Konfederacja to fajna partia. Taka nie za mądra. A jej członkowie zapewne zatrzaskiwali się w toalecie podczas zajęć z logiki. Najpierw lider ukradł patelnię z IKEA, dobrowolnie zapłacił mandat za kradzież, przyznając się jednocześnie do tej kradzieży, a wyznawcy pieją: „oj, oj, on wcale nie ukradł, tylko zapomniał zapłacić”. Logika godna kogoś, kto zjadł cały obiad w restauracji, poprosił o dokładkę i nie chce zapłacić mówiąc, że mu nie smakowało.
Teraz jest podobnie. W Krakowie ma powstać meczet. Nie rozstrzygamy tu, czy to dobrze, czy źle. Ponoć ma powstać. Na scenę wkracza jednak Konfederacja, cała na biało (choć najczęściej w ciemnych barwach katastrofy cywilizacyjnej), i ogłasza stanowczo:
Domagamy się konsultacji społecznych!
I zaraz potem:
Domagamy się zablokowania tej inwestycji.
No to jak to właściwie działa? Domagamy się konsultacji społecznych, ale niezależnie od ich wyniku żądamy zablokowania inwestycji? To trochę jak zapytać dzieci, gdzie chcą pojechać na wycieczkę, a potem i tak zawieźć je do teściowej.
Wyobraźmy sobie taką scenę: mieszkańcy okolicy mówią w konsultacjach „nie mamy nic przeciwko”. A Konfederacja odpowiada: „Dziękujemy za głos. Mamy go w dupie. Zrobimy po swojemu”.
Hasło „konsultacje” brzmi dumnie i demokratycznie. Ale w zestawie z „zablokować bez względu na wszystko” przypomina sytuację, w której ktoś krzyczy: „Posłuchajmy wszystkich!”, po czym zatyka sobie uszy i włącza syrenę alarmową.
I nikt nie broni konfederatom mieć własnego zdania. Naprawdę. Można powiedzieć: „Nie zgadzamy się i koniec”. I spoko. Tylko po co te bajeczki o konsultacjach społecznych? Po co udawać, że chcecie czegokolwiek słuchać? Wasz lider też przecież nie konsultował z nikim kradzieży patelni. Nie zrobił ankiety wśród sympatyków, nie ogłosił referendum w sprawie zakupu. Po prostu wziął i wyszedł. Bez pytania o zdanie. I szacun. Przez chwilę pokazał wielkie cohones. Trochę zmalały po przyjeździe policji, ale przynajmniej przez moment był to pokaz konsekwencji: decyzja, działanie, mandat.
ZOBACZ TAKŻE: Ile dziennie kosztuje zbieranie podpisów pod listą referendalną?
Więc może w tym przypadku też tak po prostu powiedzcie: „Nie chcemy i już”. Bez dekoracji, bez konsultacyjnych konfetti, bez udawania, że interesuje was opinia kogokolwiek poza własnym elektoratem. Bądźcie równie bezpośredni jak przy wyjściu ze sklepu z patelnią pod pachą. Nie udawajcie, że obchodzi was zdanie mieszkańców, skoro z góry wiecie, że jeśli powiedzą coś innego niż wy, to i tak uznacie je za nieważne. Wtedy przynajmniej wszystko będzie uczciwe: bez logiki, ale konsekwentnie.



![Chanuka w Krakowie wywołała burzę. Hejt, propaganda i strach na ulicach miasta [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_178.jpg?d7a7a2acd047640bbfd0cf6a9a433987)




