Logo Kanał Krakowski
  • Fala faktów
  • Głos z kanału
  • W nurcie rozmowy
  • Ściek medialny
  • Luźne fale

Obserwuj nas na:

  • Fala faktów
  • Głos z kanału
  • W nurcie rozmowy
  • Ściek medialny
  • Luźne fale
Reklama - duża
  1. Strona główna

Fala faktów

Sterroryzowali urzędniczki. Dziś "płaczą", bo sprawa trafiła do sądu

Sterroryzowali urzędniczki. Dziś "płaczą", bo sprawa trafiła do sądu

16 listopada 2025 | 20:04

Gdyby głupotę "białych ludzików" przełożyć na wzrost, to by mogli na kolanach księżyc w dupę pocałować – pisze nasz dziennikarz Łukasz Mordarski. Do sądu trafiła właśnie sprawa patoperformerów, którzy sterroryzowali urzędniczki podczas ich pracy na dzienniku podawczym. Policja stwierdziła, że złamali prawo. Decyzję o tym, jaką poniosą karę, podejmie sąd. Najpierw było jak w kiepskim kabarecie telewizyjnym: grupa rozemocjonowanych, ubranych w kitle "białych ludzików" wpada do urzędu miasta jak do własnego salonu. Idą na dziennik podawczy. Są zamaskowani. Nie wiadomo, czy to przygłupy czy bandyci czy polityczni hejterzy. Trzymają coś w dłoniach, ton głosu mają jak z kazania na wiecu. Według ich wersji szli jak delegacja Klubu Miłośników Lawendy, uzbrojeni jedynie w… odświeżacz powietrza. No tak, bo przecież każdy, kto wchodzi z ekipą na dziennik podawczy, nagrywa wszystko z bliska i robi zamieszanie, to musi być ambasador sieci drogerii. Wchodzą, robią show, a potem zdziwienie, że urzędnicy nie klaszczą jak publiczność na stand-upie. Panie urzędniczki zamiast się zaśmiać, raczej się przeraziły i zdecydowały się występować w sprawie jako osoby poszkodowane. ZOBACZ TAKŻE: "Ja tu panią odkażę". Białe ludziki tłumaczą się z ataku w urzędzie No więc przyszło życie. Czyli policja. I policja, jak to policja, zaczęła patrzeć w przepisy. A w przepisach, o dziwo, nie znaleźli paragrafu pt. "wolno, jeśli to tylko psiknięcie”. I nagle okazało się, że istnieje rozróżnienie między wizytą a najściem, między interwencją a show, między aromaterapią a próbą zastraszenia, choćby nieudolną. Sprawa trafiła do sądu. No i zaczyna się kolejna opera. Dzisiejszy odcinek: dramat, łzy, szloch, żal za utraconymi oklaskami. Jeden z panów, aktywny medialnie, związany ze środowiskiem politycznym Gibały, rozpłakał się na wizji, że jest "ścigany". Jakby to nie on wchodził z kumplem do urzędu, tylko urząd wszedł w grupie do jego salonu. Łzy płyną, dramat trwa, a w tle wciąż ta sama melodia: "My tylko odświeżacz, halo! My tylko chcieliśmy, żeby ładnie pachniało!" Lawenda, mięta, cytrusy czy tam jagody – pełna perfumeria. Szkoda tylko, że ludzie na miejscu tego aromatu jakoś nie poczuli. Za to poczuli coś zupełnie innego: napór, presję, strach, powagę sytuacji. Bo jak ktoś wpada do urzędu z telefonami jak tarczami i tonem, który pasowałby bardziej do „korespondenta wojennego”, to naprawdę trudno uwierzyć, że chodziło o odświeżenie atmosfery. Ale najciekawsze w tym wszystkim jest to, jak ludziki próbują teraz budować narrację, że nic się przecież nie stało. Że przesada. Że media nakręcają. Że oni tacy spokojni, niewinni, bezzębni jak pluszowe misie. A urzędniczki? No urzędniczki są od tego, żeby znosić każdą formę performance’u. Tyle że strach nie jest metaforą. Strach jest realny. Zwłaszcza gdy ktoś wchodzi na twój teren z przytupem i robi show, którego nie zamawiałeś. Ludziki mówią dziś z miną niewiniątek: "Przecież to tylko odświeżacz!” No jasne. Prawda jest taka, że gdyby ich głupotę przełożyć na wzrost, to by mogli na kolanach księżyc w dupę pocałować. Bo wyobraźmy sobie odwrotną sytuację. Ich mama / żona / córka idzie ulicą czy tam siedzi sobie w pracy, robi swoje. Podchodzi do niej ktoś nieznajomy, gwałtownym gestem wyciąga coś przypominającego broń, robi zamieszanie, a potem – kiedy kobieta jest blada jak ściana, ręce jej się trzęsą, dzień ma zrujnowany – ten ktoś rzuca z uśmieszkiem: "Spokojnie, to tylko zabawka. Hehe". ZOBACZ TAKŻE: Krakowianie potępiają incydent w urzędzie. "To już terroryzm" I co? Dalej byłoby tak wesoło? Dalej tłumaczyliby, że "przesada", "nic się nie stało"? No raczej nie. Bo jeśli ktoś wywołuje strach, to nie ma znaczenia, czy w ręku trzyma odświeżacz, plastik, czy kawałek drewna udający rewolwer. Liczy się efekt. A efekt był taki, że ludzie w urzędzie poczuli się jak w kiepskiej inscenizacji groźby, próbce siłowej demonstracji, która miała wyglądać jak happening, a wyszła jak niesmaczna prowokacja. Dlatego bajeczka o "psikaniu zapachu" może i chwyta na TikToku, może i dobrze brzmi w krótkim filmiku, ale w życiu realnym ma tyle sensu, co tłumaczenie kierowcy, że jechał 190 km/h, bo "sprawdzał, czy licznik działa”. Każdy teatr ma swoje kulisy, swoje role i swoją odpowiedzialność. Ten teatr też ją ma. A teraz, gdy kurtyna opada, nagle okazuje się, że to nie była lawenda, tylko zadymka. I że odświeżacza, jak sama nazwa mówi, używa się do odświeżenia powietrza. Nie do maskowania własnych działań.

Więcej…

Budżet 2026, czyli jak zrobić dobrze przyszłości, a teraźniejszość niech poczeka

Budżet 2026, czyli jak zrobić dobrze przyszłości, a teraźniejszość niech poczeka

14 listopada 2025 | 11:58

Kraków ogłosił, że budżet na 2026 rok będzie „prorozwojowy i realistyczny”. Tak, tak, to ta kategoria słów, które w polityce brzmią jak „bez cukru” na etykiecie coli. Niby lepiej, ale każdy wie, że dalej jest słodko, a na koniec i tak boli brzuch. Bo gdy tak człowiek słucha władz miasta, to ma wrażenie, że budżet jest jak opowieść o przyszłej wersji Krakowa, w którym łączą się nowe linie tramwajowe ze starymi, budżet osiąga równowagę, a mieszkańcy masowo głosują w „małych konsultacjach”, które oczywiście są małe tylko z nazwy – wpływ mają większy niż niejeden radny. W praktyce jednak 2026 wygląda tak: 11,3 mld zł wydatków, 10,1 mld zł dochodów. A deficyt? Ależ oczywiście! Deficyt jest, tylko o nim nie mówimy głośno, bo psuje narrację. Dochody: wszystko pięknie, ale… Władze mówią: „Dochody rosną! Ponad 10 miliardów, z czego większość to podatki PIT i CIT!”. Jasne. Tylko że PIT i CIT rosną, dopóki rynek pracy i płace rosną. A ten, kto widział ostatnio prognozy gospodarcze, wie, że to tak jak stawiać budżet na wróżbie z fusów – działa, dopóki nie przestaje. Dochody własne? Też rosną. Ale pewnie dlatego, że taka strefa płatnego parkowania rozlewa się szybciej niż latte na Rynku Głównym w niedzielę o 11, a i ceny za parkowanie (tudzież inne podatki) skaczą jak oszalałe. Wydatki: ten, kto liczył, wiedział, że 2026 to nie jest rok oddechu Ponad 9,7 mld zł pochłaniają wydatki bieżące. Czyli: szkoły, transport, śmieci, kultura, administracja – ta cała codzienność, którą można usprawnić, ale nigdy radykalnie obciąć. Miasto deklaruje „hamowanie wzrostu wydatków”. Hamowanie, mhm. To takie miłe słowo, które oznacza mniej więcej tyle, co „nie da się nic zrobić, ale będziemy udawać, że próbujemy”. Dzielnice dostają więcej – czyli wreszcie jakiś ruch w stronę realnego miasta O, tu miasto zrobiło coś naprawdę sensownego. Środki dla dzielnic rosną: z 84 do około 99 milionów. I bardzo dobrze, bo to dzielnice wiedzą najlepiej: gdzie kałuża nie wysycha od 2008, gdzie brakuje latarni, gdzie chodnik udaje zrujnowaną mozaikę… Złośliwi powiedzieliby: 99 milionów na wszystkie dzielnice to tyle, co nic. Optymiści, że to dopiero początek. Prawda jak zwykle leży na przejściu dla pieszych bez sygnalizacji i oświetlenia, czyli niby bezpiecznie, ale tylko niby. „Realizm” budżetu – z kategorii słów, które potrzebują cudzysłowu Najbardziej realistyczna część budżetu? To, że deficyt nie zacznie maleć w 2026 roku. Oficjalnie: bo „wysokie wydatki inwestycyjne”. Nieoficjalnie: bo inaczej budżet rozjechałby się jak rozkład jazdy MPK podczas maratonu. Czyli inwestujemy dużo teraz, oszczędzamy później. Brzmi znajomo? Tak, to strategia każdego studenta przed sesją. Gdyby budżet był miastem, byłby właśnie Krakowem Z jednej strony ambitny, z drugiej nieco zagubiony. Z przodu tramwaj przyszłości, z tyłu chodnik z roku 1973. Na papierze stabilny. W praktyce? Nie do końca. Czy to budżet dobry? Tak. Czy idealny? Nie. Czy uczciwy? W miarę. Ten budżet jest lepszy niż wiele wcześniejszych, bardziej skupiony na codzienności i nieśmiałej decentralizacji. Ale nie da się nie zauważyć, że przyszłość wygląda pięknie, teraźniejszość trochę mniej, a rok 2026 to jak ten moment w remoncie mieszkania, kiedy wydajesz już dużo, a efektów jeszcze nie widać. Na koniec diagnoza urbanisty-amatora: Budżet Krakowa 2026 to miasto w pigułce: duży potencjał, sporo wysiłku, dużo retoryki, trochę chaosu, parę śmiałych projektów, trochę bólu finansowego i wieczna nadzieja, że już za chwilę będzie pięknie. No, to czekamy. Bo jak to w Krakowie – najpierw wizualizacja, potem rzeczywistość, a jeszcze potem poprawki do rzeczywistości. *** Jeśli jesteście fanami tabelek, prezentacji i szczegółowych wyliczeń, to macie je tutaj: Prorozwojowy i realistyczny – trwają prace nad budżetem Krakowa na rok 2026.

Więcej…

Apokalipsa w Krakowie! Tylko 5 minut dzieliło nas od końca świata!

Apokalipsa w Krakowie! Tylko 5 minut dzieliło nas od końca świata!

12 listopada 2025 | 15:28

Wielki dramat w Krakowie! Od rana była prawdziwa imba! Radni wpadli w popłoch, urzędnicy w panikę, a media już trąbiły o końcu świata finansowego. Zanim zdążyłem się zorientować, o co chodzi, imba już się skończyła. No ale skoro już jestem w temacie, przekażę wam podstawowe info, byście i wy mogli oglądać spektakl w pełnej krasie. W Krakowie pojawiła się Wieloletnia Prognoza Finansowa – dokument tak groźny, że miał wywołać trzęsienie ziemi w urzędzie. Regionalna Izba Obrachunkowa miała pytania – standardowa procedura, ale w Krakowie nic nie jest standardowe, gdy w grę wchodzą emocje radnych. I tu zaczynamy klasyczny krakowski teatr absurdu: pismo z RIO wpada do urzędu, ale nie do rąk radnych. Skandal! Apokalipsa! Internet huczy, komentarze kipią dramatyzmem, jakby Kraków miał zatonąć w morzu długów jeszcze dziś o 17:00. Tymczasem fakty są banalne:• RIO miała wątpliwości co do planowanych wydatków i przychodów w WPF.• Miasto wprowadziło poprawki i złożyło wyjaśnienia.• RIO umorzyło postępowanie wobec uchwały.• Formalnie wszystko jest w porządku – żadnego komisarza, żadnego skandalu, żadnej katastrofy. Koniec. Zero dramatów. Ale spójrzmy na to oczami kibiców sensacji: brak papieru w rękach radnych = "koniec świata", pismo nie dotarło = „skandal stulecia”, poprawki w WPF = „tajemnicza manipulacja finansami”. No i proszę, mamy spektakularną apokalipsę! ZOBACZ TAKŻE: Krakowska szkoła bezpieczeństwa. Pomalować znak i udawać, że działa I teraz uwaga: Michał Drewnicki czy inny Łukasz Maślona (mógłbym tu dorzucić kilka innych osób, ale nie są godne, by stać w jednym szeregu obok takich tuzów intelektu) wchodzą na scenę. Naturalnie, robią wszystko, by przeciągnąć spektakl w nieskończoność, wprowadzić chaos i zamieszać w papierach tak, by każdy przechodzień mógł poczuć, że Kraków tonie w dramatyzmie. Każdy komentarz, każda sugestia to kolejny efekt specjalny w tej miejskiej operze katastrofy. Bo skoro za oknem szaro i smutno, czemu by nie dorzucić trochę kolorów i emocji w tym – jak mawiał klasyk – smutnym jak pizda mieście? Radni machają więc rękami, krzyczą o komisarzu, a my patrzymy z popcornem i zastanawiamy się, czy ktoś w końcu przyzna, że apokalipsa była wirtualna. I pamiętajmy: jeśli kiedyś znów pojawi się w Krakowie dramat typu „papier nie dotarł”, przygotujcie popcorn XXL. Bo spektakl będzie szybki, głośny i pełen efektów specjalnych – z Drewnickim i Maśloną w roli głównej, grającymi na emocjach mieszkańców jak mistrzowie orkiestry chaosu. A w międzyczasie miasto działa poprawnie, RIO kiwa głową, a my wszyscy możemy tylko kręcić oczami i pytać: „Czy ktoś naprawdę liczył na tę apokalipsę, czy to tylko kolejna scena w miejskim teatrze absurdu?”. Na szczęście, jak zwykle, ten dzisiejszy dramat się skończył zanim zdążyłeś, Drogi Czytelniku, wyjąć telefon i przescrollować Fejsa. Ale hej – za rok, kolejna bomba, kolejne machanie rękami i kolejne spektakularne wirtualne trzęsienie ziemi. Popcorn obowiązkowy.

Więcej…

Konsultacje o konsultacjach, czyli jak Kraków gada sam ze sobą

Konsultacje o konsultacjach, czyli jak Kraków gada sam ze sobą

12 listopada 2025 | 11:48

W Krakowie właśnie trwają konsultacje społeczne na temat… konsultacji społecznych. Tak, to nie żart. Miasto zaprasza nas, mieszkańców, żebyśmy podyskutowali, jak chcemy, żeby z nami dyskutowano. I wiecie co? Jeśli nie pójdziemy, to znowu się skończy jak zwykle – najpierw cisza, potem decyzja, a na końcu święte oburzenie w komentarzach na Facebooku, że „nikt nas o nic nie pytał”. Od 3 do 28 listopada urząd zaprasza mieszkańców, żeby powiedzieli, jak chcą, żeby ich pytano o zdanie. Bo obecna uchwała ma już siedem lat, a przez ten czas więcej ludzi zdążyło zmienić dzielnicę niż Kraków zmienił sposób słuchania mieszkańców. Więc teraz miasto mówi: – Ludzie, chodźcie. Powiedzcie nam, jak to zrobić lepiej. A ludzie jak zwykle odpowiadają: – Eee… i tak nic z tego nie będzie. No i potem będzie klasyka. Najpierw nikt nie pójdzie. Potem nikt nie przeczyta. Później ktoś się oburzy, że przecież nie wiedział. A za pół roku ktoś postawi słup, mur albo blok i rozpęta się święta wojna w komentarzach: „Nikt nas nie pytał!”, „Znowu bez konsultacji!”, „Kraków betonują!”. A urzędnik wtedy spokojnie wyciągnie kartkę i powie: – Były konsultacje. I będzie miał rację. Bo były. Tylko, że ty miałeś wtedy pilniejsze sprawy, na przykład robienie mema o Kaczyńskim. Nie zostawiajmy Krakowa pseudoaktywistom Bo wiecie, kto pójdzie? Nie wy. Nie ja. Nie sąsiadka z psem. Tylko dwóch samozwańczych „aktywistów miejskich”, co wiedzą lepiej od wszystkich, jak ma wyglądać wasza ulica. To oni przyjdą, wpiszą swoje postulaty, zrobią notatkę prasową, a potem media napiszą: „Mieszkańcy Krakowa chcą więcej zakazów ruchu i donic na drogach.” Mieszkańcy. Tak, kur*a. Dwóch.  I to jest dramat Krakowa.  Nie beton, nie korki, nie smog — tylko bierność. Bo dopóki większość siedzi cicho, mniejszość decyduje za wszystkich. I wtedy ktoś wam zablokuje ulicę, bo „mieszkańcy chcieli”. A kto chciał? No przecież… mieszkańcy. Dwóch. „Bo ja byłem i mnie nie posłuchali” A teraz chwila dla tych, co jednak przyszli i mówią: „Ja byłem na konsultacjach, zgłosiłem swoje uwagi i nic nie zrobili!” No serio? Myślałeś, że po jednym komentarzu w ankiecie cały plan miasta się zmieni? To nie jest koncert życzeń, tylko proces. Nie jesteś królem Krakowa, tylko jego mieszkańcem. Konsultacje nie polegają na tym, że każdy dostanie, co chce, tylko że każdy może powiedzieć, co chce. A potem ktoś musi złożyć to do kupy, bo Kraków to nie twoje podwórko z trzema drzewami, tylko miasto, w którym żyje osiemset tysięcy ludzi. I każdy ma inną wizję raju. Ale jeśli nie pójdziesz to wtedy nie masz prawa mówić, że twój głos nie został wzięty pod uwagę. „Bo konsultacje są fikcyjne!” Kolejny hit. „Konsultacje w Krakowie to fikcja!” No może i fikcja, ale jak bierze w nich udział pięć osób, to trudno, żeby nie były fikcją. Nie da się budować demokracji w mieście, gdzie połowa mieszkańców uważa, że udział w konsultacjach to „strata czasu”. Więc jak się pytają – idź. Bo jeśli w konsultacjach bierze udział trójka ludzi, to jasne, że będą fikcyjne. To tak, jakby wybory do Sejmu miały frekwencję 0,8%. I potem zdziwienie, że rządzą wariaci. No rządzą, bo tylko oni przyszli. Jak to naprawić? Nie trzeba rewolucji. Trzeba tylko ruszyć dupę i powiedzieć urzędnikom, co zrobić, żeby ludzie chcieli brać udział. Powiedzcie im, żeby: przestali ogłaszać wszystko na BIP-ie, którego nikt nie otwiera bez przypływu masochizmu, przestali robić spotkania o 10:00 rano w środku tygodnia, przenieśli konsultacje tam, gdzie są ludzie – do szkół, kawiarni, parków, online, a nie w Sali Portretowej urzędu, mówili po ludzku, a nie po paragrafach, bo nikt nie ma siły czytać o „§5 ust. 2 uchwały nr 208/VI/17”. Ale żeby im to powiedzieć trzeba pójść. Nie przyjdziesz? Przyjdą za ciebie. I potem obudzisz się w mieście, w którym nie możesz zaparkować, przejść ani żyć, ale za to masz na każdym rogu nową „strefę relaksu” z trzema donicami i napisem „Kraków słucha mieszkańców”. I wtedy znowu lament: – Kto to wymyślił?!– A byliście na konsultacjach?– Eee… nie, ale… No właśnie. Nie ma demokracji z kanapy. Nie ma wpływu z komentarza. Nie ma miasta bez ludzi, którzy się w nim odzywają. A na koniec – brutalna, krakowska prawda Jeśli my, zwykli mieszkańcy, nie zaczniemy chodzić na te spotkana, to Kraków zostanie w rękach tych, którzy mają czas i parcie, żeby decydować za wszystkich. Nie dlatego, że są mądrzejsi. Tylko dlatego, że byli jedyni, którzy przyszli. Więc idź. Nie po to, żeby urzędnik cię pokochał. Idź, żeby powiedzieć, jak chcesz, żeby cię pytano o zdanie. Bo jak nie powiesz teraz, to potem znowu przeczytasz w mediach: „Mieszkańcy chcieli”. A ty będziesz mógł tylko westchnąć: „No tak, kur*a. Chcieli. Dwóch.” I tyle z twojego wpływu na Kraków. *** Tu macie info, jak wziąć udział w konsultacjach na temat konsultacji: Jak rozwijać konsultacje społeczne w Krakowie?

Więcej…

W Krakowie powstanie kolejka gondolowa?! "Wystarczy kilka słupów, lina i odrobina odwagi"

W Krakowie powstanie kolejka gondolowa?! "Wystarczy kilka słupów, lina i odrobina odwagi"

03 listopada 2025 | 18:58

W Krakowie znów odpalono rakietę wyobraźni. Tym razem nie metro pod Wisłą, nie tunel dla rowerów, nie teleport na Rondo Mogilskie. Nie – kolejka gondolowa w Mistrzejowicach. Tak, dobrze czytacie. Nad ziemią, na linie, jak w Alpach. Kiedy pierwszy raz przeczytaliśmy o tym w Gazecie Krakowskiej, byliśmy przekonani, że to żart. Prima aprilis, satyra, parodia miejskiego komunikatu. Ale sprawdzamy: 3 listopada 2025. Sprawdzamy dalej – to nie fejk. I tu zapadła cisza. Bo jeśli to nie dowcip, to znaczy, że Kraków właśnie odkrył nową gałąź transportu publicznego. Pomysł wyszedł od radnego Marka Hohenauera, który w swojej interpelacji do prezydenta Aleksandra Miszalskiego zaproponował, by „w skali pilotażowej” sprawdzić możliwość budowy miejskiej kolei linowej między przystankiem SKA „Kraków Piastów” a pętlą tramwajową „os. Piastów”. Jak powiedział w rozmowie z Gazetą Krakowską, taki krótki odcinek gondoli „mógłby efektywnie zszyć istniejącą infrastrukturę przesiadkową, omijając skrzyżowania i ograniczenia terenowe, przy jednoczesnym niskim poziomie hałasu i niewielkiej ingerencji w układ drogowy”. Brzmi poważnie. Na początku jednak wydawało się, że to pomysł tak durny, że nawet Łukasz Wantuch – patron miejskich absurdów i pomysłów „z innej galaktyki” – mógłby przy tym zamilknąć z podziwu. Ale im dłużej się nad tym zastanawialiśmy, tym bardziej wychodziło, że to jest tak głupie, że aż mądre. Bo tramwaj tam nie przejdzie – nie wiadomo którędy, za drogo, za ciasno, a tunel pod osiedlem to już fantastyka. Autobus? Jasne, ale po co, skoro kilkaset metrów w korku potrafi zająć pół dnia i pół cierpliwości. A tu proszę: gondolka. Cicha, szybka, bezkolizyjna. Wsiadasz przy SKA „Kraków Piastów”, wysiadasz przy tramwaju. Pod tobą samochody, piesi, rowerzyści, a ty – jak krakowski James Bond – suniesz po linie nad miejskim chaosem. Brzmi jak absurd? Pewnie. Ale może właśnie absurdu nam tu brakuje, żeby coś zaczęło działać. Bo w mieście, gdzie od dekady analizuje się każdą kreskę torowiska, kolejka linowa wydaje się… najrozsądniejszym pomysłem od lat. Nie trzeba rozkopywać pół osiedla, przenosić sieci, wycinać drzew. Wystarczy kilka słupów i odrobina odwagi, by powiedzieć: „sprawdźmy to.” I może właśnie w tym tkwi cała magia. Bo pomysł, który wygląda jak kabaret, może się okazać jedynym działającym rozwiązaniem w realiach krakowskiej komunikacji. A jeśli uważacie, że krótka kolejka gondolowa to pomysł absurdalny – to co dopiero powiedzieć o krakowskim metrze, które od trzydziestu lat istnieje tylko w analizach, marzeniach i PowerPoincie.

Więcej…

Polityczna nekrofilia! Gibała robi kampanię na grobach dzieci

Polityczna nekrofilia! Gibała robi kampanię na grobach dzieci

30 października 2025 | 21:23

Pamiętacie, jak radny Łukasz Gibała lansował się, chodząc po barach mlecznych i jedząc pierogi? Pamiętacie, jak rozdawał kwiatki staruszkom, pozując do selfie z uśmiechem godnym świętego Mikołaja? No, chłopina wie, jak grać na ludzkich sercach: tanio, szybko i z fleszami. Ale teraz? Żenometr wystrzelił w kosmos, a przyzwoitość zakopała się pod ziemię. Bo co zrobił teraz? Pokazał w internecie film, jak „sprząta” groby… dzieci. Tak, dobrze czytacie – groby dzieci! Kurwa! Gibała sprząta groby dzieci i wrzuca to do internetu! No bo jakże inaczej?! Wszystko to zostało oczywiście nagrane i wrzucone między innymi na facebookowy profil Kraków dla mieszkańców. Jakby śmierć najmłodszych miała służyć jego politycznym lajkom. To nie jest tylko tandeta – to jest moralne szambo! Hipokryta w garniturze! Niczym się nie różni od politycznych hien, co na wszystkim zbijają kapitał – na biedzie, na starości, na śmierci. Pierogi? Kwiatki? OK, małe piwo. Ale groby dzieci? To już nie lans, to nekrofilia polityczna! Kadr z filmu udostępnionego na profilu KdM Rozumiem, można chcieć zrobić coś dobrego. Ale jeśli naprawdę zależy ci na czymś pozytywnym, robisz to w ciszy, w sercu, bez fleszy i komentarzy „patrzcie, jaki jestem wspaniały”. Epatując śmiercią dzieci publicznie, zamieniasz tragedię w narzędzie własnej autopromocji. To nie jest „polityka społeczna” – to cyniczny teatr obłudy, który śmierdzi na kilometr. Prawdziwe czyny nie mają filtrów. Nie mają lajków. Nie robi się ich dla autopromocji. Prawdziwe czyny robi się w sercu, a nie na feedzie pełnym wirtualnych braw i sztucznego moralnego poklasku. Jeśli to miał być gest dobra – to wyszedł gest wstydu. Jeśli to jest kampania – to jest kampania upadku przyzwoitości.

Więcej…

Najważniejsza ulica w Krakowie tylko dla pieszych - co planują aktywiści?

Najważniejsza ulica w Krakowie tylko dla pieszych - co planują aktywiści?

30 października 2025 | 14:52

Jaka przyszłość czeka Aleje Trzech Wieszczów? Kiedy aktywiści zamkną jedną z najważniejszych ulic Krakowa? Czy będzie odbywał się tam tylko ruch pieszy? Czy może uda się wygospodarować po jednym pasie w każdym kierunku? Państwo nie pukają się po głowach. Dziś zaczyna się debata na ten temat. Z niejakim zdziwieniem zanotowałem, że  w dziś, we czwartek 30 października, o 17.30 w Radiu Kraków rozpoczną się – jak oznajmiono – konsultacje ws. przyszłości Alej Trzech Wieszczów, które stały się „ściekiem komunikacyjnym Krakowa”. Czytam zatem na stronie radia zapis z dyskusji aktywistów poprzedzającej debatę: potrzebna jest wizja „zmian dla pieszych i rowerzystów”, należy przywrócić alejom funkcje „reprezentacyjne, rekreacyjne i ekologiczne”, no i co równie ważne  „dziś aleje pełnią funkcję, której pierwotnie nie planowano. To miejsce nazywane kiedyś Nowymi Plantami stało się w ciągu dekad ulicą podporządkowaną ruchowi samochodowemu”. Co to może oznaczać? Dla mieszkańców Krakowa zapewne nic dobrego. I teraz najważniejsze. Państwo, którzy wypowiadali powyższe słowa, Państwo-Aktywiści oczywiście, podkreślają, że „to nie jest inicjatywa garstki aktywistów, ale szeroka dyskusja o tym, jak przywrócić alejom funkcję przyjazną ludziom”. Proszę szybko się przyznać – którzy z Państwa tak masowo udzielają wsparcia aktywistom w dyskusji nad przywracaniem alejom funkcji reprezentacyjnych, rekreacyjnych i ekologicznych? Bo widzę, że na facebooku zapowiedź „konsultacji” w Radiu Kraków zgromadziła liczną rzeszę 3 lubiących to osób… Czy mam rozumieć, że Państwo udzielają duchowego wsparcia jedynie? Może to jest taki rodzaj wparcia „in pectore” – nieujawniane szerokiej publiczności, trzymane w serduszku? A może po prostu jest to tylko wymysł aktywistów, którzy szybciutko temat przedyskutują, skonsultują, w gronie tych 3 osób i swoich kolegów podejmą wiążące decyzje, a Państwo, pozostali mieszkańcy Krakowa, jak zwykle obudzą się z ręką w nocniku i z Alejami zwężonymi do jednego pasa… Za to ze ścieżkami rowerowymi, terenami rekreacyjnymi i funkcją ekologiczną (czymkolwiek miałaby być). Zadajmy zatem jedno podstawowe pytanie: czy Aleje trzech wieszczów pomyślane były kiedykolwiek jako miejsce reprezentacyjne, elegancki wybieg spacerowy dla wyższych sfer, centrum kawiarnianego życia na wzór wiedeńskiego Ringu? Czy raczej powstały jako szeroka arteria komunikacyjna w miejscu po likwidacji kolei obwodowej? Przypominam tym, którzy nie wiedzą, że pod koniec XIX wieku Austriacy zbudowali ośmiokilometrową linię obwodową (cyrkumwalacyjną) w miejscu dzisiejszych Alei Trzech Wieszczów, przekraczającą Wisłę mostem kolejowo-drogowym w miejscu dzisiejszego Mostu Dębnickiego. Po podjęciu decyzji o przyłączeniu kolejnych wsi do miasta i  budowie Wielkiego Krakowa, linia ta straciła na znaczeniu, co więcej, ograniczała wręcz rozwój, więc rozebrano nasyp kolei cyrkumwalacyjnej, a w jej miejsce wybudowano szeroką arterię komunikacyjną. I wszystkim zwolennikom teorii o Nowych Plantach, o reprezentacyjnej roli Alej, zwracam uwagę, że większość, zdecydowana większość kamienic stojących wzdłuż nich, nie ma żadnych witryn, sklepów, lokali zwróconych w stronę Alej. Tam nie planowano spacerów i życia towarzyskiego. Są wejścia do budynków i wysokie partery większości z nich. To nawet widać na zdjęciach historycznych z wytyczania Alej, sprzed ponad stu lat. Dlatego obudźcie się drodzy Krakowianie, zobaczcie, co szykują Wam aktywiści (z „szerokim” gronem zainteresowanych 3 mieszkańców). Bo za chwilę może być za późno. Łukasz Franek szybko przyklepie nową organizację ruchu, władze miasta – jak to mają w zwyczaju – ulegną różnym histeriom najgłośniejszych krzykaczy facebookowych, a Wy, podróżować będziecie co najwyżej obwodnicą autostradową. Bo na Aleje powróci wiek pary, cygar-fabryki i jurydyk podkrakowskich skąd chłopki podkrakowskie wozić będą cebulę na targ na placu Szczepańskim. Mnie osobiście wtedy będzie interesować, czy przywróci się również zwyczaj wywożenia chorych (choleryków głównie) na Błonia, by tam, pośród kęp traw, w niezdrowej atmosferze malarycznej wokół Rudawy, dokonywali żywota. Oczywiście tak, by nie przeszkadzać aktywistom jadącym na rowerach w stronę Alej.

Więcej…

Znany krakowski ksiądz nazwał dziennikarza „sku…”

Znany krakowski ksiądz nazwał dziennikarza „sku…”

29 października 2025 | 21:05

– Co za sku… – napisał ksiądz Jacek Stryczek, kierując te słowa w stronę dziennikarza Szymona Piegzy. Redaktor zwrócił się do duchownego z prośbą o komentarz w sprawie planowanej publikacji. Jak ujawnił Piegza, podczas przygotowywania materiału dla Onetu zadzwonił do Stryczka, prosząc go o przedstawienie swojego punktu widzenia. Duchowny rzucił słuchawką. Następnie zamieścił wpis na Facebooku: Nie wiecie, o co chodzi? Jakiś podejrzany Piegza wchodzi w moje życie, manipuluje Szlachetną Paczką, a tu za chwilę otworzycie bazy rodzinne. Co za sku… – Ten człowiek naprawdę nadal jest księdzem? – pyta retorycznie redaktor Piegza. A poszło o ten tekst: Szokujące słowa ks. Stryczka o zarządzie Stowarzyszenia Wiosna. Sprawa trafiła do sądu Krakowski duchowny Jacek Stryczek, szeroko znany jako twórca Szlachetnej Paczki i propagator wolontariatu, bywa często krytykowany za ostre reakcje wobec mediów i krytyków, które często uznawano za nieadekwatne do jego roli duchownego. Czy tym razem przegiął?

Więcej…

Mają zero na koncie, a decydują o budżecie Krakowa. Przegląd radnych

Mają zero na koncie, a decydują o budżecie Krakowa. Przegląd radnych

23 października 2025 | 14:50

Kraków płonie, radni debatują, a budżet? Leży, kwiczy i błaga o miłosierdzie. W czwartek odbędzie się nawet nadzwyczajna sesja rady miasta, bo sprawa jest gruba.  A wiecie kto decyduje o Waszych pieniądzach? Ludzie, którzy za całe swoje życie zawodowe nie odłożyli ANI ZŁOTÓWKI.  Jeśli chcecie naprawdę zrozumieć, o co chodzi z tym budżetem i nie macie siły słuchać ani opozycji, ani koalicji, to zerknijcie tutaj - ekspert tłumaczy jak krowie na rowie: Kraków zbankrutuje?! Oto wszystko, co MUSISZ wiedzieć o budżecie [WYWIAD]. Ale teraz nie o tym. Bo wiecie, Kraków to nie byle pipidówek z trzema lampami i remizą. To miasto z budżetem 9 miliardów złotych. Dziewięć miliardów! I teraz pytanie za sto punktów: kto decyduje o tych pieniądzach? Otóż… ludzie, którzy w życiu nie odłożyli ani złotówki. Dosłownie. Ani jednej. Nie wierzycie? No to trzymajcie się foteli, bo zaraz zaczniemy przegląd tych finansowych tuzów. Grzegorz Garboliński, 24 lata. Oszczędności: zero. Dochody poza dietą: 25 tysięcy złotych rocznie, czyli około 2 tysiące miesięcznie. Małgorzata Kot, 55 lat. Prawie całe życie zawodowe za sobą, a na koncie… zero oszczędności. Dochód z najmu: 23 tysiące złotych. Poza tym żyje głównie z diety radnej. Jak jej nie wybierzecie, to jej pozostanie wybór: szukać pracy albo medytować nad 2 tysiącami miesięcznie. Tomasz Leśniak, 40 lat. Na koncie 17 tysięcy złotych. Dochód spoza rady? 5 tysięcy złotych. Ale nie miesięcznie - za cały rok. I to zasiłek dla bezrobotnych. Tak, tak. Krakowski budżet w dobrych rękach. Człowiek zna życie od strony Urzędu Pracy. Agnieszka Łętocha, 54 lata. Oszczędności: zero. Ale tu szacunek - pracuje na etacie. Czyli przynajmniej dieta radnej to nie jedyny posiłek w budżecie. Łukasz Maślona, 44 lata. Odłożone: zero. Źródło utrzymania: dieta radnego. Tak, ten sam człowiek decyduje, jak zagospodarować 9 miliardów złotych. Czyli zarządza miliardami, nie mając nawet tysiaka w zapasie. To się nazywa zaufanie do wszechświata. Edyta Nowak, 57 lat. Oszczędności: brak. Źródło dochodu: bycie radną. No cóż, niektórzy mają gospodarstwa, inni gospodarują... na sesjach. Aleksandra Owca, 33 lata. Na koncie 7,5 tysiąca złotych, a w ubiegłym roku zarobiła… 6 tysięcy złotych. Cały rok pracy i można kupić połowę iPhone’a. Edward Porębski, 76 lat. Emeryt. Oszczędności? Zero. Ale jak mawiają, doświadczenie to też kapitał, tylko niestety nie w banku. Aleksandra Witek, 39 lat. Na koncie 5 tysięcy złotych, miesięcznie zarabiała około 6 tysięcy złotych. Czyli finansowy minimalizm w czystej formie. Podsumujmy. I tak oto mamy drużynę, która wspólnie rozdziela 9 miliardów złotych, choć wielu z nich nie rozdzieliłoby nawet 9 złotych między konto a skarpetę. To trochę tak, jakby dać ster jumbo jeta komuś, kto nigdy nie prowadził hulajnogi. Ale cóż, demokracja ma swoje uroki. Nie trzeba być bogatym, by decydować o bogactwie innych. Nie trzeba mieć oszczędności, by zarządzać budżetem miasta. Wystarczy mieć dietę, mandat i trochę tupetu.

Więcej…

Pola minowe dla dzieci. Rodzice są wściekli! "To niebezpieczna loteria"

Pola minowe dla dzieci. Rodzice są wściekli! "To niebezpieczna loteria"

19 października 2025 | 22:33

Dzieci w Krakowie bawią się na huśtawkach grożących złamaniami, w piasku twardym jak beton lub zanieczyszczonym kocimi odchodami, pod palącym słońcem bez cienia. Czy tak ma wyglądać XXI wiek na krakowskich placach zabaw? Kraków – miasto turystów, kawiarni i zabytków. Ale też miasto, w którym dzieci uczą się ryzyka… na własnej skórze. Niektóre place zabaw wyglądają, jakby ktoś zapomniał o nich przed kilkudziesięciu laty. Betonowe wyspy, trzeszczące huśtawki, zjeżdżalnie grożące kontuzją, brak cienia w upalne dni. Czy naprawdę musimy pozwalać na takie „atrakcje” dla najmłodszych? Niebezpieczna loteria – Nie mogę patrzeć, jak moje dziecko wspina się na zjeżdżalnię, która wygląda, jakby miała się rozpaść w każdej chwili – mówi Marta, mama pięciolatki z Podgórza. – Mam wrażenie, że wciąż hazardujemy zdrowiem dzieci. Ale co mam zrobić? Nie pozwalać mojej córce na zabawy? – Na niektórych placach zabaw bezpieczeństwo dziecka zależy od szczęścia – dorzuca Michał, tata dwójki dzieci z Bronowic. – W jednej dzielnicy nowoczesny, bezpieczny park, w innej betonowy plac z kilkoma starzejącymi się huśtawkami. – Mój syn wbiegł kiedyś w rozjeżdżone podłoże i zrobił sobie ranę na kolanie. To nie są odosobnione przypadki. Place zabaw w Krakowie to loteria. I to bardzo niebezpieczna – twierdzi Oliwia, mama trzylatka. ZOBACZ TAKŻE: Ławka dialogu, czyli siedź i mów, że ci źle Radni mówią „DOŚĆ!” Krakowscy radni wreszcie wzięli sprawy w swoje ręce. Proponują „Katalog dobrych praktyk przy planowaniu, budowie i modernizacji placów zabaw”, który ma wprowadzić spójne standardy dla wszystkich placów w Krakowie. – Chcemy, aby Kraków rozpoczął prace nad dokumentem, który wyznaczy spójne i nowoczesne standardy projektowe, eksploatacyjne oraz partycypacyjne dla nowych i modernizowanych placów zabaw – mówi Agnieszka Pogoda-Tota. – Zależy nam na tym, by place zabaw w Krakowie były nie tylko atrakcyjne i estetyczne, ale przede wszystkim bezpieczne, dostępne i funkcjonalne. Przyjazne dla wszystkich dzieci, niezależnie od wieku czy stopnia sprawności – dodaje Tomasz Daros. – „Katalog dobrych praktyk" ma być miejskim standardem jakości, który pomoże projektować i utrzymywać przestrzenie zabawy odpowiadające potrzebom krakowskich rodzin – podkreśla Piotr Moskała. Cała trójka radnych to inicjatorzy opracowania "Katalogu". Ten przewiduje szereg konkretnych rozwiązań: Bezpieczeństwo najmłodszych dzieci – określenie standardów dla urządzeń przeznaczonych dla dzieci w wieku 0–3 lat, takich jak huśtawki kubełkowe z zabezpieczeniem, niskie podesty, zjeżdżalnie o ograniczonej wysokości czy elementy sensoryczne. Zależy nam, by te przestrzenie były bezpieczne i wspierały rozwój najmłodszych. Cień i komfort cieplny – zapewnienie odpowiedniego zacienienia poprzez drzewa, pergole, zadaszenia i inne elementy architektoniczne. W obliczu coraz częstszych upałów to nie tylko kwestia komfortu, ale i bezpieczeństwa dzieci oraz opiekunów. Higienę i funkcjonalność – wyposażenie placów zabaw w toalety, przewijaki, miejsca do karmienia, poidełka, kosze na odpady, oświetlenie i stojaki na wózki oraz rowery. Chcemy, by rodziny mogły spędzać tam czas wygodnie i w godnych warunkach. Dostępność i inkluzywność – projektowanie przestrzeni przyjaznych dla wszystkich, w tym dla dzieci i opiekunów z niepełnosprawnościami. Obejmuje to m.in. ciągi piesze bez barier, urządzenia integracyjne, czytelną orientację przestrzenną i odpowiednie nawierzchnie. Zieleń i klimat – projektowanie placów zabaw w zgodzie z zasadami adaptacji do zmian klimatu, z uwzględnieniem retencji wody, odpowiedniego doboru roślin i komfortu akustycznego. Chcemy, by były to miejsca estetyczne, naturalne i odporne na skutki zmian klimatycznych. Partycypację mieszkańców – włączenie Rad Dzielnic, rodziców, organizacji społecznych i ekspertów w proces planowania. Wierzymy, że tylko wspólne projektowanie gwarantuje powstanie miejsc naprawdę potrzebnych i funkcjonalnych. Utrzymanie i reagowanie na zgłoszenia – opracowanie jasnych zasad dotyczących przeglądów technicznych, czyszczenia, napraw oraz sposobów zgłaszania usterek. Katalog ma określać częstotliwość działań i standard reakcji służb miejskich. Bezpieczeństwo publiczne – instalowanie defibrylatorów (AED) przy większych kompleksach zabawowych wraz z oznakowaniem i instrukcjami obsługi, co może uratować życie w sytuacjach nagłych. Place zabaw są jednymi z najczęściej odwiedzanych przestrzeni publicznych. To miejsca, w których dzieci uczą się, rozwijają i spędzają czas z rówieśnikami. Dziś ich jakość, dostępność i wyposażenie są jednak bardzo zróżnicowane – podkreśla Daros. ZOBACZ TAKŻE: "W Krakowie trwa polowanie na Miszalskiego" [WYWIAD] – Nasza inicjatywa ma na celu podniesienie standardów bezpieczeństwa i jakości, tak by każde dziecko w Krakowie miało dostęp do przyjaznego miejsca zabawy, niezależnie od dzielnicy, w której mieszka – dodaje Pogoda-Tota. Loteryjne place zabaw Dziś plac zabaw w Krakowie to loteria. W jednej dzielnicy dzieci bawią się w nowoczesnym, bezpiecznym parku pełnym zieleni, w innej ryzykują złamania na betonowym skrawku. – Nie mogę pogodzić się z tym, że bezpieczeństwo mojego dziecka zależy od szczęścia i dzielnicy, w której mieszkam! – mówi Michał, tata z Bronowic.  Katalog dobrych praktyk ma zakończyć te absurdalne różnice i wprowadzić standardy równe dla wszystkich dzieci w Krakowie. Wreszcie miasto przestanie udawać, że problem nie istnieje. Czas na rewolucję Nie chodzi tylko o urządzenia i zieleń. Katalog określa też jasne zasady utrzymania placów: przeglądy techniczne, czyszczenie, naprawy, reagowanie na zgłoszenia mieszkańców. – Tylko wspólne projektowanie gwarantuje powstanie miejsc naprawdę potrzebnych i funkcjonalnych. Rodzice, eksperci, rady dzielnic – wszyscy powinni mieć głos – podkreśla Moskała. Kraków może być wzorem Na najbliższej sesji Rady Miasta Krakowa inicjatorzy przedstawią projekt uchwały kierunkowej. To moment, który zdecyduje, czy Kraków stanie się miastem przyjaznym dzieciom, czy pozostanie betonową ruinką w cieniu europejskich metropolii, które potrafią projektować bezpieczne, funkcjonalne i estetyczne place zabaw. ZOBACZ TAKŻE: Bez przyspieszenia. Dokąd płynie krakowska brygantyna? – Place zabaw są miejscem, w którym dzieci uczą się życia. Nie mogą być betonową pułapką! – podsumowują inicjatorzy "Katalogu dobrych praktyk".

Więcej…

Kraków bez serca dla zwierząt. "Nie pochowam żony obok psa"

Kraków bez serca dla zwierząt. "Nie pochowam żony obok psa"

14 października 2025 | 06:32

Kraków wciąż bez cmentarza dla zwierząt! Gdy w Europie zwierzęta spoczywają obok swoich właścicieli, pod Wawelem nie ma nawet miejsca dla pupili. Czy to się wkrótce zmieni? W Niemczech czy we Włoszech właściciele mogą spocząć w jednym grobie ze swoimi domowymi zwierzętami. W Krakowie – mieście, które lubi mówić o ekologii, empatii i europejskich standardach – od lat nie udało się stworzyć nawet zwykłego cmentarza dla zwierząt. Choć Rada Miasta przyjęła w 2023 roku uchwałę w tej sprawie, a prezydent powołał specjalny zespół, efekty są żadne. Minęły dwa lata, a w temacie... cisza. Europa grzebie razem W wielu europejskich krajach pochówek zwierząt jest od dawna oczywistością, a lokalne przepisy pozwalają nawet na wspólne miejsca spoczynku ludzi i ich pupili. Niemcy – w niektórych miastach (np. Hamburg, Essen, Koblenz) dopuszcza się wspólny pochówek człowieka i jego zwierzęcia, o ile oboje zostali skremowani i złożeni w oddzielnych urnach. Włochy – część regionów zezwala na pochówki urn z prochami zwierząt w grobach rodzinnych. Francja – mimo że wspólny pochówek jest zakazany, istnieją liczne, profesjonalne cmentarze dla zwierząt, jak słynny „Cimetière des Chiens” pod Paryżem. Wielka Brytania – dopuszcza się symboliczne formy upamiętnienia, a zwierzę można pochować nawet na prywatnym terenie, jeśli właściciel przestrzega określonych zasad sanitarnych. Najwięcej cmentarzy zwierząt znajduje się w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Opinią bardzo luksusowego cieszy się działający od 1896 roku cmentarz dla zwierząt w Hartsdale dzielnicy White Plans, nieopodal Nowego Jorku.  Cmentarz zwierząt w San Francisco / fot. wikimedia Tymczasem w Polsce – a szczególnie w Krakowie – nadal obowiązuje zakaz wspólnych pochówków, a o cmentarzu dla zwierząt możemy jedynie pomarzyć. Żona obok psa? Sprawa budowy cmentarza dla zwierząt w Krakowie została podnoszona przez władze miasta już wiele lat temu. Jeszcze za "wczesnego" Jacka Majchrowskiego w radzie miasta odbywały się liczne dyskusje na ten temat. Do historii przeszło stwierdzenie jednego z ówczesnych radnych, który sprzeciwił się budowie grzebowiska, argumentując to słowami, że nie chce, by jego żona została pochowana obok psa. Warto dodać, że ów radny nie miał ani żony ani psa. 13 września 2023 roku rada przyjęła uchwałę, która miała wreszcie rozwiązać problem. Prezydent powołał zespół zadaniowy, który miał przygotować koncepcję i wskazać lokalizację miejsca pochówku zwierząt towarzyszących. I co dalej? Nic. Nie ma decyzji, nie ma projektu, nie ma działki. Jest za to cisza, która trwa już dwa lata. Kraków, który lubi chwalić się tytułami „zielonego” i „otwartego miasta”, w tym temacie pozostaje w ogonie Polski. W innych miastach – to działa od lat Pierwszy w Polsce cmentarz dla zwierząt, „Psi Los” w Koniku Nowym pod Warszawą, powstał już w 1991 roku i działa do dziś. Swoje miejsca pamięci dla pupili mają Ropczyce, Poznań, Bytom, Bydgoszcz, Piła, Słupsk, Wrocław – lista jest długa. W wielu z nich działają kolumbaria – ściany pamięci, w których urny z prochami zwierząt spoczywają w godnych, uporządkowanych przestrzeniach. Cmentarz dla zwierząt w Toruniu / fot. wikimedia Tymczasem w Krakowie właściciele psów, kotów czy królików wciąż muszą szukać alternatyw. Niektórzy jadą dziesiątki kilometrów do innych miast, inni – łamiąc prawo – zakopują zwierzęta w ogródkach lub lasach. Miasto milczy, a mieszkańcy czują, że problem zostaje zepchnięty pod dywan. Nie tylko kwestia emocji Cmentarze dla zwierząt to nie fanaberia. To odpowiedź na realną potrzebę i na problem środowiskowy. Nielegalne pochówki mogą być niebezpieczne – dla gleby, wód, a nawet innych zwierząt.  To także kwestia godności i szacunku. Dla wielu ludzi pochówek pupila jest formą pożegnania, terapii i zamknięcia ważnego rozdziału życia. W świecie, w którym zwierzęta są częścią rodzin, brak takiego miejsca w Krakowie po prostu nie przystoi. Kiedy wreszcie się obudzimy? Miasto z ambicjami, aspirujące do miana europejskiej metropolii, nie potrafi stworzyć miejsca, które w innych krajach funkcjonuje od dziesięcioleci. Czy naprawdę tak trudno wyznaczyć działkę i dopuścić prywatnego operatora? Czy trzeba kolejnych lat analiz i „zespołów zadaniowych”, by postawić kilka metrów kwadratowych ziemi dla naszych zwierząt? Kraków nie raz udowodnił, że potrafi być pionierem. Ale w tym przypadku – zamiast wyprzedzać innych – został w tyle. Czas, żeby to zmienić. Bo w XXI wieku wstyd, by w mieście, które tyle mówi o empatii, nie było miejsca dla tych, którzy dawali nam bezwarunkową miłość.

Więcej…

„Rozgrywa nas jak uczniaków”. 33-latka trzęsie radą miasta

„Rozgrywa nas jak uczniaków”. 33-latka trzęsie radą miasta

09 października 2025 | 10:37

Miła, sympatyczna, uczciwa. Wyrasta ponad krakowską radę miasta. A przynajmniej tak mówią o niej nawet polityczni konkurenci. W Krakowie wschodzi nowa polityczna gwiazda. Ma zaledwie 33 lata, a już rozgrywa politycznych wyjadaczy. – Jej przyszłość jest w Sejmie – uważa Adrian Zandberg, współprzewodniczący partii Razem. Poznajcie Aleksandrę Owcę – najgorętsze nazwisko krakowskiego samorządu. Kim jest kobieta, która już zdążyła wkurzyć kościelnych hierarchów, prezydenta miasta i połowę rady? Praca na czarno Owca urodziła się w Krakowie. Skończyła V LO, a następnie prawo na UJ. W 2023 roku uzyskała tytuł radczyni prawnej. – Moje dzieciństwo przypadało na początkowe lata transformacji i idącego za nią dzikiego kapitalizmu. Pamiętam ciężką, długą pracę moich rodziców i ich ambicje, żeby zapewnić mi lepsze życie. Pamiętam przeprowadzkę z okolic Błoń do, w końcu naszego, mieszkania na nowym wówczas blokowisku przy pętli Krowodrza Górka, gdzie oprócz dróg dojazdowych i podziemnych garaży nie było niczego: zieleni, przychodni, przedszkoli ani placów zabaw. Wyniosłam z domu przekonanie, że wszystko to się może odmienić i z tym przekonaniem weszłam później na rynek pracy – napisała o sobie, gdy startowała w wyborach do rady miasta. ZOBACZ TAKŻE: Krajobraz po sondażach w Krakowie. Ekspert: Bez zaskoczeń [WYWIAD] – Pracowałam na czarno i na śmieciówkach, w gastronomii i w kancelariach prawnych. Sprzedawałam ubrania, wina i rejsy po Wiśle, wreszcie pracowałam w budżetówce jako asystentka sędziego. I chociaż dziś już jestem bardziej pewna swojego miejsca na świecie, te doświadczenia utwierdziły mnie w przekonaniu, że choć zmiana musi nastąpić, nie mogę na nią czekać z założonymi rękami – przekonywała. Owca nie ma też problemu, by wprost mówić o swojej seksualności. – Jestem wyoutowaną osobą biseksualną – stwierdziła dla „Repliki”, jedynego magazynu LGBTQIA w Polsce. Przyszła posłanka Aktywistką została sześć lat temu, a w 2020 roku zapisała się do partii Razem. Została bliską współpracowniczką krakowskiej posłanki Darii Gosek-Popiołek, organizowała jej kampanię wyborczą do Sejmu. W tym samym czasie zaangażowała się także w działalność lokalną i kandydowała, z sukcesem, do rady miasta z listy Łukasza Gibały z okręgu obejmującego Krowodrzę i Prądnik Biały. – Choć ten ogromny obszar jest niezwykle zróżnicowany, a lokalne problemy wymagają bardzo często punktowego spojrzenia, jestem przekonana, że będę miała wrażliwość i cierpliwość, żeby wysłuchać głosu mieszkanek i mieszkańców – przekonywała. Kampanię wyborczą prowadziła pod szyldem walki z partyjniactwem. Zapowiedziała niepodejmowanie pracy w spółkach miejskich podczas sprawowania funkcji radnej. Aleksandra Owca z Darią Gosek-Popiołek / fot. archiwum prywatne, źródło: https://aleksandraowca.pl/o-mnie/ Przy okazji robiła błyskawiczną karierę w partii. Na przełomie listopada i grudnia 2024 roku została (wraz z Adrianem Zandbergiem) wybrana na współprzewodniczącą Razem. Podczas programu w Kanale Zero Zandberg stwierdził z wielką pewnością, że Owca to „przyszła posłanka”. Z czego żyje? Zajrzyjmy jeszcze do oświadczenia majątkowego 33-latki. Twierdzi, że zgromadziła niespełna 7,5 tys. zł oszczędności. Ma też udziały w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością o wartości 4,5 tys. zł. Nie jest właścicielką domu, mieszkania ani żadnych innych nieruchomości. Jeździ Lancią Ypsilon z 2011 roku o wartości 16 tys. zł. Jako radczyni prawna, w ubiegłym roku, osiągnęła dochód na poziomie niewiele ponad 6 tys. zł. Jej głównym źródłem dochodu była dieta radnej – niewiele ponad 30 tys. zł rocznie. Sumując jej wszystkie dochody, w 2024 roku zarabiała średnio około 3 tys. zł miesięcznie. Przynajmniej tyle wynika z oświadczenia majątkowego. Awantura o dyrektorkę Owca z impetem weszła do krakowskiej polityki. Szerszej „publiczności” dała się poznać między innymi podczas awantury o ówczesną dyrektorką MOCAK-u, Marię Annę Potocką. Gdy ta przegrała sprawę o mobbing, którego dopuszczała się będąc dyrektorką Bunkra Sztuki, radna zawnioskowała do prezydenta Krakowa, by ten przeprowadził kontrolę w MOCAKU-u. – Trzeba sprawdzić, czy dana osoba, która ma wskazane przez sąd działania mobbingowe w przeszłości, nie stosuje podobnych praktyk w drugiej instytucji – mówiła Owca. Po tej kontroli Potocka straciła stanowisko. Awantura o biskupa Po raz kolejny o młodej radnej zrobiło się głośno przy okazji sprawy biskupa Tadeusza Pieronka. Radni mieli zdecydować, czy jego imię będzie nosił jeden z krakowskich skwerów. Przed głosowaniem wydawało się, że wynik jest przesądzony i radni poprą – jak czytamy w projekcie uchwały – „godne upamiętnienie postaci Biskupa Pieronka, który był zasłużony nie tylko dla Krakowa, ale i całej Polski”. ZOBACZ TAKŻE: Żart, który pachnie prokuraturą. A Borejza w sandałach szczuje i poucza I tu do gry wchodzi Owca, która stwierdziła, że duchowny przyczynił się do pogłębiania podziałów społecznych. – Nie zgadzam się, aby w naszym mieście upamiętniona została pogarda i nienawiść – grzmiała z mównicy, by zaraz potem przypomnieć kontrowersyjne wypowiedzi biskupa. I tak, radnym PO zacytowała Pieronka mówiącego o sprawach światopoglądowych, np. o in vitro, które biskup porównał do Frankensteina, o orientacji seksualnej („orientacja może być na wschód albo zachód, tymczasem normalnym się jest albo nie) czy o „feministycznym betonie, który nie zmieni się nawet pod wpływem kwasu solnego”. Z kolei radnym PiS przypomniała wypowiedzi hierarchy na temat Jarosława Kaczyńskiego, który – wg Pieronka – „uważa się za naczelnika państwa, zachowując się jak człowiek po narkotykach”. – Owca miała świetne przemówienie. Nie dało się z nim polemizować. Rozegrała nas jak uczniaków, rozbiła większość w radzie. Każdy z nas wiedział, że jest rozgrywany, ale nikt nie wiedział co z tym zrobić – mówi nam jeden z radnych. Awantura o autobusy Ostatnio o Owcy zrobiło się głośno, gdy ta zaapelowała, by Kraków zerwał umowę z firmą Mobilis, bo właściciel firmy rzekomo wspiera żydowskie osadnictwo na Zachodnim Brzegu. – Nie będziemy w Krakowie zamykać oczu na zbrodnie wojenne, tylko dlatego, że to niewygodne dla władz miasta – mówiła w Kanale Krakowskim. – Taki kontrakt powinien być gruntownie badany pod kątem zagrożeń (na przykład sankcji międzynarodowych), pod kątem AML czy pod kątem udziału osób, które mogą podlegać ograniczeniom ze względu na swoją odpowiedzialność za udział w łamaniu prawa. Tymczasem, jak dowiadujemy się z odpowiedzi miasta, nic takiego nie miało miejsca. Miasto płaci miliard złotych jedynej spółce, która się zgłosiła, radośnie wystawiając mieszkańców na duże ryzyka – uważa. Całe jej stanowisko przeczytacie tutaj: Owca: "Ta sprawa jest niewygodna dla władz miasta". W tle wielkie pieniądze „Lepsza od lewicowych populistów” O Owcy dobre lub bardzo dobre zdanie mają koleżanki i koledzy z rady miasta. – Na początku trochę „lewakowała”, ale później się uspokoiła i zaczęła mówić z większym sensem – ocenia jeden z polityków. – Zazdroszczę jej przebojowości – mówi radna Alicja Szczepańska z Koalicji Obywatelskiej – Niewątpliwie jest aktywną radną, ale jakość jej działań nie idzie w parze z aktywnością. – Miła, sympatyczna, wierzy w to, o czym mówi (w przeciwieństwie do członków Platformy) i jest w tym uczciwa. Życzę jej dobrze, chociaż oczywiście zapewne w większości spraw możemy mieć odmienne poglądy – mówi z kolei Michał Drewnicki z PiS. – Ma ponadprzeciętną łatwość formułowania publicznych wypowiedzi. Większość z nich dobrze się słucha, lecz przy bliższym przyjrzeniu się bywa to chwilami groteskowe. Wnika bardzo głęboko w każdy temat, przez co sprawia wrażenie ekspertki od wszystkiego, a to na dłuższą metę nie jest korzystne. Staje się to powodem żartów, zwłaszcza gdy coś powie w nieprzemyślany sposób i zostanie jej to wytknięte. Ktoś tak aktywny i często zabierający głos jest zresztą bardziej narażony na wpadki. Na minus należy zapisać także efektywność: większość jej wystąpień to krytyka i wskazywanie, co nie działa. Choć bywa to medialne, rzadko ma charakter konstruktywny i nie prowadzi do realnych rozwiązań – twierdzi Anna Bałdyga z PO. „Byłaby lepszą posłanką niż radną” Czy rada miasta będzie dla Owcy trampoliną do sejmu? – Nie wiem. Na razie nie jest politykiem o znaczeniu ogólnopolskim – twierdzi Drewnicki. – By odnieść sukces w polityce, poza znajomością rodzimych przekazów dnia, trzeba być mega-oczytanym, znać różne koncepcje i poglądy. Po stokroć wolę jednak taką lewicę, niż lewicowych populistów, którzy wzdychają do Jaruzelskiego i bronią stanu wojennego – dodaje polityk PiS. ZOBACZ TAKŻE: Przescrollowane. Nalot na KHK, pieniądze pijanego i referendum  – Jako posłanka na pewno sprawdziłaby się lepiej. Jej sposób bycia i obycie z mediami zdecydowanie plasują ją wyżej niż rada miasta. To ją wyróżnia – uważa z kolei Bałdyga. – Już dawno przerosła swojego lidera, czyli Łukasza Gibałę. Jest nie tylko bardziej merytoryczna i pracowita, ale i nie ma w niej tyle nienawiści. Można się z nią dogadać na wielu płaszczyznach – dodaje inny radny. – Wyrasta ponad tę radę miasta. Myślę, że jej przyszłość jest w sejmie – twierdzi. Zazdrosny Gibała? Co o Owcy sądzi sam Gibała? Tego nie wiemy, bo szef klubu Kraków dla Mieszkańców, jak zwykle, nabrał wody w usta. Nie odpowiedział na pytania Kanału Krakowskiego, które brzmiały: jak ocenia pracę radnej oraz czy uważa, że jest politykiem wymiaru ogólnopolskiego.   Łukasz Gibała (w środku). Po prawej Aleksandra Owca / fot. Łukasz Michalik To milczenie Gibały można interpretować dwojako: albo nie znalazł czasu (pytania wysłaliśmy we wtorek, 23 września) albo jest po prostu zazdrosny. – Nie dziwi mnie, że Gibała milczy. Trudno znosi porażki, a jeszcze trudniej akceptuje wokół siedzi ludzi, którzy mogą być w czymś lepsi od niego – konkluduje jeden z radnych.   Ekscytuje i irytuje Teraz, gdy nazwisko Owcy pada w kuluarach częściej niż niejednego posła, pytanie nie brzmi już czy zrobi kolejny krok, ale kiedy i jak głośno. Krakowska rada miasta staje się dla niej coraz ciaśniejsza, a jej wystąpienia wywołują dreszcz – jednych z ekscytacji, innych z irytacji. Jeśli utrzyma tempo, które narzuciła, wkrótce nie będzie się mówić o radnej, tylko o posłance, która zaczynała od pracy na czarno, a dziś rozdaje karty w wielkiej polityce. I to może być dla wielu w tej grze najtrudniejsze do przełknięcia.

Więcej…

Koniec sądowych męczarni! Rozwód załatwisz w urzędzie w 15 minut

Koniec sądowych męczarni! Rozwód załatwisz w urzędzie w 15 minut

07 października 2025 | 14:41

W Krakowie można zakochać się szybko, ale rozwieść — już niekoniecznie. W mieście, które słynie z zabytków i turystycznego zgiełku, równie długie kolejki tworzą się nie przed Zamkiem na Wawelu, lecz… przed salami rozpraw. W Krakowie rozwód to często ultramaraton, a nie sprint. Według relacji mieszkańców i danych z krakowskiego Sądu Okręgowego, na pierwszą rozprawę trzeba czekać nawet pół roku — donosi portal kr24.pl.  W praktyce, jeśli sprawa jest bardziej złożona, dotyczy dzieci, podziału majątku czy alimentów — postępowanie potrafi trwać latami. To nie tylko obciążenie dla systemu, ale i dla ludzi, którzy już dawno przestali być małżeństwem w sensie emocjonalnym, a niestety wciąż są nim formalnie.  Właśnie ten absurd postanowił głośno nazwać minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, był sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie. W wywiadzie w Kanale Zero mówi, że chciałby „zrewolucjonizować rozwody”, umożliwiając małżonkom ("którzy są dogadani"), zakończenie małżeństwa nie przed sędzią, ale przed urzędnikiem stanu cywilnego. Tak jak dziś zawiera się ślub, tak samo, w jego wizji, można byłoby go rozwiązać. Bez wielomiesięcznego oczekiwania, bez rozprawy, bez formalnego dramatu. Jak podkreśla w wywiadzie:  Idziecie do notariusza, robicie rodzicielki plan opiekuńczy, ustalacie zgodnie piecze naprzemienną […] nie orzekamy o winie.  Pomysł brzmi jak zdrowy rozsądek ubrany w paragrafy. Takie rozwiązanie mogłoby odciążyć sądy i pozwolić sędziom skupić się na sprawach naprawdę spornych. W wielu krajach Europy podobne procedury już funkcjonują, np. we Francji czy Hiszpanii rozwód za porozumieniem stron można stosunkowo tanio przeprowadzić u notariusza. Kraków mógłby być polskim poligonem takiej reformy, bo to właśnie tu problem z terminami jest szczególnie palący. Wzrost liczby pozwów, ograniczona liczba sędziów, biurokracja — wszystko to tworzy mieszankę, w której nawet proste sprawy trwają miesiącami. A każda zwłoka ma realne konsekwencje: ludzie nie mogą rozpocząć nowego życia, podjąć decyzji o kredycie, ślubie cywilnym, zmianie nazwiska. Zawieszeni między przeszłością a przyszłością, czekają na datę w sądowym kalendarzu. Reforma proponowana przez Żurka nie rozwiąże wszystkich problemów, ale mogłaby stać się początkiem nowego myślenia o sądach — bardziej ludzkiego. Bo dziś rozwód to często nie tylko koniec miłości, ale też test cierpliwości wobec państwa. I może właśnie nadszedł czas, by to państwo przestało trzymać ludzi razem wbrew ich woli — przynajmniej na papierze.

Więcej…

Radni-duchy. Połowa krakowskich radnych nie odpowiada mieszkańcom

Radni-duchy. Połowa krakowskich radnych nie odpowiada mieszkańcom

07 października 2025 | 09:00

Wyobraźcie sobie, że idziecie na pocztę, żeby nadać list polecony. Stoicie w kolejce, docieracie do okienka, podajecie kopertę… a tam nikogo nie ma. Krzesło puste, szyba zamknięta, w tle tylko echo. Tak właśnie wygląda kontakt z połową krakowskich radnych – 21 z 43 właśnie pokazała mieszkańcom środkowy palec. Eksperyment był banalnie prosty. Wysłaliśmy do wszystkich radnych tego samego maila. Nie pytaliśmy o skomplikowaną opinię prawną, nie prosiliśmy o strategię dla miasta do 2050 roku. Chodziło o jedno: czy ich skrzynka działa i czy można nawiązać kontakt. Wystarczyło odpisać choćby: „tak”. Maila wysłaliśmy w środę, 24 września. ZOBACZ TAKŻE: Krajobraz po sondażach w Krakowie. Ekspert: Bez zaskoczeń [WYWIAD] I co się okazało? 22 osoby stanęły na wysokości zadania i odklikały odpowiedź. niektórzy nawet w kilka minut. Reszta? Zniknęła. Zapadła się pod ziemię. Albo, co bardziej prawdopodobne, nie zajrzała na swojego maila od miesięcy, może od początku kadencji. Radny, który nie sprawdza skrzynki mailowej, jest jak ochroniarz, który śpi na portierni. Mundur niby ma, klucz wisi na pasku, ale kiedy ktoś wchodzi, to i tak obiekt zostaje bez ochrony. Sesja Rady Miasta Krakowa / fot. Łukasz Michalik Co ciekawe, władza bardzo lubi powtarzać, że mieszkańcy mają „kanały komunikacji”. Że jest BIP, są konsultacje społeczne, jest dialog. Problem w tym, że kanał prowadzi donikąd, a zamiast dialogu mamy monolog w próżni. Co ważne – to nie jest kwestia partii, klubów czy ideologii. Wśród tych, którzy milczą jak zaklęci, są i ludzie z PO, i z PiS, i z Lewicy, i z KdM. Gdy trzeba olać mieszkańców, nagle znika cała polityczna wojna. W tej jednej sprawie mamy piękną ponadpartyjną zgodę: obywatela można mieć w głębokim poważaniu. Zadziwia też brak wstydu. Radny to nie celebryta od przecinania wstęg, tylko pracownik mieszkańców. A pracownik, który przez prawie tydzień nie odpowiada na maila od swojego szefa – a przecież tymi szefami jesteśmy my, wyborcy – w normalnej pracy wyleciałby na zbity pysk. Ale w radzie miasta? Spokojnie, można milczeć miesiącami, a pensja i tak wpadnie. Niektórzy powiedzą: „No dobrze, może radni są zajęci, może to był spam, może nie zauważyli”. Serio? Jeśli ktoś uważa, że odpowiedzenie na jedno zdanie to mission impossible – to po co w ogóle brał się za politykę? Krakowscy radni / fot. Łukasz Michalik I teraz pytanie zasadnicze: jak mieszkańcy mają wierzyć w sprawczość radnych, skoro połowa z nich to maszynki do głosowania, a nie ludzie do załatwiania spraw? Radni mogą się tłumaczyć, że mają dyżury, że można się z nimi skontaktować „innymi drogami”. Ale na Boga – w XXI wieku mail to podstawa komunikacji. Jeśli ktoś nawet tu nie potrafi być osiągalny, to znaczy, że przegapił całe stulecie. ZOBACZ TAKŻE: Przescrollowane. Nalot na KHK, pieniądze pijanego i referendum Dlatego apelujemy: zanim znów usłyszymy od radnych opowieści o tym, jak bardzo „słuchają głosu mieszkańców”, niech zaczną od podstaw. Od sprawdzenia oficjalnej skrzynki mailowej. Poniżej przedstawiamy nazwiska radnych, którzy potwierdzili, że ich skrzynka mailowa do kontaktu z mieszkańcami jest aktywna (kolejność alfabetyczna): 1.      Anna Bałdyga 2.      Michał Ciechowski 3.      Michał Drewnicki 4.      Grzegorz Garboliński 5.      Łukasz Gibała 6.      Joanna Hańderek 7.      Bartłomiej Kocurek 8.      Renata Kucharska 9.      Agnieszka Łętocha 10.   Maciej Michałowski 11.   Piotr Moskała 12.   Edyta Nowak 13.   Rafał Nowak 14.   Aleksandra Owca 15.   Agnieszka Paderewska 16.   Włodzimierz Pietrus 17.   Agnieszka Pogoda-Tota 18.   Edward Porębski 19.   Michał Strobrat 20.   Grzegorz Stawowy 21.   Grzegorz Wojciech Stawowy 22.   Rafał Zawiślak Klub radnych PiS / fot. Łukasz Michalik A teraz nazwiskach tych radnych, którzy albo zignorowali naszą wiadomość (mało prawdopodobne) albo po postu nawet nie zaglądają na swoją oficjalną skrzynkę mailową (bardziej prawdopodobne): 1.      Iwona Chamielec 2.      Tomasz Daros 3.      Bogumiła Drabik 4.      Eliza Dydyńska-Czesak 5.      Grażyna Fijałkowska 6.      Marek Hohenauer 7.      Mariusz Kękuś 8.      Jakub Kosek 9.      Małgorzata Kot 10.   Zbigniew Kożuch 11.   Tomasz Leśniak 12.   Łukasz Maślona 13.   Magdalena Mazurkiewicz 14.   Renata Piętka 15.   Małgorzata Potocka 16.   Edyta Sikora 17.   Marek Sobieraj 18.   Krzysztof Sułowski 19.   Alicja Szczepańska 20.   Aleksandra Witek 21.   Maciej Żmuda

Więcej…

Czy Mazur powinien być wiceprezydentem? "Takie metody dyskwalifikują osobę, która ich używa"

Czy Mazur powinien być wiceprezydentem? "Takie metody dyskwalifikują osobę, która ich używa"

02 października 2025 | 23:03

– Osoby, które takimi metodami się posługują, nigdy nie powinny pełnić żadnej funkcji ani w jakiejkolwiek uczelni, ani w administracji samorządowej czy publicznej. Takie metody ostatecznie dyskwalifikują wcześniej lub później każdą osobę, która ich używa – pisze prof. Piotr Buła. Uważa, że przez dwa ostatnie lata próbowano zniszczyć jego karierę zawodową i naukową oraz zdyskredytować w środowisku krajowym i międzynarodowym. Oświadczenie profesora Buły ma związek z czwartkową decyzją prokuratury, która umorzyła postępowanie przeciwko profesorowi oraz Jakubowi Kwaśnemy (obecnemu prezydentowi Tarnowa). Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożył Stanisław Mazur, były rektor Uniwersytetu Ekonomicznego, a obecnie zastępca prezydenta Krakowa. Więcej o tej sprawie pisaliśmy tutaj: Podejrzenia o nadużycia finansowe. Znamy decyzję prokuratury Oto komentarz do tej sprawy profesora Piotra Buły: Z satysfakcją przyjąłem decyzję Prokuratury Okręgowej w Krakowie o umorzeniu postępowania prowadzonego w sprawie rzekomych nieprawidłowości w Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, którego byłem stroną. Zgodnie z komunikatem Prokuratury Okręgowej w Krakowie z dnia 2 października 2025, postępowanie zostało umorzone na podstawie art. 17§1 pkt. 2 kpk wobec braku znamion czynu zabronionego. Postanowienie nie jest prawomocne. Prokuratura nie doszukała się więc znamion przypisywanych mi pierwotnie czynów, ani działania na szkodę Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Dla mnie osobiście jest to potwierdzeniem, że niezależny organ zbadał sprawę i wydał swoją obiektywną ocenę sytuacji, z którą mieliśmy wraz z dr Jakubem Kwaśnym do czynienia przez ostatnie dwa lata. Działania, które zostały podjęte wobec mnie we wrześniu 2023, zostały wszczęte w mojej ocenie intencjonalnie i miały związek z wyborami rektorskimi w uczelni, w których procedura wyborcza rozpoczęła się październiku 2023. Były to działania wymierzone personalnie we mnie oraz w Krakowską Szkołę Biznesu UEK, kierowaną wówczas przez dr Jakuba Kwaśnego. Ich celem było znieważenie mnie w środowisku akademickim i doprowadzenie do zniweczenia moich szans wyborczych w ubieganiu się o funkcję Rektora UEK. Instrumentalne używanie postępowań wewnętrznych, kar dyscyplinarnych, kontroli doraźnych czy Rad Uczelni – a o wielu podobnych przypadkach donosiły media w roku 2023 i 2024 – do wpływania na przebieg wyborów uczelnianych, to praktyki sprzeczne z etosem akademickim. Uderzają one zarówno w konkretne osoby, jak i w instytucję. Uważam jednak, że posłużenie się zawiadomieniem do prokuratury w toku wyborów na UEK, przekroczyło wszelkie granice: tak granice zwykłej, ludzkiej przyzwoitości, jak i standardy akademickie i prawne. Niestety, działania te okazały się skuteczne, ponieważ z wyborów uczelnianych zostałem ostatecznie wyeliminowany na dwa tygodnie przed głosowaniem! W związku z powyższym uważam, że osoby, które takimi metodami się posługują, nigdy nie powinny pełnić żadnej funkcji ani w jakiejkolwiek uczelni, ani w administracji samorządowej czy publicznej. Takie metody ostatecznie dyskwalifikują wcześniej lub później każdą osobę, która ich używa. ZOBACZ TAKŻE: Strzeż nas Boże od przyjaciół. Czy wiceprezydent Mazur wytrwa do końca kadencji?  Ze smutkiem, ale i z zażenowaniem stwierdzam również, że celem podjętych wówczas działań była także Krakowska Szkoła Biznesu UEK. Niczym nieusprawiedliwione działania zostały wymierzone w jednego z partnerów zagranicznych, współpracującego ze szkołą od 20 lat. Ich efektem jest prawdopodobna utrata renomy szkoły oraz poważna dyskusja w międzynarodowym środowisku akademickim, czego skutków będziemy doświadczać z pewnością przez wiele kolejnych lat. Tego rodzaju działania zasługują na stanowcze potępienie – polska nauka nie będzie mogła się rozwijać w oparciu o współpracę międzynarodową, jeśli podobne sytuacje będą miały miejsce. Przez dwa ostatnie lata, nie przebierając w środkach, próbowano zniszczyć moją dotychczasową karierę zawodową i naukową oraz zdyskredytować mnie w środowisku krajowym i międzynarodowym. Te dwa lata to dla mnie, ale także dla moich bliskich, szczególnie trudny czas. Na skutek bezzasadnego zawiadomienia do prokuratury zostałem publicznie pomówiony i zniesławiony. Przed Sądem Karnym w Krakowie wciąż trwa postępowanie karne o zniesławienie z art. 212 kk przeciwko Stanisławowi Mazurowi, które wnieśliśmy wspólnie z dr Jakubem Kwaśnym. Do czasu jego zakończenia nie chciałbym jednak komentować tej sprawy szerzej. Dziękuję wszystkim, z którymi przez wiele lat współpracowałem i współpracuję, a w szczególności pracownikom Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, za okazane mi wsparcie i życzliwość, które ze szczerego serca doceniam i za które jestem im wdzięczny. prof. UEK dr hab. dr h.c. Piotr Buła

Więcej…

Prezydent po decyzji prokuratury: odetchnąłem

Prezydent po decyzji prokuratury: odetchnąłem

02 października 2025 | 11:14

– Odetchnąłem z ulgą – mówi dla Kanału Krakowskiego prezydent Tarnowa Jakub Kwaśny. Prokuratura Okręgowa w Krakowie umorzyła postępowanie przeciwko Kwaśnemu i prof. Piotrowi Bule. Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez obu mężczyzn złożył Stanisław Mazur, były rektor Uniwersytetu Ekonomicznego, a obecnie wiceprezydent Krakowa. – Odetchnąłem z ulgą po tym postanowieniu prokuratury – przyznał w rozmowie z nami obecny prezydent Tarnowa. – Niestety nie mogę zbyt wiele powiedzieć na ten temat, bo w krakowskim sądzie karnym wciąż toczy się postępowanie przeciwko panu Stanisławowi Mazurowi. Wolałbym więc nie komentować tej sprawy. Cieszy mnie jednak, że potwierdza się to, o czym mówiłem od początku – a więc, że jestem niewinny – komentuje Kwaśny. O co chodzi? Postępowanie, które umorzyła prokuratura, dotyczyło rzekomych nadużyć finansowych, jakich mieli dopuścić się Kwaśny i Buła, wówczas pracownicy UEK. Ówczesny rektor UEK, prof. Stanisław Mazur, zdecydował się odwołać ze sprawowanych funkcji prorektora ds. współpracy – prof. Piotra Bułę – oraz dyrektora Krakowskiej Szkoły Biznesu UEK, dr. Jakuba Kwaśnego. Chodziło o możliwe nieprawidłowości w zakresie wydatkowania środków publicznych oraz zawierania umów cywilnoprawnych na łączną kwotę ponad 219 tysięcy złotych. Pierwotnie prokuratura postawiła Bule i Kwaśnemu zarzuty, za które groziła kara do 8 lat więzienia. Mężczyźni odmówili składania wyjaśnień. Śledztwo umorzone Śledztwo trwało przez dłuższy czas. W toku postępowania okazało się jednak, że czyny obu panów nie noszą znamion przestępstwa. Jak dowiedział się Kanał Krakowski, krakowska prokuratura umorzyła sprawę i nie skierowała jej do sądu. Informację tę potwierdzili już w rozmowie z nami Kwaśny i Buła. Sprawa karna Jednocześnie przed krakowskim sądem toczy się postępowanie przeciwko Mazurowi. Kwaśny i Buła złożyli prywatny akt oskarżenia, twierdząc, że zostali zniesławieni przez obecnego wiceprezydenta Krakowa. Posiedzenia sądu odbywają się z wyłączeniem jawności.

Więcej…

Podejrzenia o nadużycia finansowe. Znamy decyzję prokuratury

Podejrzenia o nadużycia finansowe. Znamy decyzję prokuratury

02 października 2025 | 09:13

Krakowska prokuratura nie dopatrzyła się znamion przestępstwa w działaniach Jakuba Kwaśnego (prezydenta Tarnowa) oraz profesora Piotra Buły - dowiedział się nieoficjalnie Kanał Krakowski. Zawiadomienie złożył Stanisław Mazur, były rektor Uniwersytetu Ekonomicznego, a obecnie wiceprezydent Krakowa. Sprawa dotyczy rzekomych nadużyć finansowych, których mieli dopuszczać się Kwaśny i Buła, wówczas pracownicy UEK.  Odetchnąłem z ulgą po tym postanowieniu prokuratury  – przyznał w rozmowie z nami obecny prezydent Tarnowa. O co chodzi? Ówczesny rektor UEK, prof. Stanisław Mazur, zdecydował się odwołać ze sprawowanych funkcji prorektora ds. współpracy, prof. Piotra Bułę, oraz dyrektora Krakowskiej Szkoły Biznesu UEK, dr. Jakuba Kwaśnego. Chodziło o możliwe nieprawidłowości w zakresie wydatkowania środków publicznych oraz zawierania umów cywilnoprawnych na łączną kwotę ponad 219 tysięcy złotych. Pierwotnie prokuratura postawiła Bule i Kwaśnemy zarzuty, które były zagrożone karą więzienia do lat 8. Mężczyźni odmówili składania wyjaśnień. Śledztwo umorzone Śledztwo cały czas się toczyło. W toku postępowania okazało się jednak, że czyny obu panów nie noszą znamion przestępstwa. Jak dowiedział się Kanał Krakowski, krakowska prokuratur umorzyła postępowanie i nie skierowała sprawy do sądu. ZOBACZ TAKŻE: Prezydent po decyzji prokuratury: odetchnąłem

Więcej…

Szkolna rewolucja w Krakowie: religia spada, etyka wciąż w niszy, a nowy przedmiot zalicza falstart!

Szkolna rewolucja w Krakowie: religia spada, etyka wciąż w niszy, a nowy przedmiot zalicza falstart!

30 września 2025 | 16:19

Krakowscy uczniowie wybierają - z edukacji zdrowotnej, nowego przedmiotu wprowadzonego od września, zrezygnowało aż 67% uczniów. Religia wciąż dominuje, ale straciła ponad 39 tysięcy osób. A etyka? Wciąż niszowa, choć obecna. Dane z krakowskiego magistratu pokazują, jaką popularnością cieszą się przedmioty nieobowiązkowe. Edukacja zdrowotna od początku budziła niemałe emocje – nie tylko wśród uczniów, ale i rodziców. Niektórzy obawiali się zajęć dotyczących seksualności czy psychologii, które naruszają ich światopogląd. Jednak zwolennicy programu argumentują, że edukacja zdrowotna jest niezbędna w czasach rosnącej liczby problemów psychicznych, zaburzeń odżywiania czy normalizowania tematów dotyczących seksualności w celu zwiększenia świadomości uczniów, a co za tym idzie ich odpowiedzialności. To przedmiot, który miał przygotować uczniów do świadomych decyzji dotyczących własnego ciała i zdrowia. Efekt? Młodzież pokazała, że niekoniecznie chce brać udział w lekcjach, które nie są obowiązkowe. 2/3 uczniów wypisało się z zajęć. Jak wygląda to w liczbach? W placówkach, w których wprowadzono edukację zdrowotną, uczy się łącznie  ponad 90 tysięcy uczniów. Programowo przedmiotem objęto ponad 56% uczniów. Warto podkreślić, że do 25 września uczniowie mogli zrezygnować z edukacji zdrowotnej i ostatecznie zrobiło to aż 67% wychowanków krakowskich szkół. Faktycznie na zajęcia zapisało się jedynie 17 tysięcy uczniów, więc w zajęciach będzie brał udział tylko co trzeci uczeń.  Religia pozostaje najliczniej wybieranym przedmiotem nieobowiązkowym. Na zajęcia zapisało się około 57% krakowskich uczniów. To pokazuje, że choć religia wciąż jest numerem jeden, coraz częściej przestaje być tak oczywistym wyborem. Z kolei na zajęcia etyki zdecydowało się zaledwie 5% wszystkich uczniów. To najmniej popularna opcja spośród dostępnych, jednak w kontekście coraz częstszych rezygnacji z religii, liczba ta może w przyszłości rosnąć. Co więc wybiera młodzież? Może… zwyczajnie wolny czas? Teraz możemy już tylko obserwować i zastanawiać się czy edukacja zdrowotna podzieli los etyki i pozostanie niszowym wyborem, a może za kilka lat to właśnie religia zejdzie na drugi plan. 

Więcej…

Policyjna pętla zaciska się na "białych ludzikach". Już dwa postępowania

Policyjna pętla zaciska się na "białych ludzikach". Już dwa postępowania

23 września 2025 | 11:00

To już naprawdę nie są przelewki. I nikt, kto zna kulisy sprawy, nie ma co do tego wątpliwości. Jak ustalił Kanał Krakowski, policyjne notatniki pęcznieją, bo prowadzone są aż dwa równoległe postępowania będące bezpośrednim echem „żartów białych ludzików”. Jedno dotyczy zuchwałego ataku w samym sercu krakowskiego magistratu, drugie – prowokacyjnego wieszania tabliczek na miejskich znakach drogowych. Pierwszy akt: napaść na urząd Wszystko zaczęło się 12 września. To wtedy, w biały dzień, do gmachu magistratu wtargnęli zamaskowani, ubrani w białe kombinezony i wyraźnie pobudzeni mężczyźni. Scena jak z kiepskiego thrillera: obcy, bez zapowiedzi, pojawiają się w miejscu, gdzie mieszkańcy spokojnie załatwiają swoje codzienne sprawy. Wkraczają na dziennik podawczy i rozpylają nieznaną substancję. Panika? Zaskoczenie? Strach? – Pracownice bardzo to przeżyły, nie tylko w chwili zdarzenia, ale także długo później. Byliśmy z nimi w stałym kontakcie przez cały weekend, bo wiedzieliśmy, że wymagają wsparcia. Potwierdziły także na piśmie, że czuły się zagrożone i chcą być przesłuchiwane nie tylko w charakterze świadków, lecz także jako poszkodowane – mówi nam sekretarz miasta Antoni Fryczek, podkreślając wagę sprawy. CZYTAJ TAKŻE: Urząd wprowadza nowe procedury po ataku. "Wyciągnęliśmy wnioski" [WYWIAD] – W Komisariacie Policji I w Krakowie prowadzone są czynności pod kątem art. 51 kw. Na chwilę obecną postępowanie jest w toku – informuje komisarz Piotr Szpiech z Komendy Miejskiej Policji. Co więcej, do tej bezczelnej akcji przyznali się Tomasz Borejza i Grzegorz Krzywak – patodziennikarze doradcy polityczni pracownicy medialni jednego z lokalnych portali powiązanego z Łukaszem Gibałą. Za ten „występ” grozi im areszt, ograniczenie wolności albo grzywna. Drugi akt: tabliczki grozy Ledwie opadł kurz po pierwszym zajściu, a krakowska policja już musiała otwierać kolejne postępowanie. Tym razem chodzi o „happening”, który w zamyśle sprawców miał być żartem, a w praktyce... no właśnie. Znow było nieśmiesznie, a policja znów musi zajmować się żałosnym występkiem. Na znakach przy wjazdach do Krakowa pojawiły się tabliczki z informacją o epidemii. Tak, dokładnie tak: białe ludziki znowu w akcji. Internet obiegły filmy, na których widać, że wieszaniem tabliczek zajmuje się wspomniany Krzywak. – Za czyn z art. 63a kw grozi kara pozbawianie wolności lub grzywny – mówi komisarz Szpiech. CZYTAJ TAKŻE: Żart, który pachnie prokuraturą. A Borejza w sandałach szczuje i poucza Dwa incydenty, ci sami bohaterowie, rosnąca lista paragrafów. Kraków patrzy na to z niedowierzaniem, a mieszkańcy pytają: gdzie kończy się „happening”, a zaczyna przestępstwo? Policja nie ma złudzeń – tym razem białe kombinezony nie ochronią nikogo przed odpowiedzialnością.

Więcej…

Czego obecna stolica może nauczyć się od Krakowa? Ograniczania nocnego chlania

Czego obecna stolica może nauczyć się od Krakowa? Ograniczania nocnego chlania

22 września 2025 | 20:42

Aktualna stolica może nauczyć się od Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa wielu rzeczy, w tym metod wprowadzania ograniczeń w nocnej sprzedaży alkoholu. I choć pod Wawelem nie brakowało kontrowersji, radni ponad dwa lata temu uniknęli blamażu. Nawet ci z Platformy. Krakowscy radni nad wprowadzeniem tzw. „nocnej prohibicji”, czyli zakazu sprzedaży alkoholu w sklepach od północy do 6:00 rano, głosowali 17 maja 2023 roku. Spośród 37 obecnych na sesji, aż 32 poparło ostateczną wersję projektu. Nikt nie głosował przeciw, wstrzymało się pięcioro rajców z trzech klubów: Alicja Szczepańska (Kraków dla Mieszkańców), Małgorzata Jantos, Artur Buszek, Wojciech Krzysztonek z Koalicji Obywatelskiej oraz Stanisław Zięba z Prawa i Sprawiedliwości. Co ciekawe, w głosowaniu nie wziął udziału radny Łukasz Gibała, choć brał udział w części innych głosowań w tym dniu. Ówczesna arytmetyka w Radzie wskazuje jasno - krakowscy radni Platformy biją na łeb swoich kolegów z Warszawy – nie tylko uchwałę przegłosowali, ale kilku z nich było „twarzami” zmian, które finalnie weszły w życie od lipca 2023 roku. Choć „prohibicyjny” serial trwał w Krakowie ładnych parę lat i niewiele zwiastowało na "happy end". Walka o „nocną prohibicję”  Ograniczenie sprzedaży nocą alkoholu w sklepach radni przegłosowali już w 2018 roku. Jednak wówczas miał on obejmować tylko Dzielnicę I – Stare Miasto. Jednym z najgłośniej domagających się ograniczeń był ówczesny przewodniczący dzielnicy, a zarazem radny, Tomasz Daros z PO, który do poparcia postulatu przekonał większość radnych. Jednak uchwała została zaskarżona, a Wojewódzki Sąd Administracyjny podważył fakt wprowadzenia ograniczeń tylko na terenie jednej dzielnicy. Zanim sprawę rozstrzygnął Naczelny Sąd Administracyjny, krakowscy urzędnicy wzięli sprawy w swoje ręce i rozpoczęli konsultacje społeczne dotyczące całego miasta. Na ponad 11 tysięcy wypełnionych ankiet, 55% wyrażało chęć wprowadzenia ograniczeń. Przeciw było 45%. Przeprowadzono również sondaż, a w nim za ograniczeniem sprzedaży alkoholu było 47,14% pytanych, a przeciw 42,16%. Aż 10,7% stanowili niezdecydowani. Zapytano również o opinię rady dzielnic, a wśród nich zaledwie 5 zaopiniowało pomysł pozytywnie, pięć nie podjęło uchwał, z kolei 8 opinii było negatywnych. Największa dyskusję budziła kwestia godzin obowiązywania ograniczeń. Finalnie, „nocna prohibicja” w sklepach obowiązuje od 1 lipca 2023 roku od północy do 5:30 rano.  Efekty? Jednoznacznie pozytywne Po dwóch latach krakowski magistrat podsumował efekty ograniczenia nocnej sprzedaży w sklepach: Liczba interwencji policji związanych ze spożywaniem alkoholu spadła o niemal 70 proc. w porównaniu do lipca 2022 roku (przed wprowadzeniem ograniczenia) i lipca 2025 roku. Z kolei liczba interwencji straży miejskiej spadła o kolejne 33,9 proc., porównując pierwszy rok obowiązywania nocnego ograniczenia (lipiec 2023 – lipiec 2024) do drugiego roku obowiązywania przepisów (lipiec 2024 – lipiec 2025). - podsumowywali urzędnicy. Liczby jednoznacznie zweryfikowały pomysł i jego realizację. W Krakowie radni Platformy - wspólnie z pozostałymi klubami - zredukowali nocne pijatyki przy sklepach. A i tych ostatnich - wyspecjalizowanych w sprzedaży alkoholi - niespecjalnie ubyło. Z kolei amatorzy nocnego drinkowania nadal mogą korzystać z oferty alkoholi w barach i restauracjach także po północy.  Warszawo, aktualna stolico - patrzcie i się uczcie, jak robi się to w cywilizowanych miastach.

Więcej…

Strona 3 z 5

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Social Media

Reklama - sidebar

Na fali

  • Majchrowski:

    W nurcie rozmowy

    Majchrowski: "Gibała od 17 lat...

    Informacja
    28 stycznia 2026 | 16:26
  • Ujawniamy plan Koalicji na wypadek odwołania Miszalskiego! To ONA może go zastąpić

    Fala faktów

    Ujawniamy plan Koalicji na wypadek...

    Informacja
    30 stycznia 2026 | 07:11
  • Odszedł nagle i niespodziewanie. Teraz buduje nową siłę polityczną

    Fala faktów

    Odszedł nagle i niespodziewanie. Teraz...

    Informacja
    13 stycznia 2026 | 06:00

Kanał Krakowski

Płyniemy pod prąd. Z prądem płyną śmieci.

Menu

  • Strona główna
  • O nas
  • Reklama
  • Kontakt
  • Polityka prywatności

Działy

  • Fala faktów
  • Głos z kanału
  • W nurcie rozmowy
  • Ściek medialny
  • Luźne fale
Copyright © 2026 Kanał Krakowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.