Logo Kanał Krakowski
  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026

Obserwuj nas na:

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Reklama - duża
  1. Strona główna

Wydarzenia

Kraków buduje tor po latach nacisków. Nagle wybucha polityczna histeria

Kraków buduje tor po latach nacisków. Nagle wybucha polityczna histeria

21 maja 2026 | 08:37

Przez lata Łukasz Gibała apelował o budowę toru samochodowo-motocyklowego wybranego przez mieszkańców w budżecie obywatelskim w 2015 roku. Gdy prezydent Aleksander Miszalski zapowiedział realizację inwestycji, sprzeciw zaczął płynąć ze środowiska... samego Gibały. Padają nawet zarzuty, że miasto buduje tor „kolesiowi” prezydenta, choć o tę inwestycję mieszkańcy i społecznicy walczyli jeszcze w czasach, gdy Miszalski był dla większości krakowian politycznie anonimowy. „Gibałowcy” to już nie polityczny styl. To stan umysłu. Najpierw alarm, krzyk i oskarżenia, że miasto przez dekadę nie realizuje toru samochodowo-motocyklowego, który mieszkańcy wybrali w budżecie obywatelskim. Gibała przez lata słusznie punktował kolejne władze Krakowa za bezczynność. Składał interpelacje, pisał petycje, domagał się działania. Przekonywał, że brak toru to nie tylko ignorowanie woli mieszkańców, ale też realny problem bezpieczeństwa. I miał rację. Jedna z koncepcji toru w Krakowie Problem zaczyna się wtedy, gdy po latach nacisków miasto w końcu mówi: „budujemy”. Bo wtedy w środowisku Gibały wybucha kolejna awantura. Tym razem nie o brak inwestycji, ale o to, że inwestycja… powstaje. Dramat w kilku aktach Przez lata słyszeliśmy od Gibały, że tor jest konieczny. W marcu 2021 pytał Jacka Majchrowskiego, na jakim etapie są przygotowania. Zapytanie   W 2023 roku alarmował, że nielegalne wyścigi i brak odpowiedniej infrastruktury mogą prowadzić do tragedii. Wprost wiązał temat toru z dramatycznym wypadkiem przy moście Dębnickim. Nielegalne wyścigi samochodowe w Krakowie stanowią poważny, wciąż nierozwiązany problem, który nie tylko godzi w spokój i bezpieczeństwo okolicznych mieszkańców, ale prowadzi też do tragedii takich jak niedawny wypadek przy moście Dębnickim, w wyniku którego śmierć ponieśli czterej młodzi ludzie. Interpelacja W 2024 roku ponownie pytał już Aleksandra Miszalskiego o harmonogram inwestycji. Interpelacja   W 2025 roku razem z Adą Siudy składał petycję z podpisami mieszkańców i apelował o „jak najszybszą realizację”, podkreślając, że to „wypełnienie woli mieszkańców sprzed blisko 10 lat”. Apelujemy o zintensyfikowanie prac nad budową wspomnianego toru i jego jak najszybszą realizację. Będzie to wypełnienie woli mieszkańców sprzed blisko 10 lat. Petycja   W końcu, w kwietniu tego roku, Miszalski ogłosił, że budowa toru rusz z miejsca. Tor motocyklowo-samochodowy, zwycięski projekt z budżetu obywatelskiego, na który mieszkańcy czekali od dawna nareszcie powstanie! To projekt, który pozwoli mieszkańcom rozwijać swoje pasje w bezpiecznych, kontrolowanych warunkach, a także stworzy przestrzeń do szkoleń i wydarzeń motoryzacyjnych. Budżet obywatelski to konkretne decyzje mieszkańców, na które co roku przeznaczamy miliony złotych i które krok po kroku realizujemy. Ale wtedy do gry wchodzi... podwładny Gibały, radny Rafał Zawiślak i wszyscy kolejną polityczną awanturę! Ogłasza alarmujące komunikaty o braku konsultacji, analiz hałasu i rozmów z mieszkańcami. To już nie jest polityczna konsekwencja. To polityczna schizofrenia. Zawiślak zapomniał chyba, że budżet obywatelski jest jedną z form konsultacji społecznych. I to jedną z najmocniejszych możliwych. Mieszkańcy nie tylko „wyrazili opinię”. Oni przygotowali projekt, promowali go i oddali na niego głosy. Projekt wygrał. Demokracja lokalna wydarzyła się dokładnie tak, jak powinna. Nie można konsultować w nieskończoność czegoś, co zostało już demokratycznie przesądzone. Rafał Zawiślak (z lewej) i Łukasz Maślona / fot. Łukasz Michalik Oczywiście, każda inwestycja wymaga analiz środowiskowych, procedur i rozmów technicznych. Ale robienie dziś politycznej histerii z samego faktu realizacji projektu, którego przez lata samemu się domagało, jest zwyczajnie groteskowe. Tor dla "kolesia"?! Jeszcze bardziej kuriozalnie brzmią dziś wpisy Zawiślaka, który próbuje przedstawiać budowę toru jako realizację inwestycji „dla kolesia” prezydenta.  Wpis Zawiślaka Problem w tym, że ten „koleś”, czyli Szczęsny Filipiak, walczył o tor od ponad dekady. Organizował projekt, promował go, zbierał poparcie i był jedną z osób, która doprowadziła do jego zwycięstwa w budżecie obywatelskim już w 2015 roku. W czasie, gdy środowisko związane dziś z Aleksandrem Miszalskim dopiero budowało swoją polityczną rozpoznawalność, a sam Miszalski był dla większości Krakowian postacią kompletnie anonimową, temat toru był już od lat obecny w debacie publicznej. Trudno więc dziś udawać, że inwestycja jest nagłym politycznym „prezentem dla kolesia”, skoro jej realizacji domagano się na długo przed tym, gdy obecny układ polityczny w magistracie w ogóle zaczął istnieć. Najważniejsza jest awantura! Najbardziej uderza jednak coś innego. W polityce Gibały coraz częściej nie chodzi o rozwiązania. Chodzi o permanentny konflikt. Jeśli miasto nie buduje – skandal. Jeśli zaczyna budować – też skandal. Nieważne, jaka decyzja zapadnie, narracja musi być jedna: awantura trwa. To właśnie „gibałowszczyzna” w najczystszej postaci. Polityka totalnego sprzeciwu, w której liczy się nie efekt, lecz emocja. Nie rozwiązanie problemu, ale znalezienie kolejnego powodu do oburzenia. I dlatego mieszkańcy mają prawo zapytać: to w końcu ten tor ma powstać czy nie? Bo jeśli przez 10 lat słyszymy, że inwestycja jest konieczna, a gdy rusza realizacja zaczyna się krzyk o jej realizację, to znaczy, że nie chodziło o tor. Chodziło o politykę. ZOBACZ TAKŻE: Referendalna hucpa za gigantyczne pieniądze. Gdzie są faktury i rozliczenia?

Więcej…

Mentzen ogłasza kandydata na prezydenta Krakowa. To nie Berkowicz!

Mentzen ogłasza kandydata na prezydenta Krakowa. To nie Berkowicz!

20 maja 2026 | 20:21

Sławomir Mentzen właśnie ogłosił, kto będzie walczył o fotel prezydenta Krakowa z ramienia Konfederacji. Zamiast kontrowersyjnego złodzieja patelni z IKEA Konrada Berkowicza, lider Konfederacji postawił na… Bartosza Bocheńczaka! Podczas swojej trasy Q&A Mentzen nie pozostawił złudzeń: Nie ma lepszego kandydata niż Bartosz Bocheńczak. W kuluarach politycznych natychmiast zawrzało. Wielu obserwatorów sceny samorządowej spodziewało się, że naturalnym kandydatem może być Berkowicz, który od lat jest jedną z bardziej rozpoznawalnych twarzy ugrupowania w Krakowie. Tymczasem decyzja Mentzena oznacza wyraźne odświeżenie przekazu i postawienie na nowe nazwisko. Bocheńczak ma teraz stanąć do walki o jeden z najważniejszych samorządowych urzędów w Polsce. Lider Konfederacji dodał jednak, że na razie nie ma jeszcze wyborów, bo - by te się odbyły - najpierw mieszkańcy musieliby odwołać obecnego prezydenta. Nawet nie wiemy, czy będą te wybory, bo nie wiadomo, czy referendum się uda. ZOBACZ TAKŻE: Pusta urna – najgorszy koszmar Gibały, Berkowicza i Brauna

Więcej…

Wiceprezydent Stanislaw Mazur

Płonące plany. Jak wiceprezydent rozpalił emocje tysięcy Krakowian

20 maja 2026 | 18:10

Nie milioner, który trzykrotnie otrzymał od Krakowian czerwoną kartkę, nie skazany prawomocnie za groźby wobec dziennikarza i będący twarzą referendum bandzior, w końcu i nie skompromitowane „białe ludziki” udające dziennikarzy - w zwiększeniu frekwencji podczas referendum największe „zasługi” może mieć zastępca urzędującego prezydenta. Pierwsze tygodnie wiosny w Krakowie upłynęły nie tylko pod znakiem politycznej awantury finansowanej przez Łukasza Gibałę – równocześnie rozpoczęto aż kilkanaście konsultacji społecznych oraz spotkań związanych ze zmianami urbanistycznymi. Ich twarzą stał się wiceprezydent Stanisław Mazur, który odpowiada za planowanie przestrzenne w Krakowie. I choć prezydent Aleksander Miszalski uważany jest za najbardziej antydeweloperskiego prezydenta w historii miasta, który za swój podstawowy cel obrał walkę z patodeweloperką i niekontrolowaną zabudową miasta, to jednak część działań proponowanych przez jego zastępcę w ostatnich miesiącach zaczęła budzić coraz większe emocje wśród Krakowian. I to w przedreferendalnym czasie. Kontrowersje wokół pionierskiego ZPI To miał być pionierski i modelowy przykład Zintegrowanego Planu Inwestycyjnego – mówiąc w skrócie – nowej formuły zmiany planu miejscowego na wniosek dewelopera w zamian za wymierne korzyści dla miasta. W styczniu wiceprezydent Mazur obwieścił w swoich mediach społecznościowych: - Mamy pierwsze ZPI przegłosowane przez Komisję Planowania Przestrzennego. Inwestor ma przeznaczyć ponad 23 mln zł na inwestycje w infrastrukturę miasta w Bronowicach Małych  Chodzi o wniosek spółki Henniger Investment, która w zamian za modyfikacje w obowiązującym planie miejscowym dla Osiedla Wizjonerów miała m.in. wybudować kładkę do przystanku SKA Bronowice, dodatkowe 100 miejsc parkingowych dla Miasta, czy drogę prowadząca przez Park Radzikowskiego. Wynegocjowane w ramach umowy urbanistycznej (która stanowi załącznik do ZPI) inwestycje chwalił również radny z klubu Gibały Łukasz Maślona, biorący udział w rozmowach z deweloperem.  W kwietniu ruszyły konsultacje społeczne dokumentu w tym dwie otwarte debaty. Uczestniczył w nich również wiceprezydent Mazur. - O ile same zmiany w planie zagospodarowania wymagały pewnie niewielkich korekt, o tyle spore wątpliwości mieszkańców budzą zapisy dotyczące inwestycji i działań kompensacyjnych ze strony dewelopera. Podczas konsultacji poruszano m.in. kwestie „wrzucenia” w pakiet ZPI budowy drogi do terenów usługowych dewelopera czy prywatny, płatny parking, bo tym ostatecznie okazały się „miejsca postojowe dla Miasta”, którymi chwalili się negocjatorzy. Uważamy, że płatny parking powinien być zarządzany przez miasto i generować zyski dla budżetu Krakowa  - relacjonuje pan Adrian, mieszkaniec osiedla Wizjonerów, który brał udział w konsultacjach.  - W proponowanych dokumentach nie ma tez żadnych dodatkowych zabezpieczeń dla miasta związanych z jakością wykonania planowanych inwestycji publicznych - a z doświadczenia wielu wspólnot mieszkaniowych na osiedlu wiemy, że obsługa dewelopera w ramach rękojmi czy gwarancji pozostawia wiele do życzenia, a część spraw kończy w sądach  - dodaje mieszkaniec, który uważa, że w konsultowanej wersji dokumentu negocjowanego m.in. przez wiceprezydenta Mazura, nie zamieszczono wystarczających zabezpieczeń, co może rodzić w kolejnych latach dodatkowe wydatki z budżetu miasta. Trwające blisko miesiąc konsultacje cieszyły się dużym zainteresowaniem – jak poinformował nas Urząd Miasta, wpłynęło ponad 110 pism, a 91 zostało uznane za uwagi do projektu planu. 19 maja opublikowano ich podsumowanie – w dokumencie podpisanym przez wiceprezydenta Mazura wszystkie uwagi mieszkańców dotyczące planu miejscowego zostały uznane za bezzasadne. Raport z uwagami dotyczącymi działań kompensacyjnych ze strony dewelopera jeszcze nie został opublikowany. Ostatecznie decyzje dotyczące pierwszego krakowskiego ZPI będą podejmować radni. Zobacz również: Lex Jaśko, czyli rewolucja w samorządach. „Stop bandytom w radach dzielnic”  Emocje na Rybitwach Znacznie większe emocje, bo dotyczące o wiele większego obszaru, wywołały prace nad tzw. „Masterplanem dla Rybitw” zakładającym przenosiny części firm z Rybitw i Bieżanowa na tereny po hutniczym kombinacie i intensywną zabudowę deweloperską terenu, nawet w bezpośrednim sąsiedztwie oczyszczalni ścieków.  - Zaproponowany masterplan „Płaszów–Rybitwy. Nowoczesna Zielona Dzielnica” nie jest gotowym przepisem na zagospodarowanie tej części naszego miasta, lecz kierunkiem zmian wypracowanym w rozmowach z mieszkańcami, przedsiębiorcami i lokalnymi instytucjami. To właśnie ten proces – wieloetapowy, czasem żmudny, ale konsekwentny – jest jego fundamentem - wyjaśniał w mediach społecznościowych wiceprezydent Mazur.  - To nie jest teren do eksperymentów urbanistycznych, ale jeden z fundamentów gospodarki Krakowa - odpowiadał Remigiusz Tytuła z Klastra Rybitwy, organizacji zrzeszającej firmy z tej części miasta. W materiałach przygotowanych przez przedsiębiorców podkreślono, że obszar ten generuje około 9–10 mld zł rocznych przychodów i daje pracę blisko 20 tysiącom osób.  Przedsiębiorcy przypominali, że dwa lata temu miasto zrezygnowało z pomysłu „Krakowskiego Manhattanu” na Rybitwach, który finalnie okazał się przeskalowaną i niemożliwą do realizacji futurystyczną wizja zabudowy tej, od wielu lat przemysłowej, części miasta. Zobacz: Płaszów i Rybitwy. Będą dymy, awantury i przepychanki. Bierzcie popcorn 22 kwietnia przedsiębiorcy zorganizowali duży protest przed magistratem. W dniu sesji Rady Miasta Krakowa uczestniczyło w nim ponad 600 pracowników z Rybitw. Do magistratu trafił również dokument zbierający najważniejsze postulaty przedsiębiorców:  - Złożyliśmy uchwałę, bo chcemy jasno pokazać, że nasze stanowisko nie jest doraźnym protestem, ale konsekwentnie przedstawianym, formalnym głosem środowiska przedsiębiorców. Oczekujemy dialogu opartego na faktach, a nie decyzji podejmowanych ponad głowami firm i pracowników   – informował Remigiusz Tytuła.  Miszalski interweniuje Gdy temat masterplanu zaczął budzić olbrzymie emocje, wykorzystywane również przez polityków zaangażowanych w awanturę referendalną, zainterweniował Aleksander Miszalski. Prezydent Krakowa zarządził wstrzymanie prac nad dokumentem i zadeklarował organizację spotkań z udziałem przedsiębiorców. Ci z kolei, na profilach swoich firm, zachęcają go do organizacji spotkania z serii „Ławka Dialogu” poświęconego tematowi masterplanu dla tej części Krakowa. Pytanie jednak, czy po bardzo prawdopodobnej klęsce referendalnej awantury, na ławce obok prezydenta Miszalskiego znajdzie się miejsce dla wiceprezydenta Mazura, odpowiedzialnego dotychczas m.in. za zagospodarowanie przestrzenne. I za wywołanie dużych emocji w „gorącym” okresie referendalnym. Zobacz również: "Ja tu panią odkażę". Białe ludziki tłumaczą się z ataku w urzędzie

Więcej…

Lex Jaśko, czyli rewolucja w samorządach. „Stop bandytom w radach dzielnic”

Lex Jaśko, czyli rewolucja w samorządach. „Stop bandytom w radach dzielnic”

19 maja 2026 | 13:44

W końcu ktoś bierze się za to bagno! Właśnie powstaje „lex Jaśko” – projekt, który jasno i bez niedomówień zakłada, że osoba skazana prawomocnym wyrokiem za przestępstwo umyślne traci mandat. Sołectwa, rady dzielnic i osiedli – czyli miejsca, w których lokalne społeczności powinny decydować o swoich sprawach – stały się azylem dla prawomocnie skazanych przestępców. Wyroki? Jakie wyroki. Siedzą, głosują, biorą diety i śmieją się wam prosto w twarz. Jednym z przykładów, o którym mówi się w kontekście tego problemu, jest Mateusz Jaśko, prawomocnie skazany za próbę wręczenia łapówki oraz zastraszanie dziennikarza. ZOBACZ TAKŻE: Oto najszybsza kariera w Polsce. Skazany radny dzielnicowy, którego zna cały kraj Teraz pojawiają się propozycje zmian, które mają to uporządkować: koniec z wyjątkami i przyzwoleniem na to, by osoby z wyrokami zasiadały w organach pomocniczych samorządu. Klub Parlamentarny Koalicji Obywatelskiej przygotował projekt „Stop bandytom w radach dzielnic”, który ma wprowadzić zasadę jednoznaczną: prawomocny wyrok za przestępstwo umyślne oznacza utratę mandatu. To jest projekt, który ma przywrócić elementarną przejrzystość i zaufanie do najbliższego obywatelowi poziomu samorządu. Jeżeli ktoś ma reprezentować mieszkańców w radzie osiedla, dzielnicy czy sołectwie, powinien spełniać standardy, których oczekujemy od osób działających publicznie – tłumaczy poseł Dominik Jaśkowiec. „Lex Jaśko” ma więc zakończyć sytuacje, w których osoby z wyrokami pełnią funkcje publiczne na poziomie lokalnym. To krok, który – zdaniem autorów projektu – porządkuje standardy życia publicznego. ZOBACZ TAKŻE: Lider z tylnego fotela ucieka przed pytaniami. Gibała boi się rozmawiać

Więcej…

Czy Hoffman jest… kolesiem?! Sęk odpalił serię pytań do lidera referendum [WIDEO]

Czy Hoffman jest… kolesiem?! Sęk odpalił serię pytań do lidera referendum [WIDEO]

18 maja 2026 | 19:45

Awantura wokół referendum w Krakowie wchodzi na coraz wyższy poziom. Tym razem mocno zagotowało się wokół Jana Hoffmana, lidera komitetu, który chce odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego i rady miasta. Hoffman miał dziś stanął do debaty z wiceprezydentem Krakowa Łukaszem Sękiem. Spotkane zorganizowali studenci Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Plakat Do debaty jednak nie doszło, bo... Hoffman się nie pojawił. Jak nam tłumaczył, dostał informację, że ta została odwołana.  Sęk nie krył irytacji i postanowił publicznie zadać kilka pytań. Najmocniej wybrzmiał wątek... kolesi. Choć nie pojawił się wprost, Sęk pytał: Jak Jan Hoffman znalazł zatrudnienie w radzie nadzorczej spółki Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych w Skale? Jak Jan Hoffman znalazł zatrudnienie w radzie nadzorczej w spółce Likom w Liszkach? Osoby, które zasiadają w radach nadzorczych spółek samorządowych w Krakowie Hoffman nazywa kolesiami. A jak nazywa się tych, którzy zasiadają w radzie nadzorczej w Liszkach czy Skale? Hoffman w rozmowie z nami postanowił odpowiedzieć.  Nie jestem kolesiem. Odkąd zdałem maturę przestałem nadawać się na doradcę prezesa KHK do spraw ubezpieczeń, po ukończeniu studiów przestałem się nadawać na rzecznika praw ucznia. Obecnie (z moim wykształceniem i doświadczeniem zawodowym) jestem całkowicie nieprzydatny dla ekipy Miszalskiego. To jednak nie był koniec. Sęk pytał też: ile pieniędzy wydano na kampanię referendalną, ile zapłacono osobom zbierającym podpisy, kto finansuje działania komitetu, oraz dlaczego materiały referendalne miały zawisnąć w miejscach bez zgody właścicieli. Hoffman powiedział nam, że "pełne rozliczenie nastąpi w trybie ustawowym". – Jeśli chodzi o wieszanie plakatów, to według mojej wiedzy komitet nie wiesza ich w miejscach niedozwolonych – przyznał. 

Więcej…

Komisja Dyscyplinarna zajęła się sprawą Gibały. On sam... nie przyszedł

Komisja Dyscyplinarna zajęła się sprawą Gibały. On sam... nie przyszedł

18 maja 2026 | 15:26

Łukasz Gibała nie miał odwagi stanąć przed Komisją Dyscyplinarną Rady Miasta Krakowa. Gdy radni zajmowali się sprawą jego kontrowersyjnych wypowiedzi i wpisów internetowych, lider Krakowa dla Mieszkańców po prostu nie przyszedł. Sprawa dotyczy wypowiedzi i wpisów internetowych lidera Krakowa dla Mieszkańców. Gibała przekonywał w nich, że Anna Bałdyga przegrała proces dotyczący referendum. Problem w tym, że postępowanie zakończyło się ugodą, a nie wyrokiem przegranym przez radną. Wniosek o ukaranie Gibały trafił do Komisji Dyscyplinarnej podczas majowej sesji Rady Miasta Krakowa. Sama Bałdyga podkreślała, że radny rozpowszechniał nieprawdziwe informacje i wprowadzał mieszkańców w błąd. Choć sprawa dotyczyła bezpośrednio Gibały, ten nie pojawił się na posiedzeniu komisji i nie przedstawił swojego stanowiska. Byłam przekonana, że radny Gibała pojawi się na posiedzeniu. Dopiero dziś przekazał informację, że jednak go nie będzie.  – mówiła przewodnicząca komisji Edyta Sikora. Złożyła wniosek do Gibały, by ten odniósł się na piśmie do zarzutów Bałdygi. Dziś również został zaproszony, ale się nie pojawił. Nie możemy zakładać, że następnym razem przyjdzie i osobiście przedstawi swoje stanowisko, dlatego chcemy, aby przekazał je na piśmie. - argumentowała przewodnicząca Sikora. Ostatecznie komisja nie rozstrzygnęła sprawy. Decyzja zapadnie na kolejnym posiedzeniu. ZOBACZ TAKŻE: Lider z tylnego fotela ucieka przed pytaniami. Gibała boi się rozmawiać

Więcej…

„Pancerny Marian” chce zostać prezydentem Krakowa?! „Jestem do dyspozycji” [WIDEO]

„Pancerny Marian” chce zostać prezydentem Krakowa?! „Jestem do dyspozycji” [WIDEO]

17 maja 2026 | 20:11

Do gry o fotel prezydenta Krakowa wkroczył... Marian Banaś. Tak, TEN Marian Banaś. Były prezes NIK, były minister finansów i człowiek, którego polityczna kariera przypominała momentami serial dokumentalny Netflixa. Teraz wygląda na to, że może chcieć zostać prezydentem Krakowa. A wszystko dzieje się tuż przed referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego i Rady Miasta, które odbędzie się 24 maja. Jeśli mieszkańcy zagłosują za odwołaniem władz, będą nowe wybory. I najwyraźniej Banaś właśnie ustawia się w kolejce. Na nagraniu opublikowanym w sieci mówi: Kraków to nie tylko miasto, z którego pochodzę. To miasto, które noszę w sercu od zawsze. Miasto królów w historii, kultury, ale przede wszystkim dobrych, mądrych ludzi, którzy zasługują na szacunek i uczciwe zarządzanie. Czyli klasyczne otwarcie kampanii typu: „kocham to miasto bardziej niż smog zimą”. Ale później robi się już bardziej politycznie: Z niepokojem patrzę dziś na to, co dzieje się wokół naszego miasta. Coraz więcej mieszkańców mówi o zmęczeniu, chaosie i braku dialogu. I właśnie dlatego referendum jest tak ważne. To demokratyczne prawo mieszkańców, by powiedzieć władzy: sprawdzam. I tu wjeżdża najważniejszy fragment, praktycznie bez żadnej zasłony dymnej: A jeśli uznają państwo, że zmiana jest konieczna, chcę jasno powiedzieć: jestem do dyspozycji mieszkańców, bo kocham Kraków”. Czyli tłumacząc z języka politycznego na polski: „tak, jestem gotowy kandydować. Spot kończy podpis grubością całego CV: Marian Banaś, prezes Ruchu Naprawy Polski Mariana Banasia, były minister finansów i prezes Najwyższej Izby Kontroli. 24 maja referendum w Krakowie. Zmiana jest możliwa.#referendum#referendumkraków#krakówdecyduje#Kraków pic.twitter.com/VvkgPvRQTh — Marian Banaś (@marian_banas) May 17, 2026 "Banaś na prezydenta Krakowa” to zdanie, którego chyba nikt nie miał na bingo 2026... A więcej o "pancernym Marianie" dowiecie się tutaj: "Pancerny Marian i pokoje na godziny". Reportaż "Superwizjera"  

Więcej…

Antyszczepionkowiec i gigant antyukraińskiej propagandy włącza się w obalanie Miszalskiego

Antyszczepionkowiec i gigant antyukraińskiej propagandy włącza się w obalanie Miszalskiego

16 maja 2026 | 14:58

Antyszczepionkowiec, skrajny prawak i jeden z najgłośniejszych szerzycieli antyukraińskiej propagandy aktywnie włącza się w krakowskie referendum. Witold Gadowski, bo o nim mowa, otwarcie namawia mieszkańców Krakowa do wzięcia udziału w referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego oraz całej Rady Miasta Krakowa. Były dziennikarz aktywnie publikuje materiały referendalne, zachęcając do głosowania przeciwko obecnym władzom miasta. Tym samym Gadowski dołączył do grona innych kontrowersyjnych postaci krakowskiego referendum, takich jak: kryminalista Mateusz Jasko, Konrad Berkowicz, Grzegorz Braun, Barbara Nowak, Ryszard Majdzik, a także trzykrotnie przegrywający wybory na prezydenta Krakowa Łukasz Gibała. Gadowski i Braun będą "dyskutować" o referendum w Krakowie / źródło: FB Gadowski od kilku lat buduje swoją popularność przede wszystkim na ostrych, często skrajnych narracjach. Szczególnie duże zasięgi generuje na fali antyukraińskiej propagandy – jego materiały osiągają czasem setki tysięcy, a nawet miliony wyświetleń, wyprzedzając w tym zakresie nawet Janusza Korwin-Mikkego. Jest także znany jako jeden z najbardziej radykalnych przeciwników szczepionek przeciwko COVID-19. Witold Gadowski / fot. wikimedia Styl Gadowskiego opiera się niemal wyłącznie na negacji, ostrej krytyce i pogardzie wobec elit. Z taką samą zaciekłością atakował zarówno obecnego prezydenta Aleksandra Miszalskiego, jak i poprzedniego – Jacka Majchrowskiego, a także rządy różnych opcji politycznych. Zwolennicy chwalą go za bezkompromisowość i „niepoprawność polityczną”, a krytycy oskarżają o szerzenie teorii spiskowych i szkodliwą propagandę. Jego zaangażowanie w krakowskie referendum dodatkowo podgrzewa atmosferę wokół głosowania i potwierdza, że w tej kampanii referendalnej dominują postaci budzące skrajne emocje. ZOBACZ TAKŻE: Pusta urna – najgorszy koszmar Gibały, Berkowicza i Brauna

Więcej…

„Nie u mnie w ogródku”, czyli jak Wieliczka chce S7, ale wyłącznie przez Kraków

„Nie u mnie w ogródku”, czyli jak Wieliczka chce S7, ale wyłącznie przez Kraków

15 maja 2026 | 15:31

Im dłużej trwa dyskusja wokół referendum i przebiegu S7, tym wyraźniej widać, że nie chodzi już wyłącznie o samą drogę. Coraz większe emocje budzi pytanie: kto właściwie próbuje wpływać na decyzje mieszkańców Krakowa i w czyim interesie? Szczególnie ciekawie wygląda tu rola… Bartłomieja Krzycha. Nie znacie, więc o nim za chwilę. Gość publicznie mówi „tak” dla S7, ale pod jednym warunkiem: droga ma przebiegać przez Kraków, byle nie przez Wieliczkę. Klasyczne „nie u mnie”. Inwestycja jest potrzebna, dopóki jej skutki ponoszą inni. I właśnie ta postawa rzuca nowe światło na całe referendum. Urodzony w Lubaczowie na Podkarpaciu Krzych nie jest zwykłym komentatorem z boku. To aktywny gracz, bardzo mocno zaangażowany w referendum w Wieliczce, gdzie lokalni mieszkańcy bronią się przed przebiegiem S7 przez ich teren. Jednocześnie wspiera mechanizmy odwoławcze w Krakowie. Krzych aktywnie wspiera referendum w Krakowie / źródło: FB Pojawia się więc naturalne pytanie: dlaczego mieszkaniec Wieliczki tak aktywnie angażuje się w polityczny spór dotyczący Krakowa? Oczywiście każdy ma prawo zabierać głos w sprawach aglomeracji. Problem zaczyna się wtedy, gdy pod hasłem „dobra wspólnego” próbuje się przerzucić cały koszt (i nie chodzi tu o finanse) inwestycji na sąsiada. Bo dziś coraz bardziej wygląda to tak: u siebie protestujemy przeciwko S7, ale w Krakowie już chętnie opowiadamy o „konieczności rozwoju infrastruktury”. To nie jest żadna spójna wizja dla metropolii. To zwykłe wtykanie nosa w talerz sąsiada. Ludzie spoza Krakowa, którzy tak chętnie angażują się w krakowskie referendum odwoławcze, de facto grają przeciwko interesom mieszkańców stolicy Małopolski. Bo łatwo mobilizować emocje przeciwko Krakowowi, kiedy samemu mieszka się kilka kilometrów dalej. Łatwo podgrzewać atmosferę, żyć polityczną awanturą i opowiadać o „ratowaniu demokracji”, gdy rachunek za decyzje mają zapłacić inni. Cała ta historia doskonale pokazuje problem współczesnej samorządności w aglomeracji: każdy pilnuje własnego podwórka, a problemy próbuje wypchnąć dalej. Nie ma odwagi, by usiąść przy jednym stole i uczciwie rozmawiać o rozwiązaniu dla całego Krakowa i okolic. Zamiast tego mamy referenda, protesty, konferencje prasowe i medialne narracje pod hasłem „bronimy mieszkańców”. Tylko że bronienie własnych mieszkańców kosztem sąsiadów nie jest żadną odwagą. To wygodnictwo ubrane w piórka obywatelskości. Protest przeciwko S7 w Krakowie S7 i tak będzie musiała powstać - to inwestycja o znaczeniu krajowym. Pytanie brzmi wyłącznie: kto zapłaci najwyższą cenę? Kraków czy gminy ościenne? I czy krakowianie pozwolą, by ich miasto stało się infrastrukturalnym buforem dla tych, którzy najgłośniej krzyczą: „tak dla inwestycji… ale nie u nas”. Bartłomiej Krzych i podobni mu działacze doskonale rozumieją mechanikę tego sporu. Dlatego grają na dwa fronty: u siebie blokują lub łagodzą przebieg inwestycji, a w Krakowie wspierają polityczny chaos i mechanizmy odwoławcze. Bo jeśli Kraków zapłaci rachunek - Wieliczka tylko zyska. I może właśnie czas nazwać to po imieniu: to nie jest walka o mieszkańców. To walka o to, żeby to inni mieszkańcy ponieśli koszty. A gdzie w tym wszystkim jest konkret? ZOBACZ TAKŻE: Pusta urna – najgorszy koszmar Gibały, Berkowicza i Brauna Do dziś zresztą nie wiemy nawet, jakie stanowisko wobec przebiegu S7 przez Kraków mają sami inicjatorzy referendum w Krakowie. Wiemy, jakie zdanie ma Aleksander Miszalski - protestował przeciwko wariantom uderzającym w miasto. A inicjatorzy? Cisza. Nie słyszymy wizji rozwoju Krakowa. Nie słyszymy propozycji rozwiązań komunikacyjnych. Nie słyszymy odpowiedzi na pytanie, jak ma wyglądać przyszłość miasta w perspektywie 10 czy 20 lat. Słyszymy wyłącznie polityczny sprzeciw wobec Miszalskiego. I właśnie dlatego coraz trudniej traktować to referendum jako merytoryczną debatę o Krakowie. Bo jeśli ktoś chce odwoływać władze miasta, a jednocześnie unika odpowiedzi na podstawowe pytanie: „czy S7 ma przebiegać przez Kraków?” to znaczy, że nie chodzi o żadne rozwiązanie problemu. Chodzi wyłącznie o politykę.

Więcej…

Szokujące wątki afery Zondakrypto prowadzą do Krakowa. Oto nazwiska

Szokujące wątki afery Zondakrypto prowadzą do Krakowa. Oto nazwiska

15 maja 2026 | 10:05

Kraków wyrasta na jedno z kluczowych miejsc w aferze Zondacrypto! To tutaj miały przecinać się biznesowe imperia, polityczne powiązania i podejrzane przepływy pieniędzy. W tle pojawiają się wpływowi krakowscy przedsiębiorcy, rozbudowane sieci spółek i fundacje krążące wokół polityki, a całość zaczyna przypominać lokalny układ, który działał równolegle do giełdowego świata kryptowalut. W tle jednej z największych afer finansowych ostatnich lat rysuje się także wyraźny krakowski trop. W części materiałów i ustaleń pojawiają się osoby związane z Krakowem, które nie były bezpośrednimi operatorami giełdy, ale funkcjonowały w jej szerokim otoczeniu – politycznym, biznesowym i organizacyjnym. Wśród nich wymienia się trzy nazwiska: Mariusz Badura, Jan Ziobro i Mateusz Jaśko. Mariusz Badura – biznesowe zaplecze i sieć powiązań Mariusz Badura to krakowski biznesmen, który działa w bardzo szerokim środowisku spółek, fundacji i projektów łączących biznes, lobbing oraz politykę. Z danych KRS wynika, że zasiadał lub nadal zasiada w 39 podmiotach – spółkach i fundacjach. Obecnie pełni funkcje m.in. w: ANIN R10 – członek zarządu EGEH – prezes zarządu CORE CONSULTING – prezes zarządu Fundacja GATEWAY 4.0 – prezes zarządu QSAWERY – prezes zarządu BLCK HORSE – prezes zarządu WONDEYS AGENCY GROUP – prezes zarządu SH30 – prezes zarządu SH28 – prezes zarządu Instytut KOŚCIUSZKI – prezes zarządu SH27 – prezes zarządu SH29 – prezes zarządu CORE PV – prezes zarządu MAXIMUSCINEMA – prezes zarząduS UPREMUM.PL – wiceprezes zarządu SUPREMUM GROUP – wiceprezes zarządu Fragment listy z nazwami podmiotów, w których zasiada Mariusz Badura / źródło: rejestr.io Według ustaleń dziennikarza śledczego Szymona Jadczaka („Wirtualna Polska”, Money.pl): Badura jest fundatorem fundacji „Dobry Rząd”, powiązanej z politykiem i posłem Konfederacji Przemysławem Wiplerem. Fundacja ta miała otrzymać ok. 70 tys. euro od spółki powiązanej z Zondacrypto. Jej siedziba pokrywa się z adresem firmy lobbingowej działającej w środowisku polityczno-biznesowym. Te trzy elementy – fundacja, przepływ środków i wspólny adres z podmiotem lobbingowym – tworzą obraz struktury funkcjonującej na styku biznesu i polityki. Rola Badury nie polegała więc na bezpośrednim udziale w działalności giełdy. Chodziło raczej o stworzenie i utrzymywanie sieci powiązań między biznesem, fundacjami i środowiskami politycznymi. Jego nazwisko i podmioty pojawiają się w kręgach osób powiązanych z politykami, a szczególnie z otoczeniem Zbigniewa Ziobry. Wcześniej Badura był obecny przy projektach, w których łączono biznes z finansami publicznymi i polityką. Między innymi był wymieniany przez dziennikarzy portalu Gazeta.pl jako osoba związana z krakowskim Stowarzyszeniem im. Juliusza Lea, które otrzymało wielomilionową dotację z Funduszu Sprawiedliwości w okresie, gdy funkcję ministra sprawiedliwości pełnił Zbigniew Ziobro. Jan Ziobro – polityk w otoczeniu fundacji Jan Ziobro to były poseł na Sejm, kojarzony ze środowiskiem Zbigniewa Ziobry oraz PiS. Obecnie również sprawuje intratne funkcje w jednostkach zarządzanych przez samorząd województwa małopolskiego kontrolowany przez Prawo i Sprawiedliwość. Jest członkiem zarządu spółki PUHIT Kraków oraz członkiem organu nadzoru Tarnowskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Jest również członkiem organu nadzorczego Fundacji Instytut Polski Suwerennej. W kontekście sprawy Zondacrypto jego nazwisko pojawia się nie dlatego, że uczestniczył w operacjach finansowych, lecz dlatego, że jest powiązany z fundacją Instytut Polski Suwerennej, która znalazła się w centrum opisywanych przepływów pieniędzy. Zadziałała magia nazwiska / źródło: Onet Według ustaleń Money.pl: Fundacja miała otrzymać ok. 450 tysięcy złotych darowizny z konta kancelarii prawnej prezesa Zondacrypto Przemysława Kralla. Fundacja ta jest bardzo blisko powiązana z politycznym środowiskiem Zbigniewa Ziobry. Mateusz Jaśko – wątek przymusu i zastraszania O ile dwaj pierwsi bohaterowie tej historii funkcjonują w przestrzeni biznesowo-politycznego zaplecza, o tyle Mateusz Jaśko pojawia się w zupełnie innym kontekście – znacznie bardziej bezpośrednim i brutalnym. Mateusz Jaśko Według ustaleń medialnych i sądowych: Oferował dziennikarzowi TVN milion złotych łapówki w zamian za odstąpienie od materiału dotyczącego giełdy kryptowalut. Gdy próba korupcji nie przyniosła efektu, zastraszał dziennikarza, który w efekcie musiał ukrywać się wraz z rodziną. Jak ustalił sąd, Jaśko działał na zlecenie osób ze środowiska przestępczego z Krakowa. Według informacji podanych przez dziennikarzy TVN przygotowujących materiał o Zondacrypto, ludzie powiązani z tą giełdą mieli przekazać ponad 3 miliony złotych środowiskom krakowskich kiboli-bandytów na działania związane z zastraszaniem dziennikarzy i innych osób interesujących się działalnością giełdy. Z tych właśnie środków miał pochodzić milion złotych przeznaczony na łapówkę proponowaną przez Mateusza Jaśko jednemu z dziennikarzy. Pytaniem otwartym pozostaje, gdzie trafiły pozostałe 2 miliony złotych. ZOBACZ TAKŻE: Jaśko, gdzie są pieniądze Polaków? Krakowski radny nabrał wody w usta Obraz całości Zebrane wątki tworzą wielowarstwową strukturę, w której Zondacrypto nie jest wyłącznie giełdą kryptowalut, ale punktem przecięcia różnych środowisk: biznesowych, politycznych, fundacyjnych i – w jednym z opisanych przypadków – także przestępczych. Mariusz Badura pojawia się jako element zaplecza organizacyjnego i sieci kontaktów. Jan Ziobro jako część środowiska politycznego powiązanego z fundacjami oraz przepływem środków. Mateusz Jaśko jako wykonawca działań o charakterze nacisku i zastraszania. To trzy różne poziomy tej samej układanki: od struktur i fundacji, przez polityczne powiązania, aż po bezpośrednie działania operacyjne w terenie. ZOBACZ TAKŻE: Miał rozliczać innych, sam usłyszał wyrok! Członek grupy referendalnej skazany

Więcej…

PiS robi z Krakowa poligon dla swoich kolesi i chce oddać miasto Gibale!

PiS robi z Krakowa poligon dla swoich kolesi i chce oddać miasto Gibale!

14 maja 2026 | 08:51

Wygląda na to, że w Prawie i Sprawiedliwości zapadła decyzja: Kraków można spisać na straty. Po ewentualnym odwołaniu prezydenta Aleksandra Miszalskiego i zarządzeniu przyspieszonych wyborów partia zamiast rzucić do walki najmocniejsze nazwiska, coraz poważniej rozważa wystawienie kogoś, kto ma iluzoryczne szanse na zwycięstwo. Na stole leży szeroka lista potencjalnych kandydatów: Łukasz Kmita, Michał Drewnicki, Małgorzata Wassermann, Mariusz Andrzejewski i kilku innych. O większości z nich już pisaliśmy w Kanale Krakowskim. Jednak coraz głośniej wybrzmiewa opcja Mateusza Małodzińskiego – polityka, którego większość krakowian w ogóle nie kojarzy. I właśnie o to chodzi. Nie chodzi o wygranie wyborów prezydenckich w Krakowie. Chodzi o to, żeby młody, mało znany działacz w krótkim czasie zbudował sobie rozpoznawalność na koszt kampanii wyborczej. Rozpoznawalność, która później ma zaprocentować w wyborach do Sejmu. Kraków traktowany jest instrumentalnie – jako poligon treningowy dla przyszłych ambicji partyjnych. Mateusz Małodziński został powołany przez Łukasza Kmitę na II zastępcę wojewody w lipcu 2022 roku. Był protegowanym Ryszarda Terleckiego. Obecnie jest członkiem zarządu spółki Małopolskie Dworce Autobusowe / fot. MUW 43-letni obecnie Małodziński już wielokrotnie próbował swoich sił w wyborach i... odnosił spektakularne porażki. Dwukrotnie nie udało mu się zostać senatorem, nie udało mu się zostać radnym województwa małopolskiego, radnym miejskim, a nawet radnym dzielnicowym! Ewentualna szósta(!) przegrana powinna więc spłynąć po nim jak wiosenne krople deszczu po pokrzywie. Tym bardziej, że nikt nie będzie go czarował, że został kandydatem, by wygrać. Został, by budować rozpoznawalność, a to z pewności mu się uda. PiS doskonale zdaje sobie sprawę, że realnie nie ma szans przejąć władzy w stolicy Małopolski. Dlatego zamiast walczyć, woli poddać się w białych rękawiczkach. Dezercja w eleganckim wydaniu. Czyli zrobil dokładnie to, co niegdyś zrobiła wówczas jeszcze Platforma Obywatelska, stawiając w wyborach na Martę Patenę, czyli de facto ogłosiła kapitulację przed Jackiem Majchrowskim jeszcze zanim na dobre rozpoczął się wyścig do prezydenckiego fotela. PiS mógłby oczywiście wystawić choćby doświadczonego, zaprawionego w bojach radnego Michała Drewnickiego, ale polityk ten wydaje się być zbyt samodzielnie myślący i zbyt rozpoznawalny, a to wielu decyzyjnym osobom z okręgu przeszkadza, a wręcz zagraża. ZOBACZ TAKŻE: 24 maja polecą wszyscy? Radny PiS chce odwołania także... samego siebie [WYWIAD] A teraz przechodzi do sedna. Taka strategia wyznaczenia mało znanego kandydata oznacza de facto oddanie głosów Łukaszowie Gibale. Nie od dziś wiadomo, że Gibała smali cholewki do PiS-u, a w krakowskich strukturach partii istnieje silna frakcja, która otwarcie go wspiera. Wystawienie słabego kandydata w postaci Małodzińskiego byłoby więc nie tylko kapitulacją, ale wręcz politycznym prezentem dla Gibały. To klasyczna taktyka „niech wygra ktoś inny, byle nie Platforma" [dziś już Koalicja], tyle że tym razem realizowana w sposób wyjątkowo cyniczny i ostentacyjny. Zamiast bronić swoich wartości i walczyć o Kraków, partia woli budować osobiste kariery i robić interesy za kulisami. ZOBACZ TAKŻE: Miał rozliczać innych, sam usłyszał wyrok! Członek grupy referendalnej skazany Na razie wszystko wskazuje więc na to, że PiS postanowił oddać to miasto walkowerem. W białych rękawiczkach.

Więcej…

Jest orzeczenie sądu w sprawie szefa krakowskiej KO. Musi przeprosić i zapłacić

Jest orzeczenie sądu w sprawie szefa krakowskiej KO. Musi przeprosić i zapłacić

13 maja 2026 | 14:32

Będzie apelacja od orzeczenia sądu - zapowiada Szczęsny Filipiak. Dziś (środa) sąd pierwszej instancji orzekł, że szef krakowskiej Koalicji Obywatelskiej musi przeprosić Wojciecha Jakubowskiego, opublikować sprostowanie i wpłacić 3 tysiące złotych na cele charytatywne. Chodzi o materiał dotyczący referendum ws. odwołania władz miasta, który wcześniej pojawił się w mediach społecznościowych. Kluczowy spór dotyczył tego, jak rozumieć pojęcie „inicjatora referendum”. Materiał publikowany przez polityków KO odnosił się do Mateusza Jaśki – osoby od miesięcy aktywnie promującej referendum w mediach społecznościowych i przestrzeni publicznej. Problem polegał na tym, że formalnie nie znajduje się on w 21-osobowym komitecie referendalnym. Obrona Filipiaka przekonywała jednak, że dla przeciętnego mieszkańca „inicjatorem” jest po prostu ktoś, kto faktycznie organizuje i napędza całą akcję. I trudno odmówić tej argumentacji logiki – Mateusz Jaśko od dawna publicznie utożsamiany jest z kampanią referendalną i sam intensywnie ją promował jeszcze przed formalnym zgłoszeniem inicjatywy. Sam Szczęsny Filipiak podkreślał przed sądem, że celem publikacji nie było uderzenie w członków komitetu referendalnego, lecz pokazanie przeszłości osoby realnie zaangażowanej w akcję referendalną. Chodziło o przypomnienie prawomocnego wyroku dotyczącego próby wręczenia łapówki dziennikarzowi w sprawie związanej z rynkiem kryptowalut. Nie chodziło nam o naruszenie dóbr osób, które złożyły wniosek o referendum  – mówił Filipiak. Przyznał jednocześnie, że użycie określenia „inicjatorzy” mogło być „niezbyt zręczne”. Sąd ostatecznie uznał, że doszło do rozpowszechniania nieprawdziwych informacji dotyczących inicjatorów referendum. Zakazał dalszej publikacji materiału, nakazał przeprosiny oraz wpłatę 3 tys. zł na Fundację Centrum Praw Kobiet. Cała sprawa pokazuje jednak również szerszy problem kampanii referendalnej w Krakowie: zacieranie granicy między formalnymi członkami komitetu a osobami, które faktycznie prowadzą polityczną i medialną ofensywę wokół referendum. I właśnie na tę różnicę próbowała zwracać uwagę strona Szczęsnego Filipiaka.

Więcej…

Miał rozliczać innych, sam usłyszał wyrok! Członek grupy referendalnej skazany

Miał rozliczać innych, sam usłyszał wyrok! Członek grupy referendalnej skazany

13 maja 2026 | 11:01

Burza wokół członka komitetu referendalnego. Wyrok sądu jest jednoznaczny: winny pomówienia. W tle ostre wpisy w mediach społecznościowych i oskarżenia o piracką jazdę. Jeden z inicjatorów referendum oraz formalny członek grupy został skazany wyrokiem Sądu Rejonowego dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie (sygn. akt II K 546/23/S) za pomówienie Tadeusza Styrskiego za pośrednictwem mediów społecznościowych. Wyrok zapadł 24 września 2024 roku. Sąd uznał Zbigniewa Szkodę za winnego tego, że publicznie pomawiał Tadeusza Styrskiego o łamanie przepisów drogowych, publikując wpisy na Facebooku. Jak zapisano w uzasadnieniu wyroku: Oskarżonego Zbigniewa Szkodę uznaje za winnego tego, że w dniu 14 września 2020 r. w Krakowie pomówił on Tadeusza Styrskiego o postępowanie, które mogło poniżyć go w opinii publicznej oraz narazić na utratę zaufania potrzebnego dla wykonywanej przez niego działalności. Sąd wskazał, że pomówienie polegało na publicznym zarzucaniu przekraczania prędkości i łamania przepisów ruchu drogowego. Wśród cytowanych przez sąd wpisów znalazły się między innymi słowa: Tadeusz Styrski ja w przeciwieństwie do pana nie jeżdżę ponad limit w terenie zabudowanym. oraz: Tadek Styrski przez Płaszów od giełdy w stronę centrum. 120 na 70. Według sądu wpisy zostały opublikowane „za pomocą środków masowego komunikowania”, czyli na Facebooku - zarówno na publicznej grupie „NIC O NAS BEZ NAS”, jak i na fanpage’u Zarządu Transportu Publicznego Urzędu Miasta Krakowa. Wyrok Za popełniony czyn sąd wymierzył oskarżonemu karę grzywny w wysokości 70 stawek dziennych po 10 zł każda. Dodatkowo orzeczono obowiązek zapłaty 1000 zł nawiązki na rzecz Fundacji Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym „Kawałek Nieba” oraz zwrot kosztów procesu na rzecz oskarżyciela prywatnego. W części zarzutów dotyczących innych wpisów sąd uniewinnił oskarżonego. Jednak kluczowy zarzut dotyczący publicznego pomówienia został uznany za udowodniony. źródło: FB Zbigniew Sławomir Szkoda jest jednym z 21 członków komitetu referendalnego i formalnym inicjatorem referendum w Krakowie.

Więcej…

Prokuratura ściga sprawców za zniesławiające filmy o radnych i prezesie KHK

Prokuratura ściga sprawców za zniesławiające filmy o radnych i prezesie KHK

12 maja 2026 | 22:24

Krakowska prokuratura wszczęła postępowanie przygotowawcze po zawiadomieniu, jakie otrzymała od Alicji Szczepańskiej – ustalił nieoficjalnie Kanał Krakowski. Postępowanie zostało zainicjowane po analizie zgromadzonych materiałów, a sprawa dotyczy treści opublikowanych w internecie. Radna Alicja Szczepańska złożyła zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa po tym, jak na jednym z profili na Facebooku pojawił się materiał filmowy, który – w jej ocenie – miał charakter zniesławiający. Jak wynika z ustaleń, śledczy badają, czy publikacje mogą nosić znamiona czynu zabronionego. Ustaliliśmy również, że postępowanie nie ogranicza się wyłącznie do zawiadomienia złożonego przez Alicję Szczepańską. Prokuratura prowadzi czynności także na podstawie zgłoszeń o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożonych przez prezesa Krakowskiego Holdingu Komunalnego Bogusława Kośmidera oraz radną Iwonę Chamielec. W obu przypadkach chodzi o materiały filmowe opublikowane na tym samym profilu na Facebooku. Na tym etapie postępowanie prowadzone jest „w sprawie”, a nie przeciwko konkretnym osobom. Śledczy nie ujawniają szczegółów dotyczących kwalifikacji prawnej czynu ani ewentualnego kręgu podejrzanych. Według osób składających zawiadomienia, publikowane materiały mogły naruszać ich dobra osobiste i mieć charakter bezprawny. Profil, na którym zamieszczono filmy, został w ostatnim czasie usunięty z Facebooka.

Więcej…

Ile kosztuje kampania referendalna, za którą płaci Gibała? „Wydano kilka milionów”

Ile kosztuje kampania referendalna, za którą płaci Gibała? „Wydano kilka milionów”

12 maja 2026 | 19:35

Kilka, kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt milionów złotych – takie kwoty pojawiają się dziś w kontekście kampanii referendalnej prowadzonej w Krakowie. Od miesięcy przestrzeń publiczna zalewana jest reklamami, billboardami, spotami, gazetami i materiałami promującymi inicjatywę odwołania władz miasta. Coraz częściej pojawiają się jednak pytania: kto naprawdę finansuje tę kampanię, skąd pochodzą pieniądze i ile dokładnie już wydano? Wątpliwości dodatkowo podgrzała wypowiedź jednego z inicjatorów referendum, Jana Hoffmana, który publicznie przyznał, że kampanię wspiera środowisko Łukasza Gibały. Zgłosiło się do nas stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców, a myśmy to wsparcie przyjęli. Dwa dni później temat finansowania referendum pojawił się na antenie Radia Kraków. Poseł Jerzy Meysztowicz mówił wprost o ogromnych wydatkach związanych z akcją referendalną. Nie wiemy, kto stoi za referendum w Krakowie. Finansuje to stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców. Wydano kilka milionów złotych. Stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców ma pięciu radnych i wydaje kilka milionów, żeby odwołać tych radnych. Taniej by było, jakby złożyli mandaty. To wielkie oszustwo. Referendalne słupy Sprawa wywołała polityczną burzę również w Sejmie. Poseł Dominik Jaśkowiec publicznie zaapelował do Łukasza Gibały o ujawnienie szczegółów finansowania całej kampanii. Proszę stanąć w prawdzie i powiedzieć, ile pieniędzy wydał pan na kampanię referendalną, skąd te pieniądze pochodziły i na co zostały wydane. Chyba że Jan Hoffman powiedział nieprawdę i pana organizacja nie jest zaangażowana w tę inicjatywę. Wtedy proszę poinformować o tym opinię publiczną, a Janowi Hoffmanowi wytoczyć proces. Dziś mieszkańcy Krakowa mają prawo oczekiwać pełnej transparentności. Jeśli na kampanię referendum wydawane są miliony złotych, opinia publiczna powinna dokładnie wiedzieć, kto finansuje tę polityczną operację i jakie interesy za nią stoją. ZOBACZ TAKŻE: Gibała w tarapatach. Krakowianie szykują pozwy po tajemniczych telefonach Tymczasem Łukasz Gibała, jak to ma w zwyczaju, nabrał wody w usta. Mieszkańcy Krakowa wciąż nie usłyszeli jasnej odpowiedzi: kto płaci za tę gigantyczną kampanię i dlaczego wokół całej sprawy panuje tak duża nerwowość. Im dłużej trwa to milczenie, tym bardziej wygląda ono nie na przypadek, lecz na świadomą próbę unikania odpowiedzialności.

Więcej…

Gibała w tarapatach. Krakowianie szykują pozwy po tajemniczych telefonach

Gibała w tarapatach. Krakowianie szykują pozwy po tajemniczych telefonach

12 maja 2026 | 12:13

Dane mieszkańców Krakowa przekazane Gibale miały służyć rozwiązywaniu ich problemów. Dziś są wykorzystywane do politycznych telefonów zachęcających do udziału w finansowanym przez Gibale referendum. O sprawie zawiadomiony został Urząd Ochrony Danych Osobowych, a część mieszkańców kieruje sprawy do sądu. – Byłam przekonana, że przekazuję swoje dane po to, żeby uzyskać pomoc w konkretnej sprawie, a nie po to, żeby po latach ktoś dzwonił do mnie z polityczną agitacją. Czuję się oszukana i mam poczucie, że moje zaufanie zostało zwyczajnie wykorzystane – mówi nam jedna z mieszkanek. Jak ustaliła „Gazeta Wyborcza”, kilku krakowian, którzy wiele lat temu prosili Łukasza Gibałę o pomoc w załatwieniu różnych spraw, otrzymuje obecnie telefony od ludzi związanych z jego stowarzyszeniem. Dzwoniący mają namawiać ich do wzięcia udziału w wydarzeniu politycznym finansowanym przez Gibałę. Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik Zdaniem mieszkańców dochodzi do wykorzystywania danych osobowych, które zostały powierzone w przeszłości w zupełnie innym celu – do pomocy w indywidualnych sprawach, a nie do bieżącej agitacji politycznej. Zapytaliśmy o tę sprawę samo stowarzyszenie. Gibała, jak to ma w zwyczaju, nabrał wody w usta i nie udzielił nam żadnej odpowiedzi na zadane pytania. W związku z tym zwróciliśmy się o komentarz do Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Tu stanowisko jest jednoznaczne. Kamil Witkowski z UODO wylicza całą listę zasad określonych w art. 5 RODO, których przestrzegać musi administrator danych. W kontekście wątpliwości związanych z Gibałą wskazuje szczególnie na jedną: Administrator musi przestrzegać zasad określonych w art. 5 RODO, a więc między innymi zasady ograniczenia celu, która nakazuje, by dane były zbierane w konkretnych, wyraźnych i prawnie uzasadnionych celach i nieprzetwarzane dalej w sposób niezgodny z tymi celami. Jak dodaje Witkowski, każda osoba, która uważa, że administrator niewłaściwie postępuje z jej danymi, w tym nie przestrzega jej praw, ma prawo domagać się od administratora wyjaśnień na temat tego, jakie dane na jej temat przetwarza i w jakich celach. Może też domagać się od administratora zaprzestania przetwarzania danych do celów, w jakich te dane nie były udostępnione. A w przypadku nierespektowania takiego żądania może złożyć skargę do Prezesa UODO. UODO Witkowski wyjaśnia, że „niezależnie od powyżej wskazanej możliwości osoba taka ma też prawo do skierowania sprawy na drogę sądową”. Z naszych informacji wynika, że co najmniej kilka osób zdecydowało się lub zamierza wystąpić na drogę sądową przeciwko stowarzyszeniu Gibały w zakresie naruszenia danych osobowych. Dotarliśmy do jednej z takich osób: Byłam przekonana, że przekazuję swoje dane po to, żeby uzyskać pomoc w konkretnej sprawie, a nie po to, żeby po latach ktoś dzwonił do mnie z polityczną agitacją. Czuję się oszukana i mam poczucie, że moje zaufanie zostało zwyczajnie wykorzystane. Nigdy nie wyrażałam zgody na wykorzystywanie moich danych do organizowania politycznych akcji czy namawiania mnie do udziału w referendum. To przekracza wszelkie granice i dlatego postanowiłam podjąć kroki prawne. Sprawa może mieć poważne konsekwencje nie tylko wizerunkowe, ale również prawne. Jeśli zarzuty mieszkańców się potwierdzą, stowarzyszenie Gibały będzie musiało odpowiedzieć na pytania dotyczące sposobu pozyskiwania, przechowywania i wykorzystywania danych osobowych osób, które przed laty zgłaszały się po pomoc w prywatnych sprawach. ZOBACZ TAKŻE: Gibała sam się zgruzował. Ile jeszcze można sprzedawać tę samą bajkę o „betonozie”?

Więcej…

Meysztowicz: „Rozsądne jest zignorowanie tego referendum”

Meysztowicz: „Rozsądne jest zignorowanie tego referendum”

11 maja 2026 | 21:57

– Referenda w Małopolsce są przeciwko komuś, przeciwko czemuś. Referendum powinno dać możliwość wyboru. Albo tak, albo tak – mówi poseł Jerzy Meysztowicz. Jak podkreśla, referenda odwoławcze coraz częściej stają się narzędziem politycznej walki, a nie obywatelskiej kontroli samorządu. Jak mówił w Radiu Kraków wokół inicjatywy pojawia się wiele niejasności, przede wszystkim dotyczących finansowania kampanii. – Nie wiemy, kto stoi za referendum w Krakowie. Finansuje to stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców. Wydano kilka milionów złotych – mówi. Według Meysztowicza argumenty, które były podstawą organizacji referendum, częściowo straciły już aktualność. – Jest poprawa. Te elementy przestały istnieć. Jest sens wydawać kolejne tysiące, żeby zorganizować referendum, aby stwierdzić, że prezydent Miszalski wyciągnął wnioski? – pyta polityk. Jego zdaniem ewentualne odwołanie prezydenta Krakowa przy pozostawieniu obecnej Rady Miasta mogłoby doprowadzić do politycznego paraliżu. – Wygra ktoś, kto będzie miał Radę Miasta przeciwko sobie. Nie zrobi nic. Będzie paraliż miasta – ocenia. Mimo krytycznej oceny samych inicjatyw referendalnych, poseł nie widzi potrzeby zmian w obowiązujących przepisach. – Zasady są jasne. Wymogi co do frekwencji są właściwe. Nie zmieniłbym tego – podkreśla. Odnosząc się do wcześniejszych nieudanych referendów w Bochni i Radłowie, Meysztowicz wskazuje, że mieszkańcy zwyczajnie nie chcą politycznych konfliktów. – Ludzie nie lubią awantury. Takie referendum to awantura – podsumowuje. Cała rozmowa tutaj: Jerzy Meysztowicz (KO) o porażce kolejnego referendum: "Ludzie nie lubią awantury" (źródło: Radio Kraków)

Więcej…

Jaśko nie jest inicjatorem referendum. Jest jego twarzą i przestępcą

Jaśko nie jest inicjatorem referendum. Jest jego twarzą i przestępcą

11 maja 2026 | 13:47

Mateusz Jaśko nie jest formalnym inicjatorem referendum. Za to jest czymś znacznie gorszym – najbardziej toksyczną twarzą całej krakowskiej kampanii referendalnej. Skazany wielokrotnie, powiązany ze środowiskami kibolsko-przestępczymi, bijący ludzi na ulicach, ten, który przywalił kobiecie w twarz i próbował przekupić dziennikarza milionem złotych. To właśnie o nim – bez wymieniania nazwiska – napisała radna Anna Bałdyga. Sprawa skończyła się dziś w sądzie. Przed krakowskim sądem doszło dziś do ugody między Rafałem Zontkiem, pełnomocnikiem grupy referendalnej, a radną miejską Anną Bałdygą. Spór dotyczył wpisu na Facebooku, w którym radna sugerowała, że inicjatorzy referendum bili ludzi na ulicach Krakowa. Rafał Zontek, występujący jako jeden z formalnych inicjatorów, nie zgodził się na takie sformułowanie. Strony zawarły ugodę, co zakończyło postępowanie sądowe. O co tak naprawdę chodziło? We wpisie Anny Bałdygi chodziło o działania Mateusza Jaśki – choć radna nie wymieniła go z imienia i nazwiska. Jaśko jest osobą powszechnie kojarzoną z inicjatywą referendalną, jej najbardziej rozpoznawalną twarzą i jednym z liderów kampanii. Formalnie jednak nie jest inicjatorem referendum i nie figuruje w tym charakterze w dokumentach. Kim jest Mateusz Jaśko? jedną z głównych twarzy kampanii referendalnej w Krakowie, osobą prawomocnie i wielokrotnie skazaną przez sąd, według ustaleń śledczych współpracował z krakowskimi środowiskami kibolskimi i przestępczymi, bił ludzi na ulicach Krakowa, uderzył kobietę pięścią w twarz, oferował milion złotych łapówki dziennikarzowi, groził dziennikarzowi na tyle poważnie, że ten musiał ukrywać się wraz z rodziną, zamieszany w aferę związaną z kryptowalutami. Sprawa sądowa pokazuje, jak bardzo napięta jest atmosfera wokół krakowskiego referendum. Formalne rozróżnienie między „inicjatorem” a „liderem kampanii” ma znaczenie prawne, jednak w przestrzeni publicznej największe kontrowersje budzi właśnie wizerunek i przeszłość kluczowych postaci ruchu. Ugoda kończy jeden epizod sporu, ale z pewnością nie zamyka szerszej debaty o standardach w lokalnej polityce i metodach prowadzenia kampanii referendalnej w Krakowie. ZOBACZ TAKŻE: Mateusz? Jaki Mateusz? Wszyscy go porzucili. Został mu tylko Borejza i dres

Więcej…

Wiec przeciwko Miszalskiemu. Na czele działacz, który terroryzował kobietę, miał nielegalną broń i obrażał sędziów

Wiec przeciwko Miszalskiemu. Na czele działacz, który terroryzował kobietę, miał nielegalną broń i obrażał sędziów

08 maja 2026 | 14:20

Skazany, niebezpieczny dla otoczenia, siejący nienawiść i trzymający w domu arsenał nielegalnej broni jest głównym organizatorem poniedziałkowego wiecu popierającego referendum w Krakowie. Razem z nim maszerować będzie Barbara Nowak. Jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości, kto naprawdę stoi za całym referendalnym cyrkiem, właśnie dostał odpowiedź w najbrzydszej możliwej formie. Uwaga, najpierw pełna nazwa: „Wiec poparcia referendum przeciwko Miszalskiemu oraz przeciwko mordowaniu pacjentów chorych onkologicznie i likwidacji struktur Państwa Polskiego przez przestępców z koalicji 13 grudnia”. Wydarzenie odbędzie się 11 maja o godz. 14:00 na placu Matejki, a po wiecu uczennicy przejdą przed Urząd Wojewódzki. Organizatorzy? Prawomocnie skazany działacz PiS, absolutny wzór politycznego chamstwa i zagrożenia publicznego, człowiek, który od lat sieje nienawiść, łamie prawo i terroryzował kobietę – Ryszard Majdzik. Ręka w rękę z nim pójdzie m.in. szefowa krakowskich struktur PiS, była kurator oświaty Barbara Nowak. Na plakacie widnieją jeszcze nazwiska: Wojciecha Jakubowskiego (przedstawiciela grupy referendalnej za odwołaniem Miszalskiego), Marka Michno (z Klubu Gazety Polskiej) oraz kilku przedstawicieli NSZZ Solidarność z Małopolski. Dumnie prezentuje się także logo Ruchu Obrony Granic. Plakat W poniedziałkowym marszu i całym zamieszaniu wokół referendum wyraźnie widać, kto naprawdę za nim stoi. To nie są zwykli konserwatywni wyborcy. Wielu z nich to działacze o ultraskrajnych poglądach, których wstydzą się nawet niektórzy partyjni koledzy. Zwolennicy referendum pójdą w tym marszu ramię w ramię z ludźmi, którzy regularnie sieją nienawiść, łamią prawo i terroryzują przeciwników politycznych. Nie będziemy przypominać historii każdego z nich. Skupmy się na głównym organizatorze, Ryszardzie Majdziku. Oto 7 najgorszych, najobrzydliwszych jego wyczynów. Każdy to osobny akt degeneracji: 1. Nazwanie kobiety „tęczówką-zboczeniówką” Pod Wawelem wrzeszczał do aktywistki Strajku Kobiet Małgorzaty Boroń: „Ty tęczówka-zboczeniówka, idź się napij wódeczki w klozecie!”. Za znieważenie dostał prawomocny wyrok. Radio Zet 2. Ujawnienie danych kobiety i sprowokowanie gróźb śmierci Opublikował na Facebooku jej protokół policyjny wraz z adresem i numerem telefonu. Efekt? Fala hejtu i pogróżek karalnych. Wyrok nakazowy: 1500 zł grzywny. 3. Nielegalny arsenał broni w domu W mieszkaniu trzymał dwa karabiny, pistolety i amunicję gotową do strzału – bez wymaganych zezwoleń. W marcu 2025 policja wtargnęła do niego jak do bandyty. Majdzik transmitował całą akcję w histerycznym stylu. WP 4. Groźby wobec sędziów Przed jedną z rozpraw w 2026 roku wrzeszczał: „Sądy będą rozliczane! Zabiorę tych oprawców w niemiecko-ruskich togach ze sobą!”. Jawne nawoływanie do przemocy. 5. Obraza premiera Tuska jako „Hitlersyna bandyty mordercy” Publicznie używał ekstremalnej retoryki nienawiści, nazywając szefa rządu „Hitlersynem Tuskiem bandytą mordercą”. Klasyczna pisowska eskalacja języka agresji. Onet 6. „Tęczowa hołota”, „małpoludy” i „anty-Polacy” Na protestach regularnie demonizował osoby LGBTQ+ oraz opozycję, używając słów „tęczowa hołota”, „małpoludy”, „anty-Polacy”. To nie jest polityka – to podżeganie do dyskryminacji i bijatyk. Na temat 7. Porównanie sądów do stalinowskich oprawców Oskarża sędziów o „powrót do stalinizmu”, publikuje groźby i apeluje w stylu „gdyby mi się coś stało…”. Klasyczna ofiara własnej propagandy, siejąca panikę i nienawiść. Ten człowiek – prawomocnie skazany siejący nienawiść cham z nielegalną bronią w domu – stał się jedną z głównych twarzy referendum w Krakowie. I właśnie to jest najsmutniejsza i najbardziej kompromitująca prawda o całym tym „referendalnym proteście”.

Więcej…

Miszalski nie zatańczy już na dachu, a jego szanse na przetrwanie rosną

Miszalski nie zatańczy już na dachu, a jego szanse na przetrwanie rosną

08 maja 2026 | 07:38

Aleksander Miszalski raczej straci stanowisko, choć bukmacherzy nie są już tak pewni jego odwołania jak jeszcze miesiąc temu. Tak wynika z najnowszych kursów opublikowanych przez firmy przyjmujące zakłady dotyczące krakowskiego referendum. Jeszcze kilka tygodni temu scenariusz zakładający odwołanie prezydenta Krakowa wydawał się według bukmacherów niemal przesądzony. Dziś kursy nieco wzrosły, co oznacza, że szanse Miszalskiego na polityczne przetrwanie są oceniane wyżej niż wcześniej. Mimo to bukmacherzy nadal przewidują, że ostatecznie straci stanowisko. W STS kurs na ważność referendum i jednoczesne odwołanie Miszalskiego wynosi obecnie 1,50. STS W BetFan taki scenariusz wyceniono na 1,70. Im wyższy kurs, tym mniejsze prawdopodobieństwo danego wydarzenia według bukmacherów. BetFan BetFan pozwala obstawiać także inne zakłady związane z referendum w Krakowie. Jeden z nich dotyczy przyszłości Rady Miasta Krakowa. Tutaj przewidywania są już korzystniejsze dla obecnych radnych – bukmacher zakłada, że rada się utrzyma, czyli nie zostanie odwołana. BetFan Niestety dla sympatyków widowiskowych gestów wszystko wskazuje też na to, że Miszalski nie zatańczy ponownie na dachu magistratu. Bukmacherzy dają takiemu scenariuszowi jedynie iluzoryczne szanse. BetFan Najświeższe kursy pokazują więc, że emocje wokół krakowskiego referendum wciąż są ogromne, ale nastroje zaczynają się nieco zmieniać. Bukmacherzy nadal częściej stawiają na polityczną porażkę Miszalskiego, choć jego szanse na utrzymanie stanowiska są dziś oceniane wyżej niż jeszcze kilka tygodni temu. Jednocześnie wszystko wskazuje na to, że mieszkańcy mogą być bardziej skłonni do rozliczenia prezydenta niż całej rady miasta. ZOBACZ TAKŻE: Dwie twarze referendalnej propagandy. Uliczny bandyta i pseudo-erudyta

Więcej…

Strona 3 z 12

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10

Na fali

  • Tajemnicze zatrudnienie, czyli „koleś na swoim”. Kto kryje byłego katechetę?!

    Wydarzenia

    Tajemnicze zatrudnienie, czyli „koleś...

    Informacja
    16 lipca 2026
  • Dziedzictwo Mazura. Dotarliśmy do szokujących danych

    Wydarzenia

    Dziedzictwo Mazura. Dotarliśmy do...

    Informacja
    15 lipca 2026
  • SZOK! Nie uwierzycie, kto chciał startować na prezydenta Krakowa z poparciem PiS!

    Wydarzenia

    SZOK! Nie uwierzycie, kto chciał...

    Informacja
    01 lipca 2026

Kanał Krakowski

Płyniemy pod prąd. Z prądem płyną śmieci.

Menu

  • Strona główna
  • O nas
  • Reklama
  • Materiały partnerskie
  • Kontakt
  • Polityka prywatności

Działy

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Copyright © 2026 Kanał Krakowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.