Logo Kanał Krakowski
  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026

Obserwuj nas na:

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Reklama - duża
  1. Strona główna

Wydarzenia

To ON będzie kandydatem KO na prezydenta Krakowa? Partia sprawdza szanse profesora

To ON będzie kandydatem KO na prezydenta Krakowa? Partia sprawdza szanse profesora

03 czerwca 2026 | 17:26

Koalicja Obywatelska rozważa wystawienie profesora Tomasza Grodzickiego w wyborach na prezydenta Krakowa – dowiedział się Kanał Krakowski. Partia prowadzi obecnie badania sondażowe, w których sprawdza szanse profesora w tym wyścigu. Do tej pory w kontekście kandydatów KO lub osób popieranych przez to ugrupowanie mówiło się o wielu nazwiskach, jednak głównymi pretendentami pozostawali senator Monika Piątkowska oraz poseł Ireneusz Raś. Niektóre frakcje wewnątrz partii szukały jednak alternatywy i tak pojawiła się kandydatura profesora Tomasza Grodzickiego. Obecnie trwa analiza jego realnych szans wyborczych. Kim jest Tomasz Grodzicki? Tomasz Grodzicki urodził się w Krakowie. Ma 67 lat i jest profesorem nauk medycznych. W przeszłości pełnił funkcję dziekana Wydziału Lekarskiego Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, a w latach 2016–2024 sprawował funkcję prorektora Uniwersytetu Jagiellońskiego ds. Collegium Medicum. Jest również członkiem rzeczywistym Polskiej Akademii Nauk. Prof. Tomasz Grodzicki / fot. UJ W 2010 roku prezydent RP Lech Kaczyński powołał go w skład Narodowej Rady Rozwoju. Profesor jest również przewodniczącym Polskiej Grupy Roboczej ds. Problemów Etycznych Końca Życia. ZOBACZ TAKŻE: Proszą, błagają, zagadują: „Łukasz, musisz!”. A on milczy

Więcej…

Złożono protest referendalny! „Nie chodzi o polityczną awanturę, a o obronę zasad”

Złożono protest referendalny! „Nie chodzi o polityczną awanturę, a o obronę zasad”

02 czerwca 2026 | 23:40

– Nie zamierzam milczeć, gdy naruszane są podstawowe zasady demokracji – grzmi Edward Nowak i zapowiada złożenie protestu referendalnego dotyczącego „systemowego złamania ciszy wyborczej”. – W moim głębokim przekonaniu nie możemy przechodzić obojętnie obok działań, które podważają zaufanie obywateli do wyborów i referendów. Wolne wybory i uczciwe procedury to fundament demokracji. Jeżeli dochodzi do manipulacji, dezinformacji i naruszeń prawa, trzeba to pokazywać, dokumentować i domagać się reakcji odpowiednich instytucji – wyjaśnia Nowak. Dodaje, że nie chodzi o polityczną awanturę, a o obronę zasad. – Dlatego składam protest referendalny i przedstawię opinii publicznej argumenty – mówi. Protest złożono we wtorek. Na środę zaplanowano konferencję prasową. Kim jest Edward Nowak? Edward Edmund Nowak to znany krakowski działacz społeczny, menedżer, inżynier oraz były opozycjonista antykomunistyczny i polityk. W 2012 roku zainicjował powstanie i do dziś jest prezesem Stowarzyszenia „Sieć Solidarności”, które zrzesza dawnych działaczy opozycji, upowszechnia wiedzę historyczną o ruchu wolnościowym w Małopolsce oraz wspiera materialnie i prawnie byłych opozycjonistów w trudnej sytuacji życiowej. Za swoją działalność na rzecz wolnej Polski został odznaczony m.in. Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Krzyżem Wolności i Solidarności. ZOBACZ TAKŻE: Proszą, błagają, zagadują: „Łukasz, musisz!”. A on milczy

Więcej…

Nóż w plecy od „przyjaciół”? PiS wyciąga rękę, a Konfederacja robi TO przed pomnikiem Mickiewicza

Nóż w plecy od „przyjaciół”? PiS wyciąga rękę, a Konfederacja robi TO przed pomnikiem Mickiewicza

02 czerwca 2026 | 16:51

Publiczne bicie po twarzy przeplatane zaproszeniem do tanga – tak wyglądają zaloty Łukasza Kmity do Konfederacji. Polityk PiS postanowił zawalczyć o Kraków, stosując taktykę, której nie powstydziłby się żaden toksyczny partner: najpierw zarzucił „przyjaciołom” cynizm i brak dbałości o miasto, a chwilę później, jak gdyby nigdy nic, zaproponował im wspólny start w wyborach. Łukasz Kmita uprawia polityczną schizofrenię na oczach całego Krakowa. Chce budować wielką koalicję na prawicy, ale zamiast dyplomacji wybiera protekcjonalny ton, rozliczanie „przyjaciół” z moralności i publiczne wytykanie im braku kompetencji. Czy to jeszcze genialny plan na wejście do drugiej tury, czy już tylko desperacki akt polityka, który wie, że bez Konfederacji PiS w Krakowie po prostu utonie? Wyciągnęliśmy rękę do Konfederacji. Chcąc pokazać, że jesteśmy w stanie zaproponować wspólnego kandydata. Nie dlatego, że nie mamy kandydata na prezydenta Krakowa, tylko uważamy, że wtedy jest wyraźna szansa na to, żeby taki kandydat wszedł do drugiej tury, a w drugiej turze – w związku z tym, że wybory odbędą się w sierpniu – wszystko jest możliwe. Dlatego też będę apelował naszych kolegów z Konfederacji, żeby troszkę polali głowę zimną wodą i nie myśleli tylko o polityce, a raczej o dobru miasta. Widać, że dzisiaj raczej większą rolę w Konfederacji odgrywa polityka, a nie dobro Krakowa. – mówił Kmita w wywiadzie dla „Do Rzeczy”.  Tymczasem Konfederacja zdążyła już... ogłosić własnego kandydata. Jest nim Bartosz Bocheńczak, którego na wiecu przed pomnikiem Adama Mickiewicza w Krakowie wspierali osobiście Sławomir Mentzen i Krzysztof Bosak. Dla Kmity nie stanowi to jednak żadnego problemu: Propozycja została zgłoszona i zawsze można jeszcze przedyskutować zachowanie naszych przyjaciół z Konfederacji, którzy próbują nam narzucić, co powinniśmy zrobić. My wyciągamy rękę i proponujemy wspólne rozwiązanie i rozmowę. Pamiętacie ten szowinistyczny i zupełnie nieprzystający do współczesnych czasów żart, że gdy kobieta nie jest ani ładna, ani inteligentna, to mówi się o niej, że jest „sympatyczna”? No właśnie. To samo o Bocheńczaku mówi Kmita. I to dosłownie to samo. Prywatnie nawet lubię i cenię pana Bocheńczaka, natomiast oprócz tego, że mam do niego taki stosunek, że uważam go za sympatyczną osobę, to jednak warto by było zmierzyć kwestie merytoryczności. Strategia posła Kmity to czysta polityczna schizofrenia: najpierw publicznie policzkuje Konfederatów zarzutem o nielojalność i brak troski o miasto, by sekundę później z uśmiechem zapraszać ich do wspólnego tańca. Jednak protekcjonalne klepanie po plecach i nazywanie rywala „sympatycznym, ale niedoświadczonym” to fatalna recepta na budowanie koalicji. ZOBACZ TAKŻE: Proszą, błagają, zagadują: „Łukasz, musisz!”. A on milczy Kmita zachowuje się jak desperat, który na siłę próbuje zaaranżować małżeństwo, podczas gdy panna młoda stoi już na ślubnym kobiercu z kimś innym. Wylewanie kubła zimnej wody na głowy „przyjaciół” skończy się prawdopodobnie tym, że PiS w Krakowie zostanie na lodzie. Bez wspólnego kandydata, bez poparcia skrajnej prawicy i z marnymi szansami na drugą turę.

Więcej…

A jednak! Rada miasta NIE została odwołana. Zabrakło głosów

A jednak! Rada miasta NIE została odwołana. Zabrakło głosów

25 maja 2026 | 01:37

Rada Miasta Krakowa NIE zostanie odwołana po niedzielnym referendum - wynika z nieoficjalnych danych napływających z komisji wyborczych. Według naszych informacji frekwencja okazała się zbyt niska, by głosowanie w sprawie odwołania rady było wiążące. Ostatecznie udział w referendum wzięło mniej niż 30 procent uprawnionych mieszkańców Krakowa. Tymczasem wymagany próg ważności wynosił 30,59 procent. To oznacza, że radni zachowają swoje mandaty i będą kontynuować pracę do końca obecnej kadencji. Inaczej wygląda jednak sytuacja w przypadku referendum dotyczącego prezydenta Krakowa. W tym przypadku wymagany próg frekwencyjny był niższy i wynosił 27 procent. Z nieoficjalnych danych wynika, że został on przekroczony, co oznacza, że referendum jest ważne. Jeśli potwierdzą to oficjalne wyniki, Aleksander Miszalski straci stanowisko prezydenta Krakowa. ZOBACZ TAKŻE: Referendum. Oto komentarze

Więcej…

Marian Banaś potwierdza: „Wystartuję w wyborach na prezydenta Krakowa”

Marian Banaś potwierdza: „Wystartuję w wyborach na prezydenta Krakowa”

24 maja 2026 | 22:53

- Wystartuję w wyborach na prezydenta Krakowa i przedstawię kandydatów do rady miasta - zadeklarował Marian Banaś tuż po ogłoszeniu sondażowych wyników referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego.  - Stolica Małopolski zasługuje na normalność oraz uczciwe zarządzanie bez poleceń partyjnych baronów - stwierdził były szef Najwyższej Izby Kontroli. Wystartuję w wyborach na prezydenta Krakowa i przedstawię kandydatów do rady miasta. Stolica Małopolski zasługuje na normalność oraz uczciwe zarządzanie bez poleceń partyjnych baronów. — Marian Banaś (@marian_banas) May 24, 2026 Banaś już kilka dni temu deklarował, że jest do dyspozycji mieszkańców. W swoim filmie opublikowanym w tamtym tygodniu, odniósł się do sytuacji politycznej w Krakowie i podkreślał swoje związki z Krakowem. Największe emocje wywołały jednak jego słowa o gotowości do działania po ewentualnym odwołaniu obecnych władz miasta. A jeśli uznają państwo, że zmiana jest konieczna, chcę jasno powiedzieć: jestem do dyspozycji mieszkańców, bo kocham Kraków. 24 maja referendum w Krakowie. Zmiana jest możliwa.#referendum#referendumkraków#krakówdecyduje#Kraków pic.twitter.com/VvkgPvRQTh — Marian Banaś (@marian_banas) May 17, 2026 ZOBACZ TAKŻE: Mentzen ogłasza kandydata na prezydenta Krakowa. To nie Berkowicz!

Więcej…

Referendum. Oto komentarze

Referendum. Oto komentarze

24 maja 2026 | 21:09

Jan Hoffman, komitet referendalny: Po każdej nocy przychodzi dzień i tak też się stało w Krakowie. Teraz jest szansa, by Kraków wreszcie zmierzał w dobrym kierunku. Nie chodzi o to, żeby "Iksa" zastąpić "Igrekiem" ale o to, by Kraków zmierzał w dobrym kierunku. Wierzyliśmy, że robimy coś dobrego dla Krakowa. Chcieliśmy naprawić miasto. To udało się podwójnie. Z całą pewnością możemy powiedzieć, że zakończyliśmy niezbyt udaną prezydenturę ZOBACZ TAKŻE: NIEOFICJALNIE. Krakowianie odwołali w referendum prezydenta i radę miasta Jacek Majchrowski, były prezydent Krakowa:  Fatalnie się stało. Oczywiście, że Aleksander Miszalski popełniał pewne błędy, ale nie zrobił nic takiego, co by go dyskwalifikowało. Michał Drewnicki, radny PiS: Wielki sukces. I to w skali, którego nawet najwięksi optymiści się nie spodziewali. Byłem radnym opozycyjnym, bardzo mocnym wspierającym ideę referendum. Ta czerwona kartka pokazała jedną rzecz: w polskiej polityce są granice autokompromitacji. Jakub Kosek, radny KO: Zdecydowana większość Krakowian w ogóle nie wzięła w tym udziału. Każdy wynik brałem pod uwagę. Na razie jest to sondaż i trzeba poczekać na oficjalne wyniki. Jeśli będą przyspieszone wybory, zamierzamy je wygrać. Łukasz Kmita, poseł PiS: Wygląda na to, że Aleksander Miszalski został odwołany. Mnie to cieszy, bo to zła, butna, przemądrzała władza - a taką uosabiał Miszalski - odchodzi. Odchodzi jako przegrany. I to nie tylko jako prezydent Krakowa, ale jako szef małopolskiej Platformie. Rafał Komarewicz, poseł Centrum: Jeżeli te wyniki się potwierdza, to Krakowianie nie patrzą na samorząd politycznie, ale na to, co się dzieje w mieście. Do głosowania poszli zwolennicy wszystkich partii politycznych, nie tylko PiS i Konfederacji. Ireneusz Raś, poseł PSL: Jesteśmy zaskoczeni tą skalą, chociaż to podrażnienie w Krakowie było wyczuwalne już w czasie, gdy zbierano podpisy. Wtedy te emocje były większe. Ostatnio spadały. Mimo to Krakowianie tłumnie poszli do urn. Trzeba wykazać w tej sytuacji powagę i dla mnie, dla mojego obozu politycznego w Warszawie, dla Władysława Kosiniaka-Kamysza, miasto stoi na zakręcie. Jeżeli sondaże się potwierdzą, to będzie to wielkie wyzwanie dla wszystkich, którzy mogą przyczynić się do tego, by ustabilizować los tego miasta. Musi zapaść pewne porozumienie między podziałami. Rafał Bochenek, poseł PiS: To jest bardzo poważna czerwona kartka. Zwłaszcza w samorządzie, w którym obywatele oczekują uczciwości. Na przykładzie Krakowa można zobaczyć jak w soczewce, jak Koalicja Obywatelska rządzie w Polsce. Gratuluję mieszkańcom, że odważyli się na taki krok. Wielki podziw za zaangażowanie dla tych ludzi, także w obliczu hejtu, który się wylewał. Dominik Jaśkowiec, poseł KO: Żeby zrozumieć ten wynik wyborczy trzeba zrozumieć Kraków i specyfikę naszego miasta. To jest zdecydowanie wydarzenie lokalne. Była wykonana wielka praca i zostały włożone wielkie środki finansowe przez Łukasza Gubałę w to, żeby ludzie poszli do wyborów. Konrad Berkowicz, poseł Konfederacji: Udało się. Dzisiaj Kraków, jutro cała Polska. Beata Szydło, posłanka PiS: Kraków zdecydował! Nieudolny prezydent Miszalski odwołany przez mieszkańców w referendum! Pierwszy raz w historii zostaje odwołany prezydent tak dużego polskiego miasta. Kraków znów zapisał się w historii! To wydarzenie ma znaczenie dla całej Polski. Tak samo jak Miszalski, powinni być pozbawieni władzy wszyscy jego koledzy z Koalicji Obywatelskiej - z Donaldem Tuskiem na czele. Przemysław Czarnek, poseł PiS: Głupia władza sprawowana dla pieniędzy i kolesi została przez mieszkańców Krakowa usunięta. Tak się kończy jak nie słucha się Polaków. Tusku, Ty będziesz następny. Patryk Salamon, Lovekraków.pl: Dzisiejszy dzień skłania do refleksji: co zrobić, aby Kraków stał się miastem wspólnym. Wierzę, że jako krakowianie mamy wspólny system wartości, w którym sprawy Krakowa powinny łączyć, a nie dzielić. Kraków potrzebuje dziś lidera politycznego i społecznego. Lidera, który nakreśli konkretną i ambitną wizję rozwoju miasta i będzie ją krok po kroku realizował, włączając, a nie wykluczając opozycję. prof. Łukasz Danel, politolog, Uniwersytet Ekonomiczny: To było referendum, które się rozegrało na emocjach. Były bardzo mocno, umiejętnie i skutecznie rozbudzone. Organizatorom referendum udało się narzucić narrację i przejąć emocje Krakowian. dr Jarosław Flis, politolog, Uniwersytet Jagielloński: Połączone siły tych, których interesuje tylko Kraków oraz siły tych, którzy potraktowali to referendum, by pokazać, jak bardzo nie lubią rządu, zdecydowało o wyniku tego głosowania. Grzegorz Braun, Konfederacja Korony Polskiej: Mamy to! Kraków powiedział: DOŚĆ! Partyjne kolesiostwo i wojna z własnymi mieszkańcami zawsze kończą się tak samo - czerwoną kartką od obywateli. Teraz czas na kolejne miasta Piotr Bartosz, lider Ruchu Narodowego: Dziękuję wszystkim uczciwym ludziom, szczególnie tym, którzy w 2024 roku głosowali na Aleksandra Miszalskiego, a dziś poszli do referendum. My wykonaliśmy ciężką pracę przy zbiórce podpisów, a Wy wykazaliście się zdrowym odruchem sprzeciwu wobec władzy, która zdanie mieszkańców ma w pogardzie. Władzy, która zamiast szukać oszczędności we własnych niepotrzebnych wydatkach, szuka ich w kieszeniach krakowian. Konfederacja będzie w Krakowie merytoryczną i odpowiedzialną alternatywą dla dotychczasowych rządzących. Aleksandra Owca, współprzewodnicząca Razem: Wszystkim, którzy dziś poszli do urn wyborczych zagłosować przeciwko miernej, butnej władzy Koalicji Obywatelskiej i Nowej Lewicy oraz ich prezydenta w Krakowie, ale też wszystkim, którzy zostali w domach, obawiając się o przyszłość, obiecuję: w Krakowie będziemy mieli lepszy wybór. Nie będziemy skazani na kolesiostwo KO albo Konfederację i jej sojuszników. Szczegóły już we wtorek po 17. Razem damy radę. ZOBACZ TAKŻE: NIEOFICJALNIE. Krakowianie odwołali w referendum prezydenta i radę miasta

Więcej…

Krakowianie odwołali prezydenta. Co wydarzy się teraz?

Krakowianie odwołali prezydenta. Co wydarzy się teraz?

24 maja 2026 | 21:00

Krakowianie zdecydowali. Aleksander Miszalski został odwołany ze stanowiska prezydenta Krakowa. Do urn poszło blisko 30 procent uprawnionych do głosowania, co oznacza, że referendum jest ważne, a jego wynik przesądzony. Według nieoficjalnych informacji próg wymaganej frekwencji (27 procent) został przekroczony już o godzinie 19. Kraków właśnie wszedł w politycznie nową rzeczywistość. ZOBACZ TAKŻE: Referendum. Oto komentarze Komisja referendalna Kto będzie rządził Krakowem? Zgodnie z ustawą o referendum lokalnym, Prezes Rady Ministrów ma maksymalnie 90 dni na zarządzenie przedterminowych wyborów nowego prezydenta miasta. Te odbędą się więc najpóźniej w przedostatnią niedzielę sierpnia. Wcześniej jednak premier musi wyznaczyć komisarza, który tymczasowo przejmie obowiązki włodarza Krakowa i będzie odpowiadał za funkcjonowanie miasta aż do wyboru nowego prezydenta. To szczególnie istotne, ponieważ wraz z odwołaniem prezydenta automatycznie wygasają również mandaty jego zastępców. Oznacza to, że od jutra w magistracie nie będzie osoby, która z mocy prawa mogłaby przejąć pełnię kompetencji prezydenta miasta. To sytuacja bez precedensu w najnowszej historii Krakowa. Od lewej: Stanisław Kracik, Maria Klaman, Aleksander Miszalski, Łukasz Sęk i Stanisław Mazu / fot. UMK Do czasu powołania komisarza najważniejszą osobą w magistracie pozostaje sekretarz miasta Antoni Fryczek. To właśnie on odpowiada obecnie za bieżące funkcjonowanie urzędu i koordynację pracy administracji miejskiej. Choć sekretarz miasta nie posiada politycznych kompetencji prezydenta ani prawa do podejmowania wszystkich decyzji wykonawczych, w najbliższych dniach jego rola będzie absolutnie kluczowa dla utrzymania ciągłości działania magistratu. Urząd Miasta Krakowa nadal będzie pracował normalnie: funkcjonują wydziały, miejskie jednostki i administracja. Problem pojawia się jednak przy decyzjach strategicznych, personalnych i formalnych, które wymagają podpisu osoby posiadającej uprawnienia organu wykonawczego miasta. Dlatego tak ważne będzie szybkie wskazanie komisarza przez premiera. Choć ustawa nie określa dokładnego terminu powołania komisarza, wskazuje, że ma to nastąpić „niezwłocznie”. W praktyce oznacza to, że nazwisko osoby, która tymczasowo przejmie władzę w Krakowie, poznamy najprawdopodobniej jeszcze przed końcem tygodnia. Historyczna niedziela Referendum z 24 maja 2026 roku przejdzie do historii miasta. Po raz pierwszy krakowianie zdecydowali o odwołaniu urzędującego prezydenta Krakowa w drodze głosowania. Zgodnie z ustawą o referendum lokalnym głosowanie jest ważne dopiero wtedy, gdy udział w nim weźmie co najmniej trzy piąte liczby osób uczestniczących wcześniej w wyborze danego organu. Karta do głosowania W przypadku prezydenta Krakowa oznacza to próg 158 555 uczestników, czyli 26,98 procent uprawionych. Według wstępnych danych próg ten został przekroczony. ZOBACZ TAKŻE: Płonące plany. Jak wiceprezydent rozpalił emocje tysięcy Krakowian Prezydent Miszalski Aleksander Miszalski został ogłoszony kandydatem Koalicji Obywatelskiej na prezydenta Krakowa w listopadzie 2023 roku. Otrzymał również poparcie Nowej Lewicy. W pierwszej turze głosowania, przeprowadzonej wiosną 2024 roku, zdobył 37,21 procent głosów i zajął pierwsze miejsce. W drugiej turze pokonał Łukasza Gibałę, uzyskując 51,04 procent poparcia. Urząd prezydenta Krakowa objął 7 maja 2024 roku. Aleksander Miszalski zastąpił Jacka Majchrowskiego, który był prezydentem Krakowa blisko 22 lata / fot. UMK Niespełna dwa lata później rozpoczęła się akcja referendalna mająca doprowadzić do jego odwołania. Pod koniec stycznia 2026 roku ruszyła zbiórka podpisów pod wnioskiem o referendum. Organizatorzy przekonywali, że powodem są m.in. podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej, rozszerzanie strefy płatnego parkowania, wprowadzenie strefy czystego transportu oraz rosnące zadłużenie miasta i polityka kadrowa magistratu. Do Krajowego Biura Wyborczego trafiło około 134 tysięcy podpisów poparcia, znacznie więcej niż wymagane minimum wynoszące 58 355 podpisów. Referendum wyznaczono na 24 maja 2026 roku. Sam Miszalski apelował do mieszkańców, by nie brali udziału w głosowaniu, licząc na zbyt niską frekwencję i nieważność referendum. ZOBACZ TAKŻE: Referendum. Oto komentarze

Więcej…

Po 22 latach pracy usłyszała zarzuty. Komisja wydała jednoznaczny werdykt

Po 22 latach pracy usłyszała zarzuty. Komisja wydała jednoznaczny werdykt

22 maja 2026 | 20:06

Była dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Gabriela Narutowicza w Krakowie, dr n. med. Renata Godyń-Swędzioł, została uniewinniona przez Regionalną Komisję Orzekającą w sprawach o naruszenie dyscypliny finansów publicznych. Jak podkreśla była dyrektor, po 22 latach zarządzania placówką i zmianie władz politycznych w Urzędzie Miasta Krakowa, skierowano wobec niej zarzuty dotyczące rzekomego naruszenia dyscypliny finansów publicznych. Sprawa trafiła do Rzecznika Dyscypliny Finansów Publicznych Regionalnej Izby Obrachunkowej w Krakowie. Komisja orzekająca nie dopatrzyła się jednak podstaw do postawionych oskarżeń. W wydanym rozstrzygnięciu uznano, że zarzucane czyny nie nosiły znamion naruszenia dyscypliny finansów publicznych, co skutkowało pełnym uniewinnieniem byłej dyrektor. Dr Godyń-Swędzioł zaznacza, że okres jej pracy w szpitalu był czasem „trudnej, ale owocnej działalności” na rzecz jednej z najważniejszych miejskich placówek medycznych w Krakowie. Szpital im. G. Narutowicza w Krakowie Godyń-Swędzioł została dyrektorem miejskiego szpitala jeszcze za czasów prezydentury Andrzeja Gołasia. Odeszła po 22 latach, wraz z końcem urzędowania Jacka Majchrowskiego.

Więcej…

Nic nie wolno, obowiązuje absolutna cisza. Oto zasady

Nic nie wolno, obowiązuje absolutna cisza. Oto zasady

22 maja 2026 | 16:06

Cisza referendalna to moment, w którym polityczny hałas ma obowiązek… zamilknąć. W sobotę o północy oficjalnie zaczyna się okres, w którym nie wolno już prowadzić żadnej agitacji - ani na ulicy, ani w sieci, ani w mediach. Zero przekonywania, zero kampanijnych zagrywek, zero „ostatnich apeli do wyborców”. Brzmi spokojnie? W teorii tak. W praktyce to najbardziej napięte godziny całego procesu, bo obowiązują zasady bardzo podobne do ciszy wyborczej, ale traktowane są wyjątkowo restrykcyjnie. W przeciwieństwie do ciszy wyborczej, podczas ciszy referendalnej nie wolno informować o frekwencji, bo to właśnie ona zapewne zdecyduje, czy Krakowianie odwołają prezydenta i radę miasta. Cisza potrwa do niedzieli, do godziny 21. Najważniejsze zakazy podczas ciszy referendalnej: nie wolno prowadzić kampanii referendalnej w żadnej formie, nie wolno zachęcać do głosowania TAK / NIE ani do bojkotu referendum, nie wolno zwoływać zgromadzeń i wieców, nie wolno organizować pochodów i manifestacji, nie wolno wygłaszać przemówień agitacyjnych, nie wolno rozdawać ulotek referendalnych, nie wolno rozwieszać nowych materiałów agitacyjnych, nie wolno publikować reklam i spotów referendalnych, nie wolno agitować w internecie i mediach społecznościowychwpisami: grafikami, filmami, memami, sponsorowanymi reklamami, nie wolno publikować sondaży dotyczących referendum przewidywanych wyników, nie wolno informować o frekwencji, nie wolno agitować: w lokalu wyborczym, na terenie budynku, gdzie znajduje się lokal komisji, nie wolno prowadzić agitacji przez megafony, samochody reklamowe itp. nie wolno nakłaniać wyborców przed lokalem do określonego głosowania Co ważne: stare plakaty i banery mogą wisieć - prawo nie nakazuje ich zdejmowania, problemem jest aktywne prowadzenie kampanii, a nie samo istnienie wcześniej rozwieszonych materiałów, zakaz obowiązuje także w internecie. Podstawy prawne: art. 39 ustawy o referendum ogólnokrajowym, art. 107 Kodeksu wyborczego. Kary: za naruszenie ciszy referendalnej grozi grzywna, za publikację sondaży mogą grozić bardzo wysokie kary finansowe - nawet do 1 mln zł.

Więcej…

Urząd składa zawiadomienie do prokuratury! Ktoś się podszywa pod prezydenta

Urząd składa zawiadomienie do prokuratury! Ktoś się podszywa pod prezydenta

22 maja 2026 | 12:32

Urząd Miasta Krakowa złoży zawiadomienie do prokuratury w związku z nielegalnym wykorzystaniem wizerunku prezydenta miasta oraz podszywaniem się pod pod jego urząd – dowiedział się Kanał Krakowski. Pierwsza sprawa dotyczy filmu wygenerowanego przy użyciu sztucznej inteligencji. W materiale spreparowany wizerunek Aleksandra Miszalskiego miał rzekomo przekonywać, że jedno z ukraińskich świąt (Dzień Wyszywanki) jest „najpiękniejszą ozdobą naszego miasta”. Później wygenerowany przez AI prezydent rzekomo zwraca się do Ukraińców słowami: „żal nam, że wprowadziliśmy nowe ograniczenia, że odwołaliśmy niektóre świadczenia”. Nagranie jest fałszywe i stanowi próbę dezinformacji. Film został opublikowany na profilu na Faceoboku, który… podszywa się po oficjalny profil Związku Ukraińców w Polsce. Druga sprawa dotyczy podszywania się pod prezydenta Krakowa. Nieznani sprawcy przygotowali fałszywe pismo opatrzone symbolami miasta oraz podpisem Aleksandra Miszalskiego. Dokument miał sprawiać wrażenie oficjalnej korespondencji urzędu. Spreparowane pismo było łudząco podobne do korespondencji, jaką wysłał prezydent Krakowa do fundacji Zustricz. Znalazły się tam jednak sfałszowane treści nawiązujące się do referendum odwoławczego. Urząd Miasta Krakowa zapowiedział podjęcie kroków prawnych. Zawiadomienie w tej sprawie jeszcze dziś ma trafić do prokuratury. ZOBACZ TAKŻE: Prezydent Miszalski apeluje: "Proszę Was, nie idźcie na referendum" [WIDEO]

Więcej…

Prezydent Miszalski apeluje: "Proszę Was, nie idźcie na referendum" [WIDEO]

Prezydent Miszalski apeluje: "Proszę Was, nie idźcie na referendum" [WIDEO]

21 maja 2026 | 11:41

Prezydent Krakowa po raz kolejny zwrócił się do mieszkańców z apelem o nieuczestniczenie w referendum dotyczącym odwołania władz miasta. W swoim wystąpieniu podkreślał swoją wizję nowoczesnego, przyjaznego i otwartego Krakowa. Chciałbym, żeby Kraków był miastem szczęśliwym, najlepszym miastem do życia w Polsce. Jak zaznaczył Miszalski, jego celem jest budowa miasta przede wszystkim dla mieszkańców, łączącego rozwój zawodowy z komfortem codziennego życia. W swoim wystąpieniu prezydent nie krył emocji. Myśląc o takim Krakowie mam błysk w oku i właśnie dla realizacji tego marzenia chciałbym dalej pełnić funkcję prezydenta miasta. Chcę dokończyć kadencję i rozliczyć się z wami z mojej pracy po pełnej kadencji. I dlatego proszę Was – nie idźcie na referendum. Aby referendum było ważne, konieczna jest odpowiednia frekwencja. Do odwołania prezydenta potrzeba udziału 158 555 osób, natomiast do odwołania Rady Miasta – 179 792 głosujących.

Więcej…

Kraków buduje tor po latach nacisków. Nagle wybucha polityczna histeria

Kraków buduje tor po latach nacisków. Nagle wybucha polityczna histeria

21 maja 2026 | 08:37

Przez lata Łukasz Gibała apelował o budowę toru samochodowo-motocyklowego wybranego przez mieszkańców w budżecie obywatelskim w 2015 roku. Gdy prezydent Aleksander Miszalski zapowiedział realizację inwestycji, sprzeciw zaczął płynąć ze środowiska... samego Gibały. Padają nawet zarzuty, że miasto buduje tor „kolesiowi” prezydenta, choć o tę inwestycję mieszkańcy i społecznicy walczyli jeszcze w czasach, gdy Miszalski był dla większości krakowian politycznie anonimowy. „Gibałowcy” to już nie polityczny styl. To stan umysłu. Najpierw alarm, krzyk i oskarżenia, że miasto przez dekadę nie realizuje toru samochodowo-motocyklowego, który mieszkańcy wybrali w budżecie obywatelskim. Gibała przez lata słusznie punktował kolejne władze Krakowa za bezczynność. Składał interpelacje, pisał petycje, domagał się działania. Przekonywał, że brak toru to nie tylko ignorowanie woli mieszkańców, ale też realny problem bezpieczeństwa. I miał rację. Jedna z koncepcji toru w Krakowie Problem zaczyna się wtedy, gdy po latach nacisków miasto w końcu mówi: „budujemy”. Bo wtedy w środowisku Gibały wybucha kolejna awantura. Tym razem nie o brak inwestycji, ale o to, że inwestycja… powstaje. Dramat w kilku aktach Przez lata słyszeliśmy od Gibały, że tor jest konieczny. W marcu 2021 pytał Jacka Majchrowskiego, na jakim etapie są przygotowania. Zapytanie   W 2023 roku alarmował, że nielegalne wyścigi i brak odpowiedniej infrastruktury mogą prowadzić do tragedii. Wprost wiązał temat toru z dramatycznym wypadkiem przy moście Dębnickim. Nielegalne wyścigi samochodowe w Krakowie stanowią poważny, wciąż nierozwiązany problem, który nie tylko godzi w spokój i bezpieczeństwo okolicznych mieszkańców, ale prowadzi też do tragedii takich jak niedawny wypadek przy moście Dębnickim, w wyniku którego śmierć ponieśli czterej młodzi ludzie. Interpelacja W 2024 roku ponownie pytał już Aleksandra Miszalskiego o harmonogram inwestycji. Interpelacja   W 2025 roku razem z Adą Siudy składał petycję z podpisami mieszkańców i apelował o „jak najszybszą realizację”, podkreślając, że to „wypełnienie woli mieszkańców sprzed blisko 10 lat”. Apelujemy o zintensyfikowanie prac nad budową wspomnianego toru i jego jak najszybszą realizację. Będzie to wypełnienie woli mieszkańców sprzed blisko 10 lat. Petycja   W końcu, w kwietniu tego roku, Miszalski ogłosił, że budowa toru rusz z miejsca. Tor motocyklowo-samochodowy, zwycięski projekt z budżetu obywatelskiego, na który mieszkańcy czekali od dawna nareszcie powstanie! To projekt, który pozwoli mieszkańcom rozwijać swoje pasje w bezpiecznych, kontrolowanych warunkach, a także stworzy przestrzeń do szkoleń i wydarzeń motoryzacyjnych. Budżet obywatelski to konkretne decyzje mieszkańców, na które co roku przeznaczamy miliony złotych i które krok po kroku realizujemy. Ale wtedy do gry wchodzi... podwładny Gibały, radny Rafał Zawiślak i wszyscy kolejną polityczną awanturę! Ogłasza alarmujące komunikaty o braku konsultacji, analiz hałasu i rozmów z mieszkańcami. To już nie jest polityczna konsekwencja. To polityczna schizofrenia. Zawiślak zapomniał chyba, że budżet obywatelski jest jedną z form konsultacji społecznych. I to jedną z najmocniejszych możliwych. Mieszkańcy nie tylko „wyrazili opinię”. Oni przygotowali projekt, promowali go i oddali na niego głosy. Projekt wygrał. Demokracja lokalna wydarzyła się dokładnie tak, jak powinna. Nie można konsultować w nieskończoność czegoś, co zostało już demokratycznie przesądzone. Rafał Zawiślak (z lewej) i Łukasz Maślona / fot. Łukasz Michalik Oczywiście, każda inwestycja wymaga analiz środowiskowych, procedur i rozmów technicznych. Ale robienie dziś politycznej histerii z samego faktu realizacji projektu, którego przez lata samemu się domagało, jest zwyczajnie groteskowe. Tor dla "kolesia"?! Jeszcze bardziej kuriozalnie brzmią dziś wpisy Zawiślaka, który próbuje przedstawiać budowę toru jako realizację inwestycji „dla kolesia” prezydenta.  Wpis Zawiślaka Problem w tym, że ten „koleś”, czyli Szczęsny Filipiak, walczył o tor od ponad dekady. Organizował projekt, promował go, zbierał poparcie i był jedną z osób, która doprowadziła do jego zwycięstwa w budżecie obywatelskim już w 2015 roku. W czasie, gdy środowisko związane dziś z Aleksandrem Miszalskim dopiero budowało swoją polityczną rozpoznawalność, a sam Miszalski był dla większości Krakowian postacią kompletnie anonimową, temat toru był już od lat obecny w debacie publicznej. Trudno więc dziś udawać, że inwestycja jest nagłym politycznym „prezentem dla kolesia”, skoro jej realizacji domagano się na długo przed tym, gdy obecny układ polityczny w magistracie w ogóle zaczął istnieć. Najważniejsza jest awantura! Najbardziej uderza jednak coś innego. W polityce Gibały coraz częściej nie chodzi o rozwiązania. Chodzi o permanentny konflikt. Jeśli miasto nie buduje – skandal. Jeśli zaczyna budować – też skandal. Nieważne, jaka decyzja zapadnie, narracja musi być jedna: awantura trwa. To właśnie „gibałowszczyzna” w najczystszej postaci. Polityka totalnego sprzeciwu, w której liczy się nie efekt, lecz emocja. Nie rozwiązanie problemu, ale znalezienie kolejnego powodu do oburzenia. I dlatego mieszkańcy mają prawo zapytać: to w końcu ten tor ma powstać czy nie? Bo jeśli przez 10 lat słyszymy, że inwestycja jest konieczna, a gdy rusza realizacja zaczyna się krzyk o jej realizację, to znaczy, że nie chodziło o tor. Chodziło o politykę. ZOBACZ TAKŻE: Referendalna hucpa za gigantyczne pieniądze. Gdzie są faktury i rozliczenia?

Więcej…

Mentzen ogłasza kandydata na prezydenta Krakowa. To nie Berkowicz!

Mentzen ogłasza kandydata na prezydenta Krakowa. To nie Berkowicz!

20 maja 2026 | 20:21

Sławomir Mentzen właśnie ogłosił, kto będzie walczył o fotel prezydenta Krakowa z ramienia Konfederacji. Zamiast kontrowersyjnego złodzieja patelni z IKEA Konrada Berkowicza, lider Konfederacji postawił na… Bartosza Bocheńczaka! Podczas swojej trasy Q&A Mentzen nie pozostawił złudzeń: Nie ma lepszego kandydata niż Bartosz Bocheńczak. W kuluarach politycznych natychmiast zawrzało. Wielu obserwatorów sceny samorządowej spodziewało się, że naturalnym kandydatem może być Berkowicz, który od lat jest jedną z bardziej rozpoznawalnych twarzy ugrupowania w Krakowie. Tymczasem decyzja Mentzena oznacza wyraźne odświeżenie przekazu i postawienie na nowe nazwisko. Bocheńczak ma teraz stanąć do walki o jeden z najważniejszych samorządowych urzędów w Polsce. Lider Konfederacji dodał jednak, że na razie nie ma jeszcze wyborów, bo - by te się odbyły - najpierw mieszkańcy musieliby odwołać obecnego prezydenta. Nawet nie wiemy, czy będą te wybory, bo nie wiadomo, czy referendum się uda. ZOBACZ TAKŻE: Pusta urna – najgorszy koszmar Gibały, Berkowicza i Brauna

Więcej…

Wiceprezydent Stanislaw Mazur

Płonące plany. Jak wiceprezydent rozpalił emocje tysięcy Krakowian

20 maja 2026 | 18:10

Nie milioner, który trzykrotnie otrzymał od Krakowian czerwoną kartkę, nie skazany prawomocnie za groźby wobec dziennikarza i będący twarzą referendum bandzior, w końcu i nie skompromitowane „białe ludziki” udające dziennikarzy - w zwiększeniu frekwencji podczas referendum największe „zasługi” może mieć zastępca urzędującego prezydenta. Pierwsze tygodnie wiosny w Krakowie upłynęły nie tylko pod znakiem politycznej awantury finansowanej przez Łukasza Gibałę – równocześnie rozpoczęto aż kilkanaście konsultacji społecznych oraz spotkań związanych ze zmianami urbanistycznymi. Ich twarzą stał się wiceprezydent Stanisław Mazur, który odpowiada za planowanie przestrzenne w Krakowie. I choć prezydent Aleksander Miszalski uważany jest za najbardziej antydeweloperskiego prezydenta w historii miasta, który za swój podstawowy cel obrał walkę z patodeweloperką i niekontrolowaną zabudową miasta, to jednak część działań proponowanych przez jego zastępcę w ostatnich miesiącach zaczęła budzić coraz większe emocje wśród Krakowian. I to w przedreferendalnym czasie. Kontrowersje wokół pionierskiego ZPI To miał być pionierski i modelowy przykład Zintegrowanego Planu Inwestycyjnego – mówiąc w skrócie – nowej formuły zmiany planu miejscowego na wniosek dewelopera w zamian za wymierne korzyści dla miasta. W styczniu wiceprezydent Mazur obwieścił w swoich mediach społecznościowych: - Mamy pierwsze ZPI przegłosowane przez Komisję Planowania Przestrzennego. Inwestor ma przeznaczyć ponad 23 mln zł na inwestycje w infrastrukturę miasta w Bronowicach Małych  Chodzi o wniosek spółki Henniger Investment, która w zamian za modyfikacje w obowiązującym planie miejscowym dla Osiedla Wizjonerów miała m.in. wybudować kładkę do przystanku SKA Bronowice, dodatkowe 100 miejsc parkingowych dla Miasta, czy drogę prowadząca przez Park Radzikowskiego. Wynegocjowane w ramach umowy urbanistycznej (która stanowi załącznik do ZPI) inwestycje chwalił również radny z klubu Gibały Łukasz Maślona, biorący udział w rozmowach z deweloperem.  W kwietniu ruszyły konsultacje społeczne dokumentu w tym dwie otwarte debaty. Uczestniczył w nich również wiceprezydent Mazur. - O ile same zmiany w planie zagospodarowania wymagały pewnie niewielkich korekt, o tyle spore wątpliwości mieszkańców budzą zapisy dotyczące inwestycji i działań kompensacyjnych ze strony dewelopera. Podczas konsultacji poruszano m.in. kwestie „wrzucenia” w pakiet ZPI budowy drogi do terenów usługowych dewelopera czy prywatny, płatny parking, bo tym ostatecznie okazały się „miejsca postojowe dla Miasta”, którymi chwalili się negocjatorzy. Uważamy, że płatny parking powinien być zarządzany przez miasto i generować zyski dla budżetu Krakowa  - relacjonuje pan Adrian, mieszkaniec osiedla Wizjonerów, który brał udział w konsultacjach.  - W proponowanych dokumentach nie ma tez żadnych dodatkowych zabezpieczeń dla miasta związanych z jakością wykonania planowanych inwestycji publicznych - a z doświadczenia wielu wspólnot mieszkaniowych na osiedlu wiemy, że obsługa dewelopera w ramach rękojmi czy gwarancji pozostawia wiele do życzenia, a część spraw kończy w sądach  - dodaje mieszkaniec, który uważa, że w konsultowanej wersji dokumentu negocjowanego m.in. przez wiceprezydenta Mazura, nie zamieszczono wystarczających zabezpieczeń, co może rodzić w kolejnych latach dodatkowe wydatki z budżetu miasta. Trwające blisko miesiąc konsultacje cieszyły się dużym zainteresowaniem – jak poinformował nas Urząd Miasta, wpłynęło ponad 110 pism, a 91 zostało uznane za uwagi do projektu planu. 19 maja opublikowano ich podsumowanie – w dokumencie podpisanym przez wiceprezydenta Mazura wszystkie uwagi mieszkańców dotyczące planu miejscowego zostały uznane za bezzasadne. Raport z uwagami dotyczącymi działań kompensacyjnych ze strony dewelopera jeszcze nie został opublikowany. Ostatecznie decyzje dotyczące pierwszego krakowskiego ZPI będą podejmować radni. Zobacz również: Lex Jaśko, czyli rewolucja w samorządach. „Stop bandytom w radach dzielnic”  Emocje na Rybitwach Znacznie większe emocje, bo dotyczące o wiele większego obszaru, wywołały prace nad tzw. „Masterplanem dla Rybitw” zakładającym przenosiny części firm z Rybitw i Bieżanowa na tereny po hutniczym kombinacie i intensywną zabudowę deweloperską terenu, nawet w bezpośrednim sąsiedztwie oczyszczalni ścieków.  - Zaproponowany masterplan „Płaszów–Rybitwy. Nowoczesna Zielona Dzielnica” nie jest gotowym przepisem na zagospodarowanie tej części naszego miasta, lecz kierunkiem zmian wypracowanym w rozmowach z mieszkańcami, przedsiębiorcami i lokalnymi instytucjami. To właśnie ten proces – wieloetapowy, czasem żmudny, ale konsekwentny – jest jego fundamentem - wyjaśniał w mediach społecznościowych wiceprezydent Mazur.  - To nie jest teren do eksperymentów urbanistycznych, ale jeden z fundamentów gospodarki Krakowa - odpowiadał Remigiusz Tytuła z Klastra Rybitwy, organizacji zrzeszającej firmy z tej części miasta. W materiałach przygotowanych przez przedsiębiorców podkreślono, że obszar ten generuje około 9–10 mld zł rocznych przychodów i daje pracę blisko 20 tysiącom osób.  Przedsiębiorcy przypominali, że dwa lata temu miasto zrezygnowało z pomysłu „Krakowskiego Manhattanu” na Rybitwach, który finalnie okazał się przeskalowaną i niemożliwą do realizacji futurystyczną wizja zabudowy tej, od wielu lat przemysłowej, części miasta. Zobacz: Płaszów i Rybitwy. Będą dymy, awantury i przepychanki. Bierzcie popcorn 22 kwietnia przedsiębiorcy zorganizowali duży protest przed magistratem. W dniu sesji Rady Miasta Krakowa uczestniczyło w nim ponad 600 pracowników z Rybitw. Do magistratu trafił również dokument zbierający najważniejsze postulaty przedsiębiorców:  - Złożyliśmy uchwałę, bo chcemy jasno pokazać, że nasze stanowisko nie jest doraźnym protestem, ale konsekwentnie przedstawianym, formalnym głosem środowiska przedsiębiorców. Oczekujemy dialogu opartego na faktach, a nie decyzji podejmowanych ponad głowami firm i pracowników   – informował Remigiusz Tytuła.  Miszalski interweniuje Gdy temat masterplanu zaczął budzić olbrzymie emocje, wykorzystywane również przez polityków zaangażowanych w awanturę referendalną, zainterweniował Aleksander Miszalski. Prezydent Krakowa zarządził wstrzymanie prac nad dokumentem i zadeklarował organizację spotkań z udziałem przedsiębiorców. Ci z kolei, na profilach swoich firm, zachęcają go do organizacji spotkania z serii „Ławka Dialogu” poświęconego tematowi masterplanu dla tej części Krakowa. Pytanie jednak, czy po bardzo prawdopodobnej klęsce referendalnej awantury, na ławce obok prezydenta Miszalskiego znajdzie się miejsce dla wiceprezydenta Mazura, odpowiedzialnego dotychczas m.in. za zagospodarowanie przestrzenne. I za wywołanie dużych emocji w „gorącym” okresie referendalnym. Zobacz również: "Ja tu panią odkażę". Białe ludziki tłumaczą się z ataku w urzędzie

Więcej…

Lex Jaśko, czyli rewolucja w samorządach. „Stop bandytom w radach dzielnic”

Lex Jaśko, czyli rewolucja w samorządach. „Stop bandytom w radach dzielnic”

19 maja 2026 | 13:44

W końcu ktoś bierze się za to bagno! Właśnie powstaje „lex Jaśko” – projekt, który jasno i bez niedomówień zakłada, że osoba skazana prawomocnym wyrokiem za przestępstwo umyślne traci mandat. Sołectwa, rady dzielnic i osiedli – czyli miejsca, w których lokalne społeczności powinny decydować o swoich sprawach – stały się azylem dla prawomocnie skazanych przestępców. Wyroki? Jakie wyroki. Siedzą, głosują, biorą diety i śmieją się wam prosto w twarz. Jednym z przykładów, o którym mówi się w kontekście tego problemu, jest Mateusz Jaśko, prawomocnie skazany za próbę wręczenia łapówki oraz zastraszanie dziennikarza. ZOBACZ TAKŻE: Oto najszybsza kariera w Polsce. Skazany radny dzielnicowy, którego zna cały kraj Teraz pojawiają się propozycje zmian, które mają to uporządkować: koniec z wyjątkami i przyzwoleniem na to, by osoby z wyrokami zasiadały w organach pomocniczych samorządu. Klub Parlamentarny Koalicji Obywatelskiej przygotował projekt „Stop bandytom w radach dzielnic”, który ma wprowadzić zasadę jednoznaczną: prawomocny wyrok za przestępstwo umyślne oznacza utratę mandatu. To jest projekt, który ma przywrócić elementarną przejrzystość i zaufanie do najbliższego obywatelowi poziomu samorządu. Jeżeli ktoś ma reprezentować mieszkańców w radzie osiedla, dzielnicy czy sołectwie, powinien spełniać standardy, których oczekujemy od osób działających publicznie – tłumaczy poseł Dominik Jaśkowiec. „Lex Jaśko” ma więc zakończyć sytuacje, w których osoby z wyrokami pełnią funkcje publiczne na poziomie lokalnym. To krok, który – zdaniem autorów projektu – porządkuje standardy życia publicznego. ZOBACZ TAKŻE: Lider z tylnego fotela ucieka przed pytaniami. Gibała boi się rozmawiać

Więcej…

Czy Hoffman jest… kolesiem?! Sęk odpalił serię pytań do lidera referendum [WIDEO]

Czy Hoffman jest… kolesiem?! Sęk odpalił serię pytań do lidera referendum [WIDEO]

18 maja 2026 | 19:45

Awantura wokół referendum w Krakowie wchodzi na coraz wyższy poziom. Tym razem mocno zagotowało się wokół Jana Hoffmana, lidera komitetu, który chce odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego i rady miasta. Hoffman miał dziś stanął do debaty z wiceprezydentem Krakowa Łukaszem Sękiem. Spotkane zorganizowali studenci Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Plakat Do debaty jednak nie doszło, bo... Hoffman się nie pojawił. Jak nam tłumaczył, dostał informację, że ta została odwołana.  Sęk nie krył irytacji i postanowił publicznie zadać kilka pytań. Najmocniej wybrzmiał wątek... kolesi. Choć nie pojawił się wprost, Sęk pytał: Jak Jan Hoffman znalazł zatrudnienie w radzie nadzorczej spółki Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych w Skale? Jak Jan Hoffman znalazł zatrudnienie w radzie nadzorczej w spółce Likom w Liszkach? Osoby, które zasiadają w radach nadzorczych spółek samorządowych w Krakowie Hoffman nazywa kolesiami. A jak nazywa się tych, którzy zasiadają w radzie nadzorczej w Liszkach czy Skale? Hoffman w rozmowie z nami postanowił odpowiedzieć.  Nie jestem kolesiem. Odkąd zdałem maturę przestałem nadawać się na doradcę prezesa KHK do spraw ubezpieczeń, po ukończeniu studiów przestałem się nadawać na rzecznika praw ucznia. Obecnie (z moim wykształceniem i doświadczeniem zawodowym) jestem całkowicie nieprzydatny dla ekipy Miszalskiego. To jednak nie był koniec. Sęk pytał też: ile pieniędzy wydano na kampanię referendalną, ile zapłacono osobom zbierającym podpisy, kto finansuje działania komitetu, oraz dlaczego materiały referendalne miały zawisnąć w miejscach bez zgody właścicieli. Hoffman powiedział nam, że "pełne rozliczenie nastąpi w trybie ustawowym". – Jeśli chodzi o wieszanie plakatów, to według mojej wiedzy komitet nie wiesza ich w miejscach niedozwolonych – przyznał. 

Więcej…

Komisja Dyscyplinarna zajęła się sprawą Gibały. On sam... nie przyszedł

Komisja Dyscyplinarna zajęła się sprawą Gibały. On sam... nie przyszedł

18 maja 2026 | 15:26

Łukasz Gibała nie miał odwagi stanąć przed Komisją Dyscyplinarną Rady Miasta Krakowa. Gdy radni zajmowali się sprawą jego kontrowersyjnych wypowiedzi i wpisów internetowych, lider Krakowa dla Mieszkańców po prostu nie przyszedł. Sprawa dotyczy wypowiedzi i wpisów internetowych lidera Krakowa dla Mieszkańców. Gibała przekonywał w nich, że Anna Bałdyga przegrała proces dotyczący referendum. Problem w tym, że postępowanie zakończyło się ugodą, a nie wyrokiem przegranym przez radną. Wniosek o ukaranie Gibały trafił do Komisji Dyscyplinarnej podczas majowej sesji Rady Miasta Krakowa. Sama Bałdyga podkreślała, że radny rozpowszechniał nieprawdziwe informacje i wprowadzał mieszkańców w błąd. Choć sprawa dotyczyła bezpośrednio Gibały, ten nie pojawił się na posiedzeniu komisji i nie przedstawił swojego stanowiska. Byłam przekonana, że radny Gibała pojawi się na posiedzeniu. Dopiero dziś przekazał informację, że jednak go nie będzie.  – mówiła przewodnicząca komisji Edyta Sikora. Złożyła wniosek do Gibały, by ten odniósł się na piśmie do zarzutów Bałdygi. Dziś również został zaproszony, ale się nie pojawił. Nie możemy zakładać, że następnym razem przyjdzie i osobiście przedstawi swoje stanowisko, dlatego chcemy, aby przekazał je na piśmie. - argumentowała przewodnicząca Sikora. Ostatecznie komisja nie rozstrzygnęła sprawy. Decyzja zapadnie na kolejnym posiedzeniu. ZOBACZ TAKŻE: Lider z tylnego fotela ucieka przed pytaniami. Gibała boi się rozmawiać

Więcej…

„Pancerny Marian” chce zostać prezydentem Krakowa?! „Jestem do dyspozycji” [WIDEO]

„Pancerny Marian” chce zostać prezydentem Krakowa?! „Jestem do dyspozycji” [WIDEO]

17 maja 2026 | 20:11

Do gry o fotel prezydenta Krakowa wkroczył... Marian Banaś. Tak, TEN Marian Banaś. Były prezes NIK, były minister finansów i człowiek, którego polityczna kariera przypominała momentami serial dokumentalny Netflixa. Teraz wygląda na to, że może chcieć zostać prezydentem Krakowa. A wszystko dzieje się tuż przed referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego i Rady Miasta, które odbędzie się 24 maja. Jeśli mieszkańcy zagłosują za odwołaniem władz, będą nowe wybory. I najwyraźniej Banaś właśnie ustawia się w kolejce. Na nagraniu opublikowanym w sieci mówi: Kraków to nie tylko miasto, z którego pochodzę. To miasto, które noszę w sercu od zawsze. Miasto królów w historii, kultury, ale przede wszystkim dobrych, mądrych ludzi, którzy zasługują na szacunek i uczciwe zarządzanie. Czyli klasyczne otwarcie kampanii typu: „kocham to miasto bardziej niż smog zimą”. Ale później robi się już bardziej politycznie: Z niepokojem patrzę dziś na to, co dzieje się wokół naszego miasta. Coraz więcej mieszkańców mówi o zmęczeniu, chaosie i braku dialogu. I właśnie dlatego referendum jest tak ważne. To demokratyczne prawo mieszkańców, by powiedzieć władzy: sprawdzam. I tu wjeżdża najważniejszy fragment, praktycznie bez żadnej zasłony dymnej: A jeśli uznają państwo, że zmiana jest konieczna, chcę jasno powiedzieć: jestem do dyspozycji mieszkańców, bo kocham Kraków”. Czyli tłumacząc z języka politycznego na polski: „tak, jestem gotowy kandydować. Spot kończy podpis grubością całego CV: Marian Banaś, prezes Ruchu Naprawy Polski Mariana Banasia, były minister finansów i prezes Najwyższej Izby Kontroli. 24 maja referendum w Krakowie. Zmiana jest możliwa.#referendum#referendumkraków#krakówdecyduje#Kraków pic.twitter.com/VvkgPvRQTh — Marian Banaś (@marian_banas) May 17, 2026 "Banaś na prezydenta Krakowa” to zdanie, którego chyba nikt nie miał na bingo 2026... A więcej o "pancernym Marianie" dowiecie się tutaj: "Pancerny Marian i pokoje na godziny". Reportaż "Superwizjera"  

Więcej…

Antyszczepionkowiec i gigant antyukraińskiej propagandy włącza się w obalanie Miszalskiego

Antyszczepionkowiec i gigant antyukraińskiej propagandy włącza się w obalanie Miszalskiego

16 maja 2026 | 14:58

Antyszczepionkowiec, skrajny prawak i jeden z najgłośniejszych szerzycieli antyukraińskiej propagandy aktywnie włącza się w krakowskie referendum. Witold Gadowski, bo o nim mowa, otwarcie namawia mieszkańców Krakowa do wzięcia udziału w referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego oraz całej Rady Miasta Krakowa. Były dziennikarz aktywnie publikuje materiały referendalne, zachęcając do głosowania przeciwko obecnym władzom miasta. Tym samym Gadowski dołączył do grona innych kontrowersyjnych postaci krakowskiego referendum, takich jak: kryminalista Mateusz Jasko, Konrad Berkowicz, Grzegorz Braun, Barbara Nowak, Ryszard Majdzik, a także trzykrotnie przegrywający wybory na prezydenta Krakowa Łukasz Gibała. Gadowski i Braun będą "dyskutować" o referendum w Krakowie / źródło: FB Gadowski od kilku lat buduje swoją popularność przede wszystkim na ostrych, często skrajnych narracjach. Szczególnie duże zasięgi generuje na fali antyukraińskiej propagandy – jego materiały osiągają czasem setki tysięcy, a nawet miliony wyświetleń, wyprzedzając w tym zakresie nawet Janusza Korwin-Mikkego. Jest także znany jako jeden z najbardziej radykalnych przeciwników szczepionek przeciwko COVID-19. Witold Gadowski / fot. wikimedia Styl Gadowskiego opiera się niemal wyłącznie na negacji, ostrej krytyce i pogardzie wobec elit. Z taką samą zaciekłością atakował zarówno obecnego prezydenta Aleksandra Miszalskiego, jak i poprzedniego – Jacka Majchrowskiego, a także rządy różnych opcji politycznych. Zwolennicy chwalą go za bezkompromisowość i „niepoprawność polityczną”, a krytycy oskarżają o szerzenie teorii spiskowych i szkodliwą propagandę. Jego zaangażowanie w krakowskie referendum dodatkowo podgrzewa atmosferę wokół głosowania i potwierdza, że w tej kampanii referendalnej dominują postaci budzące skrajne emocje. ZOBACZ TAKŻE: Pusta urna – najgorszy koszmar Gibały, Berkowicza i Brauna

Więcej…

„Nie u mnie w ogródku”, czyli jak Wieliczka chce S7, ale wyłącznie przez Kraków

„Nie u mnie w ogródku”, czyli jak Wieliczka chce S7, ale wyłącznie przez Kraków

15 maja 2026 | 15:31

Im dłużej trwa dyskusja wokół referendum i przebiegu S7, tym wyraźniej widać, że nie chodzi już wyłącznie o samą drogę. Coraz większe emocje budzi pytanie: kto właściwie próbuje wpływać na decyzje mieszkańców Krakowa i w czyim interesie? Szczególnie ciekawie wygląda tu rola… Bartłomieja Krzycha. Nie znacie, więc o nim za chwilę. Gość publicznie mówi „tak” dla S7, ale pod jednym warunkiem: droga ma przebiegać przez Kraków, byle nie przez Wieliczkę. Klasyczne „nie u mnie”. Inwestycja jest potrzebna, dopóki jej skutki ponoszą inni. I właśnie ta postawa rzuca nowe światło na całe referendum. Urodzony w Lubaczowie na Podkarpaciu Krzych nie jest zwykłym komentatorem z boku. To aktywny gracz, bardzo mocno zaangażowany w referendum w Wieliczce, gdzie lokalni mieszkańcy bronią się przed przebiegiem S7 przez ich teren. Jednocześnie wspiera mechanizmy odwoławcze w Krakowie. Krzych aktywnie wspiera referendum w Krakowie / źródło: FB Pojawia się więc naturalne pytanie: dlaczego mieszkaniec Wieliczki tak aktywnie angażuje się w polityczny spór dotyczący Krakowa? Oczywiście każdy ma prawo zabierać głos w sprawach aglomeracji. Problem zaczyna się wtedy, gdy pod hasłem „dobra wspólnego” próbuje się przerzucić cały koszt (i nie chodzi tu o finanse) inwestycji na sąsiada. Bo dziś coraz bardziej wygląda to tak: u siebie protestujemy przeciwko S7, ale w Krakowie już chętnie opowiadamy o „konieczności rozwoju infrastruktury”. To nie jest żadna spójna wizja dla metropolii. To zwykłe wtykanie nosa w talerz sąsiada. Ludzie spoza Krakowa, którzy tak chętnie angażują się w krakowskie referendum odwoławcze, de facto grają przeciwko interesom mieszkańców stolicy Małopolski. Bo łatwo mobilizować emocje przeciwko Krakowowi, kiedy samemu mieszka się kilka kilometrów dalej. Łatwo podgrzewać atmosferę, żyć polityczną awanturą i opowiadać o „ratowaniu demokracji”, gdy rachunek za decyzje mają zapłacić inni. Cała ta historia doskonale pokazuje problem współczesnej samorządności w aglomeracji: każdy pilnuje własnego podwórka, a problemy próbuje wypchnąć dalej. Nie ma odwagi, by usiąść przy jednym stole i uczciwie rozmawiać o rozwiązaniu dla całego Krakowa i okolic. Zamiast tego mamy referenda, protesty, konferencje prasowe i medialne narracje pod hasłem „bronimy mieszkańców”. Tylko że bronienie własnych mieszkańców kosztem sąsiadów nie jest żadną odwagą. To wygodnictwo ubrane w piórka obywatelskości. Protest przeciwko S7 w Krakowie S7 i tak będzie musiała powstać - to inwestycja o znaczeniu krajowym. Pytanie brzmi wyłącznie: kto zapłaci najwyższą cenę? Kraków czy gminy ościenne? I czy krakowianie pozwolą, by ich miasto stało się infrastrukturalnym buforem dla tych, którzy najgłośniej krzyczą: „tak dla inwestycji… ale nie u nas”. Bartłomiej Krzych i podobni mu działacze doskonale rozumieją mechanikę tego sporu. Dlatego grają na dwa fronty: u siebie blokują lub łagodzą przebieg inwestycji, a w Krakowie wspierają polityczny chaos i mechanizmy odwoławcze. Bo jeśli Kraków zapłaci rachunek - Wieliczka tylko zyska. I może właśnie czas nazwać to po imieniu: to nie jest walka o mieszkańców. To walka o to, żeby to inni mieszkańcy ponieśli koszty. A gdzie w tym wszystkim jest konkret? ZOBACZ TAKŻE: Pusta urna – najgorszy koszmar Gibały, Berkowicza i Brauna Do dziś zresztą nie wiemy nawet, jakie stanowisko wobec przebiegu S7 przez Kraków mają sami inicjatorzy referendum w Krakowie. Wiemy, jakie zdanie ma Aleksander Miszalski - protestował przeciwko wariantom uderzającym w miasto. A inicjatorzy? Cisza. Nie słyszymy wizji rozwoju Krakowa. Nie słyszymy propozycji rozwiązań komunikacyjnych. Nie słyszymy odpowiedzi na pytanie, jak ma wyglądać przyszłość miasta w perspektywie 10 czy 20 lat. Słyszymy wyłącznie polityczny sprzeciw wobec Miszalskiego. I właśnie dlatego coraz trudniej traktować to referendum jako merytoryczną debatę o Krakowie. Bo jeśli ktoś chce odwoływać władze miasta, a jednocześnie unika odpowiedzi na podstawowe pytanie: „czy S7 ma przebiegać przez Kraków?” to znaczy, że nie chodzi o żadne rozwiązanie problemu. Chodzi wyłącznie o politykę.

Więcej…

Strona 2 z 11

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10

Na fali

  • Kto prezydentem Krakowa? Dotarliśmy do tajnego sondażu, a w nim... sensacja!

    Wydarzenia

    Kto prezydentem Krakowa? Dotarliśmy do...

    Informacja
    18 czerwca 2026
  • Polityczne samobójstwo czy brutalny sabotaż? Zastępca Miszalskiego odpalił protokół zniszczenia

    Opinie

    Polityczne samobójstwo czy brutalny...

    Informacja
    15 czerwca 2026
  • Znamy plan Gibały: nie wystartuje, zagra o pełną stawkę [UJAWNIAMY KULISY]

    Wydarzenia

    Znamy plan Gibały: nie wystartuje,...

    Informacja
    15 czerwca 2026

Kanał Krakowski

Płyniemy pod prąd. Z prądem płyną śmieci.

Menu

  • Strona główna
  • O nas
  • Reklama
  • Materiały partnerskie
  • Kontakt
  • Polityka prywatności

Działy

  • Wydarzenia
  • Opinie
  • Rozmowy
  • Serwis specjalny: Wybory 2026
Copyright © 2026 Kanał Krakowski. Wszelkie prawa zastrzeżone.