Nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż polityk, który chce władzy, ale panicznie boi się własnego zdania. Łukasz Gibała od lat ustawia się w blokach startowych do fotela prezydenta Krakowa, ale gdy pada sygnał „teraz”, konsekwentnie udaje, że go nie słyszy. Bo zdanie to odpowiedzialność. A odpowiedzialność to ryzyko. A ryzyka w polityce Gibały nie ma - jest za to wygodne milczenie, wstrzymywanie się i komunikaty w stylu „nie widzimy potrzeby”. I właśnie dlatego to nie jest tekst o poglądach. To jest tekst o pustce.
Łukasz Gibała nie ma zdania. I to nie jest metafora. To jest opis stanu faktycznego.
Człowiek, który trzykrotnie kandydował na prezydenta Krakowa, szefuje klubowi radnych o dumnie brzmiącej nazwie Kraków dla Mieszkańców, a jednocześnie zdaje się cierpieć na chroniczną chorobę prezydenckiego fotela – im bliżej władzy, tym większy paraliż kręgosłupa. Zwłaszcza kręgosłupa poglądów.
Bo żeby mieć zdanie, trzeba je najpierw posiadać. A tego u Gibały nikt nie widział, nikt nie słyszał…
Z klubu Gibały odeszła radna Aleksandra Owca. W normalnym świecie szef zabiera głos: wyjaśnia, komentuje, bierze odpowiedzialność. Tymczasem w świecie Gibały obowiązuje doktryna absolutnej ciszy, godna klasztoru kartuzów. Biuro prasowe klubu wydaje komunikat, który przejdzie do annałów politycznego nihilizmu:
Nie widzimy potrzeby, żeby komentować odejście Aleksandry Owcy z klubu Kraków dla Mieszkańców
– takiej wypowiedzi udzieliło biuro prasowe Gibały portalowi Lovekraków.pl.
Nie widzimy potrzeby. Wspaniale. A mieszkańcy widzą potrzebę wiedzieć, co się, do cholery, dzieje w klubie, który rzekomo jest „dla nich”. Ale cóż, brak potrzeby komentowania to dziś synonim braku odwagi.
ZOBACZ TAKŻE: Owca odchodzi od Gibały. A to dopiero początek rozpadu
Inny przykład? Proszę bardzo: Strefa Czystego Transportu. Jedna z kluczowych decyzji dla zdrowia, jakości życia i przyszłości Krakowa. Temat, który dzieli miasto, wymaga stanowiska, argumentów, odpowiedzialności.
Radni KO i Lewicy zagłosowani za. Radni PiS byli przeciw.
A co robi Gibała ze swoimi radnymi?
- Nie są za.
- Nie są przeciw.
- Są… wstrzymani.
Polityczny odpowiednik wzruszenia ramionami. Głosowanie w stylu: „nie wiemy, ale się domyślamy, że cokolwiek powiemy, ktoś się obrazi”. Więc najlepiej nic nie mówić. Najlepiej nie decydować. Najlepiej przeczekać.
I tu dochodzimy do sedna.
Jeśli ktoś nie potrafi się określić w tak fundamentalnej sprawie jak SCT, to o czym my w ogóle rozmawiamy? O wizji miasta? O przywództwie? O odpowiedzialności? Nie bądźmy śmieszni.
To jest polityka oparta na zasadzie starej jak świat: jak się jest głupim, to lepiej się nie odzywać, bo jeszcze ktoś się zorientuje.
Tyle że w samorządzie ta zasada nie działa. Tu milczenie nie jest złotem. Milczenie jest tchórzostwem. Milczenie jest pustką. Milczenie jest dowodem, że cała ta opowieść o „Krakowie dla Mieszkańców” kończy się dokładnie tam, gdzie zaczyna się ryzyko utraty kilku punktów procentowych w sondażach.
Łukasz Gibała nie ma zdania. Nie dlatego, że świat jest skomplikowany. Tylko dlatego, że posiadanie zdania wymaga odwagi.







![Zbudował fundamenty nowoczesnego Krakowa. Teraz ostrzega przed przyszłością [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_218.jpg?882cefd753d6b6f9a509ab6b3cf1269e)













