalskiemu zostały trzy lata?

Od początku zakładaliśmy, że organizatorom uda się zebrać podpisy. Nie przewidzieliśmy jednak, że sam prezydent Miszalski pomoże wolontariuszom, podejmując takie decyzje, jak ta o odwołaniu dyrektora Franka. Przez wielu zostało to odebrane jak wsparcie inicjatywy referendalnej, bo brak zaufania pracownika do pracodawcy – a o tym już teraz musimy mówić – jest czymś, co nie powinno się nigdy zdarzyć prezydentowi.

Myślę, że prezydent powinien przede wszystkim wyjaśnić to swoim pracownikom, urzędnikom. Powinien powiedzieć, o co chodziło i dlaczego akurat dyrektor Franek musiał zostać odwołany w tym momencie, skoro o błędach w SCT mówiło się od dawna. Może to wywołać efekt mrożący dla wszystkich urzędników, którzy teraz będą bali się podejmować jakiekolwiek decyzje. Współczuję im. Współczuję dyrektorom czy kierownikom, którzy teraz będą musieli się zastanawiać, czy jak podejmą decyzję, która zostanie skrytykowana w mediach społecznościowych, to prezydent zaraz ogłosi, że ich odwołuje ze stanowiska. Przyzna pan, że taka sytuacja nie pomaga w pracy.

To też pokazuje, jak daleką drogę przeszliśmy od prezydentury Jacka Majchrowskiego i urzędników, którzy głęboko wierzyli w swojego szefa i czuli jego wsparcie, aż do teraz, czyli momentu, gdy urzędnicy boją się o stanowisko z powodu krytyki w mediach społecznościowych.

Piotr Kempf / fot. archiwum prywatne

No to konkretnie: referendum będzie wiążące?

Na pewno się odbędzie. Ale nie jestem pewien, że będzie wystarczająca frekwencja, bo blisko 160 tysięcy głosów to bardzo duża liczba. To, czy uda się zmobilizować tyle ludzi, w znacznej mierze zależeć będzie od samego prezydenta: czy nadal będzie podejmował tak nerwowe decyzje, którymi zirytuje kolejnych krakowian. Mam takie wrażenie, że to prezydent Miszalski sam najwięcej dokłada do tego kotła i sprawia, że tak gorąco jeszcze w Krakowie nie było.

Gdyby miał Pan postawić swoją roczną pensję, czy Miszalski dotrwa do końca kadencji, to…?

(bardzo długa cisza)

Ta cisza też jest wymowna.

Pokazuje, w jakim momencie jesteśmy. Trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć. Gdybyśmy rozmawiali tydzień temu, powiedziałbym, że na pewno dotrwa. A dziś… myślę, że niewielu postawi swoją roczną pensję, bo prezydent robi niezrozumiałe ruchy.

A gdybyśmy mieli obniżyć stawkę i postawić tylko miesięczną pensję?

Myślę, że przetrwa to referendum.

ZOBACZ TAKŻE: Majchrowski: "Gibała od 17 lat przebiera nogami, by być prezydentem" [WYWIAD]

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także