Klub Łukasza Gibały w Radzie Miasta Krakowa zaczyna się sypać. Aleksandra Owca opuszcza szeregi Krakowa dla Mieszkańców i będzie radną niezrzeszoną. To nie jest drobne polityczne drgnięcie. To bardzo wyraźna rysa na konstrukcji, która i tak od początku była krucha. Rysa, która może okazać się pęknięciem zapowiadającym rozpad całości.
Owca nie wychodzi bez powodu. Mówi o końcu „współpracy” i o potrzebie „odwagi w sprawach prospołecznych”. Brzmi ładnie, niemal podręcznikowo. Ale w polityce takie słowa zwykle oznaczają jedno: ucieczkę z tonącego okrętu, a nie partnerskie rozstanie w atmosferze wzajemnego szacunku.
KdM miał być alternatywą dla politycznego establishmentu. Miał być świeżą siłą, nową jakością, głosem krakowian zmęczonych partyjnymi układami. Tymczasem po wyborach 2024 roku klub wprowadził zaledwie ośmiu radnych – wynik skromny, ledwo wystarczający, by zaznaczyć swoją obecność. Nadzieja była, ale była też ostatnią deską ratunku.
Dziś okazuje się, że ta „nowa nadzieja” zaczyna się kruszyć szybciej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Klub, który ledwie zajął miejsce przy politycznym stole, rozpada się, zanim zdążył zaproponować mieszkańcom spójny program, realne inicjatywy czy choćby wyraźny kierunek działania.
A co na to lider? Nic. Cisza.
Brak komentarza, brak reakcji, brak próby gaszenia pożaru. Jakby ktoś uznał, że problem sam się rozwiąże. Albo że lepiej udawać, że go nie ma.
Czy Aleksandra Owca jest wyjątkiem? Czy to jednorazowe potknięcie? Z naszych informacji wynika, że absolutnie nie. W kuluarach rady miasta coraz głośniej mówi się o kolejnych napięciach i o radnych, którzy poważnie rozważają opuszczenie klubu. To nie jest koniec. To dopiero początek.
Dla Łukasza Gibały to potężny cios. I kolejny dowód na to, że trzykrotny kandydat na prezydenta Krakowa wciąż nie potrafi zbudować trwałej, lojalnej i sprawczej formacji politycznej. Nie potrafi też zatrzymać przy sobie ludzi. Gdy tylko poznają metody działania, chaos decyzyjny i brak realnej sprawczości lidera, zaczynają odchodzić. Jednym zajmuje to kilka miesięcy, innym trochę dłużej. Mechanizm jest zawsze ten sam.
Klub, który miał być „głosem mieszkańców”, coraz bardziej przypomina zbieraninę rozczarowanych radnych, którzy zadają sobie pytanie, po co dalej udawać jedność. Bez wizji, bez zaplecza, bez lidera zdolnego do konsolidacji. Taki projekt nie ma przyszłości.
Ten pierwszy odpływ powinien być jasnym sygnałem ostrzegawczym. Polityczne konstrukcje budowane na hasłach, a nie na realnym przywództwie i zaufaniu, rozpadają się szybciej, niż mieszkańcy zdążą się nimi zainteresować.
A w przypadku klubu Gibały to naprawdę dopiero początek.







![Zbudował fundamenty nowoczesnego Krakowa. Teraz ostrzega przed przyszłością [WYWIAD]](/images/thumbnails/lne/thumb_130_218.jpg?882cefd753d6b6f9a509ab6b3cf1269e)













