Logo Kanał Krakowski
  • Fala faktów
  • Głos z kanału
  • W nurcie rozmowy
  • Ściek medialny
  • Luźne fale

Obserwuj nas na:

  • Fala faktów
  • Głos z kanału
  • W nurcie rozmowy
  • Ściek medialny
  • Luźne fale
Reklama - duża
  1. Strona główna

Fala faktów

Barbara Nowak ostro o edukacji zdrowotnej: "Jest to niszczące"

Barbara Nowak ostro o edukacji zdrowotnej: "Jest to niszczące"

22 września 2025 | 14:51

- To, co się proponuje w tej tak zwanej edukacji zdrowotnej, w tym 11 elemencie seksualizacji dzieci, jest to niszczące - mówi Barbara Nowak, małopolska radna, a wcześniej małopolska kurator oświaty. Zrzuca także - i to wprost - kłamstwo, jakim posługuje się ministerstwo edukacji. Barbara Nowak wypowiedziała się na temat edukacji zdrowotnej, która od pierwszego września zastąpiła zajęcia wychowania do życia w rodzinie, w Telewizji TRWAM. Edukacja tak, ale nie deprawacja - mówi Nowak, co jasno wskazuje na jej stosunek do innowacji wprowadzonej w polskich szkołach. Oprócz tego podkreśla, że wszystkie materiały promocyjne edukacji zdrowotnej to kłamstwo, a sam przedmiot jest szkodliwy. Można odnieść wrażenie, że w tym przypadku edukacja zdrowotna nie jest problemem sama w sobie, ale bardziej zapalnikiem do wywodu na temat „ideologii gender”, jak sama Nowak to nazywa.  Uważa, że rodzice zapisując swoje dzieci na ten przedmiot, popełniają wielki błąd wychowawczy i dają robić z siebie durniów, a wszystkie potrzebne elementy są poruszane już w ramach innych zajęć szkolnych. Wszystko byłoby więc wspaniale, gdyby nie ta jedna skaza: element „SEKSUALIZACJI DZIECI”, który ma mieszać im w głowach, a „tragiczne” skutki takich poczynań mamy obserwować na Zachodzie. W wypowiedzi Barbary Nowak wybrzmiewa oburzenie, dotyczące rzekomego niszczenia spokoju dzieci, ale jej argumenty przeczą same sobie - jak bowiem mamy dążyć do stabilnego społeczeństwa bez podnoszenia poziomu tolerancji?

Więcej…

Wisła – cichy grabarz Krakowa. Wiemy, ile ciał wyławiają nurkowie

Wisła – cichy grabarz Krakowa. Wiemy, ile ciał wyławiają nurkowie

19 września 2025 | 08:04

Średnio cztery ciała rocznie wyławiają policyjni nurkowie z rzek przecinających Kraków. Cztery ludzkie dramaty, cztery rodzinne tragedie – a to tylko oficjalne dane. Wystarczy jeden telefon z dyspozytorni, by strażacy i policjanci ruszyli nad brzeg, skąd często wracają z makabrycznym „łupem”. Paradoks? W czasie pandemii Covid–19 ta ponura statystyka niemal wyparowała. Zero przypadków w 2020 roku, pojedynczy w 2021. – Ludzie siedzieli w domach, mniej imprezowali, mniej szaleli – mówią krótko policjanci. Ostatnie ciało znaleziono w Wiśle na początku września. Na wysokości klasztoru Norbertanek, w sercu Salwatora, z wody wyłowiono ciało około 35–letniego mężczyzny. Dane nie kłamią: w samym Krakowie dochodzi do średnio czterech utonięcia rocznie, w Małopolsce aż do 14. Około połowy to – jak urzędowo określa policja – „udane targnięcia się na własne życie”. Za tym suchym zwrotem kryją się desperacja, brak pomocy, czasem zwykły pech i butelka wódki. W 2023 roku z małopolskich rzek wyłowiono 12 ciał, w tym 4 w Krakowie. Większość oczywiście z Wisły – rzeki, która w letnie noce kusi pijanych, zakochanych i zagubionych. Policyjne statystyki Wcześniejsze dziesięciolecie? Stabilne liczby, które budzą niepokój właśnie dlatego, że nic się nie zmienia. Tylko pandemia Covid-19 wyhamowała mroczne żniwo. W 2020 i 2021 roku w Krakowie z wody (nie była to Wisła) wyłowiono jedno ciało. Ciało samobójcy. Jednak gdy miasto znowu zaczęło tętnić nocnym życiem, Wisła przypomniała, że jest nie tylko ozdobą widokówek. To również cichy grabarz Krakowa.

Więcej…

Wojsko sprawdzi, czy w razie W możesz chwycić za karabin

Wojsko sprawdzi, czy w razie W możesz chwycić za karabin

18 września 2025 | 21:58

Wojsko będzie sprawdzać, czy się nadajesz na front czy tylko do fotela w administracji! Na początku roku w całym kraju ruszy coroczny cyrk zwany kwalifikacją wojskową. Tym razem wezwań dostanie bagatela 235 tysięcy osób. Wszystko zgodnie z rozporządzeniem MON – bo przecież Polska musi mieć papier, który udowodni, że wie, kto nadaje się do wojska, a kto nie. Każdy zainteresowany dostanie list z urzędu gminy lub miasta z dokładnym terminem, godziną i miejscem stawiennictwa przed Powiatową Komisją Lekarską. Uwaga Kraków: termin w naszym mieście? Jeszcze nieznany. Szczegóły pod koniec roku. Także cierpliwości. I od razu jasna sprawa: ta cała akcja nie ma nic wspólnego z wojną na Ukrainie. To tylko coroczny przegląd papierów i zdrowia obywateli – MON musi wiedzieć, kto może, a kto nie może w razie czego wziąć karabin. Kto musi się pokazać w 2026 roku? Mężczyźni urodzeni w 2007 roku. Mężczyźni z roczników 2002–2006, którzy wciąż nie mają określonej kategorii zdolności do służby. Ci, którzy w 2024 i 2025 zostali uznani przez komisje lekarskie za czasowo niezdolnych, jeśli okres ich “zwolnienia” kończy się przed lub po kwalifikacji, ale złożyli wniosek o zmianę kategorii. Kobiety urodzone w latach 1999–2007, które mają kwalifikacje przydatne w wojsku lub kończą naukę w zawodach przewidzianych prawem na rok akademicki 2025/2026 i jeszcze nie były na kwalifikacji. Wezwania i stawiennictwo: Nie dostałeś listu? Nie ma znaczenia. Jeśli jesteś w grupie objętej kwalifikacją, musisz się stawić. Ignorowanie tego faktu to prosta droga do problemów. Miejsca i terminy są publikowane w Obwieszczeniach Wojewody – wywieszanych w przestrzeni publicznej, więc trochę spostrzegawczości się przyda. Nie możesz przyjść? Masz powód, żeby się nie pokazać? Zgłoś to wójtowi, burmistrzowi lub prezydentowi miasta. Wyznaczą nowy termin. Nie ma wymówek. Nieobecność = grzywna. Tak, nie stawienie się przed komisją może słono kosztować. Po co w ogóle ta cała procedura? Kwalifikacja wojskowa to nic innego jak wizyta u lekarza i papierologia: Komisja ustala kategorię zdolności do służby (A, B, D, E). Regulujesz swój stosunek do wojska – czy jesteś do wzięcia w razie potrzeby, czy nie. Nie myl tego z powołaniem do wojska – na tym etapie nikt Ci karabinu do ręki nie da. Ale wyniki kwalifikacji mogą później zadecydować o Twojej przyszłości – służba zawodowa, ochotnicza, zasadnicza czy rezerwa.

Więcej…

Wiemy, ile pieniędzy stracą krakowianie na propozycji radnej od Gibały. "To absurd"

Wiemy, ile pieniędzy stracą krakowianie na propozycji radnej od Gibały. "To absurd"

18 września 2025 | 07:43

Grubo ponad miliard złotych – tyle mieszkańcy Krakowa musieliby zapłacić, gdyby władze miasta przychyliły się do propozycji radnej z klubu Łukasza Gibały. Aleksandra Owca żąda zerwania kontraktu z Mobilisem, bo właściciel firmy rzekomo wspiera żydowskie osadnictwo na Zachodnim Brzegu. Jak dowiedział się Kanał Krakowski, koszty zerwania umowy byłyby gigantyczne. – Roszczenie ze strony firmy Mobilis po zerwaniu umowy mogłoby wynieść najmniej kilkaset milionów złotych, a maksymalnie nawet całość wartości kontraktu, czyli sporo ponad miliard złotych (dokładnie 1,383 mld zł). To roczny koszt utrzymania komunikacji publicznej w Krakowie – mówi nam Maciej Piotrkowski z Zarządu Transportu Publicznego. – Oczywiście, poza pieniędzmi wypłaconymi z tytułu odszkodowania, miasto musiałoby uwzględnić: koszt zakupu autobusów (kilkadziesiąt milionów złotych), koszt budowy zajezdni i myjni (kolejne kilkadziesiąt milionów), koszt stworzenia stacji ładowania itd. oraz wysokość utraconych zysków – dodaje przedstawiciel ZTP w rozmowie z Kanałem Krakowskim. Aktualnie Mobilis obsługuje 30 linii autobusowych, które musiałyby zostać zlikwidowane lub ponownie dofinansowane. – Takie pomysły może zgłaszać tylko ktoś, kto nie rozumie, jak działa transport publiczny! - grzmi radny Grzegorz Stawowy. – Umowy nie da się zerwać ot tak. Miasto może oczywiście rozliczać firmę i nakładać kary za niedociągnięcia, ale jak wytłumaczyć w sądzie, że rezygnujemy tylko dlatego, iż jednym z udziałowców jest izraelski koncern? To absurd. Na podobnej zasadzie moglibyśmy odebrać teren pod inwestycje żydowskiemu deweloperowi i zrobić tam park im. Ofiar wojny w Strefie Gazy – dodaje polityk PO. Wtóruje mu radny Włodzimierz Pietrus z PiS: – Na pewno nie możemy zerwać umowy z Mobilisem ot tak, ale jeśli są ku temu mocne podstawy powinniśmy być przy jej zrywaniu do tego dobrze przygotowani. CZYTAJ TAKŻE: Czy Miasto zerwie umowę z Mobilisem? Wiemy, jaka będzie decyzja Partia Razem, ustami swojej współprzewodniczącej i zarazem krakowskiej radnej Aleksandry Owcy, zapowiedziała akcję informacyjną, której celem ma być doprowadzenie do zerwania współpracy samorządów z Mobilisem.

Więcej…

Uwaga! Kangur na ulicach Krakowa

Uwaga! Kangur na ulicach Krakowa

17 września 2025 | 12:48

Niestety ludzie gubią różne przedmioty i wówczas udają się do biura rzeczy znalezionych. Gorzej sytuacja wygląda w sprawie zaginięć ukochanych pupili, a prawdziwymi tragediami są zaginięcia i porwania zwykłych ludzi, ale takiej sytuacji nikt się nie spodziewał. Kraków odpalił KANGUR ALERT! Komuś uciekł duży kangur i to nie jest żart. Zgadza się - kangur i to ponoć sporych rozmiarów osobnik - jak donoszą mieszkańcy Krakowa, wczoraj widziany był w okolicach Zielonek, a dziś około godziny 4:30, zwierzę skakało na osiedlu Kombatantów, przy ulicy Okulickiego. Jeden ze świadków nie dowierzał swoim oczom (być może godzina była zbyt wczesna, żeby nie posądzać się o nocne zwidy) i zapytał na jednym z forów, czy ktoś mógłby potwierdzić jego obserwację.  Sprawa wypłynęła na facebookowej grupie Mistrzejowice rozmawiają. Wszyscy zadajemy sobie pytanie: skąd taki nietypowy gość na ulicach dużego, europejskiego miasta? Prawdopodobnie uciekł z prywatnej hodowli, ale jest też opcja, że ktoś sprowadził kangura… nielegalnie i stracił nad nim kontrolę. Jeśli usłyszycie coś niepokojącego za oknem, lepiej sprawdźcie czy to na pewno pies sąsiada, bo możecie się mocno zdziwić. Jeśli jednak waszym oczom również ukaże się kangur, zgłoście sprawę odpowiednim służbom!

Więcej…

Czy Miasto zerwie umowę z Mobilisem? Wiemy, jaka będzie decyzja

Czy Miasto zerwie umowę z Mobilisem? Wiemy, jaka będzie decyzja

17 września 2025 | 08:10

Milionowe odszkodowanie, setki tysięcy ludzi uwięzionych w korkach i całkowity paraliż komunikacyjny – tak może wyglądać Kraków, jeśli miasto zrealizuje pomysł radnej Aleksandry Owcy, która namawia do zerwania umowy z prywatnym przewoźnikiem, firmą Mobilis. Czy Kraków jest gotowy na taką rewolucję? Zapytaliśmy tych, którzy będą o tym decydować. Najpierw przypomnijmy powód, dla którego Owca chce narazić mieszkańców Krakowa na paraliż komunikacyjny. Otóż, firma Mobilis należy do izraelskiego koncernu Egged, a to - jej zdaniem - oznacza wspieranie nielegalnego osadnictwa na terenach Palestyny.  W krakowskim magistracie liczą, ile dokładnie będzie kosztowało zerwanie umowy z przewoźnikiem. Ale wielu kosztów policzyć się nie da, bo nie tylko o pieniędze tutaj chodzi.  Kanał Krakowski zapytał szefów klubów radnych, czy miasto powinno zerwać umowę z firmą Mobilis. Grzegorz Stawowy, szef klubu radnych KO: NIE – Takie pomysły może zgłaszać tylko ktoś, kto nie rozumie, jak działa transport publiczny! Umowy nie da się zerwać ot tak. Miasto może oczywiście rozliczać firmę i nakładać kary za niedociągnięcia, ale jak wytłumaczyć w sądzie, że rezygnujemy tylko dlatego, iż jednym z udziałowców jest izraelski koncern? To absurd. Na podobnej zasadzie moglibyśmy odebrać teren pod inwestycje żydowskiemu deweloperowi i zrobić tam park im. Ofiar wojny w Strefie Gazy. – Zerwanie kontraktu z dnia na dzień sparaliżowałoby miasto. Mobilis przewozi pasażerów na 29 liniach i ma ponad 150 autobusów. Obecnie na ma w Polsce żadnego operatora, który mógłby przejąć te zadania. – Te setki autobusów przestałyby kursować. Nie po to lata temu walczyliśmy o konkurencję i wprowadzenie prywatnego przewoźnika, żeby teraz wszystko wróciło do spółki miejskiej. Oczywiście, w teorii zmiana prywatnego przewoźnika jest możliwa, ale taka operacja wymaga miesięcy przygotowań. A za ten czas firma Mobilis może już należeć do zupełnie innego właściciela. Włodzimierz Pietrus, szef klubu radnych PiS: NIE – Na pewno nie możemy zerwać umowy z Mobilisem ot tak, ale jeśli są ku temu mocne podstawy powinniśmy być przy jej zrywaniu do tego dobrze przygotowani. Z drugiej zaś strony, obojętnie czy się tę umowę zerwie czy nie, armagedon będzie i tak, jeśli ZTP będzie w dalszym ciągu tak zarządzało komunikacją w Krakowie. Wygląda na to, że prezydentowi Miszalskiemu zależy na trwaniu w komunikacyjnym chaosie. – Najpierw  dobrze byłoby zmienić zasady w polityce transportowej miasta, a dopiero później rozważać ewentualne zerwanie umowy z prywatnym przewoźnikiem. Moim zdaniem, obecna polityka transportowa prowadzona przez Miasto się nie broni. Działania dyrektora Łukasza Franka są niezrozumiałe. I to nie jest problem tylko bieżącej kadencji. Problem tkwi w osobie tego dyrektora, który był i za prezydenta Majchrowskiego i jest teraz, za Miszalskiego. Z tego, co słyszymy, dyrektor jeździ sporo po świecie i podpatruje jakieś rozwiązania. Może więc za dużo jeździ i z tego wszystko nie potrafi czegoś sensownego skleić dla Krakowa? Cała ta jego polityka od lat prowadzi do sztucznego generowania korków, do dublowania przebiegów komunikacji autobusowej z tramwajową na tych samych trasach.  – Gdybyśmy więc zmienili to podejście, może nie byłoby potrzeba tak wiele autobusów? Może wtedy dałoby się, bez straty dla mieszkańców, zerwać umowę z prywatnym przewoźnikiem lub nie podpisywać nowej? Tak więc w pierwszej kolejności trzeba zrewidować sposób patrzenia na komunikację w Krakowie i zaproponować zupełnie nowe, optymalne dla krakowskiego transportu zbiorowego rozwiązania. Łukasz Gibała, szef klubu radnych KdM: NIE WIEM, NIE ZNAM SIĘ, ZAROBIONY JESTEM W tym miejscu miała być wypowiedź szefa trzeciego co do wielkości klubu radnych, ale… Łukasz Gibała nie odpowiedział na pytanie, co sądzi o propozycji swojej koleżanki z KdM. W imieniu klubu Gibały głos zabrała Aleksandra Owca. – Nie będziemy w Krakowie zamykać oczu na zbrodnie wojenne, tylko dlatego, że to niewygodne dla władz miasta. Skoro politycy Platformy zorientowali się już, że zawarliśmy z Egged „miliardowy, dziesięcioletni kontrakt”, to może zadadzą sobie pytanie, dlaczego zawieramy miliardowe, dziesięcioletnie kontrakty z firmami, nie robiąc podstawowego audytu? Dlaczego zawieramy je bez uwzględnienia długoterminowego interesu miasta, rozwoju branży w kraju czy chociaż w regionie, o zagrożeniach geopolitycznych nie wspominając? Może w końcu dojrzeją też do pytania: co zrobić, żeby takich błędów nie powtarzać? Całe stanowisko pomysłodawczyni zerwania umowy z firmą Mobilis możecie przeczytać tutaj: Owca: "Ta sprawa jest niewygodna dla władz miasta". W tle wielkie pieniądze

Więcej…

"To lekarz będzie dzwonił do pacjenta i pytał, jak się czuje". Oto, jak działa to w Małopolsce

"To lekarz będzie dzwonił do pacjenta i pytał, jak się czuje". Oto, jak działa to w Małopolsce

16 września 2025 | 16:55

Pamiętacie, jak Szymon Hołownia mówił, że „do lekarz będzie dzwonił do Was i pytał, jak się czujecie”? No więc… powinien! Kojarzycie bowiem program Moje Zdrowie? Polega on na tym, że wchodzicie na stronę pacjent.gov.pl, wypełniacie krótką ankietę i – zgodnie z zapowiedziami – w ciągu 30 dni dostajecie skierowanie na szereg badań. A jak wygląda rzeczywistość? – Na początku wakacji wypełniłam ankietę w programie Moje Zdrowie. Zajęło mi to kilka minut. Na końcu pojawiła się informacja, że w ciągu maksymalnie 30 dni skontaktuje się ze mną ktoś z mojej przychodni. Czekam do tej pory – relacjonuje Marta, 25-latka. Podobnych historii jest więcej, dlatego postanowiliśmy sprawdzić w małopolskim Narodowym Funduszu Zdrowia, jak program działa w praktyce. Czy lekarze rzeczywiście dzwonią do pacjentów? – W Małopolsce ankietę wypełniło 95 tysięcy osób, z czego ponad 89 tys. otrzymało już skierowanie na badania – informuje nas Aleksandra Kwiecień, rzeczniczka małopolskiego oddziału NFZ. – Może się zdarzyć, że czas oczekiwania na skierowanie się wydłuży. W takiej sytuacji najlepiej skontaktować się z przychodnią POZ, w której pacjent złożył deklarację do lekarza rodzinnego – radzi.  Kwiecień przypomina też, że jeśli pacjent nie ma wybranego lekarza POZ, wypełniona ankieta nie trafi do żadnej przychodni. – Program jest skierowany do osób po 20. roku życia, które są ubezpieczone i mają wybranego lekarza POZ, czyli złożyły deklarację w konkretnej przychodni. Są to warunki konieczne – dodaje Aleksandra Kwiecień. – Do naszego oddziału nie wpłynęły skargi dotyczące problemów z uzyskaniem skierowania na badania w ramach programu – zaznacza przedstawicielka NFZ.

Więcej…

Czy Miszalski popełnił przestępstwo? Prokuratura obnaża manipulacje

Czy Miszalski popełnił przestępstwo? Prokuratura obnaża manipulacje

15 września 2025 | 15:26

Podżeganie, manipulowanie faktami, rzucanie oszczerstw, podsuwanie myśli o łamaniu prawa bez żadnych dowodów – tak wygląda nieczysta gra polityczna. I mamy z nią do czynienia w Krakowie. Uzyskaliśmy na to potwierdzenie prosto z prokuratury! Ale po kolei. W swoim kontrowersyjnym poście sprzed kilkunastu dni radny Łukasz Gibała zrównał nasze miasto z... Sycylią i jej mafijnymi strukturami. A skoro mafia, to oczywiście układy, przestępstwa, naruszenia prawa. Gibała napisał to wprost: "Sycylia słynie z wielu rzeczy. Między innymi z pięknych krajobrazów. Ale też z tego, że lokalny biznes i polityka są ze sobą splecione w siatce niejasnych, patologicznych i rodzących ryzyko korupcji powiązań.". Potem radny maluje obraz domniemanych układów z czasów Jacka Majchrowskiego, a później Aleksandra Miszalskiego. CZYTAJ TAKŻE: Krakowianie potępiają incydent w urzędzie. "To już terroryzm" Czytając wpis, odnosi się wrażenie, że obaj panowie nie tylko przekraczali granice prawa, ale wręcz są kryminalistami rządzącymi miastem. – I dobrze, że Gibała ujawnia takie patologie – możecie pomyśleć. – Oczywiście, że dobrze – odpowiemy. – Przestępstwa należy piętnować, nagłaśniać i karać. Ale tu jest haczyk: żadnego przestępstwa nie było. Przynajmniej Gibała się go nie dopatrzył. Bo gdyby naprawdę doszło do złamania prawa, to radny z pewnością zgłosiłby swoje podejrzenia do odpowiednich organów. A później zwołałby konferencje prasową i pochwalił się dziennikarzom, jaki to z niego świetny tropiciel układów. Tymczasem sprawdziliśmy w prokuraturze. – W odpowiedzi na Pana pismo uprzejmie informuję, że w Prokuraturze w 2025 roku nie rejestrowano spraw z zawiadomienia Łukasza Gibały – przekazała nam prokurator Oliwia Bożek-Michalec z Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Czy radny Gibała uważa, że wypada formułować wpisy w mediach społecznościowych w sposób sugerujący, że władze Krakowa – zarówno obecne, jak i poprzednie – łamią prawo, choć w rzeczywistości nie ma na to dowodów? Czy zamierza złożyć zawiadomienie o podejrzeniu przestępstwa, czy też woli ograniczać się do rzucania insynuacji? Czy naprawdę sądzi, że krakowianie są na tyle naiwni, by uwierzyć w jego oszczerstwa? Mieszkańcy miasta już trzykrotnie, w kolejnych wyborach, jasno wyrazili swoje stanowisko, nie wybierając go na prezydenta. Czy radny rozumie znaczenie słowa „nie”? CZYTAJ TAKŻE: Bojówka zaatakowała mieszkańców w urzędzie. Czy Gibała zatrzyma to szaleństwo? Czy radny Gibała zdaje sobie sprawę, że podejrzenia o popełnieniu przestępstwa należy zgłaszać odpowiednim służbom, zamiast rzucać insynuacje w mediach społecznościowych? Kraków to nie prywatny ring bokserski radnego, gdzie można wyprowadzać ciosy na oślep, licząc, że nikt nie sprawdzi rękawic. Krakowianie dostrzegają, kto gra uczciwie, a kto jedynie macha rękami, szukając taniego poklasku. Może nadszedł czas, by radny spojrzał w lustro i zadał sobie pytanie: czy naprawdę chce być tym, który szczuje, zamiast budować?

Więcej…

Bojówka zaatakowała mieszkańców w urzędzie. Czy Gibała zatrzyma to szaleństwo?

Bojówka zaatakowała mieszkańców w urzędzie. Czy Gibała zatrzyma to szaleństwo?

12 września 2025 | 16:25

Makabryczne sceny w krakowskich magistracie! Dwóch bojówkarzy związanych z Łukaszem Gibałą zaatakowało dziś urzędników i mieszkańców, którzy załatwiali własne sprawy na dzienniku podawczym. - Nie pozwolę, by pracownicy Urzędu Miasta byli zastraszani i narażani w imię politycznych interesów - stwierdził prezydent Krakowa. - Na dzienniku podawczym została rozpylona drażniąca substancja. Narażeni zostali pracownicy urzędu oraz mieszkańcy, którzy w tym czasie załatwiali swoje sprawy. Poszkodowane urzędniczki skarżą się na podrażnienia błon śluzowych - relacjonuje Miszalski. Wszystko wskazuje na to, że ten niebezpieczny dla zdrowia i życia mieszkańców Krakowa incydent jest następstwem działalności m.in. tych dwóch panów: Tomasz Borejza i Grzegorz Krzywak. Obaj są związani z Łukaszem Gibałą. To ich zdjęcie pojawiło się kilka chwil przed atakiem na profilu Krowoderskiej na Facebooku. To zdjęcie pojawiło się kilka chwil przed atakiem. Borejza (po lewej) i Krzywak - To kolejne przekroczenie granicy. Krytyka władz miasta, nawet najostrzejsza, jest elementem demokracji. Ale atak na urzędników i mieszkańców, którzy przyszli do magistratu, nie ma nic wspólnego z debatą publiczną. To forma agresji - grzmi prezydent miasta. Sprawa została zgłoszona Policji. Kilka dni temu Miszalski dostał groźby śmierci. Jak twierdzi, one także były inspirowane hejtem nakręcanym przez Łukasza Gibałę. Więcej o tej bulwersującej sprawie pisaliśmy tutaj: Po trupach do celu. Echa wielkiej afery. Grozili prezydentowi śmiercią. - Apelowałem do wszystkich stron sporu politycznego o panowanie nad emocjami i troskę o dialog. Niestety jak widać liczy się jedynie władza - skonkludował Miszalski. Ich już zamordowali Przywołanie tragicznego zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza sprzed sześciu lat wciąż brzmi jak memento. Wydarzenia te przypominają, że podsycanie nienawiści w życiu publicznym może prowadzić do tragedii, nawet jeśli początkowo wydaje się „tylko” ostrą retoryką. W Stanach Zjednoczonych świeżym echem odbiła się również śmierć trzydziestojednoletniego mówcy politycznego, który zginął w wyniku strzelaniny podczas publicznego wystąpienia. Ten dramat to także pokłosie napiętej atmosfery politycznej. Kirk był stronnikiem prezydenta USA Donalda Trumpa. Czy Gibała powstrzyma swoich zwolenników, którzy coraz śmielej przesuwają granice? Czy polityczna wojenka w Krakowie przerodzi się w coś więcej niż tylko ostra retoryka? Mieszkańcy miasta zasługują na spokój i bezpieczeństwo, a nie na kolejne akty agresji podsycane politycznymi ambicjami człowieka, który już trzy razy przegrał wybory na prezydenta Krakowa.

Więcej…

Kaczyński w Krakowie! PiS potwierdza informację Kanału Krakowskiego

Kaczyński w Krakowie! PiS potwierdza informację Kanału Krakowskiego

12 września 2025 | 10:16

To już oficjalne – Jarosław Kaczyński w najbliższy poniedziałek odwiedzi Kraków. O planowanej wizycie informowaliśmy dwa dni temu, kiedy była jeszcze utrzymywana w tajemnicy. Dziś potwierdził ją publicznie szef krakowskich struktur Prawa i Sprawiedliwości, Łukasz Kmita. Z nieoficjalnych ustaleń wynika, że głównym celem wizyty prezesa PiS jest próba uporządkowania napiętej sytuacji w lokalnych strukturach partii. W ostatnich tygodniach w małopolskim PiS-ie narastały wewnętrzne spory, a poniedziałkowe spotkania mają pomóc w wypracowaniu kompromisu i wzmocnieniu jedności ugrupowania. Więcej na ten temat pisaliśmy tutaj: Kaczyński przyjeżdża do Krakowa na "rozmowę wychowawczą" Łukasz Kmita ujawnił również, że Jarosław Kaczyński spotka się z mieszkańcami miasta. Otwarte dla publiczności wydarzenie odbędzie się w poniedziałek o godz. 16.30 w hali Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” przy ul. Piłsudskiego 27. 

Więcej…

Działaczka Konfederacji zaprasza Rosjan, u Gibały szwalnia onuc. Kacapy przejmują Kraków?

Działaczka Konfederacji zaprasza Rosjan, u Gibały szwalnia onuc. Kacapy przejmują Kraków?

12 września 2025 | 09:41

Publikuje wpisy mówiące o „denazyfikacji Polski” i twierdzi, że wojska rosyjskie w Polsce będą witane z otwartymi ramionami. Wzywa do „normalizacji stosunków z Rosją i Białorusią”. Kto taki? Rzecznik zbrodniarza wojennego z Kremla? Jakieś konto-duch? Nie, kandydatka Konfederacji do sejmu z Krakowa. Jednak problem z rosyjską narracją na swoich profilach mają nie tylko niedoszłe posłanki. Niedawno opisaliśmy budzące olbrzymie kontrowersje wpisy krakowskiego posła Konrada Berkowicza z Konfederacji, którym bliżej do narracji płynącej z Kremla, niż do polskiej racji stanu. Zobacz: Poseł z Krakowa suflował ruski przekaz. "Zdrada stanu" Jak się jednak okazuje, poseł Berkowicz ze swoją dość oryginalną publicystyką to zaledwie wierzchołek tej onucowej góry. Z jej szczytu macha do nas jego koleżanka z listy do sejmu, Samuela Torkowska. Niedoszła posłanka z Krakowa - zdobyła piąty (!!!) wynik na liście Konfederacji w ostatnich wyborach – ze swoją miłością do zbrodniarzy wojennych się nie ukrywa. I otwartym tekstem informuje, że oczekuje na wojska rosyjskie w Polsce: fot. x.com/samkatorkowska Mało? Pani Samuela, modelka i działaczka Konfederacji Korony Polskiej, podaje dalej wpisy mówiące o tym, że zbrodniarz wojenny z Kremla „stoi po właściwej stronie historii”, a  w ostatnich swoich wpisach apeluje d „normalizację stosunków” z Rosją i Białorusią. Pasjonaci zapachu onucy na profilu konfederatki poczują się jak w wojskowych koszarach, gdzieś pod Irkuckiem. Ruska propaganda zalała internet także w Krakowie  „Muszę przyznać, ładnie dziś wyłażą” – napisał na X znany ekspert energetyczny Jakub Wiech, podsumowując działania niektórych polityków i komentatorów po rosyjskiej prowokacji 10 września. Sieć zalana została kacapską propagandą i antyukrainską dezinformacją. Bełkot o tym, że „nie ma dowodów, że to rosyjskie drony” lub też inne teorie zgodne z przekazem płynącym z Kremla nie ominęły i krakowskiej części sieci. Sporo dezinformacji pojawiło się w komentarzach pod wpisami krakowskich polityków, którzy skomentowali sytuację i apelowali do mieszkańców. Szybko na rosyjską dezinformację reagował prezydent Aleksander Miszalski, punktując kacapską narrację pojawiającą się w komentarzach: fot. facebook.com/aleksander.miszalski Szwalnia onuc na profilu Gibały Niestety, nie wszyscy zareagowali podobnie. Łukasz Gibała - niedoszły prezydent Krakowa, również zwrócił się do mieszkańców miasta o zachowanie spokoju. O ile apel był szybki i potrzebny, za co należą się Gibale wyrazy uznania, o tyle reakcja na falę ruskiej dezinformacji w komentarzach nie pojawiła się niemal wcale. Profil trzykrotnego przegranego w wyborach prezydenckich Gibały przypomina więc w komentarzach pod wpisem bardziej szwalnię onuc, niż miejsce rozmów o Krakowie. Sami zobaczcie: fot. facebook.com/LukaszGibalaOfficial   Brak reakcji na tego typu wpisy na profilu radnego, który już trzykrotnie próbował zostać prezydentem Krakowa, nie wygląda dobrze i wystawia nienajlepsze świadectwo osobom administrującym oficjalny profil Gibały. Zwłaszcza, że niedawno względem niedoszłego prezydenta padły bardzo poważne zarzuty związane z generowaniem fali hejtu w krakowskim internecie. Zobacz: Po trupach do celu. Echa wielkiej afery. Grozili prezydentowi śmiercią

Więcej…

MUSISZ to wiedzieć. Być może dzięki temu ocalisz swoje życie

MUSISZ to wiedzieć. Być może dzięki temu ocalisz swoje życie

11 września 2025 | 13:10

O tym, że naloty dronów w Polsce to realne zagrożenie chyba już wszyscy przekonali się w nocy, gdy na teren naszego kraju wleciało kilkanaście ruskich dronów. Jeden z nich znaleziono niewiele ponad 100 km od Krakowa. Poniższy tekst, jest instrukcją, jak się zachować w razie zagrożenia.  Wydrukujcie, zapiszcie w telefonie, a najlepiej - nauczcie się do na pamięć! Teskt pochodzi z bloga Obrona cywilna po ludzku. Rosyjski nalot budzi niepokój, ale najgorsze, co możemy zrobić, to wpaść w panikę. Ich celem jest strach – naszą obroną spokój i opanowanie. Drony Shahed to bezzałogowe samoloty wyprodukowane w Iranie, które działają jak broń samobójcza. Po wystrzeleniu lecą w kierunku wyznaczonego celu i uderzają w niego z dużą siłą, powodując wybuch. Można je rozpoznać po kilku cechach: Dźwięk: przypominają motor, skuter lub głośną kosiarkę. Lot: lecą dość wolno w porównaniu z rakietami, ale często w dużej liczbie. Zasięg: mogą dolecieć nawet na setki kilometrów (900-2000km). Cele: uderzają w budynki, magazyny, elektrownie, a czasem w osiedla mieszkalne. Ich zadaniem jest nie tylko zniszczenie celu, ale także wywołanie strachu i paniki wśród ludzi. Jak się zachować podczas nalotu? Reaguj szybko na alarm! Jeśli włączą się syreny lub usłyszysz charakterystyczny dźwięk drona, natychmiast szukaj schronienia. Gdzie się ukryć? Najbezpieczniej w piwnicy, schronie lub pomieszczeniu bez okien. Jeśli jesteś na ulicy – połóż się na ziemi przy murze, w rowie, z dala od samochodów i słupów. Unikaj niebezpiecznych miejsc! Nie stój przy oknach – odłamki szkła są bardzo groźne. Nie zatrzymuj się w pobliżu dużych obiektów, które mogą się zawalić. Nie nagrywaj i nie rób zdjęć! Nagranie może kosztować życie – drony uderzają nagle, a Ty tracisz cenne sekundy. Zdjęcia mogą zostać wykorzystane przez wroga. Po atakuNie podchodź do wraku – może zawierać niewybuchy. Słuchaj komunikatów służb ratunkowych i pomagaj innym, jeśli możesz zrobić to bezpiecznie. Shahedy są stosunkowo tanie, a jednocześnie trudne do zestrzelenia, zwłaszcza gdy lecą w grupach. Atak z ich użyciem może zniszczyć infrastrukturę i zabrać życie cywilom. Ale równie ważne jest to, że mają działać na psychikę – wywołać poczucie bezradności, stres i zmęczenie ciągłymi alarmami. Drony Shahed są bronią, która działa nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Mają siać strach i chaos. Najlepszą odpowiedzią jest przygotowanie: wiedza, szybka reakcja i solidarność między ludźmi. Dzięki temu można uratować życie – swoje i innych. Teskt pochodzi z bloga Obrona cywilna po ludzku. A jeśli chcecie wiedzieć więcej o ataku ruskich dronów: dlaczego, skąd i jak, koniecznie zobaczcie ten film:

Więcej…

Poseł z Krakowa suflował ruski przekaz.  "Zdrada stanu"

Poseł z Krakowa suflował ruski przekaz. "Zdrada stanu"

11 września 2025 | 01:30

Te twitty długo będą się ciągnąć za posłem z Krakowa. No chyba, że w kolejnych wyborach wystartuje do Dumy. W dniu, w którym rosyjskie drony przekroczyły polską granicę, Konrad Berkowicz z Konfederacji suflował kacapską narrację w swoich mediach społecznościowych. Rosyjska prowokacja sprawiła, że jednym głosem mówili w środę prezydent i premier, którzy nie słyną z wzajemnej politycznej miłości. Bo na polskich polityków, możemy – a nawet powinniśmy narzekać, zwłaszcza, gdy zachowują się jak pięciolatki w piaskownicy, czyli na co dzień. Są jednak sytuacje (jak ta ze środy), gdy rację stanu przedkładają nad swoje polityczne interesy i walkę o polityczny „fejm”. No chyba, że są z Konfederacji. Zapachniało onucą po śniadaniu… Nieprzyjemny zapach onucy w Krakowie zaczął się roznosić tuż przed godziną 11:00, gdy poseł Berkowicz wrzucił pierwszy wpis, „komentujący sytuację” na swoje konto na X. Oczywiście, pan poseł (najwyraźniej aspirujący do określenia: „deputowany”) TYLKO zapytał. Zresztą, zobaczcie sami: Źródło: X Czy poseł POLSKIEGO sejmu w dniu ewidentnej kacapskiej prowokacji, powinien zajmować się potępieniem organizacji terrorystycznej udającej państwo, czy poddawaniem w wątpliwość ataku dronów na Polskę? Czy pominięcie informacji, że drony były rosyjskie, były celowe? Nie wiemy, ale komentujący wpis posła nie mieli wątpliwości i nie zostawili na nim suchej nitki. … i po obiedzie... Czy reakcja odbiorców (z wyjątkiem ruskich botów) dała panu posłowi do myślenia? A skąd! Tuż po 14:00 w sieci pojawił się kolejny wpis. Tym razem deputowa… poseł Berkowicz skierował swoją uwagę na Ukraińców, od ponad 3 i pół roku przelewających krew w walce ze zbrodniarzami wojennymi.  Zadał więc zasadnicze pytanie: Źródło: X Mimo, że już od kilku godzin, ze wszystkich oficjalnych źródeł, w tym wojskowych i NATO-wskich komunikatów, było wiadomo, że do prowokacji wykorzystano terytorium Białorusi i jej strefę przygraniczną. Czy poseł mógł o tym nie wiedzieć? Mógł. Czy gdy druga fala oskarżeń o bycie rosyjską agenturą w Polsce znów przetoczyłą się pod wpisem, dała mu do myślenia, w następstwie czego skasował wpis i przeprosił? No przecież jest z Konfederacji. A to zobowiązuje. Na szczęście, Berkowicza na ziemię próbowali sprowadzić komentujący jego wpis: źródło: X ...i śmierdziało cały dzień Konrad Berkowicz nie był jedynym politykiem Konfederacji, którego wpisy i komentarze po rosyjskiej prowokacji mogłyby równie dobrze być wygłoszone przez Dymitriego Pieskova, rzecznika zbrodniarza wojennego z Kremla. Na działaczy partii, której od lat zarzuca się prorosyjskie sympatie, spłynęła fala krytyki ze strony nie tylko zwykłych użytkowników internetu, ale i mediów, ekspertów oraz polityków wszystkich partii politycznych reprezentujących polski interes narodowy. Wpisywanie się w rosyjską narrację najtrafniej podsumował Łukasz Michnik, kiedyś działacz Młodej Prawicy, dziś rzecznik prasowy Lewicy: Źródło: X

Więcej…

Kaczyński przyjeżdża do Krakowa na "rozmowę wychowawczą"

Kaczyński przyjeżdża do Krakowa na "rozmowę wychowawczą"

10 września 2025 | 15:15

W poniedziałek do Krakowa ma przyjechać Jarosław Kaczyński, by odbyć z lokalnymi działaczami PiS tzw. „rozmowę wychowawczą” – dowiedział się nieoficjalnie portal Kanał Krakowski. Prezes partii ma wyznaczyć kierunki działania i spróbować poskładać w jedną całość rozsypane struktury. Brzmi to jednak bardziej jak szkolna wywiadówka z niesforną klasą niż triumfalna wizyta lidera. W krakowskim PiS od dawna wrze. Zamiast zwartego marszu ku zwycięstwu, widać raczej groteskowy korowód frakcyjnych gierek, lokalnych ambicji i osobistych animozji. Partia, która miała być zdyscyplinowaną machiną polityczną, przypomina dziś rozklekotaną furmankę, której koła od dawna jadą w cztery różne strony. Kaczyński ma więc przyjechać, by – jak słychać w kuluarach – „przywrócić porządek”. W praktyce chodzi o przypomnienie działaczom, że ich rolą nie jest budowanie własnych folwarków, tylko posłuszne wykonywanie rozkazów z Nowogrodzkiej. Problem w tym, że ta partia to już nie maszyna, a złom – skrzypi, rdzewieje i coraz szybciej traci paliwo w postaci poparcia społecznego. Ta wizyta nie ma nic wspólnego z ofensywą polityczną. To raczej desperacka próba gaszenia pożaru, w którym płonie cała lokalna struktura. Zamiast mobilizacji i entuzjazmu, szykuje się reprymenda i bicie w stół. Można się więc spodziewać twardych słów i jasnego komunikatu: „Albo gracie w drużynie, albo wypadacie z gry”. Tylko że ta drużyna coraz bardziej przypomina trzecioligowy skład, który zamiast walczyć o mistrzostwo, kłóci się o to, kto będzie podawał piłkę na treningu.

Więcej…

Poseł, którego prawie nikt nie zna. Oto, co zrobił dla Krakowa

Poseł, którego prawie nikt nie zna. Oto, co zrobił dla Krakowa

09 września 2025 | 11:45

Dziś posłowie wkraczają do Sejmu, a my wkraczamy na pole bitwy: czas spojrzeć prawdzie w oczy. Startuje nasz cykl o krakowskich posłach – bo ktoś w końcu musi pokazać, co nasi reprezentanci naprawdę robią… albo czego nie robią. Na pierwszy ogień idzie Rafał Komarewicz. Facet, który w polityce krąży jak rekin po wodach stołków, ale czy rzeczywiście broni interesów Krakowa, czy tylko swoje własne? Pewnie nie kojarzycie tego gościa (bo i skąd), więc na początek kilka faktów. Komarewicz był niegdyś krakowskim radnym z ekipy Jacka Majchrowskiego. Na mocy umowy koalicyjnej został nawet przewodniczącym rady miasta i… w tej funkcji odnajdywał się znakomicie. Nie, nie dlatego, że był sprawny organizacyjnie czy wprowadził jakieś korzystne zmiany w obradach. Znakomicie wykorzystywał za to przestrzeń do autopromocji: zdjęcia, otwarcia inwestycji, eventy – generalnie PR w pełnym wymiarze. Później postanowił spróbować swoich sił w polityce krajowej i zapisał się do partii Szymona Hołowni. Pech Los chciał, że dostał się do Sejmu. Po kilku tygodniach w Warszawie Komarewicz zdecydował, że spróbuje sił w wyborach na prezydenta Krakowa. Jego kampania? Kilka zdjęć z Hołownią (który był na nich nawet bardziej widoczny) i… tyle. Wynik? Marginalny.  Zapamiętaliśmy tylko nieśmieszny żart:  - Czym się różni Komarewicz od mleka? - Nawet mleko ma 3,2 procent. W Krakowie mówiło się, że startował po to, by rozdrobnić elektorat "antygibałowy" i odebrać kilka głosów byłemu wiceprezydentowi Andrzejowi Kuligowi. Przy okazji wypiął się na swojego politycznego patrona Majchrowskiego, dzięki któremu zaistniał w polityce. No ale trudno oczekiwać, by lojalność i honor szły w parze z polityką właśnie. Teraz wracamy do Sejmu. Dziś Komarewicz jest jednym z wielu i… generalnie niewielu o nim nie słyszało. Zrobiliśmy szybką sondę na Rondzie Mogilskim w Krakowie: pokazaliśmy jego zdjęcie 100 przechodniom – żaden go nie znał. Podaliśmy jego nazwisko kolejnym 200 – także nikt nie kojarzył. Postanowiliśmy więc sprawdzić, jak poseł Trzeciej Drogi przysłużył się Krakowowi i jego mieszkańcom. Zrobiliśmy to, bo wybory tuż za rogiem, a Komarewicz pewnie znowu zacznie zabiegać o Wasze głosy i ściskać Wam ręce. Jesteśmy ciekawi, z jakiej listy tym razem wystartuje, bo partia Hołowni chyli się ku upadkowi. Ale taki rekin krajowej polityki na pewno znajdzie gdzieś swoje miejsce. A oto lista rzeczy, które Komarewicz, jako poseł, zrobił dla Krakowa i jego mieszkańców:              

Więcej…

Nawrocki odwiedził Kraków i spotkał się z Dudą. "Specyficzne uczucie"

Nawrocki odwiedził Kraków i spotkał się z Dudą. "Specyficzne uczucie"

07 września 2025 | 23:58

- Ludzie podchodzą i proszą o zdjęcie. To jest ujmujące i sympatyczne - zdradził Andrzej Duda, która przeprowadza się do Krakowa. To właśnie w stolicy Małopolski byłego prezydenta RP odwiedził Daniel Nawrocki, syn obecnej głowy państwa - Karola Nawrockiego. Duda przyznał, że od miesiąca jest "w trakcie przeprowadzki", którą rozpoczął wieczorem, 6 sierpnia. - Mamy pudła, które zajmują nam dużą część mieszkania. Musieliśmy dokupić komody - ujawnił. - Dużo robót domowych, z zakresu wykończenia wnętrza, wykonuję sam. Jednak w konsultacji z żoną [Agatą] - dodał. W rozmowie z Nawrockim przyznał też, że od ponad dziesięciu lat nie prowadził samochodu.  Były prezydent ciągle ma także ochronę, ale już w nieco mniejszym zakresie. - Po dziesięciu latach byliśmy z żoną na spacerze sami. I nikt na nas nie patrzył. To było specyficzne uczucie - stwierdził. Co dalej? Zapowiedział, że otworzy dwa biura: jedno w Krakowie, drugie w Warszawie. - Chcę prowadzić swoją działalność i spojrzenie na to, czym były prezydent powinien się zajmować. Moim obowiązkiem jest dbanie o polskie interesy. Przysięg, którą się składa obejmując urząd, nie kończy się wraz z końcem kadencji. Obowiązek dbania o Rzeczpospolitą nie wygasa - mówił. Cały wywiad możecie zobaczyć tutaj: Były prezydent reklamował także swoją książkę "To ja - Andrzej Duda". Jej fragment możecie przeczytać tutaj: "Idź, ucałuj Agatę". Oto kulisy prezydentury Andrzeja Dudy.

Więcej…

Wakacje w Małopolsce. Więcej trupów niż w horrorze klasy B

Wakacje w Małopolsce. Więcej trupów niż w horrorze klasy B

05 września 2025 | 19:39

O wow! Wiedzieliście? Każdego dnia na małopolskich drogach prawo jazdy traci – uwaga – 17 kierowców! Siedemnastu w poniedziałek, siedemnastu we wtorek, środa to samo, a w niedzielę zamiast mszy (albo tuż po niej) – znowu siedemnastu z odebranym „prawkiem”. Taki stały rytuał, jak „Fakty po Faktach” po „Faktach”. Co za wakacyjny bilans! Liczby wyglądają tak, jakbyśmy zamiast w góry czy nad jeziora, jechali na „Tor Wyścigowy Małopolska”. Tyle że zamiast pucharu i szampana są mandat i konfiskata plastikowej kartki, którą tak trudno potem odzyskać. W sumie nasi dzielni mundurowi zabrali 1090 praw jazdy w ciągu zaledwie dwóch miesięcy. Hit sezonu? Niezmiennie klasyczne podejście: „50 km/h? To chyba dla rowerzystów”. Kierowcy popełnili 68 tysięcy wykroczeń. Co to oznacza? Że co druga kontrola kończyła się mandatem. I nagle okazuje się, że najdłuższe wakacyjne kolejki nie były do gofrów, lodów czy na Giewont, tylko do radiowozu. A teraz kolejny klasyk: „Panie władzo, pasów nie zapinam, bo się koszula gniecie”. Efekt? 2412 osób wolało zrobić crash-test na własnym ciele niż lekko pognieść ubranie. Do tego 21 rodziców postanowiło przeprowadzić eksperyment na swoich dzieciach: „czy maluch przeżyje lot przez przednią szybę bez fotelika?”. Spoiler: nie, to nie Avengers. I crème de la crème – badania trzeźwości. 266 tysięcy dmuchnięć i aż 1501 kierowców, którzy z pełną powagą uznali, że „piwo to napój izotoniczny”. Plus 40 amatorów „rekreacji chemicznej”, którzy chyba pomylili drogę z festiwalem. Efekt końcowy? W te wakacje Małopolska zaliczyła 553 wypadki, 22 ofiary i 641 rannych. Aż 70 z tych wypadków dotyczyło dzieci – 68 z nich odniosło obrażenia. I wiecie co jest najgorsze? Że każdy, „miszcz kierownicy” po piwku, bez pasów albo z myślą „przecież nic się nie stanie”, wierzy, że jest bohaterem swojego własnego filmu akcji. Tyle że na końcu tego filmu nie ma happy endu, tylko czarne worki, rozpłakane rodziny i statystyka w policyjnej tabelce. Bo wakacje kończą się nie tylko wspomnieniami z urlopu, ale też nekrologami.

Więcej…

Grożą Miszalskiemu śmiercią. Gibała rozkręcił spiralę nienawiści

Grożą Miszalskiemu śmiercią. Gibała rozkręcił spiralę nienawiści

05 września 2025 | 07:45

- Miszalski, uważaj na siebie, bo możesz przypadkowo nie dociągnąć kadencji do końca... życia - to tylko jedna z kilku wiadomości z groźbą śmierci, którą dostał prezydent Krakowa. Zdaniem Aleksandra Miszalskiego, spiralę nienawiści nakręca radny Łukasz Gibała, człowiek, który już trzykrotnie przegrał wybory. Miszalski uważa, że groźby śmierci to nie jest przypadek. - To jest bezpośredni efekt klimatu nienawiści, który radny świadomie tworzy wokół siebie zamiast merytorycznie rozmawiać o programie i przyszłości Krakowa. Takie działania są skrajnie nieodpowiedzialne. Pamiętajmy, że od podobnych kampanii szczucia i nienawiści zaczęła się tragedia Ś.P. Pawła Adamowicza - komentuje prezydent. - Służby ustaliły tożsamość tego internetowego anonima. Zgadnijcie jak tłumaczył swoje postępowanie! Wskazał na „polityczną motywację”, a więc hejt i nienawiść wymierzone we mnie, które skłoniły go do takich działań - dodał. Pluje, szczuje i sączy jad W jednym ze swoich ostatnich wpisów Gibała porównał Kraków do Sycylii. "Lokalny biznes i polityka są ze sobą splecione w siatce niejasnych, patologicznych i rodzących ryzyko korupcji powiązań" - napisał radny w mediach społecznościowych. Do tego dorzucił między innymi nazwiska Jacka Majchrowskiego (tak, tego samego, który już od blisko półtora roku jest na emeryturze) i Aleksandra Miszalskiego, opatrzył wszystko grafiką niczym z filmów o sycylijskiej mafii, zasugerował jakieś przekręty i kliknął Enter na klawiaturze swojego komputera. Post poszedł w świat. A my publicznie pytamy: Czy Łukasz Gibała, mając podejrzenia o popełnieniu szeregu przestępstw przez prezydenta Krakowa, zawiadomił o tym organy ścigania, na przykład prokuraturę? Czy tylko szczuje na ludzi i nic - poza nienawiścią - za tym nie stoi? Z naszych informacji wynika, że zawiadomienia do prokuratury Gibała nie złożył, co może sugerować, że prowadzona przez radnego narracja to jedynie próba wmanewrowywania ludzi w wyimaginowane łamanie prawa. Kula w łeb Wychodzi więc na to, że radny tylko chodzi i pluje po kątach na ludzi, ewentualnie wylewa frustracje zza ekranu komputera i nadal nie może pogodzić się z porażką po trzech przegranych wyborach z rzędu, zachowując się niczym żałosny przegryw po kolejnej nieudanej randce. Ale gdzie jest granica? Skoro do gry weszła już "sycylijska mafia", to wszyscy wiemy, jakie miała metody: zażynała ludzi na ulicach, ewentualnie (jak mieli trochę szczęścia) dostawali kulę w łeb. Czy to są standardy, które Gibała chce wprowadzić w Krakowie? Nekrolog zamiast wpisu Radny bawi się w moralistę, ale w praktyce jego narracja to polityczny benzynowy kanister wylewany na płonące już ognisko nienawiści. To nie jest niewinny post. To świadome granie na emocjach, które mogą znaleźć swoich chorych wykonawców. W świecie, w którym hejt przeradza się w realną przemoc, każde takie słowo to jak nabój wsunięty do magazynka. A Gibała strzela na oślep, licząc, że rykoszet trafi przeciwnika politycznego. Bo jeśli polityka ma wyglądać tak, jak sobie ją wyobraża Gibała, to Kraków rzeczywiście stanie się jak ta jego „Sycylia” – tyle że nie przez rzekome układy, ale przez język nienawiści, który zabija zaufanie, wprowadza chaos i otwiera drzwi dla ludzi, którzy zamiast kart wyborczych wolą używać pięści albo broni. To jest droga donikąd. A każdy, kto ją wybiera, bierze na siebie odpowiedzialność za to, jeśli któregoś dnia zamiast internetowego wpisu pojawi się nekrolog. Do sprawy będziemy wracać.

Więcej…

Latacie z Krakowa? Ryanair podnosi premie za nadbagaż, a lotnisko robi rewolucję!

Latacie z Krakowa? Ryanair podnosi premie za nadbagaż, a lotnisko robi rewolucję!

04 września 2025 | 00:07

No to jak tam biedacy łowcy okazji? Nadal przy każdej podróży obiecujecie sobie, że to ostatni raz Ryanairem, a potem i tak klikacie "kup bilet" za 39,99 zł? No cóż… Teraz czeka Was kolejny level przygody. Bo owszem, bilet kupicie taniej niż kebaba w Krakowie, ale na lotnisku czeka Was prawdziwy "sąd ostateczny" przy bramce. A wiecie dlaczego? Bo Ryanair właśnie podniósł premie dla swoich pracowników za przyłapanie Was z walizką większą o dwa centymetry. Do tej pory dostawali 1,50 €, teraz już 2,50 €. Mało? Pomyślcie, że na jednym locie można zgarnąć prowizję od kilkunastu takich jak Wy. Nie zamierzamy odpuszczać, aż wszyscy się nauczą - powtarza właściciel irlandzkiego przewoźnika, Michael O’Leary.  Cóż, wygląda na to, że linia znalazła nowy sposób, by zarabiać na Waszym roztargnieniu (albo cichym liczeniu, że “jakoś przejdzie”). I teraz najlepsze: jedni mówią "to wyzysk pracowników", inni: "no ale halo, wystarczy stosować się do wymiarów", a spryciarze już liczą, ile można dać w łapę, żeby nie płacić 70 € oficjalnie. Krótko mówiąc: Ryanair znalazł kolejną złotą żyłę, a Wy macie nową anegdotę do opowiedzenia znajomym: "Myślałem, że lecę tanio, a skończyło się na tym, że plecak kosztował więcej niż sam bilet". Rewolucja na lotnisku Ale żeby nie było tak ponuro, mamy też dobrą wiadomość dla podróżnych. Kraków Airport jako pierwsze lotnisko w Polsce pozwala już na przewóz do 2 litrów płynów w bagażu podręcznym. Czyli koniec z żałosnym liczeniem, czy Twoje perfumy mają ma 90 ml, czy może już 105. Teraz możesz spakować normalny żel, krem czy butelkę wody i nikt nie będzie robił afery. Do całej sprawy, w swoim stylu, odniósł się... Ryanair: Wpis na FB Ryanaira I to jest właśnie ta mała iskierka nadziei w świecie tanich linii i absurdalnych regulaminów. Ryanair dalej będzie mierzył Wam walizki linijką, ale przynajmniej w Krakowie możecie wziąć ze sobą normalny szampon czy wodę i nie czuć się, jakbyście szmuglowali kontrabandę. Mała zmiana, a podróż od razu wydaje się trochę mniej uciążliwa.

Więcej…

Pedofile i gwałciciele. Oto zwyrodnialcy z Krakowa

Pedofile i gwałciciele. Oto zwyrodnialcy z Krakowa

28 sierpnia 2025 | 00:08

Patrzcie na tych zwyroli! Tak, nie ma sensu owijać w bawełnę. Sprawdziliśmy najgroźniejszych pedofilów i gwałcicieli, którzy mieszkają w Krakowie. Uważajcie, bo możecie ich spotkać na ulicy. Sprawdziliśmy Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym – publiczny, jawny, dostępny dla każdego. W Krakowie? Cztery osoby. Cztery ryje, które kiedyś zdecydowały, że przekroczą granice, których nie wolno przekraczać. To nie są anonimowe osoby. To konkretni ludzie, znani z imienia i nazwiska, którzy zostali skazani prawomocnym wyrokiem. Dwóch zostało skazanych za gwałt na osobach poniżej 15 roku życia. Kolejnych dwóch dopuściło się gwałtu ze szczególnym okrucieństwem. Sąsiad, którego trzeba znać Rejestr jest jawny, dostępny i pozwala każdemu mieszkańcowi sprawdzić, kto zagraża bezpieczeństwu w jego okolicy. Polski rząd wprowadził go 1 stycznia 2018 roku.  – Prawo do ochrony naszych dzieci stawiamy ponad anonimowość przestępców – tłumaczył wówczas ówczesny Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro.  – Państwo ma obowiązek chronić dziecko a nie pedofila. Przestępca, który krzywdzi dzieci, musi się liczyć z bardzo surowymi konsekwencjami. Nie tylko z wieloletnim wyrokiem, lecz także z utratą anonimowości. Dlatego zaostrzamy Kodeks karny w tym zakresie i planujemy kolejne zmiany w przepisach. Po wyjściu z więzienia taki przestępca ma być pod stałą kontrolą, aby wszyscy wiedzieli, że jest ich sąsiadem – mówił Ziobro. Oni są w naszym mieście I tu pojawia się najostrzejszy wniosek: informacja to broń. Wiedza o tym, kto znalazł się na liście, może chronić, szokować i zmuszać do refleksji. Bo w Krakowie, jak w każdym mieście, bezpieczeństwo nie jest kwestią przypadku – jest kwestią świadomości. Oto osoby, które znajdują się aktualnie w publicznym Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym, i na co dzień przebywają w Krakowie:    

Więcej…

Strona 4 z 5

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Social Media

Reklama - sidebar

Na fali

  • Majchrowski:

    W nurcie rozmowy

    Majchrowski: "Gibała od 17 lat...

    Informacja
    28 stycznia 2026 | 16:26
  • Ujawniamy plan Koalicji na wypadek odwołania Miszalskiego! To ONA może go zastąpić

    Fala faktów

    Ujawniamy plan Koalicji na wypadek...

    Informacja
    30 stycznia 2026 | 07:11
  • Odszedł nagle i niespodziewanie. Teraz buduje nową siłę polityczną

    Fala faktów

    Odszedł nagle i niespodziewanie. Teraz...

    Informacja
    13 stycznia 2026 | 06:00

Kanał Krakowski

Płyniemy pod prąd. Z prądem płyną śmieci.

Menu

  • Strona główna
  • O nas
  • Reklama
  • Kontakt
  • Polityka prywatności

Działy

  • Fala faktów
  • Głos z kanału
  • W nurcie rozmowy
  • Ściek medialny
  • Luźne fale
Copyright © 2026 Kanał Krakowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.