– Kiedy nastał abp Marek Jędraszewski (...) kuria przestała być miejscem spotkania, a stała się – w moim odczuciu – miejscem os i szerszeni. Pamiętam, jak czekałem kiedyś na kanclerza. Stałem pod drzwiami i mówię do pani z obsługi, że nie znam tutejszych zwyczajów. A ona: „Coraz gorsze, proszę księdza, coraz gorsze”. Mam wrażenie, że później też już tam nie pracowała – wspomina ks. Jacek Stryczek.
Znany krakowski duchowny, twórca Szlachetniej Paczki, opisuje swoje wizyty w siedzibie arcybiskupa krakowskiego.
Wspomina czasy kard. Franciszka Macharskiego, Stanisława Dziwisza i Marka Jędraszewskiego.
Z miejsca otwartego – za kard. Dziwisza dziedziniec zawsze był pełen ludzi – zrobiło się pusto i odludnie. Kuria jakby się zamknęła, skurczyła, wycofała. Ale wygląda na to, że to się właśnie zaczyna zmieniać.
Ks. Stryczek twierdzi, że to za Jędraszewskiego kuria przestała być miejscem spotkań, a zmieniła się w gniazdo os i szerszeni. Teraz jednak sytuacji znów wraca do normy.
Wchodzę i… nie mogę uwierzyć. Jak w pałacu: pokoje, a wzdłuż ulicy – ciąg wielkich drzwi. Wszystkie otwarte. Amfilada. Żadnych zamkniętych gabinetów, żadnych korytarzy odciętych od świata. Wchodzę, zostawiam kask, kurtkę. Wita mnie uśmiechnięty ksiądz sekretarz, ks. Łukasz Jachimiak. Rozmawiamy. Znowu: życzliwość, normalność, spokój. Tak wygląda dzisiaj krakowska kuria.
Potem przyszedł ksiądz kardynał. Ale o tym, co wydarzyło się podczas naszego spotkania, opowiem innym razem. Dziś chcę powiedzieć jedno: otwartość. Uśmiech. Brak barier. Drzwi naprawdę otwarte. Tak jest.








