• Pozycja: Box 3
Przeczytasz w 4-8 minuty
Tomasz Urynowicz / fot. archiwum prywatne

Nie mieszka w Krakowie, nie chce wybierać krakowianom prezydenta, ale mówi o mieście więcej niż niejeden lokalny polityk. Były krakowski radny i były wicemarszałek Tomasz Urynowicz* bez ogródek opowiada o referendum, algorytmach, skostniałym samorządzie i o tym, dlaczego przyszłość Krakowa leży także poza jego granicami.

– Dziś ten referendalny bój to potyczka dwóch stron: Aleksandra Miszalskiego i Łukasza Gibały. Ale pewnie w najbliższych wyborach pojawi się więcej niż tych dwóch kandydatów – mówi Tomasz Urynowicz w rozmowie z Łukaszem Mordarskim. Jako wymarzonych kandydatów wskazuje Piotra Ćwika lub... Andrzeja Dudę.

– Politykę robią dziś nie najmądrzejsi, tylko najsprawniejsi w sztuce internetowej kreacji. Rację ma nie ten, kto stoi w prawdzie, tylko ten kto ma lajki i zasięgi – uważa nasz rozmówca.

***

Kanał Krakowski: W jakim mieście ma Pan prawa wyborcze?

Tomasz Urynowicz: (śmiech) Mieszkam w Łuczycach, to następna miejscowość za Baranówką i nie zamierzam udawać, że mieszkam w Krakowie. Kraków to moje miasto, tutaj się urodziłem, wychowałem, ale kilka lat temu zamieszkałem w gminie Kocmyrzów Luborzyca, zapuściłem tam korzenie i uznałem, że uczciwość wymaga zakończenia przygody z byciem radnym w Krakowie. A byłem nim łącznie pięć kadencji: w radzie miasta i w radzie dzielnicy. Później wybrałem politykę regionalną, a Kraków reprezentowałem w sejmiku. 

Gdyby nadal mieszkał Pan w Krakowie, podpisałby się Pan pod listą referendalną?

To referendum krakowskie, a mieszkam po sąsiedzku i nie będę wybierał Wam prezydenta (śmiech). Za to uważnie przyglądam się dyskusji, bo to dla obu stron okazja, by podjąć się poważnej rozmowie o stanie miasta.  

Krakowska polityka samorządowa mnie interesuje właśnie z pozycji regionalnej, działań metropolitarnych, dużych inwestycji, rozwoju nowych technologii miejskich, ochrony środowiska czy rynku pracy.

Tomasz Urynowicz / fot. archiwum prywatne

Metropolitalność Krakowa musi bowiem iść w parze z tym, co się dzieje w gminach ościennych, kierunki rozwoju muszą być spójne, a może nawet wspólne. Do tej pory obie strony stały do siebie plecami. Kraków żył swoimi problemami i w szybkim tempie się rozwijał. Podkrakowskie gminy myślały w zupełnie inny sposób, inaczej definiowały swoje priorytety, miały inne zasoby i możliwości.

Dziś jest potrzeba wspólnych działań, dlatego trzeba upomnieć się o politykę metropolitarną Krakowa, o ustawę metropolitarną, o wiele inwestycji, które mogłyby być prowadzone wspólnie, jak choćby parkingi Park&Ride czy transport aglomeracyjny. Po prostu w interesie Krakowa jest rozwój otaczających go gmin – co bardzo wybrzmiało choćby przy okazji dyskusji o Strefie Czystego Transportu. 

Za to oratorskich popisów krakowskich polityków zupełnie nie śledzę. Prowadzę zajęcia ze studentami między innymi na temat Smart City i samorządu, więc generalnie przyglądam się uważnie wszystkiemu, co dzieje się w samorządach

No to choćby w tym kontekście: czy jest Pan za odwołaniem Aleksandra Miszalskiego?

Nie mieszkam w Krakowie.

Na karcie referendalnej nie będzie można zaznaczyć takiej opcji: "nie wiem".

I dlatego głosować będą mieszkańcy Krakowa. Nie dam się panu naciągnąć na gdybanie. Wiele problemów Krakowa miasto odziedziczyło i wobec niektórych może do tej pory zabrakło odpowiedzi.

Chciałbym, by debata towarzysząca referendum była lustrem krakowskiego samorządu. Jestem bardzo ciekawy tej dyskusji o mieście, o tym, co można poprawić w jego funkcjonowaniu.

Czy ta poprawa jest możliwa z obecnym prezydentem?

To, co obserwujemy dzisiaj w Krakowie, to problem, który mają samorządy w wielu miejscach w Polsce. W związku z tym nie będzie jednej łatwej odpowiedzi na pytanie, jakie są przyczyny problemów prezydenta Miszalskiego, ani tym bardziej, kto byłby lepszym prezydentem. Z pewnością chodzi o to, żeby – jeśli już ma się coś zmienić – nie była to zmiana na gorsze. Więc debata, która się odbywa w Krakowie, musi być także debatą o tym.

Jakby mnie pan zapytał, co napędza referendum poza argumentami inicjatorów, to odpowiem: siła internetu i algorytmy social mediów. Skostniały Kraków, zorientowany na jedynie słuszny przekaz z tradycyjnych mediów i z placu Wszystkich Świętych, legł w gruzach po pojawieniu się nowych, dynamicznych mediów internetowych. I nie ma co się na to obrażać. Bo to jest esencja demokracji i to jest właśnie pluralizm. A na koniec dnia to media i mieszkańcy rozliczają polityków, a nie na odwrót.

Tomasz Urynowicz / fot. archiwum prywatne

Może świetnym prezydentem byłby Piotr Ćwik?

Piotr Ćwik, podobnie jak ja, wybrał politykę regionalną. Jest dzisiaj radnym wojewódzkim, doświadczonym samorządowcem. Jego doświadczenie jest nie do przecenienia.

Czyli byłby dobrym prezydentem Krakowa?

Gdyby chciał kandydować, byłby dobrym prezydentem. Ale z tego co wiem, nie chce kandydować, więc znów próbuje mnie pan zmusić, abym gdybał. Równie dobrze mogę powiedzieć, że dobrym prezydentem Krakowa byłby Andrzej Duda czy wiele innych osób tutaj mieszkających, a niebiorących udziału w bieżących krakowskich wydarzeniach politycznych.

Dziś ten referendalny bój to potyczka dwóch stron: Aleksandra Miszalskiego i Łukasza Gibały. Ale pewnie w najbliższych wyborach pojawi się więcej niż tych dwóch kandydatów.

Polityka jest dziś zupełnie inna. Politykę robią dziś nie najmądrzejsi, tylko najsprawniejsi w sztuce internetowej kreacji. Rację ma nie ten, kto stoi w prawdzie, tylko ten kto ma lajki i zasięgi.

Pytam o Ćwika, bo jest Pan członkiem założonego przez niego stowarzyszenia Wspólnota Wartości. Jakimi wartościami były wojewoda przekonał Pana do siebie?

W dzisiejszej polityce bardzo łatwo znaleźć to, co nas dzieli, bo cała polityka i w ogóle świat wokół niej, oparty jest na konflikcie i polaryzacji. Więc to, że potrafimy znaleźć wspólną płaszczyznę do działania i oprzeć ją o wspólne wartości, wspólne cele, wspólne doświadczenia, jest czymś bardzo pozytywnym. Budujemy stowarzyszenie, które ma się odróżnić od tego, co dzieje się dziś na scenie politycznej, także tej samorządowej. Chcemy budować przestrzeń dla tych, którzy chcą stanąć z boku tej bieżącej wewnętrznej wojny i skupić się na wspólnych działaniach, by robić więcej i lepiej.

Od lewej: Edward Czesak, Tomasz Urynowicz, Jan Duda,  Józef Gawron i Piotr Ćwik / fot. archiwum prywatne

Na teraz stowarzyszenie skupia między innymi ludzi wyrzuconych z PiS-u lub tych, którzy z tego PiS-u wystąpili, więc szukają swojego nowego miejsca na politycznej mapie Małopolski.

W Polsce zmieniają się partie, zmienia się polityka, ale zaangażowane osoby pozostają, chcąc aktywnie działać, zmieniać rzeczywistość. W polityce trzeba ciągle budować mosty. 

Polityczna chorągiewka, karierowicz, konformista, zdrajca barw – które określenie najlepiej do Pana pasuje?

Żadne z nich. Moja droga jest mniej więcej taka, jak polska polityka od lat dziewięćdziesiątych. Wiele się zmieniało, ale ludzie pozostawali ci sami. To nie tyle moja samotna wyprawa, co całego środowiska które współtworzyłem. Wychodziłem z PO ze świadomością, że to nie jest już centrowa, chadecka partia, jeżdżąca na rekolekcje. Do takiej wstępowałem. Był tam Gowin, był Rokita, byli inni. A później, dopóki trwała koalicja Zjednoczonej Prawicy, to tam byliśmy jako Porozumienie. Kolejne zawirowanie, w jakiej pchnęła tę partie poseł Sroka (dziś polityczka PSL-u) to już był dla mnie o jeden most za daleko i opuściłem to środowisko. Muszę powiedzieć, że bez żalu. Dziś nie chcę, a nawet nie mogę należeć do partii politycznej.

Partie polityczne nie są celem, są drogą. Myślenie o sobie w kategoriach polityka i działacza politycznego to nie jest obszar, w którym czuję się najlepiej. Jestem łobuzem z Nowej Huty (śmiech). Nie mam łatwego charakteru. Nie jest łatwo narzucić mi swoją wolę wbrew temu, co myślę i czuję. Ja jestem stały – to partie się zmieniają.

Ma Pan kontakt z Jarosławem Gowinem?

Nie mam.

Czy funkcja wicemarszałka województwa małopolskiego to Pański polityczny szczyt?

W jakimś sensie tak. Mam niemałą satysfakcję, wspominając tamte czasy. Czasem nawet jestem pytany, by porównać tamtą kadencję do tej obecnej. Myślę jednak, że nie da się tego porównać nie tylko ze względu na upływ czasu, ale przede wszystkim dlatego, że żyjemy w dwóch różnych rzeczywistościach.

Przyszło mi być wicemarszałkiem w czasach COVID-u i rozpoczęcia wojny w Ukrainie. Samorząd musiał na te wyzwania odpowiedzieć, zwłaszcza kiedy zatrzymała się gospodarka, kiedy stanął kraj. To był naprawdę trudny okres. Nikt przecież nie doświadczał takich problemów przed nami.

A kto jest lepszym marszałkiem: Witold Kozłowski czy Łukasz Smółka?

Marszałek Smółka był wicemarszałkiem u Witolda Kozłowskiego, współpracowali przez wiele lat. Odwołanie do tych dynamicznych i dramatycznych czasów poprzedniego zarządu jest tu istotne, bo teraz są zupełnie inne wyzwania. Koncyliacyjność i otwartość marszałka Smółki na pewno dziś procentują i jest on ceniony przez samorządowców. Pracuje jednak w dużo spokojniejszych czasach. Marszałek Kozłowski, za poprowadzenie zarządu i spraw województwa w czasie tych nadzwyczajnych wydarzeń, w czasie COVID-u, zapracował na szacunek  i należy to bardzo wysoko ocenić. Inne obszary zawsze można nazwać dyskusyjnymi. Nie chcę więc oceniać ani porównywać, który z nich jest lepszym bądź gorszym marszałkiem.

Co obecnie robi Tomasz Urynowicz?

Pracuję jako sekretarz miasta Bochnia i jestem także wykładowcą na Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej, gdzie również zajmuję się między innymi samorządem. W Bochni praktycznie, na uczelni teoretycznie. I do tego prowadzę spokojne, normalne życie. Poza pracą niezmiennie pasjonuje mnie Bruce Springsteen i nadal jestem wiernym kibicem Hutnika. 

Tomasz Urynowicz / fot. archiwum prywatne

Tak na marginesie dyskusji o miejskiej polityce uważam, że czas na nowy stadion dla Hutnika. Czekam aż ten temat zostanie podjęty.

Gdzie jest lepsza stawka godzinowa: w samorządzie czy na uczelni?

Trudno to porównywać, bo na przykład gdy pan redaktor sobie smacznie śpi, to ja przygotowuję się do wykładów.

ZOBACZ TAKŻE: Szokująca deklaracja. "Zagłosuję za odwołaniem Miszalskiego, ale tylko wtedy..." [WYWIAD]

* Tomasz Urynowicz – przeszedł wszystkie szczeble kariery samorządowej: od rady dzielnicy, przez radę miasta, sejmik województwa małopolskiego aż do wicemarszałka województwa małopolskiego. Obecnie jest sekretarzem miasta w Bochni. Był związany z Platformą Obywatelską, Porozumieniem Jarosława Gowina oraz Prawem i Sprawiedliwością (choć nigdy nie był członkiem tej partii). Jest członkiem stowarzyszenia Wspólnota Wartości.

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także