Logo Kanał Krakowski
  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026

Obserwuj nas na:

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Reklama - duża
  1. Strona główna

Wydarzenia

"Decyzje, które podjął, były błędne. Strategia prezydenta polega na korekcie swoich błędów"

"Decyzje, które podjął, były błędne. Strategia prezydenta polega na korekcie swoich błędów"

24 kwietnia 2026 | 11:43

- Patrzę na te decyzje prezydenta, jako na refleksję. Decyzje, które podjął, były błędne. On sam o tym mówi - tak o zbliżającym się referendum w Krakowie mówiła na antenie Radia Kraków posłanka Koalicji Obywatelskiej, Katarzyna Matusik-Lipiec. - Były błędne i skumulowane w czasie. To niedobrze wpłynęło na odbiór mieszkańców Krakowa. Strategia prezydenta polega na korekcie swoich błędów. Są też intensywne spotkania z mieszkańcami. W dwa lata wiele mu się udało zrobić. Sam fakt, że prezydent spotykał się z mieszkańcami kilkadziesiąt razy na ławeczkach dialogu, doprowadziło do powstania programu dla mieszkańców osiedli. Prezydent planuje wydanie ponad 500 milionów złotych na różne rzeczy - mówiła polityczka KO. Katarzyna Matusik-Lipiec - Mnie w tej debacie o referendum brakuje tego, że nie mówimy, co udało się zrobić w Krakowie. Prezydentowi udało się wiele rzeczy. Zawsze się mówiło, że w Krakowie się nie da zniszczyć samowoli budowlanych... - dodała. Cały wywiad tutaj: Katarzyna Matusik-Lipiec (KO): Strategia prezydenta Miszalskiego polega na korekcie swoich błędów (źródło: Radio Kraków)

Więcej…

To koniec! Tramwaje wracają na pierwszą obwodnicę

To koniec! Tramwaje wracają na pierwszą obwodnicę

24 kwietnia 2026 | 11:35

Po ponad pół roku drogowego koszmaru w samym sercu Krakowa w końcu pojawia się światełko w tunelu! Uciążliwy remont przy Collegium Novum dobiegł końca, a już od soboty tramwaje wracają na pierwszą obwodnicę. Mieszkańcy mogą odetchnąć – znów przejadą ulicami Podwale i Straszewskiego, od Bagateli aż po Filharmonię. Ale spokojnie… to nie jest pełne zwycięstwo! Choć cztery linie (8, 13, 14 i 18) wracają na swoje stałe trasy, część pasażerów nadal musi uzbroić się w cierpliwość. Prace na ul. Piłsudskiego potrwają jeszcze około miesiąca, a to oznacza jedno: tramwajem do Cichego Kącika nadal nie dojedziesz! Powrót ruchu planowany jest dopiero w maju. Co jeździ, a co nie? Wracają: linie 8, 13, 14, 18 Nadal zawieszone: 2, 6, 19 Reszta? Jeździ, ale często objazdami i po zmienionych trasach Niektóre linie kursują jak po labiryncie – zmiany dotyczą m.in. „10”, „20”, „69”, a nawet „75”, która dostała zupełnie nową trasę! Autobusy w większości jadą po zmienionych trasach, ale bez większych niespodzianek – choć pasażerowie i tak muszą być czujni.

Więcej…

Radni zapowiadają: "to koniec bandytów w radach dzielnic". Jednak nie wszyscy są ZA

Radni zapowiadają: "to koniec bandytów w radach dzielnic". Jednak nie wszyscy są ZA

23 kwietnia 2026 | 11:04

W krakowskiej polityce wrze jak w piecu. Radni szykują zmiany w prawie, które mają uniemożliwić zasiadanie w radach dzielnic osobom z wyrokami karnymi. Powód? Głośna sprawa z udziałem jednego z członków Rady Dzielnicy V, Mateusza Jaśki, który został skazany za groźby wobec dziennikarza i próbę wręczenia milionowej łapówki. W tle pojawia się afera Zondacrypto. – Nie ma miejsca dla osób skazanych za przestępstwa w strukturach samorządowych. To kwestia bezpieczeństwa i podstawowej przyzwoitości publicznej – mów radny Grzegorz Garboliński. Grzegorz Garboliński Projekt zmian zakłada, że mandat mogłyby tracić osoby z nieprzedawnionymi wyrokami karnymi. Zwolennicy mówią wprost: chodzi o „oczyszczenie samorządu i przywrócenie zaufania mieszkańców”. Proponowana zmiana pozwoli wygasić mandat nie tylko radnemu dzielnicy V, ale wszystkim osobom, mającym na koncie nieprzedawnione przestepstwa.  Jednocześnie w radzie pojawił się opór. Część radnych związana z Łukaszem Gibałą i PiS nie poparła wprowadzenia projektu do porządku obrad, co tylko dolało oliwy do ognia. – Czy to dlatego, że Pan Jaśko jest dziś twarzą referendum i jednym z głównych krytyków magistratu? Czy dlatego, że Zondacrypto finansowała CPAC w trakcie kampanii Nawrockiego oraz dokonywała wpłat na rzecz fundacji Ziobry i Wiplera? – zastanawia się Garboliński. ZOBACZ TAKŻE: Jaśko, gdzie są pieniądze Polaków? Krakowski radny nabrał wody w usta

Więcej…

Ostry wywiad Miszalskiego. "To pytanie poniżej pasa"

Ostry wywiad Miszalskiego. "To pytanie poniżej pasa"

23 kwietnia 2026 | 10:06

– Rozliczanie z pełnego programu po dwóch latach jest niesprawiedliwe – uważa Aleksander Miszalski. Prezydent Krakowa udzielił obszernego wywiadu portali Lovekraków.pl. Odpowiedział między innymi na pytanie, czy nie chciałby, tak eksperymentalnie, zobaczyć Łukasza Gibały realizującego swoje postulaty? Zwolnienie urzędników, likwidacja cateringu, blokada pozwoleń na budowę...  – Od początku słyszałem od opozycji, jak bardzo Kraków jest zadłużony. A kiedy podejmuję jakikolwiek ruch finansowy, by tę sytuację ratować, słyszę, że każda podwyżka jest zła. Nie ma dobrych rozwiązań. Jeśli chcemy osiągnąć stabilizację finansową musimy albo szukać oszczędności albo korygować opłaty – mówi Miszalski. – Zawsze będą tacy, którzy mnie nie polubią, nawet gdybym zrobił z Krakowa najlepsze miasto w Europie. To natura polityki. Prawica zawsze będzie chciała mnie odwołać, fani mojego kontrkandydata również – dodaje. W końcu padło i take pytanie: A nie chciałby Pan, tak eksperymentalnie, zobaczyć Łukasza Gibały realizującego swoje postulaty? Zwolnienie urzędników, likwidacja cateringu, blokada pozwoleń na budowę... Ciekawe doświadczenie, nie sądzi Pan? – To pytanie poniżej pasa (śmiech). Nie chciałbym widzieć eksperymentu na żywym organizmie. Chcę dalej pracować dla naszego miasta i wierzę, że Krakowianie mi to umożliwią – powiedział Miszalski. Cała rozmowa tutaj: „Nie żałuję ani dnia”. Aleksander Miszalski o prezydenturze, referendum i błędach kadencji. (źródło: LoveKrakow.pl)

Więcej…

Jaśko, gdzie są pieniądze Polaków? Krakowski radny nabrał wody w usta

Jaśko, gdzie są pieniądze Polaków? Krakowski radny nabrał wody w usta

23 kwietnia 2026 | 08:52

Polacy patrzą dziś na swoje konta i widzą jedno: pustkę. Miliony złotych wyparowały z Zondacrypto, a odpowiedzi brak. W cieniu tej afery stoi Mateusz Jaśko – człowiek, który kiedyś groził i próbował kupić milczenie dziennikarza. Dziś sam milczy. Mateuszu, gdzie są pieniądze Polaków? Mateusz Jaśko kiedyś bardzo lubił rozmawiać o giełdzie kryptowalut. Tak bardzo, że oferował dziennikarzowi milion złotych za „odpuszczenie” materiału i groził, że „taniej jest kogoś połamać niż mu zapłacić”. Został prawomocnie skazany. A dzisiaj, gdy tysiące Polaków nie może wypłacić ani złotówki, rezerwy zniknęły, a prokuratura weszła na pełnych obrotach – Jaśko nagle zapomniał języka w gębie. Schował się głęboko. Ciekawe. Bo jak przychodziło do obrony giełdy przed dziennikarzami – był bohaterem. A jak przychodzi do wyjaśnienia, gdzie poszły oszczędności życia zwykłych ludzi – nagle go nie ma. Jaśko, może coś sobie przypomnisz i podpowiesz ludziom, gdzie są ich pieniądze? źródło: Money.pl Polacy powierzyli swoje oszczędności życia największej polskiej giełdzie kryptowalut – Zondacrypto (dawniej BitBay). Dziś setki z nich nie może wypłacić ani złotówki. Portfele hot wallet giełdy niemal puste, rezerwy bitcoina spadły o 99,7 proc., a prokuratura bada sprawę oszustw i prania pieniędzy. Twórca platformy, Sylwester Suszek, zaginął cztery lata temu i do dziś nie wiadomo, co się z nim stało. A Mateusz Jaśko – człowiek, który przed laty próbował za wszelką cenę uciszyć dziennikarzy badających tę giełdę – milczy. Schował głowę w piasek. Dlaczego? W 2020 roku reporter TVN Michał Fuja pracował nad reportażem o BitBayu. Materiał miał ujawnić niepokojące powiązania giełdy z ludźmi z półświatka, m.in. z udziałowcem skazanym za udział w zabójstwie biznesmena w latach 90. i innymi osobami z kryminalną przeszłością. Wówczas do dziennikarza zgłosił się Mateusz Jaśko – patoaktywista, który na koncie miał już wyroki za pobicie przypadkowych ludzi na ulicach Krakowa, później kandydat na prezydenta miasta. Zgodnie z ustaleniami prokuratury i prawomocnym wyrokiem sądu, Jaśko działał na zlecenie osób powiązanych z giełdą. ZOBACZ TAKŻE: Po spotkaniach z Jaśką musiał mieć ochronę! "Ukrywałem się razem z rodziną" [WYWIAD] Najpierw oferował pieniądze. Na początku kilkadziesiąt tysięcy, potem 100 tysięcy, a w końcu… milion złotych. „Za odpuszczenie tematu”. Tymi pieniędzmi Jaśko chciał przekupić dziennikarza TVN-u   Gdy dziennikarz odmówił, padły groźby: pobicia, połamania nóg, uszkodzenia ciała. Fuja musiał się ukrywać z rodziną i korzystać z ochrony. Jaśko został skazany. Najpierw na grzywnę, a w kwietniu 2025 roku sąd apelacyjny zaostrzył wyrok na cztery miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Sąd uznał, że działał w celu zmuszenia dziennikarza do zaniechania materiału prasowego. Razem z nim oskarżony był m.in. obecny prezes Zondacrypto Przemysław Kral (sprawa wróciła do ponownego rozpatrzenia). ZOBACZ TAKŻE: Współtwórca Rynku Krowoderskiego współpracował z bandytami [WYWIAD] To nie były żarty. Z Jaśką kontaktował się ktoś z krakowskiego półświatka. A on – jako „pośrednik” – groził i próbował kupić milczenie. Dzisiaj? Cisza. Gdy Polacy tracą dorobek życia, gdy media piszą o braku płynności, znikających rezerwach i prokuratorskim śledztwie, Mateusz Jaśko nie zabiera głosu. Nie wyjaśnia. Nie odpowiada na pytania: jaka była jego rola wtedy i czy ma coś wspólnego z tym, co dzieje się teraz? Dlaczego człowiek, który sześć lat temu tak agresywnie bronił interesów giełdy, teraz chowa się przed kamerami i mikrofonami? Bo to nie jest już sprawa jednego reportażu. To sprawa setek milionów złotych Polaków, które mogły trafić w nieznane ręce. To sprawa zaginięcia „króla kryptowalut” Suszka. To sprawa powiązań biznesowo-kryminalno-politycznych, które od lat ciągną się za Zondacrypto. Mateusz Jaśko to współtwórca Rynku Krowoderskiego / źródło: Rynek Krowoderski Jaśko nie jest już tylko „aktywistą z Krakowa”. Jest prawomocnie skazanym za groźby i próbę korupcji dziennikarza. Człowiekiem, który działał na zlecenie kryminalistów. Dziś, gdy Polacy pytają „gdzie są nasze pieniądze?”, ma moralny obowiązek odpowiedzieć. Nie jako radny, nie jako twarz jakiegokolwiek referendum, tylko jako świadek kluczowych wydarzeń w historii tej giełdy. Pytanie brzmi nie tylko „gdzie są pieniądze Polaków?”. Pytanie brzmi też: Mateuszu, jaką rolę odegrałeś w całej tej sprawie: wtedy i teraz? ZOBACZ TAKŻE: Ten skazany bandyta jest twarzą krakowskiego referendum! Jego historia szokuje Czas przestać chować głowę w piasek. Polacy zasługują na prawdę. I na zwrot swoich oszczędności.

Więcej…

Awantura, odwołanie i polityczny zwrot akcji. Koleżanka obaliła koleżankę

Awantura, odwołanie i polityczny zwrot akcji. Koleżanka obaliła koleżankę

21 kwietnia 2026 | 21:31

Polityczne trzęsienie ziemi w Radzie Dzielnicy II Grzegórzki. Eliza Pałka-Grochal została nową przewodniczącą po nagłym i burzliwym odwołaniu Moniki Firlej. Do zmiany doszło po ostrej awanturze, która – jak mówią radni – była tylko kulminacją narastającego od dawna konfliktu w środowiskach lokalnych aktywistów. Najbardziej zaskakujące? Nowa przewodnicząca to osoba z najbliższego otoczenia swojej poprzedniczki. Jeszcze niedawno współpracowniczki, dziś stoją po przeciwnych stronach politycznej barykady. Kulisy wskazują na poważne pęknięcie w relacjach. – Koleżanki się pokłóciły – mówią nieoficjalnie radni. – Nawet przewodnicząca komisji rewizyjnej [Pałka-Grochal], dotąd uznawana za zaufaną osobę przewodniczącej, zaczęła dostrzegać nieprawidłowości w funkcjonowaniu rady – zdradza jeden z radnych. – Skala problemów była na tyle duża, że nie dało się ich dłużej ignorować. Trzeba było działać zdecydowanie – podkreśla. To, co wydarzyło się w Grzegórzkach, pokazuje, jak szybko polityczne sojusze mogą zamienić się w otwarty konflikt. I jak cienka jest granica między współpracą a walką o władzę, także wśród środowiska aktywistycznych. Obie panie nie są związane z żadną patią polityczną.

Więcej…

Znamy najnowsze badania. Gibała zastąpi Miszalskiego w fotelu prezydenta

Znamy najnowsze badania. Gibała zastąpi Miszalskiego w fotelu prezydenta

21 kwietnia 2026 | 13:25

Według najnowszego sondażu OGB Kraków może stanąć u progu politycznego przewrotu. Jeśli trend się utrzyma i dojdzie do odwołania Aleksandra Miszalskiego w referendum, jego miejsce w przyszłych wyborach może zająć Łukasz Gibała, który wyraźnie prowadzi w badaniach poparcia. Sytuacja polityczna w Krakowie staje się coraz bardziej napięta. Najnowsze badania Ogólnopolskiej Grupy Badawczej wskazują, że referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego może zakończyć się sukcesem, a na horyzoncie wyraźnie rysują się już potencjalni następcy. Mieszkańcy chcą głosować Z sondażu wynika, że zainteresowanie udziałem w referendum jest bardzo wysokie. Aż 65,4 proc. mieszkańców deklaruje, że weźmie udział w głosowaniu, choć prognozy OGB są bardziej ostrożne i wskazują na frekwencję na poziomie 33,93 proc. To jednak wciąż wynik pozwalający przekroczyć próg ważności referendum, który wynosi ok. 26 proc., czyli 158 555 głosujących. Aleksander Miszalski Co więcej, nastroje wobec obecnego włodarza są wyraźnie niekorzystne. Około 55,5 proc. ankietowanych ocenia Aleksandra Miszalskiego źle lub bardzo źle, a jedynie 20,5 proc. pozytywnie. Blisko 58 proc. uważa, że miasto zmierza w złym kierunku, a niemal 60 proc. jest zdania, że Kraków potrzebuje zmiany prezydenta. Gibała liderem, Miszalski na wylocie? W przypadku przedterminowych wyborów zdecydowanym faworytem pozostaje Łukasz Gibała. W badaniu na próbie 1000 osób uzyskał on ponad 35,5 proc. poparcia. Za nim plasują się potencjalni kandydaci największych partii. Na drugim miejscu znalazł się Bogdan Klich – były minister obrony i obecny chargé d’affaires RP w USA – z wynikiem blisko 24 proc. Trzecia jest Małgorzata Wassermann z poparciem nieco powyżej 17 proc. Poza podium pozostają Daria Gosek-Popiołek i Konrad Berkowicz, którzy mogą liczyć na około 7 proc. poparcia każdy. Wciąż znacząca jest grupa niezdecydowanych – to około 16 proc. badanych. Scenariusz drugiej tury Badanie OGB wskazuje również możliwy scenariusz drugiej tury przyspieszonych wyborów. Według prognoz mogłoby w niej dojść do starcia Łukasza Gibały z byłym senatorem Koalicji Obywatelskiej. Łukasz Gibała / fot. Łukasz Michalik Jednocześnie uwagę zwraca fakt, że nawet w elektoracie KO rośnie zainteresowanie referendum. Udział deklaruje co trzeci wyborca tej formacji. Referendum coraz bliżej Głosowanie zaplanowano na 24 maja i wszystko wskazuje na to, że może ono przesądzić o przyszłości władz miasta. Choć deklaracje udziału bywają wyższe niż rzeczywista frekwencja, obecne dane pokazują, że scenariusz odwołania prezydenta jest jak najbardziej realny. ZOBACZ TAKŻE: Kiedyś chodził po ulicach Krakowa i bił ludzi. Dziś pajacuje w służbie referendum Jeśli tak się stanie, Kraków stanie przed koniecznością wyboru nowego gospodarza, a walka o fotel prezydenta zapowiada się wyjątkowo emocjonująco.

Więcej…

Nerwowa mobilizacja Gibały. Kulisy ratowania referendum w Krakowie

Nerwowa mobilizacja Gibały. Kulisy ratowania referendum w Krakowie

20 kwietnia 2026 | 09:51

Referendum miało być falą, która zaleje Kraków. Tymczasem przypomina raczej kałużę po deszczu – coraz płytszą i coraz bardziej ignorowaną. Tempo wyraźnie siadło, bo ludzie połapali się, że jedną z twarzy jest między innymi wielokrotnie skazany przez sąd gangus Mateusz Jaśko, a mózgiem operacji trzykrotny przegryw Łukasz Gibała. Teraz ten drugi zaczyna reanimację trupa i... zaprasza na "burzę mózgów". Kiedy entuzjazm krakowian wyraźnie siada, a hasło samo się nie niesie, uruchamia się dobrze znany mechanizm ratunkowy: mobilizacja zaplecza. Łukasz Gibała rozsyła pilne wezwania, zwołuje „ekspertki i ekspertów”, radnych, wiernych sympatyków i wszystkich, którzy jeszcze nie odłączyli powiadomień. Oficjalnie – „żeby porozmawiać o frekwencji i przyszłości Krakowa”. Nieoficjalnie – żeby ratować inicjatywę, która wyraźnie zaczyna charczeć i tracić tętno. Konrad Berkowicz, Łukasz Gibała i Mateusz Jaśko Na środę, 29 kwietnia, Gibała zwołuje posiedzenie sztabu kryzysowego. W zaproszeniu pisze wprost, bez owijania w bawełnę: To dobry moment, żeby zebrać Wasze pomysły na poprawienie frekwencji, a najciekawsze z nich wdrożyć w życie. Czyli klasycznie: mieszkańcy nie kupili, więc trzeba im to wcisnąć inaczej. Podkręcić temperaturę. Wymyślić nowy wrzód. Znaleźć wroga, ustawić konflikt, bo nic tak nie ciągnie ludzi do urn jak dobrze nakręcona wojenka „my kontra oni”. Tyle że im więcej takich spotkań, narad i brainstormów trzeba organizować, tym wyraźniej widać: to nie jest żaden oddolny zryw mieszkańców. To projekt, który wymaga coraz cięższego „zarządzania odgórnego”. Im mniej autentycznego zainteresowania, tym więcej koordynatorów, strategii i kreatywnych sposobów na to, żeby ludzie jednak przyszli. Narada / fot. pixabay A w tle wisi niemiła prawda – presja, żeby to wszystko nie poszło na marne. Czas, nerwy, pieniądze, obietnice, wizerunek. Kiedy już tyle włożono, trudno powiedzieć szczerze: „wiecie co… znowu nie wyszło”. Zamiast tego trzeba dalej udawać, że to wielka, spontaniczna, obywatelska sprawa. Tylko im więcej wysiłku wkłada się w udowadnianie tej „spontaniczności”, tym gorzej ona pachnie. Tempo wyraźnie siada, bo krakowianie zaczynają się łapać, z kim naprawdę mają do czynienia. Jedną z najbardziej widocznych twarzy całego przedsięwzięcia jest bowiem Mateusz Jaśko – wielokrotnie skazany lokalny gangus zamieszany w aferę kryptowalut, ten sam, który prawomocnie dostał wyrok za grożenie dziennikarzowi TVN i oferowanie mu miliona złotych łapówki. ZOBACZ TAKŻE: Kiedyś chodził po ulicach Krakowa i bił ludzi. Dziś pajacuje w służbie referendum Obok niego Konrad Berkowicz z Konfederacji i Grzegorz Braun, także z Konfederacji, ale Korony Polskiej. A dalej cały PiS w komplecie – z Barbarą Nowak, Ryszardem Terleckim i Łukaszem Kmitą na czele. Im bardziej ta ekipa wychodzi na pierwszy plan, tym szybciej obywatelom opada szczęka i gaśnie ochota na „wielki głos mieszkańców”. ZOBACZ TAKŻE: Grzegorz Braun powalczy o fotel prezydenta Krakowa! I tak z wielkiej idei „głosu mieszkańców” robi się coś znacznie bardziej przyziemnego: projekt, który za wszelką cenę trzeba dowieźć. Nawet jeśli Kraków coraz głośniej i coraz wyraźniej pokazuje, że po prostu nie ma na niego ochoty.

Więcej…

Miszalski o SCT: „To jest błąd nie tylko komunikacyjny, ale merytoryczny”

Miszalski o SCT: „To jest błąd nie tylko komunikacyjny, ale merytoryczny”

19 kwietnia 2026 | 19:52

– To jest błąd już nie tylko komunikacyjny, ale merytoryczny. W tym sensie, że wraz z wprowadzeniem SCT zapowiedzieliśmy zmianę cen biletów komunikacji miejskiej oraz wydłużenie godzin płatnego parkowania. Zrobiła się wielka kumulacja. Tu chyba zawiódł mnie na chwilę instynkt polityczny – przyznał prezydent Krakowa. W wywiadzie z red. Moniką Waluś z Onetu Aleksander Miszalski odpowiada na zarzuty, które przedstawiają mu zwolennicy referendum. Cała rozmowa dostępna jest tutaj: Prezydent Krakowa o referendum: nie rozważamy żadnego planu "B" Wiem, że przez te dwa lata ciężko pracowałem, ale to nie wystarczy. Dziś widzę, których błędów mogłem uniknąć. Wiem też, że mogłem lepiej się komunikować, położyć nacisk na inne rzeczy, niż kładłem. To na pewno. Człowiek uczy się na własnych błędach, ale po ludzku nie boję się, że mogę przestać być prezydentem. Miszalski odniósł się także do upolitycznienia referendum. Mówi o tym, że inicjatorzy referendum w Krakowie, a przynajmniej prawicowe środowiska zapowiadają, że podobne kroki będą wykonywać w innych miastach, gdzie również rządzi KO. Jest tu pewien paradoks: inicjatorzy mówią o oddolnym proteście mieszkańców, a jednocześnie politycy wspierający referendum zapowiadają schemat „najpierw Kraków, potem kolejne miasta rządzone przez KO”. W efekcie trudno rozstrzygnąć, czy chodzi przede wszystkim o lokalne problemy, czy raczej o test odporności prezydentów KO i budowanie ogólnopolskiej narracji przed wyborami. Wierzę jednak, że rzetelna praca urzędu i konsekwentne tłumaczenie decyzji sprawią, że mieszkańcy uznają referendum za niepotrzebne i nie wezmą w nim udziału. Trzeba też pamiętać, że po 22 latach rządów poprzedniego prezydenta nie da się w dwa lata pokazać wszystkich efektów zmian. Cała rozmowa tutaj. (źródło: Onet.pl)

Więcej…

Handel miejscami na listach wyborczych. Radna kupiła jedynkę za cenę zdrady

Handel miejscami na listach wyborczych. Radna kupiła jedynkę za cenę zdrady

17 kwietnia 2026 | 19:59

W krakowskiej radzie miasta trwa wyprzedaż mandatów z rabatem. Agnieszka Łętocha właśnie sprzedała swoje członkostwo w KO za obietnicę jedynki na liście Razem. - Nie była to decyzja pochopna – powiedziała Łętocha. Oczywiście, że nie. To była decyzja ostatniej szansy. Gdy w KO zabrakło dla niej miejsca na liście wyborczej, nagle odkryła duszę opozycjonistki. W krakowskiej polityce lokalnej znów pachnie wiosennym przesileniem. Tym razem nie z powodu kwitnących kasztanów na Plantach, ale z powodu kwitnącego handlu mandatami i obietnicami. Radna Łętocha, dotychczasowa członkini klubu Koalicji Obywatelskiej w radzie miasta, postanowiła spakować walizki i opuścić wygodne ławy większości. Zrobiła to z hukiem. Na wspólnej konferencji z Aleksandrą Owcą ogłosiła przejście do opozycji i współpracę z partią Razem. Gest odważny? Zdeterminowany? A może po prostu ostatni dzwonek przed politycznym niebytem? Bo prawda jest mniej heroiczna, niż się wydaje. Aleksandra Owca i Agnieszka Łętocha / fot. materiały prasowe Łętocha od początku kadencji nie cieszyła się szczególną estymą wśród partyjnych kolegów z KO. Była tą radną, którą się toleruje, ale nie zaprasza na nieoficjalne spotkania. W wewnętrznym układzie sił Platformy w Krakowie po prostu nie było dla niej miejsca na liście wyborczej w kolejnej kampanii. Zero perspektyw, zero realnej szansy na reelekcję. Klasyczny przypadek „radnej na wylocie”. I wtedy pojawiła się Owca, była współpracowniczka Łukasza Gibały, która sama niedawno odeszła z jego klubu, bo „wspólny kierunek się wyczerpał”. Owca, jako współprzewodnicząca Razem, miała coś, czego Łętocha rozpaczliwie potrzebowała: listę i miejsce na niej. W zamian za przejście do opozycji i wzmocnienie lewicowego skrzydła, Łętocha dostała obietnicę jedynki na liście do rady miasta. To nie jest sojusz dusz. To jest klasyczna transakcja w stylu „ty dasz mi głosy, ja dam ci twarz i mandat”. Łętocha musiała wziąć ten deal, bo alternatywą był polityczny koniec – powrót do szarej codzienności bez diet radnych i konferencji prasowych. Owca z kolei zyskała kolejną twarz do swojego projektu, który próbuje zbudować coś na gruzach rozpadającego się sojuszu z Gibałą. Sesja RMK / fot. Łukasz Michalik Cała ta historia pięknie pokazuje mechanizm krakowskiej polityki ostatnich lat. Kluby pękają jak stare spodnie na wiosnę. Radni przeskakują z kwiatka na kwiatek w poszukiwaniu lepszej pozycji startowej przed ewentualnymi przyspieszonymi wyborami.  Lojalność wobec wyborców? Ideologia? Spójna wizja dla miasta? To wszystko brzmi pięknie w kampanijnych spotach. W rzeczywistości liczy się tylko jedno: czy będziesz na liście i czy będziesz miał jedynkę. Łętocha wybrała przetrwanie. Zamiast walczyć o pozycję wewnątrz KO (co najwyraźniej było niemożliwe), wolała zostać „odważną i zdeterminowaną” w oczach lewicy. Gratulacje. Bo polityka to nie harcerski obóz, gdzie nagradza się za wierność. To rynek, na którym mandat jest towarem, a jedynka na liście – walutą. ZOBACZ TAKŻE: Wygrywasz wybory? To dopiero początek problemów. Przegrani paraliżują miasto Tylko czy krakowianie naprawdę na tym zyskają? Czy sojusz dwóch radnych, które odeszły z większych formacji, bo „kierunek się wyczerpał”, naprawdę stworzy coś wartościowego dla Dębnik, Zwierzyńca czy Bronowic? Czy może po prostu będziemy świadkami kolejnego rozdziału w serialu pt. „Jak przetrwać w radzie za wszelką cenę”? Na razie wygląda to na typowy krakowski targ. Z tym, że zamiast oscypków i korali handluje się miejscami na listach wyborczych. I jakoś nikt nie chce przyznać, że pachnie to nie kwiatami, a czymś znacznie mniej przyjemnym.

Więcej…

Raś potwierdza naszą informację. PSL rozmawia z Morawieckim

Raś potwierdza naszą informację. PSL rozmawia z Morawieckim

17 kwietnia 2026 | 11:05

Członkowie Polskiego Stronnictwa Ludowego rozmawiają z Mateuszem Morawieckim na temat wspólnych list w wyborach do parlamentu – potwierdza Ireneusz Raś. Poseł przyznał to w rozmowie z Radiem Kraków. Tym samym potwierdził naszą wcześniejszą informację. Nie wszyscy na to zwrócili uwagę, ale podoba mi się, że Polacy rozmawiają. Tego nam brakuje. Nie może być tak, że część sceny mówi – nie rozmawiajcie z tamtymi. Władysław Kosiniak-Kamysz burzy ten mur i robi to świadomie. Nie jest dobrze, żeby Polak z Polakiem nie rozmawiał. W historii były tego przykłady i wychodziliśmy na tym bardzo źle. Konsekwencje są smutne historycznie. My na takie zakazy rozmowy się nie zgadzamy. Rozmawiajmy, szukajmy porozumienia, gdzie to jest ważne dla bezpieczeństwa Polski. Wypowiedź Ireneusza Rasia wpisuje się w szerszą debatę o możliwych przetasowaniach na scenie politycznej przed nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi. Choć na razie nie ma mowy o konkretnych ustaleniach, sama gotowość do rozmów między PSL a środowiskiem związanym z Mateuszem Morawieckim może być odczytywana jako sygnał większej elastyczności politycznej ludowców. ZOBACZ TAKŻE: Nowa partia na prawicy? W tle tajne rozmowy z PSL Nie bez znaczenia pozostaje również kontekst strategiczny. Ewentualne wspólne listy wyborcze mogłyby wpłynąć na układ sił w parlamencie i zmienić dynamikę powyborczych negocjacji. Na tym etapie trudno jednak przesądzać, czy rozmowy przełożą się na realną współpracę, czy pozostaną jedynie elementem politycznego sondowania i budowania pozycji negocjacyjnej przed wyborami.

Więcej…

Nowa partia na prawicy? W tle tajne rozmowy z PSL

Nowa partia na prawicy? W tle tajne rozmowy z PSL

16 kwietnia 2026 | 10:08

Polityczne trzęsienie ziemi w Małopolsce. W Prawie i Sprawiedliwości narasta rozłam, a w tle coraz głośniej mówi się nie tylko o nowym projekcie Mateusza Morawieckiego, ale też o możliwym sojuszu z PSL. Rozłam w małopolskim PiS nabiera tempa. Już pięciu posłów z naszego regionu – Ryszard Terlecki, Łukasz Kmita, Elżbieta Duda, Wiesław Krajewski i Agnieszka Ścigaj – oficjalnie dołączyło do frakcji byłego premiera Mateusza Morawieckiego. W skali całego kraju jego środowisko skupia obecnie 38 parlamentarzystów. Rozbijają partię od środka i udają, że to dla jej dobra. W rzeczywistości chodzi wyłącznie o ambicje i budowanie własnych pozycji przed wyborami. Takie działania osłabiają całą prawicę i mogą ją drogo kosztować. - mówi nam jeden z członków PiS w Małopolsce. Mateusz Morawiecki z Martą Kaczyńską / fot. wikimedia Innego zdania jest jednak Łukasz Kmita. Cytowany przez portal KR24.pl poseł, nowe stowarzyszenie nie ma być zagrożeniem dla partii Jarosława Kaczyńskiego: Stowarzyszenie, które powstało, nie jest żadną konkurencją wobec Prawa i Sprawiedliwości. Wręcz odwrotnie. To próba szukania nowych wyborców centrowych, którzy stawiają na pierwszym miejscu rozwój Polski, silną gospodarkę. To jednak oficjalna narracja. Nieoficjalnie coraz częściej mówi się o wyraźnym pęknięciu wewnątrz partii, które może przełożyć się na osłabienie jej spójności i skuteczności działania – zarówno w Sejmie, jak i w regionach. W Małopolsce może to oznaczać zmianę układu sił, nowe podziały w lokalnych strukturach i zaostrzenie walki o wpływy przed kolejnymi wyborami. Warto też zauważyć, że stowarzyszenie Morawieckiego nie jest jedyną inicjatywą tego typu. Niedawno w Małopolsce powstała Wspólnota Wartości, na czele której stoi były wojewoda Piotr Ćwik, a jednym z członków jest ojciec byłego prezydenta RP Jan Duda. Cieszę się z koleknego stowarzyszenia. Każde poszerzenie oferty na pawicy i pozyskiwania nowych wartościowych osób jest dobre. - uważa Michał Ciechowski, jeden z członków Wspólnoty Wartości i krakowski radny. ZOBACZ TAKŻE: Szokująca deklaracja. "Zagłosuję za odwołaniem Miszalskiego, ale tylko wtedy..." [WYWIAD] Na tym jednak nie koniec spekulacji. Coraz częściej pojawiają się opinie, że środowisko skupione wokół Morawieckiego może być czymś więcej niż tylko wewnętrzną frakcją – może stanowić podwalinę pod nową partię. Formację, która przed kolejnymi wyborami mogłaby szukać współpracy z Polskim Stronnictwem Ludowym. Tajemnicą poliszynela są bowiem rozmowy części ludowców z byłym premierem. ZOBACZ TAKŻE: Burza w krakowskim magistracie. Prezydent rozsierdził radnych! Z perspektywy ogólnopolskiej rosnąca liczba posłów skupionych wokół Morawieckiego może więc oznaczać budowę alternatywnego centrum decyzyjnego w obrębie szeroko rozumianej prawicy, a w dłuższej perspektywie zapowiedź poważniejszych przetasowań na scenie politycznej.

Więcej…

Burza w krakowskim magistracie. Prezydent rozsierdził radnych!

Burza w krakowskim magistracie. Prezydent rozsierdził radnych!

15 kwietnia 2026 | 17:28

Decyzja prezydenta Aleksandra Miszalskiego o likwidacji parkingu przed urzędem miasta na placu Wszystkich Świętych wywołała prawdziwy gniew wśród radnych. Zamiast 19 miejsc parkingowych zostanie tylko 4. Resztę terenu odbetonują i zamienią w zielony skwerek z drzewami, ławkami i trawą. Radni są wściekli. Jedni wyrażają swój gniew głośno i publicznie (jak Grzegorz Stawowy w portalu Lovekraków.pl), inni wolą narzekać anonimowo (tu lista nazwisk jest naprawdę długa). W kuluarach nie zostawiają na prezydencie suchej nitki. Wieszają na nim psy, że „zabiera ostatnie miejsca urzędnikom i radnym”, że „to symboliczny kopniak w stronę tych, którzy muszą być na sesjach i komisjach”. Trzeba przyznać, że "przywracanie" akurat tego miejsca mieszkańcom to mrzonki. W tej części Starego Miasta mieszkańców praktycznie nie ma – to teren urzędów i turystów. Jeśli ktoś realnie będzie korzystał z nowego skweru, to przede wszystkim wycieczki turystów robiące sobie selfie na tle zabytkowego Pałacu Wielopolskich. Plac przed magistratem Dla wielu radnych to decyzja czysto wizerunkowa: „zielono i nowocześnie” na pokaz, kosztem praktyczności. W efekcie cała sprawa staje się symbolem szerszego sporu o to, dla kogo tak naprawdę projektuje się przestrzeń w centrum miasta. Decyzja prezydenta, choć wpisuje się w modny trend „odbetonowywania” przestrzeni, pokazuje też rosnące napięcie między polityką estetyczną a zwykłą, przyziemną wygodą użytkowników. I to właśnie ten konflikt – bardziej niż sam parking – wydaje się dziś najbardziej rozgrzewać lokalną politykę.

Więcej…

Kraków zalewają referendalne śmieci! Gibała szuka frajerów do jeszcze większego zaśmiecania

Kraków zalewają referendalne śmieci! Gibała szuka frajerów do jeszcze większego zaśmiecania

14 kwietnia 2026 | 11:24

Już teraz ulice, klatki i skrzynki pocztowe toną w ulotkach, gazetach i plakatach referendalnych. Ale to dopiero delikatna rozgrzewka. Prawdziwa lawina śmieci dopiero nadchodzi. Główny rozgrywający całej operacji, sterujący wszystkim „z tylnego siedzenia”, pilnie rekrutuje ludzi, którzy masowo będą zalewać Kraków papierowym syfem. Najpierw fala referendalna, a zaraz po niej być może i kampanijna. Im więcej śmieci, tym lepiej. Na popularnym portalu z ofertami pracy właśnie pojawiło się ogłoszenie stowarzyszenia Łukasza Gibały. Szukają roznosicieli ulotek i gazet, którzy „zmienią Kraków na lepszy”. Tak, dobrze czytacie. Śmieci mają zmienić Kraków na lepszy. źródło: OLX Godzina stawka oferowana przez pracodawcę to 34 zł brutto. To nie jedyna perełka z tego stowarzyszenia. Równolegle szukają specjalisty od krótkich form wideo – reelsów, TikToków i innych filmików, które mają wbić się ludziom do głów. I tutaj robi się naprawdę smakowicie. Gibala oferuje wynagrodzenie, którego widełki… nie mieszczą się nawet w minimalnej krajowej! Za pracę na pełny etat stowarzyszenie radnego oferuje widełki: od 4 do 5 tysięcy złotych brutto. A minimalna krajowa w Polsce w tym roku to... 4806 zł brutto. źródło: OLX Nawet jednak zakładając, że Gibała nie będzie płacił poniżej minimalnej krajowej, to jednak niezbyt wysoko ceni sobie kreatywnego specjalistę od kontentu video, będącym zarazem "JEDNOOSOBOWĄ EKIPĄ FILMOWĄ"! źródło: OLX Panie Łukaszu, naprawdę tym chce Pan zachęcić kogoś do zalewania Krakowa jeszcze większą ilością śmieci, tym razem także w formie wideo? Cóż za piękna troska o miasto i jego mieszkańców… ZOBACZ TAKŻE: Kiedyś chodził po ulicach Krakowa i bił ludzi. Dziś pajacuje w służbie referendum Najpierw zaśmiecimy ulice i klatki schodowe. Potem głowy mieszkańców. A za to wszysko zapłacimy ludziom na granicy minimalnej krajowej.

Więcej…

Referendum w Krakowie: kiedy się odbędzie, dlaczego, warunki, procedura, kontrowersje, koszty

Referendum w Krakowie: kiedy się odbędzie, dlaczego, warunki, procedura, kontrowersje, koszty

14 kwietnia 2026 | 10:16

Referendum w Krakowie zapowiada się jako jedno z najważniejszych wydarzeń politycznych w mieście od lat. Mieszkańcy staną przed decyzją, która może doprowadzić do odwołania zarówno prezydenta, jak i całej Rady Miasta. Ale o jego wyniku zdecyduje nie tylko liczba głosów „za” lub „przeciw”, lecz przede wszystkim frekwencja. To właśnie ona może przesądzić, czy głos krakowian realnie zmieni władzę, czy całe głosowanie okaże się bezskuteczne. Zakres referendum Głosowanie obejmuje dwa pytania: Czy jesteś za odwołaniem Prezydenta Miasta Krakowa Aleksandra Miszalskiego? Czy jesteś za odwołaniem Rady Miasta Krakowa? Kiedy się odbędzie Data referendum została wyznaczona na niedzielę, 25 maja 2026 roku. Organizacja i inicjatorzy Referendum zostało zainicjowane przez komitet przeciwników obecnych władz miasta, w którym jedną z kluczowych postaci jest Jan Hoffman. Zebrano niemal 134 tysiące podpisów. Aby referendum się odbyło, ważnych musiało być niewiele ponad 58 tysięcy podpisów. Komisarz wyborczy zweryfikował blisko 90 tysięcy złożonych podpisów i - po odrzuceniu tych nieważnych (błędne numery PESEL, nieczytelne dane, osoby spoza Krakowa, osoby zmarłe), ogłosił, że organizatorzy zebrali wymaganą liczbę. Na tej podstawie komisarz wyborczy podjął decyzję o przeprowadzeniu referendum. Inicjatorzy referendum / fot. Kanał Krakowski ZOBACZ TAKŻE: 5 rzeczy, które zmieni referendum (bez względu na wynik) Kto może głosować Uprawnionych do udziału jest około 580 tysięcy mieszkańców Krakowa – wszyscy pełnoletni, posiadający prawa wyborcze w wyborach samorządowych. Warunki ważności – kluczowy element Aby referendum było ważne i wiążące, musi wziąć w nim udział co najmniej 3/5 liczby osób, które głosowały w ostatnich wyborach, w których wybrano obecne władze. Oznacza to: 158 555 osób – dla odwołania prezydenta 179 792 osób – dla odwołania Rady Miasta Jeśli frekwencja będzie niższa – referendum nie wywoła skutków prawnych, niezależnie od wyniku. Apel prezydenta Prezydent Aleksander Miszalski wprost zachęca mieszkańców: „Zostańcie w domu” – co jest strategią nastawioną właśnie na obniżenie frekwencji poniżej progu ważności. Aleksander Miszalski / fot. Łukasz Michalik Kontekst polityczny Referendum ma wyraźny charakter polityczny. Jego inicjatorzy zarzucają władzom miasta niewłaściwe zarządzanie, natomiast przeciwnicy referendum wskazują na motywacje polityczne i powiązania zwolenników referendum z opozycją, która od lat chce przejąć władze w mieście. Na czele tejże stoi Łukasz Gibała, który trzykrotnie przegrał w wyborach na prezydenta Krakowa (dwukrotnie z Jackiem Majchrowskim, nie wchodząc nawet do drugiej tury i raz z Aleksandrem Miszalskim). Gibała zbudował egzotyczną koalicję Ruchu Narodowego, Konfederacji, Razem i Prawa i Sprawiedliwości. ZOBACZ TAKŻE: 12 lat między referendami w Krakowie. Od igrzysk do odwołania władzy Terminy i procedura Referendum lokalne w Polsce przeprowadza się zgodnie z ustawą o referendum lokalnym. Datę głosowania wyznacza komisarz wyborczy, a kampania referendalna kończy się na 24 godziny przed dniem głosowania (tzw. cisza referendalna). W tym czasie obowiązuje zakaz agitacji. Sposób głosowania Głosowanie odbywa się poprzez zaznaczenie odpowiedzi „TAK” lub „NIE” przy każdym z dwóch pytań. Każde pytanie jest rozpatrywane oddzielnie – oznacza to, że możliwa jest sytuacja, w której jedno z rozstrzygnięć będzie ważne i wiążące, a drugie nie (np. z powodu niespełnienia progu frekwencji). Skutki referendum Jeśli referendum będzie ważne i większość głosujących opowie się za odwołaniem: w przypadku prezydenta miasta – jego funkcję tymczasowo przejmuje osoba wyznaczona przez premiera, a następnie organizowane są przedterminowe wybory, w przypadku Rady Miasta – dochodzi do jej rozwiązania i również zarządzane są nowe wybory. Frekwencja jako czynnik decydujący W praktyce referenda lokalne w Polsce często upadają właśnie z powodu zbyt niskiej frekwencji. Strategia zachęcania do bojkotu głosowania (pozostania w domu) była stosowana już wcześniej w innych miastach jako sposób na unieważnienie referendum. Referendum Historia podobnych referendów W Krakowie odbywały się już wcześniej referenda lokalne – np. w 2014 roku dotyczące organizacji zimowych igrzysk olimpijskich, które było ważne i zakończyło się odrzuceniem pomysłu przez mieszkańców. Pokazuje to, że przy odpowiedniej mobilizacji społecznej referendum może mieć realny wpływ na decyzje władz miasta. Koszty organizacji Przeprowadzenie referendum wiąże się z kosztami dla budżetu miasta (organizacja lokali wyborczych, komisji, obsługa administracyjna). W przypadku Krakowa będzie to około 4 miliony złotych. Polaryzacja społeczna Referendum często wzmacnia podziały wśród mieszkańców – tworzy wyraźne obozy „za” i „przeciw”, co może mieć wpływ na dalsze funkcjonowanie samorządu, niezależnie od wyniku głosowania.

Więcej…

Kiedyś chodził po ulicach Krakowa i bił ludzi. Dziś pajacuje w służbie referendum

Kiedyś chodził po ulicach Krakowa i bił ludzi. Dziś pajacuje w służbie referendum

14 kwietnia 2026 | 08:17

Wielokrotnie skazany przestępca i referendalny błazen właśnie pokazał całą prawdę o tej inicjatywie. Zamiast walczyć z „układem”, jak jeszcze niedawno krzyczał, dziś udaje, że popiera prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Po co? Żeby jak najwięcej krakowian poszło do urn i pomogło obalić tego samego prezydenta. To nie jest polityka. To jest zwykły cyrk z bandytą w roli głównej. I najlepszy dowód, że całe to referendum to nie obywatelska inicjatywa, tylko brudna, cyniczna manipulacja, w której każdy środek – kłamstwo, zmiana frontu i medialny szum – jest dobry. W Krakowie rozpoczął się właśnie kolejny odcinek serialu pod tytułem „ratujemy Kraków przed Miszalskim”. Jedną z najbardziej widocznych twarzy tej akcji jest Mateusz Jaśko – prawomocnie skazany radny dzielnicy Krowodrza, wielokrotnie karany bandyta, który jeszcze niedawno sam chciał zostać prezydentem miasta. Dzisiaj jednak Jaśko zmienił rolę. Z zagorzałego krytyka władzy, który zbierał podpisy pod referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego, przerzucił się na pajacowanie i udawanie, że nagle „popiera prezydenta”. Po co? Żeby jak najwięcej osób poszło do urn 24 maja. Bo im wyższa frekwencja, tym większa szansa, że referendum będzie ważne i przyniesie zamierzony efekt – polityczne trzęsienie ziemi w Krakowie. ZOBACZ TAKŻE: Po spotkaniach z Jaśką musiał mieć ochronę! "Ukrywałem się razem z rodziną" [WYWIAD] To nie jest żaden przypadek. To klasyczny przykład manipulacji i tworzenia szumu medialnego, którym orędownicy referendum posługują się od samego początku. Kiedy trzeba było zbierać podpisy – Jaśko był „twarzą obywatelskiego gniewu”. Kiedy trzeba podbić frekwencję – nagle staje się „tym, który mówi: idźcie głosować, nawet jeśli popieracie prezydenta”. Błazen w przebraniu aktywisty. Przypomnijmy fakty, które media głównego nurtu często wolą omijać szerokim łukiem: Mateusz Jaśko został prawomocnie skazany przez Sąd Apelacyjny w Krakowie za próbę wręczenia miliona złotych łapówki i groźby karalne pod adresem dziennikarza TVN. Sprawa dotyczyła próby przekupstwa w zamian za wyciszenie niewygodnego materiału o giełdzie kryptowalut. Gdy dziennikarz odmówił – padły groźby. Sąd zaostrzył wyrok: zamiast grzywny – cztery miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata plus 10 tysięcy złotych nawiązki. To nie pierwszy konflikt z prawem. Jaśko ma na koncie wcześniejsze, zatarte już wyroki m.in. za czyny przeciwko zdrowiu i nietykalności. Między innymi uderzył pięścią w twarz kobietę. Mimo to zachował mandat radnego dzielnicy i dalej buduje wizerunek „tego wkurzonego chłopaka z osiedla”, który „walczy z układem”. Teraz ten sam człowiek występuje w roli medialnego clowna, który raz atakuje Miszalskiego, a za chwilę udaje, że go „popiera”, byle tylko wyciągnąć ludzi do lokali wyborczych. To pokazuje prawdziwą twarz inicjatorów referendum: nie chodzi o troskę o Kraków, tylko o narzędzie politycznej walki, w której każdy środek jest dobry – manipulacja, szum, zmiana narracji z dnia na dzień. Referendum 24 maja ma być „głosem mieszkańców”. Tymczasem jedną z jego najbardziej rozpoznawalnych postaci jest człowiek, którego własne życie to ciąg procesów sądowych i kontrowersji. Jeśli tak wygląda „obywatelska inicjatywa”, to Kraków naprawdę ma problem – ale niekoniecznie z prezydentem Miszalskim. Bo prawdziwy problem to właśnie tacy „bojownicy”, którzy w zależności od potrzeby raz są anty-establishmentem, a raz jego pożytecznymi idiotami. Typowe pajacowanie w służbie referendum. *** Jeśli zaś naprawdę popieracie Miszalskiego, on sam apeluje, by w dniu referendum zostać w domu. Tylko brak frekwencji moze spowodować, że obecny prezydent dokończy kadencję.

Więcej…

5 rzeczy, które zmieni referendum (bez względu na wynik)

5 rzeczy, które zmieni referendum (bez względu na wynik)

13 kwietnia 2026 | 18:52

Referendum w Krakowie stało się jednym z najważniejszych momentów lokalnej polityki ostatnich lat. Niezależnie od tego, czy zakończy się zmianą władzy, czy jej utrzymaniem, jego skutki będą odczuwalne jeszcze długo. Oto pięć kluczowych zjawisk, które już teraz widać coraz wyraźniej. 1. Polaryzacja, która upraszcza wszystko do „za albo przeciw” Debata publiczna została sprowadzona do prostego podziału: jesteś po jednej stronie albo po drugiej. Coraz częściej działa to automatycznie – jeśli ktoś ostro krytykuje jednego z głównych aktorów sporu, natychmiast bywa przypisywany do obozu jego przeciwnika. Niuanse przestają mieć znaczenie. Uważasz, że Aleksander Miszalski jest fatalnym prezydentem? Popierasz Łukasz Gibałę. Uważasz, że Gibała to mściwy hucpiarz? Wspierasz Miszalskiego. 2. Etykietowanie zamiast rozmowy Zamiast dyskusji o konkretnych decyzjach czy politykach miejskich, pojawia się szybkie przypinanie łatek. Opinie są interpretowane przez pryzmat „czyj jesteś”, a nie „co mówisz”. To sprawia, że realna rozmowa o mieście schodzi na dalszy plan. 3. Wzrost emocji kosztem argumentów Kampania referendalna podniosła temperaturę sporu. Wiele wypowiedzi ma dziś bardziej emocjonalny niż merytoryczny charakter, a stanowiska się radykalizują. To utrudnia znalezienie wspólnego języka nawet w sprawach, które wcześniej nie budziły kontrowersji. 4. Trwałe pobudzenie aktywności obywatelskiej Jednocześnie referendum uruchomiło dużą energię społeczną. Mieszkańcy częściej śledzą działania władz, angażują się w dyskusje i chcą mieć wpływ na kierunek rozwoju miasta. To może zostać na dłużej – niezależnie od wyniku głosowania. 5. Nowa rzeczywistość polityczna w mieście Bez względu na to, kto wyjdzie z referendum wzmocniony, sposób uprawiania polityki w Krakowie już się zmienił. Decyzje będą podejmowane w warunkach większej presji społecznej, ale też większego napięcia i nieufności między różnymi grupami mieszkańców. *** Tło referendum – kiedy i po co się odbędzie Referendum w Krakowie odbędzie się 24 maja.  Mieszkańcy będą odpowiadać na dwa pytania: Czy jesteś za odwołaniem prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego? Czy jesteś za odwołaniem Rady Miasta Krakowa? Aby referendum było ważne, musi wziąć w nim udział odpowiednia liczba uprawnionych do głosowania – co najmniej 3/5 liczby wyborców, którzy uczestniczyli w wyborach, w których wybrano obecne władze. Oznacza to: 158 555 osób – dla odwołania prezydenta 179 792 osób – dla odwołania Rady Miasta Jeżeli frekwencja będzie niższa, niezależnie od wyników głosowania, jego wynik nie będzie "wiążący", a więc nie dojdzie do przyspieszonych wyborów.  ZOBACZ TAKŻE: 12 lat między referendami w Krakowie. Od igrzysk do odwołania władzy Natomiast samo odwołanie nastąpi wtedy, gdy frekwencja przekroczy wymagany prób, a większość głosujących opowie się „za” odwołaniem. Wówczas władzę w mieście sprawował będzie komisarz wyznaczony przez premiera. Przyspieszone wybory odbędą się najpóźniej w ostatnią niedzielę sierpnia.

Więcej…

12 lat między referendami w Krakowie. Od igrzysk do odwołania władzy

12 lat między referendami w Krakowie. Od igrzysk do odwołania władzy

13 kwietnia 2026 | 14:18

25 maja 2014 roku krakowianie po raz pierwszy na taką skalę sięgnęli po narzędzie demokracji bezpośredniej. Dokładnie 12 lat później – 24 maja 2026 roku – znów pójdą do urn, tym razem nie w sprawie inwestycji czy rozwoju miasta, lecz politycznego rozliczenia władz. To symboliczna klamra: od referendum „programowego” do referendum personalnego. 2014: referendum o przyszłości miasta Referendum w Krakowie w 2014 roku odbyło się 25 maja i dotyczyło czterech kluczowych kwestii: organizacji zimowych igrzysk olimpijskich, budowy metra, monitoringu oraz rozwoju infrastruktury rowerowej. Było to głosowanie o kierunku rozwoju Krakowa – jego ambicjach, inwestycjach i jakości życia mieszkańców. Frekwencja wyniosła 35,96% (210 441 osób), co oznaczało, że referendum było ważne i wiążące. Mieszkańcom zadano cztery pytania: Czy jest Pani/Pan za zorganizowaniem i przeprowadzeniem przez Kraków Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 roku? (TAK - 30%, NIE - 70%) Czy jest Pani/Pan za budową Metra w Krakowie? (TAK - 55%, NIE - 45%) Czy jest Pani/Pan za stworzeniem w Krakowie systemu monitoringu wizyjnego, którego celem byłaby poprawa bezpieczeństwa w Mieście? (TAK - 70%, NIE - 30%) Czy zdaniem Pani/Pana w Krakowie powinno się budować więcej ścieżek rowerowych? (TAK - 85%, NIE - 15%) Krakowianie zdecydowali w referendum, że nie chcą ZIO w Krakowie 2026: referendum o odwołaniu władz Zaplanowane na 24 maja 2026 roku głosowanie dotyczy odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego oraz Rady Miasta. To zasadnicza różnica: nie chodzi już o projekty, lecz o ocenę rządzących. Mieszkańcy będą odpowiadać na dwa pytania: Czy jesteś za odwołaniem prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego? Czy jesteś za odwołaniem Rady Miasta Krakowa? Referendum / fot. Kanał Krakowski Frekwencja – klucz do ważności Najważniejszym elementem obu referendów pozostaje frekwencja – jednak zasady są inne. 2014: próg ważności: 30% uprawnionych osiągnięty: 35,96% → referendum ważne 2026: próg: 3/5 liczby uczestników wyborów danego organu w ostatnich wyborach oznacza to: 158 555 osób – dla odwołania prezydenta 179 792 osób – dla odwołania Rady Miasta fot. Pixabay Porównanie w liczbach (2014 vs 2026) Data: 25 maja 2014 roku → 24 maja 2026 Uprawnieni: 585 140 → ok. 615 000 Udział: 210 441 (35,96%) → 159 000 / 180 000 (progi ważności) Rocznica tych wydarzeń nie jest przypadkowa. Dokładnie po 12 latach Kraków ponownie stanie przed pytaniem o siłę głosu obywateli.

Więcej…

Grzegorz Braun powalczy o fotel prezydenta Krakowa!

Grzegorz Braun powalczy o fotel prezydenta Krakowa!

13 kwietnia 2026 | 09:00

Grzegorz Braun szykuje się do objęcia władzy w Krakowie – dowiedział się Kanał Krakowski. Z naszych źródeł wynika, że polityk Konfederacji Korony Polskiej poważnie rozważa start w ewentualnych przyspieszonych wyborach na prezydenta Krakowa. Warunkiem jest oczywiście odwołanie obecnego prezydenta Aleksandra Miszalskiego w referendum zaplanowanym na 24 maja. – Braun to jedyny kandydat, który ma szansę realnie zmobilizować elektorat narodowy i konserwatywny w Krakowie. Jeśli referendum się uda, to on jest gotowy wejść do gry i skończyć z tym lewicowo-liberalnym cyrkiem w magistracie. Kraków wreszcie mógłby odzyskać polski charakter – mówi nam jeden z przedstawicieli środowiska prawicowego. Sam Grzegorz Braun nie zaprzeczył tej informacji. Zapytany przez dziennikarza Kuriera Krakowskiego o taką ewentualność, przyznał, że nie jest to nierealny scenariusz. Ciekawa koncepcja – przyznał Braun. O jego ewentualnym starcie mówią już coraz głośniej także politycy innych partii. Wspominał o tym choćby szef małopolskiej Nowej Lewicy Ryszard Śmiałek w rozmowie z Radiem Kraków. ZOBACZ TAKŻE: Po spotkaniach z Jaśką musiał mieć ochronę! "Ukrywałem się razem z rodziną" [WYWIAD] Sytuacja jest dynamiczna. Czy Kraków stoi przed prawdziwą polityczną rewolucją? Jeśli referendum się powiedzie i frekwencja będzie wystarczająca, a mieszkańcy powiedzą „dość” obecnemu prezydentowi – Grzegorz Braun może realnie walczyć o fotel w magistracie.

Więcej…

PasjaTYwniej – bo pasje zasługują na więcej niż ekran

PasjaTYwniej – bo pasje zasługują na więcej niż ekran

09 kwietnia 2026 | 20:29

W ostatnich latach coraz częściej można zauważyć niepokojące zjawisko stopniowego zanikania pasji i zainteresowań wśród dzieci, nastolatków, a także młodych dorosłych. Czas, który jeszcze niedawno był przeznaczany na hobby, spotkania z rówieśnikami czy aktywności na świeżym powietrzu, dziś w dużej mierze wypełniają ekrany telefonów, komputerów i innych urządzeń elektronicznych. Technologia stała się nieodłącznym elementem codzienności – i choć sama w sobie nie jest niczym złym, jej nadmierne i niekontrolowane użytkowanie może skutecznie odbierać motywację do działania. To właśnie z tej obserwacji narodził się projekt „PasjaTYwniej”, realizowany w ramach ogólnopolskiej olimpiady „Zwolnieni z Teorii”. Zespół tworzą uczniowie Zespołu Szkół Elektrycznych nr 1 w Krakowie. Projekt powstał z myślą o zachęcaniu dzieci, młodzieży oraz dorosłych do odkrywania, rozwijania i pielęgnowania swoich pasji. Jego twórcy chcą pokazać, że istnieje realna i atrakcyjna alternatywa dla spędzania długich godzin przed ekranem, a także podkreślić, że technologia – mimo swoich zalet – powinna być wykorzystywana w sposób świadomy i odpowiedzialny. Pomysłodawcy projektu zauważają, że wiele osób rezygnuje z własnych zainteresowań z powodu braku motywacji, wsparcia ze strony otoczenia, a czasem także przez krytykę czy poczucie braku czasu. „PasjaTYwniej” odpowiada na te problemy, tworząc przestrzeń pełną inspiracji, wzajemnego wsparcia i praktycznych wskazówek. Pokazuje, jak łatwo zrobić pierwszy krok, podsuwa pomysły na rozwój oraz motywuje do działania. Twórcy inicjatywy podkreślają, że pasja to coś więcej niż hobby. To sposób na wyrażanie siebie, budowanie pewności siebie i poczucia własnej wartości, a także realne wsparcie dla zdrowia psychicznego i fizycznego. Działania realizowane w ramach projektu rozwijają kreatywność, zachęcają do doskonalenia umiejętności oraz wzmacniają relacje międzyludzkie – szczególnie wśród młodych ludzi. „PasjaTYwniej” to również przestrzeń sprzyjająca integracji społecznej. To miejsce, w którym można poznać osoby o podobnych zainteresowaniach, dzielić się doświadczeniami i wspólnie się rozwijać. Projekt kierowany jest przede wszystkim do młodych ludzi – zarówno z dużych miast, jak i mniejszych miejscowości – którzy dużą część dnia spędzają w internecie, często nie mając pomysłu na aktywne i twórcze spędzanie czasu. Wielu z nich poszukuje swojego miejsca, własnej drogi i sposobu na wyrażenie siebie. Choć interesują się różnymi dziedzinami – od sztuki i muzyki, przez sport, aż po technologię – nie zawsze mają możliwość lub odwagę rozwijać te pasje w codziennym życiu. Projekt „PasjaTYwniej” powstał po to, aby to zmienić. Twórcy inicjatywy wierzą, że każdy problem da się rozwiązać, a każdą trudność można pokonać. Ich działania mają przyczynić się do budowania bardziej zaangażowanego, świadomego i twórczego społeczeństwa – takiego, które nie boi się próbować, działać i żyć naprawdę… nie pasywnie, lecz PasjaTYwnie. Więcej informacji o projekcie można znaleźć na stronie: www.pasjatywniej.pl.

Więcej…

Strona 4 z 11

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10

Na fali

  • Kto prezydentem Krakowa? Dotarliśmy do tajnego sondażu, a w nim... sensacja!

    Wydarzenia

    Kto prezydentem Krakowa? Dotarliśmy do...

    Informacja
    18 czerwca 2026
  • Polityczne samobójstwo czy brutalny sabotaż? Zastępca Miszalskiego odpalił protokół zniszczenia

    Opinie

    Polityczne samobójstwo czy brutalny...

    Informacja
    15 czerwca 2026
  • Znamy plan Gibały: nie wystartuje, zagra o pełną stawkę [UJAWNIAMY KULISY]

    Wydarzenia

    Znamy plan Gibały: nie wystartuje,...

    Informacja
    15 czerwca 2026

Kanał Krakowski

Płyniemy pod prąd. Z prądem płyną śmieci.

Menu

  • Strona główna
  • O nas
  • Reklama
  • Materiały partnerskie
  • Kontakt
  • Polityka prywatności

Działy

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Copyright © 2026 Kanał Krakowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.