• Pozycja: Box 3
Przeczytasz w 4-8 minuty
Michał Ciechowski / fot. archiwum prywatne

– Największym sukcesem Aleksandra Miszalskiego jest to, że zjednoczył przeciwko sobie... wszystkich – mówi nam Michał Ciechowski, krakowski radny PiS oraz dyrektor kancelarii sejmiku województwa małopolskiego. Dodaje, że dziś zagłosowałby za odwołaniem prezydenta Krakowa, ale pod jednym warunkiem. 

W rozmowie z Łukaszem Mordarskim radny Ciechowski ujawnia kulisy chaosu w PiS, mówi o upolitycznieniu referendum i ostrzega: „najgorsze, co można zrobić, to odwołać prezydenta bez planu na to, co potem".

Polityk ujawnia także, że Łukasz Kmita zgodził się na start w wyborach na prezydenta Krakowa, bo... obiecano mu stołek.

***

Kanał Krakowski: Podpisze się Pan na liście za organizacją referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa?

Michał Ciechowski: Tak. Decyzją władz centralnych Prawa i Sprawiedliwości partia wspiera ideę referendum, więc nie widzę powodów, by się nie podpisać pod wnioskiem o jego organizację. Ostatecznie jednak to mieszkańcy zdecydują, czy to referendum się odbędzie.

Pan członkiem PiS już nie jest.

Jestem zawieszony w PiS, natomiast jestem w klubie tej partii w radzie miasta. Skoro władze centralne poparły organizację referendum, to nie widzę powodów, by się nie podporządkować. Mam jednak wątpliwości, czy decyzja partii nie powinna zostać podjęta już po zebraniu podpisów.

Michał Ciechowski / fot. Łukasz Michalik

Nawet w samej partii nie ma zgodności co do słuszność organizacji referendum. Po której stronie Pan stoi?

Też mam wątpliwości, czy partie polityczne już na tym etapie powinny się angażować w akcję referendalną. Nie chciałbym, by cała ta inicjatywa została mocno upolityczniona, bo to może wypaczyć samą ideę i spowodować, że nie uda się zebrać podpisów. 

Przecież oczywiste jest, że to akcja polityczna.

Na pewno są w to zaangażowane ruchy polityczne. I to nie tylko skrajna prawica, ale słyszałem nawet o niektórych działaczach Polskiego Stronnictwa Ludowego, a nawet Koalicji Obywatelskiej.

Nazwiska?

Nie podam nazwisk, ale jestem szczerze zaskoczony, że prezydent Miszalski spowodował, że inicjator referendum – były członek Unii Wolności – ma dziś taki sam cel, jak Konfederacja czy Ruch Narodowy. Jeśli dorzucimy do tego niektórych sympatyków PSL i KO, to można powiedzieć, że Miszalski osiągnął olbrzymi sukces w zjednywaniu ludzi przeciwko sobie. 

Może po prostu jest fatalnym prezydentem?

Nie podpisałbym się pod tym stwierdzeniem. Myślę, że negatywna opinia o nim wynika z fatalnej komunikacji z mieszkańcami czy radą miasta. Jest to widoczne na każdym kroku i powoduje, że prezydent nie potrafi wytłumaczyć trudnych decyzji, które przecież musi podejmować.

To dość dziwny zarzut, biorąc pod uwagę fakt, że – w porównaniu do swojego poprzednika – Miszalski wyszedł z gabinetu, spotyka się z mieszkańcami, organizuje Ławki Dialogu, stawia na konsultacje…

Oczywiście, że ta zmiana jest pozytywna i dostrzegalna. Mnie jednak chodzi o coś innego. Mianowicie o fatalną komunikację powodów swoich decyzji oraz ignorowanie głosów mieszkańców. Weźmy taką Strefę Czystego Transportu. Nie dość, że głosy przeciwników SCT nie zostały wzięte pod uwagę, to jeszcze zawiodła sama komunikacja związana z wprowadzanymi zmianami. 

Bo samych krakowian SCT raczej nie dotyczy.

I tak i nie. Przecież wielu mieszkańców Krakowa ma rodziny czy znajomych, którzy mieszkają w gminach ościennych, a ich już SCT dotyka bezpośrednio. Poza tym sama kampania informacyjna była prowadzona dopiero w grudniu, na kilkanaście dni przed wprowadzeniem nowych przepisów. To wszystko odbywało się bardzo późno i wprowadzało zamieszanie. Takich przykładów fatalnej komunikacji mógłbym podać więcej.

Michał Ciechowski / fot. archiwum prywatne

Jeżeli dojdzie do referendum, zagłosuje Pan za odwołaniem Miszalskiego?

Najpierw muszą być zebrane podpisy. Wtedy zobaczymy, jaką decyzję podejmą władze partii.

Pytam Pana.

Trudno mówić, jak zagłosuję w momencie, gdy nie wiadomo, czy referendum w ogóle się odbędzie.

A gdyby odbyło się dziś?

Dziś zagłosowałbym za odwołaniem, ale tylko wtedy, gdybyśmy – jako PiS – przedstawili naszego kandydata w wyborach na prezydenta. Na razie takiego kandydata nie ma. A odwołanie prezydenta dla samego odwołania jest problemem. Skoro uważamy, że obecny prezydent jest zły, to powinniśmy przedstawić nasz pomysł na miasto. Jestem zdania, że skoro wczoraj PiS poparł akcję referendalną, to już dziś powinien ogłosić swojego kandydata na prezydenta i przedstawić swój program. A z tego, co wiem, to nie są nawet prowadzone rozmowy w tych sprawach. Moim zdaniem nie ma nic gorszego, niż szukanie kandydata na ostatnią chwilę. Tak się stało choćby w ostatnich wyborach. Łukasz Kmita zgodził się kandydować tylko dlatego, że w zamian obiecano mu stanowisko marszałka województwa. 

Kto, według Pana, byłby najlepszym kandydatem PiS?

Ktoś, kto mieszka w Krakowie, zna Kraków i jest z Krakowem związany. Poseł Kmita urodził się w Olkuszu, działa w okręgu olkuskim… A przecież mamy choćby radnych: Michała Drewnickiego czy Macieja Michałowskiego, którzy znają nasze miasto, interesują się jego sprawami.

Drewnicki jest nawet pierwszym „fajterem” jeśli chodzi o odwołanie Miszalskiego.

To prawda, ale jest też osobą, która mogłaby powalczyć o urząd prezydenta. Ma spore doświadczenie, jest wiceprzewodniczącym rady miasta już kolejną kadencję, uzyskał znakomity wynik w wyborach, jest rozpoznawalny… I to jest realny kandydat! A nie – jak w przypadku posła Kmity – którego wynik oscylował w okolicy wyniku partii, a momentami był nawet gorszy.

Jeśli to Terlecki, Nowak i Kmita będą wybierać kandydata, to na pewno nie będzie nim Drewnicki.

I wtedy być może znowu PiS wystawi kandydata, który i tak przegra, ale w zamian, że się zgodził, będzie miał obiecane jakieś inne stanowisko. Choć mam nadzieję, że partia tym razem nie popełni już tego błędu.

ZOBACZ TAKŻE: Polityk skrajnej prawicy potwierdza, że przeciwnicy SCT są wykorzystywani politycznie

Zdziwił się Pan, że organizatorzy referendum chcą odwoływać nie tylko prezydenta, ale i radę miasta?

W ogóle nie byłem zdziwiony. Docierały do mnie takie informacje już wcześniej, że był to warunek Konfederacji i Ruchu Narodowego Z politycznego punktu widzenia, to właśnie Konfederacja i Ruch Narodowy najwięcej na tym zyskuje, bo dziś nie ma żadnych mandatów w radzie.

Jaki jest Pański status w partii?

W PiS-ie jestem od 2006 roku.

Słyszałem, że został Pan wyrzucony. Pan twierdzi, że jest zawieszony.

Zarząd okręgowy zdecydował o wykluczeniu mnie z PiS, ale formalnie do dziś nie dostałem tej decyzji: ani listownie, ani mailem, ani nawet przez SMS. To jest dziwna sytuacja. Mam jednak wielu przyjaciół w zarządzie i gdy poinformowali mnie o tej decyzji, to od razu się od niej odwołałem. I to odwołalnie jest rozpatrywane przy Nowogrodzkiej. Procedura więc trwa.

Czyli formalnie jest Pan…?

Zawieszony. Zanim zarząd okręgowy mnie wykluczył, to wcześniej zostałem zawieszony przez prezesa PiS w związku z wydarzeniami w sejmiku województwa małopolskiego. Z prawnego punktu widzenia ta decyzja jest ważniejsza niż decyzja zarządu okręgowego. 

Niezły bałagan. Jak PiS chce zarządzać miastem, skoro nie potrafi ogarnąć nawet własnej partii?

O kwestie zarządzania proszę pytać szefa zarządu okręgowego. Jeżeli od sierpnia nie potrafi skutecznie dostarczyć uchwały o wykluczeniu członka partii, a chciał być marszałkiem województwa, no to mamy pewien problem.

Czuje Pan dziką satysfakcję, że Kmita nie został marszałkiem?

Nie. Uważam tylko, że wybór na marszałka Łukasza Smółki był najlepszym, jaki mógł się trafić Małopolsce i Małopolanom. 

Musi Pan tak mówić, skoro jest Pan dyrektorem jego kancelarii.

Oczywiście, można podnieś taki zarzut, ale proszę zapytać nawet radnych opozycji, jak im się współpracuje z marszałkiem Smółką.

Ci, z którymi rozmawiałem, bardzo go chwalą

No właśnie. Pan marszałek jest osobą bardzo koncyliacyjną, potrafi rozmawiać, nie jątrzy, nie atakuje. Znakomicie sprawdza się w swojej roli. Ma bardzo dobre relacje z ludźmi, pokazuje, że potrafi współpracować z każdym: czy to z wojewodą czy z prezydentem Krakowa czy z opozycją, a to przynosi dobre rezultaty.

Może lepszym marszałkiem byłby Piotr Ćwik?

Piotr Ćwik, ale także i Józef Gawron oraz profesor Jan Tadeusz Duda, na pewno przyczynili się do tego, że sejmik jest w rękach Prawa i Sprawiedliwości. Gdyby nie przerwanie przez nich tej farsy w postaci pięciokrotnych wyborów Posła Kmity na marszałka, to mogłoby się to bardzo źle dla nas skończyć. Opozycja dwukrotnie była bliska przejęcia województwa i tylko wewnętrza kłótna w ich szeregach oraz postawa wspomnianych panów Ćwika, Gawrona i Dudy, spowodowały, że to PiS ma większość w sejmiku.

Michał Ciechowski i Piotr Ćwik / fot. archiwum prywatne

Ale teraz Ćwik nie jest już członkiem PiS, a stał się liderem stowarzyszenia Wspólnota Wartości. Także i Pan zapisał się do tego stowarzyszenia.

Są w nim również pan Gawron, profesor Duda, marszałek Witold Kozłowski, trzech starostów z województwa małopolskiego i wielu radnych z różnych gmin…

OK, ale chciałem zapytać, jaki wartościami przyciągnął Pana Ćwik?

Dla niego priorytetem jest szukanie pozytywów, a nie negatywów. Nie szuka wrogów, ale spraw, które łączą zamiast dzielić. Nie wywołuje konfliktów. Poza tym jest bardzo doświadczonym samorządowcem. Był radnym w swojej gminie, był wojewodą, jest radnym wojewódzkim, pracował w kancelarii prezydenta RP…

A wcześniej był katechetą. Czyli taki Nikodem Dyzma polskiej polityki.

Takich polityków znajdziemy w każdej partii. On przynajmniej pracował jako nauczyciel, a są tacy, którzy nigdy nic nie robili, tylko od razu poszli do polityki.

Gdyby Pan złowił złota rybkę, która spełni Pana jedno polityczne marzenie, to co by to było?

Hmm… zawsze byłem związany z samorządem i nigdy nie uważałem się za lidera. Lepiej się czuję jako osoba, która wykonuje zadania, co wielokrotnie udowadniałem pracując w biurach poselskich, w ministerstwie czy teraz, w urzędzie marszałkowskim. Nigdy nie miałem predyspozycji przywódcy. Nie marzę więc o konkretnym stanowisku. W ogóle chyba nie mam marzeń związanych z polityką. 

ZOBACZ TAKŻE: Majchrowski: "Gibała od 17 lat przebiera nogami, by być prezydentem" [WYWIAD]

Podobał Ci się ten tekst? Udostępnij go znajomym i obserwuj nas w mediach społecznościowych!

To pomaga nam zarabiać. Nie każdy w Krakowie może liczyć na bogatego tatę.

Czytaj także