Kojarzycie Mateusza Jaśkę? Tego samego, który w sądzie dostał wyrok za groźby karalne wobec dziennikarza TVN-u, za próbę wręczenia mu miliona złotych łapówki, żeby ten odstąpił od tematu kryptowalutowej afery i zaginięcia (a według rodziny – morderstwa) Sylwestra Suszka? Tego samego, który kiedyś przywalił kobiecie pięścią w twarz i w ogóle ma kartotekę dłuższą niż korki na Wielickiej w godzinach szczytu?
No właśnie, ten sam.
Otóż Jaśko stał się jedną z głównych twarzy krakowskiego referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Montuje filmy, zbiera podpisy, wrzuca content na YouTube i media społecznościowe z hasztagami w stylu #referendum #miszalski #kraków. A wszysko to w imponującym tempie, trzeba przyznać. Ale jak popatrzeć głębiej, to nie tempo idei, tylko tempo wykonywania zadań.
Bo Jaśko nie jest tu od pomysłów. On jest od wykonywania. Kiedyś dostał zlecenie: załatwić dziennikarza, żeby nie grzebał w brudach BitBay/Zonda i zniknięciu Suszka. Zadanie wykonał. Tyle że dziennikarz okazał się nieprzekupny, więc Jaśko dostał wyrok w zawieszeniu.
Więcej o sprawie piszemy tutaj: Współtwórca Rynku Krowoderskiego współpracował z bandytami [WYWIAD]
Teraz dostał nowe zadanie: odwołać Miszalskiego. Za wszelką cenę. Choćby się waliło i paliło, choćby Kraków wyglądał jak pobojowisko po festiwalu banerów i hejtu. I wiecie co? Wykonuje je wzorowo. Lawina materiałów, dramatyczne tytuły w stylu „Miszalski w PANICE”, „Wielka Czystka”, „Kraków przemówił”. Klasyka gatunku.
Tylko że gdy ktoś pyta o konkrety – to nagle robi się cisza.
Sam Jaśko, zapytany ostatnio na fejsie o jakieś rozwiązanie miejskiego problemu, odpisał wprost:
Teraz ciężko powiedzieć, co trzeba by zrobić.
No proszę. Krytykować i napierzać – spoko, w tym jest mistrzem. Ale jak przychodzi co do czego, jak trzeba samemu coś zaproponować, to głowa w piasek. Albo raczej w szufladę z kolejnym zleceniem.
To nie jest polityk. To nie jest nawet aktywista z wizją. To najzwyklejszy cyngiel do wynajęcia – tylko zamiast spluwy ma kamerę i telefon z nielimitowanym internetem. Dostaje robotę, robi robotę. Tyle. Koniec.
A Kraków? Kraków zostaje z referendum, które pewnie dojdzie do skutku. Z prezydentem, który nagle zaczął słuchać mieszkańców (cud?), z opozycją, która widzi w tym szansę na ogólnopolską awanturę, i z ludźmi, którzy muszą żyć w tym wszystkim dalej.
ZOBACZ TAKŻE: Siekiera w Ferrari, gangsterskie porachunki i tajemnicze zniknięcie
Ale referendum minie. Wyrok Jaśki nadal będzie w papierach, choć po pewnym czasie się zatrze (tak jak i pozostałe). A miasto zostanie. I będzie musiało sobie radzić: czy z Miszalskim, czy bez. Tylko oby nie z takimi „liderami”, którzy nie mają nic poza wyrokami i wykonanym zadaniem na koncie.
Pozdrawiam z Krakowa, gdzie nawet bandyci mają teraz kanał na YouTube.
ZOBACZ TAKŻE: Oto najszybsza kariera w Polsce. Skazany radny dzielnicowy, którego zna cały kraj





















