Rafał Komarewicz, obecnie dumny poseł z Krakowa w barwach partii Szymona Hołowni, chyba powoli zaczyna odczuwać lekkie dreszcze. I to nie z zimna, a z realistycznego przeglądu politycznej mapy Polski. Bo Trzecia Droga? Eee… raczej czwartorzędna ścieżka, mglista jak poranna mgła nad Błoniami, w Sejmie w przyszłej kadencji nie zagości. A przecież dla Rafała polityka to nie hobby, nie kaprys – to sens życia. No więc co robić, gdy Twój statek tonie, a Ty nie chcesz wsiąść do pontonu opisanego jako „koniec politykowania, czas wziąć się do roboty”?
Komarewicz musi zacząć szukać sobie miejsca na politycznej scenie Krakowa, bo inaczej nie znajdzie się na żadnej liście. A – jak wiadomo – partie raczej za spadochroniarzami nie przepadają. Tym bardziej, że pan Rafał raczej nie pociągnie listy, a będzie na niej „na przyczepkę”. Wystarczy choćby wspomnieć, że w wyborach na prezydenta Krakowa zrobił niewiele ponad 3 procent. Wtedy pojawił się ten suchar:
Czym się różni Komarewicz od mleka?
Nawet mleko ma 3,2 procent.
Ale żarty na bok. Przeanalizujmy polityczną planszę, na której porusza się nasz krakowski, żółty pionek. Przejdźmy więc z Komarewiczem pole za polem.
1. Koalicja Obywatelska
Największe poparcie, największa liczba „miejsc biorących”, czyli teoretycznie raj dla polityka szukającego bezpiecznej przystani. Ale tutaj wojna o miejsca na liście już trwa, bo chętnych jest z pięć razy więcej niż samych miejsc. I to członków KO. Komarewicz członkiem – przynajmniej w takim tego słowa znaczeniu – nie jest.
Platforma co prawda lubiła wstawiać na listy spadochroniarzy, ale byli to spadochroniarze w stylu ogólnopolskich polityków, którzy mieli jedno zadanie: ciągnąć. Komarewicz koniem pociągowym nie jest.
Do tego lokalni działacze KO mają do niego uraz z czasów, gdy ten był miejskim radnym. Teraz, jako poseł, dwoi się i troi, aby przypodobać się Aleksandrowi Miszalskiemu. Nie wiemy, co siedzi w głowie szefa KO w Małopolsce, ale, naszym zdaniem, Komarewicz raczej na rekomendacje nie może liczyć.
2. Prawo i Sprawiedliwość
Tu też toczą się prawdziwe bitwy o miejsca na listach. PiS to arena, gdzie walczą najlepsi z najlepszych wojowników. I to prawdziwi gladiatorzy, którzy wiedzą, jak używać łokci, a – jeśli potrzeba – jak podłożyć nogę partyjnemu koledze. A Komarewicz? Nie pamiętamy, by wygrał jakąkolwiek walkę, więc szanse są marne. Lokalni działacze PiS patrzą na niego z lekkim uśmieszkiem i jeszcze większą ironią. Próba zdobycia miejsca w PiS przez Komarewicza mogłaby skończyć się jedynie w kategoriach politycznego folkloru: „Patrzcie, kto tu próbował wbić się na listę i się potknął.”
Dodajmy do tego fakt, że w PiS spadochroniarze mają raczej status wyjątkowy – trzeba albo przywieźć głosy, albo znać kogoś z centrali, albo chociaż wyglądać groźnie. Komarewicz? Cóż, wygląda raczej jak polityczny turysta w gościnie – z uśmiechem, ale bez żadnych atutów bojowych.
3. Lewica
Już teraz jest to zbieranina ludzi o różnych poglądach i historii, a do wyborów pewnie podzielą się jeszcze z siedemnaście razy. W tej mieszance, gdzie każdy może być kimkolwiek, Komarewicz mógłby teoretycznie znaleźć miejsce… ale pasowałby tam jak klocek Lego do puzzli 3D. Teoretycznie możliwe, ale wyglądałoby absurdalnie.
Dodatkowo, Lewica raczej nie lubi „obcych dodatków”, a Komarewicz wygląda, jakby przyszedł na przyjęcie w garniturze, gdy wszyscy inni przyszli w piżamach ideologicznych – nieźle wyróżnia się stylem, ale wcale nie w sposób pożądany.
4. Polskie Stronnictwo Ludowe
Nie. Po prostu nie. Chyba nie musimy tłumaczyć.
5. Konfederacja, Braun, Ruch Narodowy i inne Korwiny
Cała ta skrajna prawica rośnie w siłę, zyskuje poparcie, a sensownych działaczy w Krakowie brak. Właściwie znamy jednego, ale… okazał się być złodziejem patelni z IKEA. Zatem poprzeczka zawieszona jest tak nisko, że i Komarewicz mógłby doskoczyć.
Jest też szansa, że przed wyborami wszystkie te skrajności się zjednoczą. Już teraz wyobraźmy sobie scenę: z połączonych mocy Konfederacji, Brauna i Ruchu Narodowego powstaje on – Kapitan Komarewicz. Trzymający ster politycznej kariery bez względu na kurs, wiatr czy poglądy.
Spośród wszystkich politycznych garniturów, w które może wejść Komarewicz, najbardziej mu więc do twarzy w skrajnej prawicy. Tu nie trzeba się zbytnio martwić zasadami, lojalnością ani logiką, a miejsce w Sejmie wciąż jest w zasięgu ręki.
Gdybyśmy więc dziś mieli wróżyć ze szklanej kuli, właśnie tam byśmy go widzieli: wśród Brauna, Konfederacji i Ruchu Narodowego, uśmiechniętego, pewnego siebie i gotowego zmienić kurs poglądów w locie, byle tylko dopiąć polityczny cel.





![Zbudował fundamenty nowoczesnego Krakowa. Teraz ostrzega przed przyszłością [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_218.jpg?882cefd753d6b6f9a509ab6b3cf1269e)















