Logo Kanał Krakowski
  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026

Obserwuj nas na:

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Reklama - duża
  1. Strona główna

Wydarzenia

Szokujące wątki afery Zondakrypto prowadzą do Krakowa. Oto nazwiska

Szokujące wątki afery Zondakrypto prowadzą do Krakowa. Oto nazwiska

15 maja 2026 | 10:05

Kraków wyrasta na jedno z kluczowych miejsc w aferze Zondacrypto! To tutaj miały przecinać się biznesowe imperia, polityczne powiązania i podejrzane przepływy pieniędzy. W tle pojawiają się wpływowi krakowscy przedsiębiorcy, rozbudowane sieci spółek i fundacje krążące wokół polityki, a całość zaczyna przypominać lokalny układ, który działał równolegle do giełdowego świata kryptowalut. W tle jednej z największych afer finansowych ostatnich lat rysuje się także wyraźny krakowski trop. W części materiałów i ustaleń pojawiają się osoby związane z Krakowem, które nie były bezpośrednimi operatorami giełdy, ale funkcjonowały w jej szerokim otoczeniu – politycznym, biznesowym i organizacyjnym. Wśród nich wymienia się trzy nazwiska: Mariusz Badura, Jan Ziobro i Mateusz Jaśko. Mariusz Badura – biznesowe zaplecze i sieć powiązań Mariusz Badura to krakowski biznesmen, który działa w bardzo szerokim środowisku spółek, fundacji i projektów łączących biznes, lobbing oraz politykę. Z danych KRS wynika, że zasiadał lub nadal zasiada w 39 podmiotach – spółkach i fundacjach. Obecnie pełni funkcje m.in. w: ANIN R10 – członek zarządu EGEH – prezes zarządu CORE CONSULTING – prezes zarządu Fundacja GATEWAY 4.0 – prezes zarządu QSAWERY – prezes zarządu BLCK HORSE – prezes zarządu WONDEYS AGENCY GROUP – prezes zarządu SH30 – prezes zarządu SH28 – prezes zarządu Instytut KOŚCIUSZKI – prezes zarządu SH27 – prezes zarządu SH29 – prezes zarządu CORE PV – prezes zarządu MAXIMUSCINEMA – prezes zarząduS UPREMUM.PL – wiceprezes zarządu SUPREMUM GROUP – wiceprezes zarządu Fragment listy z nazwami podmiotów, w których zasiada Mariusz Badura / źródło: rejestr.io Według ustaleń dziennikarza śledczego Szymona Jadczaka („Wirtualna Polska”, Money.pl): Badura jest fundatorem fundacji „Dobry Rząd”, powiązanej z politykiem i posłem Konfederacji Przemysławem Wiplerem. Fundacja ta miała otrzymać ok. 70 tys. euro od spółki powiązanej z Zondacrypto. Jej siedziba pokrywa się z adresem firmy lobbingowej działającej w środowisku polityczno-biznesowym. Te trzy elementy – fundacja, przepływ środków i wspólny adres z podmiotem lobbingowym – tworzą obraz struktury funkcjonującej na styku biznesu i polityki. Rola Badury nie polegała więc na bezpośrednim udziale w działalności giełdy. Chodziło raczej o stworzenie i utrzymywanie sieci powiązań między biznesem, fundacjami i środowiskami politycznymi. Jego nazwisko i podmioty pojawiają się w kręgach osób powiązanych z politykami, a szczególnie z otoczeniem Zbigniewa Ziobry. Wcześniej Badura był obecny przy projektach, w których łączono biznes z finansami publicznymi i polityką. Między innymi był wymieniany przez dziennikarzy portalu Gazeta.pl jako osoba związana z krakowskim Stowarzyszeniem im. Juliusza Lea, które otrzymało wielomilionową dotację z Funduszu Sprawiedliwości w okresie, gdy funkcję ministra sprawiedliwości pełnił Zbigniew Ziobro. Jan Ziobro – polityk w otoczeniu fundacji Jan Ziobro to były poseł na Sejm, kojarzony ze środowiskiem Zbigniewa Ziobry oraz PiS. Obecnie również sprawuje intratne funkcje w jednostkach zarządzanych przez samorząd województwa małopolskiego kontrolowany przez Prawo i Sprawiedliwość. Jest członkiem zarządu spółki PUHIT Kraków oraz członkiem organu nadzoru Tarnowskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Jest również członkiem organu nadzorczego Fundacji Instytut Polski Suwerennej. W kontekście sprawy Zondacrypto jego nazwisko pojawia się nie dlatego, że uczestniczył w operacjach finansowych, lecz dlatego, że jest powiązany z fundacją Instytut Polski Suwerennej, która znalazła się w centrum opisywanych przepływów pieniędzy. Zadziałała magia nazwiska / źródło: Onet Według ustaleń Money.pl: Fundacja miała otrzymać ok. 450 tysięcy złotych darowizny z konta kancelarii prawnej prezesa Zondacrypto Przemysława Kralla. Fundacja ta jest bardzo blisko powiązana z politycznym środowiskiem Zbigniewa Ziobry. Mateusz Jaśko – wątek przymusu i zastraszania O ile dwaj pierwsi bohaterowie tej historii funkcjonują w przestrzeni biznesowo-politycznego zaplecza, o tyle Mateusz Jaśko pojawia się w zupełnie innym kontekście – znacznie bardziej bezpośrednim i brutalnym. Mateusz Jaśko Według ustaleń medialnych i sądowych: Oferował dziennikarzowi TVN milion złotych łapówki w zamian za odstąpienie od materiału dotyczącego giełdy kryptowalut. Gdy próba korupcji nie przyniosła efektu, zastraszał dziennikarza, który w efekcie musiał ukrywać się wraz z rodziną. Jak ustalił sąd, Jaśko działał na zlecenie osób ze środowiska przestępczego z Krakowa. Według informacji podanych przez dziennikarzy TVN przygotowujących materiał o Zondacrypto, ludzie powiązani z tą giełdą mieli przekazać ponad 3 miliony złotych środowiskom krakowskich kiboli-bandytów na działania związane z zastraszaniem dziennikarzy i innych osób interesujących się działalnością giełdy. Z tych właśnie środków miał pochodzić milion złotych przeznaczony na łapówkę proponowaną przez Mateusza Jaśko jednemu z dziennikarzy. Pytaniem otwartym pozostaje, gdzie trafiły pozostałe 2 miliony złotych. ZOBACZ TAKŻE: Jaśko, gdzie są pieniądze Polaków? Krakowski radny nabrał wody w usta Obraz całości Zebrane wątki tworzą wielowarstwową strukturę, w której Zondacrypto nie jest wyłącznie giełdą kryptowalut, ale punktem przecięcia różnych środowisk: biznesowych, politycznych, fundacyjnych i – w jednym z opisanych przypadków – także przestępczych. Mariusz Badura pojawia się jako element zaplecza organizacyjnego i sieci kontaktów. Jan Ziobro jako część środowiska politycznego powiązanego z fundacjami oraz przepływem środków. Mateusz Jaśko jako wykonawca działań o charakterze nacisku i zastraszania. To trzy różne poziomy tej samej układanki: od struktur i fundacji, przez polityczne powiązania, aż po bezpośrednie działania operacyjne w terenie. ZOBACZ TAKŻE: Miał rozliczać innych, sam usłyszał wyrok! Członek grupy referendalnej skazany

Więcej…

PiS robi z Krakowa poligon dla swoich kolesi i chce oddać miasto Gibale!

PiS robi z Krakowa poligon dla swoich kolesi i chce oddać miasto Gibale!

14 maja 2026 | 08:51

Wygląda na to, że w Prawie i Sprawiedliwości zapadła decyzja: Kraków można spisać na straty. Po ewentualnym odwołaniu prezydenta Aleksandra Miszalskiego i zarządzeniu przyspieszonych wyborów partia zamiast rzucić do walki najmocniejsze nazwiska, coraz poważniej rozważa wystawienie kogoś, kto ma iluzoryczne szanse na zwycięstwo. Na stole leży szeroka lista potencjalnych kandydatów: Łukasz Kmita, Michał Drewnicki, Małgorzata Wassermann, Mariusz Andrzejewski i kilku innych. O większości z nich już pisaliśmy w Kanale Krakowskim. Jednak coraz głośniej wybrzmiewa opcja Mateusza Małodzińskiego – polityka, którego większość krakowian w ogóle nie kojarzy. I właśnie o to chodzi. Nie chodzi o wygranie wyborów prezydenckich w Krakowie. Chodzi o to, żeby młody, mało znany działacz w krótkim czasie zbudował sobie rozpoznawalność na koszt kampanii wyborczej. Rozpoznawalność, która później ma zaprocentować w wyborach do Sejmu. Kraków traktowany jest instrumentalnie – jako poligon treningowy dla przyszłych ambicji partyjnych. Mateusz Małodziński został powołany przez Łukasza Kmitę na II zastępcę wojewody w lipcu 2022 roku. Był protegowanym Ryszarda Terleckiego. Obecnie jest członkiem zarządu spółki Małopolskie Dworce Autobusowe / fot. MUW 43-letni obecnie Małodziński już wielokrotnie próbował swoich sił w wyborach i... odnosił spektakularne porażki. Dwukrotnie nie udało mu się zostać senatorem, nie udało mu się zostać radnym województwa małopolskiego, radnym miejskim, a nawet radnym dzielnicowym! Ewentualna szósta(!) przegrana powinna więc spłynąć po nim jak wiosenne krople deszczu po pokrzywie. Tym bardziej, że nikt nie będzie go czarował, że został kandydatem, by wygrać. Został, by budować rozpoznawalność, a to z pewności mu się uda. PiS doskonale zdaje sobie sprawę, że realnie nie ma szans przejąć władzy w stolicy Małopolski. Dlatego zamiast walczyć, woli poddać się w białych rękawiczkach. Dezercja w eleganckim wydaniu. Czyli zrobil dokładnie to, co niegdyś zrobiła wówczas jeszcze Platforma Obywatelska, stawiając w wyborach na Martę Patenę, czyli de facto ogłosiła kapitulację przed Jackiem Majchrowskim jeszcze zanim na dobre rozpoczął się wyścig do prezydenckiego fotela. PiS mógłby oczywiście wystawić choćby doświadczonego, zaprawionego w bojach radnego Michała Drewnickiego, ale polityk ten wydaje się być zbyt samodzielnie myślący i zbyt rozpoznawalny, a to wielu decyzyjnym osobom z okręgu przeszkadza, a wręcz zagraża. ZOBACZ TAKŻE: 24 maja polecą wszyscy? Radny PiS chce odwołania także... samego siebie [WYWIAD] A teraz przechodzi do sedna. Taka strategia wyznaczenia mało znanego kandydata oznacza de facto oddanie głosów Łukaszowie Gibale. Nie od dziś wiadomo, że Gibała smali cholewki do PiS-u, a w krakowskich strukturach partii istnieje silna frakcja, która otwarcie go wspiera. Wystawienie słabego kandydata w postaci Małodzińskiego byłoby więc nie tylko kapitulacją, ale wręcz politycznym prezentem dla Gibały. To klasyczna taktyka „niech wygra ktoś inny, byle nie Platforma" [dziś już Koalicja], tyle że tym razem realizowana w sposób wyjątkowo cyniczny i ostentacyjny. Zamiast bronić swoich wartości i walczyć o Kraków, partia woli budować osobiste kariery i robić interesy za kulisami. ZOBACZ TAKŻE: Miał rozliczać innych, sam usłyszał wyrok! Członek grupy referendalnej skazany Na razie wszystko wskazuje więc na to, że PiS postanowił oddać to miasto walkowerem. W białych rękawiczkach.

Więcej…

Jest orzeczenie sądu w sprawie szefa krakowskiej KO. Musi przeprosić i zapłacić

Jest orzeczenie sądu w sprawie szefa krakowskiej KO. Musi przeprosić i zapłacić

13 maja 2026 | 14:32

Będzie apelacja od orzeczenia sądu - zapowiada Szczęsny Filipiak. Dziś (środa) sąd pierwszej instancji orzekł, że szef krakowskiej Koalicji Obywatelskiej musi przeprosić Wojciecha Jakubowskiego, opublikować sprostowanie i wpłacić 3 tysiące złotych na cele charytatywne. Chodzi o materiał dotyczący referendum ws. odwołania władz miasta, który wcześniej pojawił się w mediach społecznościowych. Kluczowy spór dotyczył tego, jak rozumieć pojęcie „inicjatora referendum”. Materiał publikowany przez polityków KO odnosił się do Mateusza Jaśki – osoby od miesięcy aktywnie promującej referendum w mediach społecznościowych i przestrzeni publicznej. Problem polegał na tym, że formalnie nie znajduje się on w 21-osobowym komitecie referendalnym. Obrona Filipiaka przekonywała jednak, że dla przeciętnego mieszkańca „inicjatorem” jest po prostu ktoś, kto faktycznie organizuje i napędza całą akcję. I trudno odmówić tej argumentacji logiki – Mateusz Jaśko od dawna publicznie utożsamiany jest z kampanią referendalną i sam intensywnie ją promował jeszcze przed formalnym zgłoszeniem inicjatywy. Sam Szczęsny Filipiak podkreślał przed sądem, że celem publikacji nie było uderzenie w członków komitetu referendalnego, lecz pokazanie przeszłości osoby realnie zaangażowanej w akcję referendalną. Chodziło o przypomnienie prawomocnego wyroku dotyczącego próby wręczenia łapówki dziennikarzowi w sprawie związanej z rynkiem kryptowalut. Nie chodziło nam o naruszenie dóbr osób, które złożyły wniosek o referendum  – mówił Filipiak. Przyznał jednocześnie, że użycie określenia „inicjatorzy” mogło być „niezbyt zręczne”. Sąd ostatecznie uznał, że doszło do rozpowszechniania nieprawdziwych informacji dotyczących inicjatorów referendum. Zakazał dalszej publikacji materiału, nakazał przeprosiny oraz wpłatę 3 tys. zł na Fundację Centrum Praw Kobiet. Cała sprawa pokazuje jednak również szerszy problem kampanii referendalnej w Krakowie: zacieranie granicy między formalnymi członkami komitetu a osobami, które faktycznie prowadzą polityczną i medialną ofensywę wokół referendum. I właśnie na tę różnicę próbowała zwracać uwagę strona Szczęsnego Filipiaka.

Więcej…

Miał rozliczać innych, sam usłyszał wyrok! Członek grupy referendalnej skazany

Miał rozliczać innych, sam usłyszał wyrok! Członek grupy referendalnej skazany

13 maja 2026 | 11:01

Burza wokół członka komitetu referendalnego. Wyrok sądu jest jednoznaczny: winny pomówienia. W tle ostre wpisy w mediach społecznościowych i oskarżenia o piracką jazdę. Jeden z inicjatorów referendum oraz formalny członek grupy został skazany wyrokiem Sądu Rejonowego dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie (sygn. akt II K 546/23/S) za pomówienie Tadeusza Styrskiego za pośrednictwem mediów społecznościowych. Wyrok zapadł 24 września 2024 roku. Sąd uznał Zbigniewa Szkodę za winnego tego, że publicznie pomawiał Tadeusza Styrskiego o łamanie przepisów drogowych, publikując wpisy na Facebooku. Jak zapisano w uzasadnieniu wyroku: Oskarżonego Zbigniewa Szkodę uznaje za winnego tego, że w dniu 14 września 2020 r. w Krakowie pomówił on Tadeusza Styrskiego o postępowanie, które mogło poniżyć go w opinii publicznej oraz narazić na utratę zaufania potrzebnego dla wykonywanej przez niego działalności. Sąd wskazał, że pomówienie polegało na publicznym zarzucaniu przekraczania prędkości i łamania przepisów ruchu drogowego. Wśród cytowanych przez sąd wpisów znalazły się między innymi słowa: Tadeusz Styrski ja w przeciwieństwie do pana nie jeżdżę ponad limit w terenie zabudowanym. oraz: Tadek Styrski przez Płaszów od giełdy w stronę centrum. 120 na 70. Według sądu wpisy zostały opublikowane „za pomocą środków masowego komunikowania”, czyli na Facebooku - zarówno na publicznej grupie „NIC O NAS BEZ NAS”, jak i na fanpage’u Zarządu Transportu Publicznego Urzędu Miasta Krakowa. Wyrok Za popełniony czyn sąd wymierzył oskarżonemu karę grzywny w wysokości 70 stawek dziennych po 10 zł każda. Dodatkowo orzeczono obowiązek zapłaty 1000 zł nawiązki na rzecz Fundacji Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym „Kawałek Nieba” oraz zwrot kosztów procesu na rzecz oskarżyciela prywatnego. W części zarzutów dotyczących innych wpisów sąd uniewinnił oskarżonego. Jednak kluczowy zarzut dotyczący publicznego pomówienia został uznany za udowodniony. źródło: FB Zbigniew Sławomir Szkoda jest jednym z 21 członków komitetu referendalnego i formalnym inicjatorem referendum w Krakowie.

Więcej…

Prokuratura ściga sprawców za zniesławiające filmy o radnych i prezesie KHK

Prokuratura ściga sprawców za zniesławiające filmy o radnych i prezesie KHK

12 maja 2026 | 22:24

Krakowska prokuratura wszczęła postępowanie przygotowawcze po zawiadomieniu, jakie otrzymała od Alicji Szczepańskiej – ustalił nieoficjalnie Kanał Krakowski. Postępowanie zostało zainicjowane po analizie zgromadzonych materiałów, a sprawa dotyczy treści opublikowanych w internecie. Radna Alicja Szczepańska złożyła zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa po tym, jak na jednym z profili na Facebooku pojawił się materiał filmowy, który – w jej ocenie – miał charakter zniesławiający. Jak wynika z ustaleń, śledczy badają, czy publikacje mogą nosić znamiona czynu zabronionego. Ustaliliśmy również, że postępowanie nie ogranicza się wyłącznie do zawiadomienia złożonego przez Alicję Szczepańską. Prokuratura prowadzi czynności także na podstawie zgłoszeń o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożonych przez prezesa Krakowskiego Holdingu Komunalnego Bogusława Kośmidera oraz radną Iwonę Chamielec. W obu przypadkach chodzi o materiały filmowe opublikowane na tym samym profilu na Facebooku. Na tym etapie postępowanie prowadzone jest „w sprawie”, a nie przeciwko konkretnym osobom. Śledczy nie ujawniają szczegółów dotyczących kwalifikacji prawnej czynu ani ewentualnego kręgu podejrzanych. Według osób składających zawiadomienia, publikowane materiały mogły naruszać ich dobra osobiste i mieć charakter bezprawny. Profil, na którym zamieszczono filmy, został w ostatnim czasie usunięty z Facebooka.

Więcej…

Ile kosztuje kampania referendalna, za którą płaci Gibała? „Wydano kilka milionów”

Ile kosztuje kampania referendalna, za którą płaci Gibała? „Wydano kilka milionów”

12 maja 2026 | 19:35

Kilka, kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt milionów złotych – takie kwoty pojawiają się dziś w kontekście kampanii referendalnej prowadzonej w Krakowie. Od miesięcy przestrzeń publiczna zalewana jest reklamami, billboardami, spotami, gazetami i materiałami promującymi inicjatywę odwołania władz miasta. Coraz częściej pojawiają się jednak pytania: kto naprawdę finansuje tę kampanię, skąd pochodzą pieniądze i ile dokładnie już wydano? Wątpliwości dodatkowo podgrzała wypowiedź jednego z inicjatorów referendum, Jana Hoffmana, który publicznie przyznał, że kampanię wspiera środowisko Łukasza Gibały. Zgłosiło się do nas stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców, a myśmy to wsparcie przyjęli. Dwa dni później temat finansowania referendum pojawił się na antenie Radia Kraków. Poseł Jerzy Meysztowicz mówił wprost o ogromnych wydatkach związanych z akcją referendalną. Nie wiemy, kto stoi za referendum w Krakowie. Finansuje to stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców. Wydano kilka milionów złotych. Stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców ma pięciu radnych i wydaje kilka milionów, żeby odwołać tych radnych. Taniej by było, jakby złożyli mandaty. To wielkie oszustwo. Referendalne słupy Sprawa wywołała polityczną burzę również w Sejmie. Poseł Dominik Jaśkowiec publicznie zaapelował do Łukasza Gibały o ujawnienie szczegółów finansowania całej kampanii. Proszę stanąć w prawdzie i powiedzieć, ile pieniędzy wydał pan na kampanię referendalną, skąd te pieniądze pochodziły i na co zostały wydane. Chyba że Jan Hoffman powiedział nieprawdę i pana organizacja nie jest zaangażowana w tę inicjatywę. Wtedy proszę poinformować o tym opinię publiczną, a Janowi Hoffmanowi wytoczyć proces. Dziś mieszkańcy Krakowa mają prawo oczekiwać pełnej transparentności. Jeśli na kampanię referendum wydawane są miliony złotych, opinia publiczna powinna dokładnie wiedzieć, kto finansuje tę polityczną operację i jakie interesy za nią stoją. ZOBACZ TAKŻE: Gibała w tarapatach. Krakowianie szykują pozwy po tajemniczych telefonach Tymczasem Łukasz Gibała, jak to ma w zwyczaju, nabrał wody w usta. Mieszkańcy Krakowa wciąż nie usłyszeli jasnej odpowiedzi: kto płaci za tę gigantyczną kampanię i dlaczego wokół całej sprawy panuje tak duża nerwowość. Im dłużej trwa to milczenie, tym bardziej wygląda ono nie na przypadek, lecz na świadomą próbę unikania odpowiedzialności.

Więcej…

Gibała w tarapatach. Krakowianie szykują pozwy po tajemniczych telefonach

Gibała w tarapatach. Krakowianie szykują pozwy po tajemniczych telefonach

12 maja 2026 | 12:13

Dane mieszkańców Krakowa przekazane Gibale miały służyć rozwiązywaniu ich problemów. Dziś są wykorzystywane do politycznych telefonów zachęcających do udziału w finansowanym przez Gibale referendum. O sprawie zawiadomiony został Urząd Ochrony Danych Osobowych, a część mieszkańców kieruje sprawy do sądu. – Byłam przekonana, że przekazuję swoje dane po to, żeby uzyskać pomoc w konkretnej sprawie, a nie po to, żeby po latach ktoś dzwonił do mnie z polityczną agitacją. Czuję się oszukana i mam poczucie, że moje zaufanie zostało zwyczajnie wykorzystane – mówi nam jedna z mieszkanek. Jak ustaliła „Gazeta Wyborcza”, kilku krakowian, którzy wiele lat temu prosili Łukasza Gibałę o pomoc w załatwieniu różnych spraw, otrzymuje obecnie telefony od ludzi związanych z jego stowarzyszeniem. Dzwoniący mają namawiać ich do wzięcia udziału w wydarzeniu politycznym finansowanym przez Gibałę. Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik Zdaniem mieszkańców dochodzi do wykorzystywania danych osobowych, które zostały powierzone w przeszłości w zupełnie innym celu – do pomocy w indywidualnych sprawach, a nie do bieżącej agitacji politycznej. Zapytaliśmy o tę sprawę samo stowarzyszenie. Gibała, jak to ma w zwyczaju, nabrał wody w usta i nie udzielił nam żadnej odpowiedzi na zadane pytania. W związku z tym zwróciliśmy się o komentarz do Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Tu stanowisko jest jednoznaczne. Kamil Witkowski z UODO wylicza całą listę zasad określonych w art. 5 RODO, których przestrzegać musi administrator danych. W kontekście wątpliwości związanych z Gibałą wskazuje szczególnie na jedną: Administrator musi przestrzegać zasad określonych w art. 5 RODO, a więc między innymi zasady ograniczenia celu, która nakazuje, by dane były zbierane w konkretnych, wyraźnych i prawnie uzasadnionych celach i nieprzetwarzane dalej w sposób niezgodny z tymi celami. Jak dodaje Witkowski, każda osoba, która uważa, że administrator niewłaściwie postępuje z jej danymi, w tym nie przestrzega jej praw, ma prawo domagać się od administratora wyjaśnień na temat tego, jakie dane na jej temat przetwarza i w jakich celach. Może też domagać się od administratora zaprzestania przetwarzania danych do celów, w jakich te dane nie były udostępnione. A w przypadku nierespektowania takiego żądania może złożyć skargę do Prezesa UODO. UODO Witkowski wyjaśnia, że „niezależnie od powyżej wskazanej możliwości osoba taka ma też prawo do skierowania sprawy na drogę sądową”. Z naszych informacji wynika, że co najmniej kilka osób zdecydowało się lub zamierza wystąpić na drogę sądową przeciwko stowarzyszeniu Gibały w zakresie naruszenia danych osobowych. Dotarliśmy do jednej z takich osób: Byłam przekonana, że przekazuję swoje dane po to, żeby uzyskać pomoc w konkretnej sprawie, a nie po to, żeby po latach ktoś dzwonił do mnie z polityczną agitacją. Czuję się oszukana i mam poczucie, że moje zaufanie zostało zwyczajnie wykorzystane. Nigdy nie wyrażałam zgody na wykorzystywanie moich danych do organizowania politycznych akcji czy namawiania mnie do udziału w referendum. To przekracza wszelkie granice i dlatego postanowiłam podjąć kroki prawne. Sprawa może mieć poważne konsekwencje nie tylko wizerunkowe, ale również prawne. Jeśli zarzuty mieszkańców się potwierdzą, stowarzyszenie Gibały będzie musiało odpowiedzieć na pytania dotyczące sposobu pozyskiwania, przechowywania i wykorzystywania danych osobowych osób, które przed laty zgłaszały się po pomoc w prywatnych sprawach. ZOBACZ TAKŻE: Gibała sam się zgruzował. Ile jeszcze można sprzedawać tę samą bajkę o „betonozie”?

Więcej…

Meysztowicz: „Rozsądne jest zignorowanie tego referendum”

Meysztowicz: „Rozsądne jest zignorowanie tego referendum”

11 maja 2026 | 21:57

– Referenda w Małopolsce są przeciwko komuś, przeciwko czemuś. Referendum powinno dać możliwość wyboru. Albo tak, albo tak – mówi poseł Jerzy Meysztowicz. Jak podkreśla, referenda odwoławcze coraz częściej stają się narzędziem politycznej walki, a nie obywatelskiej kontroli samorządu. Jak mówił w Radiu Kraków wokół inicjatywy pojawia się wiele niejasności, przede wszystkim dotyczących finansowania kampanii. – Nie wiemy, kto stoi za referendum w Krakowie. Finansuje to stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców. Wydano kilka milionów złotych – mówi. Według Meysztowicza argumenty, które były podstawą organizacji referendum, częściowo straciły już aktualność. – Jest poprawa. Te elementy przestały istnieć. Jest sens wydawać kolejne tysiące, żeby zorganizować referendum, aby stwierdzić, że prezydent Miszalski wyciągnął wnioski? – pyta polityk. Jego zdaniem ewentualne odwołanie prezydenta Krakowa przy pozostawieniu obecnej Rady Miasta mogłoby doprowadzić do politycznego paraliżu. – Wygra ktoś, kto będzie miał Radę Miasta przeciwko sobie. Nie zrobi nic. Będzie paraliż miasta – ocenia. Mimo krytycznej oceny samych inicjatyw referendalnych, poseł nie widzi potrzeby zmian w obowiązujących przepisach. – Zasady są jasne. Wymogi co do frekwencji są właściwe. Nie zmieniłbym tego – podkreśla. Odnosząc się do wcześniejszych nieudanych referendów w Bochni i Radłowie, Meysztowicz wskazuje, że mieszkańcy zwyczajnie nie chcą politycznych konfliktów. – Ludzie nie lubią awantury. Takie referendum to awantura – podsumowuje. Cała rozmowa tutaj: Jerzy Meysztowicz (KO) o porażce kolejnego referendum: "Ludzie nie lubią awantury" (źródło: Radio Kraków)

Więcej…

Jaśko nie jest inicjatorem referendum. Jest jego twarzą i przestępcą

Jaśko nie jest inicjatorem referendum. Jest jego twarzą i przestępcą

11 maja 2026 | 13:47

Mateusz Jaśko nie jest formalnym inicjatorem referendum. Za to jest czymś znacznie gorszym – najbardziej toksyczną twarzą całej krakowskiej kampanii referendalnej. Skazany wielokrotnie, powiązany ze środowiskami kibolsko-przestępczymi, bijący ludzi na ulicach, ten, który przywalił kobiecie w twarz i próbował przekupić dziennikarza milionem złotych. To właśnie o nim – bez wymieniania nazwiska – napisała radna Anna Bałdyga. Sprawa skończyła się dziś w sądzie. Przed krakowskim sądem doszło dziś do ugody między Rafałem Zontkiem, pełnomocnikiem grupy referendalnej, a radną miejską Anną Bałdygą. Spór dotyczył wpisu na Facebooku, w którym radna sugerowała, że inicjatorzy referendum bili ludzi na ulicach Krakowa. Rafał Zontek, występujący jako jeden z formalnych inicjatorów, nie zgodził się na takie sformułowanie. Strony zawarły ugodę, co zakończyło postępowanie sądowe. O co tak naprawdę chodziło? We wpisie Anny Bałdygi chodziło o działania Mateusza Jaśki – choć radna nie wymieniła go z imienia i nazwiska. Jaśko jest osobą powszechnie kojarzoną z inicjatywą referendalną, jej najbardziej rozpoznawalną twarzą i jednym z liderów kampanii. Formalnie jednak nie jest inicjatorem referendum i nie figuruje w tym charakterze w dokumentach. Kim jest Mateusz Jaśko? jedną z głównych twarzy kampanii referendalnej w Krakowie, osobą prawomocnie i wielokrotnie skazaną przez sąd, według ustaleń śledczych współpracował z krakowskimi środowiskami kibolskimi i przestępczymi, bił ludzi na ulicach Krakowa, uderzył kobietę pięścią w twarz, oferował milion złotych łapówki dziennikarzowi, groził dziennikarzowi na tyle poważnie, że ten musiał ukrywać się wraz z rodziną, zamieszany w aferę związaną z kryptowalutami. Sprawa sądowa pokazuje, jak bardzo napięta jest atmosfera wokół krakowskiego referendum. Formalne rozróżnienie między „inicjatorem” a „liderem kampanii” ma znaczenie prawne, jednak w przestrzeni publicznej największe kontrowersje budzi właśnie wizerunek i przeszłość kluczowych postaci ruchu. Ugoda kończy jeden epizod sporu, ale z pewnością nie zamyka szerszej debaty o standardach w lokalnej polityce i metodach prowadzenia kampanii referendalnej w Krakowie. ZOBACZ TAKŻE: Mateusz? Jaki Mateusz? Wszyscy go porzucili. Został mu tylko Borejza i dres

Więcej…

Wiec przeciwko Miszalskiemu. Na czele działacz, który terroryzował kobietę, miał nielegalną broń i obrażał sędziów

Wiec przeciwko Miszalskiemu. Na czele działacz, który terroryzował kobietę, miał nielegalną broń i obrażał sędziów

08 maja 2026 | 14:20

Skazany, niebezpieczny dla otoczenia, siejący nienawiść i trzymający w domu arsenał nielegalnej broni jest głównym organizatorem poniedziałkowego wiecu popierającego referendum w Krakowie. Razem z nim maszerować będzie Barbara Nowak. Jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości, kto naprawdę stoi za całym referendalnym cyrkiem, właśnie dostał odpowiedź w najbrzydszej możliwej formie. Uwaga, najpierw pełna nazwa: „Wiec poparcia referendum przeciwko Miszalskiemu oraz przeciwko mordowaniu pacjentów chorych onkologicznie i likwidacji struktur Państwa Polskiego przez przestępców z koalicji 13 grudnia”. Wydarzenie odbędzie się 11 maja o godz. 14:00 na placu Matejki, a po wiecu uczennicy przejdą przed Urząd Wojewódzki. Organizatorzy? Prawomocnie skazany działacz PiS, absolutny wzór politycznego chamstwa i zagrożenia publicznego, człowiek, który od lat sieje nienawiść, łamie prawo i terroryzował kobietę – Ryszard Majdzik. Ręka w rękę z nim pójdzie m.in. szefowa krakowskich struktur PiS, była kurator oświaty Barbara Nowak. Na plakacie widnieją jeszcze nazwiska: Wojciecha Jakubowskiego (przedstawiciela grupy referendalnej za odwołaniem Miszalskiego), Marka Michno (z Klubu Gazety Polskiej) oraz kilku przedstawicieli NSZZ Solidarność z Małopolski. Dumnie prezentuje się także logo Ruchu Obrony Granic. Plakat W poniedziałkowym marszu i całym zamieszaniu wokół referendum wyraźnie widać, kto naprawdę za nim stoi. To nie są zwykli konserwatywni wyborcy. Wielu z nich to działacze o ultraskrajnych poglądach, których wstydzą się nawet niektórzy partyjni koledzy. Zwolennicy referendum pójdą w tym marszu ramię w ramię z ludźmi, którzy regularnie sieją nienawiść, łamią prawo i terroryzują przeciwników politycznych. Nie będziemy przypominać historii każdego z nich. Skupmy się na głównym organizatorze, Ryszardzie Majdziku. Oto 7 najgorszych, najobrzydliwszych jego wyczynów. Każdy to osobny akt degeneracji: 1. Nazwanie kobiety „tęczówką-zboczeniówką” Pod Wawelem wrzeszczał do aktywistki Strajku Kobiet Małgorzaty Boroń: „Ty tęczówka-zboczeniówka, idź się napij wódeczki w klozecie!”. Za znieważenie dostał prawomocny wyrok. Radio Zet 2. Ujawnienie danych kobiety i sprowokowanie gróźb śmierci Opublikował na Facebooku jej protokół policyjny wraz z adresem i numerem telefonu. Efekt? Fala hejtu i pogróżek karalnych. Wyrok nakazowy: 1500 zł grzywny. 3. Nielegalny arsenał broni w domu W mieszkaniu trzymał dwa karabiny, pistolety i amunicję gotową do strzału – bez wymaganych zezwoleń. W marcu 2025 policja wtargnęła do niego jak do bandyty. Majdzik transmitował całą akcję w histerycznym stylu. WP 4. Groźby wobec sędziów Przed jedną z rozpraw w 2026 roku wrzeszczał: „Sądy będą rozliczane! Zabiorę tych oprawców w niemiecko-ruskich togach ze sobą!”. Jawne nawoływanie do przemocy. 5. Obraza premiera Tuska jako „Hitlersyna bandyty mordercy” Publicznie używał ekstremalnej retoryki nienawiści, nazywając szefa rządu „Hitlersynem Tuskiem bandytą mordercą”. Klasyczna pisowska eskalacja języka agresji. Onet 6. „Tęczowa hołota”, „małpoludy” i „anty-Polacy” Na protestach regularnie demonizował osoby LGBTQ+ oraz opozycję, używając słów „tęczowa hołota”, „małpoludy”, „anty-Polacy”. To nie jest polityka – to podżeganie do dyskryminacji i bijatyk. Na temat 7. Porównanie sądów do stalinowskich oprawców Oskarża sędziów o „powrót do stalinizmu”, publikuje groźby i apeluje w stylu „gdyby mi się coś stało…”. Klasyczna ofiara własnej propagandy, siejąca panikę i nienawiść. Ten człowiek – prawomocnie skazany siejący nienawiść cham z nielegalną bronią w domu – stał się jedną z głównych twarzy referendum w Krakowie. I właśnie to jest najsmutniejsza i najbardziej kompromitująca prawda o całym tym „referendalnym proteście”.

Więcej…

Miszalski nie zatańczy już na dachu, a jego szanse na przetrwanie rosną

Miszalski nie zatańczy już na dachu, a jego szanse na przetrwanie rosną

08 maja 2026 | 07:38

Aleksander Miszalski raczej straci stanowisko, choć bukmacherzy nie są już tak pewni jego odwołania jak jeszcze miesiąc temu. Tak wynika z najnowszych kursów opublikowanych przez firmy przyjmujące zakłady dotyczące krakowskiego referendum. Jeszcze kilka tygodni temu scenariusz zakładający odwołanie prezydenta Krakowa wydawał się według bukmacherów niemal przesądzony. Dziś kursy nieco wzrosły, co oznacza, że szanse Miszalskiego na polityczne przetrwanie są oceniane wyżej niż wcześniej. Mimo to bukmacherzy nadal przewidują, że ostatecznie straci stanowisko. W STS kurs na ważność referendum i jednoczesne odwołanie Miszalskiego wynosi obecnie 1,50. STS W BetFan taki scenariusz wyceniono na 1,70. Im wyższy kurs, tym mniejsze prawdopodobieństwo danego wydarzenia według bukmacherów. BetFan BetFan pozwala obstawiać także inne zakłady związane z referendum w Krakowie. Jeden z nich dotyczy przyszłości Rady Miasta Krakowa. Tutaj przewidywania są już korzystniejsze dla obecnych radnych – bukmacher zakłada, że rada się utrzyma, czyli nie zostanie odwołana. BetFan Niestety dla sympatyków widowiskowych gestów wszystko wskazuje też na to, że Miszalski nie zatańczy ponownie na dachu magistratu. Bukmacherzy dają takiemu scenariuszowi jedynie iluzoryczne szanse. BetFan Najświeższe kursy pokazują więc, że emocje wokół krakowskiego referendum wciąż są ogromne, ale nastroje zaczynają się nieco zmieniać. Bukmacherzy nadal częściej stawiają na polityczną porażkę Miszalskiego, choć jego szanse na utrzymanie stanowiska są dziś oceniane wyżej niż jeszcze kilka tygodni temu. Jednocześnie wszystko wskazuje na to, że mieszkańcy mogą być bardziej skłonni do rozliczenia prezydenta niż całej rady miasta. ZOBACZ TAKŻE: Dwie twarze referendalnej propagandy. Uliczny bandyta i pseudo-erudyta

Więcej…

manipulacja Gibały

Zestawienie wyjazdów. Krakowianie bezwzględni dla manipulacji Gibały

05 maja 2026 | 20:08

Stowarzyszenie Gibały opublikowało zestawienie jawnych, publicznie dostępnych danych o wyjazdach krakowskich urzędników i sprzedaje je jako sensację. Problem nie w tym, że takie informacje ujrzały światło dzienne — bo powinny — tylko w tym, że zostały podane w formie sugestywnej narracji, która ma wzbudzić emocje, a nie dać pełny obraz. Manipulację punktują mieszkańcy Krakowa w komentarzach pod wpisem. I obnażają bezwstydną manipulację. Gdy pokazuje się same wyjazdy, bez kontekstu, bez celu, bez efektów, to można zrobić z tego dowolną historię. Najlepiej taką, która brzmi jak skandal. „Urzędnicy podróżowali” — i już nagłówek się klika. Tyle że to jeszcze nic nie mówi. Nie mówi, czy jechali negocjować finansowanie inwestycji, brać udział w projektach unijnych, czy reprezentować miasto w instytucjach, które potem realnie przekładają się na pieniądze i decyzje dla Krakowa. Bez tego kontekstu można zrobić „sensację” z wszystkiego. I dokładnie tę metodę tu widać. To trochę tak, jakby napisać: – „Prezes spółki zarobił 200 tys. zł” — i nie dodać, że jego decyzje przyniosły firmie 20 mln zł zysku. – „Lekarz miał 12 dyżurów w miesiącu” — i nie wspomnieć, że w tym czasie uratował kilkadziesiąt osób w SOR-ze. – „Urzędnik odbył 8 delegacji” — i pominąć, że dzięki nim miasto zdobyło finansowanie na inwestycje warte setki milionów. W ten sposób można by też „ujawniać skandale” na poziomie czystego absurdu: – „Kierowca autobusu przejechał 3 tys. kilometrów w pracy” — brzmi jak nadużycie, dopóki nie dodamy, że przewiózł tysiące pasażerów. – „Strażak wyjechał 40 razy do akcji” — można to sprzedać jako „kosztowną aktywność”, pomijając gaszenie pożarów i ratowanie ludzi. – „Urząd zużył papier i prąd” — i już można budować narrację o „marnotrawstwie”, jeśli wyrwie się to z rzeczywistości działania instytucji. To właśnie jest sedno problemu takiej narracji: selekcja danych bez sensu działania. Sama liczba staje się oskarżeniem, a kontekst — który jest kluczowy — znika, bo psuje prosty przekaz. Krakowianie nie dają się nabrać Kolejną manipulację stowarzyszenia Gibały bezwględnie punktują Krakowianie, najwyraźniej zmęczeni już swoistym przemysłem nienawiści, regularnie rozkręcanym przez środowisko trzykrotnie przegranego, niedoszłego prezydenta Stołecznego Królewskiego Miasta.   Trochę to naciągane, bo przecież jakieś wyjazdy służbowe muszą się odbywać. Targi, wystawy, promocje, spotkania biznesowe...  Cały rok urzędnik ma siedzieć w biurze na kompie - zastanawia się pan Michał.  Pani Aleksandra nie ma wątpliwości: Ok, a więcej szczegółów? Bo podawanie samych kwot z podjudzającym do bulwersowania opisem to trochę mało, by ocenić - jakie to były delegacje, w jakim celu, na jak długo, ile osób jechało i jakie mają przynieść efekt/skutki? Z kolei Pan Tomek dosadnie odpowiada profilowi stowarzyszenia kierowanego przez syna alkoholowego magnata: @Kraków dla Mieszkańców - że dzieje się g.. burza - to zestawienie o niczym w kontekście oceny gabinetu pmk - te liczby nie są wysokie jeśli ludzie jeździli tam po coś konkretnego. Ale tysiące złotych już muszą oznaczać malwersacje? Podobnych w tonie komentarzy są już dziesiątki - wyraźnie zdominowały reakcje na "ujawnione" dane. W politycznej komunikacji prosty przekaz zawsze wygrywa z pełnym obrazem. Tyle że nie zawsze ma cokolwiek wspólnego z rzeczywistością - a Krakowianie nie dają się oszukać.

Więcej…

Panika w krakowskim PiS! Rośnie strach przed referendum

Panika w krakowskim PiS! Rośnie strach przed referendum

04 maja 2026 | 09:30

Wewnętrzne podziały, taktyczne rozgrywki i obawy przed utratą wpływów – krakowski PiS wchodzi w okres politycznej niepewności, który może zakończyć się radykalnym przemeblowaniem Rady Miasta. Wśród lokalnych działaczy partii rośnie niepokój związany z możliwym referendum odwoławczym. Jeśli głosowanie okaże się ważne i zakończy się sukcesem inicjatorów, część radnych straci swoje mandaty. Traci PiS, zyskuje Konfederacja Problemem dla PiS jest również to, że – według sondaży – w przypadku przyspieszonych wyborów partia nie utrzyma obecnej liczby mandatów w Radzie Miasta Krakowa. Część miejsc miałaby bowiem przypaść Konfederacji. Radni PiS. Na pierwszym palnie: Michał Ciechowski i Maciej Michałowski. W tle gibałowcy. / fot. Łukasz Michalik W tej sytuacji, jak wynika z rozmów z lokalnymi politykami, choć oficjalnie PiS zachęca do udziału w referendum, w samym środowisku pojawiają się rozbieżne strategie. Część działaczy bardzo ogranicza swoje zaangażowania w akcje profrekwencyjne, obawiając się przede wszystkim utraty kontroli nad składem rady miasta, nawet kosztem odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Taktyka W kuluarach pojawiają się też doniesienia o nietypowych pomysłach taktycznych. Politycy PiS mają namawiać swoich wyborów, by ci w lokalach wyborczych pobierali jedynie karty dotyczące odwołania prezydenta, a nie odbierali kart w głosowaniu nad odwołaniem rady miasta. Sytuacja w krakowskim PiS jest mocno napięta i wewnętrznie podzielona. Liczba frakcji i nieformalnych grup sprawia, że – jak mówią sami politycy – trudno dziś wskazać jeden spójny ośrodek decyzyjny. Barbara Nowak / fot. wikimedia O wszystkim zdecyduje Nowak Tajemnica Poliszynela jest też to, że decydujący wpływ na układ list w ewentualnych przyspieszonych wyborach będzie mieć Barbara Nowak, obecna szefowa krakowskich struktur PiS, była małopolska kurator oświaty. Część działaczy uważa, że jeśli to ona będzie decydować o listach wyborczych, może dojść do znaczących zmian personalnych, a niektórzy obecni radni stracą miejsca „biorące”. Na pewno pozbędzie się osób samodzielnych i myślących, a ich miejsce zajmą bardziej lojalni działacze, partyjni żołnierze, o podobnych poglądach do tych, które reprezentuje Nowak. –  mówi nam jeden z polityków PiS. Im bliżej referendum, tym bardziej w krakowskim PiS widać rozdźwięk między oficjalną narracją a polityczną rzeczywistością. Partia ma mobilizować wyborców, jednocześnie bojąc się skutków własnej mobilizacji. ZOBACZ TAKŻE: Paderewska przerywa milczenie: nocne spotkanie, ostre słowa i plan na odwołanie prezydenta [WYWIAD]

Więcej…

Działacze PiS zlekceważyli Barbarę Nowak i przyszli na Wawel mimo wezwania do bojkotu

Działacze PiS zlekceważyli Barbarę Nowak i przyszli na Wawel mimo wezwania do bojkotu

03 maja 2026 | 13:38

To miał być test lojalności, zakończył się demonstracyjną porażką. W krakowskim PiS doszło do jawnego zignorowania apelu własnej szefowej. Mimo jednoznacznych wskazówek Barbary Nowak, liczni prominentni politycy partii pojawili się 3 maja na Mszy św. za ojczyznę w katedrze na Wawelu, a następnie przeszli w marszu organizowanym przez wojewodą Krzysztofa Jana Klęczara na Plac Matejki, gdzie złożyli kwiaty pod Pomnikiem i złożyli kwiaty pod pomnikiem Grunwaldzkim. W tym samym czasie Barbara Nowak i jej poddani wybrali alternatywne uroczystości. - Prawo i Sprawiedliwość było jest i zawsze będzie na obchodach 3 Maja na Wawelu! Nikt i nic tego nie zmieni - mówi nam Michał Ciechowski, jeden z krakowskich radnych, którego spotkaliśmy w Katedrze Wawelskiej. Oprócz niego dostrzegliśmy także między innymi radnych: Włodzimierza Pietrusa (szef klubu radnych PiS), Agnieszkę Paderewską, Edwarda Porębskiego czy Małgorzatę Kot. Na Mszy św. sprawowanej przez kard. Rysia obecni byli też sekretarz wojewódzki Wojciech Pałka oraz przewodniczący Regionu Małopolskiego NSZZ "Solidarność" Tomasz Zborowski wraz z pocztem sztandarowym. Od jednego z działaczy PiS, który uczestniczył w oficjalnych obchodach, usłyszeliśmy: Barbara Nowak może sobie mówić, co chce, ale Polska powinna łączyć, a nie dzielić. Nie damy się podzielić - nawet jeśli takie sygnały płyną od własnego kierownictwa. Barbara Nowak / fot. wikimedia Przypomnijmy. Cztery dni temu dni wcześniej Nowak rozesłała do działaczy wiadomość, w której wprost nawoływała do bojkotu uroczystości z udziałem kardynała Grzegorz Ryś i organizacji alternatywnych obchodów. Pisała: Ustaliliśmy, że nie pójdziemy na Mszę Świętą do Katedry i nie pójdziemy w Marszu organizowanym przez wojewodę z PSL Klęczara. Idziemy na Mszę Świętą o godz. 12.00 do O.O. Bernardynów ul. Stradom i stamtąd przejdziemy pod Krzyż Katyński. Zaśpiewamy, kilka osób zabierze głos, złożymy kwiaty i znicze. Weźmiemy ze sobą flagi. Oczywiście, jeśli ktoś woli brać udział w uroczystościach oficjalnych z kardynałem Rysiem i wojewodą Klęczarem, proszę bardzo, zapraszamy jednak gorąco do alternatywnego świętowania bez skażenia władzą tuskową. Nie chcemy, by niemiecki namiestnik i jego koalicja zepsuli nam nasze patriotyczne święto. Na tę inicjatywę błyskawicznie zareagował rzecznik PiS Rafał Bochenek, podkreślając, że nie jest to stanowisko partii, lecz prywatna akcja Nowak. Co więcej, także bernardyni zdementowali, jakoby prowadzono z nimi jakiekolwiek ustalenia w sprawie „konkurencyjnej” mszy, co tylko podkreśliło skalę chaosu wokół całej inicjatywy. Kulminacja przyszła w niedzielę. W Katedrze Wawelskiej pojawiło się wielu rozpoznawalnych polityków związanych z partią Jarosława Kaczyńskiego. Ich obecność była czymś więcej niż udziałem w uroczystości - była wyraźną demonstracją braku poparcia dla Nowak. Wnioski nasuwają się same: krakowski PiS jest podzielony, a polityczny autorytet jego szefowej został publicznie podważony. ZOBACZ TAKŻE: Paderewska przerywa milczenie: nocne spotkanie, ostre słowa i plan na odwołanie prezydenta [WYWIAD]

Więcej…

Kto będzie reprezentował Kraków w Sejmie? Oto możliwy układ personalny

Kto będzie reprezentował Kraków w Sejmie? Oto możliwy układ personalny

30 kwietnia 2026 | 17:04

Polityczne tsunami w Krakowie! Nowe nazwiska na horyzoncie, starzy gracze mogą stracić mandaty, a układ sił zmienia się na oczach wyborców. KO i PiS dzielą wpływy, Konfederacja idzie w górę, a część polityków walczy już tylko o przetrwanie! Na podstawie prognozowanego podziału mandatów (KO – 6, PiS – 4, Konfederacja – 2, Konfederacja Korony Polskiej – 1, Lewica – 1) można spróbować przełożyć liczby na konkretne nazwiska, które najprawdopodobniej będą reprezentować Kraków w Sejmie w kolejnej kadencji. ZOBACZ TAKŻE: Nowy podział mandatów w Krakowie. Te wyniki zaskakują nawet polityków [ANALIZA] Koalicja Obywatelska W Koalicji Obywatelskiej sytuacja personalna pozostaje częściowo nieprzesądzona. Pewne wydaje się, że z mandatami mogą pożegnać się Jerzy Meysztowicz, Aleksandra Kot oraz Dominik Jaśkowiec, co otwiera drogę nowym twarzom. Chociaż, gdyby KO wzięła jeden mandat więcej niż dotychczas (czyli 6 a nie 5), wówczas ktoś z dwójki Jaśkowiec - Kot mógłby nadal zasiadać w Sejmie.  W gronie przyszłych posłów KO wymieniani są: Monika Piątkowska – o ile nie zdecyduje się na start do Senatu, będzie pierwszą kobietą na liście KO do Sejmu, Dorota Marek – reprezentująca elektorat określany jako „terenowy”, Katarzyna Matusik-Lipiec – z dużymi szansami na utrzymanie mandatu, Dużym znakiem zapytania pozostaje jednak układ listy wyborczej. Nie wiadomo, czy liderem będzie polityk lokalny, czy osoba z centrali partii. W tym kontekście najczęściej pojawia się nazwiska ministrów: Andrzeja Domańskiego i Waldemara Żurka (obaj z Krakowa). Prawo i Sprawiedliwość W PiS większość obecnych mandatów powinna zostać utrzymana. Najbardziej prawdopodobni posłowie to: Łukasz Kmita, Andrzej Adamczyk, Małgorzata Wassermann. Nie wiadomo, co z Ryszardem Terleckim, który stopniowo jest odsuwany od ucha Jarosława Kaczyńskiego. Warto zwrócić też uwagę na Michała Drewnickiego, który coraz mocniej zaznacza swoją obecność w lokalnej polityce. Wiele wskazuje na to, że może on otrzymać miejsce biorące na liście i powalczyć o wejście do Sejmu. Konfederacja Konfederacja powinna utrzymać swój dotychczasowy mandat, który najprawdopodobniej ponownie przypadnie Konradowi Berkowiczowi. Drugim potencjalnym posłem może zostać Piotr Bartosz, który w ostatnim czasie zwiększył swoją aktywność polityczną, m.in. wokół lokalnych inicjatyw referendalnych. Konfederacja Korony Polskiej W przypadku Konfederacji Korony Polskiej Grzegorz Brauna wciąż nie jest przesądzone, kto znajdzie się na liście wyborczej. Coraz częściej wskazuje się jednak, że jej liderem może być ktoś z trójki: Adam Hareńczyk, Stanisław Żółtek lub Gniewomir Rokosz-Kuczyński. Lewica Największą niewiadomą pozostaje szeroko rozumiana lewica. Kluczowe znaczenie ma to, czy ugrupowanie wystartuje wspólnie, czy w dwóch oddzielnych listach (Nowa Lewica i Razem). W wariancie wspólnej listy mandat może przypaść komuś z trójki: Darii Gosek-Popiołek – z szansami na reelekcję, Ryszardowi Śmiałkowi – systematycznie budującemu rozpoznawalność, Aleksandrze Owcy – choć jej sytuacja zależy od ostatecznej strategii partii Razem. Coraz większa rozpoznawalność wśród wyborców lewicy cieszą sie także Maria Klaman (obecna wiceprezydent), mocno zaanagażowana w sprawy edukacji i polityki społecznej oraz popiera przez środowiska feministyczne Joanna Hańderek.  Jednak w przypadku rozbicia list, lewica może mieć problem z utrzymaniem jednego mandatu w Krakowie. Trzecia Droga Trzeciej Drogi de facto już nie ma. Ale wśród nazwisk, który przyciągają uwagę, jest Ireneusz Raś. Na razie nie wiadomo, z której listy wystartuje. Jego dalsza rola w wyścigu parlamentarnym pozostaje całkowicie otwarta. Największym przegranym jest z kolei walczący o polityczne życie Rafał Komarewicz, który jest posłem po raz pierwszy i po raz ostatni. Z naszych informacji wynika, że żadna z obecnych patii nie chce go na swojej liście. Być może dlatego, że znany jest ze swoich politycznych zdrad i braku elementarnej lojalności. Podsumowanie Pewne jest to, że wszyscy będą walczyć. Ale... oprócz nazwiska trzeba mieć też listę. A na tej liście miejsce, które pozwoli na wejście do Sejmu. ZOBACZ TAKŻE: Majchrowski: „Gibała chce wejść do gabinetu prezydenta tylnymi drzwiami” [WYWIAD]

Więcej…

Nowy podział mandatów w Krakowie. Te wyniki zaskakują nawet polityków [ANALIZA]

Nowy podział mandatów w Krakowie. Te wyniki zaskakują nawet polityków [ANALIZA]

29 kwietnia 2026 | 14:49

Polityczne trzęsienie ziemi w Krakowie! Koalicja Obywatelska rośnie w siłę, Prawo i Sprawiedliwość traci mandaty, a Polskie Stronnictwo Ludowe znika z Sejmu. Do tego swój wynik podwaja Konfederacja, a posła wprowadza Konfederacja Korony Polskiej. Przeanalizowaliśmy chyba wszystkie kwietniowe sondaże i odpowiadamy na pytanie, jak wyglądałby podział mandatów w okręgu nr 13 (Kraków), gdyby wybory parlamentarne odbyły się teraz. Jak było do tej pory? W poprzednich wyborach układ sił w Krakowie był stosunkowo zrównoważony. Po 5 mandatów zdobyły największe partie – Koalicja Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość. Mniejsze ugrupowania uzupełniały ten obraz: Trzecia Droga miała 2 mandaty, a Lewica i Konfederacja po jednym. Co się zmienia? Nowa prognoza Z przeprowadzonych analiz wynika, że dziś ten układ wyglądałby inaczej: Koalicja Obywatelska – 6 mandatów Prawo i Sprawiedliwość – 4 mandaty Konfederacja – 2 mandaty Konfederacja Korony Polskiej – 1 mandat Lewica – 1 mandat Na pierwszy rzut oka widać wzmocnienie Koalicji Obywatelskiej oraz spadek Prawa i Sprawiedliwości. Jednocześnie rośnie znaczenie środowisk prawicowych poza PiS – zwłaszcza Konfederacji, która podwaja swój stan posiadania, oraz Konfederacji Korony Polskiej, która pojawia się w podziale mandatów. Dlaczego znika Trzecia Droga / PSL? Największą zmianą względem poprzedniego układu jest brak Trzeciej Drogi, czyli – de facto – Polskiego Stronnictw Ludowego. Wynika to nie tyle ze spadku poparcia w samym Krakowie, ile z sytuacji ogólnopolskiej. System wyborczy w Polsce premiuje ugrupowania, które przekraczają próg wyborczy w skali kraju. Jeśli PSL (będący częścią Trzeciej Drogi) nie przekracza tego progu, jego głosy „przepadają” – a mandaty rozdzielane są między pozostałe partie. W praktyce oznacza to, że nawet relatywnie przyzwoity wynik lokalny nie przekłada się na reprezentację parlamentarną. Na dziś w żadnym kwietniowym sondażu PSL nie przekracza progu wyborczego. Lewica na granicy Sytuacja Lewicy jest znacznie bardziej niepewna, niż sugeruje sam wynik „1 mandat”. Kluczowe znaczenie ma tu decyzja partii Razem. Jeśli Razem nie wystawi osobnej listy, Lewica ma szansę utrzymać mandat w Krakowie. Jeśli jednak Razem wystartuje samodzielnie i utrzyma obecne, rosnące w sondażach poparcie, może dojść do podziału głosów wyborców lewicowych. Dla przeciętnego wyborcy oznacza to prostą konsekwencję: zamiast jednego mandatu dla szeroko rozumianej lewicy, może nie być żadnego. Głosy rozłożą się na dwie listy, które osobno nie osiągną wystarczającego wyniku, by zdobyć mandat. W takim scenariuszu „uwolniony” mandat najprawdopodobniej przypadnie Prawu i Sprawiedliwości. Co decyduje o takich zmianach? Warto podkreślić, że w systemie proporcjonalnym liczą się nie tylko procenty poparcia, ale też: przekroczenie progu wyborczego w skali kraju, rozproszenie głosów między podobne ugrupowania, lokalna struktura poparcia, metoda przeliczania głosów na mandaty (d’Hondta), która premiuje większe komitety. To właśnie dlatego niewielkie przesunięcia poparcia lub decyzje o starcie osobno mogą prowadzić do dużych zmian w liczbie mandatów. Szerszy kontekst: możliwe scenariusze powyborcze Analiza sondaży nie dotyczy tylko Krakowa – wpisuje się w szerszy obraz polityczny. Z obecnych trendów wynika, że układ sił w skali kraju może nie dawać większości dotychczasowej koalicji rządzącej. Jednym z możliwych scenariuszy jest powrót Prawa i Sprawiedliwości do władzy w koalicji z Konfederacją oraz Konfederacją Korony Polskiej. Koalicja Obywatelska i Lewica – nawet przy dobrych wynikach w dużych miastach – mogą nie uzyskać samodzielnej większości parlamentarnej. Jeden z najbardziej restrykcyjnych scenariuszy pokazuje sondaż OGB przeprowadzony w dniach 16–27 kwietnia. Wynika z niego, że próg wyborczy przekraczają jedynie cztery ugrupowania: Koalicja Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, Konfederacja oraz Konfederacja Korony Polskiej. Oznaczałoby to, że żadna inna partia nie wchodzi do Sejmu, co całkowicie zmieniłoby sposób podziału mandatów i dodatkowo wzmocniło największe oraz średnie ugrupowania kosztem rozproszonej opozycji. Co to oznacza dla wyborców? Najważniejszy wniosek jest prosty: w obecnej sytuacji politycznej każdy głos ma większe znaczenie niż zwykle. Decyzje o tym, czy partie startują razem czy osobno, mogą przesądzić o tym, kto zdobędzie mandat – nawet przy bardzo zbliżonym poziomie poparcia. ZOBACZ TAKŻE: Paderewska przerywa milczenie: nocne spotkanie, ostre słowa i plan na odwołanie prezydenta [WYWIAD] Dlatego ostateczny wynik w Krakowie – i w całym kraju – pozostaje otwarty. Sondaże pokazują kierunek zmian, ale to frekwencja i realne decyzje wyborców zdecydują o końcowym rozkładzie sił.

Więcej…

UJAWNIAMY! Kraków zaleje fala referendalnych śmieci. Wiemy kiedy i kto za to płaci!

UJAWNIAMY! Kraków zaleje fala referendalnych śmieci. Wiemy kiedy i kto za to płaci!

28 kwietnia 2026 | 11:46

Od początku maja w przestrzeni miejskiej Krakowa, na przystankach, słupach i innych nośnikach reklamy, mają zacząć masowo pojawiać się materiały zachęcające do udziału w referendum. Dotarliśmy do informacji, kto płaci za tę kampanię. Sama obecność kampanii nie jest niczym nadzwyczajnym. Agitacja wyborcza rządzi się swoimi prawami. Problem zaczyna się wtedy, gdy przekaz przybiera formę, która bardziej przypomina dobrze zaplanowaną operację marketingową niż spontaniczny zryw obywatelski. Według ustaleń Kanału Krakowskiego, za finansowaniem tej kampanii stoi.... Łukasz Gibała wraz ze swoją formacją „Kraków dla Mieszkańców”. Czyli konkretne środowisko polityczne, choć całość komunikacji nadal utrzymuje narrację „oddolnej inicjatywy mieszkańców”. Takie billboardy od 1 maja zobaczymy na ulicach Krakowa I tu pojawia się zasadnicze pytanie: dlaczego zamiast otwarcie firmować kampanię nazwiskiem i strukturą polityczną, buduje się wrażenie społecznego ruchu bez lidera? ZOBACZ TAKŻE: Krakowa nie stać już na to, by Gibała nie był prezydentem! Oto najlepszy kandydat Krakowska polityka od dawna przypomina twardą grę o wpływy. A referendum, zamiast czystej formy demokracji bezpośredniej, coraz częściej wygląda jak kolejny rozdział tej samej rywalizacji, w której stawką jest po prostu władza w mieście człowieka, który już trzy razy przegrał wybory. ZOBACZ TAKŻE: Jaśko, gdzie są pieniądze Polaków? Krakowski radny nabrał wody w usta

Więcej…

Dziura jak krater i cierpliwość na granicy! Mieszkańcy alarmują: ta droga to koszmar

Dziura jak krater i cierpliwość na granicy! Mieszkańcy alarmują: ta droga to koszmar

28 kwietnia 2026 | 11:03

Mieszkańcy oraz pracownicy firm z okolic skrzyżowania ulic Obrońców Modlina i Brandla biją na alarm. Droga, z której codziennie korzystają setki osób, jest – jak mówią – w dramatycznym stanie technicznym i przypomina bardziej poligon niż miejską infrastrukturę. Przez feralne skrzyżowanie każdego dnia przejeżdżają nie tylko samochody osobowe, ale także pojazdy dostawcze, autobusy komunikacji miejskiej (linie 158, 123, 148), a nawet ciężki transport obsługujący krakowską oczyszczalnię ścieków. Ruch jest duży, a nawierzchnia – jak podkreślają mieszkańcy – „rozsypuje się na oczach”. Łatanie nie działa. Po tygodniu znów to samo. Jak relacjonują osoby zaangażowane w społeczną akcję nagłaśniającą problem, dotychczasowe naprawy polegające na doraźnym zalewaniu dziur masą asfaltową nie przynoszą żadnego efektu. Po kilku dniach albo tygodniach wszystko wraca do punktu wyjścia. Droga znów jest pełna ubytków i kolein. Petycja i rosnąca frustracja W sprawie wystosowano już petycję, pod którą podpisało się ponad 100 osób. Organizatorzy akcji podkreślają jednak, że to dopiero początek i liczą na znacznie większe wsparcie. Ich celem jest jedno: skuteczna i trwała naprawa skrzyżowania, a nie kolejne prowizoryczne „łatanie problemu”. Pismo do władz miasta Sprawa trafiła już na biurka urzędników. Mieszkańcy skierowali oficjalne pismo do Prezydenta Miasta Krakowa oraz Zarządu Dróg Miasta Krakowa, domagając się realnych działań. Dziura w drodze Jak twierdzą inicjatorzy akcji, od lat otrzymują odpowiedzi o „braku środków”, jednak – jak podkreślają – problem nie znika, a wręcz się pogłębia. To ważny węzeł komunikacyjny. Jak podkreślają inicjatorzy akcji, nie jest to mało uczęszczana uliczka, lecz ważny punkt komunikacyjny dla całej okolicy. Codziennie korzystają z niego pracownicy wielu firm, mieszkańcy Krakowa i okolic oraz pojazdy usług publicznych. Tu nie chodzi o komfort, tylko o bezpieczeństwo. Na razie pozostaje czekać, czy nagłośnienie sprawy i presja mieszkańców doprowadzą do konkretnych decyzji władz miasta. Jedno jest pewne: cierpliwość kierowców powoli się kończy. Stanowisko Zarządu Dróg Miasta Krakowa: Budżet ZDMK na 2026 rok został przygotowany w oparciu o zestaw wskaźników, które pozwoliły wskazać zadania priorytetowe – przede wszystkim pod kątem funkcji poszczególnych ulic, liczby użytkowników oraz efektywności zadań. W tym procesie modernizacja ulic Obrońców Modlina i Brandla pierwotnie, choć zasadna, nie została ujęta w planie na ten rok. Miasto jednak co kwartał analizuje postęp realizacji zadań budżetowych, co daje możliwość wprowadzania zmian w ich hierarchii oraz w przypadku ewentualnych oszczędności po przeprowadzonych przetargach, do dodania kolejnych pozycji z list rankingowych . Ulice Obrońców Modlina i Brandla zostaną zgłoszone do ponownej analizy w ramach tego procesu. Podsumowują,c realizacja tego zadania nie jest wykluczona. Sygnały płynące od firm działających w tym rejonie są analizowane przez ZDMK. Dotychczas wykonano tam prace o charakterze interwencyjnym, związane z naprawą nawierzchni po okresie zimowym, jednak – jak wskazują zainteresowani – nie rozwiązują one problemu w wystarczającym stopniu. W związku z tym rozważany jest szerszy zakres prac, którego koszt można szacować na kilka milionów złotych - mówimy tu o modernizacji obu ulic, a nie tylko skrzyżowania. 

Więcej…

Krakowianie nie chcą w tym uczestniczyć. Tym razem nie chodzi o referendum

Krakowianie nie chcą w tym uczestniczyć. Tym razem nie chodzi o referendum

26 kwietnia 2026 | 17:21

Lokalni aktywiści, kandydaci na radnych i grupa ludzi, którzy zrobili sobie z budżetu obywatelskiego stałe hobby (bo nie mają nic lepszego do roboty) – to dziś właściwie jedyni realni uczestnicy całego systemu. Cała reszta krakowian? Ma ten budżet obywatelski po prostu gdzieś. I nie ma sensu udawać, że jest inaczej. Zaklinanie rzeczywistości przez polityków, że „mieszkańcy się angażują”, zaczyna brzmieć jak rutynowa formułka odklejona od faktów. Kraków znów się chwali: 13. edycja budżetu obywatelskiego, rekordowe 54 miliony złotych do rozdania. W papierach wygląda to pięknie – „mieszkańcy decydują”, „realny wpływ”, „demokracja w praktyce”. Tyle że im dalej w liczby, tym bardziej widać, że ta opowieść ma coraz mniej wspólnego z rzeczywistością. Bo fakty są takie, jak podaje kr24.pl: projektów jest coraz mniej. W 2024 roku – ok. 1100. Rok później – 1152. A teraz? Zaledwie 650. Spadek nie o kilka procent, tylko o niemal połowę względem poprzednich lat. W niektórych dzielnicach wygląda to jeszcze gorzej. Bieńczyce: z 22 projektów robi się 9. Czyżyny: z 45 spadek do 11. To nie jest „wahanie frekwencji”. To jest ucieczka ludzi z systemu. ZOBACZ TAKŻE: Szokujące wyniki kontroli w żłobkach! Kraków stracił gigantyczne pieniądze Radna Agnieszka Paderewska pyta wprost prezydenta Aleksandra Miszalskiego: co się dzieje? I to bardzo dobre pytanie, bo odpowiedź jest niewygodna dla wszystkich, którzy przez lata sprzedawali budżet obywatelski jako wielki sukces partycypacji społecznej. Prawda jest brutalnie prosta: ludzi to po prostu nie interesuje. Miasto dwoi i się troi, by promować budżet obywatelski. Wszystko na nic. I nie dlatego, że „trzeba ich lepiej informować” albo „zwiększyć promocję”. Tylko dlatego, że większość krakowian – i nie tylko krakowian – ma ważniejsze sprawy niż wymyślanie projektów, pisanie wniosków i uczestnictwo w miejskiej grze punktowej. Praca, dzieci, życie, rachunki – to codzienność. A budżet obywatelski? Dla wielu to kolejna urzędnicza procedura, a nie realne narzędzie wpływu. W efekcie zostaje stała ekipa. W Krakowie budżet obywatelski zawłaszczyli lokalni aktywiści, radni dzielnicowi i kandydaci na radnych, którzy uczynili z niego narzędzie do prowadzenia własnej gry politycznej i kampanii wyborczych. Oni wiedzą, jak to działa, jak zdobyć głosy, jak „ogarnąć projekt”. Reszta miasta? Przechodzi obok. I coraz częściej nawet nie udaje, że ją to obchodzi. Baner budżetu obywatelskiego Oczywiście miasto może dalej organizować kampanie promocyjne, zachęcać, tłumaczyć i wydawać kolejne materiały informacyjne. Może nawet zwiększać budżet i robić kolejne edycje z dużą pompą. Tylko że danych nie da się zagadać. Jeśli projektów jest coraz mniej, to znaczy jedno: ludzie głosują nogami. A właściwie – nie głosują wcale. ZOBACZ TAKŻE: Jaśko, gdzie są pieniądze Polaków? Krakowski radny nabrał wody w usta I może wreszcie ktoś powinien powiedzieć to głośno: budżet obywatelski nie jest żadnym masowym ruchem mieszkańców. Jest niszowym narzędziem, które przejęła garstka aktywistów / pseudopolityków, a reszta miasta dawno machnęła na to ręką.

Więcej…

Szokujące wyniki kontroli w żłobkach! Kraków stracił gigantyczne pieniądze

Szokujące wyniki kontroli w żłobkach! Kraków stracił gigantyczne pieniądze

24 kwietnia 2026 | 15:46

Ponad milion złotych nieprawidłowości, setki tysięcy bez możliwości rozliczenia i żłobki, które odmówiły kontroli – tak wygląda bilans miejskich dotacji dla niepublicznych placówek opieki nad dziećmi w Krakowie. Najnowsze dane z kontroli ujawniają nie tylko skalę finansowych uchybień, ale też sytuacje, w których publiczne pieniądze zostały wydane bez pełnej weryfikacji, a część środków do dziś nie wróciła do budżetu miasta. To nie są drobne uchybienia. To twarde dane z kontroli, które pokazują skalę problemu w systemie dotacji dla żłobków niepublicznych w Krakowie. W 2025 roku skontrolowano 15 placówek. Wynik? 1 005 828,32 zł nieprawidłowości. Aż strach myśleć ile nieprawidłowych dotacji przyznano w skali całego Krakowa. Sprawa będzie wymagała działań pana prezydenta i objęcia jak największej liczby żłobków kontrolą miasta. - mówi nam radny Michał Ciechowski. Trzy żłobki poza kontrolą Szokuje fakt, iż trzy podmioty odmówiły poddania się kontroli! Skutek? Miasto uznało całość wypłaconych im środków – 816 tys. zł – za wykorzystaną niezgodnie z przeznaczeniem. Bez dokumentów. Bez rozliczeń. Bez możliwości weryfikacji. Reszta też nie jest bez winy W pozostałych placówkach sytuacja również daleka od ideału. Tylko w czterech żłobkach nie było nieprawidłowości. Poza wskazaną wyżej kwotą (ponad 800 tys. zł.), od pozostałych skontrolowanych placówek miasto powinno odzyskać jeszcze blisko 200 tys. złotych! Oddano jednak zaledwie niespełna 42 tys. zł! Reszta pieniędzy nadal pozostaje w obrocie. Miasto zapowiada postępowania administracyjne. Regularne kontrole rozpoczęły się dopiero w ubiegłym roku. Wcześniej nie prowadzono ich w sposób systemowy. Kontrole będą kontynuowane, przygotowano już szczegółowy plan działań. Będziemy sprawdzać, jak wydawane są środki publiczne, oraz wychwytywać wszelkie nieprawidłowości. Jeżeli placówki nadal nie będą zwracać środków wydanych niezgodnie z przeznaczeniem, podejmiemy kroki prawne w celu odzyskania pieniędzy publicznych. mówi nam Jan Machowski z krakowskiego magistratu. Na co szły publiczne pienidze? Kontrolerzy wykryli m.in.: zawyżanie godzin opieki nad dziećmi, pobieranie dotacji mimo braku ważnych umów, brak przejrzystości przepływów finansowych, finansowanie wydatków niezwiązanych z opieką (np. premie, pakiety medyczne, zakupy dla innych podmiotów), brak dokumentacji lub dowodów płatności. W niektórych przypadkach pieniądze z dotacji miały trafiać nawet na koszty niezwiązane bezpośrednio z opieką nad dziećmi. ZOBACZ TAKŻE: Gibała przekroczył kolejną granicę! Dziwny "zbieg okoliczności" wokół referendum

Więcej…

Strona 3 z 11

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10

Na fali

  • Kto prezydentem Krakowa? Dotarliśmy do tajnego sondażu, a w nim... sensacja!

    Wydarzenia

    Kto prezydentem Krakowa? Dotarliśmy do...

    Informacja
    18 czerwca 2026
  • Polityczne samobójstwo czy brutalny sabotaż? Zastępca Miszalskiego odpalił protokół zniszczenia

    Opinie

    Polityczne samobójstwo czy brutalny...

    Informacja
    15 czerwca 2026
  • Znamy plan Gibały: nie wystartuje, zagra o pełną stawkę [UJAWNIAMY KULISY]

    Wydarzenia

    Znamy plan Gibały: nie wystartuje,...

    Informacja
    15 czerwca 2026

Kanał Krakowski

Płyniemy pod prąd. Z prądem płyną śmieci.

Menu

  • Strona główna
  • O nas
  • Reklama
  • Materiały partnerskie
  • Kontakt
  • Polityka prywatności

Działy

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Copyright © 2026 Kanał Krakowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.